Reklama

Pułapka nieopisanego świata

2018-05-09 10:18

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 19/2018, str. 39

DOMINIK RÓŻAŃSKI

Mam wrażenie, że żyjemy w momencie nienotowanego dotąd napięcia między tym, co stanowi istotę nas samych, a dostępnymi nam zabawkami, które powoli zabawkami być przestają, a stają się nową nieznaną, nieogarniętą przez etyczne refleksje, stroną naszego świata. O ile dotychczas mogliśmy mówić, że – w rzucie płaskim – mamy cztery strony świata, a przy dodaniu przestrzeni pojawiają się jeszcze dwie, to teraz całkiem wyraźnie możemy już zauważyć, że powstał nowy wymiar, nowa przestrzeń, nowa strona świata – virtual reality. Powstał nie tylko nowy wymiar, z wirtualnej pulpy powoli wyłania się bowiem oblicze nowego świata. Niebezpiecznego, stosującego o wiele doskonalsze narzędzia kontroli i manipulacji swoimi mieszkańcami niż wszystkie znane nam dotychczas wymiary orwellowskiego koszmaru.

To, co się dzieje w tej chwili, to prosta konsekwencja procesu, który trwa już od kilkudziesięciu lat. Właściwie – co was może zaskoczy – nic zaskakującego. Od lat 60. XX wieku pogłębia się rozziew między rozwojem tzw. nauk ścisłych, szczególnie matematyki i fizyki teoretycznej, a poziomem uprawiania tzw. humanistyki. W naukach ścisłych sprawy ideologiczne stawiane są niezwykle klarownie – albo coś się da udowodnić, poprzeć logicznymi równaniami wynikającymi z konsekwentnie nadbudowującego się gmachu ludzkiej refleksji, albo nie ma o czym mówić i rzecz ląduje w śmietniku zbędnych wariactw.

Nie spotkałem jeszcze dobrego matematyka, który miałby lewicowe poglądy i hołdował np. zasadzie tzw. prawdy kontekstowej lub regułom „wywodu relatywizującego aksjomaty”. Ta prawidłowość ma, oczywiście, swoje dobre i złe strony. Dobre, bo nikt tam nie może wciskać neomarksistowskich urojeń; złe, bo rozwój nauk ścisłych wyraźnie przekłada się na nasze codzienne życie.

Reklama

Osiągnięcia ludzi o ścisłych umysłach przenikają do naszego świata i sprawiają, że żyjemy dziś w epoce prawdziwej rewolucji technologicznej. Co miesiąc dzieje się coś nowego w dziedzinie nowych technologii. Nasz świat kilka lat temu i świat teraźniejszy to rzeczywistości odległe od siebie o kilkadziesiąt technologicznych rewolucji i przełomów. Ten oszałamiający rytm świata nowych technologii jest odczuwalny szczególnie w dziedzinie komunikacji i wymiany informacji. Dziś klasyczne media wyraźnie więdną i ustępują miejsca nowym mediom, nieopisanym jeszcze dokładnie i niezdefiniowanym jak Ameryka Krzysztofa Kolumba. Zdajmy sobie sprawę z tego, że dopiero wypełzamy na nowy ląd...

Eksplozjom wywołanym przez pęd nauk ścisłych towarzyszą jednak degeneracja i rozpłynnienie się tzw. nauk humanistycznych. Po słynnym marszu przez instytucje, który dokonuje się od lat 60. ubiegłego wieku do dziś, każda znacząca placówka refleksji humanistycznej została skutecznie zakażona weneryczną chorobą neomarksizmu, a w ślad za tym – homopolityką, gender i innymi rodzajami hermeneutyki opartej na opisie całości w sposób, w jaki zwykło się opisywać cały, kompletny świat.

Z filozofii zniknęły rozważania oparte na poszukiwaniu prawdy, sensu, istoty ludzkiego odczuwania – zastąpiono je zniekształconym językiem ukradzionych pojęć, które nie znaczą już tego, co kiedyś znaczyły. Wprowadzono – metodami policyjnymi i totalitarnymi – niemalże zakaz zajmowania się poznawaniem jednej i niezmiennej prawdy. Takie refleksje tłumione są za pomocą całego arsenału knebli wytworzonych przez lewicę. Poszukiwacze prawdy są powszechnie uznawani za faszystów i ludzi nietolerancyjnych, myśliciele oddający się poszukiwaniu niezmiennej „piramidy wartości” są tępieni jak niebezpieczni przestępcy. Neomarksistowski terror zniszczył filozofię, etykę i hermeneutykę w ich podstawowym wymiarze. W to miejsce wprowadził rozmaite pseudonaukowe refleksje, które zyskały miano kierunków dominujących.

Odkąd Zygmunt Freud ogłosił swoje marksistowskie – w zasadniczym wymiarze – pomysły, udało się nawet rozmontować człowieka samego i poskładać go w golema, który z ludzkiej natury dziedziczy jedynie usprawiedliwienie dla najgorszych pasji i obsesji, które w tej naturze tkwią. Co ciekawe, nikt z rozsądnych metodologów nie nazwałby psychoanalizy nawet paranauką. Pomysły Freuda były jednak potrzebne, aby wydrzeć człowiekowi jego największą tajemnicę i jednocześnie „differentia specifica”, które różniło nas od pozostałego świata ożywionego i nieożywionego – duszę! Według sprytnego szarlatana, dusza nie istnieje, a każdy, kto ośmieli się jeszcze w nią wierzyć, ma po prostu „nieprzepracowany” kontakt z własnym id, pomieszanym z superego.

Dość jednak o neomarksistowskich urojeniach tzw. psychoanalityków. Chcę zwrócić Państwa uwagę na większą biedę, która wynikła z nierównomiernego rozwoju nauk ścisłych i humanistyki. Infekcja w dziedzinie humanistyki – wszczepiona przez neomarksistów – skutkuje dziś tym, że powstający właśnie świat virtual reality nie został w żaden sposób oswojony przez współczesną filozofię, etykę i psychologię. W dziedzinie nowych technologii codziennie pojawiają się nowe gadżety, które rychło wchodzą do masowego użycia i – w sposób realny – zmieniają naszą rzeczywistość. Kiedyś symbolem świata mógł być olbrzym biologii dosiadany i kierowany przez karła będącego intelektem. Dziś sytuacja uległa znaczącemu odwróceniu. Kolos nowych technik i technologii, kolos rzeczywistości cyfrowej jest wyswobodzony jak dżin z butelki, a intelekt obejmuje go co prawda technicznie, jednak nie jest w stanie dobudować do niego kodeksu realnych wartości, zasad i etykiety.

Nauki ścisłe, w odróżnieniu od tzw. humanistyki, są niewrażliwe na polityczną poprawność i neomarksizm, nie zajmują się jednak refleksją etyczną, przewidywaniem wpływu nowych możliwości na ludzką naturę i warunki – także duchowe – istnienia człowieka. Oto czyny, które są wyraźnie zabronione w większości kodeksów etycznych, w tzw. virtualu dzieją się nagminnie, są dopuszczalne i nie poddają się jakiejkolwiek dojrzałej refleksji etycznej.

Wszystko, o czym piszę, to pogłębiająca się nierównowaga między postępem techniki a rozwojem nauk moralnych. Do dziś – jakkolwiek egzotycznie by to nie zabrzmiało – nie powstała żadna godna uwagi praca poświęcona np. „filozofii smartfona”, etyce korzystania z mediów społecznościowych i nieograniczonym możliwościom wirtualnych kontaktów, które daje globalna sieć. Nie znam także ciekawych opracowań poświęconych wirtualnym grzechom i ich odniesieniu do realnego świata. Powstają za to wirtualne katechizmy, wirtualne rekolekcje, wirtualne Msze św., a niedawno dostrzegłem nawet „wirtualne egzorcyzmy”.

Warto zapytać: gdzie ukrył się diabeł wirtualnego świata? Oczywiście, wielu krytyków zakrzyknie natychmiast, żem człek niepoważny, czarta bowiem w wirtualnym świecie nie ma. Czy aby na pewno jesteście o tym przekonani? Brak poważnych refleksji nad światem stwarzanym przez nowe technologie skutkuje infantylizmem tej sfery i zachwaszczeniem jej przez najgorsze instynkty. Brak namysłu nad nowymi technologiami sprawia, że realne rzesze uczestników nowego świata wpadają w sieci politycznych i religijnych szarlatanów. Internet na dobrą sprawę nigdy nie został dobrze wyegzorcyzmowany. Sama jednak myśl o czymś takim budzi drżenie i obawę przed posądzeniem o tkwienie w mentalnej ciemnocie i zacofaniu. Człowiek w Internecie jest narażony na wielorakie niebezpieczeństwa, wszystko jest tu bowiem z pozoru prostsze, łatwiejsze i niepozostawiające realnych konsekwencji. Czy jednak tak jest w istocie?

Jak uczestnictwo w wirtualnym świecie wpływa na nasze realne życie, wpływa na nasze kontakty, na nasz język, na nasz obraz świata? Czy można bezkarnie oddzielać swoją wirtualną aktywność od tej, którą uprawiamy w realnym życiu? Czy te dwa światy na siebie nie oddziałują? To pytania, na które dziś musimy sobie odpowiedzieć, jeśli nie chcemy, aby nowe pokolenia stały się dla nas obcymi mieszkańcami wspólnej, do niedawna, planety.

Tagi:
komentarz

Arcybiskup powiedział prawdę o tęczowej ideologii

2019-08-02 17:58

Artur Stelmasiak

Abp Marek Jędraszewski porównując tęczową ideologię do "czerwonej zarazy" użył precyzyjnych słów i odniesień. Dobitnie powiedział prawdę o zagrożeniach, z którymi dziś muszą zmagać się Polacy

W homilii, która wiceprzewodniczący KEP abp Marek Jędraszewski wygłosił w krakowskim kościele mariackim, cytowanych było kilka powstańczych piosenek. Metropolita z uznaniem i czcią mówił o Powstańcach Warszawskich, którzy stanęli do nierównej walki o wolność, honor i człowieczeństwo. Jednym z nich jest żołnierz batalionu Parasol Józef Szczepański ps. Ziutek, który napisał m. in. słynny hymn "Pałacyk Michla". Ten radosny utwór powstał 4 sierpnia, a gdy podczas walk było już bardzo ciężko 29 sierpnia Ziutek napisał "Czerwoną Zarazę". W wierszu opisał, jak walczący Powstańcy "z odrazą" czekają na wejście armii czerwonej, która jako "czerwony władca rozbestwionej siły" celowo zwlekała z walką o Warszawę, by "wszyscy tu legli pokotem".

Ziutek w swym wierszu przewidział, że Polska będzie wolna i "czerwona zaraza" po naszej ziemi nie będzie chodzić. Arcybiskup w homilii powiedział, że na wolność od "czerwonej zarazy" trzeba było długo czekać. - Co wcale nie znaczy, że nie ma nowej zarazy, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa - podkreślił abp Jędraszewski. I właśnie to porównanie zostało zmanipulowane przez lewicowe media oraz polityków.

Abp Jędraszewski, jako profesor filozofii i wybitny znawca filozofii chrześcijańskiej, dorobku filozoficznego kard. Karola Wojtyły oraz nauczania św. Jana Pawła II, w sposób precyzyjny i dobitny powiedział prawdę. Nawet przeciętny człowiek, który zna trochę filozofii i historii idei, wie na jakich podstawach zbudowane zostało tzw. tęczowe środowisko i ideologia LGBT. Rewolucja bolszewicka, jest młodszą córką rewolucji oświeceniowej, a rewolucja seksualna 1968 roku jest wnuczką rewolucji francuskiej. Obecna "tęczowa rewolucja" jest więc prawnuczką francuskiego libertynizmu, wnuczką marksizmu i bolszewizmu oraz córką rewolucji seksualnej 1968 roku. W tym kontekście porównanie ideologii homoseksualnej do "czerwonej zarazy" jest bardzo precyzyjne, logiczne, uprawnione i prawdziwe.

Obecnie w mediach mamy więc przejawy skrajnej manipulacji. Warto tez podkreślić, że abp Jędraszewski nigdy nie mówił, że człowiek o skłonnościach homoseksualnych jest zarazą, co Robert Biedroń bardzo dobitnie to zasugerował. Aktywista LGBT brutalnie skrytykował arcybiskupa i co ciekawe zapowiedział, że napisze list protestacyjny do papieża Franciszka w jego sprawie.

Biedroń może się jednak zdziwić, bo nie kto inny jak kard. Jorge Bergoglio (obecnie Franciszek) stał na czele protestów w Buenos Aires, gdy władze Argentyny legalizowały homozwiązki. Legalizację związków nazwał "planem ojca kłamstwa" (szatana) i wzywał do "Bożej wojny", bo zagrożona jest tożsamość i przetrwanie rodziny oraz dzieci, które będą pozbawiane ojca i matki. - Ten spór nie jest zwykłą batalią polityczną. To jest destrukcyjne roszczenie wymierzone w Boży plan. Nie chodzi tu o zwykłą ustawę, ale raczej o knowania ojca kłamstwa, który szuka sposobów, by zamieszać i oszukać dzieci Boga – napisał 9 lat temu w liście do wiernych kard. Bergoglio. - Dlatego Argentyna potrzebuje specjalnej pomocy Ducha Świętego, aby światło prawdy rozproszyło mroki błędu!

Wracając jeszcze do Mszy św. w krakowskiej Bazylice Mariackiej z okazji 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego trzeba przypomnieć, że abp Jędraszewski wskazał także agresję tęczowych aktywistów, którzy na ustach głoszą tolerancję, a wśród nich pojawia się przemoc, poniżanie i szyderstwo z najświętszych znaków: Matki Bożej Częstochowskiej, a w ostatnich dniach z symbolu Polski Walczącej.

Gdy arcybiskup wypowiadał te słowa 1 sierpnia w Krakowie nie wiedział, co w tym samym czasie działo się w Warszawie. Byłem świadkiem, jak podczas VIII Marszu Powstania Warszawskiego, z udziałem tysięcy Polaków i kombatantów, aktywiści LGBT wywiesili gigantyczną tęczową flagę z powstańczą "kotwicą - Znakiem Polski Walczącej. Obserwując rzeczywistość w Polsce trzeba mieć wiele złej woli, by nie przyznać abp Jędraszewskiemu racji, a także podziękować za odwagę mówienia prawdy. Żyjemy bowiem w czasach, gdy prawda o człowieku jest "towarem" mocno deficytowym, a kłamstwo coraz bardziej zuchwale się panoszy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Konrad Krajewski: trzeba pamiętać o tym, co nam mówił Jan Paweł II

2019-08-24 17:10

Ks. Mariusz Frukacz

Jan Paweł II jest świętym i myślę, że bardziej niż na rocznice, to trzeba nam zwrócić uwagę na to, co nam mówił – podkreślił 24 sierpnia w rozmowie z „Niedzielą” kard. Konrad Krajewski, papieski jałmużnik, który po raz kolejny uczestniczył w Pieszej Pielgrzymce Łódzkiej na Jasną Górę. Kard. Krajewski odniósł się w ten sposób do zbliżającej się setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

– Stolica Apostolska nie jest Polską. Żyje swoimi problemami i kiedy przyjdzie czas stulecia urodzin św. Jana Pawła II na pewno będzie ten czas godnie obchodzony. W żadnym kraju Jan Paweł II nie był tyle razy, co w Polsce – zaznaczył kard. Krajewski i dodał: „Św. Jan Paweł II napisał encyklikę o miłosierdziu a papież Franciszek ogłosił Rok Miłosierdzia. Obaj się uzupełniają. Bez jednego nie byłoby drugiego”.

Zobacz zdjęcia: Kard. Konrad Krajewski: trzeba pamiętać o tym, co nam mówił Jan Paweł II

Zapytany o to, jakie znaczenie dla niego ma pielgrzymowanie Papieski Jałmużnik powiedział: – Najpierw byłem pielgrzymem, potem księdzem, biskupem i kardynałem. Papież Franciszek każdego roku mi przypomina o pielgrzymce. Ojciec Święty uważa, że to, co nas stworzyło nigdy nie może nam być obojętne i nigdy nie możemy tego porzucić, co dało nam fundament – podkreślił kardynał i dodał: „Ja się wychowałem na pielgrzymkach. I gdybym przestał to robić, wówczas pokazałbym, że to wszystko było nieważne. Idę na pielgrzymkę, by nie oderwać się od korzeni”.

– Pielgrzymka to ciągłe zmaganie się. To kierunek na pewno jest dobry. Patrzę też na innych. Do nieba nikt nie dostanie się osobiście. Tylko wspólnotowo idzie się do nieba. Jeśli ktoś chce zobaczyć czym jest Kościół, to wystarczy wyruszyć na pielgrzymkę. Ja pielgrzymką oddycham, a tlen jest nam bardzo potrzebny. Dlatego czekam na pielgrzymkę, wspólny różaniec, świadectwa ludzi. Te świadectwa pomagają mi także rozwiązywać różnego rodzaju problemy. Pielgrzymka jest manifestacją wiary. Podczas drogi jest także dużo gestów miłości, kiedy ludzie pomagają sobie wzajemnie – kontynuował kardynał.

Kard. Krajewski wyznał, że niesie ze sobą intencje ludzi bezdomnych – Z naszą grupą idzie 12 osób bezdomnych z ośrodka sióstr św. Matki Teresy z Łodzi. A zatem jestem pośród swoich – podkreślił Papieski Jałmużnik.

Piesza Łódzka Pielgrzymka na Jasną Górę po raz pierwszy wyruszyła w 1926 roku i odtąd zawsze udaje się na Uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W obronie naszej Matki i Królowej

2019-08-25 21:16

Magda Nowak

W wigilię uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, 25 sierpnia głównymi ulicami miasta przechodzi procesja maryjna na Jasną Górę z udziałem duchowieństwa, mieszkańców Częstochowy i pielgrzymów z terenu archidiecezji. Tradycyjnie procesję poprzedzają nieszpory odprawiane w archikatedrze.

M. Sztajner/Niedziela

– Poprzez macierzyńską obecność Maryi Kościół nabiera szczególnej pewności, że żyje życiem Chrystusa Zbawiciela, że żyje tajemnicą odkupienia i uzyskuje także tę jakby doświadczalną pewność, że jest po prostu domem każdego człowieka – mówił podczas nieszporów abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Wskazał również na Maryję jako na znak nadziei, Ona jest Tą, która zachęca by mieć odwagę uwierzyć na nowo Bogu i śmiało spojrzeć w oczy Chrystusa. – Pragniemy w tej właśnie modlitwie i w naszej procesji, która jest zawsze rodzajem świadectwa, podziękować Bogu za dar Matki.

Zobacz zdjęcia: Procesja z Obrazem Matki Bożej z Archikatedry Częstochowskiej na Jasną Górę

Pragniemy prosić Go, aby postawił Maryję na naszej drodze jako światło, które pomaga nam, abyśmy my stali się światłem dla tych, którzy jeszcze trwają w ciemnościach grzechu – podsumował.

W procesji pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego abpa Wacława Depo, uczestniczyli kapłani: z biskupem seniorem Antonim Długoszem, biskupem pomocniczym Andrzejem Przybylskim, kapitułą Bazyliki Archikatedralnej; osoby życia konsekrowanego, duża rzesza wiernych, członkowie ruchów i bractw archidiecezji, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie oraz pielgrzymi.

Uwieńczeniem modlitwy była Msza św. celebrowana na jasnogórskim Szczycie, będąca jednocześnie ostatnią nowennową Eucharystią przed jutrzejszą uroczystością. Kazanie do zebranych wygłosił bp diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak. Słowa rozważania skupił na trwających w Polsce aktach profanacji wizerunku Matki Bożej. – W trosce o szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej ojczyzny nie możemy milczeć, tylko na różne sposoby musimy wyrazić swój sprzeciw przeciwko tym skandalicznym zachowaniom oraz podejmować czyny pokutne, by zadośćuczynić Panu Bogu za bluźnierstwa wobec Maryi i Jego osoby – mówił.

– Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą Matką, którą bardzo szanujemy i kochamy. Tymi haniebnymi czynami obrażacie także nasze uczucia religijne. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie naszego przyzwolenia na takie niedopuszczalne zachowanie – zaznaczył abp Grzegorz Kaszak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem