Reklama

Odnowić oblicze Europy

2018-11-21 10:42

Z Moderatorem Ruchu „Europa Christi” ks. inf. Ireneuszem Skubisiem rozmawia Mariusz Książek
Niedziela Ogólnopolska 47/2018, str. II-IV

– MARIUSZ KSIĄŻEK: – Księże Infułacie, zakończony II Międzynarodowy Kongres Ruchu „Europa Christi” odbywał się pod hasłem: „Wizja Europy w ujęciu Jana Pawła II. Jan Paweł II patronem Europy”. Wpisał się doskonale w obchody 40. rocznicy rozpoczęcia pontyfikatu Jana Pawła II. Dlaczego kongres odwoływał się do tego papieża? Czy jako patron Europy św. Jan Paweł II może być wzorem nie tylko dla katolików?

– KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Kongres Ruchu „Europa Christi” 2018 odbywał się w bardzo ważnym czasie. Były to 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości oraz 40. rocznica wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę św. Piotra. Jan Paweł II to papież przełomu tysiącleci. Wielki papież, który w bardzo ważnym i trudnym okresie dziejów Kościoła i chrześcijaństwa wpisał się złotymi zgłoskami w wiek XX i początek XXI. Im bardziej wczytuję się w teksty Jana Pawła II, tym większego nabieram przekonania, że jest to papież niezwykły, który był oczekiwaniem Kościoła. Jan Paweł II odbył pielgrzymki do większości europejskich krajów, w każdym z nich miał wiele do powiedzenia, wpisywał się w tożsamość zarówno poszczególnych krajów, jak i całego kontynentu. Wskazywał na wielkość Europy, przypominał jej chrześcijańskie korzenie, uwzględniał sytuacje złożoności różnych europejskich problemów – m.in. słynne przemówienie o dwóch płucach Europy: Wschodu i Zachodu. Ten papież miał określoną wizję Europy. Miał też wiele do powiedzenia rodakom. Podczas pielgrzymek do naszej ojczyzny udzielił wielu wspaniałych i trafnych wypowiedzi odnoszących się do teraźniejszości i przyszłości Polski. Tak było też w innych krajach. Dlatego uważam, że podjęcie przez Ruch „Europa Christi” zadania zwrócenia się do papieża Franciszka o ogłoszenie św. Jana Pawła II patronem Europy jest bardzo ważną i trafną opcją. Uważam, że Jan Paweł II to nie tylko patron, ale też ojciec Europy, bo nikt ze współczesnych myślicieli nie powiedział tyle na temat tożsamości Europy, jej kultury, zakorzenienia, co nasz rodak. Dlatego kongres z całym przekonaniem podjął inicjatywę, by Jan Paweł II był tym, który pokazuje Europie jej drogi, jej przyszłość, przeznaczenie i jej filozofię odnośnie do całego globu. Oczywiście, Jan Paweł II jako człowiek to postać wspaniała. Przypomnę choćby jego pogrzeb, w którym – jak mówiono – uczestniczyło ok. miliarda mieszkańców globu. To postać powszechna dla całej ludzkości. Nie tylko katolicy, chrześcijanie, ale też ludzie innych religii i kultur okazywali mu szacunek, mieli świadomość, że to jeden z największych ludzi i intelektów współczesności.

– Jakie konkretne działania podjął Ruch „Europa Christi”, aby Jan Paweł II był ogłoszony patronem Europy? O czym nam przypomina Papież Polak jako mieszkańcom Europy? Czy ta inicjatywa ma poparcie także Kościoła hierarchicznego?

– Temat ogłoszenia św. Jana Pawła II patronem Europy padł już na I Kongresie Ruchu „Europa Christi”, w październiku 2017 r. Na sesji w Częstochowie kard. Stanisław Dziwisz, przez wiele lat sekretarz Jana Pawła II, uzasadnił opcję, by ten Papież został ogłoszony patronem Europy. Zresztą nie tylko w Polsce, ale też w Hiszpanii podjęto zbieranie podpisów do papieża Franciszka w tej sprawie – mamy kopię dokumentu zawierającego 14 tys. podpisów. Jako Ruch „Europa Christi” do tej pory zebraliśmy ponad 11 tys. podpisów i myślę, że na ten temat odezwą się jeszcze z Polski setki tysięcy ludzi. W wielu europejskich krajach również rejestrujemy chęci i prośby, by Kościół dołączył św. Jana Pawła II do grona świętych patronów Europy. Wiem, że także Konferencja Episkopatu Polski zajmuje się tą petycją i pewnie w niedługim czasie będziemy świadkami, tej pieknej inicjatywy polskich biskupów. Myślę, że będzie też podobny głos innych episkopatów Europy.

– Kard. Gerhard L. Müller podczas bardzo przejmującego wystąpienia w Senacie RP powiedział wiele ważnych, bardzo surowych słów o Europie, m.in. że dominują w niej prądy bazujące na ideologii półmarksistowskiej. Jak można się wyzwolić ze swoistego duchowego smogu ideologii pozbawiających nas orientacji na wartości chrześcijańskie? Czy współczesny świat tęskni za nowym powietrzem wartości w Europie?

– Kard. Müller wypowiedział się w auli Senatu RP w sposób bardzo wyrazisty. Podkreślił, że Europa przeżywa swój kryzys, zauważył, że zarówno w Europie jak i w Polsce dość czynna jest ideologia neomarksistowska. Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary zwrócił uwagę, jak w UE traktowana jest Polska, wiemy, że traktuje się ją w sposób niesprawiedliwy i rzeczywiście istnieje w Europie jakiś specyficzny smog, zaduch marksistowski, liberalny, ateistyczny, który nie ma wymiaru wyzwalającego. Europa dusi się w poprawności politycznej. Zauważamy pewne działania unijnych urzędników, którzy reprezentują jakby inny świat, inną Europę – Europę ateistyczną i ateizującą. Ksiądz Kardynał w swojej wypowiedzi dodał Polakom ducha. Jestem wdzięczny Panu Bogu, że udało się go zaprosić, bo ta wypowiedź została zauważona. Myślę, że fakt, iż szybko został zaatakowany przez liberalne media jest znamienny. Swoją wypowiedzią niejako przewietrzył myśl europejską, dodał ducha Polsce i nam, uczestnikom kongresu, oraz  ośmielił nas do jeszcze usilniejszych działań na rzecz powrotu Chrystusa do Europy.

– Jak i czym Ruch „Europa Christi” chciałby przeciwstawić się temu bezbożnemu trendowi na poziomie europejskim?

– Ruch „Europa Christi” zaistniał ponad dwa lata temu. Podjęliśmy działania, które mają ożywić świadomość mieszkańców Starego Kontynentu, przypomnieć Europie, że jej tożsamość zbiega się z filozofią grecką, prawem rzymskim, a nade wszystko i z Ewangelią Jezusa Chrystusa, która nakłada na nas wszystkich moralny obowiązek miłości bliźniego. To podstawowe przykazanie chrześcijańskie. Miłość Boga zakłada także wiarę. Współczesna Europa przez swoje odejście od Dekalogu, od norm moralnych odchodzi również od Boga. Wielu Europejczyków za ideę dla swojego życia przyjęło konsumizm, użycie, odeszło od perspektywy zmartwychwstania, A wiara chrześcijańska to wiara w Chrystusa Zmartwychwstałego, to idea życia, a nie śmierci. Europa przez swoje odejście od Dekalogu, przez swój ateizm pogrąża się w kulturze śmierci. Tymczasem chrześcijaństwo jest tego odwrotnością. „Zmartwychwstałem i jestem z wami” – powiedział Chrystus. Człowiek też oczekuje zmartwychwstania, oczekuje życia. Grób nie jest zakończeniem życia człowieka jest tylko przejściem. I taka jest wiara chrześcijańska. To jest wiara radosna, mówi człowiekowi, że jego ojczyzną jest niebo, że Bóg jest jego przeznaczeniem. Stąd Ruch „Europa Christi” to ruch ożywiający wiarę, a także kulturę w której żyje wierzący, jest to kultura życia. Zakorzenienie kultury chrześcijańskiej to zakorzenienie ewangeliczne. Dlatego ruch przeciwstawia się trendowi ateistycznemu i ateizującemu, który zyskał miano cywilizacji śmierci.

– Młodzież nie zna już Jana Pawła II z osobistych doświadczeń. Czy jego nauka może porwać współczesnego człowieka?

– Jan Paweł II odszedł do Pana w 2005 r. Młodzi ludzie nie mają już osobistych przeżyć ze spotkań, które my mamy jeszcze w pamięci. Ale przecież pozostały teksty, nagrania, są książki. Można więc wracać do Jana Pawła II i czerpać z jego mądrości, z przykładu. Bardzo poważnym zadaniem dla współczesnych decydentów jest to, żeby wracać do osoby Jana Pawła II. Zostawił nie tylko wspaniałe dokumenty, które wpisują się w założenia Soboru Watykańskiego II. Wydał piękne, żywotne i głębokie książki. Nasze kongresy dają pewne wskazówki, dopingują do tego, żeby wracać do Jana Pawła II. Nieraz w Telewizji Trwam powtarzane są niektóre pielgrzymki papieża, które ogląda się tego z zainteresowaniem i wzruszeniem. Jakże on może nam i dzisiaj dużo powiedzieć. To treści nadal aktualne, jakby wypowiadane do współczesnych. Kościół powinien jak najczęściej wracać do myśli Jana Pawła II. Wiele audycji radiowych i telewizyjnych może być bardzo przydatnych w wychowaniu młodego pokolenia. Jan Paweł II mógłby się stać wodzem Europy, bo ona potrzebuje przywódcy. Niestety, nie ma dziś prawdziwych europejskich elit, nie ma przywódców Europy w tym sensie jest ona chora, ogarnięta jakimś niedowładem intelektualnym, myślowym, moralnym. Jan Paweł II mógłby być tu wielkim lekarzem przez przypomnienie nauczania Jezusa Chrystusa w kontekście naszego życia mógłby Europie bardzo pomóc.

– Na kongres przybyli goście z wielu państw, przedstawiciele europejskich instytucji, zaangażowani na wielu polach życia religijnego i społecznego. Czy widzi Ksiądz Infułat wspólne problemy do rozwiązania bez względu na wyznanie czy przynależność narodową?

– Zaprosiliśmy wielu znakomitych gości. Przygotowania trwały blisko rok. Niełatwo było zebrać tak wielu wspaniałych prelegentów i wykładowców. Ostatecznie udało się nam zgromadzić ludzi z kilku kontynentów, nie tylko z Europy, którzy mieli nam coś do powiedzenia. Sądzę, że świat ich zauważył. Z ich ust padały bardzo ważne propozycje w oparciu o nauczanie Kościoła. Mogliśmy też nawiązywać do pewnych rozwiązań nie tylko ideowych, ale konkretnych w oparciu o doświadczenia innych. Bardzo ważna była sesja dotycząca rodziny, w której wystąpili znakomici znawcy tego tematu, cenna była sesja ekonomiczna, która pokazywała zagadnienia i rozwiązania gospodarcze i ekonomiczne w kontekście Ewangelii, filozofii chrześcijańskiej i chrześcijańskiej ekonomii. Publikując całość wypowiedzi wygłoszonych podczas kongresu, otrzymamy bardzo ważny materiał do analizy w przyszłości. Będą to propozycje nie tylko dla naszego ruchu. Ostatni kongres z pewnością da początek dla dobrych działań na rzecz Europy i świata.

– Kongres to formacja wewnętrzna, zostały w nim poruszone takie tematy, jak: „Prawo a wartości w Europie” czy „Ekonomia w kontekście «Europa Christi»”. Czy rolą ruchu jest wskazywanie nowych, konkretnych rozwiązań w życiu społecznym, czy raczej ogólna formacja człowieka?

– Kongres miał na uwadze, doprowadzenie do pewnych zamyśleń na ważne tematy. Wspomina Pan Redaktor sesję na KUL-u, gdy profesorowie prawa mówili na temat wartości w Europie. Bo w Europie został zachwiany system wartości. Neomarksizm, liberalizm, ateizm wprowadzają nową postać filozofii, która promuje pewien układ ateistyczny i ateizujący. W Europie, szczególnie w UE, jest to bardzo zauważalne. W dokumentach unijnych nie ma słowa „chrześcijaństwo”, urzędnicy wręcz alergicznie reagują na słownictwo chrześcijańskie, religijne. Wszystko ma być wyprane z wiary. Zachodzi tu wewnętrzna sprzeczność, bo kultura europejska jest oparta na chrześcijaństwie. Gdybyśmy chcieli usunąć z europejskiej literatury słowa: krzyż, Chrystus, Kościół, rodzina, to wszystko stałoby się kulawe, okaleczone. A do tego prowadzą różne opcje UE, ateistyczne i neoliberalne, marksistowskie, i dlatego Europa traci swoją tożsamość – wszystko staje się nienormalne. Chrześcijaństwo ma przywrócić Europie normalność. Bardzo ważne były treści na sesji ekonomicznej w Częstochowie, w redakcji „Niedzieli”. Podjęto tam ciekawe myśli o ekonomii w wydaniu chrześcijańskim. Czyli – „Europa Christi” staje się tematem aktualnym w każdej dziedzinie życia, do każdej można i trzeba wprowadzić opcję ewangeliczną – opcję normalności.

– Kard. Müller powiedział na kongresie, że obserwuje się dziś w Europie atak nie tylko na Polskę, ale także na Kościół katolicki. Co świeccy w Kościele mogą zrobić, aby się obronić?

– Europa rzeczywiście przeżywa okres ożywionego ataku na Kościół, na chrześcijaństwo jako religię. Polska jest postrzegana jako kraj katolicki, dlatego ataki na Polskę nie są przypadkowe. Ksiądz Kardynał powiedział, że Polska nie potrzebuje korepetycji – ona kryje w sobie bardzo mocne walory intelektualne, moralne. To są walory, które także realizują pełną demokrację. Slogany wypowiadane przez niektóre środowiska liberalne, są bardzo nieprzyjemne, ale one są. Dobrze, że niemiecki hierarcha wypowiada w sposób oczywisty i zdecydowany tak ważne zdania o Polsce. Zresztą nie tylko on, także Najwyższy Rycerz Rycerzy Kolumba Carl Anderson mówił o tym, że Polska jest nadzieją Europy. Wskazał na cenne elementy kultury europejskiej zawarte w polskiej literaturze. Wypowiedzi wielu ludzi z Polski, Europy i Ameryki bardzo ubogaciły kongres i pozwolą dokonać pewnych reasumpcji, które będą kierunkiem dla Ruchu „Europa Christi”.

– Czy w ruchu odnajdują się ludzie, którzy tylko sporadycznie mają kontakt z Kościołem?

– Z pewnością już teraz są tacy ludzie, takie środowiska, którzy tworzą Ruch „Europa Christi”. Mamy też pewne propozycje, które będą dopracowywane i które będziemy chcieli pogłębić. Będziemy pracować, publikować materiały, organizować konferencje, sympozja. Będą to działania nie tylko w Polsce, myślimy też o Francji, Niemczech, Włoszech. Bo są tam ludzie, którym zależy na tym, by Europa była sobą, by była wielka. Dlatego wielu podejmuje akcję zbierania podpisów pod apelem do papieża Franciszka o ustanowienie św. Jana Pawła II patronem Europy. Najbardziej do ruchu przylegają jednak zawsze świadkowie wiary, nie tylko duchowni, ale przede wszystkim świeccy. Oni zwracają się do nas o instrukcje, zadają konkretne pytania. To nie tylko Polacy, ale też osoby z innych krajów europejskich.

– Czy Ruch „Europa Christi” nie wyręcza innych instytucji realizujących katolicką naukę społeczną w Kościele?

– Jedno chciałbym podkreślić. Ruch „Europa Christi” nie zamierza być ruchem politycznym. Pragniemy łączyć działania chrześcijan w duchu Ewangelii oraz pracować nad jednością i solidarnością chrześcijan, szczególnie katolików. Jednocześnie trzeba zauważyć, że są działacze katoliccy, chrześcijańscy, którzy mają aspiracje polityczne. Jeżeli więc będziemy widzieć, że ci ludzie działają w duchu Dekalogu, szczególnie gdy będą bronić życia od poczęcia do naturalnej śmierci, to możemy się tylko cieszyć i błogosławić ich działaniom, które traktują Dekalog w sposób integralny, a nie wybiórczy, jak to nieraz można zauważyć. Po prostu oni naprawdę liczą się z Prawem Bożym. To wszystko. Takie działania polityczne wyczerpują to, co mieści się w pojęciu „Europa Christi”. Zaskoczę Pana i pewnie także Czytelników. Otóż bardzo liczę na ludzi, którzy mają sporadyczny kontakt z Kościołem. Przede wszystkim ruch jest ruchem oddolnym, powstał przy udziale większości osób świeckich. Poza tym wydaje mi się, że u wielu ludzi, którzy mają nawet słabszy kontakt z Kościołem, można zauważyć dużą wrażliwość na sprawy kultury, historii czy też sprawy społeczne. Myślę, że wielu spośród nich zainteresuje się przebogatą problematyką chrześcijańskiego zakorzenienia kultury europejskiej. Dlatego zapraszam tych ludzi do włączenia się w sprawy Ruchu „Europa Christi”.

– Jakie instytucje przyszły z pomocą organizatorom Kongresu „Europa Christi”?

– Nasze działanie, również w związku z Kongresem „Europa Christi” 2018 wspierają osoby fizyczne i różne instytucje. Wspomnę tutaj: Bank Polska Kasa Opieki Spółka Akcyjna, Bank Gospodarstwa Krajowego, Fundację Orlen – Dar Serca, Adam M. Bak Foundation, Fundację KGHM Polska Miedź, Fundację Lotos, Grupę Energa – która włączyła to działanie w ramach strategii CSR, Firmę Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A., Fundację PGNiG SA im. Ignacego Łukasiewicza, Pocztę Polską, Buskowiankę-Zdrój SA.

– Z jakim przesłaniem pozostawia nas kongres?

– Kongres chciałby zjednoczyć chrześcijan. Przekonujemy chrześcijan Europy: Policzmy się, są nas miliony! Jest nas naprawdę dużo, ale przez swoje niezorganizowanie, bylejakość, niezdrową rywalizację stajemy się często konkurentami sami dla siebie, a nawet w jakimś sensie wrogami. A jeżeli nie ma jedności, jeżeli jest rozbicie, to wtedy wszyscy tracą siłę. Dlatego zawołaniem Ruchu „Europa Christi” jest, byśmy byli jedno, byśmy poczuli się solidarni. Chrześcijańska Europa to Europa solidarna. Mamy naprawdę bardzo duże możliwości, mamy naukę Jezusa Chrystusa, mamy Kościół katolicki. Jako ruch nikogo nie chcemy wyręczać – duszpasterzy, biskupów. Chcemy wszystkim pomagać i pragniemy, by to, co wszyscy robimy, było czynione w sposób najpiękniejszy, żeby przykazanie miłości Boga i bliźniego było zachowane w sposób najbardziej doskonały. To jest duże i poważne przesłanie kongresu.

Burmistrz chce zmniejszenia liczby lekcji religii w szkołach gminnych

2019-12-06 07:14

pab / Ustrzyki Dolne, Przemyśl (KAI)

Burmistrz Ustrzyk Dolnych Bartosz Romowicz (PSL) zwrócił się do metropolity przemyskiego abpa Adama Szala z prośbą o zgodę na zmniejszenie liczby lekcji religii do jednej godziny lekcyjnej w tygodniu oraz połączenia zajęć z religii w oddziałach, gdzie liczba uczniów jest mniejsza niż 13 osób. Argumentuje to szukaniem oszczędności w oświacie. Przemyska kuria nie chce komentować tych żądań, a działania burmistrza skrytykował radny PiS.

Bożena Sztajner/Niedziela

Zgodnie z polskim prawem tygodniowy wymiar zajęć z religii może być obniżony tylko za zgodą biskupa diecezjalnego. W związku z tym Bartosz Romowicz wystosował taką prośbę do metropolity przemyskiego, uzasadniając ją poszukiwaniem oszczędności. „Szacowany koszt nauki religii przy 152 godzinach lekcyjnych tygodniowo wynosi na 2020 rok 538 tys. złotych. Zmniejszenie ilości godzin pozwoli na ograniczenie tych wydatków bez drastycznego zmniejszania ilości godzin przeznaczonych na inne zajęcia rozwijające zainteresowania, które przygotowują naszych uczniów i wychowanków do podejmowania życiowych wyborów oraz przewidzianych prawem egzaminów na kolejnych etapach kształcenia” – napisał Romowicz.

Burmistrz stwierdził, że wzrost nakładów na oświatę zmusza go do szukania oszczędności poprzez likwidację wszelkich dodatkowych zajęć ponad podstawę programową.

Jak wskazał Romowicz, zmniejszenie liczby zajęć religii pozwoli również „zapobiec umieszczaniu w planie lekcyjnym katechezy pomiędzy zajęciami obowiązkowymi”. W ten sposób katechezy będą się odbywać na początku lub na końcu zajęć lekcyjnych, a uczniowie, którzy nie uczęszczają na religię, mogą wrócić do domów.

Oszczędności ma również dać połączenie zajęć z religii w oddziałach, w których jest mniej niż 13 uczniów. Wyjątek mają stanowić: klasa III, w której uczniowie przygotowują się do przyjęcia pierwszej komunii świętej oraz klasa VIII, w której odbywa się przygotowanie do bierzmowania.

Przemyska kuria metropolitalna nie chce komentować żądań Bartosza Romowicza. Jej rzecznik ks. Bartosz Rajnowski powiedział KAI, że burmistrz Ustrzyk Dolnych otrzyma pisemną odpowiedź, jednak kuria nie będzie jej upubliczniać, ani komentować.

Stanowisko burmistrza skrytykował natomiast podczas ostatniej sesji rady miejskiej radny Czesław Urban (PiS). Zwrócił uwagę, że w realizacji zadań własnych gminy, a taką jest oświata, burmistrz podlega wyłącznie radzie gminy. – Dlaczego burmistrz nie wziął pod uwagę zdania samorządu, czyli rady miejskiej w Ustrzykach Dolnych, tylko autorytarnie postanowił, iż setki, a nawet tysiące dzieci w gminie będą miały jedną godzinę lekcji religii? Dlaczego burmistrz nie wziął pod uwagę głosu społeczeństwa, nie przeprowadzając chociażby żadnych konsultacji społecznych? – pytał.

Urban zwrócił uwagę, że oszczędności, jakie chce osiągnąć Romowicz to ok. 250 tys. zł, czyli tyle, ile miasto wydało w tym roku na trzy imprezy plenerowe, których zasadność radny poddał pod wątpliwość.

Radny wytknął burmistrzowi, że jego ostatnie działania wpisują się w walkę z Kościołem. – To nie pierwszy raz, kiedy wypowiada się pan źle o Kościele i księżach. Oświadczam, iż nie zgadzam się na likwidację jednej godziny lekcji religii i mówię to w imieniu swoim i wielu osób, z którymi rozmawiałem i prosili mnie o wyrażenie takiej opinii – podsumował Urban.

Bartosz Romowicz na swojej stronie na portalu społecznościowym napisał, że jego postulat nie jest walką z Kościołem, ale w ten sposób chce zwrócić uwagę na problemy finansowe samorządów „spowodowane przez oświatę i reformy polskiego rządu”. Z kolei na portalu korsosanockie.pl powiedział: „Jestem przekonany, iż kuria nie zgodzi się. Ale poczekam na pismo w tej sprawie”.

Bartosz Romowicz ma 31 lat, należy do Polskiego Stronnictwa Ludowego. Burmistrzem Ustrzyk Dolnych jest drugą kadencję. W ostatnich wyborach parlamentarnych bezskutecznie startował do Senatu RP.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gwatemala: beatyfikacja brata szkolnego Jakuba A. Millera – męczennika

2019-12-06 19:13

kg (KAI) / Huehuetenango

W sobotę 7 grudnia w mieście Huehuetenango w zachodniej Gwatemali biskup diecezji David w Panamie kard. José Luis Lacunza Maestrojuán ogłosi błogosławionym brata Jakuba Alfreda Millera, który poniósł tam śmierć męczeńską w wieku 37 lat. Był on amerykańskim bratem szkolnym, który ponad 10 lat swego życia zakonnego spędził w Ameryce Środkowej, głównie w Nikaragui, potem w Gwatemali i tam zginął z rąk niewykrytych do dzisiaj sprawców.


Brat Santiago czyli Jakub Alfred Miller

Oto krótki życiorys nowego błogosławionego.

Jakub (James) Alfred Miller urodził się 21 września 1944 w miasteczku Stevens Point w amerykańskim stanie Wisconsin. Był wcześniakiem i zaraz po urodzeniu ważył zaledwie nieco ponad 1,8 kg, później jednak szybko się rozwijał i jako dorosły mierzył prawie 2 metry i ważył 100 kg. W dzieciństwie i wczesnej młodości był bardzo porywczy, a nawet niesforny i rubaszny, co nieraz budziło lęk w jego otoczeniu.

Wielki wpływ na zmianę jego zachowania i na całe późniejsze jego życie wywarła nauka w szkole średniej, prowadzonej przez braci szkolnych w mieście Winona w sąsiednim stanie Minnesota. W 1959, mając 15 lat, rozpoczął juniorat w tym zgromadzeniu zakonnym, w 3 lata potem został postulantem, a następnie nowicjuszem. Przyjął wówczas imiona zakonne Leo William, później jednak powrócił do swych imion chrzestnych i tylko ich używał.

Jeszcze przed złożeniem ślubów wieczystych w sierpniu 1969 zaczął pracować jako nauczyciel języków angielskiego i hiszpańskiego i jako katecheta w szkole średniej Cretin w St. Paul – stolicy Minnesoty; uprawiał też amerykański futbol i trenował drużynę szkolną.

Po ślubach władze zgromadzenia wysłały go do pracy w mieście Bluefields w południowo-wschodniej Nikaragui, skąd w 1974 przeniesiono go do Puerto Cabezas na północny wschód kraju. Pracował tam nie tylko jako nauczyciel, ale również przy rozbudowie miejscowego kompleksu przemysłowo-kościelnego, a szkoła na jego terenie pod jego kierunkiem rozrosła się z 300 do 800 uczniów. Aby bardziej zbliżyć się do miejscowej ludności, zaczął używać hiszpańskiej wersji swego imienia – Santiago (Jakub) i pod nim był powszechnie znany.

Tę pomyślnie rozwijającą się działalność przerwało w lipcu 1979 polecenie władz zakonnych, aby opuścił Nikaraguę, gdy zwyciężyło tam lewicowe ugrupowanie sandinistów. Brat Santiago pozostawał bowiem w dobrych i bliskich kontaktach z dotychczasowym dyktatorem Anastasio Somozą, widząc w tym szanse na wypełnienie przez rząd zobowiązań co do rozbudowy szkolnictwa w tym regionie, złożonych jego poprzednikowi i współbratu zakonnemu Francisowi Carrowi. Ale niektórzy miejscowi mieszkańcy uważali te więzi za zbyt bliskie i to zaniepokoiło przełożonych zakonnika, tym bardziej że nowe władze umieściły jego nazwisko na liście tych, których należy „sprzątnąć”.

Brat Santiago wrócił więc bardzo niechętnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie znów zaczął uczyć w swej pierwszej szkole w St. Paul, nie przestając jednak marzyć o powrocie do Ameryki Środkowej. Robił tak wiele dla tej placówki, że uczniowie nazwali go „Bratem Złotą Rączką”.

W styczniu 1981 znów znalazł się w Ameryce Środkowej, tym razem w Gwatemali – w Huehuetenango na zachodzie kraju i tam od pierwszej chwili zaangażował się jako nauczyciel zawodu w poprawę położenia ludności tubylczej, uciskanej przez panujący w tym kraju reżym. Działania te z jednej strony zyskały mu wielką sympatię miejscowych mieszkańców, z drugiej ściągnęły nań nie mniejszą wrogość rządzących wojskowych i bardzo szybko zaczął otrzymywać ostrzeżenia i pogróżki, których jednak nie uląkł się i nadal prowadził swą działalność na rzecz najuboższych.

Już w rok później – wieczorem 13 lutego 1983 do prowadzonej przez braci szkolnych Szkoły Indiańskiej im. De La Salle wdarło się trzech zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn, oddając serię strzałów do brata Millera, zajętego pracami budowlanymi. Zakonnik zginął na miejscu, zabójcy natomiast od razu odjechali, a wszelki ślad po nich zaginął. Do dziś pozostali niewykryci i nieukarani.

Amerykańska diecezja La Crosse, na której terenie urodził się przyszły błogosławiony, ustanowiła nagrodę jego imienia za działalność na rzecz sprawiedliwości społecznej, a po jego śmierci powstała także fundacja, również nosząca jego imię, w celu kontynuowania jego dzieła na rzecz biednych i uciskanych. Brat Santiago nazywany jest „męczennikiem edukacji”.

Jego proces beatyfikacyjny toczył się w Huehuetenango w latach 2009-10, a w Watykanie zakończył się podpisaniem przez Franciszka dekretu o męczeństwie 7 listopada 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem