Reklama

Odnowić oblicze Europy

Niedziela Ogólnopolska 47/2018, str. II-IV

– MARIUSZ KSIĄŻEK: – Księże Infułacie, zakończony II Międzynarodowy Kongres Ruchu „Europa Christi” odbywał się pod hasłem: „Wizja Europy w ujęciu Jana Pawła II. Jan Paweł II patronem Europy”. Wpisał się doskonale w obchody 40. rocznicy rozpoczęcia pontyfikatu Jana Pawła II. Dlaczego kongres odwoływał się do tego papieża? Czy jako patron Europy św. Jan Paweł II może być wzorem nie tylko dla katolików?

– KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Kongres Ruchu „Europa Christi” 2018 odbywał się w bardzo ważnym czasie. Były to 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości oraz 40. rocznica wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę św. Piotra. Jan Paweł II to papież przełomu tysiącleci. Wielki papież, który w bardzo ważnym i trudnym okresie dziejów Kościoła i chrześcijaństwa wpisał się złotymi zgłoskami w wiek XX i początek XXI. Im bardziej wczytuję się w teksty Jana Pawła II, tym większego nabieram przekonania, że jest to papież niezwykły, który był oczekiwaniem Kościoła. Jan Paweł II odbył pielgrzymki do większości europejskich krajów, w każdym z nich miał wiele do powiedzenia, wpisywał się w tożsamość zarówno poszczególnych krajów, jak i całego kontynentu. Wskazywał na wielkość Europy, przypominał jej chrześcijańskie korzenie, uwzględniał sytuacje złożoności różnych europejskich problemów – m.in. słynne przemówienie o dwóch płucach Europy: Wschodu i Zachodu. Ten papież miał określoną wizję Europy. Miał też wiele do powiedzenia rodakom. Podczas pielgrzymek do naszej ojczyzny udzielił wielu wspaniałych i trafnych wypowiedzi odnoszących się do teraźniejszości i przyszłości Polski. Tak było też w innych krajach. Dlatego uważam, że podjęcie przez Ruch „Europa Christi” zadania zwrócenia się do papieża Franciszka o ogłoszenie św. Jana Pawła II patronem Europy jest bardzo ważną i trafną opcją. Uważam, że Jan Paweł II to nie tylko patron, ale też ojciec Europy, bo nikt ze współczesnych myślicieli nie powiedział tyle na temat tożsamości Europy, jej kultury, zakorzenienia, co nasz rodak. Dlatego kongres z całym przekonaniem podjął inicjatywę, by Jan Paweł II był tym, który pokazuje Europie jej drogi, jej przyszłość, przeznaczenie i jej filozofię odnośnie do całego globu. Oczywiście, Jan Paweł II jako człowiek to postać wspaniała. Przypomnę choćby jego pogrzeb, w którym – jak mówiono – uczestniczyło ok. miliarda mieszkańców globu. To postać powszechna dla całej ludzkości. Nie tylko katolicy, chrześcijanie, ale też ludzie innych religii i kultur okazywali mu szacunek, mieli świadomość, że to jeden z największych ludzi i intelektów współczesności.

– Jakie konkretne działania podjął Ruch „Europa Christi”, aby Jan Paweł II był ogłoszony patronem Europy? O czym nam przypomina Papież Polak jako mieszkańcom Europy? Czy ta inicjatywa ma poparcie także Kościoła hierarchicznego?

– Temat ogłoszenia św. Jana Pawła II patronem Europy padł już na I Kongresie Ruchu „Europa Christi”, w październiku 2017 r. Na sesji w Częstochowie kard. Stanisław Dziwisz, przez wiele lat sekretarz Jana Pawła II, uzasadnił opcję, by ten Papież został ogłoszony patronem Europy. Zresztą nie tylko w Polsce, ale też w Hiszpanii podjęto zbieranie podpisów do papieża Franciszka w tej sprawie – mamy kopię dokumentu zawierającego 14 tys. podpisów. Jako Ruch „Europa Christi” do tej pory zebraliśmy ponad 11 tys. podpisów i myślę, że na ten temat odezwą się jeszcze z Polski setki tysięcy ludzi. W wielu europejskich krajach również rejestrujemy chęci i prośby, by Kościół dołączył św. Jana Pawła II do grona świętych patronów Europy. Wiem, że także Konferencja Episkopatu Polski zajmuje się tą petycją i pewnie w niedługim czasie będziemy świadkami, tej pieknej inicjatywy polskich biskupów. Myślę, że będzie też podobny głos innych episkopatów Europy.

– Kard. Gerhard L. Müller podczas bardzo przejmującego wystąpienia w Senacie RP powiedział wiele ważnych, bardzo surowych słów o Europie, m.in. że dominują w niej prądy bazujące na ideologii półmarksistowskiej. Jak można się wyzwolić ze swoistego duchowego smogu ideologii pozbawiających nas orientacji na wartości chrześcijańskie? Czy współczesny świat tęskni za nowym powietrzem wartości w Europie?

– Kard. Müller wypowiedział się w auli Senatu RP w sposób bardzo wyrazisty. Podkreślił, że Europa przeżywa swój kryzys, zauważył, że zarówno w Europie jak i w Polsce dość czynna jest ideologia neomarksistowska. Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary zwrócił uwagę, jak w UE traktowana jest Polska, wiemy, że traktuje się ją w sposób niesprawiedliwy i rzeczywiście istnieje w Europie jakiś specyficzny smog, zaduch marksistowski, liberalny, ateistyczny, który nie ma wymiaru wyzwalającego. Europa dusi się w poprawności politycznej. Zauważamy pewne działania unijnych urzędników, którzy reprezentują jakby inny świat, inną Europę – Europę ateistyczną i ateizującą. Ksiądz Kardynał w swojej wypowiedzi dodał Polakom ducha. Jestem wdzięczny Panu Bogu, że udało się go zaprosić, bo ta wypowiedź została zauważona. Myślę, że fakt, iż szybko został zaatakowany przez liberalne media jest znamienny. Swoją wypowiedzią niejako przewietrzył myśl europejską, dodał ducha Polsce i nam, uczestnikom kongresu, oraz  ośmielił nas do jeszcze usilniejszych działań na rzecz powrotu Chrystusa do Europy.

– Jak i czym Ruch „Europa Christi” chciałby przeciwstawić się temu bezbożnemu trendowi na poziomie europejskim?

– Ruch „Europa Christi” zaistniał ponad dwa lata temu. Podjęliśmy działania, które mają ożywić świadomość mieszkańców Starego Kontynentu, przypomnieć Europie, że jej tożsamość zbiega się z filozofią grecką, prawem rzymskim, a nade wszystko i z Ewangelią Jezusa Chrystusa, która nakłada na nas wszystkich moralny obowiązek miłości bliźniego. To podstawowe przykazanie chrześcijańskie. Miłość Boga zakłada także wiarę. Współczesna Europa przez swoje odejście od Dekalogu, od norm moralnych odchodzi również od Boga. Wielu Europejczyków za ideę dla swojego życia przyjęło konsumizm, użycie, odeszło od perspektywy zmartwychwstania, A wiara chrześcijańska to wiara w Chrystusa Zmartwychwstałego, to idea życia, a nie śmierci. Europa przez swoje odejście od Dekalogu, przez swój ateizm pogrąża się w kulturze śmierci. Tymczasem chrześcijaństwo jest tego odwrotnością. „Zmartwychwstałem i jestem z wami” – powiedział Chrystus. Człowiek też oczekuje zmartwychwstania, oczekuje życia. Grób nie jest zakończeniem życia człowieka jest tylko przejściem. I taka jest wiara chrześcijańska. To jest wiara radosna, mówi człowiekowi, że jego ojczyzną jest niebo, że Bóg jest jego przeznaczeniem. Stąd Ruch „Europa Christi” to ruch ożywiający wiarę, a także kulturę w której żyje wierzący, jest to kultura życia. Zakorzenienie kultury chrześcijańskiej to zakorzenienie ewangeliczne. Dlatego ruch przeciwstawia się trendowi ateistycznemu i ateizującemu, który zyskał miano cywilizacji śmierci.

– Młodzież nie zna już Jana Pawła II z osobistych doświadczeń. Czy jego nauka może porwać współczesnego człowieka?

– Jan Paweł II odszedł do Pana w 2005 r. Młodzi ludzie nie mają już osobistych przeżyć ze spotkań, które my mamy jeszcze w pamięci. Ale przecież pozostały teksty, nagrania, są książki. Można więc wracać do Jana Pawła II i czerpać z jego mądrości, z przykładu. Bardzo poważnym zadaniem dla współczesnych decydentów jest to, żeby wracać do osoby Jana Pawła II. Zostawił nie tylko wspaniałe dokumenty, które wpisują się w założenia Soboru Watykańskiego II. Wydał piękne, żywotne i głębokie książki. Nasze kongresy dają pewne wskazówki, dopingują do tego, żeby wracać do Jana Pawła II. Nieraz w Telewizji Trwam powtarzane są niektóre pielgrzymki papieża, które ogląda się tego z zainteresowaniem i wzruszeniem. Jakże on może nam i dzisiaj dużo powiedzieć. To treści nadal aktualne, jakby wypowiadane do współczesnych. Kościół powinien jak najczęściej wracać do myśli Jana Pawła II. Wiele audycji radiowych i telewizyjnych może być bardzo przydatnych w wychowaniu młodego pokolenia. Jan Paweł II mógłby się stać wodzem Europy, bo ona potrzebuje przywódcy. Niestety, nie ma dziś prawdziwych europejskich elit, nie ma przywódców Europy w tym sensie jest ona chora, ogarnięta jakimś niedowładem intelektualnym, myślowym, moralnym. Jan Paweł II mógłby być tu wielkim lekarzem przez przypomnienie nauczania Jezusa Chrystusa w kontekście naszego życia mógłby Europie bardzo pomóc.

– Na kongres przybyli goście z wielu państw, przedstawiciele europejskich instytucji, zaangażowani na wielu polach życia religijnego i społecznego. Czy widzi Ksiądz Infułat wspólne problemy do rozwiązania bez względu na wyznanie czy przynależność narodową?

– Zaprosiliśmy wielu znakomitych gości. Przygotowania trwały blisko rok. Niełatwo było zebrać tak wielu wspaniałych prelegentów i wykładowców. Ostatecznie udało się nam zgromadzić ludzi z kilku kontynentów, nie tylko z Europy, którzy mieli nam coś do powiedzenia. Sądzę, że świat ich zauważył. Z ich ust padały bardzo ważne propozycje w oparciu o nauczanie Kościoła. Mogliśmy też nawiązywać do pewnych rozwiązań nie tylko ideowych, ale konkretnych w oparciu o doświadczenia innych. Bardzo ważna była sesja dotycząca rodziny, w której wystąpili znakomici znawcy tego tematu, cenna była sesja ekonomiczna, która pokazywała zagadnienia i rozwiązania gospodarcze i ekonomiczne w kontekście Ewangelii, filozofii chrześcijańskiej i chrześcijańskiej ekonomii. Publikując całość wypowiedzi wygłoszonych podczas kongresu, otrzymamy bardzo ważny materiał do analizy w przyszłości. Będą to propozycje nie tylko dla naszego ruchu. Ostatni kongres z pewnością da początek dla dobrych działań na rzecz Europy i świata.

– Kongres to formacja wewnętrzna, zostały w nim poruszone takie tematy, jak: „Prawo a wartości w Europie” czy „Ekonomia w kontekście «Europa Christi»”. Czy rolą ruchu jest wskazywanie nowych, konkretnych rozwiązań w życiu społecznym, czy raczej ogólna formacja człowieka?

– Kongres miał na uwadze, doprowadzenie do pewnych zamyśleń na ważne tematy. Wspomina Pan Redaktor sesję na KUL-u, gdy profesorowie prawa mówili na temat wartości w Europie. Bo w Europie został zachwiany system wartości. Neomarksizm, liberalizm, ateizm wprowadzają nową postać filozofii, która promuje pewien układ ateistyczny i ateizujący. W Europie, szczególnie w UE, jest to bardzo zauważalne. W dokumentach unijnych nie ma słowa „chrześcijaństwo”, urzędnicy wręcz alergicznie reagują na słownictwo chrześcijańskie, religijne. Wszystko ma być wyprane z wiary. Zachodzi tu wewnętrzna sprzeczność, bo kultura europejska jest oparta na chrześcijaństwie. Gdybyśmy chcieli usunąć z europejskiej literatury słowa: krzyż, Chrystus, Kościół, rodzina, to wszystko stałoby się kulawe, okaleczone. A do tego prowadzą różne opcje UE, ateistyczne i neoliberalne, marksistowskie, i dlatego Europa traci swoją tożsamość – wszystko staje się nienormalne. Chrześcijaństwo ma przywrócić Europie normalność. Bardzo ważne były treści na sesji ekonomicznej w Częstochowie, w redakcji „Niedzieli”. Podjęto tam ciekawe myśli o ekonomii w wydaniu chrześcijańskim. Czyli – „Europa Christi” staje się tematem aktualnym w każdej dziedzinie życia, do każdej można i trzeba wprowadzić opcję ewangeliczną – opcję normalności.

– Kard. Müller powiedział na kongresie, że obserwuje się dziś w Europie atak nie tylko na Polskę, ale także na Kościół katolicki. Co świeccy w Kościele mogą zrobić, aby się obronić?

– Europa rzeczywiście przeżywa okres ożywionego ataku na Kościół, na chrześcijaństwo jako religię. Polska jest postrzegana jako kraj katolicki, dlatego ataki na Polskę nie są przypadkowe. Ksiądz Kardynał powiedział, że Polska nie potrzebuje korepetycji – ona kryje w sobie bardzo mocne walory intelektualne, moralne. To są walory, które także realizują pełną demokrację. Slogany wypowiadane przez niektóre środowiska liberalne, są bardzo nieprzyjemne, ale one są. Dobrze, że niemiecki hierarcha wypowiada w sposób oczywisty i zdecydowany tak ważne zdania o Polsce. Zresztą nie tylko on, także Najwyższy Rycerz Rycerzy Kolumba Carl Anderson mówił o tym, że Polska jest nadzieją Europy. Wskazał na cenne elementy kultury europejskiej zawarte w polskiej literaturze. Wypowiedzi wielu ludzi z Polski, Europy i Ameryki bardzo ubogaciły kongres i pozwolą dokonać pewnych reasumpcji, które będą kierunkiem dla Ruchu „Europa Christi”.

– Czy w ruchu odnajdują się ludzie, którzy tylko sporadycznie mają kontakt z Kościołem?

– Z pewnością już teraz są tacy ludzie, takie środowiska, którzy tworzą Ruch „Europa Christi”. Mamy też pewne propozycje, które będą dopracowywane i które będziemy chcieli pogłębić. Będziemy pracować, publikować materiały, organizować konferencje, sympozja. Będą to działania nie tylko w Polsce, myślimy też o Francji, Niemczech, Włoszech. Bo są tam ludzie, którym zależy na tym, by Europa była sobą, by była wielka. Dlatego wielu podejmuje akcję zbierania podpisów pod apelem do papieża Franciszka o ustanowienie św. Jana Pawła II patronem Europy. Najbardziej do ruchu przylegają jednak zawsze świadkowie wiary, nie tylko duchowni, ale przede wszystkim świeccy. Oni zwracają się do nas o instrukcje, zadają konkretne pytania. To nie tylko Polacy, ale też osoby z innych krajów europejskich.

– Czy Ruch „Europa Christi” nie wyręcza innych instytucji realizujących katolicką naukę społeczną w Kościele?

– Jedno chciałbym podkreślić. Ruch „Europa Christi” nie zamierza być ruchem politycznym. Pragniemy łączyć działania chrześcijan w duchu Ewangelii oraz pracować nad jednością i solidarnością chrześcijan, szczególnie katolików. Jednocześnie trzeba zauważyć, że są działacze katoliccy, chrześcijańscy, którzy mają aspiracje polityczne. Jeżeli więc będziemy widzieć, że ci ludzie działają w duchu Dekalogu, szczególnie gdy będą bronić życia od poczęcia do naturalnej śmierci, to możemy się tylko cieszyć i błogosławić ich działaniom, które traktują Dekalog w sposób integralny, a nie wybiórczy, jak to nieraz można zauważyć. Po prostu oni naprawdę liczą się z Prawem Bożym. To wszystko. Takie działania polityczne wyczerpują to, co mieści się w pojęciu „Europa Christi”. Zaskoczę Pana i pewnie także Czytelników. Otóż bardzo liczę na ludzi, którzy mają sporadyczny kontakt z Kościołem. Przede wszystkim ruch jest ruchem oddolnym, powstał przy udziale większości osób świeckich. Poza tym wydaje mi się, że u wielu ludzi, którzy mają nawet słabszy kontakt z Kościołem, można zauważyć dużą wrażliwość na sprawy kultury, historii czy też sprawy społeczne. Myślę, że wielu spośród nich zainteresuje się przebogatą problematyką chrześcijańskiego zakorzenienia kultury europejskiej. Dlatego zapraszam tych ludzi do włączenia się w sprawy Ruchu „Europa Christi”.

– Jakie instytucje przyszły z pomocą organizatorom Kongresu „Europa Christi”?

– Nasze działanie, również w związku z Kongresem „Europa Christi” 2018 wspierają osoby fizyczne i różne instytucje. Wspomnę tutaj: Bank Polska Kasa Opieki Spółka Akcyjna, Bank Gospodarstwa Krajowego, Fundację Orlen – Dar Serca, Adam M. Bak Foundation, Fundację KGHM Polska Miedź, Fundację Lotos, Grupę Energa – która włączyła to działanie w ramach strategii CSR, Firmę Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A., Fundację PGNiG SA im. Ignacego Łukasiewicza, Pocztę Polską, Buskowiankę-Zdrój SA.

– Z jakim przesłaniem pozostawia nas kongres?

– Kongres chciałby zjednoczyć chrześcijan. Przekonujemy chrześcijan Europy: Policzmy się, są nas miliony! Jest nas naprawdę dużo, ale przez swoje niezorganizowanie, bylejakość, niezdrową rywalizację stajemy się często konkurentami sami dla siebie, a nawet w jakimś sensie wrogami. A jeżeli nie ma jedności, jeżeli jest rozbicie, to wtedy wszyscy tracą siłę. Dlatego zawołaniem Ruchu „Europa Christi” jest, byśmy byli jedno, byśmy poczuli się solidarni. Chrześcijańska Europa to Europa solidarna. Mamy naprawdę bardzo duże możliwości, mamy naukę Jezusa Chrystusa, mamy Kościół katolicki. Jako ruch nikogo nie chcemy wyręczać – duszpasterzy, biskupów. Chcemy wszystkim pomagać i pragniemy, by to, co wszyscy robimy, było czynione w sposób najpiękniejszy, żeby przykazanie miłości Boga i bliźniego było zachowane w sposób najbardziej doskonały. To jest duże i poważne przesłanie kongresu.

2018-11-21 10:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wywieś flagę 14 kwietnia – Święto Chrztu Polski

2020-04-08 12:17

[ TEMATY ]

ojczyzna

flaga

Ks. Mieczysław Puzewicz

Akcja Katolicka w Polsce wraz z Fundacją "Słowo” zaprasza do Świętowania Chrztu Polski. Zachęca Rodaków do włączenia się w dniu 14 kwietnia 2020 w akcję „Wywieś flagę”.

- Wywieszanie w tym dniu flagi państwowej, nie tylko podkreśli wagę tego Święta w naszej Ojczyźnie, ale też w tym trudnym czasie pandemii koronawirusa, nie pozwoli zapomnieć o naszych chrześcijańskich korzeniach - przekonują organizatorzy akcji.

Przypominają, że rok temu, 9 kwietnia 2019 r. w Dzienniku Ustaw została ogłoszona ustawa „Święto Chrztu Polski”. Na mocy tej ustawy święto to, jest Świętem Państwowym obchodzonym w dniu 14 kwietnia. Na podstawie badań historycznych, data ta jest uznana jako dzień narodzin Państwa Polskiego z racji przyjęcia przez Mieszka I chrztu. Jest to jedna z najważniejszych dat w historii Polski, która rozpoczęła chrystianizację naszej Ojczyzny i dała początek naszej państwowości.

CZYTAJ DALEJ

Ameryka na wojnie z wirusem

2020-04-08 21:52

[ TEMATY ]

USA

pomoc

wojna

epidemia

Stany Zjednoczone

Ameryka

koronawirus

Mikołaj "Vonsky" Teperek, "Vonsky Channel"

Chicago

Gwałtownie rosnąca w Ameryce liczba zakażonych nowym chińskim koronawirusem SARS-CoV-2, która w chwili pisania tego artykułu wynosiła już ponad 400 tyś. osób, zmusza władze federalne oraz stanowe do podejmowania coraz dalej idących środków prewencyjnych mających ograniczyć skutki pandemii. Do tej pory w USA zmarło prawie 13 tyś. obywateli.

Prezydent Donald Trump zdecydował o wprowadzeniu w USA stanu nadzwyczajnego, taki krok miał m.in. umożliwić przekazanie poszczególnym stanom dodatkowych miliardów dolarów na walkę z koronawirusem. Stany Zjednoczone postanowiły przeznaczyć na ten cel astronomiczne kwoty pieniędzy i tym samym, mówiąc kolokwialnie, utopić skutki pandemii w morzu gotówki. Jeszcze w połowie marca, na Kapitolu przyjęto pierwszą specustawę pomocową, którą następnie podpisał prezydent Trump. Przewidywała ona m.in. nieodpłatne wykonywanie testów na obecność koronawirusa oraz płatne urlopy dla chorych na Covid-19 pracowników, za które zapłaci rząd federalny. Sprawa była istotna, bowiem w Ameryce nie ma gwarancji płatnych urlopów zdrowotnych na poziomie federalnym – kwestie tą reguluje ustawodawstwo stanowe oraz indywidualne umowy na linii pracodawca-pracownik.

Zaraz po ogłoszeniu swojej decyzji o stanie nadzwyczajnym republikański prezydent zawierzył Stany Zjednoczone opiece Boga. „Jesteśmy krajem, który na przestrzeni swojej historii zawsze zwracał się do Boga po ochronę i siłę na trudne czasy” – stwierdził Trump, prosząc Amerykanów o modlitwę za ojczyznę.

Obniżka podatków?

W kolejnym kroku Biały Dom rozważał radykalną obniżkę podatków od wynagrodzeń pracowniczych, co miało odciążyć zwykłych amerykańskich pracowników oraz przedsiębiorców. Pomysł ten napotkał jednak na ponadpartyjny sprzeciw w Kongresie. Republikanie oraz demokraci byli zgodni co do tego, że jest to rozwiązanie niezwykle kosztowne dla skarbu państwa, a pomoc jaka za jego sprawą dotarłaby do Amerykanów byłaby zbyt wolna i niewystarczająco skuteczna. Na Kapitolu oszacowano te koszty na 90 miliardów dolarów miesięcznie, co w skali roku dałoby astronomiczną kwotę rzędu 1 biliona dolarów amerykańskich. Dziennik „The New York Times” przypomniał, że to więcej niż kwota, którą w 2008 roku rząd federalny USA przeznaczył na ratowanie sektora finansowego Wall Street oraz więcej niż zakładała specjalna ustawa pomocowa z 2009 roku mająca zminimalizować skutki ogromnej wówczas recesji gospodarczej.

Pozbawiony tych wpływów budżet Ameryki, mógłby mieć problem z wypłatą emerytur oraz świadczeń socjalnych dla najbiedniejszych obywateli. Obniżka podatków najbardziej odcisnęłaby się bowiem na funduszu ubezpieczeń społecznych, programach darmowej opieki medycznej medicare oraz medicaid dla osób ubogich oraz w podeszłym wieku i innych świadczeniach pomocowych dla najbiedniejszych.

Proponowana przez Biały Dom obniżka podatków zwiększyłaby wynagrodzenia średnio o 7,65 proc. jednak nie uwzględniałaby osób zarabiających głównie z napiwków oraz pracowników sezonowych, a to właśnie te grupy zawodowe bardzo mocno odczuwają negatywne skutki obecnej sytuacji. Zmniejszenie opodatkowania wynagrodzeń dotyczyłoby także wyłącznie osób zatrudnionych, bezrobotni nie skorzystaliby w żaden sposób z tej pomocy, a tych za oceanem niestety lawinowo przybywa.

Tylko w przeciągu dwóch tygodni pracę w USA straciło 10 milionów Amerykanów, realia okazały się więc dużo gorsze od i tak nieoptymistycznych prognoz. Po drugiej stronie Atlantyku w jeden zaledwie miesiąc bezrobocie wzrosło aż o 0,9 punktów procentowych z pułapu 3,5 proc. w lutym do 4,4 proc. w marcu. Co więcej, eksperci spodziewali się znacznie mniejszego wzrostu – zaledwie do poziomu 3,8 proc.

Jest pewne, że statystyka ta ulegnie radykalnemu pogorszeniu w kwietniu, kiedy spłynął nowe dane. Obecne pochodzą bowiem z połowy marca, czyli z okresu przed największą falą zwolnień spowodowanych pandemią chińskiego koronawirusa. Dziennik „The Wall Street Journal” sugeruje, że w najbliższym czasie z amerykańskiego rynku pracy znikną wszystkie miejsca pracy, które przez ostatnią dekadę wytworzyli przedsiębiorcy z USA. Za oceanem mówi się, że bezrobocie może tu wynieść nawet 25 proc., czyli podobnie jak w czasach Wielkiego Kryzysu z 1929 roku. Po kryzysie finansowym z lat 2008 – 2009 wzrosło ono do poziomu ok. 10 proc. co jak na realia amerykańskie było wynikiem tragicznym. Obecnie problemem nie jest już tylko sam fakt masowego zwalniania pracowników, ale nader wszystko dynamika tego procesu – ludzie tracą pracę de facto z dnia na dzień. Ponadto, obecny wśród amerykańskich konsumentów wysoki optymizm w okresie poprzedzającym kryzys spowodował, że nie są oni przygotowani na zbliżający się wielki krach.

Czeki dla każdego

Widząc brak aprobaty w Kongresie dla pomysłu daleko idącej obniżki podatków od wynagrodzeń pracowniczych, administracja Donalda Trumpa zaproponowała odmienną strategię polegającą na jednorazowym przekazaniu większości Amerykanom czeków finansowych. Chodzi o osoby zarabiające poniżej 75 tyś. dolarów rocznie.

Podatnicy otrzymają 1200 dolarów oraz po 500 dolarów na każde dziecko. Dla mocno wolnorynkowej Ameryki takie posunięcie jest czymś absolutnie ekstremalnym.

Zachodnioeuropejski model państwa opiekuńczego o wysokich i powszechnym zasiłkach socjalnych, jest bowiem przez ogromną część amerykańskiego społeczeństwa oraz tutejszej klasy politycznej uważany za rozwiązanie niezwykle szkodliwe. Niemniej, nie jest ono czymś nowym w amerykańskiej polityce. W trakcie kryzysu ekonomicznego z roku 2008 Kongres wprowadził podobny pakiet stymulujący gospodarkę. Wówczas na konta amerykańskich podatników wpłynęło średnio po 600 dolarów jednorazowego zasiłku, a całość tej pomocy w perspektywie kilku miesięcy wyniosła ok. 100 miliardów dolarów. Dzisiaj panuje przekonanie, że wpompowanie tak dużej sumy pieniędzy było dla amerykańskiej gospodarki bardzo istotnym środkiem minimalizującym druzgocące skutki załamania się rynków finansowych. Obecna skala pakietu pomocowego jest jednak bezprecedensowa w amerykańskiej historii. Specustawa pod koniec marca została przegłosowana przez Senat oraz Izbę Reprezentantów, a prezydent Trump podpisał ją 27 marca. Przewiduje ona wpompowanie w amerykańską gospodarkę astronomicznej kwoty 2,2 bilionów dolarów. Ojczyzna Wuja Sama w walce ze skutkami pandemii wytoczyła zatem najcięższe działa, z którymi nie mogą równać się żadne rozwiązania zaproponowane przez jakikolwiek inny kraj na świecie.

Oprócz bezpośrednich transferów pieniężnych, które trafią do kieszeni obywateli USA, ustawa przewiduje także ogromną pomoc dla biznesu.

Waszyngton przeznaczy 500 miliardów dol. dla branż, które znalazły się w kryzysie, a kolejnych 350 miliardów trafi do amerykańskich przedsiębiorców w formie specjalnych rządowych pożyczek dla małych firm. Mają one pokryć pensje pracowników przez 8 tygodni i zostaną umorzone w przypadku, gdy dana firma nie będzie w tym okresie przeprowadzać zwolnień. „Pomoże to firmom utrzymać swoich pracowników i pozwoli naszej gospodarce szybko przyspieszyć, gdy tylko pokonamy wirusa” – powiedział prezydent Donald Trump.

Steven Munchin, sekretarz skarbu USA oświadczył, że jego departament przygotuje regulacje, które umożliwią udzielanie tych kredytów przez praktycznie wszystkie banki ubezpieczone przez Federalną Korporację Gwarantowania Depozytów. Chodzi o to, by pożyczki szybko i w łatwy sposób trafiały bezpośrednio do przedsiębiorców. Munchin obiecał także, że cały proces będzie niezwykle prosty, a przyznanie kredytu i jego wypłacenie na konto przedsiębiorcy ma odbywać się jeszcze tego samego dnia.

„To będzie bardzo prosty system, dzięki któremu pieniądze trafią do kieszeni małych przedsiębiorców” – zapowiedział na konferencji prasowej w Białym Domu sekretarz Steven Munchin.

Wyniki badania opinii publicznej przeprowadzonego w połowie marca przez amerykański bank inwestycyjny Goldman Sachs wskazują, że 51 proc. małych przedsiębiorców w USA nie będzie wstanie przetrwać kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa dłużej niż 3 miesiące. Natomiast 96 proc. z nich już teraz przyznaje, że ich biznes ucierpiał w wyniku rozprzestrzeniania się choroby Covid-19 wywoływanej przez groźny patogen z Chin. Według danych amerykańskiej, federalnej agencji ds. małych przedsiębiorstw (SBA – przyp. red.) w całych Stanach Zjednoczonych istnieje prawie 31 milionów małych firm, które odpowiadają za zatrudnienie 47,3 proc. osób pracujących dla sektora prywatnego. Ustawa przewiduje również 250 mld. na pomoc bezrobotnym oraz 100 miliardów dolarów pomocy dla szpitali.

Demokratka Nancy Pelosi, spikerka Izby Reprezentantów zapowiedziała utworzenie specjalnej, ponadpartyjnej komisji mającej monitorować działania Białego Domu względem pandemii koronawirusa oraz to, jak administracja prezydenta Trumpa rozdysponowuje przegłosowane w Kongresie 2,2 biliony dolarów. Na tą informację szybko zareagował Trump, który określił te próby mianem kolejnego polowania na czarownice. Podobnego zdania są republikańscy liderzy w Kongresie, którzy również widzą w tym próbę uprawiania polityki w sytuacji, gdy potrzeba ponadpartyjnej solidarności i współpracy.

To, co proponuje Nancy Pelosi to jest uprawianie polityki i partyjnych śledztw w dobie walki z pandemią. Nie! To nie czas na takie rozgrywki! Wszystkie ręce na pokład, wszyscy jesteśmy Amerykanami i zapominamy o różnicach, bo teraz czas na jedność narodową i walkę z wirusem – tak w skrócie można podsumować stanowisko przywództwa partii republikańskiej i samego prezydenta Donalda Trumpa. Pojawiają się głosy, że to będzie komisja całkowicie partyjna, służąca politycznym celom partii demokratycznej i mająca uderzyć w Trumpa przed wyborami prezydenckimi. Sam fakt tego, że będą w niej zasiadać również kongresmeni republikańscy nie zmieni tego faktu.

Testy to podstawa

Na mocny prezydenckiego dekretu zamknięto granicę z Kanadą, a wcześniej wstrzymano także ruch z Unii Europejskiej. Biały Dom swoją decyzję tłumaczył m.in. tym, że kraje UE nie wprowadziły na czas tak rygorystycznych środków prewencyjnych jak jego administracja. Chodzi m.in. o szybkie zamknięcie swoich granic dla przybyszów z Chin i innych punktów zapalnych.

Po drugiej stronie Atlantyku, na wywoływaną przez koronawirusa chorobę zmarło do tej pory 161 chorych. Realna liczba zainfekowanych jest jednak znacznie większa. Nie widać tego w statystykach z powodu braku możliwości przebadania wszystkich obywateli. W połowie marca władze stanu Ohio szacowały jednak, że chorzy mogą tam stanowić nawet 1 proc. społeczeństwa, czyli ok. 100 tyś. ludzi. Tamtejszy departament zdrowia zdecydował o wstrzymaniu lokalnych prawyborów partii demokratycznej. Pomimo pandemii odbyły się one jednak w wielu innych stanach, m.in. na Florydzie i w Arizonie. Obecnie w kuluarach waszyngtońskiej polityki coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu głosowania korespondencyjnego w zbliżających się jesiennych wyborach prezydenckich oraz parlamentarnych. Prezydent Donald Trump stwierdził jednak, że takie rozwiązanie może stwarzać niebezpieczeństwo nadużyć i oszustw wyborczych. Dodał także, że termin wyborów nie zostanie przesunięty z uwagi na trwającą pandemię koronawirusa.

Administracja USA była oskarżana o zbyt małą liczbę przeprowadzanych testów oraz opóźnioną reakcję i początkowe bagatelizowanie problemu. Wynikało to jednak po części z faktu, że Amerykanie chcieli opracować własne, dokładniejsze sposoby wykrywania koronawirusa, niż te rekomendowane przez WHO i stosowane w Europie.

Początkowo prace nad testami przeprowadzały wyłącznie państwowe laboratoria należące do rządowej agencji CDC – Centrów Kontroli i Prewencji Chorób, amerykańskiego odpowiednika sanepidu. W dodatku opracowane przez CDC testy okazały się wadliwe i agencja musiała wprowadzić do nich ulepszenia. Obecnie do akcji wkroczyły także prywatne laboratoria, co w czasie stanu nadzwyczajnego wymagało specjalnej zgody ze strony amerykańskiej Agencji Żywności i Leków.

Amerykańska służba zdrowia pod względem dostępności miejsc w szpitalach oraz liczby sprzętu medycznego, w szczególności kluczowych przy walce z koronawirusem respiratorów, jest dużo lepiej przygotowana do stawienia czoła trwającej pandemii, niż kraje Starego Kontynentu. Amerykański prezydent może powołać się na specjalne prawo z lat 50-tych dające mu prawo zmuszać prywatne firmy do przestawiania swojej produkcji na wytwarzanie np. respiratorów oraz innego kluczowego sprzętu. Obecnie taki krok nie jest konieczny, bowiem wielkie amerykańskie koncerny wyrażają chęć współpracy z rządem federalnym i już teraz rozpoczynają ich produkcję. Donald Trump planuje rozpocząć zakrojony na szeroką skalę eksport respiratorów do Europy, gdy tylko zaspokojone zostaną wewnętrzne potrzeby Stanów Zjednoczonych.

Działania lokalne i federalne

Działania prewencyjne podejmowane za oceanem nie są ujednolicone w skali całego kraju. Wszelkie restrykcje różnią się w zależności od konkretnego regionu. Władze stanowe oraz lokalne mają bowiem w tej kwestii dużą niezależność od rządu federalnego. Prezydent Donald Trump zaapelował o unikanie zgromadzeń większych niż 10 osób. Burmistrz Nowego Jorku, podobnie jak jego koledzy z wielu innych dużych miast, a także gubernatorowie rosnącej liczby stanów wydali decyzje o zamknięciu restauracji, barów, szkół, a często także teatrów, kin, kasyn i podobnych miejsc.

W wielu częściach kraju ograniczone zostało także świadczenie usług medycznych. Gubernator Florydy – republikanin Ron DeSantis – 19 marca wydał zakaz obsługiwania pacjentów, których przypadki nie są pilne. Restrykcje mają póki co obowiązywać do 8 maja. Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielami stanowej branży medycznej, wcześniej istniało jedynie takie zalecenie, do którego nie wszyscy od razu się zastosowali. „Możemy jedynie przyjmować pacjentów w nagłych wypadkach, takich jak ból zęba, dyskomfort, infekcja. Dozwolone są również zabiegi, które będą zapobiegać pogorszeniu się zdrowia pacjenta, czyli np. założenie korony na zęba, który nie boli, jednak opóźnienie leczenia spowoduje infekcje lub też jego utratę.” – mówi „Niedzieli” Renata Szyfner-Hurd, menadżerka dużego zakładu dentystycznego Dr. Ilya Freyman DMD w Longwood na Florydzie. W Ameryce całkowicie sparaliżowany jest także sport zawodowy. Wraz z nadejściem wiosny nie ruszyła tam ciesząca się ogromną popularnością liga bejsbolowa MLB. Wszystkie inne ligi również zostały zawieszone, w tym rozgrywki futbolu amerykańskiego – ulubionej dyscypliny po drugiej stronie Atlantyku.

Godzina policyjna?

Gubernator stanu New Jersey Philip D. Murphy nie wykluczył wprowadzenia godziny policyjnej. Na podobny krok zdecydowało się już należące do USA Portoryko. Jak podał konserwatywny dziennik „New York Post”, administracja Białego Domu zaprzeczyła jednak, jakoby rozważała wprowadzenie godziny policyjnej w całej Ameryce.

Pod koniec marca prasa za oceanem poinformowała, że Pentagon opracował tajny plan działania na wypadek, gdyby sprawy zaczęły przybierać tragiczny obrót. Jeżeli zagrożona będzie ciągłość władzy np. w skutek zarażenia się członków gabinetu Donalda Trumpa, kolejnych amerykańskich kongresmenów czy wiekowych przecież sędziów Sądu Najwyższego, wówczas władzę w kraju ma przejąć wojsko. Wprowadzenie przepisów tożsamych ze stanem wojennym rozważane jest także w sytuacji masowych zamieszek z użyciem przemocy wywołanych ogromną recesją, drastycznym wzrostem bezrobocia i problemami z zaopatrzeniem sklepów w niezbędne do życia produkty spożywcze.

Wiele sklepów m.in. w Nowym Jorku i Chicago, barykaduje swoje witryny w obawie przed włamywaczami oraz ewentualnymi zamieszkami. Ulice wielkich amerykańskich metropolii, na co dzień tętniących życiem, całkowicie opustoszały. Obrazki te coraz bardziej przywołują na myśl post-apokaliptyczną rzeczywistość znaną z filmów Hollywoodu. Ameryka wstrzymuje oddech i czeka.

Nowy Jork w potrzasku

Amerykańskim epicentrum koronawirusa jest miasto Nowy Jork, to tam sytuacja jest najtragiczniejsza.

W popularnym Central Parku zbudowano szpital polowy mający odciążyć te, które zajmują się pacjentami chorymi na Covid-19. Znajduje się tam 68 łóżek. Pentagon wysłał także do Nowego Jorku „Comfort” – statek szpitalny amerykańskiej marynarki wojennej. Na jego pokładzie pomoc medyczną uzyskują chorzy znajdujący się w pilnej sytuacji, która jednak nie jest związana z koronawirusem. Liczba łóżek na tym pływającym kolosie wynosi aż 1000. W szpital przekształcono także centrum kongresowe Javits Center tworząc dodatkowych 1000 łóżek oraz kompleks stadionowy USTA Billie Jean King National Tennis Center zapewniając kolejnych 350.

Burmistrz miasta Bill de Blasio powiedział, że Nowy Jork potrzebuje większej pomocy, by poradzić sobie z pandemią koronawirusa i zaapelował do Białego Domu o przysłanie dodatkowej pomocy medycznej, m.in. lekarzy wojskowych. Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego wysłała na pomoc Nowojorczykom 250 karetek pogotowia, 85 ciężarówek-chłodni, które będą służyć jako tymczasowej, polowe kostnice oraz 500 techników i ratowników medycznych. Z całego kraju do Nowego Jorku przybywa także inni pracownicy medyczni, lekarze oraz 2 tyś. pielęgniarek.

Sytuacja jest tak tragiczna, że władze Nowego Jorku szykują się do organizacji tymczasowych pochówków dla ofiar zmarłych na Covid-19. Ciała mają być chowane w masowych grobach, które powstaną na wyspie Hart Island należącej administracyjnie do nowojorskiej dzielnicy Bronx.

Pustki w sklepach

O historycznej skali kryzysu za oceanem świadczą puste półki w wielu amerykańskich sklepach. Dla kapitalistycznej Ameryki, na co dzień przepełnionej masą wszelakich, różnorodnych produktów, taka sytuacja to niezwykła rzadkość. Amerykanie w obawie o problemy z dostawami żywności i brak najpotrzebniejszych produktów tłumnie ruszyli do marketów, wykupując ogromne ilości asortymentu. Najszybciej zabrakło papieru toaletowego. Ogólnonarodowa histeria udzieliła się wielu ludziom do tego stopnia, że zaczął on znikać również z publicznych toalet np. na lotniskach. W drugiej kolejności Amerykanie zaopatrują się w produkty spożywcze o długiej dacie przydatności – makarony, mąki, mleko UHT czy konserwy. Pozostałych produktów spożywczych nie brakuje.

Braki towarów widać również w popularnej wśród nowojorskiej Polonii Biedronce, znajdującej się na Greenpoincie.

Są to dokładnie te same schematy zachowań, które obserwujemy w Polsce. Jak widać, wbrew niektórym opiniom, nie jest to skutek postkomunistycznej mentalności naszych rodaków, a typowe dla każdego społeczeństwa zachowanie w czasach kryzysu i zbiorowej paniki. Prezydent Donald J. Trump zaapelował do obywateli, by nie ulegali zakupowej histerii i nie szturmowali sklepów w celu wykupowania ogromnych ilości produktów. Powiedział także, że nie ma potrzeby gromadzenia zapasów, bo dostawy nie zostaną wstrzymane. Przedstawiciele sklepów detalicznych, o czym poinformował Trump, mieli go poprosić o zwrócenie się do Amerykanów, by ci odwiedzając markety kupowali po prostu mniej.

„Nie musicie aż tyle kupować. Spokojnie. Rozluźnijcie się.” – powiedział rodakom prezydent USA.

Do broni!

W czasach kryzysu Amerykanie mają także w zwyczaju masowo ruszać do sklepów sprzedających broń palną. Po drugiej stronie Atlantyku wielu ludzi upatruje w broni palnej środek gwarantujący bezpieczeństwo, szczególnie w sytuacji, gdy pomoc ze strony lokalnej policji czy biura szeryfa może nie nadejść na czas. Z całego kraju spływają filmiki i zdjęcia przestawiające opustoszałe sklepy oferujące wszelakiego rodzaju pistolety, karabinki i strzelby. W dużych ilościach wykupowana jest także amunicja. W większości stanów przepisy regulujące dostęp do broni są bardzo liberalne. Amerykanie uważają to za jedną ze swoich podstawowych konstytucyjnych wolności i lubią z niej korzystać.

„Pomimo wczesnych godzin popołudniowych, gdy normalnie zbyt wielu ludzi tu nie ma, kolejka była przeogromna. Ludzie kupują amunicję w ogromnych ilościach.” – mówi „Niedzieli” Sebastian Niegowski, polski dziennikarz z Florydy.

Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielem jednej z polskich firm produkujących broń m.in. na rynek amerykański, jeżeli kryzys potrwa dłużej, to w USA może zacząć brakować również popularnych karabinków z serii AK. Ich produkcja odbywa się głównie w krajach byłego Układu Warszawskiego.

„O ile my pracujemy, o tyle Bułgarzy i Rumuni zatrzymali swoje fabryki” – mówi „Niedzieli” nasz informator.

Jedzenie „na wynos”

Wiele firm z branży gastronomicznej niezależnie od rozporządzeń lokalnych władz wprowadza własne ograniczenia dotyczące dalszego świadczenia swoich usług. McDonald’s – jedna z najpopularniejszych amerykańskich sieci fast-food – zapowiedział zamknięcie wszystkich swoich restauracji w Stanach Zjednoczonych. Pozostawiona została jedynie opcja zamawiania jedzenia w okienkach samochodowych McDrive, „na wynos” oraz w dostawie przez UberEats, firmę obecną także na polskim rynku. Zwiększono także liczbę pojemników z żelami dezynfekującymi. Przedstawiciel innej popularnej sieci „Five Guys” poinformował o nowej polityce firmy – chorzy pracownicy proszeni są o pozostanie w domach, a w samych restauracjach zwiększono częstotliwość sprzątania i dezynfekcji. Wiele firm gastronomicznych ogranicza również swoje godziny otwarcia. Stołówki w nowojorskich szkołach publicznych, do których codziennie uczęszcza ok. 1,1 miliona uczniów, cały czas będą wydawały swoim podopiecznym posiłki na wynos.

Sytuacja wygląda podobnie w wielu innych amerykańskich miastach i stanach, w których podjęto decyzję o zamknięciu szkół publicznych m.in. w Baltimore w stanie Maryland. Na terenie całego miasta działa tam już 10 punktów wydawania posiłków, a służby sanitarne dbają, by ich dystrybucja odbywała się bezpiecznie, bez generowania dużych skupisk ludzi. Z takiej formy żywienia oprócz uczniów poniżej 18. roku życia korzysta także wiele osób borykających się z różnymi formami niepełnosprawności.

Anthony Fauci, szef amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia oszacował, że upłynie przynajmniej kilka miesięcy, zanim życie w Stanach Zjednoczonych powróci do normy.

Wskaźniki poparcia dla Trumpa w początkowym stadium ataku chińskiego wirusa były korzystne, natomiast obecnie trend ten ulega pogorszeniu. Według badań, na które powołuje się telewizja CNN, 55 proc. Amerykanów uważa, że władze federalne wykonały „słabą robotę” i nie sprostały zadaniu przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa.

Trwająca w USA kampania prezydencka sprawia, że pandemia koronawirusa będzie dla urzędującego prezydenta najważniejszym testem, który przesądzi o jego ewentualnej reelekcji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję