Reklama

Miłosierdzie na spacerze

2018-12-12 07:49

Dominika Szymańska
Edycja łódzka 50/2018, str. VI

Archiwum
Księża też mogą być na wyciągnięcie ręki

Czy miłosierdzie można zmierzyć? Jest nieskończone. A jednak czasem jego miarą są kilometry wydeptane wokół kościoła. Zmarznięty nos, obolałe nogi i kilka ciepłych herbat, które trzeba w domu wypić na rozgrzewkę. Długie minuty spędzone na wspólnej rozmowie i milczeniu, gdy słów już brak

Miłosierdzie Boże jest bez miary, jednak trzeba po nie przyjść. Najczęściej do krat konfesjonału. Co jednak z tymi, których te kraty odstraszają? Którzy nie chcą spowiedzi „na szybko” w czasie Mszy św.? Których krępuje szeptanie w kościele i obawa, że ktoś mógłby ich usłyszeć? Którzy z Kościołem są trochę na bakier, trochę im nie po drodze?

Za murami kościoła

Co wtorek ok. godz. 20 na placu przed kościołem Ojców Jezuitów formuje się niewielka kolejka. Pojawia się 5-6 osób, ok. godz. 22 dochodzą kolejne. Najczęściej są to mężczyźni między 20. a 40. rokiem życia, a więc ta specyficzna grupa, którą trudno znaleźć w kościele na niedzielnej Sumie.

Drogą facebookową, pantoflową, a czasem zupełnym przypadkiem trafiają na informację o Spacerze Miłosierdzia. Aż do północy, czasem nawet dłużej, mogą przyjść i – spacerując z księdzem wokół kościoła – porozmawiać o tym, co trudne lub po prostu przeżyć spowiedź w formie rozmowy. – To jest wyjście księdza do drugiego człowieka poza mury kościoła. W przestrzeń pozasakralną. Żeby szukać człowieka, tak jak Jezus to robi – wyjaśnia ks. Michał Misiak, który trzy lata temu zainicjował Spacery Miłosierdzia w parafii pw. św. Mateusza w Pabianicach.

Reklama

– To są spowiedzi lub rozmowy i modlitwy wstawiennicze. Zależy, co kto potrzebuje. Często przyjeżdżają ludzie, którzy nie chodzą w ogóle do kościoła albo się nie spowiadają. Mamy tu co tydzień spowiedzi po 20 latach, 50, 10. Ludzie przyjeżdżają z Warszawy, z Gdańska, z całej Polski. Zależy im. Często jest tak, że człowiek raz przyjeżdża, zrzuci z siebie ciężar i później już się nie pojawia. Ale coś się zmieniło, wrócił do Boga. Ma mocny strzał łaski Bożej. Później mówię każdemu: Idź do parafii, zacznij chodzić do kościoła, następna spowiedź w konfesjonale – dodaje nasz rozmówca.

Cuda z przypadku i z wytrwałości

Późnym wieczorem obok kościoła przejeżdżał mężczyzna na motorze. Stojąc na pasach, kątem oka dostrzegł na ulicy księdza w sutannie, który właśnie kogoś spowiadał. Szybka zmiana decyzji i pasa ruchu, by spytać, czy ten ksiądz jest do dyspozycji, czy można się u niego wyspowiadać. A następnie jeszcze przez godzinę czekał i z kaskiem pod pachą przystąpił do sakramentu. To dla niego cud. Wracał właśnie późno do domu, miał zostać ojcem chrzestnym i nie miał, gdzie i kiedy się wyspowiadać.

Innym razem, jeszcze w Pabianicach, pewien mężczyzna co wieczór wychodził na spacer z psem. I co tydzień widział, że pod kościół wychodzi ksiądz. Przez długi czas wikarego i pana z psem łączyła tylko wymiana ukłonów i wieczornych uprzejmości. Jednak pewnego razu padło pytanie: – Czy jak odprowadzę psa, to też mogę przyjść? Pojawił się po półgodzinie i odbył pierwszą od wielu lat spowiedź. Okazało się, że zastanawiał się, czy te spowiedzi to na pokaz czy też księdzu naprawdę zależy na człowieku.

Więcej niż formułka, rozgrzeszenie i do domu

Na Spacer Miłosierdzia przychodzi ten, kto chce doświadczyć miłości, nawrócić się. Ten, kto nie zadowala się tym, że ksiądz jest przygłuchy, że organy głośno grają, ten, kto chce sakrament pokuty uszanować i wycisnąć z niego jak najwięcej. Dlatego szuka ciszy, spokoju i dobrego kontekstu. I tu to otrzymuje.

Kasia z Pabianic: – Trochę się zatrzymałam na takiej spowiedzi przy I Komunii św.: formułka, rozgrzeszenie i do domu. A ja chciałam, żeby za spowiedzią szedł też jakiś rozwój duchowy. Zaczęło mi zależeć na czymś więcej. Spacer miłosierdzia to bezpośrednia rozmowa. Ramię w ramię, jak z przyjacielem. Można się w mankiet wypłakać. Człowiek czuje się wysłuchany do końca. Każda osoba jest ważna, bez względu na to, czy spowiada się dziecko czy starsza osoba; każdy traktowany jest z taką samą wnikliwą uwagą. Człowiek czuje się naprawdę przyjęty, wysłuchany, kochany.

Na dnie duszy

Opowiada ks. Michał: – Tu człowiek przyjeżdża i do cna się obnaża. Połowa ludzi płacze w czasie tej spowiedzi, niektórzy muszą zamilknąć na minutę/dwie i ja wtedy nie mogę mówić: „OK, dalej, następny grzech”, tylko towarzyszyć im w tej ciszy. I oni sobie coś w głowie poukładają, coś w nich pęknie, pozbywają się wszystkich śmieci. Ludzie mówią o strasznych rzeczach, o wykorzystaniach seksualnych z dzieciństwa, o nienawiści, zdradach. Nieraz przychodzą z grzechami profanacji Najświętszego Sakramentu, aborcji, pedofilii, zmiany płci. Zdarza się, że trzeba zadzwonić do Kurii, do prawnika kościelnego, żeby zapytać, czy ja mam prawo rozgrzeszyć z danego grzechu. To jest też miejsce, gdzie kończą się nieważne spowiedzi. Ludzie często wyznają tu też na spowiedzi grzechy zatajone wcześniej, bo nie mogli się zebrać, żeby wypowiedzieć te grzechy w normalnej spowiedzi. A tu w nich pęka, wracają do dzieciństwa, do młodości i mówią coś, czego nigdy w konfesjonale nie powiedzieli, a zawsze o tym pamiętali. Cieszę się, że pocztą pantoflową poszła taka fama, że tu u jezuitów pod kościół każdy może przyjść i być wysłuchany.

Na bakier ze spowiedzią

Przychodzą też osoby, które podjęły decyzję, że już nigdy więcej do spowiedzi nie pójdą. Zrażeni niespójnością, którą widzą w Kościele, czy doświadczeniem spowiedzi, w której zostali źle potraktowani. Znajdując na Facebooku informację o nietypowej formie spowiedzi, postanawiają dać sobie jeszcze jedną szansę.

Michał z Łodzi: – Pewnego razu trafiłem na księdza, który coś niefajnego mi powiedział w czasie spowiedzi. Uraził mnie i później też z tego powodu przez parę lat nie chodziłem do spowiedzi. Podobną sytuację miał mój kolega – z tym samym księdzem. Może nie umiał się wczuć? Nie wiem. Później to był stopniowy proces powrotu do Kościoła. Łatwiej jest po takim spacerze pójść do któregokolwiek księdza, w jakiejkolwiek parafii. Z mniejszym już ciężarem, bo już pierwszy krok był zrobiony.

Wcześniej miałem poczucie, że Pan Bóg jest takim srogim sędzią. I spowiedź to był przykry obowiązek, powinność, którą chciałbym odepchnąć jak najdalej od siebie. Teraz to bardziej potrzeba i tęsknota za jednością z Panem Bogiem. Nie zawsze to jest łatwe. Ale brak łaski uświęcającej to brak, który się odczuwa.

Bóg, który zabiera nałogi i daje pracę

Zastrzyk Bożego Miłosierdzia czasem jest widoczny jak na dłoni. Bywa, że zaczyna się od słów: „Mi się chyba nie należy rozgrzeszenie, ale muszę porozmawiać”. Pół godziny rozmowy i 10 rundek wokół kościoła później okazuje się, że nie ma żadnych przeszkód, by ten człowiek uzyskał rozgrzeszenie. Jest po prostu chory na alkoholizm. Potem kapłan modli się też o jego uwolnienie. Mężczyzna jest tak przejęty ojcowską miłością Boga, że choć pada i jest mokro, klęka na kamieniach, całuje skrawek sutanny, wstaje i sam przytula księdza.

To jednak nie koniec historii. Mężczyzna zjawia się ponownie po 6 miesiącach. Tym razem spowiedź zaczyna się od słów: „Proszę księdza, pół roku nie piję. Jestem trzeźwy. Życie mi się układa. Oddaję długi. Z żoną się bardziej kochamy. Firma mi się rozkręca”.

Dla Boga każdy czas jest czasem łaski. Nawet w kolejce do spowiedzi. Czasem wspólne oczekiwanie sprawia, że zaczynają się rozmowy. A czasem kolejka do spowiedzi zmienia życie. Jak wtedy, gdy kilka osób stoi w grupce, a jeden chłopak odbiera telefon i dowiaduje się, że właśnie stracił pracę. Jest załamany. Jednak za chwilę podchodzi do niego inny mężczyzna z kolejki z pytaniem: „W jakim fachu robisz?”. Duch Święty działa, bo branża jest ta sama i chłopak dostaje zatrudnienie od mężczyzny z kolejki pod kościołem minutę po tym, jak stracił pracę.

Łaska płynie w dwie strony

Księży jest 6. Zwykle dyżurują po dwóch, by odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie. Wieść o inicjatywie ks. Misiaka do ks. Adama Pasika SDB, ks. Bartłomieja Franczaka, ks. Marcina Majsika i ks. Macieja Chodowskiego dotarła i poczuli się wezwani do tego, by – nie zważając na trud nocnej spowiedzi – wyjść i szukać tych, którzy są daleko.

Ks. Darek zaczął od zastępstwa za ks. Michała głoszącego rekolekcje za granicą i poruszony stwierdził, że – pośrednicząc w pojednaniu Boga i człowieka – sam doświadczył nawrócenia. Podobne doświadczenia ma również ks. Franczak, który przywołuje słowa z Ewangelii: „U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary” (por. Mt 8, 10). I dodaje: – To, że ktoś nie może przyjmować sakramentów, nie znaczy, że nie ma wielkiej wiary. Ja wiarą tych ludzi jestem zawstydzony.

Łaska Boża dotyka nie tylko penitentów, którzy doświadczają miłosierdzia, ale i kapłanów, którzy odkrywają, jak wielkim darem jest sakrament kapłaństwa.

Tagi:
miłosierdzie

Radomsko: Uroczystości ku czci Miłosierdzia Bożego

2019-04-28 20:15

Marian Banasik

Jezus dzisiaj daje nam swoje dary: pokój, Rany – znaki Męki i sakrament spowiedzi świętej – mówił w homilii ks. Mariusz Frukacz, redaktor „Niedzieli”, który w Niedzielę Miłosierdzia Bożego przewodniczył uroczystościom odpustowym w kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

Fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

W homilii wskazując na dar pokoju ks. Frukacz podkreślił, że „szczególnie naszym czasom, ale też sercom ludzkim, potrzebny jest pokój, który jest darem Jezusa Miłosiernego”. – Świat daje inny pokój, który znamy z zabiegów dyplomatycznych i kalkulacji politycznych. Natomiast Jezusowy dar pokoju płynie z krzyża – mówił ks. Frukacz

Mówiąc o miłosierdziu kapłan wskazał na to, że słowo łacińskie misericordia (miłosierdzie) oznacza dosłownie miseri - cor - dare! To znaczy: Biednemu - serce - dać! – Jezus daje mnie biednemu grzesznikowi serce. Na kartach Ewangelii odnajdujemy również Jezusa, który lituje się na widok biednych, chorych, grzeszników. Jednak to nie jest zwyczajne uczucie litości. Widok biednych, cierpiących i grzeszników porusza Jezusa do głębi, do samego dna wnętrza – podkreślił kapłan.

Redaktor „Niedzieli” wskazał na postać św. Augustyna, który bardzo mocno doświadczył daru miłosierdzia – Ten Ojciec Kościoła w swoich „Wyznaniach” spowiadając się ze swojego życia napisał: „Ale chociaż jestem tylko prochem i popiołem, pozwól mi przemówić do miłosierdzia Twego. Pozwól mi mówić, bo oto jest przede mną miłosierdzie Twoje (...) Ja zaś cały będę trwał przy Tobie. Bo samo to, że istnieję, Twoim przecież jest darem (...)Tobie cześć, Tobie chwała, Źródło miłosierdzia! (...) płonę pragnieniem Twojego pokoju. (...) Panie - zmiłuj się nade mną! Oto nie ukrywam swych ran: Tyś Lekarzem - ja chorym; Ty jesteś miłosierny - we mnie zaś wszystko woła o miłosierdzie (...) Całą moją nadzieję pokładam w niezmierzonym miłosierdziu Twoim”.

Ks. Frukacz wskazując na Rany Chrystusa mówił za św. Augustynem:„Czy nie mógł Chrystus zmartwychwstać bez żadnych blizn? Posiadał moc, aby je uleczyć nie pozostawiając blizn, raczył jednak je zachować, żeby wzmocnić chwiejących się w wierze”.

- Szczególnie daru Ran Chrystusowych doświadczył św. Tomasz apostoł. Ten Święty Apostoł dotykał ręką ran Pana Jezusa po Zmartwychwstaniu i doznał wielkiego od Niego miłosierdzia. Tak jak św. Tomasz Musimy każdego dnia dotykać Ran Chrystusowych, bo On nas dotknął swoją męką, by nas uzdrowić – mówił ks. Frukacz

- Często patrzymy na św. Tomasza apostoła jako na człowieka wątpiącego, ale spróbujmy dzisiaj spojrzeć na niego, jako na człowieka, który doświadcza miłosierdzia poprzez dotknięcie Ran Chrystusowych, To jest wielka katecheza dla nas. Nie tylko patrzmy na Rany Jezusa, ale zanurzmy w nich nasze życie – zaapelował ks. Frukacz.

- Mamy dzisiaj wraz z Tomaszem Apostołem dotknąć ran Chrystusa, źródła Miłosierdzia. „Podnieś rękę i włóż ją do mego boku”. Mamy pójść dalej w naszym życiu duchowym. Musimy nie tylko patrzeć na rany Jezusa. Mamy niejako wejść głębiej w Jego rany. Mamy głębiej przeżywać tajemnicę męki i zmartwychwstania, tajemnicę miłosierdzia – kontynuował duchowny.

Kapłan wskazał również na znaczenie sakramentu spowiedzi świętej – Nie lekceważmy w naszym życiu tego daru Jezusa – zachęcał kaznodzieja i podkreślił za teologiem Hansem Ursem von Balthasarem: „Wracający z Otchłani Jezus ukazuje się uczniom, przynosząc im wielkie odpuszczenie nieba dla grzechów świata, które dźwigał On na krzyżu i niejako z nich się spowiadał.

Jezus przekazuje swemu młodemu Kościołowi wielkanocny dar odpuszczenia grzechów. Właśnie dzięki temu darowi uczniowie najlepiej będą mogli przekonać świat o ty, że Jezus żyje”.

- Św. Jan Paweł II napisał w swoich „Notatkach osobistych”, że droga do szczęścia wiedzie przez konfesjonał. To prawda, bo grzech przygniata człowieka, a miłosierdzie podnosi – dodał ks. Frukacz.

Uroczystości zakończyły się odmówieniem litanii do Miłosierdzia Bożego, procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowanie relikwii św. Faustyny Kowalskiej.

„Miłosierdzie Boże, to prawda, którą jako wspólnota parafialna pragniemy żyć każdego dnia. Ludzie naszych czasów mają tak wiele zranień w swoim sercu. A jedynym lekarstwem na nasze niepokoje, zranienia, grzech jest Miłosierdzie Boże. Każdy dzień w naszej parafii to odpowiedź na dar wielkiej miłości Pana Boga” - powiedział w rozmowie z „Niedzielą” ks. dr Adam Szwedzik, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Belgia: Kelly jest zdrowa, ale chce eutanazji, czuje się brzydka

2019-10-18 18:16

Krzysztof Bronk/vaticannews / Leuven (KAI)

W Belgii na oczach mediów rozgrywa się kolejny dramat cywilizacji śmierci. Od siedmiu miesięcy o eutanazję ubiega się tam cierpiąca na depresję 23-letnia Kelly z uniwersyteckiego miasta Leuven. Jej historia przypomina przypadek 17-letniej Noe Pothoven z sąsiedniej Holandii, która w maju tego roku skorzystała z prawa do eutanazji.

Vatican News

Dolegliwości młodej Holenderki wiązały się doświadczeniem gwałtu. Flamandka Kelly jest ładna, ma rodzinę i narzeczonego. Cierpi na paraliżującą nieśmiałość. Kiedy patrzę w lustro widzę potwora – opowiada dziennikarzom. I jak wielu młodych w jej wieku twierdzi, że po prostu się sobie nie podoba.

O możliwości, które oferuje eutanazyjne prawo w Belgii poinformował ją psycholog. Na eutanazję czeka już siedem miesięcy, bo aby śmiertelny zabieg został wykonany, potrzebna jest pozytywna opinia dwóch psychiatrów i jednego lekarza ogólnego. Jej rodzice i rodzeństwo, w tym siostra bliźniaczka, dowiedzieli się o całej sprawie dopiero kilka dni temu.

Przypadek Kelly budzi w Belgii zrozumiałe kontrowersje. Z powodów psychicznych jest wykonywanych w tym kraju 2,4 procent wszystkich eutanazji. Statystycznie co trzecia osoba, która wnioskuje o wspomagane samobójstwo ze względu na cierpienie psychiczne, otrzymuje aprobatę psychiatrów.

Przypadek Kelly budzi kontrowersję, bo przedostał się do mediów. W pełnym świetle ukazuje on zwyrodnienie państwa, które zamiast podać cierpiącym pomocą dłoń, oferuje im pomoc w samobójstwie. Przypomnijmy, że kiedy pół roku temu w Holandii uśmiercono 17-letnią Noę, Papież Franciszek zareagował na jej zgon tymi słowami: „Eutanazja i wspomagane samobójstwo są porażką wszystkich. Odpowiedź, do której jesteśmy wezwani to nieporzucanie nigdy tych, którzy cierpią; nie poddanie się, ale objęcie troską i miłością, by przywrócić nadzieję”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Guzdek: ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła

2019-10-19 21:12

ar / Warszawa (KAI)

Ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - powiedział biskup Józef Guzdek w 35. rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Eucharystia w intencji kanonizacji kapelana Solidarności, odbyła się w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.

Łukasz Krzysztofka

Rozpoczynając uroczystą Mszę św. kard. Kazimierz Nycz, dokonał poświęcenia kaplicy, w której wystawiono relikwie sutanny jaką miał na sobie męczennik w momencie śmierci.

Metropolita warszawski podkreślił, że wierni upamiętniają dziś dzień narodzin ks. Popiełuszki dla nieba - To jednoczenie dzień jego męczeńskiej śmierci w obronie godności człowieka, obronie naszej Ojczyzny i ewangelicznej zasady “zło dobrem zwyciężaj” - powiedział.

Duchowny przypomniał, że kapelan Solidarności wielokrotnie zaznaczał, że jego mistrzami, od których uczył się głoszenia Ewangelii, są Jan Paweł II i kard. Wyszyński. Kard. Nycz zauważył, że ks. Popiełuszko wyprzedził swoich mistrzów w drodze na ołtarze. – Wiemy jednak, że 10 lat po beatyfikacji ks. Jerzego będziemy mieć beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo tych trzech wielkich postaci módlmy się za Kościół polski, za naszą Ojczyznę, z prośbą o siłę dla tych, którzy nią kierują – zaapelował.

Homilię wygłosił bp Józef Guzdek. Ordynariusz wojskowy zauważył, że w momencie kiedy większość narodów po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczało pokoju, w Polsce nadal “panoszyło się zło”, a “brat wydawał brata na śmierć”. - W takich czasach zajaśniał blask ks. Jerzego Popiełuszki, który jako kapłan był gorliwym obrońcą wiary i godności człowieka. Zawsze stosował się do słów Jezusa “zło dobrem zwyciężaj” - podkreślił, dodając, że kapelan Solidarności był uosobieniem dobroci oraz cierpliwości, i zawsze powtarzał, że przemoc jest oznaką słabości, nie siły.

- Dziś kiedy wspominamy rocznicę śmierci ks. Jerzego, możemy stwierdzić, że walka ze złem nie należy do przeszłości – stwierdził biskup polowy. - W wielu rejonach świata deptane są podstawowe prawa człowieka, o które walczył nasz błogosławiony męczennik – dodał.

Duchowny zauważył, że wciąż trzeba walczyć w obronie najsłabszych np. o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zdaniem bp. Guzdka żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nazywać zła po imieniu, z obawy, że ktoś poczuje się dotknięty. Nie można czegoś nazwać grzechem, mimo, że katolicy niejednokrotnie spotykają się z pogardą i profanacją tego co dla nich święte.

- Niezwykle potrzebne jest dziś spotkanie z ks. Jerzym, który uczy nas, że złu nie można ulegać i wyrażać na nie zgody. Mamy wypowiadać słowa prawdy, gdy inni milczą – podkreślił duchowny.

Biskup wspomniał, że ks. Popiełuszko niejednokrotnie powtarzał “oni mnie zabiją”, dodając, że rolą księdza jest głosić prawdę, a jeśli trzeba, cierpieć za nią, a nawet oddać życie. ”Jestem gotów na wszystko” – deklarował wówczas. Podkreślał, że aby zachować godność człowieka nie można odnosić się do przemocy, która jest przejawem słabości.

Ordynariusz polowy wspomniał również, że ks. Popiełuszko przestrzegał przed niechrześcijańskim radykalizmem i wykluczeniem kogokolwiek - Nie dążył do budowania ekskluzywnej wspólnoty. Podkreślał, że jego kazania nie są przeciw komuś, że walczy z systemem zła, a nie z człowiekiem. Mówił: “To co robię to nie polityka, moja bronią jest prawda. Prawda i miłość” - zaznaczył.

- Świadkowie jego życia mówili, że potrafił wyjść z kawą do śledzących go funkcjonariuszy SB, mówiąc, że to nie ich wina, że tu stoją. Niektórzy chcieli żeby piętnował po nazwisku swoich prześladowców, ale ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - wspominał biskup Guzdek.

Zdaniem duchownego dzisiejsza uroczystość jest okazją do “zawstydzenia” niektórych wiernych i przemyślenia, czy Kościół stara się dotrzeć do wszystkich ludzi nikogo nie wykluczając.

- W pluralistycznym społeczeństwie zawsze znajdą się nurty przeciwne Kościołowi i trzeba reagować, ale nie każda reakcja jest zgodna z duchem Ewangelii – zauważył duchowny. Dodał, że jeśli “oburzenie stanie się sposobem duszpasterstwa” to wierni i księża przestaną być apostołami, a staną się inkwizytorami.

- Ks. Popiełuszko nigdy nie zdradził prawdy, nawet za cenę męczeńskiej śmierci. Był orędownikiem przebaczenia i pogodzenia zwaśnionych stron – zaznaczył biskup, pytając wiernych czy przed przystąpieniem do Komunii będą mogli z czystym sercem wypowiedzieć słowa: “I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. - Te słowa są dziś weryfikacją prawdy o naszym chrześcijaństwie – stwierdził.

- Błogosławiony księże Jerzy męczenniku! Uczyń wyznawców Chrystusa apostołami prawdy, przebaczenia i pojednania. Błogosław nam i naszej umiłowanej Ojczyźnie – zakończył biskup Guzdek.

Po Eucharystii nastąpiło uroczyste złożenie wieńców przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

***

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z “Solidarnością” i robotnikami. Podczas Mszy za Ojczyznę sprawowanych w kościele św. Stanisława Kostki na stołecznym Żoliborzu publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie – zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą “zło dobrem zwyciężaj” – przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu.

19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW. Po brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka. Został pochowany na placu przed kościołem św. Stanisława Kostki, gdzie był duszpasterzem. W pogrzebie ks. Popiełuszki uczestniczyły setki tysięcy ludzi.

Ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. podczas Mszy św. na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Obecnie trwa jego proces kanonizacyjny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem