Reklama

Adwentowe oblicza miłosierdzia

2018-12-12 07:49

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 50/2018, str. IV

TD
Gorący posiłek dla bezdomnych w Namiocie Miłosierdzia

Adwent – będący czasem oczekiwania na narodzenie Jezusa – czasem radości i refleksji nad spełnieniem Wielkiej Bożej Obietnicy, w sposób naturalny inspiruje gesty dobroci, uczynki wobec bliźnich, akcje i kampanie nastawione na pomoc braciom w potrzebie. Kiermasze o charytatywnych celach, licytacje bożonarodzeniowych gadżetów z myślą o czyichś lepszych świętach, zbiórki żywności, przygotowania do wigilii z ubogimi – wszystko to dzieje się teraz, na naszych oczach, a może dziać się z naszym udziałem

Niemal u progu Adwentu obchodziliśmy w Kościele na całym świecie Światowy Dzień Ubogich. To inicjatywa papieża Franciszka, który wystosował orędzie na ten dzień, zachęcając wszystkich do włączenia się w tę inicjatywę, która może stać się „maleńką kroplą wody na pustyni ubóstwa”. W Kielcach i w diecezji organizacji dnia podjęła się Caritas kielecka, w parafiach angażując w to dzieło Parafialne Zespoły Caritas (PZC).

Msza św. w kieleckiej bazylice, bigos i ciepła herbata dla ubogich na kieleckim Rynku, rozdawanie toreb miłosierdzia i spotkanie Parafialnych Zespołów Caritas – takie były najważniejsze elementy 2. Światowego Dnia Ubogich w stolicy diecezji.

Mszy św. w kieleckiej bazylice przewodniczył ks. Krzysztof Banasik, wicedyrektor Caritas kieleckiej. W homilii zauważył – szczególnie w kontekście Adwentu, że wszyscy „będziemy sądzeni z miłości”. Przypomniał także słowa z psalmu 34: „Biedak zawołał a Pan go wysłuchał”, które towarzyszyły obchodom. – Te słowa dają nadzieję każdemu, kto znalazł się z jakiejkolwiek biedzie, choć krzyk ubogich nie zawsze jest słyszany – mówił. – Jesteśmy dzisiaj wezwani do poważnego rachunku sumienia, czy naprawdę potrafimy słuchać ubogich (…). Szczególnie dziś należy umieć pobudzić wyobraźnię miłosierdzia – apelował zachęcając także do odpowiedzi na zaproszenie Ojca Świętego, aby wspomóc swoim darem posiłek ubogich, aby zasiąść z nimi do wspólnego stołu. Ks. Banasik przypomniał również dzieła miłosierdzia realizowane aktualnie i w najbliższym czasie przez Caritas, m.in. Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, zbiórkę żywności w sklepach i przygotowanie paczek, czy wykonanie 500 szalików dla osób bezdomnych przez wolontariuszy Diecezjalnego Centrum Wolontariatu. Zauważył także, że dzieła miłosierdzia nie wymagają poklasku, bo „miłość dokonuje się w cichości”. – Dając – otrzymujemy, pomagając ubogim – sami zostajemy ubogaceni, a zyskujemy o wiele więcej, niż tracimy – podkreślał ks. Banasik.

Reklama

W bazylice były rozprowadzane torby miłosierdzia, które parafianie mogli wypełnić produktami żywnościowymi.

Podczas Mszy św. cech cukierników i piekarzy przekazał kosz produktów do Namiotu Miłosierdzia. Około południa stanął on na kieleckim Rynku. Licznie przybyli członkowie Parafialnych Zespołów Caritas wydawali pieczywo i porcje bigosu wszystkim chętnym – kolejka była długa.

W przeddzień obchodów – Caritas kielecka w Ośrodku Caritas w Kaczynie zorganizowała spotkanie formacyjno-integracyjne. Byli na nie zaproszeni członkowie Parafialnych Zespołów Caritas oraz osoby świeckie i duchowne, które chciałyby takie grupy w parafiach zainicjować, względnie ożywić. Uczestniczyło 35 osób, które w Dniu Ubogich przyjechały do Kielc i pomagały w Namiocie Miłosierdzia.

Bp Jan Piotrowski wystosował także specjalny komunikat na ten dzień, zachęcając w nim parafie do zorganizowania na swoim terenie obchodów i włączenie się w dzieła miłosierdzia.

Dobro w rękach wolontariuszy

Parafialny Zespół Caritas przy kieleckiej parafii św. Józefa to ok. piętnastu dynamicznych i chętnych do pracy osób, w większości członków stowarzyszenia ewangelicznego. Pomoc na rzecz potrzebujących łączy się z charyzmatem stowarzyszenia. Ot, choćby codzienne śniadania dla tych, którzy być może nie mają ich gdzie zjeść i na kogo liczyć. Każdego dnia to ok. 80-90 porcji kanapek z wędliną. – Nie legitymujemy, nie wypytujemy, po prostu karminy, fundusze na ten cel pochodzą z parafii – Ewa Bednarska informuje w imieniu Zespołu. A nie jest to oczywiście jedyna forma pracy PZC. – Ten zespół jest „szalony” w sensie pozytywnym, codziennie mamy pod drzwiami 80-100 osób, dla przygotowujących posiłek pań to ogromny wysiłek, a nie zawsze usłyszą za to dobre słowo – mówi ks. prał. Jan Iłczyk, proboszcz parafii św. Józefa Robotnika w Kielcach. Przypomina, że PZC powstał z inspiracji Stowarzyszenia Ewangelicznego Osób Świeckich, do którego w szczytowym okresie, pod kierunkiem s. Lidii, należało 250 osób. – Zaangażowanie tych ludzi jest ogromne; robimy ok. 400 świątecznych paczek, są odwiedziny chorych i samotnych w domach oraz na oddziałach onkologii, są rekolekcje i spowiedź dla bezdomnych, samotnych – wylicza część zadań Ksiądz Proboszcz.

Teodozja Kundera z parafii w Kielcach Dąbrowie opowiada o pomocy przedświątecznej oraz o przygotowywanych przez PZC paczkach dla ubogich rodzin. Z kolei wolontariuszka z parafii św. Krzyża – Bogumiła Marzec uważa, że należy dostrzegać też biedę samotności, odrzucenia. – Wśród podopiecznych naszego zespołu jest bardzo wiele takich ludzi, czekających z utęsknieniem na wizytę, na chwilę rozmowy. Problemem dla wielu jest też zakup drogich leków – uważa. Anna Głębicka z PZC przy parafii św. Krzyża dodaje, że bardzo ważne jest także rozeznanie skali potrzeb dla rodzin, w których dzieci studiują, a wiele z nich nie wyciągnie ręki po pomoc. Zespół w 2019 r. będzie obchodził 20-lecie swej działalności w opiece nad ludźmi starszymi, chorymi, samotnymi. Jak powstaje baza takich osób? Z pism i próśb kierowanych do parafii, z rozeznania księży podczas dorocznej kolędy. PZC włącza się także w doraźne akcje, np. teraz w dzierganie szalików dla osób samotnych. U progu Adwentu panie wydziergały już siedem takich szali, które powędrują do najuboższych na święta.

Damian Zegadło z Diecezjalnego Centrum Wolontariatu tłumaczy, że w całej diecezji PZC pracują dobrze, do najdynamiczniejszych zalicza m.in. zespoły w Koniecpolu, Słomnikach, Miechowie, Brzezinach, Jasionnie, czy kieleckich parafiach, m.in. św. Józefa, św. Wojciecha, św. Krzyża, św. Maksymiliana Marii Kolbego. – I wiele, wiele innych – dodaje.

Tysiąc toreb miłosierdzia i 500 szalików dobroci

Ponad tysiąc toreb miłosierdzia, które wierni mogą wypełnić produktami żywnościowymi z myślą o potrzebujących, Caritas kielecka rozprowadziła w kościołach diecezji, aby w ten sposób zachęcić parafie do włączenia się w Światowy Dzień Ubogich. Papierowe torby o pojemności 30 lub 40 litrów wierni mogli zabrać do domów i wyposażyć według własnego uznania, np. produktami spożywczymi – najlepiej trwałymi, o dłuższym terminie przydatności, typu makarony, kasze, konserwy, oleje, ale i niezbędnymi w gospodarstwach domowych środkami czystości. Wypełnione torby mają z powrotem znaleźć się w parafiach, a tam Parafialne Zespoły Caritas zadbają o to, aby trafiły do tych istotnie potrzebujących. Zaletą akcji jest koncentracja na środowisku lokalnym – kilkukilogramowe torby przygotowane przez rodzinę darczyńcy, trafią do innej rodziny, a nie np. do magazynów Caritas.

– Nie tak wiele parafii skorzystało z tej propozycji, jakbyśmy chcieli, ale to w sumie rzecz nowa. Kampania torby miłosierdzia w diecezji kieleckiej odbywa się po raz drugi, a jeszcze proboszczowie do nas w pierwszych dniach grudnia po te torby zaglądali – informuje ks. Stanisław Słowik, dyrektor Caritas kieleckiej.

Sympatycznie i ciepło kojarzy się nowa akcja Diecezjalnego Centrum Wolontariatu – dzierganie szalików z dobroci. Potrzeba ich w sumie 500 zrobionych na drutach – nie zakupionych, tylko wydzierganych, które zostaną przekazane 24 grudnia uczestnikom Wigilii dla Osób Bezdomnych i Samotnych w Wojewódzkim Domu Kultury w Kielcach.

– Chodzi o wyobraźnię miłosierdzia, o poświęcenie czasu dla kogoś. Zróbmy szalik z dobroci! – zachęca Diecezjalne Centrum Wolontariatu.

Na wykonanie szalików było ok. miesiąca czasu – gotowe należało dostarczyć do 14 grudnia 2018 r. do biura Diecezjalnego Centrum Wolontariatu w Kielcach przy pl. NMP w Kielcach. Każdy egzemplarz powinien mieć minimum 1,5 m długości. „Zachęcamy, by wykorzystać potencjał osób starszych, którzy sztukę robienia na drutach mają opanowaną do perfekcji. Może to być piękna i praktyczna lekcja dobroczynności. Zachęcamy, by w akcję zaangażowali się również młodzi, którzy będą mieli okazję nauczyć się czegoś nowego. Razem damy radę” – piszą pomysłodawcy projektu na stronie internetowej Caritas kieleckiej.

Stół dla bezdomnych jest długi

I wkrótce będzie zastawiony. Wigilia dla bezdomnych tradycyjnie odbędzie się w Wojewódzkim Domu Kultury w Kielcach 24 grudnia o godz. 11, z udziałem księży biskupów, kieleckiego samorządu i zarządu województwa – bo to już piękny i stały kielecki obyczaj. Spotkanie świąteczne z wieczerzą Caritas kielecka przygotowuje wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie i Wojewódzkim Domem Kultury w Kielcach. Już dawno zrezygnowano ze spotkania na dworcu PKP, aby nadać wydarzeniu godną i domową rangę – stąd wybór padł na reprezentacyjne sale WDK. Zawsze są życzenia, kolędy, Ewangelia o narodzeniu Jezusa, łamanie się opłatkiem. Osoby bezdomne, samotne, pozbawione rodzinnego ciepła zyskują w tym dniu poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty, zadomowienia. Mowa o ok. 500 uczestnikach świątecznego wydarzenia. Każdy otrzyma paczkę żywnościową i – po raz pierwszy – wydziergany przez ochotników szalik z dobroci. Produkty do paczek pochodzą z przedświątecznej zbiórki w sklepach regionu, podczas której do koszy wolontariuszy zbiera się łącznie kilkanaście ton żywności. Dary do paczek przekazuje też Kielecki Bank Żywności.

Caritas przygotowuje również wieczerzę wigilijną we wszystkich swoich placówkach, a w tych gdzie jest pobyt stały – dokładnie 24 grudnia. Spotkania wigilijno-kolędowe odbywają się także m.in. w Proszowicach, Piekoszowie, Miechowie, Sędziszowie itd. Stoły i paczki dla ubogich w okresie Adwentu organizuje także wiele parafii. – Przygotowujemy wigilię dla najuboższych na ok. 350 osób i jest to naprawdę wielkie przedsięwzięcie, w które także angażuje się młodzież – mówi ks. Jan Iłczyk.

Po raz 25 – wigilijne świece

Tradycyjnie z pierwszą niedzielą Adwentu ruszyła akcja Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Diecezja kielecka rozprowadza ok. 80 tys. świec i jak zauważa ks. Stanisław Słowik – jest to jedna z najpopularniejszych i dobrze przyjętych kampanii adwentowych, obudowana piękną symboliką. Zapalona świeca z logo Caritas, którą stawiamy w centrum wigilijnego stołu, jest znakiem solidarności z najbardziej potrzebującymi w Polsce i na świecie. Dochód ze sprzedaży przeznaczony jest na pomoc dzieciom, na dofinansowanie letniego wypoczynku. Jest to XXV jubileuszowa edycja akcji, która na stałe wpisała się adwentowe inicjatywy w diecezji. W tym roku towarzyszy jej hasło: „Świeca, która tworzy polską Wigilię”.

A przecież mamy cały wachlarz kiermaszów dobroczynnych w parafiach, gminach, instytucjach kultury, jest Szlachetna Paczka i Paczka dla Kombatanta na Wschodzie. Każdy chętny mógł np. uczestniczyć w przygotowaniu paczki dla więźniów Aresztu Śledczego – wystarczyło zakupić jeden z drobnych produktów. To wspólna inicjatywa alumnów Wyższego Seminarium Duchownego i Diecezjalnego Centrum Wolontariatu. Nazwali ją „Radość w paczce”. Na stronie internetowej tak motywują ten pomysł: „Każdy zasługuje na miłość. A najbardziej Ci, którzy się pogubili (...).

I co jeszcze? Tuż obok jest sąsiad, któremu tylko kłaniamy się na ulicy, albo ktoś spotkany przypadkowo w urzędzie, w przychodni oczekujący na niewielki gest, na odruch zrozumienia i wsparcia, który może uczynić nadchodzące święta bardziej radosnymi.

Tagi:
miłosierdzie adwent

Radomsko: Uroczystości ku czci Miłosierdzia Bożego

2019-04-28 20:15

Marian Banasik

Jezus dzisiaj daje nam swoje dary: pokój, Rany – znaki Męki i sakrament spowiedzi świętej – mówił w homilii ks. Mariusz Frukacz, redaktor „Niedzieli”, który w Niedzielę Miłosierdzia Bożego przewodniczył uroczystościom odpustowym w kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

Fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

W homilii wskazując na dar pokoju ks. Frukacz podkreślił, że „szczególnie naszym czasom, ale też sercom ludzkim, potrzebny jest pokój, który jest darem Jezusa Miłosiernego”. – Świat daje inny pokój, który znamy z zabiegów dyplomatycznych i kalkulacji politycznych. Natomiast Jezusowy dar pokoju płynie z krzyża – mówił ks. Frukacz

Mówiąc o miłosierdziu kapłan wskazał na to, że słowo łacińskie misericordia (miłosierdzie) oznacza dosłownie miseri - cor - dare! To znaczy: Biednemu - serce - dać! – Jezus daje mnie biednemu grzesznikowi serce. Na kartach Ewangelii odnajdujemy również Jezusa, który lituje się na widok biednych, chorych, grzeszników. Jednak to nie jest zwyczajne uczucie litości. Widok biednych, cierpiących i grzeszników porusza Jezusa do głębi, do samego dna wnętrza – podkreślił kapłan.

Redaktor „Niedzieli” wskazał na postać św. Augustyna, który bardzo mocno doświadczył daru miłosierdzia – Ten Ojciec Kościoła w swoich „Wyznaniach” spowiadając się ze swojego życia napisał: „Ale chociaż jestem tylko prochem i popiołem, pozwól mi przemówić do miłosierdzia Twego. Pozwól mi mówić, bo oto jest przede mną miłosierdzie Twoje (...) Ja zaś cały będę trwał przy Tobie. Bo samo to, że istnieję, Twoim przecież jest darem (...)Tobie cześć, Tobie chwała, Źródło miłosierdzia! (...) płonę pragnieniem Twojego pokoju. (...) Panie - zmiłuj się nade mną! Oto nie ukrywam swych ran: Tyś Lekarzem - ja chorym; Ty jesteś miłosierny - we mnie zaś wszystko woła o miłosierdzie (...) Całą moją nadzieję pokładam w niezmierzonym miłosierdziu Twoim”.

Ks. Frukacz wskazując na Rany Chrystusa mówił za św. Augustynem:„Czy nie mógł Chrystus zmartwychwstać bez żadnych blizn? Posiadał moc, aby je uleczyć nie pozostawiając blizn, raczył jednak je zachować, żeby wzmocnić chwiejących się w wierze”.

- Szczególnie daru Ran Chrystusowych doświadczył św. Tomasz apostoł. Ten Święty Apostoł dotykał ręką ran Pana Jezusa po Zmartwychwstaniu i doznał wielkiego od Niego miłosierdzia. Tak jak św. Tomasz Musimy każdego dnia dotykać Ran Chrystusowych, bo On nas dotknął swoją męką, by nas uzdrowić – mówił ks. Frukacz

- Często patrzymy na św. Tomasza apostoła jako na człowieka wątpiącego, ale spróbujmy dzisiaj spojrzeć na niego, jako na człowieka, który doświadcza miłosierdzia poprzez dotknięcie Ran Chrystusowych, To jest wielka katecheza dla nas. Nie tylko patrzmy na Rany Jezusa, ale zanurzmy w nich nasze życie – zaapelował ks. Frukacz.

- Mamy dzisiaj wraz z Tomaszem Apostołem dotknąć ran Chrystusa, źródła Miłosierdzia. „Podnieś rękę i włóż ją do mego boku”. Mamy pójść dalej w naszym życiu duchowym. Musimy nie tylko patrzeć na rany Jezusa. Mamy niejako wejść głębiej w Jego rany. Mamy głębiej przeżywać tajemnicę męki i zmartwychwstania, tajemnicę miłosierdzia – kontynuował duchowny.

Kapłan wskazał również na znaczenie sakramentu spowiedzi świętej – Nie lekceważmy w naszym życiu tego daru Jezusa – zachęcał kaznodzieja i podkreślił za teologiem Hansem Ursem von Balthasarem: „Wracający z Otchłani Jezus ukazuje się uczniom, przynosząc im wielkie odpuszczenie nieba dla grzechów świata, które dźwigał On na krzyżu i niejako z nich się spowiadał.

Jezus przekazuje swemu młodemu Kościołowi wielkanocny dar odpuszczenia grzechów. Właśnie dzięki temu darowi uczniowie najlepiej będą mogli przekonać świat o ty, że Jezus żyje”.

- Św. Jan Paweł II napisał w swoich „Notatkach osobistych”, że droga do szczęścia wiedzie przez konfesjonał. To prawda, bo grzech przygniata człowieka, a miłosierdzie podnosi – dodał ks. Frukacz.

Uroczystości zakończyły się odmówieniem litanii do Miłosierdzia Bożego, procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowanie relikwii św. Faustyny Kowalskiej.

„Miłosierdzie Boże, to prawda, którą jako wspólnota parafialna pragniemy żyć każdego dnia. Ludzie naszych czasów mają tak wiele zranień w swoim sercu. A jedynym lekarstwem na nasze niepokoje, zranienia, grzech jest Miłosierdzie Boże. Każdy dzień w naszej parafii to odpowiedź na dar wielkiej miłości Pana Boga” - powiedział w rozmowie z „Niedzielą” ks. dr Adam Szwedzik, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowy Sącz: jezuita popełnił samobójstwo

2019-06-25 11:02

jezuici.pl/dg / Nowy Sącz (KAI)

Wczoraj po południu w Nowym Sączu o. Piotr Matejski, jezuita, odebrał sobie życie. Miał 51 lat. W 1987 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, gdzie w 2000 roku przyjął święcenia kapłańskie. Był cenionym historykiem i duszpasterzem. "Wiemy, że jeśli ktokolwiek decyduje się na taki krok, robi to w rozpaczy, nie mogąc poradzić sobie z wewnętrznym bólem lub lękiem. Tymczasem nikt z nas, którzy znaliśmy o. Piotra i którzy z Nim się przyjaźniliśmy, nie podejrzewał, że przeżywa tego typu dramat wewnętrzny" - napisał w oświadczeniu prowincjał jezuitów, o. Jakub Kołacz SJ.

nowysacz.jezuici.pl

Publikujemy oświadczenie prowincjała Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego:

Drodzy Współbracia,

Współpracownicy w Misji i Przyjaciele Towarzystwa Jezusowego.

Wczoraj wczesnym popołudniem odebrał sobie życie o. Piotr Matejski SJ, na stałe pracujący w szkole i parafii w Nowym Sączu przy ul. Ks. Skargi. Ta tragiczna wiadomość jest dla nas wszystkich zaskoczeniem. Przyjęliśmy ją z niedowierzaniem, a nawet z przerażeniem. Wiemy, że jeśli ktokolwiek decyduje się na taki krok, robi to w rozpaczy, nie mogąc poradzić sobie z wewnętrznym bólem lub lękiem. Tymczasem nikt z nas, którzy znaliśmy o. Piotra i którzy z Nim się przyjaźniliśmy, nie podejrzewał, że przeżywa tego typu dramat wewnętrzny.

Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic na temat powodów i motywów Jego czynu. Trwa postępowanie wyjaśniające prowadzone przez policję, a my musimy poczekać na jego rezultaty.

Ten dramat jest udziałem nas wszystkich, dlatego proszę, wspierajmy się nawzajem życzliwością i modlitwą, oddając Bogu wszystko to, co dla nas jest niezrozumiałe i co nas zasmuca. Prośmy też, aby miłosierny Pan, który zna ludzkie serca, przyjął do siebie o. Piotra.

AMDG Jakub Kołacz SJ Prowincjał

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem