Reklama

Niedziela w Warszawie

Mieszkańcy na swoim

Niedziela warszawska 30/2018, str. 6-7

[ TEMATY ]

wywiad

Andrzej Tarwid

Paweł Lisiecki

Paweł Lisiecki

Andrzej Tarwid: – Od nowego roku prawo użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych budynkami mieszkalnymi zostanie przekształcone w prawo współwłasności gruntu na rzecz właścicieli domów i lokali położonych na takich gruntach. Pan od wielu lat apelował o takie zmiany prawne. Dlaczego?

Paweł Lisiecki: – Jestem współtwórcą i prezesem stowarzyszenia „Warszawiak na Swoim”. Zanim ono powstało, do mnie i moich współpracowników przychodziło wielu współużytkowników wieczystych i mówiło o swoich problemach, które można byłoby rozwiązać, przekształcając użytkowanie wieczyste we własność. Kiedy w tej kadencji zostałem posłem i dowiedziałem się, że rząd pracuje nad zmianami w prawie, to wystąpiłem z interpelacją poselską, aby dowiedzieć się, jak będą wyglądały zmiany dotyczące przekształcenia użytkowania wieczystego we własność. I jakie przełożenie na dotychczasowych użytkowników wieczystych będzie miało nowe prawo.

– Teraz w Parlamencie jest już rządowy projekt ustawy zmieniającej użytkowanie wieczyste we własność. Czy podobają się Panu zaproponowane w tym dokumencie rozwiązania?

– W zdecydowanej większości tak. Cieszy mnie np. to, że nastąpi ustawowa zmiana z mocy prawa użytkowania wieczystego we własność. Cieszy mnie również to, że będą bonifikaty dla mieszkańców, którzy będą chcieli dokonać przekształcenia użytkowania wieczystego we własność.

Reklama

– Proszę wyjaśnić, dlaczego ta zmiana prawa jest tak ważna dla użytkowników wieczystych?

– Po pierwsze, własność jest trwalszym prawem niż użytkowanie wieczyste, które jest dane na okres do 99 lat. Oczywiście można potem starać się je przedłużyć, natomiast człowiek będący właścicielem ma pewność, że właścicielem będzie. Po drugie, chodzi o opłaty. W wielu wypadkach były one dla użytkowników wieczystych bardzo dużym obciążeniem, z którym nie mogli sobie poradzić. Po trzecie, obecne prawo budzi wątpliwości, ponieważ ktoś, kto jest właścicielem mieszkania czy domu, jednocześnie nie jest właścicielem gruntu pod tym domem.

– Jak wielu warszawiaków skorzysta z przygotowywanej zmiany prawa?

– W skali Warszawy może być to nawet kilkaset tysięcy osób.

– A w skali kraju?

– Rząd szacuje, że nawet 2,5 mln osób.

Reklama

– Mówiąc o zaletach nowego prawa, powiedział Pan o korzystnych bonifikatach. Krytycy nie podzielają tej opinii...

– Osoby te zapominają, że propozycja rządu z jednej strony musiała wyjść naprzeciw użytkownikom wieczystym. Ale z drugiej strony, rząd musiał respektować prawa dotychczasowych właścicieli gruntów, czyli samorządów. Innymi słowy, w grę wchodziła kwestia konstytucyjności tego projektu. Dlatego samorządom pozostawiono możliwość ustalania wysokości bonifikat na terenie gmin.

– Jaką wysokość mogą mieć te bonifikaty?

– Zgodnie z projektem ustawy bonifikaty na gruntach samorządu mogą wynieść 95 proc., a nawet więcej. Oczywiście, bonifikaty mogą też być niższe, ale to zależy od rady gminy, rady powiatu czy od sejmiku województwa. Dlatego myślę, że nadchodzące wybory samorządowe jasno pokażą, kogo chcą mieć u władzy mieszkańcy – tych, którzy są za tym, aby jak najszybciej można było spłacić te raty, czy też wybiorą jednak takich samorządowców, którzy powiedzą, że oni bonifikat nie będą dawali.

– Jednym z głównych problemów, jakie wyborcy mają z politykami i samorządowcami, polega na tym, że w trakcie kampanii słyszą dużo obietnic, które po wyborach nie są realizowane. Czy więc w dalszej części postępowania legislacyjnego w Parlamencie jest szansa na wprowadzenie takich zapisów, aby 2,5 mln osób nie dostało po kieszeni?

– W ostatecznej wersji ustawy znajdą się zapisy, które pozwolą obserwować to, jak ustawa w praktyce jest wdrażana. Mam nadzieję, że rozwiązania te pozwolą na szybką korektę, jeżeli samorządy będą wykorzystywały mieszkańców.

– Stowarzyszenie „Warszawiak na Swoim” domagało się także zmiany zasad wykupu mieszkań komunalnych. W jakim kierunku powinny pójść te zmiany, które dotyczą także wielu mieszkańców stolicy?

– Zdecydowanie w kierunku uwłaszczenia najemców lokali komunalnych. A to dlatego, że wiele osób, które mieszkają w tych budynkach, to są byli pracownicy zakładów pracy albo następcy prawni tych pracowników, którzy często w funduszach zakładowych łożyli na budowanie tych budynków.

– Tragiczna historia Warszawy sprawiła, że zwłaszcza mieszkańcy lewobrzeżnej część Warszawy są w wyjątkowej sytuacji.

– To prawda. W przypadku Warszawy mamy do czynienia z wieloletnimi najemcami lokali komunalnych, których ojcowie czy dziadowie odbudowywali te budynki po wojnie. W takich przypadkach samorząd nie wyłożył dużych pieniędzy na powstanie tych mieszkań.
Generalnie w sprawie lokali komunalnych mogę powiedzieć, że jestem zwolennikiem tego, aby ustalić określoną cezurę czasową. Mieszkania powstałe przed przyjętą datą można by zbywać, wybudowane później już nie.

– W oparciu o jakie kryteria wyznaczyć taką datę?

– Można zastanowić się np., po jakim czasie budynki się amortyzują.

– Pan jako były burmistrz doskonale to wie?

– Sprawa nie jest prosta, bo to zależy od dzielnicy, od tego, jakie materiały zostały użyte, itd. Niemniej szacunkowo można powiedzieć, że mówimy o okresie 15-20 lat. Dlatego myślę, że spokojnie rok 2000 mógłby być taką cezurą. Budynki wybudowane przez samorząd po roku 2000 pozostałyby własnością miasta. Natomiast wybudowane przed tą datą mogłyby być zbywane na rzecz najemców.

– Problemy mieszkaniowe warszawiaków to także kwestia reprywatyzacji. Niedawno Komisja weryfikacyjna, w której Pan pracuje, uchyliła decyzję zwrotową w sprawie nieruchomości przy Lutosławskiego 9. W uzasadnieniu decyzji Patryk Jaki powiedział, że w całym okresie po wydaniu decyzji reprywatyzacyjnej lokatorzy bezskutecznie szukali pomocy: u prezydent Warszawy, w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, prokuraturze i Najwyższej Izbie Kontroli. Jak to możliwe, że wszystkie te instytucje po prostu nie działały?

– Na ten patologiczny stan rzeczy złożyło się wiele przyczyn. Po pierwsze, nie wiedzieć czemu uznawano, że lokatorzy nie mają nic do powiedzenia. Nawet kiedy mieszkańcy przynosili dokumenty, to one nie były nic warte dla urzędników miasta, jak i urzędników wyższego szczebla. Po drugie, prokuratorzy zajmujący się reprywatyzacją i przypadkami czyszczenia kamienic nie widzieli przestępstwa w tym procederze. W przypadku wspomnianej kamienicy na Lutosławskiego 9 eksmitowano mieszkańca bez wyroku sądu i bez udziału komornika. Po prostu wystawiono go za drzwi! Po trzecie, prace Komisji weryfikacyjnej pokazują, że była zmowa milczenia nad działaniami osób, które reprywatyzowały nieruchomości. Po czwarte, mamy duże podejrzenie, że niektórzy urzędnicy mogli mieć korzyści majątkowe z tego, iż rzetelnie nie wykonywali swoich obowiązków.

– Czy osoby eksmitowane bez komornika, nie poszły na policję?

– Poszły. Niestety, policja w takich przypadkach rozkładała ręce. A po jakimś czasie umarzała takie sprawy, bo dochodziła do przekonania, że albo nic nie da się zrobić, albo osoba, która do nich przyszła, konfabuluje.

– Niedawno komisja podsumowała pierwszy rok swojej pracy. Co, Pana zdaniem, jest waszym największym sukcesem?

– Z jednej strony, to odkrycie pewnych mechanizmów, o których istnieniu wcześniej można się było jedynie domyślać. Z drugiej strony, nasza praca dała nadzieję lokatorom, że wieloletnia walka zakończy się ich sukcesem. A nie sukcesem osób, które bezprawnie przejmowały kamienice.

– A co jest porażką Komisji weryfikacyjnej?

– Zdecydowanie kwestia współpracy z miastem. Zabieramy nieruchomości złodziejom, zwracamy je miastu, a Ratusz ich nie chce.

– Obecne władze miasta nie tylko nie chcą z powrotem nieruchomości, ale – jak doniósł portal wPolityce. pl – z automatu zaskarżają odszkodowania dla mieszkańców z nieprawidłowo zreprywatyzowanych kamienic. Jak Pan, były warszawski samorządowiec, wyjaśni takie postępowanie Ratusza?

– Uważam, że obstrukcja naszych działań wynika niestety z indywidualnego podejścia Pani Prezydent do osoby i zaplecza ministra Jakiego.

– Ale jakie przyczyny mogą wchodzić tu w grę? Przecież na współpracy mogłyby skorzystać i miasto i poszkodowani. A sama Hanna Gronkiewicz-Waltz właśnie współpracą udowodniłaby, że jest ofiarą – jak mówiła – „grupy przestępczej, która wychodziła daleko poza kilku urzędników”.

– Stawiam tezę, że prezydent Gronkiewicz-Waltz mogła być zakładnikiem tego systemu. Przypomnę, że jej rodzina otrzymała zwrot nieruchomości przy Noakowskiego 16 bezprawnie. Każdy, kto później składał dokumenty, mógł powiedzieć: Pani otrzymała, a teraz ja składam dokumenty i też żądam zwrotu.

– Zaczęliśmy rozmowę od zmiany prawa własności. Ale pilnej zmiany wymaga także prawo wyborcze. Od kilku tygodni w stolicy toczy się bój o prezydenturę miasta, tymczasem zgodnie z prawem kampania jeszcze się nie zaczęła…

– Żyjemy w czasach, w których – głównie z powodu rozwoju Internetu i mediów społecznościowych – kampania wyborcza zaczyna się dzień po wyborach. Nasze prawo wyborcze ewidentnie nie jest dostosowane do tego, z czym mamy do czynienia. Potrzebna jest szeroka debata polityczno-ekspercka na ten temat, bo czasami pojawiają się zupełnie absurdalne pomysły zmian prawa wyborczego.

– Jakie pomysły ma Pan na myśli?

– Niektórzy mówią np., że skoro minister Patryk Jaki jest przewodniczącym Komisji weryfikacyjnej i jednocześnie kandydatem na prezydenta stolicy, to powinien zrezygnować z zasiadania w komisji. Proszę zauważyć, że gdybyśmy przyjęli ten sposób myślenia, to logiczne byłoby, aby wszyscy prezydenci, burmistrzowie i radni ubiegający się o kolejną kadencję, również na czas kampanii odchodzili z urzędów, składali mandaty itd. To pokazuje absurd postulatu rezygnowania z zajmowanych stanowisk w okresie kampanii. Inny problem obecnych kampanii dotyczy ich finansowania. W tej kwestii jestem zwolennikiem całkowitej transparentności.

– W warszawskiej kampanii widzimy tłumy na spotkaniach z Patrykiem Jakim, ale sondaże dają prowadzenie Rafałowi Trzaskowskiemu. Pan popiera Patryka Jakiego. Dlaczego, Pana zdaniem, to on powinien zasiąść w Ratuszu, a nie lider sondaży?

– Każdy, kto mieszka w Warszawie, widzi, że nasze miasto potrzebuje zmiany w wielu obszarach. Aby do takiej zmiany doszło, potrzebne są nowe pomysły i nowi ludzie. Pan Rafał Trzaskowski to kontynuacja dotychczasowego zarządzania miastem. Jak bardzo myśli starymi schematami, pokazał, kiedy powiedział, że zamierza remontować po prawej stronie Wisły 20-30 budynków rocznie. Proszę sobie wyobrazić, że dokładnie to samo deklarowała pani Gronkiewicz-Waltz najpierw 12 lat temu, a potem jeszcze w 2010 i 2014 r. To pokazuje, że Rafał Trzaskowski nie ma swoich pomysłów, a jego zaplecze nie jest w stanie wymyślić niczego nowatorskiego. Na tym tle ofensywa programowa Patryka Jakiego robi wrażenie nawet na postronnych obserwatorach kampanii. Poza sprawami programowymi jest też perspektywa indywidualna.

– To znaczy?

– Proszę zwrócić uwagę, że w trakcie prekampanii nasz kandydat pokazał, że jemu autentycznie zależy na tym, aby być prezydentem Warszawy. Ja takiej determinacji i chęci nie widzę u kandydata PO. Co więcej, kiedy porównuję, jak Rafał Trzaskowski mówi o sprawach miejskich i np. międzynarodowych, to odnoszę wrażenie, że on wolałby sprawować inne funkcje niż urząd prezydenta Warszawy. Gdyby zasiadł w stołecznym Ratuszu, byłby chyba nieszczęśliwy, gdyby codziennie miał pochylać się nad problemami mieszkaniowymi, korkami miejskimi czy tym, jak zrewitalizować parki i tereny zielone, itd.

2018-07-25 11:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kaja Godek: codziennie zabija się troje dzieci

[ TEMATY ]

wywiad

rodzina

Artur Stelmasiak

Przypominamy posłom, że w ramach polityki społecznej i prorodzinnej nie ma nic ważniejszego od życia bezbronnych dzieci - mówi Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej #ZatrzymajAborcje.

Artur Stelmasiak: - Przychodzicie pod Sejm, by domagać się szybkiego procedowania zmiany w ustawie. Może posłowie mają jakieś ważniejsze sprawy. Czemu tak ponaglacie posłów ws. ochrony życia?

Kaja Godek: - Przynieśliśmy posłom prawie milion podpisów polskich obywateli. Przynieśliśmy je nie po to, by trafiły do sejmowej zamrażarki, ale po to, by zmienić prawo. Codziennie ginie troje dzieci... i właśnie upominamy się ich życie. Nie ma na co czekać.

- Projekt został skierowany do Komisja Polityki Społecznej i Rodziny. Przewodnicząca Komisji wicemarszałek Beata Mazurek powiedziała, że w planach na najbliższe pół roku nie ma waszego projektu.

- Chcemy, aby członkowie komisji uaktualnili te plany, bo do komisji trafił ważny projekt podpisany przez rekordową liczbę obywateli. Wystarczy dopisać do porządku obrad komisji punkt dotyczący ustawy #ZatrzymajAborcję. Regulamin Sejmu przewiduje uzupełnianie porządku obrad komisji. Jeżeli posłowie traktują serio obywateli, to powinni tak zrobić. Chyba, że ich zdaniem, zabijanie co 8 godzin kolejnego bezbronnego dziecka mieści się w pojęciu polityki społecznej i prorodzinnej naszego państwa.

- Pierwsze czytanie w Sejmie projektu #ZatrzymajAborcje odbyło się dosyć szybko. Kiedy się Pani dowiedziała, że ustawa trafia na salę obrad?

- W poniedziałek 8 stycznia wieczorem zadzwoniono do mnie, że pierwsze czytanie jest za dwa dni czyli w środę. Miałam więc o wiele mniej czasu na przygotowanie się, niż Barbara Nowacka, która prezentowała skrajnie lewicowy projekt, a o terminie swojego wystąpienia dowiedziała się z miesięcznym wyprzedzeniem. Ale teraz też jesteśmy gotowi do dyskusji. Możemy stawić się na Komisję Polityki Społecznej i Rodziny praktycznie w każdej chwili. Nam zależy na czasie, bo w ten sposób możemy ocalić kolejne dzieci.

- Spotykam się często z opinią, że najpierw trzeba zadbać o te dzieci niepełnosprawne, które już żyją. Trzeba zmienić politykę socjalną i opiekuńczą nad niepełnosprawnymi, a dopiero później zmienić prawo aborcyjne. Jak Pani odpowiada na takie argumenty?

- Wprowadzanie argumentów ekonomicznych do dyskusji o życiu i śmierci dzieci jest absurdem. Jaki miałby być poziom dochodu, ponad którym powinniśmy zagwarantować prawo do życia? Przecież jest wiele osób niedołężnych i starych, którym też brakuje pieniędzy na opiekę i leczenie. I co mamy z nimi zrobić? Zaproponować im eutanazję? Mieszanie argumentów ekonomicznych do debaty nad zakazem aborcji jest dobrą strategią, żeby grać na emocjach społecznych i blokować ochronę życia, ale intelektualnie jest nieuczciwe.

- Ale jeżeli zrobimy czysto ekonomiczny bilans zysków i strat, to zabijanie jest najtańszą i skuteczną formą "leczenia" niepełnosprawności.

- Jest najtańszą i jednocześnie najbardziej nieludzką. Chorych ludzi się leczy, rehabilituje lub – jeśli to niemożliwe – otacza najlepszą możliwą opieką, a nie zabija. Aborcja eugeniczna i również eutanazja sprawiają, że system opieki nad niepełnosprawnymi kurczy się, a nie rozwija. To samo zjawisko widzimy w medycynie, która zamiast się rozwijać w kierunku leczenia niektórych chorób i niepełnosprawności, idzie w stronę zabijania pacjentów. Eugenika hamuje wrażliwośc na drugiego człowieka, ogranicza postęp medycyny i prowadzi do zapaści kondycji moralnej człowieka.

- Jak Polacy mogą teraz wesprzeć waszą akcję?

- Mogą przyjść na pikietę pod Sejmem. Najbliższy protest organizujemy we wtorek 6 lutego o godz. 15.30. Zachęcam też do wysłania z naszej strony www.zatrzymajaborcje.pl laurek przygotowanych przez niepełnosprawne dzieci. Obecnie są dedykowane szczególnie tym posłom, którzy zasiadają w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która ma zaopiniować projekt. Na tej stronie jest też licznik pokazujący, ile dzieci prawdopodobnie straciło życie od chwili, gdy w Sejmie złożyliśmy podpisy obywateli pod ustawą. W tej chwili licznik pokazuje ponad 200 dzieci, czyli o ponad 200 zabitych ludzi za dużo.

CZYTAJ DALEJ

Bp Długosz: dziękujemy za św. Józefa

– Dzisiaj dziękujemy Bogu Ojcu za wielkiego patrona Kościoła i wszystkich rodzin – św. Józefa – powiedział 19 września biskup senior Antoni Długosz w Archidiecezjalnym Sanktuarium Pasyjno-Maryjnym Kalwaryjskiej Matki Zawierzenia na Kalwarii w Praszce.

Tego dnia miejscowy kościół parafialny Świętej Rodziny był kolejnym kościołem stacyjnym archidiecezji częstochowskiej w Roku św. Józefa wyznaczonym przez abp. Wacława Depo.

CZYTAJ DALEJ

Rocznica sowieckiej agresji na Polskę w Jarosławiu

2021-09-21 10:32

Henryk Grymuza

Na placu przed Kolegiatą.

Na placu przed Kolegiatą.

Każda rocznica sowieckiej agresji na Polskę wzrusza do głębi serca Polaków, czego przykładem były uroczystości zorganizowane w Jarosławiu. Uczestniczyli w nich przedstawiciele władz, wojska i  innych służb mundurowych, Sybiraków oraz młodzież z kilkunastu szkół. Młodych ludzi uczestniczących w rocznicowych obchodach było znacznie więcej iż w minionych latach.

Uroczysta Eucharystia w Kolegiacie Bożego Ciała zgromadziła liczne rzesze wiernych, byłych zesłańców Sybiru, uczniów, nauczycieli i tych wszystkich, który Polskę w sercu noszą. Publicznemu Katolickiemu Liceum Ogólnokształcącemu im. Anny Jenke przekazano sztandar jarosławskiego oddziału Związku Sybiraków. Przed ołtarzem akt przekazania podpisali: ks. Grzegorz Delmanowicz, dyrektor i prezes jarosławskiego oddziału Związku Sybiraków Witold Garczyński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję