Reklama

Konsulaty honorowe w Szczecinie

2018-08-28 12:10

Rozmawia Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 35/2018, str. VII

Leszek Wątróbski
Wizyta papieża Franciszka w Bośni i Hercegowinie (6 lipca 2015)

Z dr Julią Sienkiewicz – honorowym konsulem Bośni i Hercegowiny w Szczecinie – rozmawia Leszek Wątróbski

Leszek Wątróbski: – Konsulat honorowy został zarejestrowany w listopadzie 2016 r.…

Dr Julia Sienkiewicz: – Dokładnie 21 listopada. W Polsce działają jeszcze dwa inne konsulatu honorowe Bośni i Hercegowiny – w Poznaniu i Białymstoku. Ponieważ nie ma w północnej części Polski obywateli tego kraju, dlatego chciałabym się, w swojej działalności jako konsul honorowy, skupić na promocji Bośni i Hercegowiny oraz na złamaniu stereotypów myślowych dotyczących tego państwa, tak aby obywatele polski zaczęli go zupełnie inaczej postrzegać. Wówczas relacje Polsko-Bośniacko-Hercegowińskie (gospodarcze, turystyczne, kulturalne, społeczne) nabiorą właściwego tempa i intensywności.

– Skąd wzięło się Pani zainteresowanie Bośnią i Hercegowiną?

– Od zawsze interesowałam się Bałkanami. Bardzo dużo podróżowałam w te rejony. Moja przygoda z Bałkanami zaczęła się w Chorwacji, już po rozpadzie Jugosławii. Poznałam tam ciekawych obywateli Bośni i Hercegowiny, z którymi zawarte przyjaźnie trwają do dziś. Moja fascynacja tym krajem rozpoczęła się z momentem wizyty w Tuzli. I stało się ono odskocznią do dalszego poznawania społeczeństwa Bośni i Hercegowiny. Dla obserwatora z zewnątrz, w tym także z Polski, łatwo zauważalnym był fakt ogromnych spustoszeń, jakie stały się następstwem wojny po rozpadzie byłej Jugosławii. Dotyczy to także sfery materialnej.

– I wtedy zaczęła Pani im pomagać?


– Moja działalność charytatywna spotkała się z wielkim zrozumieniem i wdzięcznością. Jej odbiorcy zaakceptowali ją, zrozumieli i przyjęli. To była pomoc płynąca przecież z serca.
W roku 2014 dowiedziałam się, że Bośnię nawiedziła wielka powódź. Pojechałam więc tam, aby zobaczyć jak to na miejscu wygląda i w jaki sposób mogę im pomoc. Okazało się, że wylała wówczas rzeka Sawa, szczególnie w miejscowości Szamac. Miasto, podobnie do miast Polskich zalanych przez powódź Odry, było w opłakanych stanie. Większość budynków było zalanych do pierwszego pietra, ludzie nie wiedzieli, co mają zrobić ze sobą i swoimi rodzinami, a szczególnie dziećmi, które były największymi ofiarami powodzi. Widząc ten ogrom nieszczęść zadeklarowałam, że dla dzieci poszkodowanych rodzin zorganizuję wakacje w Polsce. Moja pomoc to kropla w morzu ich potrzeb.

– Na jak długo zaprosiła Pani bośniackie dzieci?

– Dzieci, w liczbie ok. 50, przyjechały na 12 dni. Zamieszkały w Piwnicznej-Zdroju, blisko słowackiej granicy. Były bardzo zadowolone z pobytu w Polsce.

– Potem była pomoc humanitarna…

– Udało się zorganizować transport, który zabrał do Bośni i Hercegowiny dary zebrane przez Ambasadę tego kraju w Warszawie. Obserwując z boku moje działania Ambasador Bośni i Hercegowiny w Warszawie skonstatował, iż stałam świetnym rzecznikiem interesów jego państwa.

– Wpadła też Pani na inne pomysły współpracy…


– Współpraca Polsko-Bośniacko-Hercegowińska jest naturalna, ponieważ nasz partner ma naprawdę wiele atrakcyjnych turystycznych miejsc. W kraju tym jest zlokalizowanych dużo uzdrowisk, sanatoriów i miejsc wartych odwiedzenia: pomników przyrody, walorów historycznych i antropogenicznych… Dla obserwatorów życia społecznego Bośni i Hercegowiny jest warte zauważenia, że to kraj wielowyznaniowy i wielokulturowy, miejsce, w którym obok siebie żyją i współpracują katolicy, prawosławni i muzułmanie. Jest oczywiste, że zaproponowałam dla naszych polskich biur podróży zorganizowanie wyjazdowego study tour. Na początek jedna z uczestniczących firm podjęła się organizacji wyjazdów turystycznych do Bośni i Hercegowiny. Następnym krokiem była zorganizowana przeze mnie kampania bilardowa, finansowana ze środków własnych, mająca na celu popularyzację turystyki wyjazdowej do tego państwa. Uważam, że takich kampanii powinno być w Polsce więcej i nie należy spodziewać się zbyt szybkiego odzewu, musimy być cierpliwi i wierzę, iż w najbliższej przyszłości sytuacja ulegnie zmianie.
W ramach tej kampanii spotkałam się ze znanym popularyzatorem kuchni europejskich Robertem Makłowiczem. Odwiedziłam go w Krakowie i namówiłam na wyjazd do Bośni Hercegowiny, aby po przyjrzeniu się na miejscu tamtejszej kuchni spopularyzować ją w Polsce. Koncepcja telewizyjnej promocji spotkała się z przychylnością Pana Ambasadora. Jak dotychczas nakręcono 5 odcinków, planujemy kolejne…
Biorąc powyższe przykłady mojej dzielności pod uwagę, Ambasador Bośni i Hercegowiny w Polsce wysunął moją kandydaturę do akceptacji przez Rząd Bośni i Hercegowiny w Sarajewie.

Tagi:
rozmowa

Reklama

Abby Johnson odpowiada lewicowym mediom: to Planned Parenthood wypowiedziało mi wojnę!

2019-11-05 12:13

Redakcja

Bohaterka filmu „Nieplanowane” stała się obiektem ataków lewicowych mediów w Polsce. Stawiają jej one zarzut o karierowiczostwo i chęć zyskania popularności. – To Planned Parenthood zaczęło tę wojnę, nie ja – odpowiada Abby.

Archiwum prywatne Abby Johnson
Abby Johnson

W ostatnich dniach lewicowe media w Polsce ostro zaatakowały Abby Johnson, byłą menedżer kliniki aborcyjnej Planned Parenthood, która przeszła głęboką przemianę i teraz staje w obronie nienarodzonego życia. To na podstawie jej poruszającej historii, opisanej w książce „Nieplanowane” powstał film, który kilka dni temu wszedł do polskich kin.

Takie portale jak wyborcza.pl czy tokfm.pl stawiają Abby zarzut karierowiczostwa. Powołują się przy tym na oskarżenia amerykańskich mediów lewicowych, które od lat atakuję Johnson. Abby wypowiedziała bowiem wojnę najpotężniejszej organizacji aborcyjnej na świecie.

Według lewicowych mediów w Polsce, Abby odeszła z Planned Parenthood ponieważ miała problemy finansowe a zaatakowanie tej organizacji miało jej przysporzyć popularności i pieniędzy. Innym zarzutem, stawianym Johnson, jest to, że jej rezygnacja nie była efektem przemiany, lecz wiązała się z zarzutami, jakie stawiali jej przełożeni. Dotyczyły one podobno niewłaściwego wypełniania obowiązków. Zgodnie z tą narracją, Abby odeszła z pracy, by uprzedzić zwolnienie.

Tylko u nas Abby zdecydowanie odnosi do tych zarzutów. – Czy chciałam pieniędzy i popularności? To nie są argumenty merytoryczne. Ale odpowiem na nie: każdy, kto zobaczy film i sięgnie po moją książkę dowie się, że to nie ja zaatakowałam Planned Parenthood. Nie byłoby ani książki, ani filmu gdyby nie pozew i ataki ze strony tej organizacji. To ich komunikaty i groźba zamknięcia mi ust sądowym zakazem, skłoniły mnie do tego, by głośno powiedzieć, co dzieje się za drzwiami klinik aborcyjnych. To Planned Parethood wypowiedziało tę wojnę, nie ja – wyjaśnia Abby.

Zarzuty o złe wypełnianie obowiązków zawodowych? – To jest po prostu nieprawda. Dzisiaj myślę o tym z żalem, ale byłam skutecznym i dobrym pracownikiem. To cechy pożądane w normalnej pracy, niestety ja byłam kimś takim jako dyrektor kliniki aborcyjnej. Awansowałam tam, na kilka miesięcy przed rezygnacją otrzymałam nawet tytuł pracownika roku. Żałuję tego, co robiłam, ale musicie wiedzieć, że decyzja o odejściu z kliniki aborcyjnej była moją świadomą decyzją. To ja zakwestionowałam politykę organizacji polegającą na realizacji celu zwiększania ilości aborcji. Dla nich zaczęło się liczyć tylko to, bo z tego były największe zyski – mówi Johnson.

Film „Nieplanowane” wszedł na ekrany kin 1 listopada. Niemal równocześnie z filmem ukazała się książka pod tym samym tytułem, w której Abby opowiada swoją historie. Johnson jako menedżer kliniki aborcyjnej podpisała 22 tys. zgód na aborcję, dokonała też aborcji na dwójce własnych dzieci. Po kilku latach pracy w klinice zobaczyła sam zabieg aborcyjny na własne oczy. Wtedy zdecydowała się porzucić świetnie płatną pracę i związała się z obrońcami życia.

Od wielu lat Abby odsłania kulisy i mechanizmy działania przemysłu aborcyjnego. Niedawno nawróciła się także na katolicyzm, dostrzegając w Kościele konsekwentnego obrońcę życia i godności człowieka.


Przeczytaj także: Szatan posługuje się kłamstwem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szaleństwo ekologów: chcą więcej aborcji, by chronić planetę

2019-11-07 17:30

Beata Zajączkowska/vaticannews / Oxford (KAI)

Szaleństwo ideologów ekologii zaczyna przybierać coraz większe rozmiary. Wysługując się renomowanymi pismami naukowymi, forsują tezę, że przyszłość ziemi zależy od rezygnacji z posiadania dzieci. Innymi słowy proponują więcej aborcji i antykoncepcji.

Vatican News

Pismo naukowe wydawane przez uniwersytet w Oksfordzie zaproponowało właśnie „sprawdzoną politykę skuteczności”, by osiągnąć cel, jakim jest ochrona planety i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. W 320-stronnicowym artykule „World scientist warning of a climate emergency” opublikowanym na łamach „BioScience” przez 11.258 naukowców ze 153 krajów świata, proponując remedia na „uratowanie ziemi” i „przyszłości ludzkości”, wskazano, że „światowa populacja musi zostać ustabilizowana i idealnie, stopniowo ograniczana”. Autorzy artykułu podkreślają, że można to osiągnąć dzięki „sprawdzonej polityce skuteczności, która wzmacniając prawa człowieka, redukuje jednocześnie wskaźnik płodności”. Za tą ideologiczną retoryką kryje się jeszcze większa promocja aborcji i antykoncepcji.

Publikacji artykułu towarzyszyło rozpoczęcie w Anglii kampanii reklamującej sterylizację. Na banerach reklamowych można zobaczyć pięcioro białych dzieci, a obok nich hasło: „Wyobraź sobie miasto mniej zatłoczone i zrób swoje… wysterylizuj się!”. Jest to ciekawy szczegół w multietnicznym społeczeństwie anglosaskim, gdzie białoskórych Anglików z każdym rokiem jest coraz mniej (obecnie ok. 40 proc.). W tym kontekście warto zauważyć, że podczas gdy ideolodzy ekologizmu posiadanie dzieci uznają za nieekologiczne i zgubne dla planety, nasze społeczeństwa same skazują się na zagładę, dokonując samobójstwa demograficznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Dzień Ubogich krzykiem o obecność Boga

2019-11-17 21:33

Maciej Orman, ks. Mariusz Frukacz

– Chodząc po ulicach Częstochowy, spotykamy nie tylko biedę materialną, ale i duchową. Ten dzień jest dlatego krzykiem o obecność Boga pośród nas – mówił 17 listopada w kościele św. Zygmunta w Częstochowie ks. Paweł Dzierzkowski, zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, podczas Mszy św. w intencji ubogich, która jednocześnie rozpoczęła XXI Święto Muzyki

Maciej Orman

– „Biedni to nie są numery, dzięki którym możemy pochwalić się działaniami i projektami. (...) Biedni zbawiają nas, ponieważ pozwalają nam spotkać oblicze Chrystusa” – cytował fragment orędzia papieża Franciszka na III Światowy Dzień Ubogich ks. Paweł Dzierzkowski. – Ten dzień ma uwrażliwić nasze serca na drugiego człowieka. W czasie Eucharystii mamy spotkać Chrystusa, a później dostrzec Jego oblicze w drugim człowieku – wyjaśnił kaznodzieja.

Zobacz zdjęcia: Światowy Dzień Ubogich krzykiem o obecność Boga

Ks. Dzierzkowski zwrócił uwagę na bardzo niebezpieczną formę ubóstwa, jaką jest „brak dialogu, który dotyka naszych relacji”. – Z przerażeniem przypatrujemy się kryzysowi, który wyniszcza nasze rodziny, a który swoje podłoże tak często ma w odrzuceniu Boga. Tam, gdzie pojawia się problem na drodze duchowej, tam człowiek zaczyna uciekać od drugiego człowieka i szuka środków zastępczych. Rodzinny stół zamieniliśmy na komputer, tablet, telefon lub telewizor. To, co miało służyć człowiekowi, doprowadziło do izolacji od bliźniego, wspólnoty i rodziny – wyliczał ks. Dzierzkowski.

– Znakiem dzisiejszych czasów stała się obojętność wobec bliźniego, brak wrażliwości i miłosierdzia, brak przebaczenia sobie nawzajem. Łatwiej nam dzisiaj uciekać od siebie, niż być blisko siebie. Człowiek z takim przekonaniem chce ratować planetę i środowisko, w którym żyje, ale nie jest w stanie zauważyć współczesnego Łazarza, który prosi go o miłosierdzie. Czy to nie paradoks naszych czasów? – pytał retorycznie kaznodzieja.

– Chodząc po ulicach Częstochowy, możemy dostrzec osoby ubogie, bezdomne i uzależnione. Spotykamy nie tylko biedę materialną, ale i duchową, dlatego ten dzień jest też krzykiem o obecność Boga pośród nas – kontynuował.

Dzieląc się świadectwem pracy w częstochowskiej Caritas, ks. Dzierzkowski podkreślał, że osoby bezdomne i uzależnione często tracą poczucie swojej wartości, „bo tak wielu z nas nie potrafi jej w nich dostrzec”.

Mówiąc o osobach krytykujących tych, którzy niosą pomoc potrzebującym, ks. Dzierzkowski przytoczył tragiczne fakty z historii. – To echo totalitaryzmów, niemieckiego i komunistycznego, zbudowanych na filozofii Nietzschego. Bo jak można im pomagać, kiedy oni nie mogą nic dać?

– Jezus głosi Ewangelię miłości, przebaczenia, miłosierdzia i sprawiedliwości, gdzie człowiek jest wyniesiony bardzo wysoko. Jezus nie miał w pogardzie nikogo, nawet wtedy, gdy wpadał w gniew, wyrzucał przekupniów ze świątyni, czy kiedy zapowiadał, jak słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, zburzenie pięknej Świątyni Jerozolimskiej. Jego słowa i czyny wypływały z troski o zbawienie człowieka – podkreślił ks. Dzierzkowski.

Kaznodzieja przyznał, że osoby starsze, którym również pomaga Caritas, często ubolewają, że najbliżsi nie mają czasu, żeby ich odwiedzić. – Światowy Dzień Ubogich jest więc wielkim wołaniem do każdego z nas, abyśmy byli dla siebie wrażliwi i otwarci. Jak mówi Jezus, to, co nas ocali, obok naszej wierności, to będzie miłosierdzie. Kiedy doświadczamy tego, że Bóg przebacza nam grzechy, możemy z tą miłością wyjść do drugiego człowieka. Tu nie potrzeba wiele. Chodzi o najprostsze gesty – wyjaśnił ks. Dzierzkowski.

– „Zaprawdę powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” – te słowa mają pomóc ponownie postawić drugiego człowieka na właściwym miejscu. Słowo Dobrej Nowiny jest nieustannym wezwaniem do nawrócenia, do zmiany myślenia, do spoglądania na świat Bożymi oczami – kontynuował zastępca dyrektora częstochowskiej Caritas.

– Wyobraźnia miłosierdzia, o której mówił św. Jan Paweł II, stanowi dla nas wyzwanie także i dziś, a może szczególnie dziś, aby od pięknych słów o miłosierdziu przejść do działania, gdyż widząc i czując miłosierdzie, czyni się je kreatywnie i twórczo – powiedział ks. Dzierzkowski.

– Przejawem tego zmagania się, najpierw z samym sobą, a później w walce o dobro, będzie nie tylko skuteczność pomocy, ale nade wszystko zdolność bycia z bliźnim i współodczuwanie, które sprawi, że będziemy „weselić się z tymi, którzy się weselą, i płakać z tymi, którzy płaczą” – wyjaśnił kaznodzieja.

Ks. Dzierzkowski zakończył słowami modlitwy św. Pawła VI: „Spraw, Panie, żeby moja wiara była skuteczna. Niech się w miłości objawia na zewnątrz, jako prawdziwa przyjaźń z Tobą i dobroć dla ludzi”.

Mszę św. koncelebrował proboszcz parafii św. Zygmunta ks. dr Jacek Marciniec.

Podczas Mszy św. śpiewała schola liturgiczna Domine Jesu pod batutą ks. Mateusza Ociepki. Wierni mogli również po Eucharystii wysłuchać utworów w jej wykonaniu.

W odpowiedzi na apel papieża Franciszka, abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, zarządził w niedzielę 17 listopada zbiórkę do puszek we wszystkich kościołach i kaplicach archidiecezji częstochowskiej. Zbiórka ta zostanie przeznaczona na działania prowadzone przez Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, takie jak m.in. streetworking – wyjście do osób przebywających w miejscach publicznych lub w ukryciu, zagubionych życiowo, które nie korzystają z pomocy zinstytucjonalizowanej, edukacja dla wolontariuszy w ramach programów Caritas czy dofinansowanie placówek Caritas dla bezdomnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem