Reklama

Kościół

Bliżej Boga Pielgrzymowałam z góralami

Do gatunku truizmów należy stwierdzenie, że niezbywalnym elementem góralskiej tożsamości jest głęboka i otwarcie manifestowana wiara katolicka. Ceprom bardzo łatwo się ogląda nie tak dawne przecież obrazki z pożegnań św. Jana Pawła II, podczas których mieszkańcy Podhala rzewnie grają swoje tradycyjne melodie do słów bezpośrednio i bardzo konkretnie wyrażających miłość, tęsknotę i żal za Ojcem Świętym. Niejednemu z nas kręci się w oku łza, niejeden zachwyca się oryginalną barwą głosów czy ekspresją amatorskich często wykonawców. Gorzej przychodzi nam publicznie okazywać swoje przywiązanie do katolicyzmu. Religijność nie sprzedaje się łatwo w mediach, toteż nie bardzo jest w cenie we współczesnym świecie

Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 13-15

[ TEMATY ]

górale

Krzysztof Świertok

Górale wkroczyli na Jasną Górę w uroczystych strojach i zanieśli Królowej Polski „papieskie” róże

Górale wkroczyli na Jasną Górę
w uroczystych strojach
i zanieśli Królowej Polski
„papieskie” róże

Znana z teorii kulturowych semantyka góra – dół, która porządkuje rzeczywistość pod względem wartości, i w przypadku geografii Polski ma znaczenie. Kto obserwuje wejście pielgrzymki góralskiej na Jasną Górę, może nabrać przekonania, że na południu naszego kraju łatwiej kochać Boga. Spod Gubałówki czy Babiej Góry jest przecież do Niego bliżej.

Barwne i dźwięczne widowisko, które można było 31 lipca tego roku oglądać w Alejach, jest jak „finis coronat opus” – wieńczy dzieło trudnej, wielodniowej wędrówki podejmowanej rokrocznie przez około tysiąc osób, które z urzędników, nauczycieli, lekarzy, budowlańców czy uczniów i studentów na osiem letnich dni stają się jasnogórskimi pielgrzymami. To status zupełnie odmienny od pozycji, którą zajmujemy na co dzień. Na pielgrzymce nie liczą się wykonywane obowiązki, zajmowane stanowisko, stan majątkowy, pozycja społeczna. Kto chce podjąć trudną wędrówkę, musi pożegnać się z pielęgnowanym cały rok wyobrażeniem na swój temat, z normalnie noszonym strojem czy makijażem i fryzurą, osiąganymi niemałym trudem i kosztem. Od 23 do 31 lipca wszyscy jesteśmy równi sobie – mamy przepisowe skromne ubrania, ważna staje się wygoda, a ułożenie włosów samo się zniszczy pod wpływem potu czy ulewy.

W doborowym towarzystwie

Reklama

Tradycyjnie na góralską pielgrzymkę do Matki Bożej Częstochowskiej wyruszają cztery grupy. Trzy: niebieska nowotarska, żółta bachledówczańska i zielona orawska zaczynają wędrówkę 23 lipca. Czwarta, rabczańska, z białymi chustami, rusza dzień później. Razem z dziewięciorgiem częstochowian z parafii pw. św. Siostry Faustyny Dziewicy, pod wodzą weterana góralskich pielgrzymek – ks. Wojciecha, dołączam do grupy rabczańskiej. Czuję się wyróżniona. Nie każdy może wędrować w tak doborowym towarzystwie!

W przeddzień pielgrzymki jedziemy do miejsca wymarszu, by tam zanocować. To przedsmak tego, co nas będzie czekać po drodze. Przez osiem dni nieznajomi ludzie będą otwierać przed nami swoje domy, dzielić się tym, co mają, traktować jak wyczekiwanych gości. W Rabce, zanim jeszcze podjęłam trud wędrówki, znalazłam otwartych i serdecznych gospodarzy, doświadczonych pielgrzymów, którzy wiedzą, co dla piechura jest najważniejsze. W ich domu nocuję już drugi raz. I tym razem czekało na mnie wygodne łóżko, czyściutka toaleta, znakomity posiłek i przede wszystkim przyjacielska rozmowa.

Ci, którzy chodzą w kompanii od kilku bądź kilkudziesięciu lat, na całej trasie mają „swoje” noclegi. Długo na to pracowali – odwdzięczając się modlitwą, życzeniami świątecznymi słanymi po pielgrzymce, kontaktami utrzymywanymi nie tylko okazjonalnie. Czasem, by zyskać serce gospodarzy i ich zaproszenie na przyszły rok, wystarczy nie zostawić po sobie bałaganu i uśmiechać się.

Reklama

Wędrówkę rozpoczynamy 24 lipca rano, po Mszy św., na którą przychodzi, kto może – rodziny pielgrzymów, ich znajomi, koledzy z pracy. Kościół pw. św. Marii Magdaleny w Rabce huczy od głośnych śpiewów i natchnionych modlitw o szczęśliwy przebieg peregrynacji, o opiekę Matki Bożej i patronów kolejnych dni, szczególnie św. Jakuba i św. Krzysztofa, o bogate owoce podejmowanych przez nas rekolekcji w drodze. O ósmej bagaże już załadowane do ciężarówki, która będzie je wozić do miejsc noclegu, a ja przypominam sobie, że nie wzięłam żelaznego wyposażenia pielgrzyma – kubka i łyżki! Śpiwór i karimatę mam, stare wygodne buty i pelerynę przeciwdeszczową spakowałam, pocieszam się, że kubek na razie nie będzie potrzebny. Gościnni gospodarze pierwszych postojów i noclegów zadbają, by nie brakowało nam niczego. Garnuszek ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus kupię podczas odpoczynku w Kalwarii Zebrzydowskiej. Przyda się na dalsze dni wędrówki i będzie pamiątką z tego niezwykłego miejsca.

Kto podejmuje wędrówkę po raz pierwszy, dziwi się wszystkiemu – wszechobecnemu uśmiechowi i życzliwości obcych osób, które idą obok; modlitewnemu skupieniu, które osiąga się z łatwością mimo hałasu przejeżdżających obok ciężarówek; liczbie kilometrów, które przechodzi się bez większych problemów podczas spiekoty czy ulewnych deszczy. Ja idę drugi raz i wiem, na co się piszę – na wysiłek, trudności, zmęczenie, ciążenie plecaka z podręczną karimatą i wodą do picia podczas drogi, tuby, przez którą słychać głoszone konferencje, różańce, koronki i piosenki wykonywane przez grupę muzyczną, na niepewność noclegu, którego na bieżąco szukają nam kwatermistrzowie i... na niewymowne szczęście, które buduje wędrowna wspólnota ludzi oraz niezwykła jedność w ponawianej co dnia modlitwie.

Pielgrzymkowy reżim

Podczas drogi trzymam się kabelka, tak jest łatwiej zachować stałe miejsce w marszu. Przeciągnięty od pierwszej tuby po ostatnią, czwartą, nie tylko umożliwia zachowanie łączności między głośnikami, ale też zapewnia bezpieczeństwo. Niesiony przez pielgrzymów, odgradza ich od środka jezdni, pilnuje, by nikt nie wchodził na część przeznaczoną dla jadących z przeciwka samochodów (wielu kierowców trąbi z aprobatą, tylko niektórzy krzywią się na nas, powodujemy w końcu utrudnienia w ruchu). Prawo do przemieszczania się poza kolumną mają jedynie osoby funkcyjne – wyposażony we wszelkie możliwe uprawnienia przewodnik – u nas brat Krzysztof – i porządkowi. To oni kierują ruchem, zatrzymują samochody na skrzyżowaniach, dbają, byśmy się zbytnio nie rozwlekali, poganiają, gdy tempo marszu słabnie. Ubrani w pomarańczowe odblaskowe kamizelki i wyposażeni w krótkofalówki i lizaki często biegają tam i z powrotem wzdłuż idącej pielgrzymki, jakby zmęczenie wcale ich nie dotykało. Patrzymy na to z podziwem, zwłaszcza podczas pierwszych dni, kiedy droga najczęściej wiedzie pod górę i nogi jeszcze nie przyzwyczaiły się do prawie trzydziestokilometrowych dystansów, które trzeba pokonać.

Porządek dnia na pielgrzymce jest stały. Wymarsz zaczynamy wczesnym rankiem, czasem nawet o szóstej. Do tego czasu nasze bagaże muszą się znaleźć na ciężarówce, a my mamy mieć pełne żołądki i załatwione potrzeby czystości. O posiłki dbają gospodarze, którzy zgodzili się przyjąć nas na noc. Najczęściej jesteśmy zaskoczeni sytym i smacznym jedzeniem i najlepszym miejscem w domu, które dla nas szykują do spania. Odwdzięczamy się zapewnieniem o modlitwie w określonych intencjach, a także rozmową. Wielu z goszczących nas ludzi ma wielką potrzebę konfrontacji doświadczeń, nieraz chcą się najzwyczajniej podzielić z nami swoimi troskami. Pogaduszki często trwają do późnej nocy. Ofiarujemy swoją uwagę i czas, wiedząc, że jest to dziś towar najbardziej deficytowy. Krótkie noce będziemy odsypiać na postojach – koc na trawniku obok kościoła jest najlepszym miejscem wypoczynku. W żadnej innej sytuacji nie zdobędziemy się na bezkarne wylegiwanie się na ziemi w miejscu publicznym...

W pielgrzymkowe poranki, kiedy ważna jest punktualność i dyscyplina, a także uczestnictwo w modlitwie, nieobowiązkowy jest jedynie uśmiech – w regulaminie nie ma o nim mowy. Mimo to pojawia się każdego dnia u wszystkich. Towarzyszy wymienianiu uwag na temat odbytego noclegu, rachunkowi pęcherzy i odcisków, przewidywaniom na temat pogody. Łagodzi niedogodności i sprzyja nawiązywaniu kontaktów ze współuczestnikami wędrówki. Sprawia, że po kilku dniach czujemy się w grupie dobrze i prawie rodzinnie.

Niezliczone są prośby do Bożej Matki

Każdego dnia rano wyruszamy z modlitwą, po pacierzu przychodzi czas na Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Śpiewamy je „kiedy ranne wstają zorze” i jest to jeden z najprzyjemniejszych elementów wędrówki. Kto nie lubi domniemanej monotonii Godzinek i gubi się w ich kolejnych strofach, powinien spróbować pielgrzymki. Nie ma lepszego akompaniamentu do pospiesznych kroków, stawianych z rana, po przespanej nocy, i nie znajdzie się lepszego wykładu na temat roli i znaczenia Maryi w naszej wierze.

Po kolejnych postojach przychodzi czas na konferencje, które od lat głosi ks. Bartłomiej, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i Różaniec, kierowanych przez towarzyszących nam księży – Wojciecha i Pawła. Każda z dziesiątek poprzedzona jest długą listą intencji, w których się modlimy. Wcześniej piszemy je na karteczkach, nazywając wprost potrzebę lub skrywając ją pod mniej lub bardziej abstrakcyjnym hasłem. Ileż rozbitych rodzin czeka na pojednanie, ileż problemów alkoholowych otrzymuje Matka Boża do rozwiązania, ile panien szuka dobrego męża i ilu kawalerów liczy na oddaną żonę! Niezliczone są prośby o opiekę nad dziećmi, współmałżonkami, majątkiem i sprawami na miarę życia i śmierci. Wszyscy solidarnie przyłączamy się do modlitwy w wyczytywanych intencjach, w końcu sami też prosimy współpielgrzymów o pomoc w uzyskaniu Matczynego wstawiennictwa u Boga. Najważniejszą częścią naszego dnia jest Msza św. Sprawowana jest w miejscach postojów lub przed wymarszem. Dodaje nam siły i budzi nieopisane wzruszenia, integruje i przypomina o celu wędrowania – łączności z Bogiem.

Nieoceniona rola humoru

Każdego dnia końcówka drogi przeznaczona jest na zabawę i żarty. Dopiero wtedy można poznać humor szefa grupy muzycznej i rezolutność jego synka, który po raz pierwszy dzieli z nami pielgrzymi trud. Jest to też okazja, by posłuchać góralskich piosenek i przyśpiewek. Bardzo się to nam, ceprom, podoba.

Już po przybyciu na miejsca noclegów chętni mogą potańczyć na wieczorkach. Nawet kiedy mamy za sobą czterdziestokilometrowy odcinek drogi, zwykle znajduje się ich naprawdę wielu!

Z każdym kolejnym dniem czas biegnie coraz szybciej. Niedawno był pierwszy nocleg w Makowie Podhalańskim, drugiego dnia minęliśmy Kalwarię Zebrzydowską, a już za nami sanktuarium w Czernej i Płokach. Już umiemy na pamięć większość piosenek, które z zapałem śpiewamy, przechodząc przez kolejne miejscowości. Ostatni nocleg przypada w Przymiłowicach. Zanim tam dotrzemy, uczestniczymy w porannej Mszy św., odprawianej przez biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej ks. Andrzeja Przybylskiego w Leśniowie. Tu już czujemy bliskość Jasnej Góry, wszak w klasztorze mieszkają ojcowie paulini. Bp Przybylski przywita nas również w Alejach. Będzie czekał na nas obok kurii. Szczególnie ciepło uśmiechnie się do nas – wędrujących z Rabki częstochowian!

Finał

W dniu wejścia na Jasną Górę, zanim przemaszerujemy przez Aleje, mamy postój przy kościele Ojców Bernardynów. Tam nasi górale przebierają się w swoje stroje. Nieważne, że upał sięga trzydziestu stopni Celsjusza, trzeba założyć grube wełniane portki i suto haftowane serdaki! Nikt nie marudzi i na niczyjej twarzy nie widać zniecierpliwienia czy zmęczenia. Po ośmiu dniach szybkiego marszu, po piętnastu kilometrach pokonanych od świtu, tryskamy entuzjazmem. Przed nami upragniony cel wędrówki – Matka Boża na Jasnej Górze! Z każdą minutą przybywa nam sił i radości. Przed Szczytem na pielgrzymów czeka abp Marek Jędraszewski. Pozdrawia każdego z osobna, uśmiechając się i błogosławiąc. Czekają też rodziny. Bliscy przyjechali specjalnie z Rabki, Nowego Targu i innych miejsc Podhala, by powitać swoich bohaterów. Są przejęci i stęsknieni. Razem z nami będą uczestniczyć w Mszy św.

Kiedy już się znajdziemy w Bazylice Jasnogórskiej, niektórzy z nas będą płakać. Ze wzruszenia, z radości, ze szczęścia. Doszliśmy, cali, umocnieni trudem i modlitwą, odmienieni! Wcześniej zachodzimy do Kaplicy Matki Bożej. Widok Cudownego Wizerunku wzbudza prawdziwą falę emocji, wszyscy upadamy na kolana i korzymy się przed Królową. To najpiękniejszy dzień całej pielgrzymki. Wielka radość jeszcze nie pozwala myśleć, że to już koniec naszej tegorocznej wędrówki...

Podczas Eucharystii sprawowanej przez abp. Jędraszewskiego ci bardziej zmęczeni śpią na klasztornej posadzce. W kościele jest chłodno i przyjemnie. Nie przeszkadza im grana i śpiewana z mocą muzyka. Duch Święty swymi skrzydłami muska drzemiących na równi z tymi, którzy słuchają homilii głoszonej przez pasterza archidiecezji krakowskiej. Dotyk gołębich skrzydeł będziemy czuć na twarzach jeszcze wieczorem podczas Apelu. Ślady pielgrzymki w sercu wystarczą nam na cały rok.

2018-08-21 12:26

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowy Targ: mieszkańcy odmówili Różaniec na Rynku i przeprosili za zniewagi podczas strajku kobiet

2020-11-19 19:35

[ TEMATY ]

różaniec

górale

Nowy Targ

Karol Porwich/Niedziela

Około 150 osób odmówiło 19 listopada wieczorem modlitwę różańcową na nowotarskim Rynku w intencji wynagradzającej za zniewagi wobec Pana Boga i Kościoła w czasie strajku kobiet. Modlitwie nie towarzyszyły żadne kontrowersje, a porządku w centrum stolicy Podhala strzegli funkcjonariusze policji.

Mieszkańcy Nowego Targu na modlitwie różańcowej zgromadzili się przy odnowionej kapliczce św. Jana Kantego, która stoi na Rynku w stolicy Podhala. Niemal każdy miał w ręku różaniec, niektórzy także trzymali zapalone świece.

- Nie czujemy się wyparci z przestrzeni publicznej, a wieczorna modlitwa była w intencji wynagradzającej za zniewagi wobec Pana Boga i Kościoła w czasie strajku kobiet, który także tutaj miał miejsce - mówi KAI Marek Silczuk, lekarz stomatolog związany ze Środowiskiem Tradycji Chrześcijańskiej w Nowym Targu.

Na nowotarskim Rynku zgromadziło się około 150 osób, wśród nich byli rodzice z dziećmi. Modlitwa przebiegała bez żadnych przeszkód, na płycie Rynku porządku strzegło kilku funkcjonariuszy z Komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu.

Mieszkańcy miasta modlili się wieczorem przy sprzyjających warunkach atmosferycznych. Płyta Rynku ozdobiona jest chryzantemami, a Ratusz oświetlony. Przy tablicy pamiątkowej poświęconej św. Janowi Pawłowi II palą znicze i są złożone świeże wiązanki kwiatów.

Członkowie Tradycji Chrześcijańskiej w Nowym Targu nie wykluczają, że różaniec na płycie nowotarskiego Rynku będą odmawiać raz w miesiącu, podobnie jak odmawiają różaniec górale w Zakopanem.

CZYTAJ DALEJ

„Ręce precz od Jana Pawła II”. Ważne słowa kard. Ruiniego w obronie Papieża

2020-11-20 15:18

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Il Foglio

„Kto kwestionuje świętość Karola Wojtyły, a jest wśród nich również garstka katolików, nie wie co mówi”. Kardynał Ruini nie ma wątpliwości, że poddawanie w wątpliwość świętość papieża nie ma żadnego uzasadnienia, a był jednym z najbliższych współpracowników Jana Pawła II.

Od 1991 do 2008 r. sprawował funkcje wikariusza papieskiego dla diecezji rzymskiej, przez wiele lat przewodniczył Episkopatowi Włoch, przez niemal 30 lat uważany był za jedną z najbardziej wpływowych postaci Kościoła we Włoszech. Mimo, że skończył 89 lat pozostał niezwykle przenikliwym obserwatorem życia kościelnego i politycznego we Włoszech i na świecie. W najnowszym numerze „Il Foglio”, opiniotwórczej, włoskiej gazety, ukazał się wywiad z purpuratem, który ma być odpowiedzią kard. Ruiniego na ataki skierowane przeciwko Janowi Pawłowi II.

Na początku wywiadu Matteo Matzuzzi, watykanista „Il Foglio”, prosił kardynała o skomentowanie artykułu w „New York Times”, w którym utrzymuje się opinię, że Jan Paweł II został świętym zbyt pochopnie. W odpowiedzi kard. Ruini wspomniał moment śmierci Papieża i jego pogrzeb, który według niego był „apogeum Kościoła katolickiego, w którym trudno nie dostrzec ręki Boga”, oraz okrzyki ludzi „Santo Subito” (Święty zaraz).

Wyjawił również, że po pogrzebie kard. Tomko podjął inicjatywę zbierania podpisów kardynałów, którzy zamierzali prosić przyszłego papieża o zwolnienie z pięcioletniego okresu oczekiwania przed rozpoczęciem procesu beatyfikacji. „Podpisy złożyło ponad osiemdziesięciu kardynałów, a Tomko wręczył mi petycję jako kardynałowi wikariuszowi (procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne papieży odbywają się w diecezji rzymskiej, której papieże są biskupami – przyp. W.R.)”. – wspom kard. Ruini i doda: „Na pierwszej audiencji, której udzielił mi Benedykt XVI, przedstawiłem mu ją i nowy papież natychmiast się zgodził. Co do reszty, proces beatyfikacyjny, a następnie kanonizacyjny, przebiegał z absolutną regularnością, z zachowaniem wszelkich norm”.

Kardynał wyjaśnił fakt, że szybkość procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych zależy w dużej mierze od uznania cudów wymaganych przepisami, a w przypadku Jana Pawła II cuda były: „I to jakie cuda!” Poza tym kard. Ruini podkreślił fakt szeroko rozpowszechnionego, światowego kultu św. Jana Pawła II, również przy jego grobie w bazylice św. Piotra.

Dziennikarz poprosił purpurata, by odpowiedział tym wszystkim, którzy kwestionują „świętość” Jana Pawła II. „Będąc w bliskim kontakcie z Janem Pawłem II przez prawie dwadzieścia lat stopniowo nabrałem przekonania, że mam do czynienia z wielkim świętym, ale także z wielkim człowiekiem. Intensywność jego modlitwy uderzyła mnie od samego początku - natychmiast i całkowicie pogrążał się w modlitwie, gdy tylko pozwalały mu na okoliczności, i nic, co się wokół niego działo, nie rozpraszało go”.

Drugim „elementem” świętości papieża, była niezwykła zdolność przebaczania. „Często musiałem sygnalizować mu krytyki, nawet bardzo zdecydowane, linie jego pontyfikatu i jego samego. Papież reagował próbując przede wszystkim zrozumieć je i do pewnego stopnia uzasadniać te sprzeciwy. Nigdy nie brał pod uwagę hipotezy odwetu”. Następnie włoski purpurat wspomniał rys osobowości Papieża, o którym rzadko się mówi: „Jan Paweł II był całkowicie oderwany od dóbr ziemskich, a o jego osobiste rzeczy dbali inni z miłości do niego. Natomiast sam bardzo chętnie pomagał biednym, począwszy od ‘głodnych ludów’, na przykład mieszkańców Sahelu” (Jan Paweł II utworzył 22 lutego 1984 r. Fundację dla Sahelu, której celem było niesienie pomocy mieszkańcom tej części Afryki, szczególnie zagrożonej suszą – przep. W.R.).

W podsumowaniu wypowiedzi o świętości Jana Pawła II kard. Ruini wypowiedział zdecydowane słowa: „Kto kwestionuje jego świętość, jest zaślepiony uprzedzeniami i nie wie, co mówi. Szczególnie przykro, gdy takie stanowisko zajmują katolicy”.

Druga część wywiadu poświęcona jest spekulacjom wokół opublikowanego ostatnio Raportu dotyczącego McCarricka. Dziennikarz zapytał kardynała, czy słuszne są zarzuty, że Papież w sposób zbyt powierzchowny traktował kierowanie Kurią rzymską i nominacje biskupie. W odpowiedzi Ruini wyjaśnił, że „Jan Paweł II starannie wybierał swoich najbliższych współpracowników i darzył ich wielkim zaufaniem, nie był kimś, kto chciał skupiać władzę w swoich rękach. (...) Jednocześnie miał bardzo duże poczucie własnej odpowiedzialności i misji, która obejmowała również wymiar rządów.

Gdy przychodziło do podjęcia ważnych decyzji, jakimi z pewnością są nominacje biskupów, zwłaszcza ważnych diecezji, przeznaczał na to więcej czasu i poświęcał ten czas na modlitwę i refleksję. Nie będę wchodził w kwestię nominacji McCarricka, ponieważ jej nie znam i nie brałem w niej udziału, ponieważ wykraczało to poza moje obowiązki dotyczące diecezji rzymskiej i Kościoła włoskiego.

Mogę jednak powiedzieć, że zarzucanie Janowi Pawłowi II powierzchowności jest fałszywe i głęboko niesprawiedliwe - nic w jego sposobie bycia i działania nie było powierzchowne”.

W wywiadzie poruszono również sprawę roli kard. Stanisława Dziwisza, osobistego sekretarza Jana Pawła II, któremu wiele osób zarzuca, że miał zbyt duży wpływ na decyzje papieża, począwszy od decyzji o mianowaniu McCarricka arcybiskupem Waszyngtonu. Purpurat podkreślił, że „don Stanislao”, bo tak go wszyscy nazywali w Watykanie, który „jest prawdziwym kapłanem, całkowicie oddanym swojej posłudze”, „był całkowicie wierny Janowi Pawłowi II”, dlatego „papież bardzo mu ufał, uważając go nie bez powodu za cenną i zawsze lojalną pomoc”.

Kardynał Ruini przytoczył epizod, który miał miejsce w styczniu 2005 r., w którym papież stanowczo sprzeciwił się „don Stanislao”. „Wpływ ks. Stanisława, nawet w ostatnim okresie pontyfikatu Jana Pawła II, nie był w stanie odwrócić ról - tym, który decydował, był papież, a i sam „don Stanislao” nigdy nie chciał, żeby było inaczej”.

Kardynał Ruini odrzuca też tezę, że Jan Paweł II był „onieśmielony” ekspansywnością i silną pozycją McCarricka. „Myślenie, że McCarrick, a nawet ludzie znacznie ważniejsi od niego, mogliby zastraszyć Jana Pawła II, jest po prostu śmieszne. Jego zdanie wypowiedziane na początku pontyfikatu ‘Nie lękajcie się’ pozostało sławne, a Jan Paweł II osobiście nie bał się nikogo na świecie. W wielu okolicznościach mogłem zobaczyć, że odwaga, zarówno fizyczna, jak i moralna, była w nim czymś naturalnym.

Brak lęku i zastraszenia szedł w parze z wielką uwagą i szacunkiem dla każdego, również dla osób najskromniejszych, a tym bardziej dla biskupów - dlatego Jan Paweł II z wielką roztropnością przyjmował oskarżenia przeciwko ludziom”.

W obecnych dyskusjach o misji Jana Pawła II i jego świętości, w których zabierają głos ludzie, którzy nie znali i nie mieli nic wspólnego z papieżem, warto wsłuchać się w głos prawdziwych świadków jego działalności i życia, a takim jest niewątpliwie kard. Camillo Ruini.

CZYTAJ DALEJ

Kraków: rekolekcje adwentowe „Weźże się ogarnij”

2020-11-28 12:49

[ TEMATY ]

rekolekcje

Kraków

adwent

Adwent2020

Adober Stock

Duszpasterstwo Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej zaprasza do udziału w rekolekcjach adwentowych on-line. Przewodzić im będzie hasło „Weźże się ogarnij”.

„Zapraszamy do wspólnego ogarnięcia się na przyjście Jezusa - po tym roku jest co ogarniać” - podkreślają organizatorzy. Uczestnicy wydarzenia będą otrzymywać materiały formacyjne, które pomogą przygotować się do świąt Bożego Narodzenia. „Mijający rok mógł w naszym życiu wiele zmienić, więc tym bardziej trzeba się ogarnąć!” - apeluje Duszpasterstwo Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej.

Materiały zostały przygotowane tak, by można było jak najbardziej albo i całkowicie odejść od mediów społecznościowych i przeżyć czas oczekiwania na Boże Narodzenie „w skupieniu, tworząc Jezusowi przestrzeń na przyjście do nas z pokojem i radością”.

- Rzucamy adwentowe wyzwanie na najbliższe 4 tygodnie. Ogarnij cele, przestrzeń, czas i relacje, by Jezus mógł przyjść z mocą do twojego życia - zachęcają kapłani związani z krakowskim duszpasterstwem młodzieży, ks. Sebastian Kowalczyk i ks. Marcin Filar.

W planie wydarzenie w każdą niedzielę adwentu przewidziano udział we Mszy św. w swoim kościele parafialnym oraz konferencja, którą wygłoszą duchowni opiekujący się Duszpasterstwem Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej. Oprócz tego zaplanowano także adwentowy planner, spotkanie on-line z innymi uczestnikami rekolekcji, codziennie rozważanie słowa Bożego oraz przygotowano specjalne materiały dla katechetów i animatorów wspólnot.

Aby wziąć udział w rekolekcjach należy wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie www.bit.ly/wezzesieogarnij. „Konferencje będą dostępne w YouTube i Spotify, a pozostałe materiały będziecie dostawać mailem (najlepiej do wydruku), aby ograniczyć czas spędzany przy komputerze, którego i tak jest dużo” - wyjaśniono.

Rekolekcje zaprojektowane są tak, aby każdy mógł przeżywać je w swoim rytmie, dlatego nie jest wymagane do tego używania mediów społecznościowych. „Jeśli jednak chcesz być na bieżąco także na FB i instagramie, polub nasze profile: @mlodzi.diecezja” - dopowiadają organizatorzy.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję