Reklama

Albino Luciani - historia górala z Dolomitów, który został papieżem

2018-08-21 12:26

Z dziennikarką Stefanią Falascą rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 6-9

Wikipedia
Jan Paweł I, zwany Papieżem Uśmiechu

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, 26 sierpnia 1978 r., a więc 40 lat temu, patriarcha Wenecji Albino Luciani został wybrany na papieża i przybrał imię Jan Paweł I. Jego pontyfikat trwał tylko 33 dni. 8 listopada 2017 r. Ojciec Święty Franciszek upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do opublikowania dekretu o heroiczności cnót sługi Bożego Jana Pawła I  (Albino Lucianiego), papieża zmarłego 28 września 1978 r. w Pałacu Apostolskim w Watykanie. Jan Paweł I może więc być nazywany czcigodnym sługą Bożym. Aby można było dokonać beatyfikacji poprzednika Jana Pawła II, potrzebne jest tylko uznanie cudu przypisywanego jego wstawiennictwu – analizowany jest przypadek z Buenos Aires w Argentynie.

Aby przybliżyć postać Jana Pawła I, przeprowadziłem rozmowę ze Stefanią Falascą – dziennikarką, ale zarazem wicepostulatorem w procesie beatyfikacyjnym Albino Lucianiego. Jej rozprawa doktorska dotyczyła pism przyszłego Papieża, który był błyskotliwym dziennikarzem i pisarzem. Falasca jest autorką książki o jego życiu: „Mio fratello Albino. Ricordi e memorie della sorella di Papa Luciani” („Mój brat Albino. Wspomnienia siostry Papieża Lucianiego”), a później, na bazie niepublikowanych dotychczas dokumentów z aktów procesu, napisała książkę o kulisach śmierci Jana Pawła I: „Papa Luciani. Cronaca di una morte” („Papież Luciani. Kronika śmierci”), w której obala „teorie spiskowe” o zamordowaniu Papieża. Książka miała premierę 13 marca br. w Wenecji w bazylice św. Marka. Oprócz autorki byli tam obecni patriarcha Wenecji abp Francesco Moraglia oraz sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin. W Rzymie promocja książki odbyła się na początku maja br.

Reklama

W. R.

Włodzimierz Rędzioch: – Czy mogłabyś przypomnieć najważniejsze fakty z życia Albino Lucianiego?

Stefania Falasca: – Jan Paweł I urodził się 17 października 1912 r. w Forno di Canale, dziś Canale d’Agordo, we włoskiej diecezji Belluno. Jego rodzicami byli Giovanni Luciani i Bortola Tancon. Diecezja Belluno-Feltre jest diecezją peryferyjną, ale z pewnością nie marginalną, o czym świadczy fakt, że z górskiej parafii Canale pochodziło trzech znamienitych duchownych, którzy uczestniczyli w Soborze Watykańskim II. Luciani wstąpił do seminarium w wieku 11 lat, został wyświęcony na kapłana w 1935 r., a dwa lata później, gdy miał zaledwie 25 lat, z dyspensą papieską ze względu na wiek został powołany do pełnienia funkcji prorektora i profesora seminarium w Belluno (Seminario Gregoriano). W 1947 r. obronił rozprawę doktorską z teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim na temat Rosminiego (Antonio Rosmini, włoski kapłan, teolog i filozof żyjący w XIX wieku – przyp. W. R.).
W 1954 r. został mianowany wikariuszem generalnym macierzystej diecezji, w 1958 r. – biskupem Vittorio Veneto, a w 1969 r. – patriarchą Wenecji.

– Dziewięć lat później, 26 sierpnia 1978 r., patriarcha Wenecji został wybrany na papieża. Następnego dnia, zwracając się do wiernych zebranych na Placu św. Piotra, przypomniał, co wydarzyło się dzień wcześniej: „Wczoraj rano poszedłem do Kaplicy Sykstyńskiej, aby spokojnie zagłosować. Nigdy nie wyobrażałem sobie tego, co miało się stać (...). Nie mam ani «sapientia cordis» (mądrości serca) papieża Jana (Jana XXIII – przyp.), ani przygotowania i kultury papieża Pawła (Pawła VI – przyp.), ale jestem na ich miejscu, muszę starać się służyć Kościołowi”. Służył 33 dni. Co pozostaje z tego bardzo krótkiego pontyfikatu?

– Mówi się, że pontyfikat Jana Pawła I był jak przejście meteoru. Tak jakby ten Papież był „pokazany”, a nie „dany”. Ale Albino Luciani nie przeszedł jak meteor, gdyż jego przejście pozostawiło trwały ślad. W tym pierwszym konklawe 1978 r. został wybrany apostoł soboru, który uczynił z soboru swój nowicjat biskupi. Następnie wyjaśnił z krystaliczną jasnością nauki soborowe oraz prawidłowo, z odwagą i wytrwałością, wprowadzał w praktykę jego dyrektywy. Co więcej, był ich wcieleniem, „naturaliter et simpliciter” (łac.: w sposób naturalny i prosty), żyjąc w ubóstwie, które dla Lucianiego stanowiło sedno jego bycia księdzem, i pozostając „propter homines” (łac.: całkowicie dla człowieka) w codziennej, ewangelicznej miłości. Wraz z jego śmiercią historia Kościoła, który skłania się do służenia światu, nie została przerwana. Nawet jeśli Jan Paweł I nie mógł dokonać żadnego ważnego gestu w rządzeniu Kościołem, to przyczynił się „explevit tempora multa” (łac.: w krótkim czasie) do wzmocnienia projektu Kościoła soborowego. Jego następca – Jan Paweł II podkreślał znaczenie tych 34 dni posługi Piotrowej...

– Nie 33 dni?

– Z punktu widzenia kanonicznego liczy się również dzień wyboru, więc pontyfikat trwał 34 dni. I w ciągu tych 34 dni Papież prowadził Kościół zgodnie ze swoimi priorytetami, którymi były główne kierunki wskazane przez sobór: powrót do źródeł Ewangelii i odnowienie ducha misyjnego, kolegialność, służba w eklezjalnym ubóstwie, dialog ze współczesnością, poszukiwanie jedności z braćmi prawosławnymi, dialog międzyreligijny, poszukiwanie pokoju. I właśnie te jego priorytety mają związek z teraźniejszością – i w tym jest prowokująca aktualność Lucianiego.

– Jeżeli chodzi o kwestię ekumenizmu, chciałbym przypomnieć, że patriarcha Nikodem z Leningradu zmarł w ramionach Jana Pawła I...

– Tak, to było 5 września 1978 r., a fakt ten ukazuje źródło priorytetów działania w krótkim pontyfikacie: ekumeniczną wrażliwość następcy Pawła VI, ukształtowaną w czasie Soboru Watykańskiego II, i wolę, aby postępować zgodnie z jego wytycznymi w poszukiwaniu jedności Kościoła. Dlatego Papież odbył wiele ekumenicznych spotkań, których pragnął i do których dążył. I w dążeniu do jedności chrześcijan, i w dialogu międzyreligijnym widać również inny cel pontyfikatu – poszukiwanie pokoju. W czasie modlitwy „Anioł Pański” 10 września 1978 r. zwrócił się do przywódców politycznych trzech monoteistycznych religii zgromadzonych w Camp David, aby szukali porozumienia pokojowego; zwrócił się do chilijskich i argentyńskich biskupów, aby uniknąć konfliktu między obu państwami Ameryki Południowej, i zaangażował w tę kwestię bezpośrednio amerykańskiego prezydenta Jimmy’ego Cartera, co zostało udokumentowane przez Ambasadę USA w Rzymie – dokumenty znajdują się w aktach procesu beatyfikacyjnego. (18 września 1978 r. Menachem Begin, Jimmy Carter i Anwar Sadat podpisali porozumienie, które przeszło do historii jako Porozumienie z Camp David – przyp. W. R.).

– Jakie były najważniejsze elementy nauczania Jana Pawła I?

– Papież oparł swe nauczanie na cnotach teologalnych, które były motywem jego kolejnych audiencji generalnych, chociaż zaczął od cnoty pokory. Miał kontynuować swój program, zajmując się czterema cnotami kardynalnymi – świadczą o tym jego zapiski w osobistym notesie z programem zajęć. Program ten musiał znać jego następca Jan Paweł II, bo gdy 26 sierpnia 1979 r. udał się do miejsca urodzin Lucianiego, powiedział: „Jan Paweł I chciał mówić o roztropności – ja też, idąc w jego ślady, będę o tym mówił”.

– Jaka cnota była najważniejsza dla Jana Pawła I?

– Z pewnością pokora. Jako swoją dewizę wybrał właśnie „Humilitas” (Pokora), co zaczerpnął od wielkiego świętego – Fryderyka Boromeusza, który był dla niego punktem odniesienia. Luciani uważał, że pokora jest znakiem rozpoznawczym chrześcijanina – pokora, którą przyniósł na świat Chrystus i która prowadzi do Chrystusa. Dlatego pokora to fundament życia chrześcijańskiego. Ale gdybym miała wskazać, co było cechą szczególną Jana Pawła I, powiedziałabym, że jego nacisk na łaskę Bożą, na matczyną czułość Boga.

– Jakiego Kościoła chciał papież Luciani?

– Jan Paweł I miał obraz Kościoła błogosławieństw, Kościoła ubogich w duchu, który jest bliżej cierpienia ludzi i ich pragnienia miłości, który nie poddaje się logice uczonych w Piśmie i faryzeuszy ani ideologicznych manipulatorów czy ducha świata partii. Kościół, który nie jest autoreferencjalny, ale zakorzeniony w nigdy niezapomnianym skarbie starożytnego Kościoła. Kościół, który żyje nie doczesnymi triumfami, ale odbitym światłem Chrystusa, bliski nauczania wielkich Ojców – do takiego Kościoła odwołał się Sobór Watykański II. I to z tej perspektywy należy ponownie rozważyć znaczenie dzieła Jana Pawła I, i docenić historyczną wartość jego pontyfikatu.

– Kiedy rozpoczął się proces beatyfikacyjny Jana Pawła I?

– Natychmiast po śmierci Papieża prośby o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego zaczęły napływać z całego świata do jego rodzimej diecezji. Ówczesny biskup Belluno-Feltre poinformował, że otrzymał tysiące próśb o rozpoczęcie procesu. W 1990 r. arcybiskup Belo Horizonte Serafim Fernandes de Araújo przesłał prośbę o wszczęcie procesu bezpośrednio Janowi Pawłowi II – była ona podpisana przez 226 biskupów, w praktyce przez cały Episkopat Brazylii. W 2003 r. rozpoczęto proces w rodzimej diecezji Lucianiego.

– Dlaczego proces nie odbywał się od początku w Rzymie, jak chce tego tradycja?

– 26 kwietnia 2003 r. biskup Belluno-Feltre Vincenzo Savio formalnie poprosił kard. Camilla Ruiniego, ówczesnego wikariusza Rzymu, o wyrażenie zgody na rozpoczęcie procesu nie w wikariacie w Rzymie, ale w rodzimej diecezji Albino Lucianiego.

– Jak biskup Belluno-Feltre uzasadnił tę prośbę?

– Bp Vincenzo Savio tak to uzasadnił: „ze względu na bardzo krótki pobyt sługi Bożego w diecezji rzymskiej (pontyfikat trwający niewiele ponad miesiąc); większość swojego życia przeżył – a w konsekwencji nauczał – w tej diecezji, w sąsiedniej diecezji Vittorio Veneto, a następnie w patriarchacie Wenecji”. 17 czerwca 2003 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała „nulla osta” i 23 listopada, 25 lat po śmierci Jana Pawła I, w katedrze w Belluno odbyło się uroczyste otwarcie procesu, którego faza diecezjalna zakończyła się trzy lata później – 10 listopada 2006 r.

– Do beatyfikacji potrzebne jest już tylko uznanie cudu. Jaki przypadek jest rozpatrywany?

– W latach 2007-09 w diecezji Altamura-Gravina-Acquaviva delle Fonti we Włoszech odbywał się proces diecezjalny w sprawie domniemanego nadzwyczajnego uzdrowienia. Natomiast drugie dochodzenie diecezjalne już się zakończyło w archidiecezji Buenos Aires w Argentynie. Do beatyfikacji rozważany jest przypadek cudu z Buenos Aires.

– Przez dziesięciolecia nagła i nieoczekiwana śmierć Jana Pawła I była powodem spekulacji i różnorodnych teorii o zamordowaniu Papieża. Napisałaś książkę „Cronaca di una morte” („Kronika śmierci”), która ma być definitywnym głosem w sprawie śmierci papieża Lucianiego. Kard. Pietro Parolin we wstępie do Twojej książki pisze, że jest to „rekonstrukcja faktów przeprowadzona zgodnie z rygorystyczną metodą badań historycznych, na podstawie wyjątkowej dokumentacji, do dzisiaj niepublikowanej”. Jakie dokumenty mogłaś przeanalizować i co odkryłaś?

– Niniejsza publikacja nie jest po prostu kolejną powieścią w długiej serii literatury spiskowej, która doprowadziła do „damnatio memoriae” (łac.: potępienia pamięci) o Janie Pawle I. Moja książka, rezultat pracy przeprowadzonej metodą historyczno-krytyczną, powstała w wyniku prac badawczych prowadzonych podczas procesu przy redagowaniu „Positio super virtutibus” (chodzi o zbiór dokumentów wykorzystywanych w procesie beatyfikacyjnym – przyp. W. R.).
W istocie to ostatni rozdział biografii „ex-documentis”. Jest zatem napisana na podstawie tekstów i dokumentów nabytych w czasie procesu. Dokumentacja zawiera informacje dotyczące stanu zdrowia Papieża, w tym dokumentację medyczną. Luciani był po raz ostatni hospitalizowany w 1975 r. z powodu zatoru w oku i do marca 1978 r. miał wyznaczone kontrole. Następnie mamy dokumenty dotyczące jego śmierci. Dr Renato Buzzonetti, który był wówczas drugim lekarzem papieskim (głównym lekarzem był prof. Fontana), sporządził różne raporty, które są objęte tajemnicą zawodową. Ta dokumentacja, sporządzona tuż po śmierci, przedłożona sekretarzowi stanu oraz Kolegium Kardynałów, zawierała stwierdzenie śmierci oraz analizę jej przyczyn. Istnieją również ustalenia lekarzy akademickich z Instytutu Medycyny Sądowej w Rzymie, których wezwano do konserwacji ciała (zabiegi trwały od godz. 19 28 września do godz. 3 następnego dnia). Ostatnie godziny życia Jana Pawła I zostały natomiast zrekonstruowane na podstawie odpowiednio sprawdzonych relacji naocznych świadków. Papież zmarł nagle z powodu zawału mięśnia sercowego, a nagła śmierć w medycynie sądowej oznacza zawsze śmierć naturalną.

– Dlaczego nie wykonano autopsji?

– Musimy wyjaśnić jedną ważną sprawę – dopiero w 1983 r. Jan Paweł II wydał dekret, dzięki któremu wprowadzono w Watykanie sekcję zwłok. Nie dokonano autopsji, ponieważ zgodnie z ówczesnym prawem nie można było tego zrobić. Nie było prawa, które by na to pozwalało. Co więcej, jak wynika ze szczegółowych raportów lekarzy, nie uznali oni tego za konieczne, ponieważ przyczyna zgonu była klinicznie oczywista.

– Porozmawiajmy o ludziach, którzy mieli kontakt z Papieżem w ostatnim dniu jego ziemskiego życia...

– W tym dniu byli obecni w apartamencie obaj papiescy sekretarze – ks. John Magee, sekretarz Pawła VI, który pozostał przy Janie Pawle I, i ks. Diego Lorenzo, który był ostatnim z sekretarzy patriarchy Lucianiego w Wenecji (miał zostać zastąpiony). Były także wszystkie cztery siostry ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia (Suore di Carita – „di Maria Bambina”), które pracowały w apartamencie. Jan Paweł I chciał, by siostry w pełni brały udział w życiu papieskiego apartamentu – rano uczestniczyły we Mszy św. w prywatnej kaplicy, a każdego wieczoru, również w ostatnim dniu swojego życia, Papież żegnał się z siostrami przed udaniem się na spoczynek i pytał o przygotowania do Mszy św. następnego ranka. Ostatnią z zakonnic, która rozmawiała z Papieżem, była s. Margherita Marin, wówczas 37-letnia, najmłodsza ze wspólnoty, która pełniła funkcję zakrystianki. S. Margherita daje dokładne świadectwo, jak Jan Paweł I spędził popołudnie i wieczór. Wiemy więc, że Papież odpoczął po południu, a następnie pozostał w apartamencie, by czytać dokumenty. O godz. 18 spotkał się z kard. Villotem (kard. Jean-Marie Villot, w latach 1969-79 papieski sekretarz stanu – przyp. W. R.), a potem z ks. Magee odmawiał Nieszpory, podczas których źle się poczuł (lekarz wyjawił to w swoim raporcie następnego dnia).

– Niektórzy oskarżali ks. Magee, że zabił Papieża...

– Sam Papież, który cierpiał na artretyzm, nie przywiązywał wagi do tego bólu, który minął, a potem, jak gdyby nic się nie stało, poszedł na kolację z dwoma sekretarzami. Po kolacji rozmawiał przez telefon z arcybiskupem Mediolanu kard. Giovannim Umbertem Colombo, a ok. godz. 21.30 pozdrowił siostry, mówiąc: „Do jutra, jeśli Bóg da”, i poszedł do swojego pokoju.

– Co się stało następnego ranka?

– S. Vincenza Taffarel, która służyła Lucianiemu jeszcze w czasach, kiedy był w Vittorio Veneto, jak co rano zostawiła filiżankę kawy w zakrystii, obok kaplicy. Papież zwykle pił kawę ok. godz. 5.15, a następnie udawał się do kaplicy, aby modlić się samotnie do godz. 7, kiedy to rozpoczynała się Msza św. Tamtego ranka, po ok. 10 minutach, siostra zauważyła, że Papież nie przyszedł i zapukała do drzwi jego pokoju, a gdy nie usłyszała żadnej odpowiedzi, weszła do środka, mówiąc: „Wasza Świątobliwość nie powinien mi robić takich rzeczy”. Ale w tym samym momencie zobaczyła Papieża bez życia, zawołała drugą siostrę i razem weszły do pokoju. Następnie obie siostry poszły zawiadomić o wszystkim sekretarzy: s. Vincenza poinformowała ks. Magee, a s. Margherita obudziła ks. Lorenza. Zaraz po tym został wezwany dr Buzzonetti.

– Dlaczego nieznane było decydujące świadectwo s. Marin?

– W procesie diecezjalnym przesłuchano tylko dwie starsze siostry, które pracowały jeszcze w patriarchacie Wenecji. W rzymskiej fazie procesu przeprowadzono dalsze badania, aby ustalić, kto wchodził w skład zespołu sióstr powołanych do służby w papieskim apartamencie. I w ten sposób dowiedziałam się o s. Marghericie Marin, która była ostatnią żyjącą zakonnicą z czterech sióstr służących w apartamencie papieskim. Ze względu na absolutną wiarygodność świadka, którym była s. Marin, jej zeznanie było decydujące nie tylko w kontekście poznania życia w apartamencie, ale także w celu odtworzenia w sposób jasny epilogu życia Jana Pawła I.

PS
13 marca 2013 r., podczas drugiego dnia konklawe, które zostało zwołane po rezygnacji Benedykta XVI, w piątym głosowaniu na nowego papieża został wybrany kard. Jorge Mario Bergoglio. O jego wyborze świat dowiedział się o godz. 19.06, gdy z komina na Kaplicy Sykstyńskiej zaczął wydobywać się biały dym, który tradycyjnie obwieszcza światu wybór nowego biskupa Rzymu. Niedługo potem w głównej loży Bazyliki św. Piotra pojawił się Jorge Mario Bergoglio. W tłumie stojącym na Placu św. Piotra była również para małżeńska – Stefania Falasca i Gianni Valente, włoscy dziennikarze przez lata związani z międzynarodowym miesięcznikiem „30Giorni” (30 Dni). Valente zajmował się w sposób szczególny sprawami Ameryki Łacińskiej. W 2002 r. w czasie jednej z podróży do Argentyny udało mu się zrobić wywiad z kard. Bergoglio, a z czasem znajomość przekształciła się w przyjaźń. Gdy arcybiskup Buenos Aires przyjeżdżał do Rzymu, spotykali się u nich w domu na kolacji. Tak też było w sobotę przed konklawe. Można więc sobie wyobrazić ich reakcję, gdy w loży św. Piotra zobaczyli swojego przyjaciela przyodzianego w białą papieską sutannę. Ale to nie był koniec niespodzianek – gdy wrócili do domu, zadzwonił telefon, a w słuchawce usłyszeli głos: „Halo, tu papież”.
W. R.

Tagi:
Jan Paweł I wybory

Papież 33 dni

2019-09-25 09:51

Ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 24-25

Urodził się w Canale d’Agordo w wielodzietnej biednej rodzinie robotniczej. Wygłosił tylko pięć rozważań podczas modlitwy „Anioł Pański”, odbył cztery audiencje generalne, podczas których wygłosił katechezy o: pokorze, wierze, nadziei i miłości. Papieżem był tylko 33 dni, ale został nazwany Papieżem Uśmiechu. Zmarł 41 lat temu, 28 września 1978 r. Wkrótce może zostać wyniesiony na ołtarze. Jaki był Jan Paweł I?

Wikipedia
Jan Paweł I

Kiedy jeszcze jako nowo wyświęcony biskup Albino Luciani, późniejszy papież Jan Paweł I, przybył na audiencję do Jana XXIII, wówczas Papież Dobroci zaproponował młodemu biskupowi, aby wspólnie odczytać fragment z „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis, z rozdziału 23, księgi III – o czterech źródłach prawdziwego pokoju: „Staraj się, synu, spełniać raczej cudzą wolę niż własną. Zawsze wybieraj mniej niż więcej. Szukaj zawsze niższego miejsca i poniżaj się przed innymi. Pragnij zawsze i módl się, aby działa się w tobie jedynie wola Boga” – napisał Tomasz a Kempis. Właśnie słowo „pokora” było najbliższe Janowi Pawłowi I. Miał je umieszczone jako program życia i działalności duszpasterskiej jako biskup, kardynał i papież.

Człowiek pokory

Kiedy bp Albino Luciani, po nominacji i święceniach na biskupa diecezji Vittorio Veneto odwiedził rodzinne Canale d’Agordo 6 stycznia 1959 r., powiedział w homilii do swoich krajan: „Pewnych rzeczy Pan nie chce zapisać ani w brązie, ani w marmurze, ale pisze je wręcz w prochu, aby (...) było jasne, że wszystko jest dziełem i wszystko zasługą jedynie Pana. (...) ja jestem czystym i biednym prochem (...). Jeśli kiedyś coś dobrego z tego wszystkiego wyniknie, to niech to będzie jasne już teraz: jest to wyłącznie owoc dobroci, łaski, miłosierdzia Pana”.

Przez całe życie był wierny temu, co napisał do niego jego ojciec – Giovanni Luciani. Otóż bardzo młody Albino na początku swojej drogi powołania otrzymał od ojca – który wyemigrował do Francji w poszukiwaniu pracy – list, który zawsze miał w swoim portfelu. „Mam nadzieję, że będąc księdzem – pisał Giovanni Luciani – pozostaniesz po stronie biednych, ponieważ Chrystus był po ich stronie”.

Spojrzenie Maryi

Myślę, że można powiedzieć, iż Jan Paweł I to papież Czarnej Madonny. Został wybrany na Stolicę Piotrową po wielkim pontyfikacie Pawła VI w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej – 26 sierpnia 1978 r. Zaraz po wyborze nowego papieża pojawiły się pytania, jakim znakiem dla Kościoła jest ten wybór następcy Piotra właśnie w dniu imienin Jasnogórskiej Matki i Królowej. Niektórzy komentatorzy już po wyborze kard. Wojtyły pisali, że wybór Jana Pawła I był zapowiedzią pontyfikatu papieża z Polski.

Świadectwa

Świadkowie życia Jana Pawła I podkreślają, że był on człowiekiem niezwykle skromnym. Ks. Andrea Tison, archiprezbiter w Canale d’Agordo w latach 1982 – 2000, w swoim świadectwie dla Vatican News tak wspominał Albino Lucianiego: „Spotkałem go w seminarium. Nauczał w naszym seminarium. Pamiętam rekolekcje, które głosił. Kiedy mówił, odczuwało się, że jest to człowiek pokorny. Mówił bardzo prosto. Nawet w jego przemówieniach, w tekstach, które pisał, w książkach jego język był zawsze dostojny, ale prosty, tak, aby naprawdę był zrozumiały. Mówi się, że papież Luciani był katechetą. Dla niego katecheta był tym, który musiał być wierny słowu Bożemu, i tym, którzy byli przed nim”.

Blisko Jana Pawła I był ks. Diego Lorenzi, orionista, jego sekretarz osobisty, który podzielił się swoim świadectwem dla „Messaggi di Don Orione”. „Po raz pierwszy spotkałem patriarchę Albino Lucianiego w grudniu 1973 r. W 1975 r. natomiast moi przełożeni wysłali mnie jako współpracownika w parafii św. Piusa X, która została nam powierzona w Marghera. I tam, w styczniu następnego roku, ponownie spotkałem się z patriarchą Lucianim podczas wizyty duszpasterskiej we wspólnocie” – wspominał ks. Lorenzi. „Jego życie jako patriarchy Wenecji było bardzo proste i wycofane. Miało swój zwyczajny rytm: praca, modlitwa, audiencje, spotkania, podróże i wizyty duszpasterskie. Wstawał o 5.00 rano (a w Watykanie nawet o 4.30) i natychmiast poświęcał półtorej godziny, a być może więcej, na osobistą modlitwę i medytację. O 7.00 celebrował Mszę św. O 7.30 – śniadanie, a następnie czytanie niektórych włoskich gazet. Potem w prywatnym gabinecie czekał na czas wizyt. Recytował ze skupieniem brewiarz i Różaniec. Wielką wagę przywiązywał do częstej modlitwy. Kiedyś napisał: «Nasze życie musi być lampą, co jest jasne; w lampie płomień to dobre uczynki: cierpliwość, słodycz, miłość do Boga i bliźniego; wosk lub olej, które wytwarzają płomień, to modlitwa. Te dwie rzeczy nie mogą być rozdzielone»” – podkreślił były sekretarz Jana Pawła I.

Ks. Diego Lorenzi dobrze zapamiętał dzień wyboru kard. Lucianiego na Stolicę św. Piotra. „W momencie wyboru kard. Albino Lucianiego byłem na Placu św. Piotra kiedy kard. Felici ogłosił wybór papieża. Późnym popołudniem 26 sierpnia nowy papież Jan Paweł I sprawiał wrażenie sympatycznego i radosnego na balkonie loggii św. Piotra. Został natychmiast nazwany Papieżem Uśmiechu. Ujmował prostotą i skromnością” – podkreślił ks. Lorenzi.

Bardzo trudnym momentem dla niego jako sekretarza Papieża Uśmiechu była wiadomość o jego śmierci. „29 września 1978 r. ok. 7.30 rano włoskie radio i ANSA wydały komunikat o śmierci papieża, a następnie biuletyn medyczny, którego oficjalny tekst rozpoczynał się w następujący sposób: «Dziś rano, ok. 5.50, sekretarz (nie podał swojego nazwiska) nie widział Ojca Świętego w kaplicy, w której zwykle był obecny. Wszedł do pokoju i zastał go martwego, w postawie czytania». Po kolacji poprzedniego wieczoru i po rozmowie telefonicznej z kardynałem Mediolanu Giovannim Colombo towarzyszyliśmy Ojcu Świętemu do sypialni” – powiedział Lorenzi. „Przeszedłem do swojego pokoju. Następnego ranka obudziła mnie siostra Vincenza Taffarel, która zauważyła, że papież nie wziął tacy z kawą, zapukała i otworzyła drzwi i odkryła, że papież nie żyje. Przyszła do mojego pokoju i powiedziała: «Papież nie żyje!». Poszedłem do pokoju papieża, było 5 minut do godz. 6.00. W pokoju był już drugi sekretarz – ks. Magee. Po kilku minutach do pokoju papieża przyszli urzędnicy kurialni. Doktor Buzzonetti zaintonował «Salve Regina», przyszła też siostrzenica Lina Petri, która pracowała w Watykańskim Biurze Prasowym. Minęło zaledwie 50 dni od śmierci Pawła VI...” – wspominał ks. Lorenzi.

Pia Luciani, bratanica Albino Lucianiego, w momencie rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego swojego wujka powiedziała mediom, że papież Jan Paweł I był człowiekiem wielkiej kultury, wielkich nadziei i wielkiej miłości do Kościoła i innych. „Próbował żyć zgodnie z Ewangelią i ubogo – mówiła. Jako najstarsza bratanica znałam go najdłużej. „Powtarzał mi często, że jestem «przywódcą» i że jeśli będę się dobrze zachowywała, wszyscy pozostali bracia i siostry pójdą za mną. Kiedy przybyłam do Rzymu, często go odwiedzałam. Ostatni raz – dziesięć dni przed śmiercią – powiedział do mnie: «Nie ma miejsca w mojej agendzie, ale chcę cię zobaczyć. Jeśli nie przeszkadza ci to, to przyjdź na obiad». Poszłam tam, czułam, że jest spokojny, otoczony współpracownikami. Powiedział mi, że ma dużo pracy i że chce osiągnąć tylko jedno: załatwić jak najwięcej różnych spraw urzędowych, aby mieć więcej miejsca na poświęcenie się apostolstwu, opiece duszpasterskiej” – podkreśliła Pia Luciani.

Jan Paweł I zmierza do chwały ołtarzy. Jest to kolejny papież XX wieku, po Piusie X, Janie XXIII, Pawle VI i Janie Pawle II, którego świętość jest znakiem dla naszych czasów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czym jest doświadczenie „nocy ciemnej” w życiu duchowym?

2019-10-16 15:25

mp, ps / Kraków (KAI)

- Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary – mówi KAI Piotr Słabek, współorganizator sesji „Kiedy nastaje mrok. Doświadczenie nocy ciemnej w życiu codziennym”, organizowanej w świetle duchowości św. Jana od Krzyża, która odbędzie się od 22 do 24 listopada br. w Lubogoszczy. Słabek wyjaśnia przy okazji jaka jest różnica pomiędzy duchową „ciemną nocą” – która jest okazją do wzrostu, a depresją, wymagającą specjalistycznego leczenia.

©Alex Motrenko/fotolia.com

A oto tekst rozmowy:

- Kogo dotyczy „noc ciemna” w życiu duchowym?

Piotr Słabek: Zaproszenie dotyczy wszystkich, którzy zakochali się w Bogu i chcą się z nim jak najściślej zjednoczyć. „Noc ciemna” pomoże im w oderwaniu się od rzeczy tego świata, które rozpraszają i oddalają od Stwórcy.

Bo przecież noc ułatwia zwrócenie wzroku jedynie w kierunku Boga. Paradoksalnie to bliskość i intensywność światłości sprawia, że nic nie widzimy i postrzegamy nieskończoną jasność jako nieprzeniknioną ciemność.

Natomiast każde szczere pragnienie bliskości Boga, wcześniej czy później nieodłącznie wiąże się z oczyszczeniem, odsunięciem od siebie wewnętrznych i zewnętrznych rzeczy, spraw, które rozpraszają i oddalają od Boga.

Oczyszczanie jest głównie skierowane przeciw korzeniom namiętności, pożądań. Według Ewagriusza z Pontu są nim egoizm i miłość własna. Doświadczenie „nocy” pomaga pokonywać egoizm, lenistwo, niecierpliwość, zazdrość, osądzanie bliźnich, obmowę, szukanie siebie we wszelkich praktykach pobożnych. W procesie tym dokonuje się oczyszczenie z uzależnień, wyzwolenie się z ciasnych schematów myślowych oraz różnorakich przywiązań, przyzwyczajeń, uprzedzeń.

- Czy w życiu codziennym można przeżywać „noc ciemną”?

- W jakimś stopniu ”noc ciemna” wpisuje się w życie każdego chrześcijanina, a szczególnie w życie codzienne. Dlaczego tak jest? Przede wszystkim z tego powodu, że podczas nocy sam Bóg oczyszcza nas i przemienia na głębokim poziomie naszego serca. To poziom, do którego sami nie jesteśmy w stanie dotrzeć.

To zasadnicza różnica między tzw. oczyszczeniem czynnym, (tym którego dokonujemy naszymi siłami) a biernym (którego dokonuje Bóg). Oczyszczenie bierne dotyczy głębi serca, podświadomości.

W najskrytszych zakamarkach naszego serca - jak wyjaśniał św. Jan od Krzyża - jest „tron”. A na nim wygodnie siedzi nasze „ja” i nie zamierza nikomu ustąpić miejsca. Jeśli zaprosimy tam Boga, to doświadczenie Jego miłości zintegruje nas wewnętrznie i stopniowo pozwoli zdetronizować nasze „ja”. Jeśli Bóg jest na swoim miejscu tzn. na tronie naszego serca i życia, to wszystko inne jest również na swoim miejscu.

Trzeba więc pozwolić „dać się przemieniać” przez Boga na Jego obraz. I to jest trudne bo nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Człowiek podświadomie nie chce oddać inicjatywy Bogu. Nie chce, by Bóg działał w jego wnętrzu i przemieniał go. Nasze "ja" chce wyznaczyć kierunek naszemu życiu, chce zawsze mieć inicjatywę.

Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary.

- W jaki sposób możemy kroczyć poprzez „noc ciemną”? Kto jest naszym przewodnikiem na tej drodze?

- Przewodnikami jest pragnienie, tęsknota za Bogiem i przede wszystkich wiara, ciągle oczyszczana w „nocy ciemnej”.

Droga pozornej ciemności, pustki i nicości jest w istocie drogą poznania Boga. Jest to droga przebóstwienia dokonującego się w życiu codziennym - tu i teraz.

Paradoksalnie noc ciemna jest jakąś formą kontemplacji Boga, można by powiedzieć „kontemplacji ciemnej”. Rozwinięta szczególnie w tradycji wschodniej teologia negatywna tzw. teologia apofatyczna, ciągle wskazuje na to, że Bóg jest nieskończoną tajemnicą, jest nieskończenie inny od nas i od tego co nas otacza. O wiele więcej o Nim nie wiemy niż wiemy. Na drogę modlitwy kontemplacyjnej wkraczamy przez zachwyt i zauroczenie się Bogiem.

- Jak rozeznać czym jest „noc ciemna” a czym nie jest?

- Doświadczeniu „nocy” towarzyszy oschłość, bezradność, brak pewności, pokusy, załamania. By przetrwać ten rodzaj biernego oczyszczenia, konieczna jest stałość, ufność, zawierzenie Bogu, cierpliwość, wytrwałość, pokorna nadzieja.

Każdy człowiek przeżywa swój rodzaj nocy. Jest ona wcześniej czy później doświadczeniem każdego, kto pragnie pójść za Bogiem i prowadzić głębokie życie duchowe. Kto szuka bliskich relacji z Bogiem i tęskni za Nim, ten jej doświadczy.

Człowieka wtedy otacza niezmierzona światłość, którą odbiera się jako nieprzenikniętą ciemność. Jest to czas, gdy trudno odczuć obecność Boga, która naznaczona jest przede wszystkim milczeniem. Mamy wówczas doświadczenie nieobecności Boga.

- Czy istnieją różnice miedzy doświadczaniem „nocy ciemnej” a doświadczeniem depresji?

- Zarówno w depresji jak i w „ciemnej nocy” ludzie doświadczają własnej bezsilności, bezbronności, samotności, opuszczenia i wyobcowania. Czują się bezwartościowi, wewnętrznie odwróceni, winni i grzeszni. Przeżycie to jest przesycone lękiem, beznadziejnością i bezsensownością. Na tym jednak kończą się podobieństwa.

Lekką depresję można często pomylić z „acedią” (duchową depresją), nie z „nocą ciemną”. Istnieje zasadnicza różnica między depresją zwłaszcza głęboką, a „nocą ciemną”.

„Noc ciemna” jest poprzedzona duchowym doświadczeniem. Jest to przede wszystkim religijne doświadczenie ludzi pragnących Boga, którzy idą w Jego kierunku. Ból i cierpienie jest spowodowane brakiem odczuwalnego doświadczenia Bożej obecności. Tam gdzie jest autentyczna „noc ciemna”, tam jest prawdziwe doświadczenia duchowe. W sytuacji tej, mimo bólu, cierpienia, człowiek stawia czoła swojemu codziennemu życiu, nie zaniedbuje swoich obowiązków. Głęboka depresja, często ze względu na swój przebieg jest w stanie tak osłabić cały organizm człowieka, że jakakolwiek aktywność zawodowa czy rodzinna jest w zasadzie wykluczona.

Doświadczenie „nocy ciemnej” może osłabiać naszą aktywność zawodową, ale jej zupełnie nie wyklucza, jest to bowiem doświadczenie duchowe a nie choroba łącząca objawy psychiczne z fizjologicznymi.

Przykładem tego zjawiska było długotrwałe przeżywanie „nocy ciemnej” św. Matki Teresy, przy jednoczesnym, mocnym zaangażowaniu w pomoc potrzebującym i niezwykłą aktywność dotyczącą akcji charytatywnych jak i kierowania zgromadzeniem zakonnym.

Duchowe doświadczenie ma psychologiczne podstawy. Depresja wpływa na ludzką psychikę, podobnie jak szereg innych chorób np. cukrzyca, niedoczynność tarczycy itp. Nie ma jednak powodu by przeakcentować jej wymiar duchowy. Na depresję mogą cierpieć osoby religijne, podobnie jak chorują na inne różne choroby w tym i choroby psychiczne.

Depresję trzeba leczyć farmakologicznie i psychoterapeutycznie, bo prowadzi do zrujnowania psychiki i ciała, wyniszcza cały organizm, uniemożliwia radzenie sobie z codziennością.

Natomiast „Noc ciemna” poddaje w wątpliwość obraz własnej osoby, obraz Boga. Oczyszcza duchowo z różnych iluzji religijnych, jednak nie eliminuje z życia codziennego i nie prowadzi do długiej hospitalizacji.

Jednym z elementów, pozwalających odróżnić czy ktoś cierpi na depresję, czy przeżywa noc ciemną jest wewnętrzna wolność. Ciężkiej depresji towarzyszy apatia i wyczerpanie organizmu, pacjent opada z sił, czuje się wewnętrznie przymuszony czy zniewolony swym psychicznym stanem do smutku i beznadziei. Najbardziej niebezpieczny moment jest przy leczeniu farmakologicznym wtedy, gdy pacjent nabiera więcej sił fizycznych – pozostawiony bez opieki może zrealizować często występujące w tej chorobie myśli samobójcze.

W „nocy ciemnej” cierpienie wiąże się z wewnętrzną pustką i brakiem doświadczenia Boga. Jest to noc próby wiary czy nawet jej okresowej utraty. Nie czuje się, że Bóg w ogóle istnieje. Z braku doświadczania Boga wynika doświadczenie małości, grzeszności i słabości. Ma ono jednak inny wymiar niż postawy depresyjne, gdzie człowiek całkowicie widzi wszystko w czarnych kolorach, jest odcięty od siebie i od obecności drugiego człowieka, pełen rozpaczy.

Nawet pośrodku ciemnej nocy, można się czuć mimo wszystko wolnym. Pragnienie i tęsknota Boga są jednocześnie powodem olbrzymiego cierpienia jak i większej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

III Kongres św. Ojca Pio

2019-10-17 08:27

Materiał prasowy

III Kongres św. Ojca Pio odbędzie się 19 października 2019 r. zarówno w Kościele pw. św. Jakuba Apostoła

w Gdańsku jak i w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

"OJCOSTWO" to temat przewodni kolejnej już edycji Kongresu. Geneza tegorocznego Kongresu związana jest z wystąpieniem w XX wieku wielu bardzo negatywnych wydarzeń historycznych, które skutkowały przerwaniem powszechnie znanych wcześniej wzorów ojcostwa.

W trakcie Kongresu organizowanego przez Zakon Braci Mniejszych Kapucynów – Prowincję Krakowską, do Kościoła pw. św. Jakuba Apostoła w Gdańsku przybędą relikwie I. stopnia św. Ojca Pio, w postaci bandaża okrywającego niegdyś ranę jego boku oraz rękawiczki zakrywającej stygmaty prawej dłoni.

„Zachęcam zarówno do uczestnictwa w III Kongresie św. Ojca Pio jak i do skorzystania z zaproszenia do całodziennego udziału w uroczystościach modlitewnych związanych z peregrynacją relikwii I. stopnia Św. Ojca Pio. Święty Stygmatyk charakteryzował się wielką pokorą i duchem modlitwy, za jego wstawiennictwem niezliczona ilość osób odzyskiwała i nadal odzyskuje zdrowie duchowe i fizyczne” – stwierdza Brat Zdzisław Duma, Asystent Prowincjalny Grup Modlitwy Ojca Pio (GMOP) oraz Gwardian Domu Zakonnego Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w Gdańsku.

III Kongres św. Ojca Pio rozpocznie się o godzinie 9.45 przywitaniem uczestników przez

br. Romana Ruska OFMCap pełniącego funkcję Krajowego Koordynatora Grup Modlitwy Ojca Pio. Następnie o godzinie 10.00 rozpocznie się Eucharystia, której będzie przewodniczył JE Bp Zbigniew Zieliński – Biskup Pomocnicy Archidiecezji Gdańskiej.

Po Mszy świętej uczestnicy Kongresu udadzą się do Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, gdzie odbędą się debaty i panele tematyczne dotyczące różnych aspektów ojcostwa.

Geneza tegorocznego Kongresu związana jest z wystąpieniem w XX wieku wielu bardzo negatywnych wydarzeń historycznych, które skutkowały przerwaniem powszechnie znanych wcześniej wzorów ojcostwa. Doprowadziło to do (trwającego aż dnia dzisiejszego) kryzysu ojcostwa, który wynika głównie z braku odpowiedniej formacji duchowej, jak i praktycznej wiedzy dotyczącej budowania i dbania o relacje ojcowskie w wielu wymiarach.

O godzinie 12.00 rozpocznie się debata inaugurująca III Kongres św. Ojca Pio pt. "Żyjmy tak, aby Ojciec Niebieski mógł być w nas uwielbiony - czyli o relacjach św. Ojca Pio z Ojcem Niebieskim i naszych relacjach z Panem Bogiem". W debacie tej uczestniczyć będą: JE Bp Zbigniew Zieliński – Biskup Pomocnicy Archidiecezji Gdańskiej , Ks. kan. dr Grzegorz Lewandowski - Koordynator Grup Modlitwy Ojca Pio w Diecezji Pelplińskiej, Pan Adam Chmielecki - Prezes Zarządu Radio Gdańsk oraz Pan Karol Nawrocki - Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

O godzinie 13.45 rozpocznie się debata pt. "Jesteśmy dziećmi jednego Ojca, który jest dla nas nieskończenie miłosierny i pobłażliwy - czyli o miłosierdziu, przebaczeniu i pojednaniu". Uczestnikami debaty będą: br. Roman Rusek OFMCap - Krajowy Koordynator Grup Modlitwy Ojca Pio, Ks. prał. Wiesław Potakowski - Proboszcz parafii św. Faustyny Kowalskiej w Łodzi oraz Pani Halina Owczarz - Grupa Modlitwa Ojca Pio w Bydgoszczy.

O godzinie 16.00 rozpocznie się debata pt. "Ufaj Panu Bogu i miej nadzieję jego ojcowskiej dobroci, bo światło musi nadejść - czyli o praktycznym aspekcie ojcostwa". W debacie tej uczestniczyć będą: br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap - Dyrektor Dzieła Pomocy Ojca Pio, Ks. kan Krzysztof Ławrukajtis - kapelan aresztu śledczego w Gdańsku oraz Pan Andrzej Urbański - inicjator "Benefisu Dojrzałości".

W ramach III Kongresu św. Ojca Pio zakłada się udział w debatach i panelach dyskusyjnych osób posiadających różne doświadczenie życiowe i zawodowe. W praktyce oznacza to naturalne budowanie solidarności międzypokoleniowej pomiędzy zarówno prelegentami jak i uczestnikami Kongresu.

Patronat honorowy nad III Kongresem objął Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański. Kongres jest wspierany przez ENERGA w ramach realizacji Strategii CSR Grupy ENERGA. Patronat medialny nad tym wydarzeniem objęło Polskie Radio.

Szczegółowy program Kongresu, dodatkowe informacje oraz możliwość zgłoszenia swojego uczestnictwa przyjmowana jest za pośrednictwem formularza rejestracji dostępnego Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem