Reklama

Patriotycznie u Matki Bożej

2018-12-12 07:49

Karolina Mysłek
Edycja częstochowska 50/2018, str. III

BPJG/M.Kępiński
Na Jasnej Górze abp Wacław Depo otrzymał medal „Pro Bono Poloniae” i otworzył wystawę biżuterii patriotycznej

Polska jeszcze nie zginęła, dopóki kochamy tę ziemię trudnej jedności, dopóki poznajemy i kochamy jej historię dramatyczną w zdobywaniu prawdziwej wolności i suwerenności, która nas mocno odróżnia od innych narodów Europy i świata – powiedział 4 grudnia abp Wacław Depo podczas Mszy św. na Jasnej Górze. Eucharystia była punktem wyjścia do dwóch wydarzeń – wręczenia metropolicie częstochowskiemu medalu „Pro Bono Poloniae” i otwarcia wystawy „Biżuteria patriotyczna i pamiątki historyczne XIX i XX wieku”.

W jasnogórskim spotkaniu uczestniczyli Jan Józef Kasprzyk – szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz Marek Kacprzak – prezes „Cymelium” Fundacji Ratowania Dziedzictwa Narodowego oraz o. Eustachy Rakoczy, jasnogórski kapelan Żołnierzy Niepodległości.

„Pro Bono Poloniae”

Medal został ustanowiony z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości i jest przyznawany osobom, które wniosły istotny wkład w upowszechnianie wiedzy o historii walk niepodległościowych, krzewienie postaw patriotycznych w polskim społeczeństwie, a także kultywowanie oraz popularyzację poza granicami kraju wiedzy o tradycjach niepodległościowych. Abp Depo otrzymał go z rąk min. Kasprzyka, który powiedział: – To dla mnie ogromny honor i zaszczyt móc u stóp Królowej Polski wręczyć podziękowanie Księdzu Biskupowi przez medal „Pro Bono Poloniae” za posługę dla Kościoła i dla Polski, bo tych dwóch rzeczy rozerwać się i oderwać od siebie nie da. Wystawa polskiej biżuterii patriotycznej, którą za chwilę otworzymy w obecności Jego Ekscelencji na wałach jasnogórskich, najlepiej świadczy o tym, że duch polski składa się z dwóch elementów: wiary i umiłowania niepodległości. Nasi przodkowie na biżuterii patriotycznej, która w XIX i XX wieku była noszona, zawsze zawierzali swoje losy Matce Bożej i Chrystusowi. Te słowa, które znajdują się na obrączkach, medalikach, ryngrafach: „Boże, zbaw Polskę”, „Boże, błogosław”, „Maryjo, wybaw”, to ogromne świadectwa wiary naszych przodków. (...) Dziękujemy księdzu biskupowi za wszelkie wskazówki, nauki, jak współcześnie zachować niepodległość, a zachować ją można tylko przez głęboką wiarę w Boga i przez służbę drugiemu człowiekowi i Ojczyźnie. Abp Depo dzielił się z kolei z mediami: – To wyróżnienie jest dla mnie większym zobowiązaniem do tego, żeby nie tylko tutaj być, ale być autentycznym świadkiem tych dziejów, które przechodzą przez to miejsce, ale przede wszystkim przez obecność Maryi na tym miejscu.

Reklama

Wystawa biżuterii

Po Eucharystii metropolita częstochowski i min. Kasprzyk przy I stacji Drogi Krzyżowej na jasnogórskich wałach otworzyli wystawę. To 40 plansz prezentujących eksponaty z kolekcji warszawskiego kolekcjonera Wojciecha Postuły, który w ciągu 8 lat zgromadził kilkaset przedmiotów, a na którą składają się m.in. ryngrafy, pierścienie, obrączki. Wystawa w roku jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości powstała w oparciu o książkę wydaną przez wydawnictwo Grafika pod tym samym tytułem. – Wystawa przedstawia biżuterię patriotyczną, która towarzyszyła Polakom w czasie zaborów – tłumaczy „Niedzieli” Iwona Knechta, członek zarządu fundacji „Cymelium” i prezes wydawnictwa Grafika. – Odebrano nam polską szkołę, urzędy, a ta biżuteria jest symbolem protestu przeciwko temu, co się działo pod zaborami. Jest specyficzna. Można zobaczyć krzyż upleciony z wyrywanych sobie przez kobietę włosów, która przebywała na Syberii; są złote obrączki, wisiorki z puklami włosów osób, które zginęły, jest biżuteria kajdaniarska, oryginalne kajdany z jednego z więzień, ważące ponad 10 kg.

A sam autor tak dzielił się z nami: – Ta wystawa jest ukoronowaniem pewnej drogi, bo kolekcjonerstwo jest drogą, która się nie kończy. Jasna Góra to może więc dopiero początek. Można było walczyć bronią, a można było walczyć w inny sposób. Zainteresowało mnie to dlatego, że to nosili ludzie w celach manifestacyjnych, manifestacji swoich uczuć patriotycznych w czasach niewoli. Tu problem duchowy odgrywa rolę w tych przedmiotach, wystarczy na nie spojrzeć, one są poruszające.

Organizatorem wystawy jest Urząd ds. Kombatantów i fundacja Ratowania Dziedzictwa Narodowego „Cymalium”, której prezesem jest Marek Kasprzak.

Tagi:
Jasna Góra

Pasterz i Nauczyciel – piąte spotkanie z kard. Stefanem Wyszyńskim

2019-06-18 09:31

Marian Florek

Kolejne, piąte już spotkanie w dniu 17 czerwca br. w Jasnogórskim Instytucie Maryjnym z cyklu „Jasnogórski Prymas w drodze na ołtarze” było zatytułowane - „Kardynał Stefan Wyszyński - Pasterz i Nauczyciel”. Zaprezentowano na nim niezwykle atrakcyjną albumową publikację - „Kardynał Stefan Wyszyński 1901 – 1981”, wydaną wspólnie przez IPN i Instytut Prymasowski.

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Na początku zebranych powitał i przedstawił zaproszonych gości o. Mariusz Tabulski, dyrektor Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego. Za stołem rozmówców zasiedli wówczas autorzy albumu: Beata Mackiewicz, kierownik Wydawnictwa „Soli Deo”, redaktor „Dzieł zebranych” Stefana kard. Wyszyńskiego, dr Rafał Łatka, pracownik IPN, koordynator Centralnego Projektu Badawczego IPN pt. „Władze komunistyczne wobec Kościołów i związków wyznaniowych w Polsce 1944-1989” oraz ks. dr hab. Dominik Zamiatała, profesor na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych UKSW w Warszawie.

W trakcie spotkania moderowanego przez dyrektora Instytutu bezpośredni słuchacze oraz słuchacze Radia Jasna Góra mogli zapoznać się z bardzo ciekawymi ustaleniami autorów książki.

Beata Mackiewicz stwierdziła, że intencją twórców było przybliżyć w nowym opracowaniu życie i nauczanie Prymasa Tysiąclecia. Bazą do nowego ujęcia biografii był zasób archiwalny Instytutu Prymasowskiego, w którym od 1957 r. zgromadzono ponad 22 tysięcy zdjęć oraz nagrań z wystąpień, przepisanych, a następnie autoryzowanych przez kard. Wyszyńskiego.

Potem dr Łatka wytłumaczył, dlaczego postanowiono uaktualnić życiorys Prymasa, omówił dychotomiczną strukturę albumu (część biograficzna i część fotograficzna), zwrócił uwagę na ciekawą szatę graficzną publikacji i trafność cytatów dołączonych do fotografii. Ks. Dominik Zamiatała skomentował natomiast niehagiograficzny charakter nowego ujęcia życiorysu sługi Bożego kard. Wyszyńskiego. Autorzy chcieli w ten sposób dotrzeć do szerszej publiczności.

Ukazanie Prymasa jako człowieka z krwi i kości, który dopiero dąży do świętości zapewne jest atrakcyjne i bardziej wiarygodne dla sceptycznych czytelników. Sięgnięto więc nie tylko do starych i znanych źródeł kościelnych, ale do niewyzyskanych państwowych zasobów archiwalnych, np. KC PZPR, zasobów IPN, a także do źródeł zagranicznych. Udało się przewertować archiwa byłych „demoludów”, a nawet zasoby KGB. Okazało się, że Stalin cenił kard. Wyszyńskiego, a wszystkie służby „ludowych państw” bardzo interesowały się działaniami Prymasa Polski. Również polska „bezpieka” rozpracowywała hierarchę w ramach np. akcji „Prorok”; wszyscy goście kard. Wyszyńskiego na ul. Miodowej, byli fotografowani. Co więcej, Prymas był otoczony szczelną siatką agentów. Dr Łatka przypomniał przejmującą historię sekretarza Prymasa - ks. Hieronima Goździewicza, który zdradził i któremu Prymas wybaczył, i pozostawił przy sobie.

W efekcie najnowszej kwerendy można było zakwestionować, niektóre, wydawałoby się niepodważalne fakty z jego życia – mówił do słuchaczy ks. Dominik Zamiatała. Jakie? Jeżeli ktoś chciałby uzyskać odpowiedź - jak słusznie zauważył prowadzący spotkanie o. Mariusz Tabulski - powinien bezwzględnie sięgnąć po ową publikację.

W przerwie spotkania wysłuchano fragmentów oratorium „Soli Deo per Mariam” autorstwa Piotra Pałki i Huberta Kowalskiego. Prezentowany fragment nosił tytuł - ”Non possumus”.

W drugiej części ks. Dominik Zamiatała zwrócił uwagę na inspirujący charakter strategii działania kard. Wyszyńskiego dla ks. Karola Wojtyły. Przyszły papież zauważył, że po Milenium polskie społeczeństwo było już inne. Te doświadczenia Prymasa Jan Paweł II przeniósł potem na praktykę działania w Kościele powszechnym. Ale nie wszystkim ten rodzaj aktywności kard. Stefana Wyszyńskiego się podobał. Kard. Adam Stefan Sapieha mocno się dystansował wobec Prymasa. Historia jednak przyznała mu rację. Polityka biernego oporu, unikanie bezpośredniej konfrontacji z komunistami, rozmawianie z nimi, i to dosyć szczerze, ocaliły polski Kościół i naród. Prymas Tysiąclecia działał odpowiedzialnie i rozważnie – mówił na spotkaniu dr Łatka i przypomniał jego deklarację, że gdyby trzeba było, to na kolanach udałby się do KC PZPR.

Na zakończenie swojego wystąpienia Beata Mackiewicz zwróciła uwagę na temat „maryjności” Prymasa, wyakcentowany w biograficznej części albumu, oraz poinformowała o zamieszczonych na końcu publikacji testamentach kard. Stefana Wyszyńskiego (warszawskim i gnieźnieńskim).

A co by nam doradził kard. Wyszyński w sprawie dzisiejszej aktywności środowisk homoseksulnych w sferze publicznej? - pytał o. Mariusz Tabulski na finiszu spotkania ks. Zamiatałę. Ten odpowiedział, że zapewne poradziłby nam modlić się i ewangelizować oraz nie dawać się prowokować. Przecież komuniści też chcieli prowokować, ale metoda działania Prymasa Polski była skuteczniejsza i neutralizowała niecne zamiary polskich wyznawców Marksa i Lenina.

Piąte spotkanie w Jasnogórskim Instytucie Maryjnym kolejny raz udowodniło atrakcyjność postaci Prymasa nie tylko w wymiarze historycznym. Jego współczesność często nas zaskakuje. Niestety na kolejne odkrycia związane z Prymasem Tysiąclecia przyjdzie nam poczekać aż do 28 września, bo właśnie wtedy o. Mariusz Tabulski zaplanował następne spotkanie z cyklu „Jasnogórski Prymas w drodze na ołtarze”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wątpliwości wokół sprawy Szymonka

2019-06-19 10:59

Dr Błażej Kmieciak - dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris

Śmierć dziecka wywołuje w pełni zrozumiałe reakcje emocjonalne. Tym bardziej, w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości, konieczne jest odwołanie się do ustalonych faktów, w tym zwłaszcza wiedzy medycznej oraz informacji dotyczącej poszanowania bądź też naruszenia praw dziecka jako pacjenta oraz jego rodziców.

Analizując sprawę 11-miesięcznego Szymonka leczonego na terenie szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. trzeba w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę, iż jako opinia publiczna nie posiadamy w tej sprawie zbyt licznych, zweryfikowanych informacji:

- Nie wiemy jaki był stan dziecka przed odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie. 10 czerwca szpital stwierdził w Komunikacie: „ze względu na tajemnicę lekarską nie możemy jej upublicznić, natomiast pełne informacje są w posiadaniu Rodziców”.

- Ze strony rodziców nie przedstawiono oficjalnych informacji dotyczących sposobu traktowania dziecka oraz jego ostatecznego rozpoznania klinicznego. Pełnomocnik rodziny zaznaczył jedynie, że postępowanie dotyczące działań w jednej z placówek w Radomiu, w której przebywał chłopiec przez przewiezieniem do Warszawy, posiada charakter niejawny.

- Nie znamy również opinii poszczególnych komisji oraz konsyliów jakie zbierały się w ciągu ostatnich tygodni. W tym zakresie nie tylko nie wiemy, jakie były ustalenia lekarzy ze wspomnianego szpitala, ale również nie posiadamy informacji dotyczącej ustaleń jakie poczynili lekarze-konsultanci zaproszeni na wspomniane powyżej diagnostyczne konsylia.

W większości dostępne informacje odnoszące się do stanu Szymonka bazują na wpisach członków rodziny na portalach społecznościowych, co nie stanowi weryfikowalnego źródła danych medycznych. Pojawiały się również informacje organizacji pozarządowych, w tym zwłaszcza „Stowarzyszenia STOP NOP”, które nie jest uprawnione do stawiania medycznych diagnoz odnoszących się do stanu niespełna rocznego pacjenta.

Jedyne informacje, jakie posiadamy odnoszą się do ogólnego stanu zdrowia dziecka. W szpitalnym Komunikacie z 10 czerwca przypomniano, że „Pacjent przebywa w naszym Szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii od 22 stycznia 2019 r. w stanie skrajnie ciężkim z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego”. W ostatnich godzinach, w mediach pojawiły się również dwie kluczowe informacje - pierwsza, w której rodzice dziecka wskazali, iż odłączono je od aparatury podtrzymującej życie bez ich obecności, wbrew wcześniejszym ustaleniom oraz druga, w której minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski wskazuje, „że nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł”.

Śmierć dziecka

Ostatnia wypowiedź w sposób wyraźny wskazuje nam na prawdopodobny scenariusz działania w omawianej sprawie. W podobnych przypadkach klinicznych polskie przepisy prawne wprowadziły konkretny scenariusz postępowania, jaki winien być zrealizowany. Po pierwsze, mówimy tutaj o komisyjnym stwierdzeniu „trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu (śmierci mózgu),” bądź „nieodwracalnego zatrzymania krążenia”. Po drugie, trzeba dodać, iż szczegółowe działania w tym zakresie podejmowane są przez lekarzy na podstawie odrębnego „Obwieszczenia” Ministra zdrowia. Omawiany tutaj proces stwierdzania śmierci składa się z dwóch etapów. W pierwszym wysunięte zostaje przez komisję lekarską podejrzenie odnoszące się do śmierci człowieka. Bada się w tym czasie, czy nie zaistniały sytuacje, które wprowadzać mogą w błąd odnośnie oceny stanu klinicznego pacjenta: m.in. hipotermia, określone postaci zatrucia, spożycie określonych substancji psychoaktywnych. Do drugiego etapu przystępuje się natomiast po potwierdzenia diagnozy dotyczącej śmierci. Bada się np. odruchy źreniczne na światło. Warto również przypomnieć, cytując polskie przepisy ustawowe, że „trwałe nieodwracalne ustanie czynności mózgu (śmierć mózgu) stwierdza jednomyślnie dwóch lekarzy specjalistów posiadających II stopień specjalizacji lub tytuł specjalisty, w tym jeden specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii, a drugi w dziedzinie neurologii, neurologii dziecięcej lub neurochirurgii”.

Wątpliwości i wyjaśnienia

Bez względu na w pełni zrozumiałe emocje w całej sprawie, nie można obecnie analizowanej sytuacji Szymona porównać do sprawy Alfirgo Evansa, jak czynią to wielokrotnie polskie media. Wskazany tutaj brytyjski casus odnosił się przede wszystkim do stanu, w którym z niezrozumiałych względów klinicznych, personel brytyjskiego szpitala zdecydował się odłączyć dziecko od aparatury podtrzymującej życie, zaprzestać jego karmienia i pojenia oraz nie wyrazić zgody na podjęcie działań diagnostyczno-leczniczych na terenie innego szpitala. Podobne działania miały miejsce przy jednoczesnym braku postawienia ostatecznej diagnozy oraz wyraźnie dostrzeganych reakcjach dziecka nawiązującego kontakt z rodzicami. Polska sprawa ze szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie oddaje inną rzeczywistość. Mowa bowiem o pacjencie, u którego – jak podawały media oraz wspomniana placówka - stwierdzono obrzęk mózgu oraz nieodwracalne uszkodzenie centralnego układu nerwowego. Minister Zdrowia powiadomił opinię publiczną ponadto, iż odłączenie od respiratora nastąpiło po stwierdzeniu śmierci mózgu. Sprawa Szymona oraz sprawa Alfiego Evansa nie mogą być w tym zakresie porównywane.

W omawianej sprawie wielokrotnie pojawiają się informacje kojarzące stan chłopca z podaną wcześniej szczepionką przeciwko pneumokokom: „cztery dni później wystąpiła u niego gorączka oraz drgawki. Ostatecznie, 21 stycznia dziecko zostało przyjęte do szpitala. Było reanimowane, wykonano kolejne TK głowy, powstał obrzęk mózgu - opisywał tygodnik „Wprost”. Podobne stwierdzenia nie mają jednakże żadnego oparcia w rzetelnej diagnozie lekarskiej wyrażonej przez lekarzy ze szpitala, bądź też przez którego z konsultantów także wskazanych przez rodzinę małego pacjenta. Opinie prezentowane przez taką czy inną organizację pozarządową nie stanowią rzetelnej oraz weryfikowalnej diagnozy lekarskiej. Nie wiemy jaka była przyczyna pojawienia się tak dramatycznego stanu chłopca. Kojarzenie szczepienia oraz omawianej sytuacji nie jest efektem oceny medycznej, a jedynie opinii wyrażonej przez osoby do tego nieuprawnione.

Kontekst uprawnień kieruje as w stronę relacji istniejącej na linii pacjent - lekarz - rodzina. W szpitalnym komunikacie z 10 czerwca wskazywano, iż rodzice mają zapewniony dostęp do informacji medycznej, konsultacji z innymi specjalistami oraz możliwości proponowania innych form wsparcia terapeutycznego. Szpital zatem zapewniał o realizacji prawa pacjenta do informacji, konsultacji z innym lekarzem oraz świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnemu stanowi wiedzy medycznej. Ze strony rodziców dziecka, innych przez nich upoważnionych osób lub ich pełnomocnika nie pojawiły się dotąd oficjalne stanowiska podważające realizację wskazanych tutaj praw pacjenta oraz praw jego rodziców, jako opiekunów prawnych.

Istotne wątpliwości wzbudza natomiast informacja wskazująca o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe bez obecności jego rodziców.- przedstawiali ja rodzice dziecka w mediach. Do informacji tej dotąd nie odniósł się szpital w odrębnym komunikacie lub stanowisku. Jej potwierdzenie jednak wskazywać może na istotne naruszenie praw rodziców oraz naruszenie prawa dziecka jako pacjenta. Polskie przepisy konstytucyjne oraz ustawowe w sposób wyraźny wskazują na prawa rodziców zobowiązanych do sprawowania szczególnej troski nad rozwojem dziecka, w tym rozwojem zdrowotnym. Krajowe ustawodawstwo prawno-medyczne w sposób jednoznaczny zwraca ponadto uwagę na prawo rodziców lub opiekunów prawnych do uczestnictwa w świadczeniach zdrowotnych podejmowanych względem pozostającego pod ich opieką dziecka. Odłączenie pacjenta od respiratora bez obecności, w podobnych działaniach, jego rodziców, stanowić może przykład całkowicie niezrozumiałego postępowania medycznego naruszającego podstawowe standardy deontologiczne oraz normy ustawowe, w tym zwłaszcza prawo pacjenta do umierania w spokoju i godności. Jak wskazano powyżej, kierownictwo resortu zdrowia zaznaczało, iż w omawianej sytuacji mowa jest o odłączeniu pacjenta, u którego wcześniej stwierdzano śmierć. Powyższe nie może być jednak traktowane jako jakiekolwiek wytłumaczenie potencjalnego wprowadzenia w błąd oraz podjęcia unikalnych dla sytuacji rodzinnych działań medycznych, w których możliwości udziału rodzice zostali w sposób nieuzasadniony pozbawieni.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż obecnie konieczne jest uszanowanie dramatu doświadczanego przez rodziców. Ze strony mediów oraz komentatorów niezbędne jest bazowanie na faktach, a nie opiniach i domniemaniach. Bezsprzecznie niezbędnym jest wyjaśnienie niepokojących obaw jakie pojawiły się w związku z ostatnimi momentami życia Szymonka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zbliża się 450-rocznica Unii Lubelskiej z 1569 r.

2019-06-19 19:57

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

1 lipca przypada 450-rocznica Unii Lubelskiej, jednego z najważniejszych aktów politycznych w historii Europy. Unia tworzyła Rzeczpospolitą Obojga Narodów, składającą się z Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Była wzorcem państwa federacyjnego ze wspólnym Sejmem i Senatem, ale pełną autonomią władz wykonawczych autonomicznych państw z odrębnym wojskiem, skarbem oraz systemami prawnymi. Przez ponad 200 lat Rzeczpospolita była najbardziej demokratycznym państwem Europy, opartym na wieloetnicznym narodzie obywatelskim, formowanym przez szlachtę.

wikipedia
Unia Lubelska (obraz Jana Matejki)

Punktem wyjścia do późniejszej Unii Lubelskiej 1569 r. była unia w Krewie z 1385 r., określająca konsekwencje wynikające dla Polski i Litwy z małżeństwa wielkiego księcia litewskiego Jagiełły i króla Polski Jadwigi, w postaci włączenia Litwy do Polski, czego warunkiem był chrzest Litwy. Nie było wówczas mowy o unii dwóch równorzędnych państw. Jagiełło wraz z członkami swego rodu uważał państwo litewskie za swą rodzinną własność, i stąd inkorporacja Litwy do Polski – w zamian za tytuł królewski – wydawała mu się czymś naturalnym.

W rzeczywistości program ten nigdy nie został zrealizowany, a samodzielne państwo litewskie nie przestało istnieć. Już w 1392 r. w myśl ugody Jagiełły z jego stryjecznym bratem, Witoldem, ten ostatni objął władzę nad Litwą oraz księstwami ruskimi wchodzącymi w skład Wielkiego Księstwa. Ostatecznie zrealizowany został model unii dynastycznej. Jagiellonowie obierani byli na królów Polski, zatrzymując jednocześnie urząd wielkiego księcia Litwy. A paradoksalnie silna i dziedziczna władza Jagiellonów w Wielkim Księstwie Litewskim dawała im także silniejszą pozycję w Polsce, gdzie król liczyć się musiał z rosnącymi prawami szlacheckiego społeczeństwa obywatelskiego.

Na przełomie XV i XVI wieku kształtuje się polski parlament. Izba poselska składa się z przedstawicieli sejmików ziemskich, senat natomiast – z najwyższych dostojników mianowanych przez króla, wojewodów, kasztelanów i biskupów rzymskokatolickich. Król musiał się liczyć z kontrolującym go parlamentem. Jednym z wielkich sukcesów polskiego ruchu szlacheckiego było zapewnienie równych praw wszystkim członkom tego stanu.

Tak silna pozycja szlachty w Polsce była czymś bardzo atrakcyjnym dla bojarstwa litewskiego i ruskiego, dlatego właśnie to środowisko parło ku coraz silniejszym związkom z Polską, wbrew miejscowej magnaterii. Sytuacja na Litwie była taka, że tamtejsi możni zdecydowanie odrzucali możliwość inkorporacji i obawiali się bliższych związków z Polską, a kształtująca się tam szlachta popierała tę ideę.

Kolejnym elementem wzmacniającym dążenia do integracji obu państw było zagrożenie zewnętrzne. Od końca XV wieku silnym zagrożeniem dla Wielkiego Księstwa była Rosja. Drugim zagrożeniem były wojny o Inflanty, o które rywalizowały obok Rosji, Dania i Szwecja. Zatem dla Litwy współdziałanie wojskowe z Polską stało się w XVI stuleciu koniecznością. Podobne koncepcje wysuwał król Zygmunt August, zdecydowany na doprowadzenie do trwałej unii polsko-litewskiej, zdolnej przetrzymać nawet wygaśnięcie jagiellońskiej dynastii.

Za panowania Zygmunta Augusta rosło znaczenia młodej jeszcze szlachty litewskiej. Utworzono sejmiki powiatowe we wszystkich województwach Wielkiego Księstwa oraz zreformowano sądownictwo na korzyść szlachty. W ramy prawne ujął to Drugi Statut Litewski z 1566 r. Potwierdził je Zygmunt August w dokumencie z 1568 roku, a więc dosłownie w przeddzień sejmu zjednoczeniowego w Lublinie.

Sejm Lubelski

Na 23 grudnia 1568 r. Zygmunt August zwołał do Lublina oba sejmy: koronny (polski) oraz litewski, aby ostatecznie rozstrzygnąć sprawę. Obradowały one w zasadzie osobno, zbierały się na wspólnych posiedzeniach tylko dla spraw najważniejszych.

W polskiej izbie przeważała opinia potrzeby włączenia Litwy do Polski, a z kolei ze strony litewskiej większość magnatów, mająca wciąż silne wpływy, była temu przeciwna. Koniecznością stało się szukanie kompromisu. Spierano się m. in. o to, czy obok wspólnego sejmu polsko-litewskiego pozostać miały sejmy osobne – litewski i polski. Strona litewska żądała, by wybór władcy odbywał się na granicy przy odrębnym obwoływaniu osoby króla i wielkiego księcia.

1 marca Litwini opuścili Lublin, zdawało się, że idea unii została pogrzebana. W odpowiedzi na to stany polskie podjęły decyzję włączenia do Królestwa Polskiego Podlasia i Wołynia, obszarów długotrwałego sporu między obu stronami, a w początkach czerwca na wniosek posłów wołyńskich przyłączono do Królestwa Kijowszczyznę i wschodnie Podole (województwo bracławskie). W odpowiedzi na to magnaci litewscy rozważali wręcz wypowiedzenie wojny, natomiast inkorporacje tych województw do polski poparła tamtejsza szlachta. A to dlatego, że otrzymywała natychmiast wszystkie przywileje szlachty polskiej, zachowując oficjalny język ruski i prawo sądowe – czyli Statut Litewski. Szlachta litewsko-ruska parła też zdecydowania ku silniejszej niż dotąd unii międzypaństwowej. W początkach czerwca Litwini wrócili więc do Lublina i szybko doprowadzono do kompromisu. Ostatecznie sejmy: litewski i koronny 1 lipca przyjęły uroczyście akta Unii, a Zygmunt August uczynił to 4 lipca.

Najważniejszą decyzją było powołanie wspólnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. „Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie jest jedno nieróżne i nierozdzielne ciało, a także nieróżna, ale jedna jest wspólna Rzeczpospolita, która się z dwóch państw i narodów w jeden lud i państwo zniosła i spoiła” – czytamy w preambule unijnego aktu. Jednak szczegółowe postanowienia prowadziły nie tyle do stworzenia jednego państwa, ale do federacji Korony i Wielkiego Księstwa. Były to odrębne i równoprawne państwa, ale ściśle z sobą związane.

Fundament Rzeczpospolitej stanowić miał wspólny władca - król Polski i wielki książę Litwy w jednej osobie - wraz z sejmem. Odrzucono ideę odrębnych sejmów koronnych i litewskich, miał to być odtąd senat i sejm Rzeczypospolitej. Jednocześnie Korona i Wielkie Księstwo zachowywały odrębne urzędy centralne: kanclerza, hetmana, wojsko oraz skarb. Tak więc przy jednej władzy ustawodawczej – sejmie – działały dwie odrębne władze wykonawcze: koronna i litewska.

Siłą Unii – jak podkreśla Jerzy Kłoczowski – „było jej oparcie na szlacheckim społeczeństwie obywatelskim obu narodów politycznych: polskiego i litewskiego, które po prostu utożsamiały się z coraz głębiej z Rzeczpospolitą jako ich własnym państwem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem