Reklama

porządki w torebce

Sprytne słoiki

2018-06-27 09:38

Joanna Operacz
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 48

©Nitr – stock.adobe.com

Sezon na przetwory w pełni. Warto znać kilka sprytnych sposobów, dzięki którym smakołyki w słoikach będą jeszcze smaczniejsze, a my – mniej zmęczone.

Owoce na dżem warto przed gotowaniem zasypać cukrem i zostawić na kilkanaście godzin pod przykryciem, żeby puściły sok. Miękkie owoce, takie jak truskawki czy brzoskwinie, warto trochę rozdrobnić, np. tłuczkiem do ziemniaków – będą się krócej gotowały i zachowają więcej witamin. Aronia w ogóle nie puści soku, dopóki się jej nie przemrozi i nie zmiażdży przed gotowaniem.

Reklama

Jeśli robimy dżemy tradycyjną metodą, uzyskujemy mniej więcej tyle samo dżemu i soku. Jeśli nikt w rodzinie nie lubi soku, można go nie odsączać, tylko dodać do całości substancje żelujące – najlepiej naturalne pektyny. Zamieniają one całą masę owocowo-cukrową w galaretkę, która przez wiele miesięcy nie traci konsystencji i koloru. Przed zszarzeniem uchroni dżem również odrobina soku z cytryny albo limonki (trzeba tylko pamiętać, żeby zniwelować kwaśny smak większą ilością cukru).Tradycyjna metoda pasteryzacji przetworów to gotowanie napełnionych słoików w garnku z wodą. Ale szybciej i wygodniej jest wyparzyć gorącą wodą puste słoiki i zakrętki, a potem nałożyć do nich gorącą masę, najlepiej prosto z garnka, w którym się gotowała. Puste słoiki można pasteryzować również, wstawiając je na kwadrans do piekarnika nagrzanego do 100oC (muszą być czyste, idealnie suche i ustawione w odstępach). Po nałożeniu dżemu albo sosu trzeba dokładnie zakręcić zakrętki i postawić słoiki do góry dnem. Natomiast zwolennicy tradycyjnej pasteryzacji koniecznie powinni się zaopatrzyć w metalową łapkę do wyjmowania słoików z gorącej wody. Do robienia domowych przetworów najwygodniejsze są zakrętki z wklęsło-wypukłym środkiem. Jeśli kółko jest „wciągnięte”, a przy otwieraniu słychać pstryknięcie, mamy pewność, że słoik dobrze się zawekował.

Ogórki i inne warzywa (np. buraki) można kisić w plastikowych baniakach po wodzie. Trzeba włożyć warzywa z przyprawami do butelki, wlać posoloną wodę i mocno zakręcić. Taka kiszonka dobrze się przechowuje przez wiele miesięcy. Minusem tej metody jest to, że zakwaszona woda prawdopodobnie wchodzi w reakcję z plastikiem.

Tagi:
kuchnia

Reklama

Powidła ze śliwek węgierek

2019-09-25 09:51

Opracowanie: Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 58

Powidła ze śliwek to jeden z tradycyjnych przepisów na przetwory, które robiły nasze babcie. Z uwagi na czasochłonne wykonanie odszedł on, niestety, w wielu domach w zapomnienie. Warto może do niego powrócić

Daniel Vincek - stock.adobe.com

Składniki:

• 5 kg śliwek węgierek

• 5 dag cukru lub 20 dag miodu

Wykonanie:

Śliwki dokładnie myjemy i usuwamy pestki, podlewamy niewielką ilością wody i rozgotowujemy. Podczas gotowania mieszamy kilkakrotnie, aby się nie przypaliły (powidła doskonale gotują się w niskim szerokim garnku, najlepiej miedzianym). Garnek z rozgotowanymi śliwkami wstawiamy do nagrzanego do 200°C piekarnika i utrzymujemy śliwki w stanie lekkiego wrzenia. Od czasu do czasu otwieramy drzwiczki piekarnika, umożliwiając w ten sposób wydostawanie się pary, i wówczas mieszamy śliwki drewnianą łyżką. (Gotowanie powideł w piekarniku jest sposobem bardzo praktycznym, gdyż nie przywierają wtedy do dna). Zagęszczone do połowy objętości powidła mieszamy z cukrem lub miodem, zagotowujemy. Nasze babcie przekładały gotowe powidła do kamiennych garnków, wstawiały do nagrzanego piekarnika i zapiekały. Gdy powidła ostygły, przykrywały garnki celofanem i obwiązywały sznurkiem. Dziś gotowe powidła przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i odwracamy do góry dnem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spowiedź jak to (nie)łatwo powiedzieć

2019-12-04 07:07

Ks. Krzysztof Podstawka
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 16-17

„Przynajmniej raz w roku spowiadać się” – przypomina nam jedno z przykazań kościelnych. Zasadniczo nie kwestionuje się potrzeby spowiedzi, czyli, jak precyzuje to Katechizm Kościoła Katolickiego – „poddania się miłosiernemu osądowi Boga” (n. 1470). W praktyce jednak różnie z tym bywa. Zdarza się, że spowiedź przysparza wielu trudności i rodzi liczne kontrowersje. Przyjrzyjmy się niektórym stereotypom myślenia o tym sakramencie

stock.adobe.com

„Nie chodzę do spowiedzi, bo nie mam grzechów. Nikogo nie zabiłem, nie okradłem, nie zdradzam żony/męża i co niedzielę chodzę do kościoła, to czym mam Panu Bogu głowę zawracać”...
Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, by Bóg mógł ulec stanowi „zawrotu głowy”. Komu jak komu, ale Bogu na pewno „nic, co ludzkie, nie jest obce”. Przytoczona powyżej wypowiedź, dosyć znamienna zresztą i wyrażająca dość rozpowszechniony pogląd, stanowi – moim zdaniem – bardziej próbę samousprawiedliwienia się niż świadectwo własnej moralności. Przede wszystkim dziękowałbym Bogu za to, że ustrzegł mnie przed popełnieniem rzeczy ohydnej. Z troską pochyliłbym się natomiast nad tym, co mogło umknąć refleksji nad moim własnym życiem. Zakładam, że każdy człowiek jest zdolny do takiej refleksji i z pewnością prowadzi ją ze sobą samym w formie jakiegoś wewnętrznego dialogu. Stanięcie w prawdzie o swoim życiu uświadamia nam, że nie taki święty i nie taki straszny jest człowiek, jakim go malują. „Święty Jan Apostoł przypomina nam: «Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy» (1 J 1, 8). Sam Pan nauczył nas modlić się: «Przebacz nam nasze grzechy» (Łk 11, 4), łącząc wybaczanie sobie nawzajem win z przebaczeniem grzechów, jakiego udzieli nam Bóg” (KKK 1425).

„W czasie Mszy św. jest spowiedź powszechna – po co jeszcze konfesjonał? Dla mnie to trauma, której unikam jak ognia”.
Rzeczywiście, spowiedź nie jest łatwym doświadczeniem. Nieprzygotowana i niedbale przeprowadzona może prowadzić do różnorodnych traum, które rodzą się w konsekwencji nierozwiązanych problemów. Akt pokuty na początku Mszy św., zwany spowiedzią powszechną, nie jest sakramentem pokuty ani spowiedzią w pełnym znaczeniu. Jest stanięciem przed Bogiem w postawie skruchy, żalu z pragnieniem zmiany życia. Oczyszcza nas z grzechów lekkich, zwanych powszednimi, i przysposabia do pełnego uczestnictwa w Uczcie eucharystycznej, czyli do przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej. Zbawcza moc Eucharystii odpuszcza nam grzechy powszednie, ale nie grzechy śmiertelne. Niech nas nie zwodzi przekonanie, że uczestnictwo w Eucharystii zwalnia nas z obowiązku pozbycia się swych grzechów.

„Przez gardło mi nie przejdzie mówienie w konfesjonale o sprawach seksu. Ja nawet z mężem/żoną o tym nie rozmawiam, a co dopiero z księdzem... Jak mam niby o tym mówić: ile razy, z kim...? Czy to takie ważne? Przecież Pan Bóg dobrze wie, że nabroiłem(łam). A ciekawości księdza nie będę zaspokajać. Nie mówię o tym przy spowiedzi”.
Czy życie byłoby łatwiejsze i szczęśliwsze bez szóstego przykazania? Wątpię. Skoro Bóg je ustanowił, to coś w tym jest. Zbyt wiele nieszczęść i ogromnych tragedii wynikło z niegodnego używania i nadużywania ludzkiej płciowości. Wydaje się, że zbyt mało rozmawiamy o seksie z tymi, z którymi powinniśmy o nim rozmawiać. Zwłaszcza z tymi, za których jesteśmy odpowiedzialni (narzeczeni, współmałżonkowie, własne dzieci). Co do ciekawości księdza, proszę wierzyć, że jego ewentualne pytania służą jedynie doprecyzowaniu natury problemu, a nie zaspokajaniu własnej ciekawości. Mają pomóc w dotarciu do przyczyn grzechu, a w konsekwencji – w znalezieniu rozwiązania. Zatajanie grzechów nie tylko czyni spowiedź nieważną, ale również szkodzi temu, kto się spowiada, pozostawia go w sytuacji „wyjściowej”. Stwarza ryzyko bagatelizowania problemu i prowadzi do utrwalenia go, co naraża człowieka (oraz inne osoby) na ogromne niebezpieczeństwo.

„Od dziecka spowiadam się z kłamania/oszukiwania/plotkowania/intrygowania i... stale to robię. Nie wierzę, że uda mi się przestać, bo już próbowałem(łam). Po co ciągle powtarzać to samo, skoro i tak wiadomo, że swojej natury nie zmienię”...
Teologia przypomina, że łaska Boża buduje na naturze. Aby w pełni doświadczyć Bożej obecności i działania Boga w swoim życiu, należy pracować nad własnym charakterem. Tymczasem dość rozpowszechniony jest dziś pogląd wyrażający się w stwierdzeniu: „Jakiego mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takiego mnie masz”. Sakrament pokuty pomaga w odkryciu swojej prawdziwej natury, czyli takiej, w jaką wyposażył nas Bóg. Istotną właściwością tej natury jest to, że jako ludzie jesteśmy, z natury właśnie, otwarci na Boga, na nieskończoność, wieczność, tajemnicę. Twierdzenie, że niemożliwe jest dokonanie zmiany w swoim życiu, świadczy o słabości wiary, nie tylko w Boga, ale również w swoje własne siły. Dla własnego dobra warto nad tą wiarą pracować, a spowiedź doskonale w tym pomaga. Każda praca, która ma przynieść spodziewany rezultat, wymaga nieustannej walki, wzlotów i upadków. Jedynie wtedy można się cieszyć z odniesionych sukcesów. To wszystko kształtuje charakter i zmienia krnąbrną ludzką naturę.

„Zadośćuczynienie? Czyli mam iść do szefa i mu powiedzieć, że od lat wynoszę z pracy różne rzeczy? Spalę się ze wstydu i dobrze będzie, jak mnie nie wyrzucą z pracy – więc na co to komu, jaka z tego korzyść? ”.
Faktycznie, zadośćuczynienie Bogu i człowiekowi, zwłaszcza temu, któremu wyrządziło się krzywdę, jest jednym z istotnych warunków sakramentu pokuty. Należy bezwzględnie naprawić to, co się „zepsuło” (względem rzeczy, osób, sytuacji). Sakrament ten nie ogranicza się jedynie do spowiedzi, czyli: ustnego wyznania grzechów uprawnionemu do ich wysłuchania kapłanowi i ewentualnego udzielenia przez niego rozgrzeszenia. Jest natomiast jednym z jego elementów, zwanych warunkami, czyli rachunku sumienia, żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy oraz zadośćuczynienia właśnie. „Spalenie się ze wstydu” może się stać początkiem zadośćuczynienia, przywrócenia zniszczonej przez zły postępek sprawiedliwości. Wyrzucenie z pracy staje się bardziej ryzykowne w sytuacji, gdy o „recydywnej” kradzieży szef dowie się np. od innej osoby. Przyznanie się do winy może natomiast zostać odebrane jako wyraz uczciwości, nawet jeśli cnota ta niekoniecznie cieszy się w naszych czasach popularnością. Moim zdaniem, ryzyko wyrzucenia z pracy w takim przypadku jest znacząco mniejsze niż w sytuacji przyłapania na gorącym uczynku. Jeśli jednak wskutek popełnionych kradzieży przyszłoby pożegnać się z pracą, to zgodnie z przysłowiem – lepiej zawczasu dmuchać na zimne albo wypić to, co się nawarzyło. Najlepiej zaś dążyć do tego, by w każdej sytuacji być przyzwoitym.

„Mam się przyznać, że naopowiadałam(łem) nieprawdy koledze o jego narzeczonej, a on się tak wkurzył, że ją zostawił? Stracę przyjaciela, a oni i tak już ze sobą nie będą”...
Chciałoby się powiedzieć, że trzeba było pomyśleć wcześniej o ewentualnych konsekwencjach niepotrzebnego użycia języka. Kłamstwo zawsze i w każdej sytuacji jest złe i rodzi kolejne zło. W przytoczonym przypadku mamy do czynienia z niewłaściwie uformowanym sumieniem albo tzw. sumieniem niedojrzałym. Oto ktoś nazywa swoim przyjacielem osobę, której wyrządza krzywdę, przyczyniając się do zniszczenia jej związku. Czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o przyjaźni? Co więcej, wypowiadający cytowane słowa występuje w roli wróżki, która dokładnie wie, jak potoczą się dalsze losy wspomnianej pary. Na postawione na początku pytanie odpowiem: Tak, trzeba się przyznać. Trzeba się przyznać nie tylko w konfesjonale, ale i wobec kolegi. Wyrządzona krzywda musi zostać naprawiona stosownie do miary wyrządzonego zła. Przyznanie się jest istotnym warunkiem takiego zadośćuczynienia. Jedynie na prawdzie można budować autentyczną przyjaźń. Przyjaźnie nieautentyczne nie istnieją.

„Proszę księdza, ja się nie chcę spowiadać, ale tam siedzi mój wnuczek i chcę mu pokazać, że też chodzę do spowiedzi. Mogę chwilę posiedzieć? ” (autentyczne zdarzenie).
Nie i jeszcze raz – nie! Tylko autentyzm rodzi naśladownictwo, które zaprowadzi do prawdy. Trzeba się wystrzegać wszelkich form kłamstwa czy udawania, zwłaszcza, a może przede wszystkim w tzw. dobrej wierze. Poza tym nie wolno symulować uczestnictwa w sakramentach. Zatroskanej o wiarę swojego wnuczka babci warto doradzić odbycie rozmowy, w której wyjaśniłaby dziecku, o co tak naprawdę chodzi w spowiedzi i czemu ona służy. Nic nie zastąpi rodzinnej katechezy i nikt nie jest bardziej odpowiedzialny za rozwój wiary dziecka niż jego najbliższe, rodzinne środowisko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Archidiecezja szczecińsko-kamieńska podarowała szkołę i kościół dla Madagaskaru

2019-12-15 16:04

pk / Szczecin (KAI)

Już w październiku przyszłego roku ma być gotowy nowy kościół i szkoła w Misokitsy w diecezji Morondava na Madagaskarze. Ma to być dar archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej na 50-lecie powstania diecezji.

Paulina Fryszka
Te dzieci potrzebują naszej pomocy

Koszt budowy samego kościoła w stanie surowym to 15 tys. euro. Pieniądze na budowę były zbierane w kościołach diecezji od początku roku. Trwa zbiórka na koszty wyposażenia i na szkołę.

Szczecińska misja wróciła z Madagaskaru. Przedstawiciele Kościoła na Pomorzu Zachodnim zawieźli sprzęt medyczny, szkolny a także pieniądze na budowę szkoły i kościoła w Misokitsy.

Biskup Marie Fabien z diecezji Morondava na Madagaskarze dziękował za wsparcie. - Ta działalność misyjna to odpowiedź na wezwanie Franciszka, żeby wychodzić na obrzeża i nieść Dobrą Nowinę i pomoc tym ludziom – mówił biskup Marie Fabien z diecezji Morondava.

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, zapowiada, że to początek współpracy z ojcami oblatami, którzy już od 40 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Dalej w planach jest adopcja na odległość, która pozwoli na utrzymanie i edukację dzieci w Misokitsy.

- Wzruszającym momentem było to, że zobaczyłem małe dzieci przy budowie szkoły. Pracuje cała wioska. Dzieci przerzucają cement, wożą cegły. Oni mówią, że budują dla siebie i czekają na tą szkołę. Daliśmy im nadzieję i perspektywę rozwoju. I to była potęga wiary, że widzą, że mogą zmienić przyszłość, a potem pomagać lokalnej społeczności – powiedział ks. dr Płaczek.

Dużą część społeczeństwa stanowią animiści, którzy wierzą w wierzenia swoich przodków, bóstwa przyrody. Niektórzy nigdy nie słyszeli o Jezusie.

Ludzie, którzy tam żyją, odwiedzają czarowników. - Znaczące rolę mają lokalni katechiści, którzy przyjęli chrzest i są po lekturze Ewangelii . Oni przedstawiają nową perspektywę. Jeśli nastąpi przełamanie guru, czyli szamana danej wioski i pozwoli dotrzeć do ludzi misjonarzowi, to dalej można ewangelizować – podkreśla ks. dr Płaczek.

W takich osadach Msza św. jest czasem raz na pół roku, ale codzienność to katechizacja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem