Reklama

Ja jestem

2018-10-03 08:01

S. Alicja Pełszyńska SJE
Niedziela Ogólnopolska 40/2018, str. 30

wikipedia.org

Pan Jezus po swoim zmartwychwstaniu ukazuje się św. Marii Magdalenie – zwiastunce miłości Boga i chce, aby ona tę radosną nowinę zaniosła Apostołom: że widziała Pana i że On żyje. Została wybrana przez Tego, który odpuścił jej grzechy, bo Bóg widzi całego człowieka, jego serce i jego historię. Jako siostry eucharystki zostałyśmy wybrane, aby na zakurzonych drogach życia nieustannie dziękować Panu Jezusowi za dar Eucharystii i przypominać światu, że Bóg jest dobry jak chleb. Żyjemy w cywilizacji przekazu wizualnego, zabiegani, a życie nasze zawiera w sobie mnóstwo obrazów, filmików i spektakli. Tymczasem Chrystus mówi: Zatrzymaj się i pomyśl, „Ja Jestem”. Wybrałem sobie podlaską ziemię i chcę przypomnieć człowiekowi obecnego wieku, że ukrywam swą chwałę w Eucharystii, aż do dnia, w którym będę mógł ją pokazać.

10 lat temu w Sokółce

Ważne są zamyślenie i odkrycie bogactwa autentycznego znaku Boga, który miał miejsce 10 lat temu w Sokółce na Podlasiu. Otóż 12 października 2008 r., podczas Mszy św. w tutejszej parafii św. Antoniego, kapłanowi udzielającemu Komunii św. upadł na posadzkę konsekrowany Komunikant. Kapłan postanowił odłożyć Komunikant do naczynia zwanego vasculum, żeby się rozpuścił. Po tygodniu jedna z naszych sióstr zakrystianek – s. Julia Dubowska, eucharystka, otworzyła sejf i stwierdziła, że na Komunikancie pojawiły się krwawe ślady. O tym wydarzeniu został poinformowany ordynariusz białostocki abp Edward Ozorowski. 29 października ze zdumieniem stwierdzono, że Komunikant nie uległ rozkładowi, a ślady krwi są jeszcze bardziej widoczne. Metropolita białostocki zlecił badania. Poproszono prof. Marię Sobaniec-Łotowską z Zakładu Patomorfologii Lekarskiej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku o pobranie próbek. Drugą próbkę pani profesor przesłała do prof. Stanisława Sulkowskiego i jednocześnie nie poinformowała go o szczegółach, aby z jego wynikami skonfrontować swoje. Profesorowie doszli do jednakowych wniosków: fragmenty Komunikanta są pochodzenia ludzkiego, a ich cechy morfologiczne wskazują na podobieństwo do komórek mięśnia sercowego, z centralnie położonymi jądrami komórkowymi.

Próby zostały przeprowadzone z użyciem mikroskopii elektronowej i barwienia tkanek różnymi metodami. Zmiany, które zaszły w tej tkance, mówią o tym, że jest to mięsień w stanie agonalnym. Naukowcy nie potrafią wyjaśnić, jak to możliwe, że czas nie ma wpływu na rozkład tkanki i że jest ona niezmiennie w procesie przedśmiertnym – jest żywa. Ekspertyza patomorfologów przyczyniła się do uznania przez Kościół nadprzyrodzoności wydarzenia w Sokółce. 2 października 2011 r., czyli 3 lata po stwierdzeniu śladów krwi, wystawiono Najświętsze Ciało Pana na widok publiczny. Podczas uroczystej procesji w relikwiarzu przeniesiono je do Kaplicy Matki Bożej Różańcowej w kościele pw. św. Antoniego Padewskiego i zezwolono na kult oraz oddawanie czci.

Reklama

O czym ten znak mówi?

Żyjemy w świecie trudnych, a nawet bolesnych doświadczeń. Potrzebujemy mocy i siły, aby iść przez życie z otwartym sercem, wpatrzeni w Tego, który mówi „Ja Jestem”, obecny w małym białym kawałku chleba. W Jezusowym „itinerarium” (planie) bierz do ręki każde słowo i poznaj jego sens – „na brzegach strumienia jego wód wyrastają drzewa rodzące niezwykle smaczne i sycące owoce” (Ez 47, 13). Od 68 lat siostry eucharystki pracują w parafii św. Antoniego w Sokółce jako zakrystianki i katechetki. Podczas Kapituły Generalnej, która miała miejsce w Pruszkowie w 2017 r., siostry podjęły decyzję, że będą pełniły dyżury wakacyjne w parafii w Sokółce, w kaplicy z Najświętszym Sakramentem, aby być blisko naszego Pana i Oblubieńca. Aby być z drugim człowiekiem, który przyjeżdża w to szczególne miejsce z różnych stron Polski i z zagranicy. Siostry, klęcząc u stóp Jezusa – Hostii, uwielbiają Boga za to, że nas miłuje i że nasze ludzkie „dziś” przerasta doświadczenie codzienności – jest zakorzenione w wiecznym „dziś” Chrystusa. Przed Jego Najświętszą Obecnością chcemy wypraszać, aby wszystkie języki świata zespoliły się w zbawczym dialogu pokoju i mogły przemówić jedną mową miłości. Razem z młodzieżą i dziećmi, osobami w różnym wieku, które przychodzą z wewnętrznej potrzeby serca na modlitwę do Pana Jezusa w tej małej, a tak wielkiej wiarą sokólskiej kaplicy, składamy cierpienia, bóle i radości ludzkich serc. Oddajemy naszą umiłowaną ojczyznę Polskę i cały Kościół na czele z Ojcem świętym, także nasze Zgromadzenie Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii. Wiedzione intuicją wiary przemierzamy drogi codzienności i dziękujemy Ci, Hostio Święta, za Twoją obecność w sakramentalnej okruszynie Chleba i kropli Wina, dziękujemy za charyzmat naszego zgromadzenia i naszego założyciela – bł. abp. Jerzego Matulewicza, za kapłanów, bo to w ich rękach dokonuje się wielki cud miłości. O, jak wielka jest Twoja hojność, Jezu Chryste, i jak niepojęty dar! Kościół pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce został podniesiony do rangi kościoła kolegiackiego i została przy nim ustanowiona Kapituła Kolegiacka Najświętszego Sakramentu. 25 marca 2017 r. kolegiata została ustanowiona sanktuarium. Cała dokumentacja dotycząca wydarzenia w Sokółce jest w Watykanie. Czekamy na odpowiedź ze strony Kongregacji Nauki Wiary, która zajmuje się właśnie tego typu wydarzeniami – poinformował obecny metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda.

Święty papież Jan Paweł II w encyklice „Ecclesia de Eucharistia” (O Eucharystii w życiu Kościoła) napisał: „Oto skarb Kościoła, serce świata, zadatek celu, do którego każdy człowiek, nawet nieświadomie, podąża. Wielka tajemnica, która z pewnością nas przerasta i wystawia na wielką próbę zdolność naszego rozumu do wychodzenia poza pozorną rzeczywistość”.

Panie, do kogóż pójdziemy?

Eucharystią jest Pan Jezus, który daje siebie „za życie świata”. Panie, spraw, aby ostatnia podróż naszego życia była wielkim dziękczynieniem za każdą Komunię św., za Twój chleb ofiarny, ubogi, rozdany...

Jest takie piękne słowo papieża Franciszka, który powiedział, że Kościół z Wieczernika wychodzi z Chlebem połamanym w dłoniach, z Męką Chrystusa w oczach i z Duchem miłości w sercu. Tak żyje Kościół i tak powinniśmy żyć my, chrześcijanie XXI wieku, byśmy się stali żyzną oazą dla brata i dla wroga. Nie chodzi o wielkie słowa, ale o wielką miłość naszego Zbawiciela, która jest niezmienna i na zawsze pozostanie wzorem godnym naśladowania.

„O Hostio Święta, skarbie mój jedyny,/?manno gładząca grzechów naszych winy,/?życie mej duszy, o anielski chlebie,/??o Hostio biała, jak ja kocham Ciebie...”.

Tagi:
cud

Beatyfikacja prymasa Wyszyńskiego wymodlona też na Jasnej Górze

2019-10-03 17:32

it / Częstochowa (KAI)

Zbliżająca się beatyfikacja Prymasa Stefana Wyszyńskiego wymodlona została też na Jasnej Górze. W Sanktuarium od ponad 30 lat w nocy z 27 na 28 dzień każdego miesiąca w Kaplicy Matki Bożej zanoszona jest modlitwa o rychłe wyniesienie na ołtarze Prymasa, „który wszystko postawił na Maryję”. - Jego beatyfikacja jest nam bardzo potrzebna - podkreśla jasnogórski przeor, wyrażając wielką radość z faktu zakończenia procesu.

Krzysztof Świertok

- Pierwsze co pojawia się w sercu, to wdzięczność Panu Bogu za to, że dał nam świętego, który przez swoje związki z Matką Bożą pokazywał nam, jak mamy iść do Tej, która tu na Jasnej Górze króluje - powiedział o. Marian Waligóra. Podkreślił, że „w czasie zamętu, zmagań, które przeżywa Kościół nie tylko w Polsce, ale i w świecie, w Europie szczególnie, trzeba wracać do wielkich przewodników, filarów Kościoła, którzy prowadzą nas do Chrystusa przez Maryję”. Jasnogórski przeor zauważył, że beatyfikacja ks. Prymasa jest „przypomnieniem, dla nas Polaków, żebyśmy docenili to czym jest dla nas Kościół w naszej Ojczyźnie i czym są też wartości patriotyczne, narodowe, tak mocno wpisane w historię Jasnej Góry”.

Stefan kard. Wyszyński miał bezgraniczne zaufanie do Matki Bożej w znaku jasnogórskiego Wizerunku. Często odpowiadał na pytanie: dlaczego wszystko postawił na Matkę Bożą. Tak wyjaśniał: „wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mej drodze. Wiem jednak, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko na tej drodze, przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki, Pani Jasnogórskiej, można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście mocami Bożymi". Słowa te prymas wypowiedział 12 V 1971 r. do paulinów, w których szeregi chciał 50 lat wcześniej wstąpić.

Na ukochanie tej maryjnej drogi życia złożyło się wiele argumentów: osobiste doznanie cudownych łask przez pośrednictwo Jasnogórskiej Pani; dogłębna znajomość duszy i serca Narodu Polskiego, z którego żaden nieprzyjaciel nie mógł wyrwać miłości do Maryi; wielkie doświadczenia historyczne i współczesne, które raz jeszcze ujawniły, że Jasna Góra i Maryja rzeczywiście bronią, wzmacniają i jednoczą Naród.

Nocne czuwania w intencji beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego odbywają się na Jasnej Górze z inicjatywy Instytutu Prymasa Wyszyńskiego od 1982 r.

- Czuwamy od roku jubileuszu 600-lecia Jasnej Góry, w rok po śmierci kard. Wyszyńskiego rozpoczęłyśmy czuwania nocne o rychłe wyniesienie go na ołtarze i trwamy cały czas - wyjaśniła Stanisława Grochowska, odpowiedzialna generalna Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Instytut, założony w 1942 roku przez Marię Okońską i ks. Stefana Wyszyńskiego, jest jednym z najbardziej znanych instytutów świeckich w Polsce. Od początku swojej działalności związany jest z sanktuarium na Jasnej Górze, które uważa za najważniejsze miejsce swojego apostolstwa. Do beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego Jasna Góra przygotowuje się nie tylko przez modlitwę, ale także różne inicjatywy. Odbywają się np. cykliczne spotkania pt. „Prymas Jasnogórski w drodze na ołtarze”. Podejmowane przez paulinów i zaproszonych gości tematy ukazują życie i posługę sługi Bożego. Ostatnie dotyczyło np. dzieciństwa, rodziny i wychowania kandydata na ołtarze. Także podczas „Wieczorów z Janem Pawłem II” organizowanych w 40. rocznicę jego pierwszej pielgrzymki do Polski, mowa jest o wielu aspektach posługi Prymasa Tysiąclecia, z którym papież z Polski był w wyjątkowy sposób związany, myślą i działaniem. Podczas ostatniego spotkania, 8 września, mariolog dr Wincenty Łaszewski przypominał słowa Jana Pawła II, które wypowiedział już na początku swej modlitwy na Jasnej Górze w 1979 r., zwracając się do kard. Stefana Wyszyńskiego: „Księże Prymasie! Pozwól mi tylko to jedno jeszcze powiedzieć, że ci się spełnia ten punkt twego odważnego, bohaterskiego programu, duszpasterzowania w Polsce i w świecie współczesnym!”.

Mariolog zauważył, że w tych słowach Jan Paweł II podkreślił znaczenie przede wszystkim Milenijnego Aktu Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Miłości za Wolność Kościoła w Polsce i na świecie z 3 maja 1966 r. Jego zdaniem w tym akcie naród polski powiedział Bogu: zrób z nami co tylko chcesz, byleby ocalić Kościół.

Wyjaśniał, że „bycie niewolnikiem Maryi”, to właśnie jest program proponowany przez prymasa Wyszyńskiego. - Ten program podjęty w Polsce polegał na bezwarunkowym oddaniu się Bogu przez Maryję i jak Maryja, aż po złożenie nas, narodu, jako żertwę ofiarną - w krwi i męczeństwie - za ocalenie Kościoła w świecie. To już oddanie najwyższej próby, to już szaleństwo, które jest usprawiedliwione jedynie przez wiarę i ma sens tylko w wierze. Sam Wyszyński wołał do Matki Najświętszej: „Jeśli Ci to potrzebne, zabij mnie, byleby tylko Kościół w Polsce i naród był wolny, żył i pracował dla Twojej chwały” - mówił dr Łaszewski.

Zaznaczył, że program kard. Wyszyńskiego był niejako „kołem ratunkowym” rzuconym przez Polaków Kościołowi. Jednak, zdaniem prelegenta, dokonany przez Prymasa i nasz naród akt nie mówił tylko o „żertwie”, „ofierze”, gotowości na śmierć za Kościół - o byciu do całkowitej dyspozycji wobec Boga, który być może potrzebuje naszego męczeństwa. - To był i jest także program ocalenia Kościoła – podkreślił mariolog.

- Nasza szalona polska maryjność, która oznacza oddanie się Bogu w ofierze - bezwarunkowe „fiat” za Kościół, jest zdaniem Prymasa Wyszyńskiego programem dla Kościoła Powszechnego. Ona owocuje nową wizją Kościoła - zauważył.

Dr Łaszewski dodawał, że w tym programie „Jasna Góra według Prymasa do odegrania niezwykłą rolę”. W liście z Komańczy do generała Zakonu Paulinów internowany kard. Wyszyński pisał: „Bodaj nigdy tak dobitnie jak teraz nie uświadomiłem sobie tego, jak potężna jest wola Boża, by Jasna Góra była Stolicą Chwały Bożej, która rozlewa się na Polskę przez dziewicze dłonie Pośredniczki łask wszelkich. Bodaj nigdy jak teraz nie widziałem tego tak jasno, że wolą Ojca Narodów jest, by Naród polski był zjednoczony przez Jasną Górę i by tutaj się odnawiał i krzepił. Tej woli Bożej nikt nie zdoła złamać, o czym świadczą wieki naszego trwania na Jasnej Górze, bardziej jeszcze niezłomnego niż mury i wały obronne”.

Podczas jednego ze spotkań dotyczących kard. Wyszyńskiego, częstochowski biskup pomocniczy Andrzej Przybylski zachęcał, byśmy nie ustawali w modlitwie i rozpamiętywaniu dziedzictwa Prymasa Tysiąclecia. Jego zdaniem wyniesienie na ołtarze tego wielkiego prymasa jest nam w Polsce naprawdę bardzo potrzebne: w życiu społecznym, narodowym i duchowym. - Jako adept w biskupstwie nieraz słyszę postulaty, że w tym zamęcie w Polsce, zwłaszcza moralnym, kulturowym, bardzo przydał by się taki nowy Wyszyński i ciągle słyszy się wołanie o takiego Wyszyńskiego. I myślę, że w tym wołaniu jest właśnie prośba o jego beatyfikację i nasze odrodzenie – mówił hierarcha.

Częstochowski biskup pomocniczy przypomniał, że Prymas Wyszyński w testamencie pozostawił nam program, który wszystkich nas zobowiązuje. - Program dla Kościoła w Polsce nie może być sztywny, ten program to credo, to Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, i Śluby Jasnogórskie, i Matka Boża Jasnogórska – powiedział biskup. Zauważył, że maryjność prymasa była czymś bardzo praktycznym: „to nie kwestia wrażliwości czy duchowości, to Ona jest naszym programem”. Zachęcał, by nieść ten program dalej, bo „może nie narodzić się drugi Wyszyński, ale Matka Boża ciągle jest ta sama”.

O szczególnych związkach prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego z Jasną Górą przypominają: pomnik „Pokora” przed wejściem do Sanktuarium, na którym przedstawiony jest ten Ojciec Narodu w geście przyklęknięcia i oddania czci Maryi oraz znajdujące się w Wieczerniku sgraffito ukazujące postać Prymasa na tle rzeszy pielgrzymów składających w 1956 r. Jasnogórskie Śluby Narodu. Pomnik klęczącego Prymasa Tysiąclecia ma przypominać, że kard. Wyszyński był nie tylko wielkim nauczycielem, który uczynił z jasnogórskiego szczytu narodową ambonę, ale także człowiekiem wielkiej, żarliwej modlitwy, stawiającym zawsze na Jasnogórską Maryję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Utracone, ale nie na zawsze

2019-10-01 13:55

Marzena Cyfert
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 16-17

Boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać

Zapytałam kiedyś przedszkolaków, co to jest skarb. Padały różne propozycje. – Brylanty, złoto, skrzynia z pieniędzmi. W końcu padła nieśmiała odpowiedź: – Jak rodzice nie mają długo dziecka i to dziecko im się w końcu urodzi, to jest ich skarb.

Magda cieszy się swoim skarbem, ale zanim to się stało, straciła sześcioro dzieci w pierwszych miesiącach ciąży. Mówi, że jej serce składa się z sześciu kawałków, bo tyle razy pękało – przy każdej stracie. Dziś 5-letni Wiktor to plasterek miodu na jej popękane serce. 15 października w Dzień Dziecka Utraconego spotykam ich na Mszy św. w intencji rodziców dzieci utraconych, a później patrzę, jak wysyłają niebu sześć białych baloników. – Dla Antosi, Bartka, Karolinki... – wymienia Wiktor. Spotykam też Ewę z mężem – mają dwa białe baloniki, ale w swoich dłoniach nie trzymają dziecięcej rączki. Stracili dwoje dzieci, a później już się nie udało. Mówią, że zamiary Boże nie są tak oczywiste i przewidywalne, jak by się chciało.

Dziecko, które się rozmyśliło

Utrata dziecka zawsze jest traumą, niezależnie od jego wieku i okoliczności, w których to nastąpiło. Konsekwencje psychiczne i społeczne takiej straty są wielowymiarowe, gdyż stres potraumatyczny może powodować różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i depresyjne. Najtrudniejszym elementem przy stracie dziecka nienarodzonego dla kobiety jest fakt, że nigdy go nie zobaczyła ani nie przytuliła, a przecież wiedziała o jego istnieniu. Jak pisze ks. Arkadiusz Olczyk: „Mówiąc krótko, boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać”.

Trudny jest również brak społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby. Z jednej strony bagatelizuje się zaistniały fakt, z drugiej zaś słyszy się tanie pocieszanie: „Jeszcze będziesz miała dziecko”; „Jakby miało być chore, to lepiej...”. Tymczasem kobieta przeżywa dramat i czuje żal, bo umarło jej dziecko – to konkretne, na które teraz czekała. – Czasem jest to żal do całego świata: do spotykanych na ulicy kobiet w zaawansowanej ciąży, bo im się udało; do Pana Boga, bo mógł temu zaradzić, a nic nie zrobił; a nawet absurdalny żal do warzyw na straganach, które każdego dnia odmierzasz z aptekarską dokładnością, a jednak nie zapewniają zdrowia twojemu dziecku – wspomina Małgosia. – Najtrudniejsze było jednak wytłumaczenie 3-letniej córeczce – pukającej palcem w mój brzuch i pytającej, co słychać u dzidziusia – że on się nie urodzi. Mała zapytała wtedy zawiedziona: czy dzidziuś się rozmyślił? – zwierza się Małgosia.

Nie bądźcie smutni

Na wrocławskim cmentarzu osobowickim widziałam pomnik dziecka utraconego, które wyciąga ręce do pogrążonych w bólu rodziców, by ich pocieszyć. Figura dziecka jest przezroczysta i jest symbolem osoby utraconej, ale zarazem obecnej, która zdaje się, że mówi: Nie bądźcie smutni! Zanim jednak rodzice przestaną być smutni, muszą przejść przez dni rozpaczy i żałoby, a to różnie wygląda. Inaczej przeżywa stratę ojciec dziecka – równie mocno, choć przeważnie bardziej skrycie – a inaczej matka. Nie ma ustalonych reguł i jednego sposobu na jej przeżycie, każdy ma też swoje tempo przeżywania. Faktem jest jednak, że po wielu dniach bólu, smutku i cierpienia przychodzi wewnętrzny spokój. Psychologowie mówią, że czas trwania żałoby to optymalnie dwanaście miesięcy – tak, by rodzice mogli przejść ze świadomością straty przez wszystkie kluczowe dni roku: pierwsze Boże Narodzenie bez dziecka, pierwsze uroczystości rodzinne bez dziecka... Ania wspomina: – Jasia straciliśmy w 4. miesiącu ciąży, ale do 9. miesiąca zastanawiałam się, co by się z nim teraz działo, jaki byłby duży. Może już by się nawet uśmiechał na USG. I w myślach uśmiechałam się do niego. Zaraz jednak pojawiał się tamten obraz z pamiętnego USG – smutna, spuszczona główka. I przychodziła rozpacz.

Formą radzenia sobie z żalem może też być zadaniowość – kobieta od razu planuje kolejne ciąże albo wpada w wir wymyślonych obowiązków, by się czymś zająć i nie myśleć o stracie.

Co na to przepisy

Jednym z etapów przeżywania żałoby jest pogrzeb i pożegnanie bliskiej osoby, dlatego pogrzeb dziecka ma duże znaczenie. Obecne przepisy pozwalają na jego zorganizowanie, niezależnie od tygodnia, w którym nastąpiła śmierć. Rodzicom przysługuje również zasiłek pogrzebowy. Szpitale zazwyczaj o tym nie informują, a na pytanie dotyczące procedur nie potrafią odpowiedzieć pracownicy ani szpitali, ani zakładów pogrzebowych. – Lekarz w szpitalu patrzył na mnie jak na kobietę szaloną. Ja również patrzyłam na niego jak na kogoś, kto postradał zmysły, bo dziecko, które mieszkało dziewięć cudownych tygodni pod moim sercem, nazywał martwą ciążą i nie chciał mi go oddać. Tłumaczyłam, że każdemu utraconemu dziecku należą się pogrzeb i miejsce na ziemi. W końcu przyznał mi rację. Rozpłakałam się, gdy w USC podawałam imię córeczki: Anna! A później z dumą patrzyłam na akt urodzenia, choć był to jednocześnie akt zgonu mojego dziecka – opowiada Renata.

Przez kilka lat niektóre szpitale uniemożliwiały pogrzeb dziecka z powodu nieznajomości jego płci. Rodzice musieli płacić za kosztowne badania genetyczne, mieli też problemy z uzyskaniem zasiłku pogrzebowego. Zmieniło się to w 2016 r. Na stronie Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” czytamy: „Aby ubiegać się o refundację kosztów pogrzebu dziecka zmarłego przed narodzeniem, konieczne jest uzyskanie aktu urodzenia z adnotacją o urodzeniu martwym, czyli zarejestrowanie dziecka w urzędzie stanu cywilnego. Do rejestracji konieczne jest określenie płci dziecka, co w niektórych przypadkach jest możliwe wyłącznie za pomocą badań genetycznych. Należy pamiętać, że koszt tych badań uznaje się za wydatki związane z pogrzebem, a to oznacza, że są one refundowane w ramach zasiłku pogrzebowego”.

Renata zorganizowała pogrzeb swojej córeczce miesiąc po poronieniu. – Nie wiedziałam, że grób jest taki ważny. Myślałam, że skoro dziecko na zawsze zostanie w moich myślach, to nie potrzeba nam marmurowego nagrobka. Tylko czemu taka bezdomna się czułam za każdym razem, przechodząc przez cmentarz? – dzieli się swoim doświadczeniem. – Po pogrzebie zaś odczułam ulgę, jakbym zamknęła jakiś ważny rozdział w życiu, bo nasza Ania dostała swoje miejsce nie tylko w naszych sercach – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Znaleziska z Ochędzynia Starego już w Muzeum Ziemi Wieluńskiej

2019-10-16 08:34

Zofia Białas

W dniu 15.10 o godz. 11.00 w Muzeum Ziemi Wieluńskiej nastąpiło przekazanie przedmiotów z ekshumacji w Ochędzynie Starym w gminie Sokolniki.

Zofia Białas

W jednym grobie po 2 września 1939 roku spoczęli trzej żołnierze. Byli to Stanisław Kim, Józef Dudaczyk i Zygmunt Piechociński. Poszukiwania prowadzone wiosną 2019 roku dotyczyły jednego z żołnierzy, członka Wieluńskich Batalionów Obrony Narodowej. Trzej żołnierze, wedle opowieści mieszkańców zginęli k. Ochędzyna podczas wycofywania się po bitwie pod Krajanką. Wszyscy zostali pochowani pod płotem, a po miesiącu ciała dwóch przeniesiono do środka cmentarza. Tylko jeden pozostał na miejscu pierwszego pochówku, mówił dr Krzysztof Latocha z Łódzkiego Oddziału IPN. Ekshumacja dotyczyła właśnie tego jednego, pozostawionego w starej mogile.

Podczas prac ekshumacyjno – poszukiwawczych prowadzonych przez pracowników Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN znaleziono drobiazgi świadczące o tym, że spoczywa tu żołnierz polski. Odnalezione artefakty mówią, że był to żołnierz września 1939 roku. Odnaleziono czaszkę żołnierza, kości (materiał porównawczy do identyfikacji), elementy umundurowania, grzebień, dwie rogatywki, paski, kompas, bagnet, niezbędniki, guziki. Do którego z nich te przedmioty należały? Na to pytanie nie ma jeszcze odpowiedzi.

 Badania rozpoczęto dzięki zabiegom Stowarzyszenia Historycznego „Wieluńskie Bataliony Obrony Narodowej ”i do których, jak mówił Przemysław Bucki – prezes Stowarzyszenia Historycznego „ Wieluńskie Bataliony Obrony Narodowej - zachęcał IPN Dawid Boryczko z Chobanina, jeden z tych mieszkańców, którzy kultywowali pamięć o żołnierzach sprzed 80 lat, świadek wydarzeń.

Odnalezione artefakty, zrekonstruowane w pracowni archeologicznej prof. Anny Drążkowskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, zostały protokolarnie przekazane do Muzeum Ziemi Wieluńskiej i wzbogaca już istniejąca wystawę stałą „Świadkowie mówią”.

Epilogiem ekshumacji i kończonych prac badawczych będzie uroczysty pochówek znalezionych szczątków wieluńskiego żołnierza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem