Reklama

Czy ktoś nas przeprosi?

2018-07-17 13:10

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski

O pamięci KL Auschwitz, politycznych manipulacjach i pieniądzach z byłą więźniarką obozu Barbarą Wojnarowską rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Była Pani jednym z najmłodszych więźniów KL Auschwitz i zapewne niewiele Pani pamięta z tego okresu dzieciństwa. Kiedy dotarła do Pani świadomość „oświęcimskiej przeszłości”?

BARBARA WOJNAROWSKA: – Gdy mama odnalazła mnie dwa lata po wojnie w jakimś sierocińcu, zaczęłam już co nieco kojarzyć, że wokół mnie działo się coś dziwnego. Ale wówczas nie miałam jeszcze sześciu lat i nie mogłam zrozumieć nawet tego, że mama jest moją mamą. Mama nie lubiła mówić o obozowych przejściach, ale świadectwem naszego pobytu w Auschwitz były listy wymieniane między moją babcią a rodzicami (po latach oddałam je do oświęcimskiego muzeum). Dopiero znacznie później zaczęłam się powoli i z różnych źródeł dowiadywać, jak to było.

– Jak to było?

– Z powstańczej Warszawy wywieziono mnie z rodzicami do obozu, tam rodziców rozdzielono, ja zostałam przy mamie. Przetrwałyśmy do wyzwolenia obozu i na skutek panującego tam wówczas chaosu trafiłam do sierocińca. Mama – jak mi po wielu latach dość niechętnie opowiadała – była świadkiem wyzwalania obozu, gwałtów na więźniarkach... Mama nie lubiła wspominać, a ja mam w pamięci ledwie jakieś wrażenia, jakieś uczucia, jak leżałam chora na pryczy... Pamiętam, że jadłam placek ziemniaczany, który upadł na podłogę, i że bardzo mi smakował. Ten wyjątkowy rarytas mieliśmy na wigilijną wieczerzę w 1944 r. Całkiem dobrze pamiętam natomiast to, że lata powojenne były dla mnie jako dziecka niezwykle trudne, buntowałam się, sama nie wiem przeciwko czemu, było mi jakoś wyjątkowo przykro...

– Ale w końcu przecież udało się Pani dokładniej poznać i zrozumieć swoją osobistą historię...?

– Historię mojej rodziny poznałam właściwie dopiero z książki „Moja wojna” („Mein Krieg”) Joego J. Heydeckera, która ukazała się w 2009 r. Dowiedziałam się np., że moją matką chrzestną nie była, jak to utrzymywali rodzice, pochodząca z Krakowa i mieszkająca z nami w czasie wojny ciocia Genia. Ciocia Genia Byczkowska była Żydówką, wchodziła w skład Rady Pomocy Żydom „Żegota”. Była więc „moją chrzestną”, bo rodzice w ten sposób ją ukrywali...

– I z tego powodu znaleźli się w Auschwitz?

– Tego nie wiem. Do dziś nie zdołałam ustalić, w jaki sposób i dlaczego trafiliśmy do obozu koncentracyjnego. Autor wspomnianej książki nic o tym nie mówi, bo choć bardzo był związany z moimi rodzicami, to jednak o tym, co robili, niewiele wiedział. W ubiegłym roku udało mi się nawiązać kontakt z panią Marą Kraus, przyjaciółką nieżyjącego Joego J. Heydeckera, która twierdzi, że moi rodzice w czasie wojny pomagali wielu Żydom i zostali wydani Gestapo przez konfidentów, których w środowisku aktorskim Warszawy było bardzo wielu... A może dlatego, że w restauracji „Gospoda Włóczęgów”, którą prowadzili w czasie okupacji, był zakonspirowany magazyn broni...? Ja do dziś naprawdę nie wiem, dlaczego jako 3-letnie dziecko znalazłam się w KL Auschwitz.

– Niedawno po dziesięcioleciach pobytu na emigracji powróciła Pani na stałe do Polski. Jak przyjmuje Pani tę dyskusję, która niedawno rozgorzała właśnie wokół spraw oświęcimskich, a zwłaszcza oskarżanie Polaków przez międzynarodową opinię o udział w Holokauście?

– Jestem tym do głębi oburzona, ale chyba rozumiem, że musiało dojść do takiego stanu rzeczy. Moim zdaniem, jedna z przyczyn tego opluwania Polski tkwi w dzisiejszym Izraelu, w którym dominujący wpływ mają Żydzi pochodzący z Rosji, tradycyjnie wrogo nastawieni do Polaków, bo np. francuski Żyd nigdy nie będzie pluł na Polskę...

– A amerykański Żyd?

– Tu bywa różnie, a przeważnie chodzi o pieniądze. Bywałam często w Stanach Zjednoczonych – mam tam wielu kolegów prawników – i bardzo otwarcie rozmawiałam o polsko-żydowskich zaszłościach, także o biznesie związanym z Holokaustem. Oni nie lubią odpowiadać na pytania dotyczące tego tematu, nie tolerują sprzeciwu, natomiast bardzo dbają o swoje sprawy. Gdy w latach 80. XX wieku Amerykański Kongres Żydowski wytoczył bankom szwajcarskim proces w celu przejęcia pieniędzy z kont Żydów, którzy zginęli bezpotomnie w Holokauście, mieliśmy niemal globalne polityczne trzęsienie ziemi. Wtedy Szwajcarzy zdecydowali się pójść na ugodę, a ja się tu muszę przyznać, że na tym skorzystałam.

– W jaki sposób?

– Banki szwajcarskie zgodziły się wypłacić Amerykańskiemu Kongresowi Żydowskiemu pewną część pieniędzy zdeponowanych na „martwych kontach’” – to były miliardy franków szwajcarskich – jednakże pod warunkiem, że 25 proc. tej sumy zostanie wypłacone więźniom nieżydowskim, którzy mieli konta w Szwajcarii. Oczywiście, nie dostałam się na tę listę „nieżydowskich” wybrańców losu – nigdy wcześniej nie starałam się o jakiekolwiek odszkodowania z tytułu pobytu w KL Auschwitz – ale nieco okrężną drogą obiecano mi jednak wypłacić jakieś pieniądze. Niezbędne formalności musiałam załatwiać przez gminę żydowską w Genewie. Denerwowało mnie, że ja, Polka, muszę korzystać z łaskawego pośrednictwa gminy żydowskiej! Tam mi powiedziano, że to dlatego, iż Polacy sami nie potrafią się zorganizować, że nie dbają o własne sprawy. Złożyłam odpowiednie formularze, a urzędniczka odebrała je z ironicznym komentarzem: Nie wstyd pani starać się o odszkodowanie z takimi zarobkami, z takim stanowiskiem...? Czułam, że wymierzyła mi ten policzek tylko dlatego, iż byłam zamożną Polką, a nie bogatą Żydówką...

– Dostała Pani to odszkodowanie?

– Po ponad 15 latach, gdy już na emeryturze zamieszkaliśmy z mężem w Hiszpanii, dostałam korespondencję z Nowego Jorku – czek na 15 tys. dolarów do wypłaty w ratach. Wielkość tego „odszkodowania” mnie nie rozczarowała, chodziło mi tylko o wyegzekwowanie choćby minimum sprawiedliwości dla „nieżydowskich” ofiar wojny... Przy czym to wcale nie było odszkodowanie za obóz, lecz drobna rekompensata za to, że moi rodzice mieli kiedyś pieniądze w banku szwajcarskim. Moim zdaniem, nie-Żydzi nigdy nie mieli większych szans na godziwe odszkodowania wojenne.

– Wydaje się, że zwłaszcza Polacy nie mogą w tej sprawie liczyć na sprawiedliwość...

– Najbardziej boli to, że Polacy, którzy w czasie tej wojny cierpieli najwięcej, dostali najmniej odszkodowań, a teraz mówi się jeszcze, że Polsce nie należą się żadne reparacje wojenne...

– Rzeczywiście, są ogromne dysproporcje w traktowaniu ofiar niemieckich obozów zagłady – w krajach zachodnich, w Niemczech, w Izraelu Niemcy wypłacają im comiesięczne wsparcie, natomiast w Polsce 15-20 lat temu wypłacono jedynie jednorazowe mikroskopijne świadczenia, czyniąc przy tym wiele szumu o polsko-niemieckim pojednaniu.

– Po powrocie do Polski postanowiłam się przyjrzeć bliżej tym sprawom, wcale nie we własnym interesie; chciałam po prostu wyjaśnić to, czego nie potrafiłam zrozumieć... W Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie już na pierwszy rzut oka widać było, że jest martwa. Poinformowano mnie tam, że już dawno skończyły się pieniądze, które nie pochodziły ze stałego źródła, czyli z budżetu państwa niemieckiego, lecz z prywatnych darowizn, które już nie napływają. Zdziwiło mnie to, bo przecież obowiązek wypłacania odszkodowań wojennych nie ulega przedawnieniu, roszczenia poszkodowanych mogą się pojawiać bardzo długo po wojnie. Dziwne, że inni to wykorzystują, a Polacy nie!

– Często odwiedzała Pani Oświęcim po wojnie?

– Jak mówiłam, naznaczeni ogromną traumą moi rodzice – zwłaszcza mama – nie lubili wracać do obozowych wspomnień i chyba robili wszystko, abym ja też niczego nie pamiętała... Sama więc dość późno zaczęłam wracać do tej niepamiętanej przeszłości. Od 2005 r. dostawałam zaproszenia na uroczystości związane z wyzwoleniem KL Auschwitz.

– Jak do tego doszło, że organizatorzy przypomnieli sobie o więźniarce nr 83638?

– Sama o sobie nikomu nie przypominałam... Pierwsze zaproszenie przyszło do mnie dość okrężną drogą – przez moją dobrą znajomą panią Simone Veil. I to ona, dobrze znając moją przeszłość, zaproponowała mi wyjazd z delegacją francuską na obchody 60. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. A ja postanowiłam pojechać, ale jako Polka. Bo choć miałam inne obywatelstwo, to zawsze bardzo dbałam o swoje polskie papiery. Simone Veil napisała – nie wiem, czy do dyrekcji obozu, czy do Władysława Bartoszewskiego – aby przysłano mi zaproszenie. Dostałam je na mój hiszpański adres. Potem dostawałam już zaproszenia co roku, ale nie zawsze jeździłam.

– Jakie były Pani pierwsze wrażenia, czy próbowała Pani odnaleźć ślady swojego dzieciństwa?

– Moim celem było odnaleźć obozowe dzieci – czyli dziś panie ok. osiemdziesiątki. Szukałam więźniarek w moim wieku, wypytywałam. Takiego tłumu na terenie obozu nigdy później już nie widziałam. Środkowa, największa trybuna – w całości zarezerwowana wyłącznie dla delegacji izraelskiej. Tam, dzięki specjalnej przepustce „gościa honorowego”, która umożliwiała mi swobodne poruszanie się po odizolowanych od siebie sektorach, starałam się zaleźć osoby, które jako dzieci były w tym samym bloku, co ja. Niestety, kiedy osoba z sektora izraelskiego, z którą nawiązałam kontakt, dowiedziała się, że nie jestem Żydówką, zręcznie znalazła pretekst, aby nie kontynuować naszej rozmowy. Osobę, która była krótko w tym samym bloku (w październiku 1944 r.) – znalazłam nie podczas uroczystości w Oświęcimiu, lecz dopiero później, w Paryżu. Kontakt dostałam od kustosza Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau – pani Heleny Kubicy. A wtedy, w Oświęcimiu, odniosłam wrażenie, że nikt nic nie wiedział albo może nie chciał wiedzieć...

– Zdziwiło to Panią?

– Nie od razu. Dopiero gdy podobnie zachował się dziennikarz z BBC, który dowiedziawszy się, że jestem polską więźniarką, wyłączył kamerę... Wtedy zrozumiałam, że więźniowie KL Auschwitz zostali podzieleni lub dali się podzielić na lepszych i gorszych. O co chodzi? – pytałam sama siebie. Przecież kiedyś wszyscy razem, zziębnięci, staliśmy tu co rano na tym samym apelu, piliśmy tę samą wstrętną kawę, tak samo nas bito i maltretowano, a teraz nagle dzielimy się na Żydów i nie-Żydów?! W tymże 2005 r., podczas hucznych rocznicowych uroczystości w Oświęcimiu – na które przybyli wielcy politycy i głowy państw z całego świata – uświadomiłam sobie, że my, Polacy, tu nie istniejemy! Że nas tu nie ma i nie było! Wtedy postanowiłam działać, i to od razu.

– Jak?

– Gdy na uroczystym przyjęciu dla VIP-ów – do których dzięki Simone Veil zostałam zaliczona – usłyszałam, jak amerykański wiceprezydent Dick Cheney mówi do kogoś z wielkim ubolewaniem, że ten „żydowski obóz tak bardzo ucierpiał”, natychmiast do niego podeszłam i grzecznie się przedstawiwszy, zadałam pytanie: dlaczego mówi się wyłącznie o więźniach żydowskich? – przecież byli także inni, a pierwsi trafili tu Polacy, skazana na zagładę polska inteligencja? Odpowiedział zdawkowo: Być może, być może... I na tym rozmowa się skończyła. Byłam zaszokowana.

– Chyba nie bardziej niż podczas uroczystości oświęcimskich w 2018 roku...

– To prawda. I nadal nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym, co się tam wtedy stało. Trudno mi dziś ocenić, jakie będą skutki politycznego kompromisu i deklaracji podpisanej po kilku miesiącach przez premierów Polski i Izraela, ale pytam: dlaczego do tej pory nikt nas, więźniów, nie przeprosił za to, że tę podniosłą uroczystość wykorzystano tak niegodziwie, dla politycznego interesu?! KL Auschwitz nie powinien być areną politycznych rozgrywek i mam nadzieję, że to, co się tam zdarzyło 27 stycznia 2018 r., już się nie powtórzy.

Reklama

Franciszek do Polaków: módlcie się, by wypełniła się wola Boga

2019-05-22 10:23

st (KAI) / Watykan

„Módlmy się do Ojca niebieskiego za nas, za nasze rodziny, za Kościół i za całą ludzkość, aby dla wszystkich wypełniała się Jego zbawcza wola”- zachęcił Ojciec Święty pielgrzymów polskich podczas dzisiejszej audiencji ogólnej.

Grzegorz Gałązka

Oto słowa papieża skierowane do Polaków:

Serdecznie pozdrawiam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, ożywieni przez Ducha Świętego i zachęceni przykładem naszego Pana Jezusa Chrystusa, z dziecięcą ufnością i oddaniem módlmy się do Ojca niebieskiego za nas, za nasze rodziny, za Kościół i za całą ludzkość, aby dla wszystkich wypełniała się Jego zbawcza wola. Zawierzam was i waszych bliskich matczynej opiece Maryi Wspomożycielki wiernych i z serca wam błogosławię.

Papieską katechezę streścił po polsku ks. prał. Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

Dzisiaj kończymy cykl katechez na temat „Ojcze nasz”. Możemy powiedzieć, że modlitwa chrześcijańska rodzi się z odwagi wzywania Boga jako Ojca. Wyraża ona dziecięcą bliskość, do której jesteśmy wprowadzeni przez łaskę: Jezus objawia nam Ojca i obdarza nas zażyłością z Nim. „Nie pozostawia nam jakiejś formuły do mechanicznego powtarzania. Jak w każdej modlitwie ustnej, przez Słowo Boże Duch Święty uczy dzieci Boże modlitwy do Ojca” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2766).

Pierwszym działającym w każdej modlitwie chrześcijańskiej jest Duch Święty, który tchnie w sercu ucznia. Duch czyni nas zdolnymi do modlitwy w postawie dzieci Bożych, którymi naprawdę jesteśmy na mocy chrztu. Duch Święty sprawia, że modlimy się z ufną uległością woli Pana. Oto tajemnica modlitwy chrześcijańskiej: dzięki łasce zostaliśmy włączeni w dialog miłości Trójcy Przenajświętszej.

Na zakończenie tej katechezy możemy powtórzyć modlitwę Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21 ).

W dzisiejszej audiencji udział więzili między innymi: Grupa pracowników Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa; Grupa pracowników PKP Polskich Linii Kolejowych z Radomia; pielgrzymi z parafii Podwyższenia Krzyża Św. ze Zwolenia (diec. radomska); parafii św. Jana Pawła II w Zgierzu (arch. łódzka); uczniowie, nauczyciele oraz pracownicy Zespołu Szkół Katolickich im. Jana Pawła II w Skawinie; z Zespołu Szkół Ogólnokształcących Nr 2 z Legionowa; uczniowie i nauczyciele ze Szkoły Podstawowej im. Wybickiego w Jastarni; ze szkoły podstawowej nr 1 Piwnicznej Zdroju; Katolickiej Szkoły św. Eryka w Sztokholmie, Szwecja; Grupa ministrantów z opiekunami z parafii Przemienienia Pańskiego z Brzozowa (arch. przemyska); Członkowie Służby Liturgicznej franciszkańskiej parafii MB Różańcowej w Kłodzku; Grupa pielgrzymów z Ząbkowic Śląskich; Pielgrzymi z Brzeźnicy koło Dębicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskupi do wiernych: nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom

2019-05-22 16:40

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom” – napisali biskupi do wiernych w liście przeznaczonym do odczytania w kościołach w niedzielę 26 maja. List zatytułowany "Wrażliwość i wierność" napisali hierarchowie zebrani dziś w Warszawie na posiedzeniu Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski.

KEP

Publikujemy treść listu:

WRAŻLIWOŚĆ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Słowo biskupów do wiernych
Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych,
którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej
kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mk 9, 42)

Drogie Siostry i drodzy Bracia!
W ostatnim czasie wspólnota Kościoła w Polsce wstrząsana jest kolejnymi bolesnymi informacjami o wykorzystywaniu seksualnym dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych. Przestępstwa te są źródłem głębokiego cierpienia osób pokrzywdzonych. Nie ma słów, aby wyrazić nasz wstyd z powodu skandali seksualnych z udziałem duchownych. Są one powodem wielkiego zgorszenia i domagają się całkowitego potępienia, a także wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec przestępców oraz wobec osób skrywających takie czyny.

Cierpienia osób pokrzywdzonych dotykają nie tylko ich samych, ale także całych rodzin oraz wspólnot kościelnych. Przestępstwa te „przysłoniły blask Ewangelii takim mrokiem, jakiego nie znały nawet wieki prześladowań” (Benedykt XVI, List do katolików w Irlandii, 19.03.2010).

Głęboko tkwią w nas wykrzyczane słowa świadectwa osoby pokrzywdzonej, iż Chrystus nie krzywdził dzieci. „To [co ksiądz zrobił] naprawdę odcisnęło bardzo duże piętno na moim dorosłym życiu. Ja do tej pory mam koszmary. Cały czas jest to we mnie” – tak powiedziała w filmie w czasie konfrontacji z oprawcą 39-letnia Anna, przed laty 9-letnia uczennica. I drugie świadectwo, przekazane w artykule napisanym przez dorosłego dziś mężczyznę: „Nie mam żalu do Kościoła. Wiem, że skrzywdził mnie nie [cały] Kościół, lecz konkretna osoba. Nie wiem, czy ktokolwiek z przełożonych cokolwiek o tym wiedział. Ale martwi mnie, że tacy jak ja, pozostają poza kościelną sferą uwagi”. Obydwa wyznania są wstrząsające – to nigdy nie powinno się było wydarzyć.

1. Świadectwo cierpienia

Wielu z nas obejrzało film „Tylko nie mów nikomu”. Ten dokument, to przede wszystkim wstrząsające relacje dorosłych dziś osób, wykorzystywanych w dzieciństwie przez duchownych. Zawiera on także przykłady braku wrażliwości, grzechu zaniedbania i niedowierzania osobom skrzywdzonym, co w konsekwencji chroniło sprawców. Film, przyjmując perspektywę pokrzywdzonych, uświadomił nam wszystkim ogrom ich cierpienia. Każdy, kto jest wrażliwy, poznając losy osób pokrzywdzonych, odczuwa ból, wzruszenie i smutek wobec ich cierpienia. Dziękujemy wszystkim, którzy mieli odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że żadne słowo nie jest w stanie wynagrodzić im krzywd, jakich doznali.

Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom.

Dla wielu wiernych, szczególnie dla młodych szczerze szukających Boga, skandale seksualne z udziałem duchownych stają się ciężką próbą wiary i powodem do wielkiego zgorszenia. Rozczarowanie i oburzenie jest tym większe i boleśniejsze, że dzieci zamiast troskliwej miłości i towarzyszenia w szukaniu bliskości Jezusa doświadczyły przemocy i brutalnego odarcia z godności dziecka. Od początku swego istnienia wspólnota kościelna uznawała takie zachowania za wyjątkowo ciężki grzech; według słów Chrystusa „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mk 9,42). „Biada człowiekowi przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18,7).

2. Wrażliwość

Wszyscy, zarówno duchowni, jak i świeccy, jako społeczność, musimy stworzyć właściwą przestrzeń do przywrócenia pokrzywdzonym jak najbardziej normalnego życia, a także do odbudowania zaufania wobec duszpasterzy i biskupów.

Wyznania pokrzywdzonych przynaglają nas, biskupów, ale i wszystkich ludzi dobrej woli do większego wyczulenia na zagrożenia; do większej wrażliwości na pomoc pokrzywdzonym. Zarówno niebezpieczeństwa, jak i konieczność wsparcia dotyczą każdego środowiska, nie tylko kościelnego, ale i rodzin, szkół, klubów sportowych i wielu innych grup. Sytuacje życiowe pokrzywdzonych skłaniają do szybszego i skuteczniejszego pomagania im. Oni potrzebują wielkiej wrażliwości i wsparcia, by odnaleźć równowagę życia.

Prosimy osoby pokrzywdzone przez duchownych, aby zgłaszały doznaną krzywdę do przełożonych kościelnych oraz do odpowiednich organów państwowych. W każdej diecezji i w wielu prowincjach zakonnych został wyznaczony delegat upoważniony do przyjmowania zgłoszeń o wykorzystaniu seksualnym małoletnich przez osobę duchowną. Ma on też pomóc w otrzymaniu wsparcia psychologicznego, prawnego i duszpasterskiego. Chcemy wspierać pokrzywdzonych od początku tej drogi w podjęciu kroków potrzebnych do przezwyciężania skutków doznanej krzywdy.

Przyjmujemy z wdzięcznością nowe motu proprio papieża Franciszka, w którym Ojciec Święty nakazuje zgłaszanie takich przestępstw i przewiduje poważne kary dla przełożonych, którzy zaniedbywali swoje obowiązki chronienia owczarni Chrystusowej. Pamiętamy też o tym, że według zawartych w tym dokumencie nowych norm prawa kościelnego nikogo przy zgłaszaniu przestępstwa nie wolno zobowiązywać do milczenia. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby te zgłoszenia w instytucjach kościelnych przebiegały ze współczuciem i z jak największą wrażliwością oraz w poczuciu bezpieczeństwa dla każdej osoby i jej dramatu. Będziemy też nadal zgłaszać przestępstwa państwowym organom ścigania.

Wielu duchownych i świeckich pracuje z osobami, które odważyły się powiedzieć o swoich traumatycznych doświadczeniach. Nie rozgłaszamy tego, ponieważ szanujemy ich prawo do prywatności. Być może sami zdecydują się o tym głośno mówić. Reakcja najbliższego otoczenia rzadko niestety opiera się na życzliwości i wrażliwości. Często jest okrutna, bezmyślna i bezlitosna, czasem pełna wyrzutów, przez co nam wszystkim potrzebna jest zmiana mentalności, by osoby poszkodowane w dzieciństwie lub młodości w delikatnej sferze seksualności były chronione i wspierane.

3. Odpowiedzialność

Zwracamy coraz większą uwagę na wychowanie w seminariach i kształtowanie osobowości przyszłych księży. Nie chcemy dopuścić, aby w szeregach duchowieństwa znalazły się osoby niedojrzałe, niezdolne do wierności złożonym ślubom i przyrzeczeniom. Ponadto, od sześciu lat koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży powołany przez Konferencję Episkopatu Polski organizuje wraz z zespołem współpracowników Centrum Ochrony Dziecka liczne szkolenia dla duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Przygotowujemy w diecezjach i w zgromadzeniach zakonnych także system zapobiegania; ma on pomóc ochronić dzieci i młodzież przed potencjalnym wykorzystaniem seksualnym. Chcemy, by ich bezpieczeństwo stało się priorytetem we wszystkich środowiskach.

W tym kontekście w szczególny sposób doceniamy pracę zdecydowanej większości kapłanów, którzy wierni Ewangelii gorliwie i ofiarnie służą Bogu i ludziom. Nie pozwólmy, by dobro, które dokonuje się w Kościele przez ich posługę, przesłoniły nam grzechy konkretnych osób. Na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej nie przenośmy też win konkretnych osób w sutannach na wszystkich księży. Tych czynów dopuścili się konkretni ludzie i oni powinni zostać ukarani za swoje czyny. Wesprzyjmy w tych trudnych chwilach kapłanów pracujących z poświęceniem, by nie utracili zapału i otrzymali umocnienie ze strony wiernych świeckich.

Wspólnie ze wszystkimi ludźmi dobrej woli jednoczymy wysiłki w rozpoznawaniu i eliminowaniu czynników sprzyjających przestępstwom. Prosimy o wsparcie wychowawców i opiekunów dzieci i młodzieży w przedszkolach i szkołach oraz w zakładach opiekuńczo-wychowawczych. Prosimy o pomoc w zdobywaniu odpowiedniej wiedzy i umiejętności, by wszystkie placówki prowadzone przez Kościół stały się domami bezpiecznymi, wyznaczającymi najlepsze standardy ochrony dzieci. Taki sam apel kierujemy do odpowiedzialnych za ruchy katolickie i organizacje młodzieżowe. Bądźmy wszyscy bardziej wrażliwi wobec dzieci i młodzieży, a także wobec osób pokrzywdzonych.

Zakończenie

Nasze słowo do wszystkich ludzi dobrej woli kończymy modlitwą do Ducha Świętego:
Oto jesteśmy, Panie, Duchu Święty.
Jesteśmy – wprawdzie obciążeni grzechem,
lecz zgromadzeni w imię Twoje.
Przyjdź do nas i bądź z nami,
Racz obmyć nasze serca
i naucz nas, co mamy czynić,
dokąd mamy zmierzać,
Powiedz, co mamy podjąć,
abyśmy wsparci Twoją mocą
Tobie zdołali podobać się we wszystkim. (św. Augustyn)

Przyzywając mocy Ducha Świętego i wstawiennictwa Maryi, Matki Kościoła,
Jej powierzając osoby skrzywdzone, rodziny, dzieci i młodzież oraz wspólnoty kościelne,
upraszamy w modlitwie ducha pokory i odwagi,
aby nie dać się zwyciężyć złu i ogarnąć troską wszystkich.

Podpisali:
Biskupi zebrani na posiedzeniu Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski

Warszawa, 22 maja 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem