Reklama

Ksawerów

Jubileusz Jezusowych Promyków

2018-11-28 11:04

Konrad Szymański
Edycja łódzka 48/2018, str. V

Konrad Szymański
Dzieci podczas występu

Miniona niedziela była pięknym i uroczystym dniem – podczas Mszy św. schola Jezusowe Promyki obchodziła jubileusz dwudziestolecia istnienia. Dziękowano za wszelkie dobrodziejstwa, jakich w czasie muzycznej działalności doświadczył od Boga i ludzi ksawerowski zespół. Po południu odbył się, urzekający muzyką i śpiewem, jubileuszowy koncert ku czci św. Cecylii. Przybyło wielu zaproszonych gości, wszyscy podziwiali wysoki poziom artystyczny wykonywanych utworów oraz zaangażowanie dzieci w śpiew.

Wspaniałymi opiekunkami i organizatorkami życia scholi przez pierwszych pięć lat były siostry bliźniaczki, karmelitanki Dzieciątka Jezus: s. Eliana i s. Etiena. Po śmierci s. Eliany organizacją i rozwojem scholi zajmuje się do chwili obecnej s. Etiena. Wszyscy zaangażowani w działalność śpiewającej grupy oddawali swoje serca, czas i siły. Przez scholę w minionych latach przewinęło się ok. 500 osób.

Reklama

Na obchody jubileuszowe przybyli z różnych zakątków Polski i zagranicy dawni uczestnicy scholi, dziś dorośli już ludzie. Koncert prowadziły – dziś dorosłe – scholanki: Zyta i Paulina. Wspominały festiwale, wycieczki, liczne pielgrzymki do sanktuariów maryjnych oraz niezapomnianą wizytę w 2004 r. u Ojca Świętego Jana Pawła II w Watykanie. Nie zabrakło życzeń i upominków dla jubilatów. Śpiewy, tańce, gesty i cała uroczystość odbyły się na większą chwałę Boga i Matki Najświętszej oraz jako dziękczynienie za wszelkie łaski i błogosławieństwo otrzymane przez 20 lat działalności Jezusowych Promyków.

Z ogromną radością i miłością pragniemy kontynuować to piękne dzieło, które zbliża nas do Boga i drugiego człowieka, i już dzisiaj serdecznie zapraszamy na kolejny koncert – koncert kolęd w styczniu 2019 r.

Tagi:
jubileusz schola

Reklama

Mądrość, odwaga i piękno duchowe

2019-11-19 12:18

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 47/2019, str. 6-7

– Parafię św. Katarzyny w Nowym Targu porównałbym do źródła, które tu bije. I parafia – matka, dla kolejnych powstałych w naszym mieście, i źródło istnieją nieprzerwanie przez wieki i mają swe historie, ale i dzisiaj swoje miejsce – mówi wieloletni burmistrz Nowego Targu, Marek Fryźlewicz, który od lat odkrywa i upowszechnia lokalne dzieje miasta i ludzi z nim związanych

Maciej Trzciński
– Taka schola to w dzisiejszych, niełatwych czasach dobry sposób, aby przyciagnąć dzieci do kościoła – przekonuje Marta Nowak

Nastronie internetowej parafii czytamy: „Kościół ten ufundowany został przez króla Kazimierza Wielkiego, przy okazji lokacji miasta. Świadczy o tym napis na łuku tęczy: „Fundata a Casimirum Magnum Anno Domini 1346”. Wielki pożar, który wybuchł na początku XVII wieku, zniszczył świątynię ufundowaną przez króla Kazimierza Wielkiego. Zawiłe dzieje parafii, która swym zasięgiem rozciągała się aż na Słowację, czy takie miejscowości jak Szaflary, Waksmund, Klikuszowa, to tematy na wiele artykułów.

Patronka miasta i kościoła

Obraz patronki – św. Katarzyny znajduje się w ołtarzu głównym. Artysta ukazuje ją z charakterystycznymi atrybutami; kołem, mieczem i palmą, które informują o jej męczeńskiej śmierci. Wizerunek jest eksponowany zamiennie z obrazami: Najświętszego Serca Pana Jezusa, św. Jana Pawła II i instalacją na czas Wielkiego Postu, ukazującą scenę ukrzyżowania z figurami Matki Bożej i św. Jana.

Św. Katarzyna to także patronka Nowego Targu. Marek Fryźlewicz zaznacza, że była nią od samego założenia miasta, tylko zabrakło dokumentów potwierdzających ten fakt. Dodaje, że na początku XXI wieku ta kwestia została uregulowana. Podkreśla: – Motorem napędowym był mój brat, ks. Andrzej Fryźlewicz. Po spełnieniu warunków, przedstawieniu stosownej dokumentacji, po uzyskaniu wsparcia ze strony parafii oraz ówczesnego metropolity krakowskiego, kard. Dziwisza, otrzymaliśmy z Watykanu potwierdzenie, że św. Katarzyna stała się oficjalnie patronką miasta. Także współczesnym parafianom może ona służyć za wzór wskazujący drogę do nieba. – Parę lat temu abp Wacław Depo odprawiał w naszym kościele Sumę odpustową i pamiętam, jak podkreślił mądrość, odwagę w wyznawaniu wiary św. Katarzyny oraz jej piękno duchowe – mówi Marek Fryźlewicz.

Zapoznając się z historią parafii, zwróciłam uwagę na lata 50. XX wieku, kiedy została ona przeniesiona do nowej świątyni (dziś jest to kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa – przyp. red.). Zaczęto ją budować przed I wojną światową, kontynuowano po jej zakończeniu, a gdy wybuchła II wojna, budynek był w stanie surowym i Niemcy urządzili w nim strzelnicę. Gdy po wojnie pojawiła się informacja, że budynek zostanie przejęty przez władzę ludową, w ciągu jednej nocy z kościoła św. Katarzyny przeniesiono niezbędne elementy wyposażenia świątyni i rano została odprawiona w nowym kościele Msza św. W ten sposób mieszkańcy Nowego Targu postawili ówczesną władzę przed faktem dokonanym.

Schola Katarzynki

Marek Fryźlewicz zaznacza jednak, że kościół św. Katarzyny cały czas służył wiernym. Podkreśla: – Dowodem może być informacja o wizytacji w 1969 r. kard. Wojtyły, który właśnie w tym kościele odprawiał nabożeństwo. Dodaje: – Na te lata przypadają też słynne Msze św., zwane dziewiątkami, kiedy to na organach grywał Jan Kanty Pawluśkiewicz. W czasie Eucharystii grał on pieśni, a po Mszy św. – kawałki jazzowe, co się bardzo podobało (uśmiech), tak że tłumy młodzieży na te dziewiątki wówczas przychodziły.

A jaka jest współczesna parafia – matka nowotarskich wspólnot? Tu szanuje się tradycję, historię, przeszłość, ale równocześnie otwiera się na nowe wyzwania i pozwala się wiernym odnajdywać w nowych formach aktywności i religijności, o czym można przeczytać m.in. na stronie internetowej.

Mnie zainteresowała działająca od 2007 r. schola parafialna „Katarzynki”. Zaangażowana w jej powstanie Marzena Nowak wspomina: – Grupa powstała z inspiracji byłego proboszcza ks. Mariana Wanata, który zaproponował Ani (Anna Widełka prowadzi scholę od samego początku jej istnienia – przyp. red.), a ona mnie w to wciągnęła. Działałyśmy w oazie, miałyśmy swój zespół, śpiewałyśmy na ślubach. Poważnie potraktowałyśmy propozycję proboszcza i zaczęłyśmy poszukiwać osób do scholi. Ks. Paweł Mielecki, jej założyciel, pełnił funkcję pierwszego opiekuna.

Głównym celem działalności „Katarzynek” był i jest śpiew na chwałę Bożą podczas niedzielnych Mszy św. i uroczystości świątecznych. – Kiedy zobaczyłyśmy zapał tych dziewczynek, a były pięciolatki i dziesięciolatki, i starsze, to jeszcze bardziej chciało nam sie w to angażować – wspomina Marta Nowak. Przyznaje, że po pięciu latach musiała odejść do innych obowiązków, ale nadal interesuje ją, co się dzieje w zespole. Aktualnie w przygotowania do niedzielnych śpiewów pomagają Annie Widełce – Maciej Trzciński i Anna Polak, a duszpasterzem odpowiedzialnym za scholę jest ks. Konrad Kozioł.

Ewangelizowanie i kształtowanie

Zaangażowany w prowadzenie scholi od 2016 r. Maciej Trzciński informuje, że śpiewa w niej ok. 25 dzieci, w większości w wieku wczesnoszkolnym. – Wyjaśnia: – Śpiewamy na Mszy św. dedykowanej najmłodszym. Zaznacza, że kapłani, sprawujący tę Eucharystię, zawsze zapraszają dzieci do zgromadzenia się wokół ołtarza, a ksiądz proboszcz, montując podgrzewane maty, zadbał też o ogrzanie stopni przy ołtarzu.

Maciej Trzciński przyznaje, że jego bliższy kontakt ze scholą wynikał z faktu, iż córka chciała śpiewać w zespole. Wspomina: – Zacząłem z nią chodzić na próby, a ponieważ posługuję w diakonii muzycznej, we wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym, więc i tu zacząłem grać na gitarze, zastępując czasem Anię Widełkę. Z kolei Anna Polak jest nauczycielką w SP nr 1. Podkreśla, że aktualnie prowadzi klasę III, z której wszystkie dziewczynki oraz dwóch chłopców śpiewają w scholi. Zauważa: – Muzyka pełni w wychowaniu ogromną rolę. Dodaje, że udział w zajęciach scholi uczy dzieci systematyczności, odpowiedzialności. Przyznaje też, że taka dodatkowa forma aktywności jest sposobem na rozbudzanie miłości do Pana Boga przez śpiew i muzykę. – Bardzo kocham muzykę i nie wyobrażam sobie lekcji bez śpiewu – wyznaje Anna Polak i pyta: – Czemu nie robić tego na chwałę Boga?

Odpowiedzialni za prowadzenie scholi przekonują, że ta forma aktywności stwarza możliwość ewangelizacji, kształtowania i formowania dzieci. Sprawia także, że razem z nimi na niedzielną Mszę św. przychodzą ich rodzice. Powołując się na przykład śpiewającej w scholi córki, Maciej Trzciński stwierdza: – Moja Magda, która bardzo lubi śpiewać, czyni to coraz bardziej świadomie. Wie, po co jest w scholi. Staje się powoli świadomym członkiem Kościoła. W tym formowaniu na pewno ważne są spotkania, przygotowania do śpiewu na Mszy św. – Dla mnie te próby nie ograniczają się tylko do pośpiewania piosenek – przyznaje p. Maciej i dodaje: – Zawsze mówię im o treści utworów, które śpiewamy. Rozmawiamy o pojawiających się nazwach, sytuacjach opisanych w piosenkach. Wprowadziłem zwyczaj rozpoczynania śpiewu pieśnią do Ducha Świętego przed Mszą św. Tłumaczę dzieciom, dlaczego to robimy, kim jest Duch Święty, co czyni w Kościele, co robi podczas Mszy św.

Kolejny krok

– Z rozmów z kilkoma osobami, które kiedyś należały do zespołu, wynika, że to był w ich życiu okres niezwykle ważny – zaznacza Marta Nowak i stwierdza: – Taka schola to w dzisiejszych, niełatwych czasach dobry sposób, aby przyciągnąć dzieci do Kościoła, aby je wesprzeć w duchowym rozwoju.

Aktualnie w dawnej plebanii trwa generalny remont, dzięki któremu budynek zostanie przeznaczony na przedszkole. – To kolejny krok w otwarciu parafii na rodziny – z uznaniem mówi o inwestycji Marek Fryźlewicz. Wylicza inne, istotne elementy związane z parafią: np. ogród różańcowy, Msze św. w rycie trydenckim czy rozpowszechnione, sprawowane przez ks. Witko, Msze św. z prośbami o uzdrowienie... Zauważa: – Parafię św. Katarzyny w Nowym Targu porównałbym do źródła, które tu się znajduje i od wieków dostarcza wodę. Żywą wodę czerpią kolejne pokolenia w tym kościele, modląc się, wypraszając łaski i dziękując za otrzymane dary.

Na zakończenie rozmowy Marek Fryźlewicz stwierdza: – Ta parafia ma szczęście do duszpasterzy, żeby wspomnieć tylko ostatnich proboszczów; ks. prał. Mieczysława Łukaszczyka, ks. Mariana Wanata czy ks. Zbigniewa Płachtę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Ouellet: papież kocha kapłanów, nawet jeśli ich upomina

2019-12-13 17:02

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Watykan (KAI)

Z okazji 50. rocznicy święceń życzę papieżowi odwagi i przenikliwości w jego pasterskich poczynaniach na rzecz zachowania jedności Kościoła – powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Marc Ouellet, prefekt Kongregacji ds. Biskupów. Podsumowując posługę Ojca Świętego, przyznał, że podziwia u papieża wolę głoszenia Ewangelii. Tym należy tłumaczyć wielość wystąpień Franciszka, który głosi homilie na codziennych Eucharystiach, udziela mnóstwa wywiadów, pisze wstępy do książek, wypowiada się na wszystkie tematy, które są dla niego ważne.

Vatican Media

Jednym z rysów obecnego papieża jest też jego miłość do kapłanów. Wyraża się ona również w tym, że czasem ich napomina.

„Kapłanów darzy wielką miłością. To jego najbliżsi współpracownicy. Zauważyłem, że kiedy zwraca się do nich prowadząc na przykład jakąś medytację, mówi do nich w sposób, który przykuwa uwagę, z wielką miłością, ale zarazem robi też komentarze krytyczne pod ich adresem. Nie ma ich tak wiele, ale to właśnie na nie zwraca się uwagę. W pamięci pozostają jedynie napomnienia. Dlatego można odnieść wrażenie, że papież jest raczej surowy w napominaniu kapłanów. Myślę, że trochę się wyolbrzymia ten aspekt. Trzeba zrozumieć, że papież należy do tradycji rad ewangelicznych: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Taka jest jego duchowość. W ten sposób on przeżywa swoje kapłaństwo i takie też są kryteria oceny innych kapłanów. Dlatego tak często podejmuje takie tematy jak karierowiczostwo, ambicje, układy. Wie bowiem, że takie postawy ranią miłość. Dlatego tak wielki kładzie na to nacisk” - powiedział kard. Ouellet.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem