Reklama

Ministrowie od spraw wyższych

2018-06-20 08:09

Agnieszka Raczyńska
Edycja częstochowska 25/2018, str. I

Agnieszka Raczyńska
VII Pielgrzymka Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej zgromadziła w Zawierciu prawie tysiąc ministrantów

VII Pielgrzymka Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej zgromadziła w Zawierciu prawie tysiąc ministrantów

Słońce i radosna atmosfera, modlitwa i zabawa towarzyszyły VII Pielgrzymce Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej, która odbyła się w sobotę, 16 czerwca. Po m.in. Bęczkowicach, Żarkach, Gidlach i Praszce przyszedł czas na Zawiercie, bo to właśnie do tego miasta przybyli ministranci, lektorzy i ceremoniarze w swojej dorocznej pielgrzymce. Miejscem ministranckiej zbiórki stał się plac przed bazyliką Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zawierciu, skąd w barwnym korowodzie pod przewodnictwem bp. Andrzeja Przybylskiego wyruszyli do celu swojej pielgrzymki – parafii św. Stanisława Kostki w Zawierciu. Obranie tego właśnie miejsca na spotkanie LSO nie jest dziełem przypadku. Tutaj króluje przecież św. Stanisław Kostka, patron dzieci, młodzieży i studentów, a także Patron Korony Polskiej, któremu w sposób szczególny poświęcony jest Rok 2018. 15 sierpnia 2018 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzić będziemy 450. rocznicę śmierci młodego jezuity, który przeżył zaledwie 18 lat. Rok św. Stanisława Kostki wpisuje się w obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, dlatego podczas pielgrzymki LSO nie mogło zabraknąć patriotycznych odniesień.

Uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem i z homilią bp. Andrzeja Przybylskiego z licznym udziałem kapłanów i kleryków WSD zgromadziła prawie 1000 ministrantów, lektorów i ceremoniarzy, których Kaznodzieja nazwał „ministrami od spraw wyższych”. W swoim słowie Ksiądz Biskup wypisał „receptę” na to, jakim trzeba być, by stać się jak św. Stanisław Kostka, a co za tym idzie – być dobrym ministrantem i dobrym człowiekiem: „Św. Stanisław Kostka w szkole jezuitów w Wiedniu nauczył się dwóch ważnych rzeczy: głębokiej pobożności i dyscypliny. To są chyba dwie ważne rzeczy dla ministranta. Trzeba być pobożnym. Jeśli nie będziecie pobożni, nie będziecie się modlić, to będziecie ludziom przeszkadzać zbawiać się. Zawsze troszczcie się o to, żeby służąc do Mszy św., być w stanie łaski uświęcającej. Bo jak służyć Bogu, to do końca. Dyscyplina i organizacja też są niezwykle ważne, żeby być dobrym ministrantem. Bez formacji, bez zbiórki, bez warsztatu ministranckiego nie osiągniemy tych wyższych rzeczy, a do nich przecież jesteście stworzeni”.

Reklama

Podczas Eucharystii głos zabrał także prezydent Zawiercia Witold Grim, który dla młodych pielgrzymów otworzył Stadion 1000-lecia Państwa Polskiego, na którym odbył się m.in. poczęstunek, artystyczny występ niepodległościowy oraz miały miejsce gry i zabawy. Z kolei gospodarz miejsca, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki, ks. prał Kazimierz Bednarski zachęcał zgromadzonych ministrantów, by nie bali się pójść za Chrystusowym głosem. Doświadczony Duszpasterz zaznaczył, iż nie żałował w swoim życiu ani przez chwilę decyzji pójścia do seminarium i długoletniej kapłańskiej służby Bogu i ludziom. W zawierciańskiej parafii św. Stanisława Kostki aż 60 młodych należy do grona LSO. Opiekę nad nimi sprawuje wikariusz parafii, ks. Bartłomiej Bardelski.

Pielgrzymka była świętem wszystkich, którzy gromadzą się przy eucharystycznym stole. Jej organizacji podjęło się Duszpasterstwo Służby Liturgicznej Ołtarza, pod kierunkiem ks. Pawła Wróbla.

Tagi:
pielgrzymka służba liturgiczna

Reklama

Lekcja pokory i wiary na górskich szlakach

2019-07-31 10:15

Ks. Paweł Liszka
Edycja rzeszowska 31/2019, str. 3

Tomasz Szybka
Liturgiczna Służba Ołtarza w Zakopanem

Każdy chrześcijanin potrzebuje stałej formacji, która nie powinna ustawać na czas wakacyjnego odpoczynku.

W dniach od 7 do 13 lipca odbył się w Zakopanem turnus tzw. Wakacji z Bogiem dla Liturgicznej Służby Ołtarza naszej diecezji.

Formacja duchowa tego duszpasterstwa jest szczególnie istotna, bowiem to wśród ministrantów i lektorów rodzi się najwięcej powołań kapłańskich.

Turnus wraz z opiekunami liczył 52 osoby. To już piąty tego typu wyjazd, którego celem, oprócz podziwiania piękna przyrody, było pogłębianie wiary i miłości do Boga i bliźniego.

W tym roku celem wycieczek górskich były m.in.: Czarny Staw Gąsienicowy, Kopa Kondracka (2005 m n.p.m.), Dolina Pięciu Stawów Polskich oraz Dolina Kościeliska z Jaskinią Mroźną. W ten sposób chłopcy z Liturgicznej Służby Ołtarza mogli zachwycać się pięknem stworzonego świata i jeszcze lepiej usłyszeć Boży głos, kierowany do każdego obecnego na wysokogórskim szlaku.

Siły do pokonywania codziennych wyzwań uczestnicy czerpali z Eucharystii. Nakarmieni Bożym Słowem, jak również Ciałem Chrystusa młodzi rycerze z LSO mogli stawiać czoła nie tylko napotykanym na szlakach barierom w postaci zmęczenia czy stromych podejść, ale przede wszystkim przeszkodom ustawionym na duchowej drodze poznania Pana Boga, który jest Miłością. Najświętsza Ofiara sprawowana była m.in.: w kaplicy Sióstr Albertynek na Kalatówkach, w sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik na Olczy oraz w kaplicy Matki Bożej Gietrzwałdzkiej w Kirach.

Oprócz wyjść w różne części Tatr uczestnicy mogli także spędzić czas na Gubałówce, „wizytówce zakopiańskich ulic” – Krupówkach oraz odpocząć i zregenerować się w Chochołowskich Termach.

Mimo iż okres wakacyjny to czas odpoczynku od zajęć szkolnych, chłopcy ze służby liturgicznej pogłębiali swoją wiedzę teoretyczną i praktyczną podczas spotkań, mających na celu nabycie kolejnych stopni i posług ministranckich.

W trakcie turnusu odbywały się również pogodne wieczorki, którym towarzyszyły radość i pogoda ducha. Nie obyło się również bez zawodów sportowych oraz wielu konkursów. Podczas drogi powrotnej czekała na nas niespodzianka. Zatrzymaliśmy się w Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” w Krakowie, gdzie mieliśmy możliwość uczestniczyć we Mszy św.

Turnus w Zakopanem był dla ministrantów i lektorów cennym czasem, podczas którego mogliśmy podziwiać piękno stworzonego świata, jak również cieszyć się sobą nawzajem i zacieśniać koleżeńskie więzi. Dla każdego była to kolejna niezapomniana przygoda i niepowtarzalna możliwość spędzenia wakacji. To właśnie góry dla każdego, a zwłaszcza dla młodych ludzi są obowiązkową lekcją do przejścia, która uczy przede wszystkim pokory. Bo góry w swym ogromie i majestacie udowadniają, że zmęczenie, pot i ból na górskich szlakach są zapłatą za możliwość zmierzenia się z nimi. Wędrując górskimi szlakami, każdy z nas wznosił się fizycznie coraz wyżej, aby zdobyć w końcu szczyt. Symbolicznie można to porównać do wędrówki ducha, który powołany jest, aby wznosić się coraz wyżej, ku spotkaniu z Bogiem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Agata Puścikowska: siostry zakonne to kobiety o licznych zdolnościach i pasjach

2019-10-15 15:38

maj / Warszawa (KAI)

Elita, kobiety bardzo wykształcone, o licznych zdolnościach, wierne sobie, idące za swoją pasją – takich jest wiele sióstr zakonnych, które znam – mówiła Agata Puścikowska, autorka książki „Wojenne siostry” podczas prezentacji, która odbyła się dziś w Centrum Medialnym KAI. Dziennikarka podkreśliła, że ukazane w książce fascynujące postaci sióstr zakonnych czasów wojennych i powojennych to poruszająca historia stanowiąca tło również fascynującej pracy współczesnych zgromadzeń.

Bożena Sztajner/Niedziela

-Piszę o kobietach - bohaterskich, często wyprzedzających swoją epokę i jednocześnie bardzo zwyczajnych – powiedziała Agata Puścikowska podczas prezentacji książki „Wojenne siostry”, przedstawiającej 19 sylwetek sióstr zakonnych, bohaterek czasów wojennych i powojennych. Podkreśliła, że wybrane przez nią 19 postaci, to zaledwie wycinek ogromnej liczby historii sióstr zakonnych, które zasługują na upamiętnienie i które watro byłoby ocalić od zapomnienia. Wyraziła też radość, że napisana przez nią książka stała się dla kilku zgromadzeń inspiracją do podjęcia poszukiwań związanych z własną przeszłością.

Dziennikarka zaznaczyła przy tym, że wiele zgromadzeń dobrze zna historię bohaterstwa własnych członkiń i że jest ona tłem współczesnych, często równie fascynujących działań. – Siostry zakonne mnie interesują. Znam wiele z nich, są dla mnie często autorytetem, inspiracją – podkreśliła Agata Puścikowska. – Moim zdaniem to jest elita, kobiety energiczne, często świetnie wykształcone, wierne sobie, które poszły za swoją pasją i realizują się w niej – dodała.

Odpowiadając na pytanie, czy jej książka może pomóc przezwyciężyć negatywny stereotyp związany z postrzeganiem sióstr zakonnych podkreśliła, że nie było to jej celem i że siostry przede wszystkim same mówią o sobie. Wyraziła natomiast nadzieję, że jej książka dotrze do młodych, zwłaszcza do młodych kobiet.

Red. Marek Zając, prowadzący spotkanie, podkreślił wartość pracy Agaty Puścikowskiej, która od lat konsekwentnie pokazuje życie sióstr zakonnych w Polsce. Zwrócił też uwagę na znaczenie jej najnowszej książki, która ocala od zapomnienia to, co bez niej bezpowrotnie odeszłoby w przeszłość.

Zastanawiając się nad pytaniem, skąd bohaterki książki czerpały siłę do swojej często nadludzkiej pracy, skąd brała się ich odwaga, dlaczego potrafiły znieść tortury a wreszcie – oddać życie – uczestnicy spotkania mówili o tym, jak trudno jest pisać o duchowości i że ostatecznie otoczona jest ona tajemnicą.

Kolejne spotkanie z Agatą Puścikowską, autorką książki „Wojenne siostry”, odbędzie się 22 października o godz. 18 w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie. Spotkanie poprowadzi Piotr Legutko.

„Wojenne Siostry”, Agata Puścikowska, Wydawnictwo ZNAK 2019.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bóg afrykańskich dzieci

2019-10-17 12:57

Agata Pieszko

W Kamerunie mieszka ok. 150 Polaków, a wśród nich pallotynka, s. Hanna Gnatowska, która opowiada o realiach misji i o tym, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci.

Archiwum prywatne s. Hanny

Agata Pieszko: – Siostro, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci?

S. Hanna Gnatowska: – Widzę, że Bóg jest dla nich kimś wielkim, mają do niego wiele szacunku, one Go czują. Chciałabym im przedstawić Boga Ojca, bo im często brakuje własnych, ziemskich ojców, którzy niestety odchodzą szybko z powodu różnych chorób.

– Czy Siostra musi tłumaczyć, kim jest Bóg?

– Ja tego nie tłumaczę, ja po prostu jestem z tymi dziećmi. Kiedy przyjeżdżam do szkoły, widzę je wszystkie w mundurkach szkolnych, głodne, zmęczone i zaspane, ale podnoszą flagę, odśpiewują hymn i dzielnie idą na zajęcia. Kiedy ok. godz. 9 mają przerwę, wówczas wjeżdżam z wielką afrykańską muzyką, a one rzucają nawet ukochaną piłkę, podbiegają i krzyczą: „Ma soeur, la musique!”, co po francusku znaczy: „Siostro, muzyka! Prosimy o muzykę!”. Wtedy razem śpiewamy i tańczymy. Może to pyszne, ale myślę, że one odnajdują w tym Boga.

– Pierwsza myśl, kiedy postawiła Siostra stopę na afrykańskiej ziemi?

– Łzy szczęścia. Nie było słów. Kiedy samolot lądował, widziałam czerwoną ziemię, bananowce, tę egzotykę. Bóg jest wielki. To on ofiarował mi misję w dżungli. O Nim trzeba mówić.

– Czemu akurat Afryka?

– Od zawsze była moim marzeniem. Mama śpiewała mi o niej piosenki, kiedy byłam dziewczynką. Pytanie, które zadałam siostrom pallotynkom jako pierwsze, było takie: czy wyjeżdżają na misje do Afryki. Kiedy polskie misje w Rwandzie zostały otwarte, zgłosiłam się. W przeddzień wieczystej profesji otrzymałam informację, że jestem dopuszczona. Już niczego więcej nie musiałam w życiu szukać. Zresztą już w siódmej klasie mówiłam, że chcę być siostrą i chcę mieć pod moim oknem pomarańcze.

– Co jest największym problemem kameruńskiej codzienności?

– Nie wiem, czy największym, ale jednym z wielu jest tradycja czarowników, tzw. marabu, bardzo mocno zakorzeniona w afrykańskiej kulturze. Ludzie mogą być religijni, chodzić do kościoła, ale kiedy z niego wychodzą, często powracają do dawnych wierzeń. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których choroba mylona jest np. z opętaniem. Wtedy rodzina, szukając pomocy, często zamiast do ośrodka zdrowia udaje się do czarownika. Samo oskarżenie o opętanie bywa niebezpieczne, ponieważ zdarza się, że wtedy osoby chore są wykluczane ze swojej społeczności i zaczynają być zdane wyłącznie na siebie. W całej miłości tych ludzi jest jeszcze, niestety, wiele dawnych wierzeń, dlatego misjonarze mają czasem utrudnione pole działania.

– Kobieta dżungli?

– Nie dałabym sobie takiego przywileju, ponieważ jestem tam za krótko, ale w sercu jestem człowiekiem Afryki, a dżunglą jestem zachwycona. Od młodości pociągało mnie wszystko to, co było poza codziennością. Miałam takie młodzieńcze zrywy. Kochałam jazdę konną, sportowe wyczyny i oryginalne zabawy, dlatego wiadomość o tym, że tak wcześnie poszłam do zgromadzenia była dla bliskich zaskoczeniem. Już w liceum byłam zdecydowana.

– Czy misjonarz miewa wolne?

– W trakcie urlopu również szukamy pomocy. Kiedy przybywamy do Ojczyzny, nadal gromadzimy kontakty, pracujemy, żeby przygotować kolejne lata posługi.

– Jakie są cele na misjach w Afryce?

– W szkole św. Pawła w Nkoum z roku na rok przybywa dzieci. Karmię je dwa razy w tygodniu. Gotujemy wtedy ogromne kotły ryżu, dodając do każdego kilka puszek sardynek i sos pomidorowy. Do tego orzeszki ziemne, które są odżywcze, ale bardzo drogie, mimo że są lokalnym produktem. Pragnę ofiarować dzieciakom trzeci posiłek. Kocham je, dlatego chciałabym im pomóc, jednocześnie nie wyrywając ich z rzeczywistości, którą znają. Konieczne są także odpowiednie filmy i kreskówki ewangelizacyjne, mówiące o Bogu w zrozumiały dla nich sposób. Czekam aż powstanie sala z rzutnikiem, w której będzie można przeprowadzać katechezy. Mamy już głośnik i maszynę do produkowania prądu. Potrzebne są także filtry oczyszczające wodę ze studni. Higiena jest tu na bardzo niskim poziomie. Dzieci są bardziej zakochane w Bogu niż we własnym staraniu się o zdrowie, dlatego trzeba ich tego nauczyć.

– Dlaczego warto pomóc?

– Te dzieci są zdane na pomoc z zewnątrz. Rodziców często nie ma, dziadkowie nie mają pojęcia o szkole, a ona jest dla nich wytchnieniem od tej trudnej rzeczywistości, od tej sklejonej chałupy, w której są głód, choroby i cierpienie. Dzięki zebranym funduszom staramy się podnieść ich stopę życia. Człowiek afrykański jest piękny. On przyjmuje, on daje, dzieli się tym, co ma, także swoją nieporadnością.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem