Reklama

ludzie z pasją

Bóg nie chciał mnie poprawiać

Dla stylistów była tylko „wieszakiem”, dla koncernów kosmetycznych – klientką, dla chłopaka – epizodem, dla znajomych – użytecznym kontaktem... Jej życie zmieniło się jednak o sto osiemdziesiąt stopni. Jak do tego doszło?

– Byłaś finalistką „America’s Next Top Model”, zostałaś modelką, miałaś szansę na ogromną karierę... W książce „Inna strona piękna” opowiadasz o swoim doświadczeniu głębokiego nawrócenia i odkrycia prawdziwego piękna. Jak wyglądało Twoje życie, zanim doszło do nawrócenia?

– Zawsze kochałam modę. Jako nastolatka głęboko wierzyłam w to, że moja wartość jest ściśle połączona z tym, jak wyglądam. Codziennie widziałam idealnie piękne i szczęśliwe kobiety – na okładkach magazynów, w mediach społecznościowych, w reklamach i w filmach, i w moim ulubionym wtedy serialu „Seks w wielkim mieście”. Ubrania kobiet, ich włosy, paznokcie, mieszkania, mężczyźni, przyjaciele... Wszystko było idealne! To, jak wyglądam, wpływa bezpośrednio na jakość moich relacji i na moją wartość. Chociaż pochodziłam z naprawdę wierzącej rodziny, odrzuciłam relację z Bogiem. Jezus nie zaoferowałby mi życia, którego tak bardzo chciałam. Bałam się, że Jego droga do szczęścia byłaby wypełniona nudą, samotnością, niemodnymi i niewygodnymi ciuchami...

– Co się stało, że wróciłaś do Boga? Jak wyglądało Twoje spotkanie z Nim?

– To była jedna chwila podczas sesji zdjęciowej, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że nie muszę być sławna, żebym była znana i kochana przez Boga. Nie musiałam wygrać „America’s Next Top Model” ani wylądować na okładce magazynu, żeby moje piękno zostało zauważone. Bóg nie chciał mnie poprawiać w Photoshopie. To było lepsze, głębsze i trwalsze piękno od tego, za którym dotychczas goniłam. Tamtego dnia, gdy zmieniłam swoje życie, byłam niespokojna, nie czułam się komfortowo. Odezwały się moje kompleksy. Bałam się, że inni zauważą, że wcale nie jestem piękna. Chciałam to wszystko rzucić, ale pomyślałam sobie: „Leah, większość ludzi zrobiłaby wszystko, żeby być na twoim miejscu. Nie odmawia się takiej okazji”. Czułam, że wszyscy patrzą na moje ciało, i bardzo mi się to nie podobało. Chciałam uciec.

– Co było dalej?

– Nagle spojrzałam prosto na lampę błyskową. Potrzebowałam chwili przerwy. Zatrzymałam się i spojrzałam w górę, nieustannie mrugając. Wtedy zobaczyłam pewien obraz – samą siebie. To było tak, jakby w mojej głowie odtwarzał się film. Moje ręce były złożone na wysokości talii, po chwili wzniosłam je na wysokość głowy. W tym momencie dostrzegłam rozmazany profil twarzy mężczyzny, który spojrzał na moje ręce i pochylił głowę, smutny i rozczarowany. Moje ręce były puste. Usłyszałam wtedy zdanie, które zmieniło całe moje życie: „Stworzyłem cię do czegoś więcej”. Oczywiście, wydawało mi się, że zwariowałam. Ale w głębi czułam, że to prawda: byłam stworzona do czegoś więcej. Fotograf zaczął mnie pospieszać, kazał mi zmienić pozę, ale nie byłam już w stanie nic zrobić. Powiedziałam, że nie mogę kontynuować sesji. Szybko zabrałam swoje rzeczy i, chociaż wszyscy mówili mi, że popełniam błąd, po prostu wyszłam. Postanowiłam wrócić do domu, do Boga Ojca, aby pomógł mi złożyć w całość złamane kawałki mojego serca i by przypomniał mi, kim jestem i ile znaczę.

– Co zrobiłaś potem?

– Po tej ostatniej sesji zdjęciowej szłam Piątą Aleją. Bałam się, jak zapłacę rachunki i czynsz. Nie wiedziałam, co robić. Wróciłam do domu i, zrozpaczona, zadzwoniłam do taty. Pamiętam, że powiedziałam tylko jedno zdanie: Tato, jeśli po mnie nie przyjedziesz, stracę swoją duszę.

– Jak zareagowali Twoi rodzice?

– Od razu tata po mnie przyjechał. Spodziewałam się, że będzie wściekły, rozczarowany, że wypomni mi tysiące kilometrów, które musiał przejechać, koszty... Ale on najpierw padł na kolana, a potem wstał i mocno mnie przytulił. Wiele lat później dowiedziałam się, że oboje z mamą płakali ze szczęścia, gdy zadzwoniłam. Cały czas modlili się za mnie, wierzyli, że wrócę do Boga. Mój tata rozumiał, że jego zadaniem jest przyprowadzić mnie do Jezusa, a On zajmie się całą resztą. Poszliśmy do kościoła. Zaczęłam nowe życie od spowiedzi. Byłam przerażona, ale chciałam to zrobić, oddać wszystkie grzechy i zranienia Bogu.

– Dziś jesteś światowej sławy inspiracją dla dziewczyn. Co chcesz im przekazywać?

– Zawsze szukałam piękna w życiu. Niestety – robiłam to po omacku, słuchając tego, co mówi świat, który za wszelką cenę chciał mnie uprzedmiotowić. Uwierzyłam w to, że moje piękno jest zależne od opinii innych, od tego, co mam na sobie i z kim się spotykam. Na szczęście odkryłam swoje piękno w Bogu. Uświadomiłam sobie, że moja wartość nie jest od niczego zależna, że On stworzył mnie i powołał do życia w pięknie. Nie ma to nic wspólnego z imitacjami, które oferuje nam świat. Nauczyłam się, że kiedy pozwalamy, żeby nasze pragnienie piękna było dyktowane ideologią firm kosmetycznych lub modowych, zaczynamy kierować się w życiu ich potrzebami. Dajemy się przekonać, że musimy tak wyglądać, mieć takiego mężczyznę, taki dom i że tylko to nas uszczęśliwi. Dlatego chcę mówić o kłamstwie, w którym żyją kobiety, i o tym, jaki wpływ mają one na nas – na to, co myślimy o naszym wyglądzie zewnętrznym, jak zaczynamy widzieć naszą tożsamość, nasze relacje i rolę na tym świecie. Chcę mówić o prawdzie, która głosi, że jesteśmy piękne, wartościowe i godne miłości – wierzę, że to może zmienić świat.

– Mówisz dużo o czystości. Dlaczego?

– Związałam się z pierwszym chłopakiem, który się mną zainteresował. Chciałam, żeby ktoś mnie chciał, ale nie zastanawiałam się nad tym, czy ja też chciałam jego. Nie pamiętam, żebym zadała sobie pytanie, czy lubię tego chłopaka. Byłam zaślepiona perspektywą miłości i wykorzystałam go, żeby spełnić moje pragnienie bycia kochaną i cenioną. Byłam wszędzie, gdziekolwiek on poszedł. Straciłam dziewictwo w wieku piętnastu lat. Oddałam coś wartościowego komuś, kto nigdy nie zachował tego w pamięci. Nie wiedziałam, co robić. Bałam się, że mogłam zajść w ciążę albo zarazić się chorobą przenoszoną drogą płciową. Bałam się, że moi rodzice się dowiedzą. Bałam się, że Bóg mnie odrzuci. Bałam się nawet podzielić tym strachem z moim chłopakiem, żeby nie pomyślał, że żałuję tego, co zrobiliśmy, i nie odrzucił mnie. Ale bardzo żałowałam. Zerwaliśmy ze sobą prawie dwa tygodnie później. Pragnienie bycia chcianą i kochaną, pragnienie, aby postrzegano mnie jako piękną, zostało zdeptane. Lata później obiecałam sobie, że bez względu na to, ile razy usłyszałabym słowa „kocham cię”, nie ofiaruję mojego ciała nikomu, kto nie byłby mi całkowicie oddany. Szukałam zaangażowania, które wymaga, by człowiek stanął przed całą moją rodziną i przyjaciółmi oraz przed samym Bogiem i ślubował mi, że będzie mnie kochał aż do śmierci.

– Czym jest dla Ciebie czystość dzisiaj?

– Czystość uwalnia miłość od chęci posiadania. Bóg pokazał mi, że panowanie nad sobą, nad własnymi emocjami i pragnieniami jest możliwe i – co ważniejsze – budzi szacunek dla wrodzonej wartości każdego człowieka. Mimo że sama straciłam dziewictwo wiele lat wcześniej, dzięki Jego łasce mogłam odzyskać moją czystość.

Leah Darrow
Była modelka i uczestniczka „America’s Next Top Model”. Dziś jest międzynarodową mówczynią, autorką książek, żoną żołnierza w US Army Green Berets oraz mamą trojga wspaniałych i pełnych energii dzieci.

Nakładem wydawnictwa Esprit ukazała się jej książka „Inna strona piękna”.
Kontakt z wydawnictwem: tel. 12 267 05 69, ksiegarnia@esprit.com.pl

2019-03-06 10:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Opole uwielbia

Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 40-41

[ TEMATY ]

Niedziela Młodych

Michał Banaś

Od 10 lat śpiewają na chwałę Pana

Na początku była myśl, dlaczego by nie zorganizować koncertu uwielbienia będącego uwieńczeniem uroczystości Bożego Ciała, podobnie jak robi to Rzeszów. Było też pragnienie serca, by modlić się za ludzi młodych...

Ksiądz Eugeniusz Ploch, wówczas ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Opolu, pragnienie i pytania przekuł w działanie. I tak po raz pierwszy w diecezji opolskiej w 2010 r. z jego inicjatywy i z pomocą raciborskiego zespołu Przecinek odbył się I Koncert Uwielbienia. Była to też doskonała okazja, by oficjalnie rozpocząć w diecezji zorganizowaną modlitwę za młode pokolenie.

Z błogosławieństwem pasterza

Biskupowi opolskiemu Andrzejowi Czai zależało, by parafie stały się Ogniskami Modlitwy za Młode Pokolenie. – W naszej diecezji w wielu parafiach przed codzienną Mszą św. jest odmawiany Różaniec – tłumaczy ks. Marcin Cytrycki, który dołączył do organizatorów koncertów rok później. – W jeden wyznaczony przez proboszcza dzień parafianie modlą się w intencji młodych ludzi. Ta modlitwa w wielu parafiach trwa do dziś – zapewnia ks. Marcin. Podobnie jest z modlitwą uwielbienia. Owocem opolskiego koncertu są m.in. wieczory uwielbienia, które odbywają się regularnie w kilkunastu parafiach diecezji opolskiej. Ci sami ludzie, którzy w wieczór uroczystości Bożego Ciała gromadzą się w Opolu, wracają do swoich domów i chcą dalej modlić się śpiewami uwielbienia.

Z pasją i miłością

Od początku organizatorom zależało, aby zespołowi towarzyszył chór. Przez pierwsze trzy lata zespół wspierały chóry młodzieżowe: Capricolium z Głuchołaz i Silesia Cantat z Głubczyc. – Później pojawiła się idea, aby więcej osób włączyło się w śpiew, dlatego zaprosiliśmy wolontariuszy. To było dobre posunięcie, dziś spora część chóru, ok. 40 osób, to stały skład, na nich zawsze można liczyć. Ci, którzy chcą z nami śpiewać, mogą zgłaszać się przez stronę: koncertuwielbienia.pl – wyjaśnia ks. Cytrycki. Wszyscy, którzy choć raz byli na koncercie uwielbienia, wiedzą, że to nie jest zwykłe śpiewanie. Tu ważny jest Ten, o którym się śpiewa i dla którego się śpiewa. – W naszych działaniach chcemy, by Pan Jezus był na pierwszym miejscu. Zawsze podkreślamy i pamiętamy, że to śpiew dla Niego, stąd #OpoleUwielbia, a słowo „koncert” bardzo świadomie od tego roku pojawia się dopiero w podtytule – tłumaczy ks. Marcin.

Wraz z nową grupą chórzystów wolontariuszy zrodził się pomysł warsztatów uwielbienia. To dwa (początkowo trzy) weekendy, kiedy śpiewający spotykają się i spędzają wspólnie czas nie tylko na nauce emisji głosu, artykulacji, próbach. To w pewnym sensie także duchowa formacja z modlitwą, konferencjami i Eucharystią, z uczeniem się, czym jest uwielbienie.

Za warsztatami i całym muzycznym przedsięwzięciem stoją profesjonaliści. Tak się złożyło, że za przygotowanie chóru przez lata odpowiedzialni byli absolwenci Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Dziś chór prowadzi i przygotowuje Anna Sikora, doskonała dyrygentka młodego pokolenia, na co dzień współpracująca z Diecezjalnym Instytutem Muzyki Kościelnej w Opolu. W tym trudnym zadaniu pomaga jej Krzysztof Pytko, od lat zaangażowany muzycznie w wielu miejscach diecezji. Zespół muzyczny to grupa muzyków Opolskich Wieczorów Uwielbienia wspierana przez grupę filharmoników opolskich. Na co dzień profesjonalni muzycy współtworzący różne muzyczne projekty. Udowadniają, że katolicy mogą robić dobrą muzykę, ładnie zaaranżowaną, zagraną i zaśpiewaną. Oczywiście, zespół nie składa się z samych profesjonalistów, ale i z wolontariuszy śpiewających w chórze, którzy wkładają mnóstwo pracy, prywatnego czasu i serca, by robić to dobrze. Mało tego, zaproszeni do tworzenia koncertu są wszyscy przez wspólne uwielbianie Pana Jezusa, w czym pomaga tekst pieśni wyświetlany na telebimie. – Jedynym na widowni jest Pan Jezus! On jest tym, dla którego jest cały ten koncert. To właśnie dla Niego kilkumiesięczne przygotowania, dla Niego cały wysiłek tylu młodych ludzi, dla Niego tak wielkie przedsięwzięcie – mówią inicjatorzy wydarzenia.

Ludzie i idea

Za każdą ideą stoją konkretni ludzie. Opole Uwielbia to przede wszystkim jego pomysłodawca i organizator – ks. Eugeniusz Ploch, obecnie proboszcz parafii Ducha Świętego w Winowie i członek Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP; to również ks. Marcin Cytrycki, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gosławicach, były duszpasterz akademicki w DA Resurrexit. W tym roku do zespołu dołączył obecny duszpasterz akademicki ks. Łukasz Knosala. Ważna postać w ekipie to Piotr Kotas, kompozytor i aranżer, pieśni znane i śpiewane od wieków w jego aranżacjach są w nowy sposób odczytywane i odbierane.

Wielu, którzy tworzą Chór Corpus Christi i zaczynali jako młodzi ludzie, dziś dalej przyjeżdża i śpiewa dla Boga, choć ich życie prywatne mocno się zmieniło od pierwszego koncertu zagranego w parku AK w Opolu 10 lat temu. Często mają mężów, żony, dzieci – i w Boże Ciało przyjeżdżają do Opola, by wielbić Boga.

Owoce

Sara Nestorowicz, która przez wiele lat dyrygowała chórem, od trzech lat współtworzy koncert uwielbieniowy we Wrocławiu – wNieboGłosy. Swojego męża Michała poznała właśnie podczas warsztatów w Opolu. Arkadiusz Wiertelak też zaczynał w Opolu, dziś jest kierownikiem artystycznym, aranżerem i głównym organizatorem Zielonogórskiego Koncertu Uwielbienia. Marek Kudra, który pomagał przy kilku edycjach opolskiego koncertu, dziś jest prężnie działającym dyrygentem muzyki klasycznej.

– Opolskie doświadczenie przenoszone jest na dalszy grunt. To bardzo cieszy – przyznają zgodnie księża Marcin i Eugeniusz. W Polsce coraz więcej miast organizuje koncert na kształt Jednego Serca Jednego Ducha z Rzeszowa. Zwłaszcza młodzi ludzie chcą manifestować swoją wiarę w Żywego Boga przez udział w wieczornych koncertach uwielbienia. Są one niczym zwieńczenie uroczystej procesji ulicami miast i wsi, gdzie publicznie wyznaje się wiarę w Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

CZYTAJ DALEJ

Święty nie rodzi się po śmierci

2020-05-26 18:00

Niedziela Ogólnopolska 22/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

kard. Wyszyński

Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Kiedy umierał wczesnym rankiem 28 maja 1981 r., w cieniu strapienia związanego z niedawnym zamachem na Jana Pawła II, ofiarowywał swoje cierpienie w intencji papieża.

W czasie pogrzebu kard. prymasa Stefana Wyszyńskiego na jednym z wieńców przykuwał uwagę napis: „Niekoronowany król”. To o takich Adam Mickiewicz napisał: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”, a prymas Wyszyński mówił w kontekście powstańców warszawskich, że jeśli o nich zapomnimy, to „kamienie wołać będą”. Dlatego modlimy się i dziś o zachowanie nas od „grzechu niepamięci, co pozwala zarastać grobom ojców naszych”.

Oddawać swe cierpienia Kościołowi

Był człowiekiem, który ukochał Kościół i jako wierny jego syn budował go i bronił, żyjąc duchem Ośmiu błogosławieństw. Dał żywe świadectwo tego, że z pomocą łaski Bożej w realnym, pełnym trudów i wyzwań życiu można żyć radykalnie Ewangelią. Stanowił wzór kapłana i służby kapłańskiej oddanej bez reszty Bogu, gotowej na największe ofiary. W czasie uwięzienia w Prudniku zanotował w Zapiskach: „Gdybym dziś narodził się na nowo, a zapytany – jaką drogę życia obrałbym – bez chwili wahań wszedłbym na drogę kapłaństwa, choćbym od początku jasno wiedział, że skończę w okowach Chrystusowych, we wzgardzie szubienicy”.

Mimo podejmowanych przez komunistów prób rozbicia jedności Kościoła oraz dzielenia opinii katolickiej, a także trudnych momentów, zwłaszcza w okresie stalinowskim, obronił niezależność Kościoła. Na tym polu nie brakowało kompromisów i prób dialogu z komunistami, a jak trzeba było – również stanowczego oporu, za który płacił swoim internowaniem, znoszeniem nieprzerwanych ataków, życiem w otoczeniu licznych agentów bezpieki. Co więcej, w tak skrajnych warunkach stał się dla Polaków największym autorytetem, nie tylko moralnym. W żadnym kraju poddanym kontroli sowieckiej Kościół nie odgrywał takiej roli jak w Polsce, a prymas nie był tak poważnym autorytetem, z którym komuniści zmuszeni byli stale się liczyć.

Dostosowując aplikację nauk soborowych do polskich warunków, oszczędził polskiemu Kościołowi kryzysu, który był udziałem wielu wspólnot w krajach Zachodu. Nie szczędzono mu za to krytyki, zwłaszcza w środowiskach inteligencji katolickiej.

Dla Jana Pawła II rola prymasa w jego drodze na Stolicę Apostolską i w czasie elekcji była niepodważalna. Dzień po inauguracji pontyfikatu nowy biskup Rzymu powiedział do prymasa: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, (...) gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła”.

Po Bogu największa miłość to Polska

Należał do pokolenia, którego próg dojrzałości przypadł na początki niepodległej Polski. Walcząc niezłomnie o fundamentalne prawa człowieka, Kościoła i narodu w okresie komunistycznego zniewolenia, przeprowadził nas, tak jak Mojżesz Żydów, przez „morze czerwone”. Dwa lata po śmierci kard. Wyszyńskiego Jan Paweł II powiedział w katedrze warszawskiej, że był on „człowiekiem wolnym i uczył nas, swoich rodaków, prawdziwej wolności”. Sam odnalazł najgłębsze źródło swej wolności w najbardziej intymnej relacji z Maryją, a przez Nią – z Jej Synem. I tą drogą prowadził swoją owczarnię przez ponad 3 dekady. Dlatego też często mówi się o zmarłym prymasie jako o „ojcu naszej wolności” czy „ojcu wolnych ludzi”, których wyrywał z oportunizmu i lęku.

Swoją heroiczną wiarą, czytelnym świadectwem kapłańskiego życia, wiernością Bogu i powołaniu, mądrością i odwagą płynącą z relacji z Bogiem obronił miejsce Boga w życiu narodu. Po strasznym doświadczeniu wojny, mimo bardzo trudnych warunków, powstrzymał ateizację narodu, wygrał walkę o „rząd dusz” z komunistycznym reżimem. Wielkie znaki tego zwycięstwa oglądał w czasie milenium chrztu Polski, pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do naszego kraju oraz w czasie sierpniowych strajków w 1980 r., kiedy ku zdziwieniu całego świata na terenie strajkujących zakładów przedstawiciele pokolenia milenium organizowali Msze św.

Duchowy przewodnik narodu

Umocnił więź narodu z Maryją i nadał jej nowy wymiar. Oddając się sam w duchową niewolę Maryi w czasie uwięzienia w Stoczku Warmińskim – 8 grudnia 1953 r., otworzył drogę do odnowienia przymierza narodu z Matką Boga w formie ślubów na Jasnej Górze w 1956 r., a następnie peregrynacji kopii Jej jasnogórskiego obrazu po kraju w czasie Wielkiej Nowenny i roku milenium. Na nowo potwierdził rolę Jasnej Góry jako „twierdzy warownej ducha Narodu” i „Stolicy Łaski”, której obrona oznacza „obronę duszy chrześcijańskiej Narodu”.

Mówił za naród, był jego duchowym przewodnikiem, wyrażał jego ból, jego aspiracje i był dlań ojcem. Jednocześnie uczył patriotyzmu. Tuż przed aresztowaniem w 1953 r. powiedział: „Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”. Po doświadczeniach wojny, która przyniosła tyle krwi, wychowywał do nowego patriotyzmu: „Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata”. Kochał polską historię, w której – jak pisał – tkwi duch narodu. Był z niej dumny, nie wstydził się z niej czerpać żywotnych sił, tak bardzo potrzebnych wspólnocie wystawionej na kolejną wielką próbę. Bronił naszej tradycji, tożsamości i kultury głęboko zakorzenionej w wierze i związku dziejów Kościoła z dziejami narodu. Publicznie przyrzekał walkę o to, aby ojczyzna „Polską była! Aby w Polsce po polsku się myślało!”. Odwoływał się do pojęcia Polaka katolika, widząc w nim skuteczną tarczę przed ateizacją narodu. Jako ojciec stawiał jednak także wymagania – kazał stawać w prawdzie, gromił wady i złe nawyki, nad którymi jego rodacy mieli pracować, podejmując wysiłek w walce „z wrogiem, który jest w nas”, w ramach wielkich programów duszpasterskich, takich jak np. Wielka Nowenna czy Społeczna Krucjata Miłości.

Istota przebaczenia

Akceptując projekt listu biskupów polskich do niemieckich z okazji milenium, podpisując go i broniąc jego chrześcijańskiego przesłania w atmosferze brutalnej nagonki propagandowej, przyczynił się do przełomu w stosunkach polsko-niemieckich. A przecież sam mówił: „Przebaczenie i prośba o wybaczenie nie oznaczają zapomnienia”. Bez klimatu, który stworzył list, nie byłyby możliwe wizyta kanclerza Willy’ego Brandta w Polsce w 1970 r. i rozpoczęcie dialogu politycznego, który doprowadził do normalizacji wzajemnych stosunków i uznania przez RFN polskiej granicy zachodniej.

Prymas Wyszyński przyczynił się także do integracji ziem zachodnich z resztą kraju, dbając o Kościół na tych ziemiach, odwiedzając je często oraz podkreślając ich historyczne związki z macierzą.

„Święty nie rodzi się po śmierci”, gdyż buduje swoją świętość przy pomocy Bożej łaski, świadectwem własnego życia, w konfrontacji z wyzwaniami, mnożącymi się przeszkodami. Uczy się od Jezusa służyć i tracić życie, aby wydać obfite owoce. Wreszcie – pozwala „własną historię (...) napisać Bogu”. Takim pozostanie w naszych sercach, również jako nasze zobowiązanie.

CZYTAJ DALEJ

Papież do Centrum Astalli: dziękuję za obronę prawa do azylu

2020-05-29 20:52

[ TEMATY ]

uchodźcy

Włochy

jezuici

papież Franciszek

Vatican News

Papież Franciszek postawił jezuickie Centrum Astalli, jako przykład pracy na rzecz migrantów i uchodźców, który może wzbudzić w naszym społeczeństwie odnowione zaangażowanie w autentyczną kulturę przyjęcia i solidarności. Działające od prawie 40 lat centrum podejmuje wiele działań, które służą obronie praw tych, którzy przybywają do Włoch uciekając od wojny i przemocy.

Centrum Astalli służy uchodźcom w wielu ośrodkach na terenie Włoch w procesie integracji ze społeczeństwem. Ojciec Święty napisał list do dyrektora rzymskiego oddziału, który, w różnych punktach Wiecznego Miasta, tylko w ubiegłym roku objął pomocą 11 tys. uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Franciszek doskonale zna realia tego jezuickiego dzieła, które odwiedził zaraz na początku swego pontyfikatu. Apelował wówczas o solidarność z ludźmi potrzebującymi wszelkiej pomocy. Wielokrotnie powtórzył trzy słowa, które według niego powinny być kluczem do postawy wobec najbiedniejszych imigrantów i uchodźców: „bronić, służyć, towarzyszyć”.

W obecnym liście skierowanym do o. Camillo Ripamontiego, przy okazji publikacji dorocznego raportu mówiącego o działaniach podejmowanych przez Centrum Astalii, Franciszek dziękuje za odwagę z jaką stawia ono wyzwaniu migracji, przede wszystkim broniąc prawa do azylu w naszych czasach, gdy tak wielu ludzi musi uchodzić przed wojnami, prześladowaniami i poważnymi kryzysami humanitarnymi. Papież dziękuje jezuitom i wolontariuszom zaangażowanym w prowadzenie centrum za to, że przyjmują potrzebujących z braterską miłością. Zachęca wszystkich, by nie tracili nadziei na świat pełen pokoju, sprawiedliwości i międzyludzkiego braterstwa.

Centrum Astalli wydaje każdego dnia 15 tys. ciepłych posiłków, udziela schronienia uchodźcom oraz zapewnia im opiekę medyczną i pomoc prawną.
Prowadzeni też szkoły języka i kultury włoskiej, aby ułatwić integrację w społeczeństwie. Centrum powstało w 1981 roku w Rzymie, z inicjatywy ówczesnego generała jezuitów o. Pedro Arrupe, głęboko dotkniętego tragedią tysięcy Wietnamczyków uciekających z rozdartego wojną kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję