Reklama

Barkowy kerygmat działa!

2018-07-25 11:42

Łukasz Kaczyński
Edycja małopolska 30/2018, str. 6

Łukasz Kaczyński
To bardzo atrakcyjna forma nowej ewangelizacji – mówi o spotkaniach na barce abp Grzegorz Ryś

Dziesiątki prelegentów, tysiące słuchaczy i kerygmat głoszony wciąż na nowo i bez wytchnienia. W lipcu 2018 r. minęło 5 lat odkąd w Krakowie rozpoczęły się spotkania „Ewangelizacja na Barce”

Pierwszy raz Dobrą Nowinę z desek wiślanej barki krakowianie mogli usłyszeć 18 lipca 2013 r. Nikt wtedy nie przypuszczał, że „Ewangelizacja na Barce” przetrwa tyle lat.

– Wspólnie z Małgorzatą Morawiec, właścicielką Krakowskiej Żeglugi Pasażerskiej, myśleliśmy o tym, żeby zorganizować trzy spotkania ewangelizacyjne na statku w czasie wakacji. Nawet zastanawialiśmy się, czy potrzebna jest kolejna, stała inicjatywa ewangelizacyjna w Krakowie, skoro jest ich tu aż tyle. Ale Pan Bóg miał inny plan i już niebawem odbędzie się 45. spotkanie – opisuje ks. Łukasz Gołaś SAC, dyrektor radia Pallotti.FM, które cały czas współorganizuje wydarzenie.

W przygotowanie modlitewnych rejsów włączyła się także Pallotyńska Wspólnota Ewangelizacyjna, obecnie funkcjonująca pod nazwą „Gaudete”. – To właśnie z nią rozeznaliśmy, jak powinien wyglądać schemat spotkania; najpierw przyzywanie Ducha Świętego, potem głoszenie kerygmatu przez gościa, a następnie modlitwa uwielbienia i oddania swego życia Jezusowi. I taki jest właśnie cel tych spotkań – zrozumieć swoją przynależność do Boga i stale oddawać Mu każdy element życia – wyjaśnia ks. Gołaś.

Reklama

Różne spojrzenia

Przez 5 lat na barce pojawili się różni prelegenci: począwszy od hierarchów kościelnych, np. abp. Grzegorza Rysia czy abp. Henryka Hosera SAC, poprzez egzorcystę ks. Michała Olszewskiego SCJ, a skończywszy na świeckich, np. misjonarza z Malezji Jude Antoine’a, perkusisty Skaldów Jana Budziaszka czy małżeństwo Beaty i Marcina Mądrych. Poruszane tematy dotykały wielu dziedzin wiary; m.in. ekumenizmu, konieczności okazywania miłosierdzia bliźniemu, naprawiania wspólnoty małżeńskiej czy ukazywały Boga podnoszącego człowieka z najgorszej nędzy. – Chcemy naśladować Wincentego Pallotiego, który wciąż, na mniejszych i większych placach Rzymu, głosił Boga – stwierdza ks. Gołaś i zauważa: – Nie ma co porównywać słowa wygłoszonego przez naszych gości. Trzeba go słuchać i przez nie otwierać się na działanie łaski Bożej. Myślę, że na przełomie tych kilku lat każdy znalazł coś, co go dotknęło i, być może, odwróciło jego życie o 180 stopni.

Do wygłoszonych świadectw wciąż można wracać, ponieważ wydano już dwie książki z podsumowaniem 23 pierwszych rejsów ewangelizacyjnych. Także ci, którzy nie mogą dotrzeć na wody Wisły osobiście, mają możliwość uczestniczenia w spotkaniach – każde z nich jest transmitowane przez radio Pallotti.FM.

Miejsce uzdrowienia

Uczestnicy rejsów podkreślają, jak ważna jest dla nich część modlitewna spotkań. Ania opowiada: – Widać, że w pieśniach uwielbienia działa Duch Święty i jednoczy wszystkich, którzy są na barce, a przecież większość nie zna się nawzajem. Do tej pory pamiętam też, jak któregoś razu śpiewaliśmy słowa „Niech cały Kraków odda Panu cześć”, co wzbudziło wielkie owacje i machanie do nas osób zebranych na bulwarach wiślanych.

Ks. Gołaś dodaje, że wciąż otrzymuje świadectwa, iż „barkowy kerygmat” działa. – Te 5 lat to około 10 tys. osób, które przybyły na barkę, ale to nie liczby są ważne. Istotne jest, że przychodzą tu po to, by otrzymać uzdrowienie, i to np. fizyczne, których przykłady znamy, ale myślę, że przede wszystkim duchowe, objawiające się pokojem w sercu. I po to właśnie jest ta barka i nasze głoszenie – podkreśla ks. Łukasz.

Radosna jedność

Pierwszym i wielokrotnym gościem rejsów ewangelizacyjnych był abp Grzegorz Ryś, obecny metropolita łódzki, niegdyś krakowski biskup pomocniczy. Jak zaznacza hierarcha, „Ewangelizacja na Barce” stała się miejscem, gdzie w krótkim czasie człowiek słyszy kerygmat i może od razu na niego odpowiedzieć poprzez oddanie swojego życia Bogu, a także zaprosić innych do przeżycia tak wyjątkowego głoszenia Dobrej Nowiny.

– To bardzo atrakcyjna forma nowej ewangelizacji, łącząca dwie rzeczy – stwierdza abp Grzegorz Ryś i wyjaśnia: – Po pierwsze, kiedy barka odbija, to dwie godziny człowiek znajduje się w przestrzeni, której nie może opuścić. I to jest wyzwanie: tutaj nie da się wstać, wyjść i nie słuchać. Po drugie, woda wyjątkowo niesie, więc barkę też widzą inni ludzie, często z dala od Kościoła, i może zrodzić to w nich chęć poznania tej inicjatywy i tego Kościoła, widocznego w radosnej, barkowej jedności, a potem tego codziennego, już w swojej parafii.

Tagi:
ewangelizacja abp Grzegorz Ryś

Reklama

Jak być apostołem w codzienności?

2019-12-06 08:46

Damian Krawczykowski

„I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16, 15). To nie polecenie wydane przez Króla królów jedynie dla księży czy misjonarzy. Jezus zwracał się do nas wszystkich! Do mnie i do ciebie. Nie można być chrześcijaninem bez bycia apostołem, bez ewangelizowania innych.

freelyphotos.com

Chęci zazwyczaj rodzą się z dobrego doświadczenia, chęć dzielenia się tym bardziej. Jeśli przeżyjemy pewne wydarzenie, które wywrze na nas ogromnie dobry wpływ, odmieni nas, umocni, uzdrowi, nie chcemy tego zatrzymać jedynie dla siebie. Chcemy pomóc także innym. Jeśli widzimy wokół tylu pogubionych i błądzących, rodzi się w nas chęć niesienia im pomocy.

Być w pełni wierzącym katolikiem, a nie ewangelizować, to tak, jakby widzieć śmiertelnie chorych i nie zanieść im recepty, którą się ma. Ba! My posiadamy ten właściwy i jedyny lek, który może im pomóc: Jezusa Zmartwychwstałego.

Jak rozpocząć ewangelizację?

To oczywiste, że nie każdy jest na takim etapie drogi, w którym bez problemów może podejść do drugiej, pozornie obcej osoby i opowiedzieć jej o Jezusie, o tym, że On może odmienić życie temu człowiekowi. Nasze emocje, charakter i osobowość nie zawsze są nam posłuszne. Często nie idą w zgodzie z serduchem.

Moim zdaniem na początku drogi apostolskiej musimy rozeznać to, do czego powołuje nas Bóg. Nie każdy z nas jest powołany, by założyć nową grupę ewangelizacyjną i być jej liderem, bo zwyczajnie nie każdy ma do tego predyspozycje. Nie każdy może tworzyć muzykę ewangelizacyjną, założyć katolickie radio czy pisać takowe książki.

Droga ewangelizacji, którą obierzemy, wiąże się bezpośrednio z talentami, typem osobowości i uwarunkowaniami, którymi zostaliśmy obdarowani przez Pana. Musimy poprzebywać z Jezusem i odkryć to, co powinniśmy dla Niego robić. Gdy jesteśmy w trakcie takiego rozeznawania, warto nauczyć się i wdrożyć we własne życie tak zwane „odruchy ewangelizacyjne”. Tym terminem nazwałem wszelkie, powszednie, codzienne przejawy przekazywania bliźnim Dobrej Nowiny. Musimy sprawić by było to dla nas tak naturalnym, jak podstawowe czynności dnia codziennego.

Odruchy ewangelizacyjne to na przykład noszenie krzyżyka na szyi, opaski na rękę z cytatami z Pisma Świętego czy różańca, zawieszki, to wspólna modlitwa we własnych domach, to na przykład kubek z Bożym przesłaniem, którego używasz w pracy, to znak krzyża, gdy mijasz kościół, gdy zasiadasz do jedzenia (nie tylko w domu, ale też w szkole, uczelni, w miejscu pracy).

Podstawa ewangelizacyjna to życie godne ucznia Jezusa, nie wstydzenie się bycia chrześcijaninem. To stawanie zawsze po stronie dobra i prawdy, to „wkładanie nóg w szprychy roweru”, czyli wybieranie Jezusa często w zamian za krzywe spojrzenia i brak szacunku u innych.

To wystawienie samego siebie na pośmiewisko świata. Bo naprawdę: jeśli zaczniesz żyć prawdami Ewangelii, świat uzna cię za dziwaka i Bożego wariata. Przyjmij to jako prestiż. Jezus zapowiadał, że będą nas prześladować.

„Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 23-24).

Nasz krzyż to prześladowania. To wszystkie krzywe spojrzenia ludzi, które zamiast słów mówią: „Ciągle gada o tym Jezusie, zwariował! Świr!”. To wszystko to, co Zły chce wykorzystać, byśmy przestali żyć jak prawdziwi wojownicy Pana, a zalęknieni siedzieli zamknięci w domach.

Życie Ewangelią wśród ludzi nie jest żadnym wywyższaniem się, chwaleniem czy „obnoszeniem się” z wiarą. Gdy przyjmiemy jako taktykę defensywę, przegramy.

Musimy grać najofensywniej jak się da, nie możemy dać się zepchnąć do narożnika. Musimy walczyć z całych sił, tak by już niedługo wiara w Boga wróciła do polskich domów, a Polacy żyli w głębokiej relacji z Jezusem. Bez wstydu i zakłopotania.

_____________________________________

Artykuł zawiera treść książki Damiana Krawczykowskiego pt. "Apostołowie w dresach. Jezus potrzebuje właśnie ciebie!", wyd. Święty Wojciech. Więcej o książce: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzym: pierwszy kościół otwarty całą dobę

2019-12-09 20:30

pb (KAI/religiondigital.org) / Rzym

Po raz pierwszy Rzym ma światynię otwartą całą dobę. Od 9 grudnia o 19.00 kościół Stygmatów św. Franciszka jest czynny non stop. Znajduje się on w centrum Wiecznego Miasta - pomiędzy Panteonem i jezuickim kościołem Il Gesù.

Adrian Ziątek

Inicjatorem przedsięwzięcia jest ks. Ángel García Rodríguez, wspierany przez papieża Franciszka. Świątynią opiekować się będą wolontariusze Fundacji Mensajeros de la Paz (Zwiastuni Pokoju), która na co dzień prowadzi domy dla opuszczonych dzieci, pozbawionych rodzinnego ciepła. Założył ją w 1962 r. właśnie ks. García.

W wysłanym 8 grudnia liście do ks. Garcíi papież wyraził pragnienie, by domy Boże miały zawsze otwarte drzwi. Gdy zaś są one zamknięte, takie kościoły „powinny być nazywane muzeami”. Franciszek podkreślił, że wspólnota kościelna, zgodnie z Ewangelią, ma być namiotem, zdolnym do powiększania swej przestrzeni, aby wszyscy mogli wejść, „oazą pokoju i miłości Boga, miejscem przyjęcia, pojednania i przebaczenia”.

Inicjatywę otwarcia świątyni przez 24 godziny na dobę, co od lat było marzeniem ks. Garcíi, wsparło również dwóch kardynałów: Angelo de Donatis - papieski wikariusz diecezji rzymskiej oraz Aquilino Bocos Merino, były przełożony generalny Zgromadzenia Misjonarzy Klaretynów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Gala Wolontariatu Caritas

2019-12-10 18:45

Kamil Krasowski

W parafii Ducha Świętego w Zielonej Górze zakończyła się III Diecezjalna Gala Wolontariatu. Znamy zatem najlepszego wolontariusza i najlepszego opiekuna Szkolnych Kół Caritas.

Karolina Krasowska
Wyróżnieni z bp. Tadeuszem Lityńskim, lubuską kurator oświaty Ewą Rawą i dyrektorem diecezjalnej Caritas ks. Stanisławem Podfigórnym

Udział w Gali wziął bp Tadeusz Lityński, który pogratulował młodym wolontariuszom i podziękował ich opiekunom.

- Jest to co prawda trzecia, ale jakże odsłaniająca wiele dobra i piękna Gala Wolontariatu Caritas. Chcę tutaj wyrazić wdzięczność wszystkim wychowawcom, opiekunom  i pogratulować młodym ludziom - mówił bp Lityński. - Jeżeli mówimy Polska to z jednej strony widzimy gdzieś w wyobraźni terytorium naszego kraju na mapie Europy. Wnikając głębiej - pewną historię, czasami dramatyczną. Widzimy dziedzictwo kulturowe,  przemysł i różne obiekty. Ale myślę, że też dostrzegamy ludzi, Polaków. Podobnie jest też, gdy słyszymy i widzimy logo Caritas. To nie tylko to zewnętrzne logo, które przedstawia krzyż i słowo Caritas wpisane w serce, które mieni się barwą czerwieni, ale stołówki, magazyny żywności czy pomieszczenia, w których się udziela się pomocy potrzebującym. Caritas to żywy organizm ludzi wrażliwych i mających serce. I za to chciałbym bardzo serdecznie podziękować - dodał pasterz diecezji.

W czasie uroczystej Gali wręczono 7 statuetek. W kategorii "najlepszy wolontariusz" statuetki otrzymali Sara Gaweł, Alicja Baraniecka, Sara Mazurek, Dominik Mól, Agata Przyborska, Adrianna Bednarz i Lena Tomaszewska.

- W Caritas działam od gimnazjum, czyli już 6 lat, bo w tym roku jestem w klasie maturalnej. Pomagam pani Kamili, robimy razem mnóstwo akcji. Ostatnio u nas w szkole mieliśmy Dzień Wolontariusza. Naprawdę dużo się dzieje. Robię to, bo daje mi to ogromne spełnienie. Wiem, że szczęście, które daje innym wraca do mnie z podwójną siłą. Daje to motywację i podbudowuje człowieka. Wiem, że robię dla kogoś bardzo dobrą sprawę - powiedziała Sara Gaweł z Zespołu Szkół w Drezdenku.


Oprócz wolontariuszy zostali wyróżnieni także ich opiekunowie. W kategorii "najlepszy opiekun" statuetkę otrzymały Kamila Zamerluk oraz Beata Stoińska, opiekunki SKC w Zespole Szkół w Drezdenku.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem