Reklama

Kościół

Bliżej Boga Pielgrzymowałam z góralami

Do gatunku truizmów należy stwierdzenie, że niezbywalnym elementem góralskiej tożsamości jest głęboka i otwarcie manifestowana wiara katolicka. Ceprom bardzo łatwo się ogląda nie tak dawne przecież obrazki z pożegnań św. Jana Pawła II, podczas których mieszkańcy Podhala rzewnie grają swoje tradycyjne melodie do słów bezpośrednio i bardzo konkretnie wyrażających miłość, tęsknotę i żal za Ojcem Świętym. Niejednemu z nas kręci się w oku łza, niejeden zachwyca się oryginalną barwą głosów czy ekspresją amatorskich często wykonawców. Gorzej przychodzi nam publicznie okazywać swoje przywiązanie do katolicyzmu. Religijność nie sprzedaje się łatwo w mediach, toteż nie bardzo jest w cenie we współczesnym świecie

Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 13-15

[ TEMATY ]

górale

Krzysztof Świertok

Górale wkroczyli na Jasną Górę w uroczystych strojach i zanieśli Królowej Polski „papieskie” róże

Znana z teorii kulturowych semantyka góra – dół, która porządkuje rzeczywistość pod względem wartości, i w przypadku geografii Polski ma znaczenie. Kto obserwuje wejście pielgrzymki góralskiej na Jasną Górę, może nabrać przekonania, że na południu naszego kraju łatwiej kochać Boga. Spod Gubałówki czy Babiej Góry jest przecież do Niego bliżej.

Barwne i dźwięczne widowisko, które można było 31 lipca tego roku oglądać w Alejach, jest jak „finis coronat opus” – wieńczy dzieło trudnej, wielodniowej wędrówki podejmowanej rokrocznie przez około tysiąc osób, które z urzędników, nauczycieli, lekarzy, budowlańców czy uczniów i studentów na osiem letnich dni stają się jasnogórskimi pielgrzymami. To status zupełnie odmienny od pozycji, którą zajmujemy na co dzień. Na pielgrzymce nie liczą się wykonywane obowiązki, zajmowane stanowisko, stan majątkowy, pozycja społeczna. Kto chce podjąć trudną wędrówkę, musi pożegnać się z pielęgnowanym cały rok wyobrażeniem na swój temat, z normalnie noszonym strojem czy makijażem i fryzurą, osiąganymi niemałym trudem i kosztem. Od 23 do 31 lipca wszyscy jesteśmy równi sobie – mamy przepisowe skromne ubrania, ważna staje się wygoda, a ułożenie włosów samo się zniszczy pod wpływem potu czy ulewy.

W doborowym towarzystwie

Tradycyjnie na góralską pielgrzymkę do Matki Bożej Częstochowskiej wyruszają cztery grupy. Trzy: niebieska nowotarska, żółta bachledówczańska i zielona orawska zaczynają wędrówkę 23 lipca. Czwarta, rabczańska, z białymi chustami, rusza dzień później. Razem z dziewięciorgiem częstochowian z parafii pw. św. Siostry Faustyny Dziewicy, pod wodzą weterana góralskich pielgrzymek – ks. Wojciecha, dołączam do grupy rabczańskiej. Czuję się wyróżniona. Nie każdy może wędrować w tak doborowym towarzystwie!

Reklama

W przeddzień pielgrzymki jedziemy do miejsca wymarszu, by tam zanocować. To przedsmak tego, co nas będzie czekać po drodze. Przez osiem dni nieznajomi ludzie będą otwierać przed nami swoje domy, dzielić się tym, co mają, traktować jak wyczekiwanych gości. W Rabce, zanim jeszcze podjęłam trud wędrówki, znalazłam otwartych i serdecznych gospodarzy, doświadczonych pielgrzymów, którzy wiedzą, co dla piechura jest najważniejsze. W ich domu nocuję już drugi raz. I tym razem czekało na mnie wygodne łóżko, czyściutka toaleta, znakomity posiłek i przede wszystkim przyjacielska rozmowa.

Ci, którzy chodzą w kompanii od kilku bądź kilkudziesięciu lat, na całej trasie mają „swoje” noclegi. Długo na to pracowali – odwdzięczając się modlitwą, życzeniami świątecznymi słanymi po pielgrzymce, kontaktami utrzymywanymi nie tylko okazjonalnie. Czasem, by zyskać serce gospodarzy i ich zaproszenie na przyszły rok, wystarczy nie zostawić po sobie bałaganu i uśmiechać się.

Wędrówkę rozpoczynamy 24 lipca rano, po Mszy św., na którą przychodzi, kto może – rodziny pielgrzymów, ich znajomi, koledzy z pracy. Kościół pw. św. Marii Magdaleny w Rabce huczy od głośnych śpiewów i natchnionych modlitw o szczęśliwy przebieg peregrynacji, o opiekę Matki Bożej i patronów kolejnych dni, szczególnie św. Jakuba i św. Krzysztofa, o bogate owoce podejmowanych przez nas rekolekcji w drodze. O ósmej bagaże już załadowane do ciężarówki, która będzie je wozić do miejsc noclegu, a ja przypominam sobie, że nie wzięłam żelaznego wyposażenia pielgrzyma – kubka i łyżki! Śpiwór i karimatę mam, stare wygodne buty i pelerynę przeciwdeszczową spakowałam, pocieszam się, że kubek na razie nie będzie potrzebny. Gościnni gospodarze pierwszych postojów i noclegów zadbają, by nie brakowało nam niczego. Garnuszek ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus kupię podczas odpoczynku w Kalwarii Zebrzydowskiej. Przyda się na dalsze dni wędrówki i będzie pamiątką z tego niezwykłego miejsca.

Kto podejmuje wędrówkę po raz pierwszy, dziwi się wszystkiemu – wszechobecnemu uśmiechowi i życzliwości obcych osób, które idą obok; modlitewnemu skupieniu, które osiąga się z łatwością mimo hałasu przejeżdżających obok ciężarówek; liczbie kilometrów, które przechodzi się bez większych problemów podczas spiekoty czy ulewnych deszczy. Ja idę drugi raz i wiem, na co się piszę – na wysiłek, trudności, zmęczenie, ciążenie plecaka z podręczną karimatą i wodą do picia podczas drogi, tuby, przez którą słychać głoszone konferencje, różańce, koronki i piosenki wykonywane przez grupę muzyczną, na niepewność noclegu, którego na bieżąco szukają nam kwatermistrzowie i... na niewymowne szczęście, które buduje wędrowna wspólnota ludzi oraz niezwykła jedność w ponawianej co dnia modlitwie.

Pielgrzymkowy reżim

Podczas drogi trzymam się kabelka, tak jest łatwiej zachować stałe miejsce w marszu. Przeciągnięty od pierwszej tuby po ostatnią, czwartą, nie tylko umożliwia zachowanie łączności między głośnikami, ale też zapewnia bezpieczeństwo. Niesiony przez pielgrzymów, odgradza ich od środka jezdni, pilnuje, by nikt nie wchodził na część przeznaczoną dla jadących z przeciwka samochodów (wielu kierowców trąbi z aprobatą, tylko niektórzy krzywią się na nas, powodujemy w końcu utrudnienia w ruchu). Prawo do przemieszczania się poza kolumną mają jedynie osoby funkcyjne – wyposażony we wszelkie możliwe uprawnienia przewodnik – u nas brat Krzysztof – i porządkowi. To oni kierują ruchem, zatrzymują samochody na skrzyżowaniach, dbają, byśmy się zbytnio nie rozwlekali, poganiają, gdy tempo marszu słabnie. Ubrani w pomarańczowe odblaskowe kamizelki i wyposażeni w krótkofalówki i lizaki często biegają tam i z powrotem wzdłuż idącej pielgrzymki, jakby zmęczenie wcale ich nie dotykało. Patrzymy na to z podziwem, zwłaszcza podczas pierwszych dni, kiedy droga najczęściej wiedzie pod górę i nogi jeszcze nie przyzwyczaiły się do prawie trzydziestokilometrowych dystansów, które trzeba pokonać.

Porządek dnia na pielgrzymce jest stały. Wymarsz zaczynamy wczesnym rankiem, czasem nawet o szóstej. Do tego czasu nasze bagaże muszą się znaleźć na ciężarówce, a my mamy mieć pełne żołądki i załatwione potrzeby czystości. O posiłki dbają gospodarze, którzy zgodzili się przyjąć nas na noc. Najczęściej jesteśmy zaskoczeni sytym i smacznym jedzeniem i najlepszym miejscem w domu, które dla nas szykują do spania. Odwdzięczamy się zapewnieniem o modlitwie w określonych intencjach, a także rozmową. Wielu z goszczących nas ludzi ma wielką potrzebę konfrontacji doświadczeń, nieraz chcą się najzwyczajniej podzielić z nami swoimi troskami. Pogaduszki często trwają do późnej nocy. Ofiarujemy swoją uwagę i czas, wiedząc, że jest to dziś towar najbardziej deficytowy. Krótkie noce będziemy odsypiać na postojach – koc na trawniku obok kościoła jest najlepszym miejscem wypoczynku. W żadnej innej sytuacji nie zdobędziemy się na bezkarne wylegiwanie się na ziemi w miejscu publicznym...

W pielgrzymkowe poranki, kiedy ważna jest punktualność i dyscyplina, a także uczestnictwo w modlitwie, nieobowiązkowy jest jedynie uśmiech – w regulaminie nie ma o nim mowy. Mimo to pojawia się każdego dnia u wszystkich. Towarzyszy wymienianiu uwag na temat odbytego noclegu, rachunkowi pęcherzy i odcisków, przewidywaniom na temat pogody. Łagodzi niedogodności i sprzyja nawiązywaniu kontaktów ze współuczestnikami wędrówki. Sprawia, że po kilku dniach czujemy się w grupie dobrze i prawie rodzinnie.

Niezliczone są prośby do Bożej Matki

Każdego dnia rano wyruszamy z modlitwą, po pacierzu przychodzi czas na Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Śpiewamy je „kiedy ranne wstają zorze” i jest to jeden z najprzyjemniejszych elementów wędrówki. Kto nie lubi domniemanej monotonii Godzinek i gubi się w ich kolejnych strofach, powinien spróbować pielgrzymki. Nie ma lepszego akompaniamentu do pospiesznych kroków, stawianych z rana, po przespanej nocy, i nie znajdzie się lepszego wykładu na temat roli i znaczenia Maryi w naszej wierze.

Po kolejnych postojach przychodzi czas na konferencje, które od lat głosi ks. Bartłomiej, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i Różaniec, kierowanych przez towarzyszących nam księży – Wojciecha i Pawła. Każda z dziesiątek poprzedzona jest długą listą intencji, w których się modlimy. Wcześniej piszemy je na karteczkach, nazywając wprost potrzebę lub skrywając ją pod mniej lub bardziej abstrakcyjnym hasłem. Ileż rozbitych rodzin czeka na pojednanie, ileż problemów alkoholowych otrzymuje Matka Boża do rozwiązania, ile panien szuka dobrego męża i ilu kawalerów liczy na oddaną żonę! Niezliczone są prośby o opiekę nad dziećmi, współmałżonkami, majątkiem i sprawami na miarę życia i śmierci. Wszyscy solidarnie przyłączamy się do modlitwy w wyczytywanych intencjach, w końcu sami też prosimy współpielgrzymów o pomoc w uzyskaniu Matczynego wstawiennictwa u Boga. Najważniejszą częścią naszego dnia jest Msza św. Sprawowana jest w miejscach postojów lub przed wymarszem. Dodaje nam siły i budzi nieopisane wzruszenia, integruje i przypomina o celu wędrowania – łączności z Bogiem.

Nieoceniona rola humoru

Każdego dnia końcówka drogi przeznaczona jest na zabawę i żarty. Dopiero wtedy można poznać humor szefa grupy muzycznej i rezolutność jego synka, który po raz pierwszy dzieli z nami pielgrzymi trud. Jest to też okazja, by posłuchać góralskich piosenek i przyśpiewek. Bardzo się to nam, ceprom, podoba.

Już po przybyciu na miejsca noclegów chętni mogą potańczyć na wieczorkach. Nawet kiedy mamy za sobą czterdziestokilometrowy odcinek drogi, zwykle znajduje się ich naprawdę wielu!

Z każdym kolejnym dniem czas biegnie coraz szybciej. Niedawno był pierwszy nocleg w Makowie Podhalańskim, drugiego dnia minęliśmy Kalwarię Zebrzydowską, a już za nami sanktuarium w Czernej i Płokach. Już umiemy na pamięć większość piosenek, które z zapałem śpiewamy, przechodząc przez kolejne miejscowości. Ostatni nocleg przypada w Przymiłowicach. Zanim tam dotrzemy, uczestniczymy w porannej Mszy św., odprawianej przez biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej ks. Andrzeja Przybylskiego w Leśniowie. Tu już czujemy bliskość Jasnej Góry, wszak w klasztorze mieszkają ojcowie paulini. Bp Przybylski przywita nas również w Alejach. Będzie czekał na nas obok kurii. Szczególnie ciepło uśmiechnie się do nas – wędrujących z Rabki częstochowian!

Finał

W dniu wejścia na Jasną Górę, zanim przemaszerujemy przez Aleje, mamy postój przy kościele Ojców Bernardynów. Tam nasi górale przebierają się w swoje stroje. Nieważne, że upał sięga trzydziestu stopni Celsjusza, trzeba założyć grube wełniane portki i suto haftowane serdaki! Nikt nie marudzi i na niczyjej twarzy nie widać zniecierpliwienia czy zmęczenia. Po ośmiu dniach szybkiego marszu, po piętnastu kilometrach pokonanych od świtu, tryskamy entuzjazmem. Przed nami upragniony cel wędrówki – Matka Boża na Jasnej Górze! Z każdą minutą przybywa nam sił i radości. Przed Szczytem na pielgrzymów czeka abp Marek Jędraszewski. Pozdrawia każdego z osobna, uśmiechając się i błogosławiąc. Czekają też rodziny. Bliscy przyjechali specjalnie z Rabki, Nowego Targu i innych miejsc Podhala, by powitać swoich bohaterów. Są przejęci i stęsknieni. Razem z nami będą uczestniczyć w Mszy św.

Kiedy już się znajdziemy w Bazylice Jasnogórskiej, niektórzy z nas będą płakać. Ze wzruszenia, z radości, ze szczęścia. Doszliśmy, cali, umocnieni trudem i modlitwą, odmienieni! Wcześniej zachodzimy do Kaplicy Matki Bożej. Widok Cudownego Wizerunku wzbudza prawdziwą falę emocji, wszyscy upadamy na kolana i korzymy się przed Królową. To najpiękniejszy dzień całej pielgrzymki. Wielka radość jeszcze nie pozwala myśleć, że to już koniec naszej tegorocznej wędrówki...

Podczas Eucharystii sprawowanej przez abp. Jędraszewskiego ci bardziej zmęczeni śpią na klasztornej posadzce. W kościele jest chłodno i przyjemnie. Nie przeszkadza im grana i śpiewana z mocą muzyka. Duch Święty swymi skrzydłami muska drzemiących na równi z tymi, którzy słuchają homilii głoszonej przez pasterza archidiecezji krakowskiej. Dotyk gołębich skrzydeł będziemy czuć na twarzach jeszcze wieczorem podczas Apelu. Ślady pielgrzymki w sercu wystarczą nam na cały rok.

2018-08-21 12:26

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Premiera hymnu Górali Polskich na Żywiecczyźnie i diecezji bielsko-żywieckiej

2020-02-03 07:14

[ TEMATY ]

górale

hymn

diecezja.bielsko.pl

Po raz pierwszy na Żywiecczyźnie i na terenie diecezji bielsko-żywieckiej zabrzmiał 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego, w Ujsołach hymn Górali Polskich. Uroczystą premierę w wykonaniu kapeli Fundacji Braci Golec oraz śpiewaków z oddziału Górali Żywieckich Związku Podhalan poprzedziła Msza św. w oprawie góralskiej pod przewodnictwem bp. Romana Pindla.

Opłatkowe spotkanie góralskie rozpoczęła Eucharystia koncelebrowana w kościele pw. św. Józefa Robotnika w Ujsołach – miejscowości położonej u źródeł Soły. Wśród gości byli m.in. parlamentarzyści, samorządowcy różnego szczebla z terenu pogranicza polsko-słowackiego, władze Związku Podhalan i poczty sztandarowe Związku Podhalan i innych organizacji.

W kazaniu wygłoszonym gwarą góralską ks. Wojciech Pal z bielskiej parafii w Leszczynach zachęcił do szczerości w postawie wobec Boga. „Człowiek się nieraz - jak mawiał Jegomość Tischner - wadzi z Bogiem. I dobrze. Bo lepiej mówić Bogu, co nas boli, co nie pasuje, niż sztucznie udawać, że życie bezproblemowe, i fałszywie przyklaskiwać: ej Pon Bócku, jakie to wszystko i całe pikne. Jeśli nie, to się zrobi temat tabu, a człowiek będzie nieprawdziwy przed Bogiem, zaś jego modlitwa nieszczera” – podkreślił i przypomniał, że nie warto „mieć zwady z Bogiem”.

„Nasi ojcowie dobrze to rozumieli: nie wadzili się z Bogiem, że wieje halny, że biją pioruny, że kto umiera, ale palili gromnicę. Bo nie chcieli mieć w sercu zwady z Bogiem, ale przez Maryję ufność do Boga!” – zaznaczył i wskazał na Maryję. „Ona podobnie: usłyszała, że jej serce miecz przebije. Nie wadziła się, ale słuchała, co z tym cierpieniem zrobić. I dzięki temu na końcu - na krzyżowej drodze - nie atakowała żołnierzy, bo Bóg rozświetlił Jej serce miłością i prawdą” – dodał kaznodzieja.

Duchowni koncelebrujący liturgię z biskupem składali się w większości z kapelanów górali oraz proboszczów parafii na Żywiecczyźnie. Liturgię słowa sprawowano w języku polskim i słowackim. Także intencje odczytano w gwarze góralskiej – w dwóch językach. Odbyło się ślubowanie 12 nowych członków Związku Podhalan. Ceremonię poprowadzili kapelan górali żywieckich Adam Ciapka i prezes żywieckiego oddziału ZP Tadeusz Fiedor.

Przed zakończeniem Eucharystii głos zabrał kapelan Związku Podhalan ks. prałat Władysław Zązel, który nawiązał do słów papieża Franciszka o tym, że pasterz powinien czuć zapach swoich owiec. „O to idzie, żeby pasterze czuli swe owce: współczuli, przeczuwali, wyczuwali. Takie piękne słowo, kryjące głęboką treść” – zauważył i zachęcił do twórczego podejścia do tradycji. „Sztandar sprawić jest dość łatwo, już gorzej go nosić, a co dopiero jeszcze być sztandarową postacią” – stwierdził i przypomniał, że stulecie Związku Podhalan to także okazja spojrzenia w przyszłość. „Dajze Boze, aby była świetlana” – zakończył.

Bp Pindel zwrócił z kolei uwagę, że hymn Górali Polskich zawiera odwołania do ważnych wartości. „To są wartości religijne, moralne, narodowe. Ta tradycja ma być twórcza. Dobrze się stało, że muzycy świetnie wykształceni w muzyce współczesnej wygrali ten konkurs. Życzę, żeby ta tradycja, której chcecie być wierni, was kształtowała, żeby ta tradycja była żywa, aby pomagała zachować właściwą postawę” – zachęcił.

Po liturgii odbył się specjalny koncert wypełniony kolędami w wykonaniu polskich i słowackich górali. Na koniec hymn Związku Podhalan wykonali muzycy Fundacji Braci Golec p/k Rafała Bałasia oraz śpiewacy z oddziału Górali Żywieckich Związku Podhalan.

Na napisanie hymnu Górali Polskich został ogłoszony konkurs w ubiegłym roku, z okazji 100-lecia organizacji. Wygrali go bracia Golcowie. Łukasz napisał tekst i wspólnie z Pawłem skomponowali muzykę. Po raz pierwszy na świecie zabrzmiał 5 stycznia br. w Ludźmierzu.

Związek Podhalan to najstarsza i największa organizacja górali polskich z całego świata. Ma swoje oddziały nawet poza granicami naszej ojczyzny, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie. W 2019 r. ZP świętował jubileusz 100-lecia. Program obchodów miał wiele punktów, jednym z nich była wizyta w Nowym Targu, stolicy regionu prezydenta RP Andrzeja Dudy. Kapelanem ZP był m.in. zmarły w 2000 r. ks. prof. Józef Tischner.

Hymn Związku Podhalan

tekst Łukasz Golec, muzyka Golec uOrkiestra

Wierni tradycji górale som
Wiara i męstwo to nasa broń
Dume i honor krzewimy haw
W ojcyźnie nasej strzec bedziemy góralskich prawd

Broń nos łod złego i zawse chroń
Związek Podhalan z róznyk świata stron
Nasi ojcowie za wiarom śli
Błogosław Boze nasym sprawom po syćkie dni.

Refren:
Górale syćkik świata stron
Przychodzom dzisiok przed Twój tron
Matko Bosko Ludzimiersko
Ej wstawioj sie za nami
U Boga w niebie
Gazduj nom (x2)

Świynty Janie Pawle
Błogosław nom
Tyś nasym Bacom
Stada swego chroń
Obiecujemy dzisiok i my
Zachować miłoś do ojcyzny po syćkie dni.

Ref.

Górole syćkik świata stron
Przychodzom dzisiok przed Twój tron
Matko Bosko Ludzimiersko
Ej wstawioj sie za nami
U Boga w niebie
Gazduj nom

CZYTAJ DALEJ

Kraków: Nowe fakty dotyczące matki Jana Pawła II

2020-02-17 14:04

[ TEMATY ]

Wojtyłowie

Episkopat

Znamiennego odkrycia na temat Emilii Wojtyłowej dokonała dr Milena Kindziuk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, która na cmentarzu Rakowickim w Krakowie odnalazła dwa nagrobki matki Papieża (sic!). Jeden pochodzi z roku 1929, drugi natomiast z 1934. Jak to możliwe?

- Kiedy Emilia Wojtyłowa zmarła w 1929 roku, najpierw została pochowana w grobie swoich krewnych, należącym do rodziny Kuczmierczyków na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pięć lat później natomiast w 1934 roku została ona ekshumowana i przeniesiona do nowego grobowca w wojskowej części tego samego cmentarza. Oba nagrobki zachowały się do dziś - tłumaczy dr M. Kindziuk. I dodaje: - Na podstawie akt parafialnych oraz dokumentów znajdujących się w Zarządzie Cmentarzy Komunalnych w Krakowie, udało mi się też ustalić ponad wszelką wątpliwość, że w 1934 roku ekshumowano nie tylko matkę Papieża, ale również ciała jego dziadków Marii i Feliksa Kaczorowskich oraz brata przyszłego papieża Edmunda Wojtyły. Obecnie wszyscy spoczywają razem w nowym grobowcu kupionym przez Karola Wojtyłę seniora (ojca Karola i Edmunda) po nagłej śmierci Edmunda, która nastąpiła w 1932 r.

Milena Kindziuk ustaliła też na podstawie dokumentów, że Emilia Wojtyłowa została pochowana od razu w Krakowie, a nie w Wadowicach - jak są przekonani mieszkańcy tego miasta, i jak błędnie podają biografie Jana Pawła II.

Te fakty do tej pory w ogóle nie były znane. Wiadomo było jedynie, że matka Papieża zmarła w 1929 roku i że jej grób znajduje się na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Nowe informacje dotyczące matki Papieża dr Milena Kindziuk z UKSW ustaliła przy okazji przygotowywania książkowej biografii Emilii i Karola Wojtyłów, w związku z planowanym rozpoczęciem ich procesu beatyfikacyjnego oraz ze 100-leciem urodzin św. Jana Pawła II. Książka ukaże się w kwietniu br. nakładem Wydawnictwa „Esprit” oraz „W drodze”. Znajdą się w niej także inne, nowe fakty na temat rodziców i brata Papieża.

CZYTAJ DALEJ

Dzień Myśli Braterskiej - Wychowanie bez odniesienia do Boga jest niepełne

2020-02-22 11:25

[ TEMATY ]

wychowanie

Europa

wartości

Światowe Dni Młodzieży

skauci

braterstwo

Ula Bugała

Harcerka uśmiecha się i śpiewa w kłopotach – mówi jeden z punktów Prawa Harcerskiego

Wychowanie młodego człowieka bez odniesienia do Boga i bez wiary jest wychowaniem niepełnym – przypomina w rozmowie z KAI ks. Piotr Zamaria, krajowy duszpasterz Skautów Europy w Polsce, nawiązując do Dnia Myśli Braterskiej, obchodzonego dziś przez skautów i harcerzy na całym świecie.

Dorota Abdelmoula (KAI): 22 lutego harcerze i skauci na całym świecie obchodzą Dzień Myśli Braterskiej. Jakie jest jego przesłanie.

Ks. Piotr Zamaria: Dzień Myśli Braterskiej obchodzony jest w dniu urodzin założyciela skautingu Roberta Baden-Powella i jest przypomnieniem jego metody wychowawczej. To nie jest jego święto, ani święto skautingu, ale Dzień Myśli Braterskiej, bo dla Baden-Powella najważniejsze było właśnie budowanie idei braterstwa. On widział jakie zniszczenia materialne i przede wszystkim duchowe niesie ze sobą wojna, bo był oficerem. I stworzył skauting jako pewne antidotum na wojnę, zakładając, że jeśli ludzie będą się wychowywać w odpowiedzialności, szczerości i wzajemnym braterstwie, to położy kres wojnom. Dziś rolą skautingu jest budowanie mostów i braterstwa. I skauci to robią. Dlatego 22 lutego nie jest pustym świętem, sprowadzającym się do wysłania kartki, czy SMS-a.

Ważnym elementem tego budowania mostów jest wychowanie w duchu wartości chrześcijańskich. To odpowiedź na potrzeby współczesnej Europy?

– Baden-Powell podkreślał, że wychowanie młodego człowieka bez odniesienia do Boga i bez wiary jest wychowaniem niepełnym. Dlatego wychowanie w wierze katolickiej od początku jest jednym z priorytetów Skautów Europy. Podobnie, jak praktykowanie cnót szczerości, czystości i ofiarności. Skauting był i jest drogą rozwoju i odkrywania swojego powołania, a więc swego miejsca w Kościele. To nie musi być tylko powołanie do kapłaństwa czy życia zakonnego, aczkolwiek pewna obrzędowość obecna w pedagogice Skautów Europy jest oparta na ewangelicznych ośmiu błogosławieństwach.

Czy dla młodych ludzi podążanie za wartościami chrześcijańskimi jest dziś większym wyzwaniem, niż w przeszłości?

– Myślę, że tym młodym ludziom może być dziś trudniej. Natomiast metoda skautowa jest pewnym fenomenem, ponieważ według tego modelu, to młodzi wychowują młodych: starszy brat, młodszego brata. Ci młodzi ludzie są wychowywani do służby, a formacja ma im w niej pomagać. To wynika też z przyrzeczenia, które składają: „na mój honor, z łaską Bożą przyrzekam całym życiem służyć Bogu, Kościołowi ojczyźnie i Europie chrześcijańskiej.” Formacja jest solidna, bo bez niej wywiązanie się ze służby jest niemożliwe. Dlatego wychowawcy, czyli starsi licealiści i studenci, mają stałych spowiedników, żyją na co dzień słowem Bożym, prowadzą intensywne życie sakramentalne. To nie jest skodyfikowany wymóg, ale ci ludzie wiedzą, że taka jest potrzeba, by być zdolnym do pełnienia swojej służby.

Jak w praktyce wygląda realizowanie tych wartości i budowanie chrześcijańskiej Europy?

– Przykładem są ostatnie Światowe Dni Młodzieży, w których uczestniczyło 1 600 skautów Europy z całego kontynentu. Pytani o to dlaczego przyjechali na ŚDM mówili: po to, by służyć i by posłuchać papieża. To było dla mnie bardzo budujące. Chciałbym, żeby każda młodzież miała takie priorytety. Widziałem tych młodych ludzi, którzy przez 8 godzin od północy do 8.00 rano pełnili służby porządkowe w Łagiewnikach, a później, po nieprzespanej nocy, jedli śniadanie, przebierali się w mundury i szli na wydarzenia modlitewne. Albo np. cały dzień stali na służbie, a potem przybiegali, mówiąc: mamy godzinę, bo biegniemy na Drogę Krzyżową. Nie chcieli, by cokolwiek im umknęło. W budowaniu chrześcijańskiej Europy chodzi o to, by budować chrześcijaństwo w sobie. I oni to robią. I między sobą w oparciu o tę żywą wiarę, którą żyją, budują braterstwo. Takie zresztą były zamiary twórców Unii Europejskiej.

Nie jest to zadanie pozbawione wyzwań.

– Tak, ale wierność systemowi wychowawczemu i wartościom zaproponowanym przez Baden-Powella sprawia, że zachowujemy tożsamość. Dowodem na to jest choćby fakt, że dziś Skauci Europy są w Polsce organizacją, która na przestrzeni ostatnich lat rozwija się najbardziej dynamicznie. W tej chwili jest nas 5 tys., a Polacy są trzecią co do wielkości organizacją w tej federacji.

Co do wyzwań. Dziś jest duży lęk w młodych ludziach przed odpowiedzialnością. A wychowywanie innych, to jest duża odpowiedzialność. Myślę, że to jest rzecz, z którą mierzymy się wszyscy, nie tylko w skautingu. Młodzi woleliby zawsze stać w drugim rzędzie. My uczymy ich tego by być w pierwszym szeregu. Przyjmując na siebie odpowiedzialność, człowiek staje się bardziej dorosły. Podejmując decyzje, wszystko jedno, czy one są trafne, czy mniej trafne, dorośleje. Wspólnie pokazujemy, że odpowiedzialność przynosi też bardzo piękne owoce.

***

Skauci Europy (w Polsce działający jako Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” Federacji Skautingu Europejskiego), to obok ZHP i ZHR jedna z trzech największych formacji harcerskich działających w Polsce. Strukturalnie, stanowią część międzynarodowej federacji, zrzeszającej po jednej formacji skautowej z poszczególnych krajów Europy. Organizacje zrzeszone w ramach federacji posługują się tym samym umundurowaniem i tą sama metodą pedagogiczną. W Polsce Skauci Europy zrzeszają ok. 5 tys. członków. Licząca ok. 50 tys. członków federacja działa w krajach europejskich, Rosji i Kanadzie – w sumie w 18 państwach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję