Reklama

To już 25 lat

2018-10-03 08:07

Ks. Piotr Bulanda CSMA
Edycja toruńska 40/2018, str. IV

Archiwum oratorium
Wychowankowie toruńskiego oratorium przed kościołem pw. św. Michała Archanioła i bł. Bronisława Markiewicza na toruńskich Rybakach

Obecny Rok Pański w naszym oratorium zapisuje się wielkimi literami, bowiem 29 września rozpoczęliśmy obchody jubileuszu 25 lat istnienia oratorium im. bł. ks. Bronisława Markiewicza na Rybakach

Jubileusz to dobry czas na podsumowania i podziękowania. Przez te 25 lat przez placówkę przeszło ok. 3 tys. dzieci. Można powiedzieć, że wyrosło nowe pokolenie oratorian. Nasi wychowankowie studiują, pracują, zakładają rodziny, przysyłają do oratorium swoje dzieci lub młodsze rodzeństwo.

Doświadczenia pokazały, że toruńskie oratorium jest miejscem, które promieniuje dobrem i miłością, przyciągając nowe osoby, miejscem, w którym zostają przekroczone społeczne podziały. Mimo upływu czasu idea, która przyświecała twórcom oratorium, nie przestała być aktualna: „Chcieliśmy wspomóc prawidłowy rozwój psychofizyczny oraz kreować twórczą i aktywną postawę dzieci i młodzieży z rodzin żyjących w warunkach podwyższonego ryzyka. Chcieliśmy i dalej chcemy nauczyć ich odrzucać aspołeczne zachowania i stosować asertywność”. Zmienia się oferta, metody pracy z dziećmi, sposób podejścia do nich, ale to, co najważniejsze – niesienie bezinteresownej pomocy – pozostaje bez zmian. Wyciągamy rękę do każdego, kto potrzebuje pomocy.

Obchodząc jubileusz, nie sposób nie podziękować tym, dzięki którym istniejemy i działamy. Na pierwszym miejscu słowa wdzięczności kierujemy w stronę dobrego Boga i Matki Bożej, a także naszego patrona bł. ks. Bronisława Markiewicza, założyciela Zgromadzenia św. Michała Archanioła, za błogosławieństwo i nieustającą opiekę nad nami. Dziękujemy bp. Wiesławowi Śmiglowi i bp. Andrzejowi Suskiemu za życzliwość, pomoc i poparcie dla naszej placówki.

Reklama

Nasza działalność – wychowawcza, charytatywna, edukacyjna i kulturalna, pomoc społeczna – nie byłaby możliwa bez wsparcia sponsorów i ludzi dobrego serca oraz aktywnej współpracy z instytucjami samorządu lokalnego na rzecz wychowania. Współpracujemy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego i Gminą Miasta Toruń, mając bezcenne poparcie prezydenta Torunia Michała Zaleskiego i marszałka województwa Piotra Całbeckiego oraz podległych im placówek. Korzystamy też z pomocy Banku Żywności oraz wielu sponsorów i ludzi otwartego serca, którzy co roku oddają swój 1% na działalność naszego domu. Bez nich nasze funkcjonowanie byłoby trudne, a wręcz niemożliwe. Podziękować pragniemy także całemu zastępowi nauczycieli i wolontariuszy, wychowawcom, bez których nie moglibyśmy istnieć. Specjalne podziękowanie należy się parafii pw. św. Michała Archanioła z jej proboszczem ks. Krzysztofem Winiarskim, która w przestronnych pomieszczeniach od 25 lat daje schronienie dla naszych podopiecznych. Dobremu Bogu polecamy także zmarłych opiekunów naszej placówki, którzy od początku istnienia dawali swoje serce i umiejętności dla najmniejszych.

Co roku w naszym oratorium odbywają się cykliczne imprezy, a wśród nich największa z okazji Dnia Dziecka – Michayland, który odbywa się zawsze w pierwszą sobotę czerwca. Z małego lokalnego festynu powstało wydarzenie gromadzące kilkanaście tysięcy osób z całego Torunia. Dzieci z oratorium jeżdżą rokrocznie na kolonie letnie, podczas których zwiedzają naszą piękną ojczyznę. Dokładamy wszelkich starań, by w naszej wspólnej placówce było im dobrze i rodzinnie.

Wychowankowie, nauczyciele, wychowawcy, sponsorzy, pracownicy – stanowimy jedną wielką rodzinę, która wspomaga się modlitwą i współdziałaniem. Dlatego oratorium im. bł. ks. Bronisława Markiewicza przepełnione jest myślami i ideami swego patrona, a nasze życie praktyczną ilustracją jego pragnień. I za to Bogu i ludziom dziękujemy.

Tagi:
oratorium

Reklama

Bosko na wakacjach

2019-07-16 11:54

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 29/2019, str. 4-5

Wakacje to czas wypoczynku, wyjazdów, podróży. Jednak nie wszystkie dzieci mają taką możliwość. Część z nich zostaje w swoim miejscu zamieszkania. Właśnie z myślą o nich przygotowywana jest oferta kolonii i półkolonii. Od lat taki wypoczynek organizowany jest w Oratorium Świętokrzyskim im. św. Jana Bosko w Kielcach przy parafii Świętego Krzyża

TER
To był wspaniały czas

Odwiedzając Oratorium miałem nadzieję, że zobaczę ruch, usłyszę harmider, i radosny śmiech dzieci, zdziwiłem się że jest zupełnie cicho. Gdzie wszystkie dzieci? Gdzie opiekunowie? Na wyjeździe? Skończyły się zajęcia? Otóż nie, jak się okazało wszyscy byli na pierwszym piętrze budynku w kaplicy, na Mszy św. której przewodniczył ks. Krzysztof Pyzik, dyrektor Oratorium. Gdy tylko skończyła się Eucharystia, zaczęło się. Oratorium ożyło, a nawet, rzekłbym, rozpętała się burza radości. – Zaraz będą zawody z mydłem! – informowały wolontariuszki. – Co z tym mydłem? – pytały zaciekawione dzieci. – Ustawiamy się w trzech szeregach, każda grupa w jednym rządku. – Adaś zostaw to mydło, musi się namoczyć! No zostaw, to nie do mycia! W trzech kubłach pełnych wody pływały mydła. Gdy się namoczyły, na dany znak dzieci miały rzucać do siebie kostki mydła i łapać je w locie, jeśli upadło, rywalizacja została przerywana. Trzy, dwa, jeden, start… Mydła poszły w ruch. Dzieci dokonywały cudów zręczności, łapiąc mokre ślizgające się mydło, które uciekało z dłoni, i za nic nie chciało się zatrzymać. Krzyki, śmiech i doping wypełniły cały przykościelny plac. Emocje dochodziły do zenitu. – O tam upadło im mydło – wskazywali rywale. – Stop, koniec, liczymy, ile dzieci przechwyciło mydło – podliczało grono sędziowskie. Kolejna konkurencja. – Będziemy teraz rzucać do siebie jajkami! – OOO – i jęk zawodu napełnił cały plac. – To się nie uda! To niemożliwe! – Cisza, cisza!!! Niestety młodych sportowców nie dało się uciszyć, aż do czasu gdy jeden z opiekunów głośno oznajmił: – Chcę powiedzieć kilka słów! – na to wszystkie dzieci zgodnie odpowiedziały: – My słuchamy, a ty mów! I gdy zapanowała cisza, dzieci usłyszały, na czym polega kolejna konkurencja. Znowu krzyki, emocje, doping i jajka fruwające w powietrzu, i jak się można łatwo domyśleć, nie wszystkie dotarły do końca drużyny. Szybko zostały usunięte z rozgrzanego asfaltu. – A teraz, kolejna konkurencja!

Oratorium jest dla wszystkich

– Oratorium to jest przestrzeń dla dzieci i młodzieży, gdzie staramy się wychowywać dzieci w duchu chrześcijańskim zgodnie z nakazem św. Jana Bosko, zgodnie z jego charyzmatem – mówi ks. Krzysztof Pyzik, salezjanin, dyrektor Oratorium. Ks. Bosko starał się kształtować młodego człowieka, widząc w nim ogromny potencjał intelektualny, duchowy. Starał się dostrzegać w młodym człowieku te talenty, które on posiadał i starał się je rozwijać. Nasz święty patron kształtował dzieci integralnie. To znaczy skupiał się na kształtowaniu intelektualnym, duchowym, psychicznym fizycznym i emocjonalnym. Podchodził do młodego człowieka z otwartym sercem z miłością – podkreśla. Ks. Krzysztof opowiada o tym, jak dzieci kształtowane są w Oratorium. Jest czas na zwiedzanie, na zabawę, śpiew i taniec, jest także czas na indywidualne rozmowy, a przede wszystkim na modlitwę i Eucharystię, która jest najważniejszym momentem dnia.

Oratorium Świętokrzyskie jest otwarte dla wszystkich, nie tylko mieszkańców parafii Świętego Krzyża. Każdy młody człowiek z Kielc może uczestniczyć w zajęciach tu organizowanych nie tylko w czasie wakacji, ale przez cały rok. – Serdecznie zapraszamy do nas. Każde dziecko ma jakiś talent i każde dziecko jest cudem, potrzebuje tylko odpowiedniej atmosfery w której może rozkwitnąć – mówi ks. Krzysztof.

* * *

Adaś Wesołowski
Na półkoloniach jestem już drugi raz. Nie jestem z tej parafii, należę do świetlicy przy ul. Górniczej w Kielcach. Jest bardzo fajne, tu dużo się dzieje, jest wiele wyjazdów, super zabaw. Ale nie tylko bawimy się i nie tylko zwiedzamy, również się modlimy. Mam tu kilku kolegów, z którymi rozmawiam na różne tematy. Będę za nimi tęskinił, gdy półkolonie się skończą. Powinny być zdecydowanie dłuższe.

Juliusz Górecki
Te półkolonie są wspaniałe. W pierwszym dniu byliśmy zapoznawani co się będzie działo, przez cały czas trwania półkolonii i zostaliśmy podzieleni na grupy. W tych grupach wymyśliliśmy regulaminy jakie będą obowiązywać przez cały czas trwania półkolonii.
Następnego dnia była pierwsza wycieczka do Centrum Leonarda da Vinci w Podzamczu Chęcińskim. Byliśmy tam praktycznie przez cały dzień, było tam bardzo dużo atrakcji. Następnego dnia pojechaliśmy do parku trampolinowego, przed naszą wycieczką mieliśmy warsztaty i podzieliliśmy się na trzy grupy: taneczną, „śpiewowi” i grupę udzielającą pierwszej pomocy. Ja już umiem udzielać pierwszej pomocy. Mam tutaj dwóch przyjaciół, jednego znam z przedszkola, i tu właśnie się z nim spotkałem, nawet nie myślałem, że go jeszcze kiedyś zobaczę. Drugi – to kolega ze szkoły podstawowej. Jest tu także taki Artur z bratem z Ameryki i z nimi się poznałem. Bardzo fajni chłopcy, pierwszy raz rozmawiałem z chłopakiem z innego kraju , no nie licząc mojego brata z Niemiec.

Maja Kletowska
Nie należę do parafii św. Krzyża, ale jestem z Kielc i co piątek przychodzę tu na próby scholi. Na półkoloniach jestem już czwarty raz. Lubię tutaj spędzać czas. Chodzimy w ciekawe miejsca, są organizowane wyścigi, zabawy, zwiedzamy muzea. Na pewno lepiej jest spędzać czas z koleżankami niż samemu w domu.

Żaneta Sobierajska – wychowawca
Dzieci są u nas z dwóch placówek, jedna jest stąd przy ul. 1 Maja, a inne z ul. Górniczej, lecz są także dzieci z terenu Kielc. Każde dziecko może się zapisać na półkolonie, z tym że dla dzieci z Oratorium cena za pobyt jest trochę niższa. Dzieci są w wieku od 6 do 14 lat. Zajęcia prowadzone są od 9 do 14. W tym roku mamy dwa turnusy półkolonii, jeden na początku wakacji drugi na końcu. Na tym turnusie mieliśmy trzy dni „wyjściowe” i dwa dni na miejscu. Pierwszy dzień był po to, by się zintegrować. Mieliśmy też dzień magii i iluzji przygotowany przez kolegę jednej z naszych animatorek, który akurat znalazł się w Kielcach, chociaż na co dzień mieszka prawie 600 km stąd. Zechciał do nas przyjść jako wolontariusz. Po pokazie dzieci były pod olbrzymim wrażeniem, opiekunowie również.

Wioletta Wesołowska – wychowawca
W Oratorium Świętokrzyskim kierujemy się mottem, które zostawił nam św. Jan Bosko, że wychowanie jest sprawą serca. Staramy się zrozumieć każde dziecko i mieć z nim bardzo dobry kontakt. Często przychodzą do nas dzieci, a także rodzice ze swoimi problemami. Staramy się ich wspierać jak możemy i podpowiadać rozwiązania związane z wychowaniem dzieci. Dużą uwagę przykładamy do tego, aby codziennie towarzyszyła nam modlitwa. Dzieci chętnie się modlą i coraz więcej dzieci przychodzi na modlitwy. Każdy dzień rozpoczynamy modlitwą, mamy oczywiście modlitwę przed posiłkiem, po posiłku i na koniec ok. godziny 14 też się modlimy, oraz „słówko” – to taka pozostałość po św. Janie Bosko, który zawsze mówił takie „słówko wieczorne” do młodzieży, do swoich chłopców w oratorium w Turynie. „Słówko” zazwyczaj dotyczy wychowania, przyjaźni, posłuszeństwa rodzicom. Mamy grupę wykwalifikowanych wychowawców, pomaga nam również alumn Mateusz Papież. Dzieci naprawdę czują się tutaj wspaniale, i jak same się zwierzały, żałują, że te półkolonie się tak szybko kończą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Człowiek dialogu

2019-10-21 05:02

Urszula Buglewicz

Abp Stanisław Budzik został laureatem Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Józefa Łobodowskiego.

Paweł Wysoki

Jak podkreślił przewodniczący jury ks. prof. Edward Walewander, uhonorowany został „człowiek o pałającym sercu, szukający zawsze prawdy, dobra i piękna”. - Dokonując wyboru, jury kierowało się kryterium wkładu w kulturę polską. Wzięło pod uwagę postawę kapłana i hierarchy Kościoła katolickiego, który prezentuje otwartość i gotowość do dialogu z drugim człowiekiem. Dowodem tego są m.in. często padające z ust Księdza Arcybiskupa słowa, że Kościół opowiada się zawsze za tym, by jednoczyć ludzi różnych narodów, kontynentów, języków czy przekonań - mówił Ksiądz Profesor. Uroczyste wręczenie nagrody za „twórcze inicjatywy podejmowane w dziedzinie naukowej oraz kościelnej w celu zbliżenia Kościoła w Polsce z chrześcijanami żyjącymi za naszą wschodnią granicą i z ludźmi dobrej woli” odbyło się 10 października w sali reprezentacyjnej Trybunału Koronnego w Lublinie.

Nagroda Łobodowskiego

Pomysłodawcami wręczonej po raz 5. nagrody są: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich oddział Lublin, Stowarzyszenie „Polska - Wschód” oddział w Lublinie, Fundacja „Willa Polonia”, Fundacja „Dla Pokoleń” i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Patronem nagrody przyznawanej tłumaczom literatury krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz popularyzatorom idei pojednania między narodami jest Józef Łobodowski (1909-1988), polski poeta związany z Lublinem. Nagroda przyznawana jest w trzech kategoriach: dla pisarza z krajów wschodnich, którego książka ukazała się w przekładzie na język polski; dla tłumacza literatury polskiej za przekład książki współczesnego polskiego autora na jeden z języków Środkowej i Wschodniej Europy; dla popularyzatora idei ponadgranicznej współpracy na polu polityki, nauki, literatury i sztuki z krajów Środkowej i Wschodniej Europy. W tym roku wraz z abp. Stanisławem Budzikiem uhonorowani zostali: Łyczezar Seliaszki, bułgarski poeta i eseista, prof. Hryhorij Arkuszyn, ukraiński językoznawca i Serhij Efimenko, dyrektor artystyczny filharmonii w Łucku.

Filary życia

Podczas uroczystego spotkania laudację wygłosił ks. prof. Edward Walewander. Konstrukcję wypowiedzi oparł na czterech pryncypiach obecnych w bogatym życiu abp. Stanisława Budzika.

Pierwszym filarem jest „religio” - przywiązanie do spraw Bożych i do Kościoła. - Stanisław Budzik wzrastał w bardzo religijnej rodzinie wiejskiej, w której na co dzień żyło się Kościołem i jego nauką w powiązaniu z polską tradycją katolicką. Mówimy tu o duchowych korzeniach. Miejsce urodzenia, Łękawica koło Tarnowa, jest taką genealogią jego wiary i wszystkich tych, którzy z niej czerpali przynależność do Chrystusa przez Maryję - mówił Ksiądz Profesor. W laudacji przywołał myśli abp Budzika, który w różnych publikacjach podkreślał, że „naturalnym miejscem życia i posługi duszpasterza jest zawsze Kościół; Kościół jest dla ludzi kalendarzem życia, lampą na splątanych ścieżkach oraz jasnym drogowskazem wśród ciemności”.

Drugim filarem jest „patria”, o której kard. Stefan Wyszyński uczył, że druga po Bogu wartość to umiłowanie Ojczyzny i stron rodzinnych. - Laureat dorastał wśród ludzi, których trzeba było szanować i poważać, bo zasługiwali na to ze względu na swoją wiedzę, postawę moralną, codzienne zachowanie, bohaterską wojenną przeszłość. Wszyscy oni uczyli młodych i wychowywali do aktywności, wspierali w wyborach życiowych - mówił ks. Walewander, przywołując znamienite postaci z historii Łękawicy.

Opisując trzeci paradygmat - „scientia”, prelegent wskazał na czas nauki abp. Budzika w tarnowskim liceum, któremu patronuje Kazimierz Brodziński, a do którego uczęszczał m.in. Romana Brandstaetter; na czas formacji w seminarium i późniejsze zainteresowanie teologią, filozofią i literaturą, czego owocem były i są liczne wykłady i publikacje. Przywołał też zasługi laureata na płaszczyźnie porozumienia między Kościołem Katolickim z Cerkwią Prawosławną i cenny wkład w dialog Polski ze Wschodem. Metropolita Lubelski był i wciąż jest gorącym zwolennikiem międzynarodowej współpracy zarówno naukowej, jak też kulturalnej i gospodarczej.

Jako ostatni filar przywołana została „amicitia”, szczera przyjaźń, trwająca niezależnie od okoliczności i układów. - Laureat jest znany jako człowiek życzliwy i oddany ludziom. Zawsze można na niego liczyć; pielęgnuje przyjaźń. Ma dłonie otwarte dla potrzebujących wszelkiego wsparcia, zwłaszcza duchowego; jego serce od zawsze pała do prawdy, sprawiedliwości, krzewienia dobra w życiu codziennym - podkreślał ks. prof. Edward Walewander.

Otwarta brama

Odbierając nagrodę abp Stanisław Budzik przyznał, że jest poruszony międzynarodowym wyróżnieniem. Wraził radość, że otrzymuje ją w Lublinie - mieście, które jest miejscem spotkania kultur, bramą szeroko otwartą na Wschód. Podkreślił, że nagroda jest uznaniem tego, co robi archidiecezja lubelska w dialogu polsko-ukraińskim. - Wielu kapłanów naszej archidiecezji pracuje na Wschodzie, dokąd wciąż płynie pomoc. W Metropolitalnym Seminarium Duchownym od ponad 50 lat pod jednym dachem kształcą się nasi alumni i grekokatolicy z Ukrainy. Dzięki temu kapłani wychowują się w otwartości na inne wyznania, na sąsiedni kraj - przypomniał abp Budzik. Mówiąc o międzynarodowym i międzyreligijnym dialogu i spotkaniu, Metropolita przywołał też obecność chełmskiej ikony Matki Bożej, którą od wieków czczą prawosławni, grekokatolicy i katolicy. Kończąc wystąpienie, Ksiądz Arcybiskup zacytował „Balladę o Lublinie” Józefa Łobodowskiego, utwór wyrażający tęsknotę poety za ukochanym miastem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem