Reklama

Niedziela Wrocławska

Wynagrodzić Bogu za grzechy II wojny

Czy to w ogóle możliwe? Nazaretanki z Nowogródka wierzyły, że tak i podjęły decyzję o oddaniu życia. 1 sierpnia br. Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu obchodzi 75. rocznicę męczeńskiej śmierci s. Marii Stelli i dziesięciu Towarzyszek, które zostały zamordowane przez Niemców w Nowogródku
O błogosławionych siostrach opowiada s. M. Anita Zajdel – nazaretanka z Wrocławia

W Nowogródku

Pierwsze nazaretanki przybyły do Nowogródka 4 września 1929 r. na zaproszenie bp. Zygmunta Łozińskiego. Podjęły się religijnego wychowywania oraz nauczania dzieci i młodzieży. Miasto położone na wschodnich krańcach ówczesnej Rzeczypospolitej (obecnie Białoruś) zamieszkiwała zróżnicowana narodowościowo ludność, która tworzyła bogate kulturowo i harmonijnie żyjące społeczeństwo. Siostry założyły internat, a następnie od 2 września 1930 r. w wynajętym lokalu otworzyły szkołę. W ciągu ośmiu miesięcy staraniem zgromadzenia i społeczeństwa została wybudowana szkoła powszechna. Pierwszym dziełem apostolskim sióstr, warunkującym działalność edukacyjną, była praca związana z kościołem pw. Przemienienia Pańskiego, zwanym Białą Farą, która stanowiła ważny ośrodek religijny dla mieszkańców miasta i okolic. Siostry tworzyły wspólnotę domu Chrystusa Króla w Nowogródku. Swoim codziennym życiem i pracą dla Boga oraz bliźnich dawały świadectwo głębokiej wiary, nadziei i miłości.

II wojna światowa

Wybuch II wojny światowej i okupanci ziem wschodnich, Sowieci oraz Niemcy, zburzyli funkcjonowanie nowogródzkiej wspólnoty. W czasie okupacji sowieckiej siostry żyły w rozproszeniu, spotykały się jednak na Mszy św. i na nabożeństwach wieczornych w farze. W tym trudnym okresie prześladowań jeszcze bardziej pogłębiły się relacje życzliwości i ofiarności sióstr wobec miejscowej ludności. Wyrzucone z domu, dotykały realnie problemów życia codziennego i poznawały także cierpienia rodzin. Podczas okupacji niemieckiej siostry powróciły do klasztoru i były dla udręczonej ludności znakiem nadziei. Takim światłem w ciemnościach dni – obu okupacji stała się także fara, dlatego wierni licznie uczestniczyli w nabożeństwach. W modlitwie szukali siły oraz mocy do trwania i przetrwania.

Sytuacja była bardzo dramatyczna. Najeźdźcy próbowali poróżnić Białorusinów i Polaków oraz ludność innych narodowości zgodnie z zasadą divide et impera. Wraz z przybyciem do Baranowicz grup specjalnych gestapo wzmógł się terror wobec ludności cywilnej w mieście i w całym województwie grodzieńskim.

Reklama

31 lipca 1942 r. odbyła się pierwsza zbiorowa egzekucja, rozstrzelano 60 osób. Wiosną 1943 r. siostry jeszcze bardziej rozwinęły działalność religijną. Zorganizowały chór, który śpiewał podczas nabożeństw przygotowały trzy grupy dzieci do I Komunii św. i prowadziły w domach tajne nauczanie języka polskiego i historii.

Udręczeni nowogródczanie szukali pociechy i umocnienia we Mszy św., którą sprawował codziennie rektor fary ks. Aleksander Zienkiewicz, jedyny ocalały w tej okolicy kapłan. Wieczorem przed wystawionym Najświętszym Sakramentem wierni razem z księdzem i siostrami odmawiali Różaniec. Siostry angażowały się również charytatywnie. Wysyłały paczki deportowanym w głąb Rosji oraz pomagały miejscowej ludności potrzebującej pomocy.

W nocy z 17 na 18 lipca 1943 r. gestapo aresztowało w Nowogródku ok. 120 osób i zamierzało je rozstrzelać. Rodziny aresztowanych dzieliły się swoim bólem z siostrami. W tej sytuacji s. Maria Stella przy spotkaniu z ks. Aleksandrem Zienkiewiczem powiedziała: „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się nawet o to”. Tę decyzję siostry podjęły wspólnie, a s. Maria Stella jako przełożona domu wyraziła ją wobec księdza kapelana. Informacja dotarła do uwięzionych i jak wspomina jedna z osób aresztowanych: „nowa otucha i nadzieja wstąpiła w nasze serca”.

Reklama

Do dziś nie są znane szczegóły, ale sytuacja aresztowanych diametralnie się odmieniła. Skazanym zamieniono karę śmierci na wywóz do pracy w Niemczech. Niektórych zwolniono. Transport wyruszył na zachód 24 lipca 1943 r. Wszyscy wywiezieni przeżyli wojnę i ocaleli. Jedno jest pewne: złożona ofiara została przyjęta.

Na liście osób poszukiwanych przez gestapo znajdował się również ks. Aleksander Zienkiewicz. S. Maria Stella powiedziała do niego: „Mój Boże, ksiądz kapelan jest o wiele potrzebniejszy niż my, toteż modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara”. 31 lipca 1943 r. jeden z gestapowców wydał rozkaz, aby siostry wstawiły się wieczorem, o godz. 19.30, w komisariacie okręgowym, w gmachu dawnego urzędu wojewódzkiego. Wieczorem po nabożeństwie różańcowym jedenaście sióstr nazaretanek ze swą przełożoną udało się do gestapo. Siostry spodziewały się w najgorszym wypadku wywiezienia na prace przymusowe do Niemiec. W domu pozostała dwunasta z nich, s. Maria Małgorzata Banaś, pracująca w szpitalu. Wracając z pracy, spotkała siostry, które szły na komisariat. Pragnęła do nich dołączyć, ale przełożona poleciła jej, aby wróciła do klasztoru i zaopiekowała się kościołem farnym i księdzem kapelanem. Jeszcze tego samego wieczoru Niemcy wywieźli siostry za miasto, szukając miejsca na egzekucję. Nie znaleźli, dlatego wrócili na komisariat i siostry spędziły noc na modlitwie w zjednoczeniu z Jezusem, zamknięte w niewielkiej piwnicy komisariatu. To ukierunkowanie na Jezusa było im światłem nawet podczas ciemnej nocy okupacyjnej. Wyrok na siostry był przesądzony. Eksterminacją księży i zakonnic w Nowogródku i jego okolicach zajmowała się policja bezpieczeństwa z Baranowicz, kierowana przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, która dążyła do „rozbicia chrześcijaństwa”. Tętniąca życiem religijnym fara, nazywana „kolebką nadziei, gniazdem polskości i bastionem katolicyzmu”, musiała zostać zlikwidowana. Stąd też o nic nie oskarżano sióstr ani nie przeprowadzono dochodzenia.

Śmierć męczeńska

W niedzielę 1 sierpnia 1943 r. o świcie gestapowcy wywieźli siostry i rozstrzelali je w niewielkim brzozowo-sosnowym lesie Batorówka, w odległości pięciu kilometrów od Nowogródka. Okoliczności męczeństwa sióstr znane są z fragmentarycznych wypowiedzi uczestników egzekucji. Jeden z gestapowców, Niemiec pochodzący z Łotwy, który stołował się u Polki, Marii Tarnowskiej, w niedzielę 1 sierpnia 1943 r. zjawił się na śniadaniu. „W pewnym momencie złapał się za głowę i powiedział: «Ach, jak one szły, trzeba było widzieć, jak one szły!». Na pytanie gospodyni domu: «Kto szedł?», odpowiedział: «Siostry». Innym razem powiedział: «Tak, one rzeczywiście były niewinne»”. Estończyk pracujący w komisariacie, który widział siostry w piwnicy przed śmiercią i uczestniczył w egzekucji, opowiedział, że siostry „w lesie przed straceniem uklękły wszystkie, modliły się, a następnie klęcząc, żegnały się ze sobą. Siostra przełożona każdą błogosławiła. Ostatni cios odbierały na klęczkach”. U innej rodziny polskiej, państwa Cieślewiczów, stołowali się dwaj oficerowie z brygady lotnej z Baranowicz i ich kierowca. Pan Cieślewicz próbował dowiedzieć się czegoś o losie sióstr od kierowcy. Powiedział on, że „sami oficerowie z lotnej brygady rozstrzeliwali siostry. I że tylko jedną ich prośbę wykonali, mianowicie siostry prosiły, aby nie zdejmowano z nich ubrania zakonnego. Tak się stało, pozostały w habitach”. Potwierdziła ten fakt ekshumacja dokonana w dniu 19 marca 1945 r.

Wierność Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie siostry nazaretanki z Nowogródka przypieczętowały krwią męczeńską. Złożyły swoje życie w ofierze za aresztowanych przez gestapowców członków polskich rodzin i za kapłana ks. Aleksandra Zienkiewicza. Są chlubą Kościoła i Zgromadzenia. Ich beatyfikacji dokonał Jan Paweł II 5 marca 2000 r.

Przesłanie dla kolejnych pokoleń Nazaretanek

Ofiara sióstr męczenniczek to świadectwo żywej wiary, nadziei i miłości. która ma moc poddać twórczy impuls duchowy obecnym, nowym i następnym pokoleniom Nazaretanek.

Współcześnie w Polsce nie ponosimy śmierci męczeńskiej za wiarę, nie ma takiej sytuacji, aby trzeba było przelać krew, ale swoje życie można składać codziennie w ofierze Bogu w tym, co przynosi codzienność.

Charakterystyczną cechą Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu jest życie ukryte z Chrystusem w Bogu na wzór życia Jezusa, Maryi i Józefa. Przeżywać chwile, godziny dni miesiące i lata w tym duchu oraz w bezgranicznym zawierzeniu Panu Bogu, że to, co przynosi każdy dzień w swoich małych, wydawało by się, nic nieznaczących sprawach, ma nieocenioną wartość przed Bogiem.

Siostry męczenniczki z Nowogródka bogactwo charyzmatu realizowały według myśli bł. Marii od Pana Jezusa Dobrego Pasterza – Franciszki Siedliskiej, założycielki Zgromadzenia Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Zachęcała ona swoje córki duchowe do wynagradzania Panu Bogu za grzechy własne i całego świata. Decyzja sióstr nazaretanek o oddaniu życia stanowiła motyw też w tej intencji, aby wynagrodzić za zło i grzech II wojny światowej i uprosić Boże Miłosierdzie dla świata.

2018-07-25 11:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ofiara przyjęta

Kościół farny pw. Przemienia Pańskiego w Nowogródku został w tym roku ogłoszony Sanktuarium Błogosławionych Męczennic Nazaretanek, które oddały życie za 120 osób. To w tym kościele pracował sługa Boży ks. Aleksander Zienkiewicz. To również za niego Siostry poniosły śmierć. W chwili śmierci poprosiły, aby mogły zostać w habitach. Uklękły żegnając się ze sobą, a siostra Stella, ich matka przełożona uniosła rękę, błogosławiąc każdą. Wtedy rozległy się strzały

11 zakonnic za 120 osób

Dwudniowe uroczystości upamiętniające 75. rocznicę śmierci męczeńskiej bł. Sióstr zgromadziły w Nowogródku wielu pielgrzymów z kraju i z zagranicy. Specjalnym gościem był metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda, a także nuncjusz apostolski na Białorusi abp Gabor Pinter, który przewodniczył Mszy św. kończącej dwudniowe uroczystości. W nowym sanktuarium modlili się przedstawiciele władz Nowogródka, Polskiej Fundacji Narodowej oraz pielgrzymi z Baranowicz, Grodna, Wołkowyska, Białegostoku, Warszawy i z Wrocławia. Grupa wrocławskich pielgrzymów liczyła 29 osób i przyjechała pod duszpasterską opieką ks. Andrzeja Dziełaka i ks. Jana Adamarczuka. Z wielu miast Polski dojechali proboszczowie rodzinnych parafii i członkowie rodzin Sióstr Męczenniczek. Z Rzymu Matka Generalna Nazaretanek, z Warszawy nowogródzianie, którzy pamiętają Siostry. W pieszej pielgrzymce dotarli do Nowogródka mieszkańcy Grodna.

– To miejsce jest święte, bo zachowuje pamięć o męczennikach – podkreślił abp Gabor Pinter, gdy kolejne grupy kłaniały się przed ołtarzem ustawionym w lesie, w miejscu męczeństwa Sióstr. Wielkie wzruszenie wywołały dwa świadectwa wygłoszone po Mszy św. sprawowanej w nowym sanktuarium. Jedno z nich mówiła świadek owoców męczeństwa – córka więzionego przez Niemców mieszkańca Nowogródka, który dzięki ofierze Sióstr mógł wrócić do domu. Drugie wygłosił mer Nowogródka, podkreślając ewangeliczny wymiar ofiary życia 11 Sióstr za 120 mieszkańców, złych i dobrych. – Ta ofiara odcisnęła głęboki ślad, żyjemy nią do dziś – mówił.

W czasie Mszy św. sprawowanej w lesie, w procesji z darami złożono stułę, w której posługiwał parafianom ks. Aleksander Zienkiewicz, dziś sługa Boży, wtedy kapelan i spowiednik Sióstr.

Gotowe na wszystko

Niemcy zamordowali jedenaście sióstr nazaretanek 1 sierpnia 1943 r. Zanim to się stało siostry przeżyły najazd i okupację Sowietów. We wrześniu 1939 r. wojska sowieckie wkroczyły do Nowogródka, a NKWD... do mieszkania ks. Zienkiewicza, kapelana sióstr. Funkcjonariusza NKWD zakwaterowano w jednym z dwóch pokoi i codzienne życie stało się bardzo trudne. Zakazano nauczania religii, ze ścian w szkołach usunięto krzyże. Siostry nazaretanki musiały zdjąć habity i w świeckich ubraniach szukać pracy w miasteczku. „S. Celina i s. Veritas udają się do Wilna – napisał ks. Zienkiewicz – Obowiązki Matki Przełożonej przejęła i spełniała do krwawego końca s. Stella. Tymczasem w mieście zachodzą szybkie zmiany. Wkrótce usunięto Siostry ze szkoły, a nieco później także i z domu. Zostawiono im tylko zabudowania gospodarcze wraz z częścią ogrodu. Na wiosnę 1940 r. zabrano im i tę resztę. Powstała konieczność zmiany habitów na suknie świeckie i znalezienia pracy. Matka Stella zamieszkała u swej kuzynki p. Sikorzyny. S. Kanizja przez kilka miesięcy nauczała w szkole, a mieszkała z s. Małgorzatą u pp. Bołtuciów. S. Małgorzata otrzymała pracę w szpitalu. S. Imelda nadal pełniła obowiązki zakrystianki i dostała mieszkanie u pp. Chmarów. S. Daniela, bezpośrednia opiekunka kapelana, zamieszkała u pań Żukowskich. Siostry Rajmunda, Felicyta i Boromea otrzymały posadę sprzątaczek w byłej nazaretańskiej, a obecnie sowieckiej szkole polskiej i dlatego znalazły mieszkanie na terenie swojej utraconej siedziby. Siostry Gwidona i Sergia pilnowały gospodarstwa, mieszkając w sąsiedztwie, u pp. Romanowiczów. S. Heliodora zdecydowała się przyjąć posadę służącej w rodzinie dyrektora polskiej szkoły, Rosjanina, partyjnego. Siostry utrzymywały ze sobą więź przez kościół, w którym spotykały się dwa razy na dzień”.

Niemiecki terror

6 lipca 1941 r. w Nowogródku zmienili się okupanci i zaczęła tlić się nadzieja, że być może Niemcy okażą się mniej agresywni w stosunku do duchowieństwa. Niestety, nadzieja była płonną. We wspomnieniach urodzonej w Nowogródku Czesławy Zwierko-Piotrowskiej czytamy: „W nocy z 17 na 18 lipca 1943 r. nastąpiły nowe aresztowania. Zabrano ponad stu Polaków: mężczyzn, kobiety i młodzież. Na liście osób przeznaczonych do aresztowania znajdował się również nasz ksiądz, ale nie znaleziono go w domu. Wtedy s. Stella, przełożona Sióstr Nazaretanek, wypowiedziała dwukrotnie słowa: Jeśli potrzebna Bogu ofiara, niech raczej nas rozstrzelają, niż tych ludzi, ksiądz kapelan też jest o wiele potrzebniejszy niż my”.

„Jest sobota 31 lipca 1943 r. Przygotowuję się właśnie do nabożeństwa różańcowego – pisze ks. Zienkiewicz. – Do zakrystii wchodzi m. Stella. Na jej twarzy i w oczach odczytałem natychmiast jakiś nowy, niezwykły niepokój. Opowiada, co się przed godziną stało: Oto przyszedł do sióstr Niemiec w cywilu i przedłożył ustne polecenie komisarza, aby wszystkie siostry na czele z przełożoną stawiły się dzisiaj o godz. 7.30 wieczorem w komisariacie. Ulicą 3 Maja pod górę, dość żywym krokiem, podążały parami spowite w czarne habity i welony, postacie Sióstr. Minęły właśnie dom pp. Mazurkiewiczów i zapewne dźwigając krzyże przeczuć – pięły się stromym zboczem góry ku rynkowi... Kto z mieszkańców miasta widział je w tym pochodzie, widział je na ziemi wśród żywych po raz ostatni...”.

Gdzie one są?

Tej nocy ks. Zienkiewicz nie był w stanie zasnąć. Modlił się i wstawał na zmianę. Miał wizje postaci sióstr w czarnych habitach idących długą ulicą. W niedzielę rano wciąż czekał. O 9.00 odprawił Mszę w farze, ale siostry nie wróciły. Mijały kolejne godziny bez wieści. I wreszcie informacja: sióstr nie ma ani w więzieniu, ani w komisariacie. Gdzie są?

„Po odprawieniu Mszy św. w farze udaję się ze Mszą św. do parafialnego kościoła św. Michała. Zasiadam do konfesjonału i tutaj dowiaduję się zgrozę budzącej prawdy: dzisiaj rano Siostry zostały rozstrzelane...” – zanotował. Najmłodsza z nich, s. Maria Boromea, miała 27 lat, najstarsza, s. Maria Rajmunda od Jezusa i Maryi – 51.

Ks. Zienkiewicz będzie niósł ciężar tej ofiary do końca życia. Świadomość własnego ocalenia za cenę śmierci sióstr nie ucichnie w nim nawet na chwilę. Spłaci ten dług męczeństwa spalając się dzień po dniu w służbie ludziom. Umierając 21 listopada 1995 r. we Wrocławiu odejdzie w opinii świętości, aby już w 2010 r. otrzymać tytuł sługi Bożego.

Mogiła 5 km za Nowogródkiem

Po kilku dniach Polacy już wiedzą. S. Małgorzata Banaś, jedyna, która przeżyła, wyrusza z miasta na poszukiwanie grobu i odnajduje świeżą, źle przysypaną mogiłę 5 km za miastem. Okoliczności męczeństwa sióstr znane są z fragmentarycznych wypowiedzi uczestników egzekucji. Jeden z gestapowców, Niemiec pochodzący z Łotwy, który stołował się u Polki, Marii Tarnowskiej, w niedzielę 1 sierpnia 1943 r. zjawił się na śniadaniu. „W pewnym momencie złapał się za głowę i powiedział: Ach, jak one szły, trzeba było widzieć, jak one szły! Na pytanie gospodyni domu: Kto szedł? , odpowiedział: Siostry. Innym razem powiedział: Tak, one rzeczywiście były niewinne”. Estończyk pracujący w komisariacie, który widział siostry w piwnicy przed śmiercią i uczestniczył w egzekucji, opowiedział, że siostry „w lesie przed straceniem poklękały wszystkie, modliły się, a następnie klęcząc żegnały się ze sobą. Matka przełożona każdą błogosławiła. Ostatni cios odbierały na klęczkach”. U innej rodziny polskiej, państwa Cieślewiczów, stołowali się dwaj oficerowie z brygady lotnej z Baranowicz i ich kierowca. Pan Cieślewicz próbował dowiedzieć się czegoś o losie sióstr od szofera. Usłyszał, że „sami oficerowie z lotnej brygady rozstrzeliwali siostry. I że tylko jedną ich prośbę wykonali, mianowicie siostry prosiły, aby nie zdejmowano z nich ubrania zakonnego”.

Zastygłe w modlitwie

19 marca 1945 r. udało się doprowadzić do ekshumacji sióstr. Mieszkańcy byli świadkami niezwykłej procesji: na saniach wieziono trumny z siostrami. Pani Teresa Rybij, siostra ks. Zienkiewicza, wówczas nastolatka, była obecna przy ekshumacji. Zapamiętała, że w tamtych dniach w całym miasteczku czuć był fetor rozkładających się ciał. Kiedy odkopano zbiorowy grób nazaretanek nie unosił się żaden nieprzyjemny zapach, było zupełnie inaczej. Czyste, zimne powietrze, jakby to już nie były rozkładające się ciała, ale byty zupełnie inne. Jedna z sióstr – wspomina pani Teresa – została wyjęta w pozycji klęczącej, jakby zastygła w modlitwie. Po ekshumacji miejscem pochówku Męczenniczek stała się wspólna mogiła przy nowogródzkim kościele farnym. 55 lat później, 5 marca 2000 r. Jan Paweł II ogłosił Siostry błogosławionymi.

– Dziś dekretem zostało ogłoszone, że to jest święte, wyjątkowe miejsce, sanktuarium, które zaprasza wiernych – mówił 30 lipca bp Aleksander Kaszkiewicz, ordynariusz grodzieński ogłaszając nowogródzką farę Sanktuarium Błogosławionych Męczennic Nazaretanek. Ofiara sióstr została przyjęta i wciąż wydaje owoce...

CZYTAJ DALEJ

Brazylia: Chrystus z Rio de Janeiro przywdział libańską flagę

2020-08-09 17:43

[ TEMATY ]

Liban

Rio de Janeiro

twitter.com/LebaneseProblem

W minionych dniach obiegło świat zdjęcie pomnika Chrystusa z Rio de Janeiro przywdzianego w świetlistą flagę Libanu, widoczną w nocy we wszystkich zakątkach tego portowego miasta.

Jest to reakcja Brazylijczyków na tragedię, która rozegrała się w porcie w Bejrucie, a w której – jak się szacuje - zginęło co najmniej 160 osób, zaś ponad 5 tys. osób jest rannych. Liczby te mogą być znacznie wyższe, ponieważ wiele osób nie zostało jeszcze odnalezionych. Dodatkowo ok. 300 tys. mieszkańców miasta pozostaje bez dachu nad głową.

Oświetlenie pomnika zaingurowano w miniony czwartek, 6 sierpnia. Jest to inicjatywa libańskiego konsula generalnego w Rio de Janeiro, Alejandra Bitara, Związku Libańczyków w Rio de Janeiro oraz Kościoła katolickiego i innych Kościołów chrześcijańskich w Brazylii. Jej prezydent, Jair Bolsonaro, publicznie zapewnił, że kraj ten wyśle również „konkretną pomoc do Libanu”.

Konsul Bitar, inaugurując oświetlenie stwierdził, że jest to symboliczny akt solidarności z narodem libańskim, który pomimo swojej tragicznej historii, zawsze był silny i umiał odrodzić się i nie ugiąć pod ciężarem nieszczęść i cierpienia. Chrystus Zbawiciel przywdziany w libańską czerwono-białą-czerwoną flagę z zielonym cedrem w środku, oznacza też więź z narodem libańskim.

Szacuje się, że w Brazylii mieszka około 8 milionów osób pochodzenia libańskiego. Był to kraj masowej emigracji, która została zapoczątkowana już za czasów panowania Imperium Otomańskiego. W okresie tym oraz przez prawie cały wiek XX, Libańczycy masowo emigrowali nie tylko do Brazylii, ale i do wielu innych krajów Ameryki Łacińskiej. W Argentynie żyje ich około 100 tys., w Wenezueli około 126 tys. z czego 30 proc. to chrześcijanie maronici, którzy włączyli się w życie parafii katolickich w miejscach swojego nowego zamieszkania. Szacuje się, że w Kolumbii mieszka ponad 700 tys. Libańczyków oraz ich potomków, a tego przykładem może być Shakira Isabel Mebarak Ripoll, znana wszystkim jako Shakira, piosenkarka o światowej sławie mieszkająca obecnie w Hiszpanii. Shakira urodziła się w kolumbijskim mieście Barranquilla, a jej oboje rodzice są potomkami libańskich emigrantów chrześcijan. Bardzo ciekawym przykładem jest Peru. W tym kraju mieszka 10 tys. osób pochodzenia libańskiego, ale 90 proc. z nich stanowią chrześcijanie.

CZYTAJ DALEJ

27-latek z trzymetrowym krzyżem dotarł do Gniezna

2020-08-10 11:01

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Pielgrzymka 2020

facebook.com/panstwoBoze

Michał Ulewiński od prawie dwóch miesięcy przemierza Polskę z 15-kilogramowym krzyżem na plecach i modli się o nawrócenie narodu. 8 sierpnia dotarł do Gniezna.

- Kochani już około 1300 km za mną. Dzisiaj dotarłem do Gniezna, do Pokonania zostało mi około 350 km (pozioma belka krzyża) - pisze na prowadzonym przez siebie profilu "Państwo Boże" Michał.

Jak zaznaczał już na początku swojej pielgrzymki, pragnie aby jego droga uczyniła nad Polską znak krzyża. Przeszedł już z nad morza do Giewontu, stamtąd właśnie do Gniezna, skąd wyruszy do Sokółki.

Michał na swoim profilu dzieli się swoimi przemyśleniami z pobytu w Gnieźnie:

Kochani, patrząc na pomnik pierwszego króla Polski i Sanktuarium pierwszego męczennika, prosiłem o głębsze przesłanie od naszego Ojca. My ludzie wiary musimy paść przed Bogiem na kolana i podjąć narodową pokutę: Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.” Jezus Chrystus chce, aby Polska była wielka i święta, a my uwierzmy w końcu Bogu i zacznijmy pełnić Jego Świętą Wolę.

Przez narodową pokutę i pracę nad tym, aby ustawodawstwo cywilne było zgodne z prawem Bożym, proroctwo z dzienniczka się wypełni. Od naszej postawy i zjednoczenia zależy czy Polska będzie światłem dla innych narodów i tak jak w przeszłości Jezus Chrystus chciał królować nad światem przez Francję, tak teraz wybrał sobie nasz kraj. Mam nadzieję, że odpowiemy na Boże wezwanie i Chrystus będzie królem w każdym tego słowa znaczeniu...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję