Reklama

Oaza życia monastycznego

2018-07-17 13:09

Z matką Rosarią, przełożoną klasztoru Trapistek w Vitorchiano, rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 10-13

Archiwum Trapistek z Vitorchiano

Od wielu lat obserwuje się spadek liczby żeńskich powołań do życia zakonnego. Szczególnie trend ten odnotowuje się w Ameryce Północnej i w Europie. Ale na Zachodzie są jeszcze „szczęśliwe wyspy”, gdzie powołań nie brakuje. Do takich wyjątków należy klasztor Trapistek w miejscowości Vitorchiano, w północnej części regionu Lacjum, między historycznymi miastami Viterbo i Montefiascone. Mimo że chodzi o zakon klauzurowy, od lat nie brakuje tu kandydatek do życia zakonnego poświęconego całkowicie „szukaniu Boga”. Mniszek jest tak dużo (obecnie 75), że klasztor zakłada nowe fundacje na świecie. Od 30 lat przełożoną wspólnoty trapistek jest matka Rosaria, mniszka od 1973 r. Spotkałem się z nią, by porozmawiać o tej niezwykłej oazie życia zakonnego, którą jest Vitorchiano.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Nie wszyscy wiedzą, kim są trapiści...

MATKA ROSARIA: – Nasz zakon został założony w 1098 r., gdy nasi trzej święci założyciele: Robert z Molesme, Alberyk z Citeaux i Stefan Harding ufundowali opactwo w Citeaux (po łacinie – Cistercium) w Burgundii. W następnym wieku, a zwłaszcza po przybyciu Bernarda i wielu jego młodych przyjaciół, opactwo tak wspaniale prosperowało, że zakładało nowe fundacje praktycznie w całej Europie. Mnisi żyli według Reguły św. Benedykta, zgodnie z intuicją i intencją fundatorów, co oznaczało ciągłe poszukiwanie i powrót do jej „autentyczności”. Bardzo szybko, można powiedzieć, że prawie w tym samym czasie, już istniejące wspólnoty i klasztory żeńskie zwróciły się do cystersów, aby móc prowadzić ten sam styl życia monastycznego, co dało początek ekspansji żeńskiej gałęzi zakonu, która była równie szybka jak w przypadku gałęzi męskiej. Zakon działał w różnych europejskich państwach i dzielił ich historyczne losy. Z czasem zrodziły się w nim ruchy reformatorskie, z których przed rewolucją francuską powstał zakon, do którego należymy, a mianowicie zakon trapistów, a właściwie Zakon Cystersów Ściślejszej Obserwancji. Pod koniec rewolucji francuskiej nastąpił znaczny rozwój naszego zakonu, nawet w Ameryce Północnej. Po II wojnie światowej, a zwłaszcza po Soborze Watykańskim II, zakon przeżył okres ekspansji zarówno duchowej, jak i misyjnej, czego wyrazem było powstanie wielu klasztorów męskich i żeńskich w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej.

– Spośród wielu klasztorów Trapistek, jeden znajduje się w Vitorchiano, w regionie Lacjum, między historycznymi miastami Viterbo i Montefiascone, między jeziorami Vico i Bolsena. Jest Matka jego przełożoną od 1988 r. Kiedy założono klasztor w Vitorchiano?

– Nasza wspólnota monastyczna powstała w 1875 r. w San Vito, niedaleko Turynu; później klasztor został przeniesiony do Grottaferrata, na Wzgórzach Albańskich, nieopodal Rzymu, i wreszcie tutaj, do Vitorchiano, w 1957 r. Przenosiny zawsze były podyktowane koniecznością zapewnienia wielu nowym siostrom wstępującym do naszego zgromadzenia miejsca i odpowiednich struktur, tym bardziej że stare budynki szybko stawały się zbyt małe lub popadały w ruinę.

– W Kościele wiele się mówi o kryzysie powołań, zwłaszcza w zakonach żeńskich, ale w Waszej wspólnocie zawsze są nowe zakonnice. Skąd te powołania do klauzurowego surowego Zakonu Trapistek?

– W latach 50. i 60. ubiegłego wieku większość powołań rodziła się w żywych strukturach Kościoła tamtych czasów, tzn. w Akcji Katolickiej. Od lat 70. pojawiają się natomiast powołania pochodzące głównie z nowych ruchów świeckich oraz grup parafialnych. Dziś jest nas 75 mniszek, są to głównie Włoszki, ale mamy też siostry z Czech, Węgier, Madagaskaru, Argentyny, Gwatemali i USA.

– Dlaczego współczesna kobieta decyduje się zostać zakonnicą? Dlaczego akurat wspólnota trapistek z Vitorchiano przyciąga kobiety również w naszych czasach?

– Współczesna kobieta wstępuje do naszego zakonu, bo chce przede wszystkim w sposób radykalny naśladować Chrystusa. W naszej wspólnocie, która nie ma zadań o charakterze duszpasterskim, każdy dzień, całe życie koncentrują się na poszukiwaniu Boga. Nasze życie, pozbawione rzeczy materialnych, zachęca do poszukiwania Boga tych, którzy odkryli, że Bóg jest odpowiedzią na wszystkie pytania człowieka. Życie zredukowane do tego, co podstawowe, ukazuje, że ziemska egzystencja jest przemijająca, a poza nią jest życie, które nas czeka – to jest centralny punkt naszego istnienia. Oczywiście, takie wyraźne motywacje są zdobywane przez lata, ale zawsze jest to podstawowy impuls powołania. Dlatego też należy „doglądać” powołania, co wymaga wielkiej pracy z formacyjnego punktu widzenia. Na tym polu cała wspólnota odgrywa kluczową rolę, ponieważ to od niej wymaga się, aby ukazała konkretną propozycję życia tym, którzy przychodzą, by kroczyć po tej drodze.

– A jaka jest propozycja wspólnoty trapistek?

– Nasza wspólnota proponuje w XXI wieku życie według Reguły św. Benedykta. Jest to propozycja szukania Boga w życiu wspólnotowym, na drodze posłuszeństwa, pokory, miłości braterskiej przeżywanej w prawdzie.

– Jakie są historie kobiet, które wstąpiły do klasztoru w Vitorchiano?

– Większość to młode kobiety, które pochodzą ze środowisk uniwersyteckich, już po studiach i dyplomie. Mamy zakonnice, które ukończyły medycynę, architekturę, studia z zakresu literatury, matematyki, fizyki, filozofii itp.

– Dzięki dużej liczbie sióstr Wasza wspólnota zaczęła tworzyć nowe fundacje...

– To prawda. Duża liczba powołań sprawiła, że mogłyśmy założyć nowe klasztory na całym świecie, począwszy od 1968 r., kiedy zaczęła działalność pierwsza fundacja we Włoszech, w Valserena w Toskanii. Później powstały klasztory w Argentynie, Chile i Wenezueli, a także w Azji, w Indonezji na wyspie Jawa, na Filipinach na wyspie Mindanao. Przedostatni klasztor założyłyśmy w 2007 r. w Czechach, niedaleko Pragi. W ubiegłym roku Kapituła Generalna naszego zakonu zatwierdziła projekt nowej fundacji w Portugalii, w diecezji Bragança-Miranda. Teraz zbieramy fundusze na budowę pensjonatu klasztornego (forysterii), który będzie służył jako mały, tymczasowy klasztor, do czasu wybudowania prawdziwego klasztoru.

– W jaki sposób podejmowane są decyzje dotyczące utworzenia nowego klasztoru?

– Jest to zwykle odpowiedź na wezwanie Kościoła. W przypadku Republiki Czeskiej prośbę o nowy klasztor wyraził kard. Miloslav Vlk, arcybiskup Pragi. W przypadku Portugalii było zaproszenie od José Cordeira – biskupa Bragança-Miranda. W innych przypadkach był już męski klasztor, którego zakonnicy prosili o powołanie do życia wspólnoty żeńskiej. Oczywiście, muszą zaistnieć również pewne oznaki wewnątrz samej wspólnoty, przede wszystkim dostateczna liczba zakonnic i odpowiednie możliwości ekonomiczne oraz niezbywalny, szeroki konsensus całej wspólnoty. Co więcej, nie wystarczy „założyć” nowy klasztor, gdyż przez lata, szczególnie na początku, musimy wspierać nową wspólnotę na wszystkich polach, aby wzrastała i się umacniała.

– Siostry trapistki żyją zgodnie z Regułą św. Benedykta: „Ora et labora”. Jak wygląda codzienne życie w klasztorze?

– Nasze życie to modlitwa, praca i „Lectio Divina”, a jego centrum jest poranna Eucharystia.

– Czy macie kapelana?

– Tak, mamy kapelana – jest nim belgijski trapista. Stała obecność kapłana jest bardzo ważna dla dużej wspólnoty, ze względu na możliwość regularnej celebracji Mszy św., ale także spowiedzi.

– Co robicie, aby się utrzymać?

– Klasztor zajmuje powierzchnię 33 hektarów, głównie uprawianej ziemi – mamy gaj oliwny, winnicę i sady. Produkujemy wino, które również sprzedajemy za granicą. Robimy dżemy, które są głównym źródłem naszych dochodów. Produkujemy także kartki z życzeniami, ale dziś jest to sektor w kryzysie.

– Jakie są Wasze relacje ze światem zewnętrznym?

– W pierwszej kolejności mamy kontakty z ludźmi, którzy zatrzymują się w naszym przyklasztornym pensjonacie. Nasza forysteria jest mała i nie ma miejsca dla wielu osób. Zasadniczo udzielamy gościny osobom, które szukają miejsca na modlitwę lub na czas rekolekcji, ale najczęściej przyjmujemy rodziny sióstr lub przyjaciół, którzy przyjeżdżają nas odwiedzić. Mamy również kontakty z miejscową diecezją, zgodnie z naszym specyficznym powołaniem kontemplacyjnym. Bierzemy np. udział w inicjatywie zaproponowanej przez naszego biskupa, polegającej na duchowej współpracy wszystkich klasztorów diecezjalnych. Staramy się być otwarte na tego rodzaju propozycje.

– Dzisiaj w Kościele kładzie się duży nacisk na działalność charytatywną, społeczną, a nawet polityczną. W jaki sposób ten fakt jest postrzegany we wspólnocie, która żyje tylko dla Boga?

– Nie żyjemy poza światem, więc dostrzegamy także niepokoje obecnego czasu i ryzyko utraty z pola widzenia autentyczności chrześcijańskiego przesłania – taki moment jest bodźcem do jeszcze pełniejszego przeżywania naszego powołania. Naszą odpowiedzią na problemy świata i Kościoła są ciągłe osobiste nawrócenie i bezustanna modlitwa.

– Matka wstąpiła do zakonu, podobnie jak większość zakonnic w Vitorchiano, jako młoda kobieta. W ostatnich miesiącach przygotowywany jest w Watykanie synod młodzieży. Jedna z młodych polskich zakonnic uczestnicząca w spotkaniach poprzedzających synod była zszokowana „roszczeniowym” charakterem niektórych wypowiedzi i dokumentów przygotowawczych. Jak gdyby Kościół wyrzekł się proponowania młodym ludziom niezmiennego przesłania Chrystusa, aby „zaspokoić” ich roszczenia i żądania. Ale czy w ten sposób nie zniechęca młodych ludzi do podążania trudną drogą prowadzącą do powołań kapłańskich i zakonnych?

– Ja również słyszałam zaniepokojone głosy dotyczące pytań skierowanych do młodych oraz ich odpowiedzi. Czas pokaże, jaki wpływ będzie miała ta postawa Kościoła na powołania kapłańskie i zakonne.

Strona i adres mailowy klasztoru Trapistek w Vitorchiano: www.trappistevitorchiano.it, trappa@vitorchiano.org

Komu (nie)zależy na Puszczy Białowieskiej?

2017-06-28 09:33

Sylwia Niedzieska
Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 16-17

Do Internetu wyciekły ważne dokumenty, które nie pozostawiają wątpliwości co do tego, kto jest winny katastrofy ekologicznej w Puszczy Białowieskiej

Lasy Państwowe
W Puszczy Białowieskiej kornik rozmnożył się na tak ogromną skalę, że obecnie martwych jest ok. 800 tys. drzew

Obecnie Puszcza Białowieska wygląda jak leśne cmentarzysko, a gdy Ministerstwo Środowiska podejmuje próby „leczenia lasu”, od razu na karku ma tzw. ekologów. Ich taktykę działania obnażył były leśnik Artur Hampel. Opierając się na urzędowych danych, opisał, w jaki sposób doszło w puszczy do masowej epidemii kornika, a w efekcie do uśmiercenia 8 proc. drzewostanu.

Okazało się, że do 2007 r. miejscowi leśnicy bezproblemowo kontrolowali populację chrząszcza w swoich lasach przez wycinkę chorych drzew. Dopiero interwencja ekologów, których Artur Hampel nazywa „ekoterrorystami”, doprowadziła do obecnego dramatu.

Historia choroby

Choroba puszczy zaczęła się 10 lat temu, gdy w Rezerwacie Krajobrazowym im. Władysława Szafera znaleziono siedliska kornika na 29 świerkach. W związku z zagrożeniem zarażenia innych drzew należało wówczas dokonać wycinki sanitarnej. Niestety, wstrzymano ją na skutek protestów ekologów z podlaskiego oddziału Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. – Tak zwani ekolodzy zaczęli wówczas bronić kornika kosztem drzew. I dziś mamy tego skutki – komentuje sytuację Paweł Mucha, dyrektor ds. komunikacji Ministerstwa środowiska i jednocześnie rzecznik prasowy Ministerstwa środowiska.

Przez następne lata sytuacja ulegała pogorszeniu – wydawano kolejne odmowne decyzje uniemożliwiające leśnikom skuteczną walkę z tzw. gradacją, czyli rozprzestrzenianiem się pasożytniczych owadów. W konsekwencji kornik rozmnożył się na tak ogromną skalę, że obecnie martwych jest ponad 800 tys. drzew, a kolejne zarażane są każdego dnia. Minister środowiska prof. Jan Szyszko wielokrotnie mówił, że kornik z łatwością opanowuje drzewostany i w ciągu miesiąca potrafi zniszczyć drzewo, które rosło w puszczy kilkadziesiąt lat. – Z jednego chorego drzewa kornik zasiedla 30 nowych drzew. A w pułapki feromonowe łapie się po kilkanaście litrów kornika w ciągu jednego dnia – tłumaczy minister.

W 2007 r. cały świat był zafascynowany Puszczą Białowieską ze względu na przepiękne drzewostany o ogromnej zasobności. Wówczas pozyskanie drewna wynosiło 140 tys. m3 rocznie i było to drewno pochodzące z drzewostanów dojrzewających, czyli starych. Gdy zmniejszono pozyskanie drewna, trzy gatunki kornika, których populacji nikt nie kontrolował, namnożyły się, doprowadzając do destrukcji. W konsekwencji ucierpiały nie tylko świerki – zainfekowane przez owada zostały również wiekowe sosny, które bardzo trudno odnawiają się na obszarze puszczy w sposób naturalny. Doszło do gwałtownych zmian w ekosystemach leśnych, zniknęły siedliska oraz gatunki roślin i zwierząt, które zostały wyznaczone jako priorytetowe z punktu widzenia programu Natura 2000. – My jesteśmy prawnie odpowiedzialni za ich ochronę – tłumaczy prof. Szyszko.

Dziedzictwo UNESCO

Prof. Szyszko rozpoczął odtwarzanie bioróżnorodnych siedlisk dla tzw. gatunków priorytetowych na terenie Puszczy Białowieskiej. Aby przywrócić równowagę przyrodniczą, rozpoczęto usuwanie drzew uśmierconych na skutek epidemii kornika. Działania te spotkały się jednak ze sprzeciwem części organizacji ekologicznych, które naciskają, by całą puszczę pozostawić procesom naturalnym i objąć statusem parku narodowego. Aktywiści przekonują, że puszcza jest unikatowym lasem na świecie, którego „nie tknęła ręka człowieka”, a jej największym zagrożeniem są ludzie.

Fakty są jednak inne, bo ludzie zamieszkują te tereny i czerpią z ich bogactwa od wieków. Dane pochodzące z inwentaryzacji Puszczy Białowieskiej nie pozostawiają złudzeń i jednoznacznie potwierdzają użytkowanie tych terenów przez człowieka m.in. w obszarze rolnictwa, łowiectwa, myślistwa, bartnictwa czy wypalania i pozyskiwania smoły. Najstarsze mapy tego terenu pochodzą z XVI wieku. – Miejscowi dbali o drzewa, gdy chorowały. Wycinali puszczę na własny użytek i sadzili nowe drzewa. Mieszkańcy użytkowali te tereny i jednocześnie stworzyli coś, co wzbudzało zachwyt całego świata – zaznacza prof. Jan Szyszko.

Od czasu wpisania Puszczy Białowieskiej w obszar dziedzictwa przyrodniczego UNESCO zakazane jest użytkowanie jej lasów – można jedynie obserwować spontaniczne procesy natury. – Skoro te tereny od wieków użytkował człowiek, dlaczego wpisano je na listę UNESCO, wbrew prawu i z pominięciem konsultacji społecznych, jako obszar, którego nie „tknęła ręka człowieka”? – pyta minister. – Puszcza jest naszym „Wawelem”, naszym dobrem narodowym, ale jest to dziedzictwo kulturowo-przyrodnicze, nie tylko przyrodnicze. Rozpoczęliśmy więc proces zmierzający do zmiany jej statusu – chcemy, by puszcza została wpisana do UNESCO jako obszar dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego.

Kolejnym prawnym paradoksem jest fakt, że cała puszcza objęta jest programem Natura 2000, który nakazuje chronić siedliska i gatunki występujące na jej terenie określone jako priorytetowe. W obecnej sytuacji, gdy gradacja kornika objęła (i nadal zaraża) tak olbrzymi obszar lasów, niemożliwe jest odtworzenie zniszczonych siedlisk bez usunięcia martwego i chorego drewna. – Ministerstwo będzie rozliczane z wypełnienia prawa Unii Europejskiej, czyli Dyrektywy Ptasiej i Siedliskowej. Zgłosiliśmy zawiadomienie do prokuratury, że w Puszczy Białowieskiej masowo giną siedliska i gatunki priorytetowe z tymi siedliskami związane. Dziś musimy robić wszystko, żeby je ratować i odtwarzać – podkreśla Paweł Mucha.

Maczuga do bicia rządów PiS

W medialnym sporze o Puszczę Białowieską chodzi nie o interes ochrony przyrody, a o interes polityczny. Skarga na Polskę do instytucji zagranicznych została złożona jedynie po to, by z Puszczy Białowieskiej stworzyć „maczugę do bicia” rządów PiS. – Siedem organizacji aktywistów poskarżyło się na Polskę do Komisji Europejskiej. Czy to jest działanie zgodne z interesem Rzeczypospolitej Polskiej? – pyta rzecznik prasowy Ministerstwa środowiska.

Jasno artykułowane argumenty resortu środowiska, Lasów Państwowych i wielu innych instytucji oraz osób prywatnych, którym leży na sercu dobro Puszczy Białowieskiej, nie przekonują aktywistów ekologicznych i współpracujących z nimi przeciwników obozu rządzącego. Kolejne protesty „w obronie puszczy”, organizowane przez ludzi, z którymi merytoryczna rozmowa wydaje się niemożliwa, są przeciąganiem sprawy w sytuacji, gdy należy bezzwłocznie działać w interesie ochrony przyrody. Ci, którzy nazywają siebie strażnikami ekologii, w rzeczywistości doprowadzili do katastrofy ekologicznej. Blokując pracę leśników, sprawili, że przestały być chronione drzewa, a zaczęto chronić kornika. Owadowi przyznano większe prawa w gospodarowaniu zasobami leśnymi niż rodowitym mieszkańcom i leśnikom, którzy dbają o Puszczę Białowieską od pokoleń.

Oskarżeń jest mnóstwo, a głównym jest wycinka drzew. – My podkreślamy, że nie ma żadnej wycinki, usuwamy jedynie chore drzewa – słyszymy w resorcie środowiska. Gdy z jednej strony pada pytanie: Dlaczego resort wycina drzewa, z drugiej słychać: Dlaczego zamykane są turystyczne szlaki? Przy tak dramatycznym stanie drzewostanów konieczne jest ich zamknięcie, bo istnieje duże ryzyko przewrócenia się drzew na człowieka. A wówczas za tragedię odpowiedzialne będą Lasy Państwowe. – Usuwamy drzewa wzdłuż szlaków i traktów komunikacyjnych Hajnówka – Białowieża, natomiast w objętym ochroną Rezerwacie Krajobrazowym im. Władysława Szafera drzewa są pokładane, leżą, nikt ich nie wywozi – mówi Paweł Mucha.

Protestujący ekolodzy przekonują, że należy pozostawić puszczę samej sobie. Uniemożliwiają pracę leśników, których obowiązkiem jest walka z kornikiem. Krytykują min. Jana Szyszko i jego resort za wypełnianie prawa UE i pracę na rzecz przywrócenia bogactwa zasobów przyrodniczych, które zostały w puszczy zniszczone właśnie na skutek ich działań. Miejscowych, którzy nie zgadzają się na objęcie całej puszczy ścisłą ochroną, traktują jak intruzów, a przecież to oni są gospodarzami tych terenów. W sposób naturalny pojawia się pytanie: Czy aby na pewno chodzi im o dobro przyrody? Czy odzyskanie bogactwa bioróżnorodnych zasobów Puszczy Białowieskiej i zachowanie tego dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego leży im jeszcze na sercu?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezes Kaczyński: Mamy zwycięstwo!

2019-10-14 07:14

wpolityce.pl

Mamy zwycięstwo; mimo potężnego frontu przeciwko nam zdołaliśmy wygrać - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński po ogłoszeniu pierwszych sondażowych wyników wyborów parlamentarnych.

Tvp info

Święto demokracji! Polacy wybierają swoich przedstawicieli do Parlamentu. Do godz. 17 zagłosowało prawie 46 proc. wyborców

Kaczyński wskazywał, że PiS w minionej kadencji radykalnie poprawiło stan finansów publicznych.

I tak będzie to trwało dalej, jeśli będziemy rządzić — zapewnił.

Ale trzeba jeszcze dotrzeć z tą prawdą do społeczeństwa, do całego społeczeństwa, do wszystkich grup—powiedział.

Jak podkreślił, walka polityczna to jedna sprawa, a inną jest sytuacja poszczególnych grup społecznych i obywateli.

Do nich właśnie musimy się jeszcze raz z naszym przekazem, z naszym wezwaniem do jedności i do spokoju, i z tą perspektywą polskiego państwa dobrobytu, polskiej wersji państwa dobrobytu zwrócić—powiedział prezes PiS.

Krótko mówiąc: kończymy pewien etap, zaczynamy nowy. Wcale nie łatwiejszy, może trudniejszy. Ale mam nadzieję, że będzie zakończony jeszcze większym sukcesem—wskazał Kaczyński.

Prezes PiS wyraził nadzieję, że wynik exit pool utrzyma się; jak mówił, jeśli tak się stanie, to „będzie trwała także dobra zmiana”.

Jeśli przed nami kolejne cztery lat rządzenia, to czeka nas najpierw refleksja nad tym wszystkim, co się udało, o czym mówiliśmy, ale także nad tym, co się nie udawało i co spowodowało, że poważna część społeczeństwa jednak uznała, że nie należy nas popierać mimo przecież zupełnie ewidentnych i oczywistych osiągnieć—powiedział lider Prawa i Sprawiedliwości.

Jak dodał, to jest powód, aby dążyć do tego, by sytuację w kraju poprawić, by politycy Zjednoczeniowej Prawicy stali się „lepsi z punktu widzenia społeczeństwa”.

By te wszystkie rzeczy, które osłabiają nasze możliwości, zostały wyeliminowane—mówił.

Nie jest to moment, by to rozważać. Musimy o tym pamiętać, bo jesteśmy formacją, która zasługuje na więcej, otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej—oświadczył Kaczyński. Dodał, że oznacza to przede wszystkim zobowiązanie do lepszej pracy, jeszcze większej ilości pomysłów i przyjrzenia się potrzebom grup, które nie poparły PiS.

To jest perspektywa. Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie potwierdzeniem tego naszego sukcesu. Jesteśmy o tym głęboko przekonani. Przed nami wobec tego cztery lata ciężkiej pracy, bo Polska musi się zmieniać dalej i musi się zmieniać na lepsze—powiedział prezes PiS.

Kaczyński po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów podkreślił, że PiS musi ciężej pracować. Jak dodał, jednym z powodów, dla których partia musi ciężej pracować jest obawa, „że pewna część społeczeństwa tego nie zauważyła”.

Ten stereotyp, że jesteśmy dobrzy, prospołeczni, uczciwi, patriotyczni, ale na gospodarce to może oni się lepiej znają - to jest w drugiej części bzdura, której ciężko wysłuchać—mówił.

Zaznaczył, że na to wskazują liczby i wyniki.

Wszystko przemawia za nami, ale stereotyp trwa i musimy go przełamać, a wtedy będzie nawet 55 proc.—dodał Kaczyński.

Zwrócił uwagę, że rząd PiS bardzo ciężko pracował i w bardzo wielu dziedzinach dużo zrobił - „także w tych, w których na ogół sądzono, że to nie jest nasza specjalność. Okazało się, że to też jest nasza specjalność” - wskazał prezes PiS.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem