Reklama

Mama przychodzi do domów

2018-08-21 12:26

Andrzej Warszawski
Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 28-29

Archiwum
10 września br. do Polski przyjadą Heroldowie Ewangelii. To oni w ramach swojej ewangelizacji powołali Apostolat Maryi Królowej Trzeciego Tysiąclecia

Idzie tam, gdzie jest potrzebna. Niesie miłość i dobro. Pomogła setkom rodzin i będzie pomagać nadal. Polska jest 54. krajem na świecie, do którego z Brazylii przywieziono ikony w kształcie kapliczek z Matką Bożą Fatimską

Do niedawna Apostolat Maryi Królowej Trzeciego Tysiąclecia był w Polsce niezbyt znany i działał niejako oddolnie. Mimo to już ponad 650 rodzin w naszym kraju jest zaangażowanych w Apostolat, który przywędrował do nas aż z Brazylii. A ponieważ wspólnota jest już w Radzie Ruchów Katolickich, należy sądzić, że coraz więcej wiernych wejdzie do Apostolatu. Jedną z osób, które od początku propagowały i obecnie wprowadzają Apostolat do Polski, jest Maria Stachurska. Reżyserka, krewna Stanisławy Leszczyńskiej – położnej z Birkenau, prywatnie mama Anny Lewandowskiej, pół roku temu została krajowym koordynatorem Apostolatu. I od lat przyjmuje w swoim domu ikonę z Matką Bożą Fatimską. Dlaczego?

– Maryja towarzyszy mi przez całe życie. I to od mojego poczęcia – mówi „Niedzieli” pani Maria i opowiada o swojej mamie, której przyśniło się, że urodzi córkę i nada jej imię Maria. Wspomina również swą babcię, która zdobyła obrazek z Matką Bożą Częstochowską i pilnowała, by mała Marysia zawsze w maju przynosiła swojej Patronce świeże kwiaty.

Pani Maria drżącym głosem opowiada o swym dorosłym życiu. Ilość łask, które otrzymała od Pana Boga za wstawiennictwem Maryi, jest tak wielka, że wyszłaby ze wspomnień solidna książka.

Reklama

– Jednym słowem, zaangażowałam się w Apostolat Maryi Królowej Trzeciego Tysiąclecia z mocnym osobistym doświadczeniem Jej działania w moim życiu. Wcześniej jednak byłam promotorem Bractwa Niepokalanego Poczęcia i prowadziłam Maryjną Wspólnotę w parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. I to tam powiedziano mi, że do Polski przyjeżdża ikona w kształcie kapliczki z Maryją. Kiedy zapytano, czy chcemy Ją przyjąć, nie wahałam się ani chwili – wspomina pani Maria. – Nasza wspólnota przyjęła ikonę Maryi z rąk Heroldów Ewangelii 9 maja 2009 r. w parafii Najświętszego Zbawiciela. Od tamtej pory do mojego domu i domów osób z naszej wspólnoty przychodzi Maryja. Przyjmujemy Ją jak Mamę, której możemy powierzyć wszystkie nasze radości i troski.

Odpowiedź na papieskie wezwanie

Heroldowie Ewangelii, którzy w ramach swojej ewangelizacji powołali Apostolat Maryi Królowej Trzeciego Tysiąclecia, to międzynarodowe stowarzyszenie wiernych działające na prawach papieskich. Wspólnota zawiązała się w Brazylii i tam znajduje się jej główna siedziba. Tworzą ją księża oraz bracia i siostry zakonne, również tercjarze oraz osoby świeckie. Żyją według duchowości św. Ludwika Marii Grignion de Montfort i odpowiadają swym życiem na prośby Matki Bożej w Fatimie. W ramach Apostolatu jest tam 22 tys. wspólnot przyjmujących ikonę Niepokalanego Serca Maryi. Obecnie Heroldowie działają w 78 krajach.

W Polsce opiekunem duchowym Apostolatu jest ks. kan. Andrzej Juńczyk, proboszcz i kustosz podwarszawskiego sanktuarium Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych.

Ks. Andrzej tłumaczy, że inicjatywa Heroldów jest odpowiedzią na wezwanie św. Jana Pawła II do nowej ewangelizacji „poprzez wstawiennictwo Niepokalanego Serca Maryi”. – Apostolat buduje świadomość potrzeby modlitwy za Kościół, Ojca Świętego, biskupa miejsca i proboszcza parafii oraz za ludzi, wśród których żyjemy – mówi kapłan. – Przede wszystkim jednak wzmacnia więzi rodzin z Matką Bożą. Można więc powiedzieć, że jest to głównie apostolat rodzin w ramach nowej ewangelizacji – wyjaśnia. – Jest to bardzo potrzebne w dzisiejszych czasach, gdy rodzina jest tak mocno atakowana i rozbijana.

Najbardziej widocznym znakiem Apostolatu są ikony w kształcie kapliczek. Są to niewielkie domki ze spadzistym dachem z wizerunkiem Niepokalanego Serca Maryi.

Więcej miłości w rodzinie

Apostolat w każdym kraju składa się ze wspólnot. Jedna wspólnota to 31 rodzin, które codziennie przyjmują Maryję. Każda rodzina ma przyporządkowany konkretny dzień w miesiącu, w czasie którego ikona Maryi ją odwiedza. Na czele każdej wspólnoty stoi koordynator, który pilnuje ikony, zbiera raporty z jej peregrynacji, czuwa i odnotowuje, jakie wydarzenia towarzyszą wędrówce Maryi. Na koniec każdego roku koordynator wspólnoty składa raport koordynatorowi krajowemu. A ten (w Polsce to Maria Stachurska) bezpośrednio przekazuje wszystkie informacje Heroldom Ewangelii w Rzymie. W Polsce istnieją 22 wspólnoty działające w 4 diecezjach.

Maria Stachurska jest również koordynatorem Wspólnoty nr 7 i gości Maryję 31. dnia każdego miesiąca. Ikonę przywozi jej ks. Andrzej, którego Matka Boża odwiedza dzień wcześniej, czyli 30. dnia miesiąca.

– Ale jeśli miesiąc ma 30 dni, to nie wiozę kapliczki do domu pani Marii, lecz do pani Małgorzaty, która przyjmuje ją zawsze w pierwszym dniu miesiąca – opowiada ks. Andrzej. – Koordynator grupy, który ma pieczę nad peregrynacją, przyjmuje Maryję co drugi miesiąc – dodaje kapłan.

Ikona Wspólnoty nr 2 peregrynuje po parafii Matki Bożej Bolesnej w Mierzynie w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Tam wystarczył tydzień, aby zorganizowała się grupa 31 rodzin gotowych przyjmować Maryję w swoich domach i mieszkaniach.

Grupę utworzyli głównie ludzie młodzi, ale są też osoby starsze i samotne. Najstarszy członek tej wspólnoty ma dzisiaj 76 lat i jest wdowcem.

– Jesteśmy zaprzyjaźnieni. Nie ma problemu, aby ktoś drugiemu pomógł. I dotyczy to nie tylko spraw związanych z Apostolatem – mówi Marzena Żurawska, która ikonę przyjmuje każdego 14. dnia miesiąca. Dla pani Marzeny jest to dzień wyjątkowy, wtedy upływa bowiem kolejna miesięcznica sakramentu małżeństwa, który zawarła 34 lata temu.

Do Mierzyna ikonę przywiózł ks. Maciej Bagdziński w 2012 r. Dwa lata wcześniej umarła mama p. Żurawskiej. – Kiedy ks. Maciej zaproponował mi koordynowanie wspólnoty Apostolatu, odebrałam to jako dar Pana Boga. Straciłam mamę na ziemi, ale mogłam zaopiekować się Mamą z Nieba – mówi. – Wszystko, co działo się później, było dla mnie ważną nauką. Przede wszystkim nauczyłam się, aby nie przywiązywać się do tego, co jest na ziemi – podkreśla.

Pani Żurawska przynosi ikonę z kościoła po wieczornej Mszy św. Stawia wizerunek Maryi na honorowym miejscu, zaczyna się modlić, czyta Pismo Święte. Tego dnia nie ogląda telewizji. Jeśli w domu jest mąż, który pracuje jako kierowca, modlą się razem. A gdy z wizytą wpadną dorosłe już dzieci, także dołączają do rodziców. – Odkąd Maryja przychodzi do domu, jest między nami więcej miłości – podkreśla pani Marzena.

Wiadomo, Kto interweniował

Maryja chroni swoich czcicieli. Kiedy syn w jednej z rodzin tworzących grupę w Mierzynie miał wypadek, zmieniono kolejność peregrynacji. Maryja przyszła właśnie do tej rodziny, i mimo że sytuacja była bardzo poważna, wspólna modlitwa pomogła w ocaleniu życia chłopaka.

Dwa lata temu na nowotwór zachorowała Marzena Żurawska i również doznała nadzwyczajnej opieki Matki Bożej. – Maryja pomogła mi przejść ten trudny czas – mówi.

Wspólnota Marii Stachurskiej również doświadcza wsparcia Matki. W jednej z rodzin mąż odrzucał ikonę i na początku nie chciał się wspólnie modlić. To wyłącznie żona przynosiła ikonę do domu. Jednak Maryja dyskretnie działała. Dzisiaj to mąż przywozi Maryję i się modli. Jedno z małżeństw przez długi czas nie miało potomstwa. Dzięki wstawiennictwu Maryi obecnie mają czwórkę pociech. Są też historie miłosne za przyczyną Maryi: dwójka młodych ludzi poznała się na spotkaniu wspólnoty. Zakochali się w sobie i wzięli ślub przy ikonie Maryi, a obecnie są szczęśliwą rodziną z trójką dzieci.

Promieniowanie

Halina Szustak z Legnicy od dawna obserwuje rozwój Apostolatu. – Wśród osób, które przyjmują ikonę, widać, jak wzrasta ich wiara, jak jednoczą się rodziny i jak umacniają się więzi międzysąsiedzkie. A nawet jak do wspólnej modlitwy dołączają osoby wcześniej niewierzące – opowiada nam pani Halina, która w 2007 r. pojechała do Rzymu i sama przywiozła ikonę, a potem w swojej parafii próbowała utworzyć grupę – niestety, bez powodzenia. – Zaczęłam więc jeździć do innych parafii z Maryją. I to właśnie w Wyszkowie zostawiłam ikonę – opowiada nam p. Halina, która od tamtej pory raz w roku, zawsze w sierpniu, odwiedza wyszkowską grupę. – Moje doświadczenie pokazuje, że najpierw w porozumieniu z proboszczem należy zorganizować grupę, a następnie dopiero sprowadzić ikonę – mówi. A Maria Stachurska dodaje: – Ustalenie wszystkiego z proboszczem jest kluczowe, bo członkowie Apostolatu mają obowiązek modlić się za swojego proboszcza i służyć mu pomocą.

10 września br. do Polski przyjadą Heroldowie Ewangelii z figurą Matki Bożej Fatimskiej podarowaną im przez św. Jana Pawła II. Chcą odwiedzić parafie chętne ich przyjąć, szpitale, więzienia, szkoły, osoby samotne, chore. Tych wszystkich, którzy pragną spotkania i modlitwy.

Wszystkich, którzy pragną przyjąć Maryję w znaku ikony czy też zaprosić Heroldów Ewangelii do swoich parafii, szpitali, szkół itp., zachęcamy do kontaktu mailowego:heroldowie.ewangelii@gmail.com lub do kontaktu z sanktuarium Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych w Lewiczynie.

Tagi:
Matka Boża

Franciszek: Maryja jest kobietą, uczennicą i metyską

2019-12-13 09:44

kg (KAI) / Watykan

Maryja jest kobietą, uczennicą i metyską, ale też jako Pani z Guadalupe Matką i Królową ludu Ameryki Łacińskiej, jak również całego Kościoła – przypomniał Franciszek w kazaniu podczas Mszy św., której przewodniczył w bazylice św. Piotra w Watykanie 12 grudnia, w uroczystość Matki Bożej z Guadalupe. Koncelebrowali ją wraz z nim liczni kardynałowie, biskupi i księża, głównie z Ameryki Łacińskiej, w tym dwaj kardynałowie kurialni: Marc Ouellet - prefekt Kongregacji ds. Biskupów i przewodniczący działającej w jej ramach Papieskiej Komisji dla Ameryki ŁŁacińskiej i Leonardo Sandri - prefekt Kongregacji Kościołów Wschodnich.

Grzegorz Gałązka

Liturgia była sprawowana niemal w całości po hiszpańsku, z wyjątkiem pierwszego czytania - z Listu św. Pawła do Galatów - które wygłoszono po portugalsku, psalmu responsoryjnego - po włosku i aklamacji "Alleluja" - po łacinie. Oprawę muzyczną zapewniły chór Kapeli Sykstyńskiej oraz zespoły wokalno-muzyczne rzymskich uczelni - Kolegium Latynoamerykańskiego i "Mater Ecclesia".

W krótkim improwizowanym kazaniu Ojciec Święty podkreślił na wstępie, że dzisiejsza uroczystość, przygotowane na nią teksty liturgiczne i wystawiony przy ołtarzu obraz Matki Bożej z Guadalupe nasunęły mu trzy dotyczące Jej określenia: pani-kobieta, matka i metyska.

"Maryja jest kobietą i panią, jak mówi Nican mopohua [dokument z połowy XVII, dotyczący objawienia guadalupańskiego - KAI]. Ukazała się jako kobieta i ukazuje się z innym jeszcze orędziem, to znaczy jest kobietą, panią i uczennicą" – tłumaczył kaznodzieja. Zwrócił uwagę, że św. Ignacy Loyola lubił nazywać Ją Naszą Panią i "tak jest rzeczywiście, nie próbuje być kimś innym, ale jest kobietą i uczennicą".

W ciągu wieków pobożność ludowa zawsze próbowała Ją wielbić nowymi tytułami: synowskimi i wynikającymi z miłości ludu bożego, które jednak w żadnym wypadku nie odbierały Jej tego bycia kobietą-uczennicą – zaznaczył Ojciec Święty. Dodał, że św. Bernard z Clairvaux uważał, iż gdy mówimy o Maryi, nigdy nie jest dość wielbienia Jej, nadawania Jej tytułów pełnych chwały, nie ujmujących Jej jednak bycia pokorną uczennicą. Wierna swemu Nauczycielowi, który jest Jej Synem, jedynym Odkupicielem, nigdy nie chciała dla siebie czegokolwiek od swego Syna. "Nigdy nie przedstawiała się jako współodkupicielka, nigdy, była tylko uczennicą" – podkreślił mówca.

Zauważył, że pewien Ojciec Święty powiedział na tej podstawie, że bycie uczniem jest godniejsze niż macierzyństwo. Teologowie się spierają, ale Ona jest uczennicą, nigdy nie "ukradła" dla siebie czegokolwiek od swego Syna, służyła Mu, bo jest matką, daje życie w pełni czasów, jak usłyszeliśmy o tym Synu, zrodzonym z kobiety – dodał z mocą Franciszek.

Zwrócił następnie uwagę, że Maryja jest Matką naszych narodów, nas wszystkich, Kościoła, ale jest również wizerunkiem Kościoła. I jest matką naszych serc, naszej duszy. Pewien papież powiedział, że to, co mówi się o Maryi, można też powiedzieć na swój sposób o Kościele i o naszej duszy, Kościół bowiem jest kobiecy a nasza dusza ma tę zdolność przyjmowania od Boga łaski i w pewnym sensie Ojcowie Kościoła postrzegali ją na sposób kobiecy. Nie możemy myśleć o Kościele bez tej maryjnej zasady, która się na niego rozciąga – zauważył papież.

Jego zdaniem, gdy szukamy roli i miejsca kobiety w Kościele, możemy iść drogą funkcjonalności, jako że kobieta pełni funkcje, które pełni w Kościele. Ale nie powinno to nas zatrzymywać w połowie drogi – dodał. Podkreślił, że w Kościele idzie ona dalej, zgodnie z tą zasadą maryjną, która niejako "umatczynia" Kościół i przeobraża go w Świętą Matkę Kościół.

Zasadniczymi tytułami Maryi są kobieta i matka i nawet Jej wezwania z Litanii Loretańskiej pochodzą od zakochanych dzieci, które opiewają Ją jako matkę, nie naruszając jednak istoty bycia Maryi jako kobiety i matki – tłumaczył dalej papież.

Trzecim określeniem jest, według niego, metyska, Patrząc na obraz Pani z Guadalupe, widać, że chce Ona uczynić z nas metysów, a więc wymieszać. Ona sama się wymieszała, aby być Matką wszystkich, wymieszała się z ludzkością, gdyż wymieszała się z Bogiem, prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem w Jego Synu.

Na zakończenie swych rozważań Franciszek przestrzegł przed uleganiem żądaniom ogłoszenia takiego czy innego dogmatu, nazywając to "głupotami". I dodał: "Maryja jest kobietą, jest Naszą Panią, jest Matką swego Syna i Świętej Matki Kościoła hierarchicznego, jest metyską, matką naszych narodów, ale która zmieszała się z Bogiem". "Niech mówi do nas tak, jak przemawiała do Jana Diego, wychodząc od tych trzech tytułów: czułości, kobiecego ciepła i z bliskości zmieszania" – zakończył kazanie Ojciec Święty.

Następnie trzy rodziny - z Filipin, Ekwadoru i Kolumbii - złożyły na ołtarzu dary ofiarne i rozpoczęła się główna część liturgii. Po komunii papieżowi podziękował – w imieniu narodów Ameryki Łacińskiej i całego Kościoła – kard. Marc Ouellet. Życzył jednocześnie Franciszkowi z okazji przypadającej jutro 50. rocznicy jego święceń kapłańskich obfitych łask Bożych, zapewniając go jednocześnie o stałych modlitwach w jego intencji. Podkreślił, że "Twoje kapłaństwo jest darem dla Ciebie i podarkiem dla całego Kościoła".

Po końcowym błogosławieństwie Ojciec Święty pomodlił się chwilę przed wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe, po czym przy śpiewie hymnu ku Jej czci "La Guadalupana" opuścił procesjonalnie bazylikę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem