Reklama

Sama miłość nie wystarczy

2019-02-27 11:01

Anna Skopińska
Edycja łódzka 9/2019, str. V

Ks. Paweł Kłys
Magdalena Lesiak

Z Magdaleną Lesiak, dyrektorem Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego, pierwszej i najdłużej działającej katolickiej placówki adopcyjnej w Polsce, rozmawia Anna Skopińska

Anna Skopińska: – Jubileusz 30-lecia ośrodka adopcyjnego to konkretna liczba szczęśliwych dzieci. Ile ich jest?

Magdalena Lesiak: – Przeszło 1840 dzieci ma nowy dom i rodzinę.

– Wiadomo faktycznie, że te dzieci są szczęśliwe, że trafiły do dobrych rodzin, czy to jest jedynie statystyka?

– Mamy nadzieję, że trafiły do dobrych rodzin, ale nie ze wszystkimi mamy kontakt, więc trudno powiedzieć, że we wszystkich rodzinach jest dobrze.

– A rodziny utrzymują kontakt z ośrodkiem?

– Mamy kontakt z tymi, którzy przyjeżdżają na coroczne zjazdy rodzin adopcyjnych (w tym roku odbędzie się dwudziesty taki zjazd), z tymi, co od czasu do czasu zadzwonią, czy napiszą. Tu wiemy, że jest w porządku, albo że przeżywają jakieś trudności i dlatego kontaktują się z nami, bo szukają wsparcia. Są też takie rodziny, których dzieci, już w tej chwili dorosłe, powracają do nas, szukając własnych korzeni. Ogromną radością dla nas jest widzieć wspierających rodziców, pomagających przejść dziecku przez trudny moment szukania własnych korzeni czy pierwsze spotkania z biologiczną rodziną, którzy rozumieją tę potrzebę dziecka i rozumieją trudne emocje z tym związane. Ale wiemy też, że zdarzają się trudności w rodzinach adopcyjnych. Że np. małżeństwa się rozwodziły i dzieci musiały decydować, z kim będą. A to dla dzieci porzuconych powtórna trauma i powtórne odrzucenie.

– One też stwarzają problemy?

– Czasami rodziny mają problemy wychowawcze z dzieckiem, które są skutkiem zaburzonych więzi z dzieciństwa, czasami są poważne problemy zdrowotne dziecka. To są jednak nieliczne przypadki. Czasami są po prostu takie problemy, jak w innych rodzinach – biologicznych. Generalnie jest dobrze.

– Teraz jest lepiej z adopcją niż 30 lat temu? Łatwiej znaleźć rodziny? Mniej jest dzieci, które potrzebują rodziny?

– Ogólnie jest mniej adopcji, bo jest mniej dzieci do adopcji. Jeszcze 15 lat temu adopcji było około 70-80 rocznie, teraz ok. 30. Liczba kandydatów na rodziny adopcyjne również spadła, bo były lata w historii ośrodka, że procedurę przechodziło 120 par! Teraz, od kilku lat, utrzymuje się stała liczba kandydatów: adopcją interesuje się ok. 80-90 małżeństw, a procedurę rozpoczyna ok. 50.

– Skąd się biorą dzieci do adopcji?

– Dzieci do adopcji mogą być z dwóch sytuacji życiowych: albo rodzice biologiczni – zwłaszcza samotne mamy – wyrażają zgodę na adopcję i to nazywa się potocznie zrzeczenie, albo rodzice źle się zajmują swoimi dziećmi – zaniedbują, stosują przemoc i wówczas są pozbawiani władzy rodzicielskiej. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat widać, że jest znacznie mniej sytuacji, w których kobiety same decydują się na oddanie dziecka do adopcji.

– To dobrze?

- Myślę, że dobrze, bo dziecko powinno wychowywać się w kochającej rodzinie biologicznej – rodzina zastępcza i adopcja powinny być wyjątkowymi sytuacjami. W ostatnich latach widać, że poprawiła się sytuacja ekonomiczna – mamy mają „kosiniakowe” i 500+. A wcześniej mieliśmy takie lata, że było 30 noworodków ze zrzeczenia do adopcji, a w ubiegłym roku było tylko 5 zgłoszeń ze szpitala. To ogromna różnica. Dla oczekujących kandydatów również – bo muszą dłużej czekać na swoje dziecko.

– A jak długo się czeka?

– To zależy... od otwartości kandydatów – jakie dziecko są gotowi przyjąć i od tego, ile i jakie dzieci są do nas zgłaszane. Kiedyś cała procedura – od złożenia dokumentów do przyjęcia dziecka – trwała 9 miesięcy. Teraz niestety dłużej – procedura ok. roku, a później czekanie na TEN telefon. Ale to czas potrzebny na przygotowanie się do roli rodzica adopcyjnego. Mniej dzieci jest zgłaszanych, ale są to dzieci trudniejsze zdrowotnie. Często, ponieważ ich mamy piły w ciąży alkohol, są dotknięte zespołem poalkoholowym – FAS. A kandydaci na rodziców z jednej strony mają większą wiedzę, bo jest większy niż kiedyś do niej dostęp – przez Internet i liczne pozycje książkowe, ale z kolei przez to, że wiedzą więcej, więcej też się boją. Jako ośrodek kwalifikujący dziecko do przysposobienia, przekazując kandydatom informacje o dziecku, musimy wszystko dokładnie opowiedzieć – jaki jest stan zdrowia dziecka, jego sytuacja rodzinna, jaką ma historię życia. Czasami to bardzo trudne, dramatyczne czy smutne historie…, ale to temat na osobny artykuł. Kandydaci na rodziców muszą być naprawdę odważni, by podjąć się opieki nad takim dzieckiem. Ale również otwarci na szukanie wsparcia i pomocy, jeśli będzie trzeba.

– Dużo takich odważnych się zgłasza?

– Tak. I dla większości dzieci udaje się znaleźć rodziców w naszym ośrodku. Te dzieci, dla których wciąż szukamy rodziny, to dzieci bardzo chore, liczne rodzeństwa, albo naprawdę starsze dzieci – powyżej 12. roku życia, chociaż 4 lata temu powierzyliśmy do adopcji zagranicznej nawet 15-latkę.

– Zagraniczne adopcje są dobre?

– Każde dziecko ma prawo wychowywać się w rodzinie, a nie w placówce. Jeżeli nie ma innego wyjścia, bo nie może być z własną biologiczną rodziną, nie ma odpowiedniej rodziny adopcyjnej czy zastępczej w Polsce, a dziecko bardzo pragnie mieć mamę i tatę, to myślę, że adopcja zagraniczna to jest duża szansa. Za granicą jest bardzo rozbudowany system wsparcia rodzin adopcyjnych system diagnozy i terapii dzieci. Ale obecnie nie ma adopcji zagranicznych. Zmieniły się przepisy, ministerstwo zaostrzyło kwalifikację i nakazuje szukać rodzin przede wszystkim w Polsce. Natomiast jeśli dzieci są chore, z jakimiś trudnościami, dolegliwościami czy orzeczeniami o niepełnosprawności, to w Polsce rodziny tak szybko nie znajdziemy. Nasze społeczeństwo nie jest tak bogate, by było je stać na prywatne leczenie czy diagnozowanie. Przydałoby się wzmacniać system rodzin zastępczych specjalistycznych, ale kandydatów na taką formę rodzicielstwa też niestety cały czas jest mało…

– To z jednej strony zaostrzone przepisy, a z drugiej w mediach pełno przypadków patologii wśród rodzin zastępczych...

– To pojedyncze przypadki. Margines. Ale niestety o takich złych rzeczach mówi się i to rzuca cień na te wszystkie rodziny zastępcze, które dobrze sprawują swoją funkcję. Owszem, nam też zdarzyło się, że mieliśmy rodzinę zastępczą, która źle się zajmowała dziećmi i potem one wychodziły stamtąd z chorobą sierocą. Ale inne rodziny, większość, dobrze zajmują się dziećmi.

– Z jakich powodów ludzie decydują się na adopcję?

– Większość małżeństw, które do nas trafia, to takie, które nie mogą mieć biologicznych dzieci. I adopcja, po latach diagnozowania i leczenia, to ich ostatnia „deska ratunku”. Wiemy, że gdyby mieli własne dzieci, nie byłoby ich tutaj.... Przyznają nam rację, więc ta decyzja, by komuś pomóc, jest drugim powodem. Ale taka motywacja jest naturalna – chcą być rodzicami. Nie mogą w biologiczny sposób, więc chcą tak. Ale w czasie szkolenia musimy im pokazać ten kawałek adopcyjny związany z dzieckiem – z jego potrzebami, z tym, że w swojej motywacji muszą przesunąć się bardziej w stronę dziecka. Że to nie jest tak, że oni tu przyjdą i my im poszukamy dziecka. Tylko odwrotnie. Mamy dzieci zgłaszane do adopcji i wśród zakwalifikowanych kandydatów szukamy takich, którzy będą najlepsi dla tego konkretnego dziecka, którzy go zaakceptują. I nas nie interesuje, kiedy ci rodzice się zgłosili – chcemy w tym miejscu obalić mit o kolejce adopcyjnej. W czasie kwalifikacji kandydatów do adopcji wiele czynników branych jest pod uwagę – oczekiwania kandydatów, ich możliwości, ale przede wszystkim potrzeby dziecka. To, jakich rodziców ono potrzebuje. Jak np. mam dziecko, które jest bardzo chorowite i wymaga intensywnego leczenia, to też musimy popatrzeć na zasobność portfela tych ludzi, czy dadzą radę finansowo, czy mają samochód, by w razie czego dojechać do szpitala. W „dobieraniu rodziny do dziecka” musimy wziąć pod uwagę również ich gotowość i otwartość, np. na inną rasę, na problemy rodziców biologicznych – czy byliby gotowi adoptować dziecko, którego rodzice są upośledzeni, chorzy psychicznie, czy są nosicielami chorób zakaźnych, np. HIV. Czy byliby gotowi adoptować kilkoro dzieci, czy przyjmą dziecko z okienka życia i wiele, wiele innych.

– Długo trwa taka kwalifikacja?

– Kandydaci przychodzą do nas na pierwsze spotkanie, które jest zawsze niezobowiązujące. Opowiadamy im wtedy, jak będzie wyglądała procedura, jakie są potrzebne dokumenty, jakie mamy oczekiwania co do kandydatów. Często mówimy: Cieszymy się, że wybieracie nasz ośrodek, jak wam się tu podoba, to zostańcie, ale ponieważ jest to ważna życiowa sprawa, to jeszcze idźcie na rozmowę do innych ośrodków, zobaczcie, jak jest tam i wybierzcie ten, w którym będziecie się czuć najlepiej, do którego będziecie mieć zaufanie.

– I tak robią, czy od razu podejmują decyzję, że tu?

– Czasami nas miło zaskakują, bo idą tam i wracają. Ale po pierwszym spotkaniu, mogą już więcej do nas nie wrócić – jak mówiłam wcześniej: to informacyjne i niezobowiązujące spotkanie. Ale jak się już zdecydują, to rozpoczyna się diagnoza pedagogiczna, potem jest spotkanie z psychologiem, spotkanie w domu, bo chcemy zobaczyć, jak funkcjonują na co dzień. To koniec części formalnej. Jeśli kandydaci spełniają wszystkie wymogi w ustawie, to otrzymują kwalifikację wstępną do szkolenia. W ośrodku założyliśmy, że ta wstępna kwalifikacja nie powinna trwać dłuższej niż pół roku. Ten czas świadczy też o ich motywacji, o tym, czy są gotowi, czy nie. Jeśli jakaś para nie dzwoni przez kilka tygodni czy miesięcy, to my dzwonimy i pytamy: Czy coś się wydarzyło ważnego w waszym życiu, że się nie kontaktujecie? I czasami jest tak, że ktoś mówi – jestem w ciąży, a czasami – jednak nie jesteśmy gotowi na adopcję.

– Jeśli dostaną kwalifikację, zaczynają szkolenie?

– Tak. Szkolenie to warsztaty w grupie sześciu par małżeńskich raz w tygodniu; na każdym spotkaniu jest inny temat. Zaczynamy od motywacji – kiedy jest prawidłowa, a kiedy nie, i jak to zrobić, by bardziej patrzeć na potrzeby dziecka. Mówimy też o tym, skąd się biorą dzieci do adopcji – jaka jest ich sytuacja prawna, rodzinna, zdrowotna. Pary poznają historie dzieci i mówią, czy byliby w stanie przyjąć takie dziecko. Mówią też o tym, czego się boją. Jest też spotkanie nt. prawnej strony adopcji, jawności adopcji, by wiedzieć, kiedy i jak powiedzieć dziecku, jak przygotować na jego pojawienie się otoczenie. Jest też mowa o tożsamości dziecka, o tym, jak ważne jest szukanie własnych korzeni i pamiątki, z którymi dziecko, zwłaszcza kilkuletnie, przychodzi do rodziny – co z tym zrobić, jak traktować, jak rozmawiać o tych różnych, czasem trudnych, rzeczach, które dziecko ma za sobą. Są spotkania wychowawcze – takie dotycząc postaw rodzicielskich, budowania bliskiej relacji z dzieckiem. Pary spotykają się też z rodzinami, które już adoptowały dziecko, i piszą bajkę dla swojego dziecka. Po takim cyklu szkoleń następuje podsumowanie i kwalifikacja. Kiedy widzimy, że ludzie mają jakieś problemy i powierzenie im teraz, w tym momencie, życia dziecka nie będzie dobrym pomysłem, to mówimy – teraz nie, idźcie na terapię, zmieńcie coś w swoim życiu, albo w ogóle nie – nie możemy powierzyć wam dziecka.

– Godzą się na to?

– Różnie to bywa. Godzą się osoby, które są dojrzałe, współpracujące, które rozumieją, dlaczego tak mówimy. Jutro mamy komisję kwalifikacyjną, na której będziemy omawiać parę, która w ubiegłym roku nie dostała kwalifikacji, bo warunkiem była psychoterapia pani dotycząca jej doświadczeń z dzieciństwa. Odbyła terapię, przyszła, powiedział o tym, co jej to dało i myślimy, że w tej chwili jest już gotowa. Natomiast niektórzy nie przyjmują tego i obrażają się na nas. Ale naprawdę sama miłość i chęć nie wystarczy. Trzeba mieć naprawdę poukładane różne rzeczy i emocjonalnie być osobą dosyć stabilną, dojrzałą, bo jak przyjdzie dziecko, które jest po wielkiej krzywdzie, to kto je ukoi i da poczucie bezpieczeństwa? Kiedy rodzice są już zakwalifikowani, czekają tylko na „ten telefon” – z propozycją i zaczyna się etap poznawania dziecka.

– W Łodzi działają trzy ośrodki adopcyjne. Na jakiej zasadzie rozdzielane są dzieci?

– Kiedyś były tylko dwa ośrodki. W 2012 r. powstał nowy – publiczny, regionalny i teraz „dzielimy dzieci” na trzy. Jesteśmy podzieleni szpitalami, placówkami i powiatami.

– Ale jeśli jakaś kobieta spod Łodzi podlega pod inny ośrodek, ale o tym nie wie, a do was przyjedzie i powie, że chce do was oddać dziecko, to tu zostaje?

– Tak. Każda kobieta, bez względu na to, w jakim szpitalu rodzi, a powie, że chce oddać dziecko do adopcji przez nasz ośrodek, to szpital musi zgłosić dziecko do nas, a gdy kobieta nic nie powie, powinien poinformować mamę, że są trzy ośrodki i może wybrać, a jeśli kobieta nie chce podjąć takiej decyzji – szpital zgłasza dziecko zgodnie z podziałem.

– A dzieci, które są z interwencji?

– Trafiają do placówki. Zajmujemy się dziećmi w momencie, gdy ich sytuacja prawna pozwala na adopcję. Wcześniej zajmuje się tym piecza zastępcza – instytucjonalna bądź rodzinna.

– Jakim rodzicem łatwiej być – biologicznym czy adopcyjnym?

– Tu nie ma różnicy. Biologicznym trafiają się trudne sytuacje i adopcyjnym też. Mają inne zadania. Zadaniami rodziny adopcyjnej jest akceptacja historii dziecka, pomoc mu w zrozumieniu tej historii, w szukaniu tych korzeni i budowaniu tożsamości, zintegrowanie tej tożsamości biologiczno-adopcyjnej.

– Czyli może trochę trudniej...

– Jak są gotowi, traktują to jak normalność. Gorzej, jak nie wiedzą, jak to zrobić i kiedy zrobić.

– Wspieracie te rodziny?

– Przez to, że organizujemy zjazdy adopcyjne i przyjeżdżają tu pary, które np. od czternastu lat są co roku, to my wiemy, co się u nich dzieje. Natomiast nie mamy takiego obowiązku ani takiej prawnej możliwości, by w tę rodzinę ingerować. Jeśli ona sama do nas nie przyjdzie po pomoc. Ze swojej strony oferujemy – poradnictwo pedagogiczno-psychologiczne, grupę wsparcia, a jeśli trzeba – kierujemy do innych specjalistów.

– Zdarzały się sytuacje, że adoptowane dzieci były oddawane?

– Zdarzały się. Ale to nie było raczej związane z dziećmi, a np. z rozwodem rodziców.

– To dla was porażka?

– Myślę, że nie jesteśmy w stanie do końca wszystkiego przewidzieć, myślę, że sytuacja życiowa rodziny na przestrzeni lat też się zmienia. Ludzie, podejmując się przyjęcia osieroconego dziecka, muszą sobie zdawać sprawę, o co chodzi. Po to są szkolenia i przygotowanie. A potem to ich odpowiedzialność za to, co się będzie działo. Myślę, że mówimy o tym cały czas na szkoleniu. Jak coś się dzieje, to trzeba umieć wziąć za telefon i zadzwonić do nas po wsparcie. Mają prawo nie wiedzieć wszystkiego, bo to ich pierwsze dziecko.

– Ośrodek archidiecezjalny jest potrzebny?

– Myślę, że jest potrzebny. Ludzie wybierają go też z tego względu, że jest archidiecezjalny, mówią, że dlatego go wybrali, bo są wierzący. Ludzie muszą mieć wybór. Oprócz tego, że obowiązują nas takie same przepisy prawne jak inne ośrodki, to my staramy się zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt – duchowy, np. przed spotkaniem szkoleniowym modlimy się wspólnie. Jak są zjazdy rodzin adopcyjnych czy kończymy szkolenie, jest Msza św. Pytamy też, jak oni rozeznawali to, że mają być rodzicami adopcyjnymi, ale naszym zadaniem nie jest ocenianie głębokości ich wiary. Chcemy, by dzieci trafiły do rodzin, które będą wychowywać je w wierze.

– Czego życzyć z okazji 30-lecia działalności na kolejne lata? Żeby nie było adopcji?

– To byłoby najlepsze! Ale nie jest możliwe. Adopcje zawsze będą. Ale może więcej otwartych rodzin gotowych przyjąć każde dziecko? Mniej biurokracji? Lepszej sytuacji finansowej, żebyśmy mogli zatrudnić więcej specjalistów i rozbudować pomoc postadopcyjną? Przede wszystkim prosimy o modlitwę za dzieło adopcji i za wszystkie rodziny, no i dzieci, które jeszcze czekają na nowy dom.

Tagi:
adopcja

Każdy może przyjechać

2019-06-25 14:10

Redakcja
Edycja szczecińsko-kamieńska 26/2019, str. 5

Rozmowa z Anną i Michałem Najderkami – inicjatorami rekolekcji dla rodziców adopcyjnych

Archiwum "KnOB"

REDAKCJA: – Skąd pomysł, żeby organizować rekolekcje skierowane do rodziców, którzy adoptowali dzieci?

MICHAŁ NAJDEREK: – Na wstępie chcielibyśmy zaznaczyć, że absolutnie nie czujemy się organizatorami tych weekendów. Jesteśmy jedynie „podwykonawcą” – na każdym kroku od momentu, kiedy ten pomysł zrodził się w naszych sercach – było widać działanie Ducha Świętego. Poza tym nie jesteśmy sami – mamy ogromne wsparcie przyjaciół – Kasi i Dawida oraz wspólnoty „Genezaret”, której jesteśmy członkami.
ANNA NAJDEREK: – Michał i ja mamy doświadczenie rozmów z rodzicami adopcyjnymi. Zwykle po adopcji małżeństwa mają różne problemy, z którymi pozostają same. To są często wyzwania z relacją z dzieckiem i ze swoimi własnymi emocjami. Okazywało się, że mamy podobne problemy, z którymi niejednokrotnie pozostajemy osamotnieni. My mamy to szczeście, że nasz ośrodek adopcyjny wspiera nas na każdym kroku. Nie jest to jednak powszechne w całej Polsce.
M.N.: – Jest wiele stereotypów w społeczeństwie. Jeśli ktoś nie ma bezpośredniej styczności z takim rodzicielstwem, często myśli, zwłaszcza gdy adoptuje się starsze dzieci, że one są nam natychmiast wdzięczne za to, że je przyjęliśmy. Jest właściwie odwrotnie. Przyjmujemy pod swój dach i do swoich serc całkiem obcego człowieka, który przenosi na nas całą złość, żal i rozgoryczenie spowodowane swoim doświadczeniem. Poza tym dzieciaki nas testują. Sprawdzają, ile mogą zrobić, do jakich granic nas doprowadzić i czy na pewno ich nie oddamy.

– Czyli tak na prawdę pomysł zrodził się dzięki Państwa trudnościom wychowawczym?

A.N.: – Tak. Wielkorotnie dając świadectwo, mówiliśmy z Michałem o tym, jak stykaliśmy się ze ścianą swojej niemocy. Poza tym po adopcji pierwszego syna przeżyliśmy konkretny kryzys małżeński, z którego na szczęście wyszliśmy umocnieni, ale tylko dzięki Bogu i dialogowi małżeńskiemu. A wydawało się, że w teorii, podczas szkolenia preadopcyjnego, wszystko jest zaplanowane i wiemy, co i jak chcemy robić. Życie bardzo to zweryfikowało.
M.N.: – Dlatego uważamy, że spotkania rodziców bez dzieci będą dużą pomocą na drodze rodzicielstwa adopcyjnego. Będziemy wtedy mogli ze spokojem przyjrzeć się z dystansem schematom, które funkcjonują w naszych domach. Emocji podczas rozmów na tak trudne tematy jest niemało, stąd pomysł nie rekolekcji rodzinnych, a właśnie stworzenie takiej przestrzeni dla rodziców, która pozwoli nam wrócić do domów z nową nadzieją, pomysłami i świeżością.

– Czy te rekolekcje będą się odbywały jeden raz, czy to będzie cykl?

M.N.: – Chcemy, aby rekolekcje odbywały się cyklicznie, na początku dwa razy w roku. Raz w archidiecezji poznańskiej, raz w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej.
A.N.: – Poza tym każdy weekend będzie miał swój główny temat, który będzie omawiany przez psychologa. Dlatego nie ma żadnych wymogów – każdy będzie mógł przyjechać raz albo wrócić, jeśli tylko zobaczy temat, w którym będzie potrzebował pomocy.

– Gdzie można się zapisać na rekolekcje dla rodziców adopcyjnych?

M.N.: – Zapisać można się przez formularz głoszeniowy na stronie naszej wspólnoty www.genezaret.pl w zakładce wydarzenia. Można się z nami skontaktować również przez profil na Facebooku: Adopcja – Rekolekcje dla rodziców adopcyjnych, przez e-mail: rekolekcje.rodziceadopcyjni@gmail.com, bądź telefonicznie pod numerem 605-280-005.

– A co będzie w programie takiego weekendu?

A.N.: – Program jest ułożony tak, żeby każdy miał szansę odpocząć i „złapać oddech”. Będzie wspólna Msza św. i adoracja. Kluczowe elementy to wykłady psychologa i terapeuty, świadectwa rodziców adopcyjnych no i przede wszystkim czas na dzielenie się w węższym gronie swoimi doświadczeniami. Nie zabraknie też czasu na spacery i rozmowy indywidualne z księdzem, psychologiem, terapeutą czy parami moderującymi weekend.
M.N.: – Na pierwszy weekend zapraszamy w dniach 4-6 października 2019 r. do Międzywodzia. Ponieważ zainteresowanie jest niemałe – zachęcamy do szybkiego kontaktu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

2019-07-16 11:47

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiał Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 10-13

Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Ale Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny – mówi abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z Arturem Stelmasiakiem

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Napisał Ksiądz Arcybiskup bardzo mocny list w obronie wartości religijnych. Oczywistych powodów jest wiele, ale czy było jakieś szczególne wydarzenie, które przechyliło szalę goryczy, by zająć stanowisko w tej sprawie?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych. W ostatnich tygodniach miały jednak miejsce akty jawnej profanacji największych świętości, wobec których trzeba zdecydowanie zaprotestować. Mam tu na myśli przede wszystkim profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, jak również akty bluźnierstwa, do których dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Inicjatywy te cechują się swego rodzaju przewrotnością, bo pretekstem do ich organizowania jest rzekomo promocja większej tolerancji w społeczeństwie, tymczasem – o czym wspominałem w liście – stają się one miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych. Do tego należy dodać napaści na świątynie i fizyczne ataki na księży. W ostatnim czasie zaistniało w społeczeństwie naprawdę wiele zła, które dotyka wspólnotę Kościoła i wprost uderza w Boga i Matkę Najświętszą. I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!”.

– Pamiętam czasy, gdy Ksiądz Arcybiskup pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego KEP, a przez media przetoczyła się fala nagonki na Kościół ws. lustracji. Teraz jako przewodniczący musi się Ksiądz Arcybiskup zmagać z falą krytyki ws. rozliczeń nadużyć seksualnych. Czy teraz KEP jest w trudniejszej sytuacji niż 10 lat temu?

– Trzeba wyraźnie rozgraniczyć: czym innym jest – jak pan redaktor to ujął – medialna nagonka antykościelna, a czym innym – dążenie do prawdy i zmaganie ze złem. Bardzo nam zależy na dojściu do prawdy i wewnętrznym oczyszczeniu Kościoła. Tak było przed dekadą, kiedy podejmowaliśmy konkretne działania umożliwiające przeprowadzenie lustracji w Kościele, tak jest i teraz. Trudno w naszym społeczeństwie znaleźć drugie takie środowisko, które podjęło aż tyle przedsięwzięć, inicjatyw i rozwiązań mających na celu rozliczenie przeszłości i prewencję na przyszłość. Zależy nam bowiem na naprawieniu krzywd wobec osób zranionych grzechem ludzi Kościoła. Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym.
Trudność dzisiejszej sytuacji polega na tym, że kwestia pedofilii stała się – już nie tylko w Polsce, ale niemal na całym świecie – dającym się łatwo wykorzystać tematem do ataków na Kościół, które mają na celu odebranie mu wiarygodności moralnej. Kościół jest bowiem ostatnim głosem w społeczeństwie, który nie idzie na kompromis ze współczesnymi prądami demoralizującymi, ale nie boi się mówić, że życie szczęśliwe to życie, w którym człowiek stawia sobie jasne wymagania. Siły libertyńskie chciałyby z pewnością ten głos uciszyć i wyeliminować.

– Ksiądz Arcybiskup wymienia w liście marsze środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów, które w nazwie mają tolerancję, a tak naprawdę ich uczestnicy pogardzają chrześcijaństwem. A może Kościół powinien nawiązać dialog ze środowiskami LGBT i iść do nich z Dobrą Nowiną?

– Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Prawdą jest też to, że Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim, i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny. Także osoby przynależące do wspomnianych środowisk mają to prawo. Dla nas osoby te nie są w pierwszym rzędzie gejami, lesbijkami, biseksualistami czy transseksualistami – one są przede wszystkim naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które chce On doprowadzić do zbawienia. W imię wierności naszemu Zbawicielowi i w imię miłości do naszych sióstr i braci musimy jednak głosić całą Ewangelię – nie unikając wymagań, które ona niesie, i nie przestając nazywać śmiertelnym grzechem tego, co nim w istocie jest. Gdybyśmy tak nie czynili, okradalibyśmy naszych bliźnich z prawdy, która także im się należy.


Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 29/2019 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Usiąść u JEGO nóg

2019-07-21 17:56

Beata Pieczykura

– Cieszymy się, że w naszej wspólnocie goszczą redaktorzy „Niedzieli”.

Beata Pieczykura/Niedziela

Pisma, które ponad 90 lat służy Kościołowi i Polsce. Mam nadzieję, że „Niedziela” zagości w naszych domach naszej parafii – powiedział do licznych wiernych ks. Andrzej Chrzanowski, proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Makowiskach 21 lipca w ramach Niedzieli z „Niedzielą”.

Zobacz zdjęcia: Dzień z „Niedzielą” w Makowiskach
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem