Reklama

Przyjazny Dom – CasAmica

2019-02-13 07:43

Z Lucią Cagnacci Vedani – założycielką i prezes CasAmica – rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 12-14

Archiwum CasAmica

Przez cały Rok Święty Miłosierdzia, który trwał od 8 grudnia 2015 do 20 listopada 2016 r., papież Franciszek podkreślał znaczenie życia miłosierdziem nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w praktyce. Chrystus chce, byśmy praktykowali 14 uczynków miłosierdzia: 7 względem ciała i 7 względem duszy. Aby skonkretyzować praktykę miłosierdzia, Franciszek zainicjował tzw. piątki miłosierdzia, serię niezapowiedzianych wizyt w miejscach cierpienia. Papież kontynuował tę tradycję również po zakończeniu roku jubileuszowego. 7 grudnia 2018 r., w ramach „piątku miłosierdzia”, Franciszek postanowił odwiedzić dwa ośrodki społeczne na południowych obrzeżach Rzymu, w tym CasAmica – Przyjazny Dom w dzielnicy Trigoria, w pobliżu Uniwersytetu Campus Bio-Medico.

Organizacja non-profit CasAmica, założona w 1986 r., służy ludziom w trudnej sytuacji ekonomicznej – chorym i ich rodzinom, tym, którzy poddają się specjalistycznym badaniom i terapiom z dala od miejsca zamieszkania i przez długie okresy. W Mediolanie organizacja prowadzi z pomocą 90 wolontariuszy 4 schroniska (3 dla dorosłych i 1 dla dzieci), gdzie ma do dyspozycji ok. 100 łóżek. Od sierpnia 2016 r. działa również dom w Lecco.

W czasie wizyty w CasAmica Ojcu Świętemu towarzyszył jak zwykle w takich sytuacjach abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji. Gości przyjęła założycielka i prezes CasAmica – Lucia Cagnacci Vedani, która pełniła również funkcję przewodnika.

Reklama

Po przybyciu Franciszka niektórzy dorośli byli we wspólnej kuchni, a dzieci przebywały w pokoju zabaw. Papież najpierw spotkał się z dziećmi, z którymi bawił się i żartował, a następnie udał się do rodziców, którzy przyjęli go z wielką radością. Franciszek wysłuchał uważnie ich zwierzeń – w większości są to ludzie cierpiący z powodu chorób onkologicznych lub hematologicznych. Dla pacjentów wizyta Papieża była wielkim darem, a dla Lucii Cagnacci Vedani, dobroczyńców i wolontariuszy CasAmica był to znak wdzięczności za ich altruistyczną pracę, za ich dzieła miłosierdzia.

Spotkałem się z panią Lucią, która opowiedziała o swojej trwającej już ponad 30 lat działalności na rzecz ludzi w potrzebie.

W. R.

Włodzimierz Rędzioch: – Jak to się stało, że w połowie lat 80. ubiegłego wieku Pani jako młoda matka czwórki dzieci zdecydowała się założyć dzieło charytatywne, które przybrało nazwę CasAmica?

Lucia Cagnacci Vedani: – Wszystko zaczęło się w latach 80. minionego wieku, kiedy miałam małe dzieci. Każdego ranka, gdy wychodziłam z domu, aby zaprowadzić je do szkoły, spotykałam ludzi, którzy spali na ławkach w pobliżu Narodowego Instytutu Raka. Byli to pacjenci, którzy w dzień byli leczeni w instytucie, a w nocy, z braku środków, byli zmuszeni do spania na ławkach, na placach zabaw lub w jakimś starym, opuszczonym samochodzie. Przyjeżdżali do Mediolanu z różnych części Włoch. Z czasem zrozumiałam, że ci chorzy i zdezorientowani ludzie potrzebowali, obok dachu nad głową, pomocy moralnej i psychologicznej. Spotkania z tymi potrzebującymi pomogły mi zrozumieć, że moją misją mogłoby być goszczenie chorych w trudnej sytuacji, przebywających daleko poza domem, i dawanie im rodzinnego ciepła. I tak w 1986 r. udało mi się zorganizować w Mediolanie pierwszy dom dla chorych – CasAmica.

– Nie każdy poświęca własne środki i czas w służbie innym...

– Zawsze zwracałam uwagę na potrzeby drugiego: tak było w rodzinie, tak jest także w domach, które założyłam. Do swojej działalności wciągnęłam już na samym początku całą rodzinę, która ją podzielała i wspierała przez Fundację „Casa dell’Accoglienza”. Moja działalność była przez lata wspierana nie tylko przez fundację, ale także przez przyjaciół i firmy, które przyczyniły się do rozwoju tego ważnego dzieła i zarządzania nim. Jednak nasze domy nie mogą działać bez wsparcia wolontariuszy i pracowników, których dziś jest ok. 120. To dzięki ich poświęceniu stworzyliśmy chorym komfortowe i przyjazne otoczenie.

– Czy to prawda, że Pani mąż odradzał zakładanie CasAmica również w Rzymie?

– Dom w Rzymie powstał dzięki zabiegom Joaquína Navarro-Vallsa, jednego z najbliższych współpracowników Jana Pawła II, w latach 1984 – 2005 dyrektora Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Po przejściu na watykańską emeryturę podjął on pracę na prowadzonym przez Opus Dei rzymskim Uniwersytecie Campus Bio-Medico i od 2007 r. pełnił funkcję przewodniczącego Rady Doradczej tej uczelni. Pewnego dnia odwiedził on nasz dom w Mediolanie. Był pełen entuzjazmu, widząc kolorowy wystrój wnętrz i pogodną atmosferę, w której żyli nasi mali goście, oraz wolontariuszy robiących wszystko, by wspierać rodziny tak bardzo doświadczone chorobą dzieci. Na koniec pobytu u nas Navarro powiedział: – W waszym domu widzi się żywą wiarę, pomoc oferowaną drugiemu, dzielenie się, zrozumienie, prawdziwą miłość. Dlatego zapytał nas już wkrótce, czy możemy założyć „Przyjazny Dom” – CasAmica w Rzymie. Mój mąż był temu przeciwny i robił wszystko, aby odwieść mnie od urzeczywistnienia tego pomysłu – Rzym jest daleko od Mediolanu, co zmusiłoby mnie do pozostawania z dala od domu przez długi czas. Lecz Navarro się upierał, powiedział: – Może uda ci się znaleźć kogoś, kto by zbudował dom, ale potrzebne jest twoje doświadczenie, aby ten dom mógł działać tak jak inne domy prowadzone przez ciebie. Dlatego powinnaś zatrzymać się w Rzymie, aby przygotować grupę wolontariuszy, którzy byliby sercem i duszą nowego CasAmica – dom nie powinien stać się zwykłym pensjonatem. Ja też byłam coraz bardziej przekonana do realizacji projektu CasAmica, dlatego skorzystałam z faktu, że w tamtym roku obchodziliśmy 45. rocznicę ślubu, i poprosiłam mojego męża o „prezent” w postaci budynku, który znalazłam w Rzymie. Budynek był w bardzo złym stanie i wymagał gruntownych prac remontowych, ale otoczony był rozległym parkiem, a przede wszystkim znajdował się w sąsiedztwie kliniki uniwersyteckiej Campus Bio-Medico – było to więc idealne miejsce na to, aby dać gościnę chorym leczonym w tym szpitalu oraz ich rodzinom.

– Jak się żyje w Waszych domach CasAmica?

– Pozwoli Pan, że zacytuję wpis do księgi pamiątkowej jednego z naszych gości: „Życie zaczyna się wcześnie rano, wśród brzęku filiżanek i zapachu kawy. Prowadzimy rozmowy i dzielimy się uwagami z nowo przybyłymi gośćmi. Następnie każdy udaje się do szpitala, gdzie jest leczony. Większość z nas wraca do domu późno – jesteśmy zmęczeni, przepełnieni nadzieją, a czasem rozczarowani. Ale wieczorem, niczym wielka rodzina, pomimo napięcia po całym dniu, przygotowujemy wspólną kolację – słychać odgłosy garnków i zapachy gotowanych potraw. Opowiadamy sobie to, co zdarzyło się w czasie dnia, rodzą się nowe przyjaźnie wśród ludzi z różnych regionów i w różnym wieku”.

– Pani, jako wolontariuszka towarzysząca chorym, na pewno mogłaby opowiedzieć wiele historii ludzi, którzy byli goszczeni w CasAmica w czasie leczenia...

– Za każdym chorym kryje się historia jego i jego rodziny. Chciałabym opowiedzieć o neapolitańskim lekarzu, Nicoli, który był z nami przez 2 lata, a którego bardzo polubiłam. Na kilka miesięcy przed przyjazdem do nas amputowano mu nogę, ale rak zaatakował płuca; miał tylko 40 lat. Żeby z kimś porozmawiać, zdejmował maskę tlenową. Jego jasne oczy wyrażały wielkie pragnienie życia i chęć walki, by pokonać chorobę. Byłyśmy bardzo bliskimi przyjaciółkami z jego żoną Anną, słodką dziewczyną o zielonych oczach, zawsze pełnych łez. Mieli dwoje dzieci i Nicola walczył dla nich.
Pewnego razu przyniosłam mu kwiaty z mojego ogrodu, które napełniły zapachem cały pokój. Opowiadałam mu o azalii i rododendronach, które kwitły w cieniu majestatycznych sosen, o glicynii, która wspiąwszy się na bardzo wysoką jodłę, przekształciła się w kaskadę pachnących liliowych kwiatów. Nicola zapytał mnie: – Czy masz czereśnie? – Tak, teraz są czerwone od owoców – odpowiedziałam. – Gdybym mógł znów zerwać czereśnie z drzewa, żyłbym wiosną, żyłbym marzeniem. Anna i ja spojrzałyśmy na siebie: dlaczego nie? Lekarze się zgodzili. Anna podpisała oświadczenie. W niedzielę z pomocą mojego męża i Anny zabraliśmy Nicolę do mojego ogrodu. Pchaliśmy wózek inwalidzki pod wielkie drzewa czereśni pełne owoców. Wydawało się, że Nicola zapomniał o wszystkim, spełniło się jego marzenie. Naginaliśmy gałęzie, a jego ręce szukały owoców wśród liści. Wystarczyło tak niewiele, by sprawić mu radość. Byliśmy wzruszeni. Następnie poprosił nas, abyśmy złamali trochę gałęzi i włożyli je na wózek inwalidzki, w jego ramiona. I chciał ich coraz więcej i więcej. Później powiedział: – Teraz chodźmy do szpitala, aby i chłopcy z innych pokoi mogli zjeść czereśnie zrywane z gałęzi! W szpitalu Nicola jeździł między łóżkami i rozdawał gałęzie – dla wszystkich była to wielka niespodzianka. Na jego twarzy pojawił się uśmiech osoby, którą cieszy, gdy daje chociaż odrobinę szczęścia.

– Czego można się nauczyć od osób, które gościły i goszczą w Waszych domach?

– Ich bezinteresowności i zaufania, z którymi oddawali siebie w ręce Boga. Pozwoli Pan, że opowiem inną historię. Było to wiosną, chociaż jej jeszcze nie było widać. W tych dniach ciągłego deszczu, gdy tylko się przejaśniło, wyglądaliśmy przez okno, jakbyśmy oczekiwali bliskiej osoby. Byłam z kilkoma wolontariuszkami w salonie CasAmica, aby świętować srebrne gody Antonia, który od wielu miesięcy był naszym gościem. 25 czerwonych róż, na środku stołu tort z imionami jubilatów i datą ślubu. Szepty wolontariuszek przerywały ciężką ciszę pokoju. Wszyscy udawali, że nie widzą wypełnionych łzami oczu Anny, żony Antonia. Ona nie była wzruszona – to były zdumienie, niedowierzanie, ból. Antonio został wypisany ze szpitala w stanie beznadziejnym. Miał 52 lata, był zrównoważonym, mocnym i miłym mężczyzną. Zauważył nasze sztuczne podniecenie i puste słowa i, z lekkim uśmiechem na ustach i iskrą w oczach, przerwał nam, mówiąc: – Wy, aby zobaczyć wiosnę, musicie wyglądać przez okno. Ja wiosnę mam zawsze w sercu... „gra” mi w środku. Pan dał mi wszystko: miłość, Annę, dwóch synów, którzy skończyli szkołę i pracują, szczęśliwe małżeństwo... już minęło 25 lat. Czego mogę chcieć więcej? Jestem gotowy! Jego słowa jak jaskółki krążyły po pokoju. Wszyscy zamilkli, ale już nie baliśmy się ciszy ani łez, które spływały po twarzach – Antonio dał nam swoją wiosnę!

– Podczas wizyty w CasAmica w Rzymie Franciszek zapytał, dlaczego Pani robi to wszystko, dlaczego poświęca środki finansowe rodziny i własne życie, aby pomóc chorym i ich rodzinom... Jak Pani odpowiedziała na to pytanie?

– Miałam głębokie pragnienie, aby komuś pomóc, aby w ten sposób podziękować Bogu za wszystkie możliwości, które dał mi w życiu, za szczęście, jakim są czwórka moich dzieci i bardzo dobry mąż. Przeżywałam chwile wielkiej radości i głębokiej wdzięczności. Ale to nie było w porządku mieć tylko dla siebie tyle łaski – szczęście jest większe, gdy się nim dzielimy. Zastanawiałam się, czy słuszne jest zachować wszystko dla siebie i nie dać innym tej miłości i radości, które odczuwałam. Kiedy otwierasz serce na innych i na świat bólu, im bardziej kroczysz tą drogą, tym większy horyzont otwiera się przed tobą, a potem nie możesz już zawrócić, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że nawet tylko twoja obecność może być pomocą dla innych...

Tagi:
miłosierdzie

Radomsko: Uroczystości ku czci Miłosierdzia Bożego

2019-04-28 20:15

Marian Banasik

Jezus dzisiaj daje nam swoje dary: pokój, Rany – znaki Męki i sakrament spowiedzi świętej – mówił w homilii ks. Mariusz Frukacz, redaktor „Niedzieli”, który w Niedzielę Miłosierdzia Bożego przewodniczył uroczystościom odpustowym w kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

Fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

W homilii wskazując na dar pokoju ks. Frukacz podkreślił, że „szczególnie naszym czasom, ale też sercom ludzkim, potrzebny jest pokój, który jest darem Jezusa Miłosiernego”. – Świat daje inny pokój, który znamy z zabiegów dyplomatycznych i kalkulacji politycznych. Natomiast Jezusowy dar pokoju płynie z krzyża – mówił ks. Frukacz

Mówiąc o miłosierdziu kapłan wskazał na to, że słowo łacińskie misericordia (miłosierdzie) oznacza dosłownie miseri - cor - dare! To znaczy: Biednemu - serce - dać! – Jezus daje mnie biednemu grzesznikowi serce. Na kartach Ewangelii odnajdujemy również Jezusa, który lituje się na widok biednych, chorych, grzeszników. Jednak to nie jest zwyczajne uczucie litości. Widok biednych, cierpiących i grzeszników porusza Jezusa do głębi, do samego dna wnętrza – podkreślił kapłan.

Redaktor „Niedzieli” wskazał na postać św. Augustyna, który bardzo mocno doświadczył daru miłosierdzia – Ten Ojciec Kościoła w swoich „Wyznaniach” spowiadając się ze swojego życia napisał: „Ale chociaż jestem tylko prochem i popiołem, pozwól mi przemówić do miłosierdzia Twego. Pozwól mi mówić, bo oto jest przede mną miłosierdzie Twoje (...) Ja zaś cały będę trwał przy Tobie. Bo samo to, że istnieję, Twoim przecież jest darem (...)Tobie cześć, Tobie chwała, Źródło miłosierdzia! (...) płonę pragnieniem Twojego pokoju. (...) Panie - zmiłuj się nade mną! Oto nie ukrywam swych ran: Tyś Lekarzem - ja chorym; Ty jesteś miłosierny - we mnie zaś wszystko woła o miłosierdzie (...) Całą moją nadzieję pokładam w niezmierzonym miłosierdziu Twoim”.

Ks. Frukacz wskazując na Rany Chrystusa mówił za św. Augustynem:„Czy nie mógł Chrystus zmartwychwstać bez żadnych blizn? Posiadał moc, aby je uleczyć nie pozostawiając blizn, raczył jednak je zachować, żeby wzmocnić chwiejących się w wierze”.

- Szczególnie daru Ran Chrystusowych doświadczył św. Tomasz apostoł. Ten Święty Apostoł dotykał ręką ran Pana Jezusa po Zmartwychwstaniu i doznał wielkiego od Niego miłosierdzia. Tak jak św. Tomasz Musimy każdego dnia dotykać Ran Chrystusowych, bo On nas dotknął swoją męką, by nas uzdrowić – mówił ks. Frukacz

- Często patrzymy na św. Tomasza apostoła jako na człowieka wątpiącego, ale spróbujmy dzisiaj spojrzeć na niego, jako na człowieka, który doświadcza miłosierdzia poprzez dotknięcie Ran Chrystusowych, To jest wielka katecheza dla nas. Nie tylko patrzmy na Rany Jezusa, ale zanurzmy w nich nasze życie – zaapelował ks. Frukacz.

- Mamy dzisiaj wraz z Tomaszem Apostołem dotknąć ran Chrystusa, źródła Miłosierdzia. „Podnieś rękę i włóż ją do mego boku”. Mamy pójść dalej w naszym życiu duchowym. Musimy nie tylko patrzeć na rany Jezusa. Mamy niejako wejść głębiej w Jego rany. Mamy głębiej przeżywać tajemnicę męki i zmartwychwstania, tajemnicę miłosierdzia – kontynuował duchowny.

Kapłan wskazał również na znaczenie sakramentu spowiedzi świętej – Nie lekceważmy w naszym życiu tego daru Jezusa – zachęcał kaznodzieja i podkreślił za teologiem Hansem Ursem von Balthasarem: „Wracający z Otchłani Jezus ukazuje się uczniom, przynosząc im wielkie odpuszczenie nieba dla grzechów świata, które dźwigał On na krzyżu i niejako z nich się spowiadał.

Jezus przekazuje swemu młodemu Kościołowi wielkanocny dar odpuszczenia grzechów. Właśnie dzięki temu darowi uczniowie najlepiej będą mogli przekonać świat o ty, że Jezus żyje”.

- Św. Jan Paweł II napisał w swoich „Notatkach osobistych”, że droga do szczęścia wiedzie przez konfesjonał. To prawda, bo grzech przygniata człowieka, a miłosierdzie podnosi – dodał ks. Frukacz.

Uroczystości zakończyły się odmówieniem litanii do Miłosierdzia Bożego, procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowanie relikwii św. Faustyny Kowalskiej.

„Miłosierdzie Boże, to prawda, którą jako wspólnota parafialna pragniemy żyć każdego dnia. Ludzie naszych czasów mają tak wiele zranień w swoim sercu. A jedynym lekarstwem na nasze niepokoje, zranienia, grzech jest Miłosierdzie Boże. Każdy dzień w naszej parafii to odpowiedź na dar wielkiej miłości Pana Boga” - powiedział w rozmowie z „Niedzielą” ks. dr Adam Szwedzik, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzisiaj u św. Rocha duży odpust mamy

Izabela Sałek
Edycja łowicka 40/2003

Aż szesnaście parafii w naszej diecezji czci w sposób szczególny św. Rocha - patrona chroniącego od zarazy. 16 sierpnia - w dniu wspomnienia św. Rocha - „Niedziela Łowicka” odwiedziła tym razem parafię Łęgonice, gdzie na Górce Zgody, w kościele filialnym pw. św. Rocha, odbywa się tradycyjnie wielki odpust ku czci tego Świętego. Sumę odpustową dla kilku tysięcy wiernych odprawił w tym roku biskup łowicki Alojzy Orszulik.

Julia A. Lewandowska
Obraz św. Rocha Wyznawcy

Patron od zarazy

Św. Roch żył prawdopodobnie w latach 1345-1377, ale wiadomości, które o nim posiadamy, są fragmentaryczne i niepewne. Pielgrzymował ponoć do Rzymu i z oddaniem pielęgnował napotkanych po drodze chorych, dotkniętych epidemią. Co wiadomo na pewno to to, że pierwsze oznaki oddawanej mu czci pojawiły się w pierwszej połowie XV w.
Jednym z regionów, gdzie szczególnie ukochano św. Rocha są właśnie okolice Nowego Miasta nad Pilicą i Rawy Mazowieckiej. Pomiędzy tymi miejscowościami leży wieś Łęgonice, wzmiankowana już w bulli papieża Innocentego II z 1136 r. jako należąca do arcybiskupstwa gnieźnieńskiego.

Skąd nazwa: Górka Zgody?

Wiąże się ona ze zdarzeniem z 1666 r., kiedy to w lipcu na polach pod Łęgonicami stanęły do walki dwie armie: królewska i marszałkowska. Jedną dowodził król Jan Kazimierz, a drugą marszałek wielki koronny i hetman polowy, Jerzy Lubomirski. Do bitwy nie doszło, gdyż w dniu 31 lipca 1666 r. obie strony zawarły ugodę i ogłoszono amnestię. Wojna domowa dobiegła końca. Najwyższą w okolicy górę nazwano „Górką Zgody” i na pamiątkę tych wydarzeń wzniesiono tam kaplicę.

Na kolanach do św. Rocha

Kaplica na Górze Zgody szybko zasłynęła jako miejsce cudownych uzdrowień - za wstawiennictwem św. Rocha oczywiście. Za cudowne odzyskanie zdrowia przez proboszcza Nieporskiego w 1737 r. przybyły tu relikwie Świętego Krzyża. W święta odprawiano w kaplicy Msze św., istniała tutaj również pustelnia. W połowie XVIII w. eremitą był znany z pobożności Józef Skowroński. Także po II wojnie światowej, aż do 1970 r. Górka Zgody miała swego pustelnika - Ignacego Piotrowskiego.
W czasie wojen kościół na Górce Zgody kilkakrotnie ulegał zniszczeniu. Obecny kościół został wybudowany w 1956 r. po tym jak poprzedni spłonął po uderzeniu pioruna. Przez wiele lat kościół nie był remontowany, a przeciekający dach przyczynił się do poważnych zniszczeń. W 1999 r. proboszcz ks. Marek Wojciechowski przy wielkim zaangażowaniu własnym i parafian oraz pielgrzymów rozpoczął remont sufitów i dachu kościoła, który w całości pokryto nową blachą. W 2000 r. kościółek został przyozdobiony nową polichromią. 16 sierpnia tego roku bp Józef Zawitkowski poświęcił wyremontowany i odnowiony kościół św. Rocha.

Odpust ku czci św. Rocha

Atmosfera wokół uroczystości odpustowych na Górce Zgody jest niepowtarzalna.
Biskup Łowicki powitany został serdecznymi słowy nie tylko przez proboszcza ks. Marka Wojciechowskiego, ale także przez dzieci z parafii. W wierszowanym powitaniu maluchy dały wyraz żywego tu kultu św. Rocha i prosiły o błogosławieństwo dla rodzin z parafii. Następnie głos zabrały niewiasty z parafii. Nie było to jednak przemówienie powitalne, ale gromki, bardzo żywiołowy śpiew. „Dzisiaj u św. Rocha duży odpust mamy!” - śpiewały kobiety, zawierając dalej w śpiewanym powitaniu prośbę o błogosławieństwo i podziękowanie za niedawne „wprowadzenie do parafii Figury Matki Bożej Fatimskiej”.
W homilii bp Orszulik powiedział m.in.: „Dziś gromadzimy się na Górce Zgody, aby czcić wielkiego Świętego, znanego od 6 wieków na całym świecie. Roch to skała. Trzeba się opierać na skale, aby ułożyć swoje życie tak, abyśmy trafili do miejsca zbawionych”. Wzywał wiernych do przestrzegania danym nam od Boga Dziesięciu Przykazań, wskazując na liczne zagrożenia, płynące z odstępowania od Dekalogu.
Jeszcze przed tradycyjną procesją eucharystyczną wokół Górki Zgody Biskup Łowicki poświęcił ufundowaną przez parafię figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Jak przypomniał wszystkim zgromadzonym ks. Marek Wojciechowski, w dniu odpustu ku czci św. Rocha rozpoczęła się peregrynacja Białej Pani po rodzinach parafii. Figurka była tego dnia po raz pierwszy niesiona w procesji.
Natomiast bp Alojzy Orszulik zapowiedział jeszcze, że w uznaniu dla duszpasterskiej i gospodarczej pracy na rzecz parafii Łęgonice, m.in. przy remontowaniu kościoła filialnego pw. św. Rocha, Ksiądz Proboszcz z Łęgonic wyniesiony zostanie wkrótce do godności kanonika Kolegiackiej Kapituły Skierniewickiej.
Po Sumie odpustowej Biskup Łowicki pobłogosławił także znajdującą się przy kościele na Górce Zgody zbiorową mogiłę żołnierzy, poległych w czasie I i II wojny światowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na „Anioł Pański”: bądźmy chrześcijanami w konkretnych sytuacjach

2019-08-18 12:13

st, pb (KAI) / Watykan

- Dobrze jest deklarować się jako chrześcijanie, ale przede wszystkim musimy być chrześcijanami w konkretnych sytuacjach, świadczącymi o Ewangelii, która jest przed wszystkim miłością Boga i naszych braci - mówił papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański” na placu św. Piotra.

Grzegorz Gałązka

Komentując słowa Jezusa: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął!”, papież stwierdził, że obraz ognia ma pomóc Jego uczniom „w porzuceniu wszelkich postaw lenistwa, apatii, obojętności i zamknięcia, aby przyjąć ogień miłości Bożej; tej miłości”. Jezus objawia „swoje najgorętsze pragnienie: chce przynieść na ziemię ogień miłości Ojca, który rozpala życie i poprzez który człowiek jest zbawiony”. - Wzywa nas do szerzenia tego ognia w świecie, dzięki czemu zostaniemy uznani za Jego prawdziwych uczniów - wskazał Franciszek.

Dodał, że „widać to już od pierwszych dni chrześcijaństwa: świadectwo Ewangelii rozprzestrzeniło się jak dobroczynny ogień, przezwyciężając wszelkie podziały między poszczególnymi osobami, kategoriami społecznymi, ludami i narodami. Spala on wszelką formę partykularyzmu i podtrzymuje miłość otwartą na wszystkich, z jedną preferencją: na rzecz najuboższych i wykluczonych”.

Papież podkreślił, że „przylgnięcie do ognia miłości, który Jezus przyniósł na ziemię” wymaga „gotowości służenia bliźniemu”. - Aby żyć zgodnie z duchem Ewangelii, trzeba, aby w obliczu wciąż pojawiających się na świecie nowych potrzeb byli uczniowie Chrystusa, którzy potrafią odpowiedzieć nowymi inicjatywami miłosierdzia. W ten sposób Ewangelia naprawdę objawia się jako ogień, który zbawia, który zmienia świat, zaczynając od przemiany serca każdego - zaznaczył Franciszek.

Odniósł się również do innego stwierdzenia Jezusa, „które na pierwszy rzut oka może wprawiać w zakłopotanie”: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. - Przyszedł, aby „oddzielać ogniem” dobro od zła, sprawiedliwego od niesprawiedliwego. W tym sensie przyszedł, aby „dzielić”, „podważyć” - ale w sposób zdrowy – życie swoich uczniów, rozbijając łatwe złudzenia tych, którzy sądzą, że mogą łączyć życie chrześcijańskie z wszelkiego rodzaju kompromisami, praktyki religijne i postawy wymierzone w bliźniego. Chodzi o to, by nie żyć obłudnie, ale być gotowymi do zapłacenia ceny za wybory zgodne z Ewangelią. Dobrze jest deklarować się jako chrześcijanie, ale przede wszystkim musimy być chrześcijanami w konkretnych sytuacjach, świadczącymi o Ewangelii, która jest przed wszystkim miłością Boga i naszych braci - powiedział papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem