Reklama

Przy stole z Papieżem

2019-04-03 10:07

Z Roberto Alborghettim – autorem książki „Przy stole z papieżem Franciszkiem” – rozmawia Ettore Ongis
Niedziela Ogólnopolska 14/2019, str. 10-12

Grzegorz Gałązka

Dla Franciszka nawet jedzenie ma znaczenie religijne i kulturowe – mówi Roberto Alborghetti, autor książki „Przy stole z papieżem Franciszkiem”, która właśnie się ukazała nakładem Wydawnictwa Jedność w Kielcach. To swoista biografia Ojca Świętego opowiedziana przez pryzmat jego stosunku do żywności. Publikacja została już wydana w 14 krajach.
W Polsce ukazała się w związku z 6. rocznicą wyboru kard. Bergoglia na Stolicę Piotrową.
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jedność publikujemy wywiad Ettore Ongisa z „Bergamo Post” z Roberto Alborghettim.

Ettore Ongis: – Roberto, ta publikacja nie jest Twoją pierwszą książką o papieżu Franciszku...

Roberto Alborghetti: – To już szósta pozycja. Obok obszernej biografii, która ukazała się w wydawnictwie Velar, napisałem też jedną na temat wychowania, potem o godności pracy ludzkiej, a następnie o integracji społecznej – przywołałem najważniejsze wypowiedzi Papieża w tej kwestii, jak np. te dotyczące przemytu ludzi. Wszystkie te tematy były obecne u Bergoglia, zanim został papieżem. Przedostatnia książka nosi tytuł „La misericordia... all’improvviso” (Niespodziewane miłosierdzie) i opowiada o niespodziewanych i zaskakujących wizytach Papieża, które miały miejsce w czasie Roku Miłosierdzia. Można więc powiedzieć, że dla Franciszka Watykan wydaje się za mały.

– Znasz bliżej Papieża?

– Spotkałem się z nim kilka razy, ale zawsze był bardziej zainteresowany poznaniem mojego życia aniżeli opowiadaniem o sobie. Kiedy ukazała się moja pierwsza książka o nim, spędziliśmy razem sporo czasu. Chciał się dowiedzieć więcej o Bergamo, o papieżu Janie XXIII, którego wspomnienie nosi w sercu. Podarowaliśmy mu specjalne wydanie powieści Alessandra Manzoniego „Narzeczeni”, która mu się bardzo podoba.

– Jak ogólnie postrzegasz Franciszka?

– Papieża Bergoglia bardzo trudno wstawić w jakieś ogólne ramy o charakterze politycznym czy ideologicznym, ponieważ wykracza poza nie, jest ponad nimi. To człowiek, który w dalszym ciągu wyzwala wiele pytań.

– A jak zrodził się pomysł, aby „usiąść przy jednym stole” z Papieżem?

– To szczególna książka, swoista biografia opowiedziana przez pryzmat jego stosunku do żywności. Napisałem wcześniej tekst o nabożeństwie Franciszka do św. Kajetana z Thieny, patrona poszukujących pracy, którym brakuje powszedniego chleba. Wtedy wszystko się zaczęło, pomyślałem, że warto zgłębić temat jedzenia, który we Franciszku mieni się tysiącem kolorów.

– W jakim sensie?

– Dla papieża Franciszka jedzenie jest ważne nie tylko w sensie pożywienia, ale ze względu na wiele innych znaczeń o charakterze religijnym i kulturowym. Myślę tutaj także o jego ciągłej kampanii przeciwko marnotrawieniu żywności, o jego walce z głodem na świecie, o nieustannym wołaniu o sprawiedliwy podział dóbr – wszystkie te tematy zawarte są w encyklice „Laudato si’”.

– W swoich wystąpieniach Papież często używa metafor odnoszących się do pożywienia.

– Tak, to prawda – np. jego mowy na temat soli są przepiękne. W tle jego słów widać wielką tradycję, jego osobiste losy, a nawet jego wykształcenie. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że ukończył technikum o specjalizacji chemia spożywcza.

– Przywołajmy więc kilka historii pokazujących przyszłego papieża przy kuchni.

– Gotować nauczyła go matka, która była na wpół sparaliżowana po urodzeniu ostatniego dziecka. Nie mogąc stać przy piecu, instruowała syna Jorge, jak się odnaleźć w kuchni. Natomiast babcia przekazała mu wspaniałą kulturę piemonckiej kuchni z jej sztandarowymi daniami, takimi jak bagna cauda czy też risotto alla piemontese. Ponadto charakterystyczną cechą rodzin włoskich imigrantów był szacunek do resztek pożywienia i umiejętność ich wykorzystania, więc Franciszek z domu wyniósł wiedzę, jak przyrządzić dobry posiłek z tego, co zostało z poprzedniego dnia. Sposób, w jaki traktuje się jedzenie, wskazuje na to, jak przeżywa się życie. Tak więc musiałem ustawić tę książkę właśnie jako opowieść o życiu, można w niej odkrywać człowieczeństwo Franciszka, które z kolei jest tym, co najbardziej wszystkich urzeka.

– Papież z rad babci i mamy uczynił więc prawdziwy skarbiec...

– Kiedy był rektorem Instytutu Jezuitów w San Miguel, w niedzielę, gdy kucharka miała wolne, sam przygotowywał posiłki dla studentów. O. Scannone, jeden z najwybitniejszych teologów argentyńskich, opowiadał, że Bergoglio potrafił przyrządzić faszerowanego prosiaka jak nikt inny. W kolegium zorganizował nawet hodowlę prosiąt i to on był pierwszą osobą, która się tym zajmowała. Żeby sprawdzić, czy student ma w sobie pokorę i jest zdolny do postawy służebnej, wystawiał go na swoistą próbę, powierzając mu troskę o świnki.

– Jaki jest stosunek papieża Bergoglia do żywności?

– Ekstremalnie prosty. Gdy Franciszek wybiera się w podróż, zawsze zaleca temu, kto go zaprosił, aby nie przesadzał z posiłkiem i nie przygotował czegoś, co później miałoby się zmarnować. Wszystko w duchu prostoty, tego, co najpotrzebniejsze. Także w Domu św. Marty, gdzie mieszka, Papież jada to, co wszyscy. Wieczorami, gdy nie ma już personelu, bierze wazę i sam się obsługuje. Często idzie na obiad do mensy pracowników Watykanu i stoi w kolejce jak każdy inny.

– Twoja książka została wspaniale przyjęta.

– Nie przypuszczałem, że wyjdzie taka piękna opowieść, sam byłem tym zaskoczony. Osoby, które przygotowywały ze mną książkę do druku, także zorientowały się, że mają w rękach coś zaskakującego: z czasem, gdy dopisywałem kolejne strony, książka rosła i projekt graficzny zmieniał się wielokrotnie. Włoski wydawca – wydawnictwo Mondadori – jak tylko zobaczył projekt, natychmiast go przejął i znane domy wydawnicze z całego świata kupiły prawa: we Francji wydawcą jest Bayard, w Ameryce Łacińskiej zaś Larousse.

– Pomysł na książkę zrodził się w Parmie, w redakcji Food Editore.

– Tak, to oni wymyślili koncepcję książki i zwrócili się do mnie. Na początku byłem zakłopotany: jak można zrobić książkę z tego, co Papież mówi na temat pożywienia? Ale z czasem przyszło mi do głowy wszystko to, co tak naprawdę już wcześniej dobrze znałem.

– Jakie są najpiękniejsze strony tej książki?

– Nie wiem... wszystko zależy od tego, kto ją czyta. Jeśli ktoś będzie szukał wymiaru społecznego, to z pewnością uderzy go skromność i prostota Papieża.

– A co Ciebie uderzyło najbardziej?

– Świat, który papież Bergoglio zbudował w Domu św. Marty, coś na kształt drugiego Watykanu (nie wiem, czy można to tak określić). Dokonała się tam swoista rewolucja. Na początku to był szok, ciągle pełno ludzi, biskupi, którzy przybywali z całego świata i napotykali Papieża, który był tam po prostu domownikiem... Pewnego wieczoru, ok. godz. 21, do recepcji Domu przybył zmęczony biskup z Cosenzy, ciągnąc za sobą walizkę. Papież właśnie wychodził ze stołówki, zauważył go i zapytał, skąd przyjechał. „Z Cosenzy” – odpowiedział biskup. „Aha, z Kalabrii – dopowiedział Papież. – A więc odbył ksiądz biskup długą podróż”. I wskazując mu drogę do stołówki, dodał: „Proszę iść na kolację, zanim zamkną kuchnię”. Nazajutrz biskup znalazł na recepcji bilecik z wiadomością z napisem „Pilne”. W środku było zaproszenie Papieża na kolację: „Tym razem o godz. 20 w stołówce Domu św. Marty”. Papież Franciszek jest właśnie taki, nieprzewidywalny! Pewnego razu chciałem się dowiedzieć, czy to prawda, że Papież wychodzi także nocą, ale odpowiedź jego jałmużnika była następująca: „Jaki sens ma pytanie, czy Papież idzie spotkać bezdomnych na ulicach Rzymu, kiedy to właśnie dla nich otworzył Watykan?”. I tak jest naprawdę: często Papież je śniadanie z kilkoma biedakami, którzy pojawiają się przy Placu św. Piotra. Swoje urodziny świętuje, kupując pizzę dla dwóch tysięcy osób. Dla niego jedzenie jest momentem spotkania, dzieleniem się, tak jak nam to pokazuje Ewangelia.

– Pewnie nawet Ty nie wyobrażałeś sobie takiego bogactwa inspiracji...

– Kiedy przelewałem wszystko na papier, pytałem siebie, dokąd mnie zaprowadzi ta praca. I to właśnie najbardziej fascynowało ludzi, którzy pracowali ze mną nad tym projektem, także ilustratorów, z którymi odtworzyliśmy nawet przepisy dań.

– Do jakich wniosków doszedłeś?

– Takich, że w epoce różnych „masterchefów”, kiedy jedzenie cieszy się wręcz przesadnym zainteresowaniem, kiedy włączasz telewizor i zawsze znajdziesz kogoś, kto gotuje, w czasach, gdy pożywienie urasta wręcz do rangi mitu – spożywanie posiłków zostało jednak odarte z wszelkiej godności. Co więcej – i to jest swoisty paradoks – zwiększyła się liczba dysfunkcji związanych z odżywianiem. Widać to wyraźnie na przykładzie dzieci i młodych, którzy mają często problemy zdrowotne wynikające ze złego podejścia do jedzenia. I tak oto Papież na nowo nadaje pożywieniu wymiar sakralny, uważa je za błogosławieństwo od Boga. Tak jak moi dziadkowie. Gdy upadł na ziemię kawałek chleba, zawsze kazali mi go podnieść i ucałować na znak szacunku. Uczyli mnie nigdy nie żartować z jedzenia. Dziś jesteśmy zdolni przygotowywać coraz bardziej wyrafinowane potrawy, ale zagubiliśmy gdzieś istotę jedzenia i picia.

– W książce przywołujesz także wypowiedzi Papieża na ten temat?

– Ostatni rozdział to swoista antologia jego tekstów na temat jedzenia. Zebrałem w nim wypowiedzi, które pojawiły się w papieskich homiliach i innych wystąpieniach. Można tam także znaleźć zabawne sformułowania, np. porównanie smutnych chrześcijan do ogórków konserwowych w słoiku...

Roberto Alborghetti – pisarz i dziennikarz, ma 63 lata, pochodzi z Bergamo (Włochy).
Żonaty, ma jedną córkę. Przez wiele lat pracował jako dziennikarz w poczytnym lokalnym dzienniku „L’Eco di Bergamo”. Produkował także programy dla Bergamo TV oraz dla Radia Alta. Z czasem oddał się pisarstwu. Na początku były to książki hagiograficzne o świętych i wybitnych postaciach Kościoła, później również publikacje o charakterze edukacyjnym. Ponieważ wzrastał w oratorium parafialnym, organizuje też spotkania i debaty w różnych szkołach i parafiach. W ciągu ostatniego roku na spotkania z nim przybyło 35 tys. młodych Włochów.
Zainspirowany faktem, że papież Franciszek każdą modlitwę „Anioł Pański” kończy życzeniem: „Dobrego obiadu”, postanowił poświęcić kolejną publikację tematyce pożywienia, ale widzianego oczami Franciszka. Tak powstała książka „Przy stole z papieżem Franciszkiem”, wydana we Włoszech przez prestiżowe wydawnictwo Mondadori, która stała się od razu wielkim wydarzeniem wydawniczym i medialnym. W ciągu paru miesięcy przetłumaczono ją na wiele języków, a artykuły i recenzje ukazały się na łamach licznych ważnych gazet i portali internetowych.

Roberto Alborghetti, „Przy stole z papieżem Franciszkiem. Jego historie, jego potrawy, jego goście”, stron 208, Wydawnictwo Jedność, premiera: 13 marca 2019 r.

Tagi:
książka

Reklama

Jacek Pulikowski o najważniejszej firmie na świecie

2019-10-12 16:52

DK / rtck.pl

Mamy być kimś najważniejszym dla ukochanej osoby, bo to przyniesie nam szczęście. Nie sukcesy i nie materia. Tak jak św. Józef był ważniejszy dla Maryi od niej samej i tak jak Maryja była z pewnością ważniejsza dla św. Józefa niż on sam dla siebie. I na pewno oboje życie by oddali za siebie nawzajem - jak pisze Jacek Pulikowski w swojej najnowszej książce pt. "Rodzina - najważniejsza firma na świecie".

youtube.com

Porusza w niej tematy ważne dla każdego z nas. Każdy bowiem poszukuje szczęścia i pragnie miłości. Każdy powinien także pragnąć świętości na drodze do jakiej został powołany. Jacek Pulikowski to mąż i ojciec trójki dzieci, od niedawna dziadek. Nauczyciel akademicki na Politechnice Poznańskiej oraz wykładowca Studium Rodziny przy Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu. Od ponad trzydziestu lat wraz z żoną Jadwigą czynnie zaangażowany w działalność Duszpasterstwa Rodzin i Poradnictwa Rodzinnego.

Autor w książce dzieli się swoim doświadczeniem:

Pełne posiadanie siebie jest potrzebne po to, by móc siebie ofiarować jako bezinteresowny dar z siebie samego. Czyli potrzebne do miłości, która jest jedynym źródłem prawdziwego szczęścia. Tak, chcę mówić o miłości jako darze z siebie, która jest możliwa tylko wtedy, kiedy człowiek chociaż w elementarnym wymiarze siebie posiada. Żyje wokół nas bardzo wielu ludzi nieposiadających siebie, niewładających sobą, uwikłanych w najróżniejsze nałogi, a próbujących budować wspaniałe relacje miłości, na przykład małżeńskie. Potem tacy ludzie są obrażeni na cały świat, na Boga i wszystkich dookoła, że im się nie udaje…

Nie da się zbudować dobrej budowli ze złych klocków. Nie da się i już! Miłość wymaga elementarnej dojrzałości – w przeciwnym razie człowiek nie nadaje się do miłości i nie może stworzyć relacji miłości, która jest najważniejszą dla szczęścia człowieka relacją. Święty Paweł powiedział to dosadnie: Choćbym mówił językami świata, choćbym wiele posiadł, choćbym nie wiadomo co osiągnął, „a miłości bym nie miał, byłbym jak cymbał”. (I lubię w tym miejscu skończyć cytat z 1 Listu do Koryntian). Rzesze ludzi żyją jak cymbały, a w dodatku się tym chełpią. Tymczasem jeżeli mamy poważnie mówić o miłości prawdziwej, czyli trwającej wiecznie (bo miłość prawdziwa nigdy się nie kończy), to okaże się, że to, co ludzie potocznie nazywają miłością, wcale miłością nie jest.

(...)

Nie znajdziecie w dziesięciu przykazaniach ani całej nauce Kościoła jednego zdania, które by blokowało człowiekowi dostęp do szczęścia na ziemi. Owszem, moja wiara nie pozwala mi na przyjemności, które są niegodziwe, nieuczciwe albo zwyczajnie łajdackie, a które – w przeciwieństwie do tego, co wmawia nam ten świat – głęboko człowieka unieszczęśliwiają. Wiara, przykazania, nauka Kościoła próbują mnie przed tym chronić.

(...)

Tak więc każdy powinien dziś zadać sobie pytanie: „Kim dla tej drugiej osoby jestem?”. To pytanie kryje w sobie wyzwanie, ale też wskazuje drogę do szczęścia tak mężczyzny, jak i kobiety. Mamy być kimś najważniejszym dla ukochanej osoby, bo to przyniesie nam szczęście. Nie sukcesy i nie materia. Mało tego, mamy budować taką relację miłości, że ta druga osoba będzie ważniejsza ode mnie samego. Tak jak św. Józef był ważniejszy dla Maryi od niej samej i tak jak Maryja była z pewnością ważniejsza dla św. Józefa niż on sam dla siebie. I na pewno oboje życie by oddali za siebie nawzajem. A zatem każdy z nas, ludzi, jest wezwany do ofiarowania siebie w miłości (najpowszechniej drugiemu człowiekowi w małżeństwie bądź bezpośrednio Bogu w kapłaństwie lub życiu zakonnym).

Książka do nabycia na stronie: rtck.pl
CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Buttet: dlaczego katolicy nie wierzą w obecność Jezusa w Eucharystii?

2019-10-15 20:12

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Kościół musi powrócić do Eucharystii. Gdyby to zrobił, gdyby adoracja Najświętszego Sakramentu rzeczywiście stała się, jak chciał Jan Paweł II, sercem i życiem Kościoła, to spełniłoby się proroctwo świętego papieża co do przyszłości Kościoła, nie byłoby rzeczy niemożliwych – uważa o. Nicolas Buttet, założyciel Wspólnoty Eucharistein – Eucharystia.

Weronika Grishel

Ten szwajcarski mnich właśnie dzięki spotkaniu z Eucharystią przeżył przed laty głębokie nawrócenie. Pod jego wpływem najpierw przez pięć lat żył jako pustelnik w małej grocie. Z czasem, kiedy zaczęło się wokół niego gromadzić grono młodych ludzi, założył wspólnotę, w której centrum znajduje się właśnie kult Najświętszego Sakramentu. Jej trzon stanowi 30 osób konsekrowanych.

Rozmawiając z Radiem Watykańskim, o. Buttet odniósł się szokujących danych, które dwa miesiące temu wstrząsnęły Kościołem w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że jedna trzecia tamtejszych katolików nie wierzy w realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

- Myślę, że to nie jest w pierwszym rzędzie kwestia niewiedzy, lecz doświadczenia. Można bardzo dobrze poznać w sposób spekulatywny teologię Eucharystii i wszystko, co na przykład napisał na ten temat Tomasz z Akwinu. Ale ostatecznie tylko święci mogą nas nauczyć, czym jest Eucharystia – mówi Radiu Watykańskiemu o. Buttet. – To dlatego na zakończenie encykliki „Ecclesia de Eucharistia”, Jan Paweł II zachęca, byśmy uczyli się od świętych, którzy pokazują nam, czym jest prawdziwa pobożność eucharystyczna. I tego dziś brakuje. Bo potrzeba „zasmakować” w Eucharystii. A zamiłowanie do Eucharystii zaszczepiają w nas, ci którzy nią naprawdę żyją. Kiedy widzimy Teresę z Kalkuty przed Najświętszym Sakramentem, kiedy widzimy, jak Jan Paweł II sprawuje Eucharystię, to nagle rozumiemy, że dzieje się coś ważnego, i sami zaczynamy tego pragnąć.

O. Buttet podkreśla, że nie należy się bać, że przesadzimy z kultem Najświętszego Sakramentu, że stanie się on na przykład ważniejszy niż lektura Pisma Świętego. Jak uczy Sobór Watykański II, Eucharystia jest rzeczywiście źródłem i szczytem.

- Choć Biblia jest przesłaniem Boga, Jego słowem, to jednak nie jest Bogiem. Eucharystia natomiast, to Bóg we własnej osobie. Czym innym jest słyszeć słowo, a czym innym jest spotkać osobę. Czym innym jest słuchać kogoś w radiu, a czym innym spotkać się z nim twarzą w twarz. Pewien młody podsunął mi kiedyś piękny obraz. Wyobraźcie sobie, mówił, dwoje narzeczonych, którzy rozmawiają ze sobą przez telefon. To oczywiście coś wspaniałego. Ich głos jest w stanie przekazać całą głębię uczucia, wzajemną czułość. Ale kiedy się spotykają, kiedy się obejmują, to jest to jeszcze coś innego. Tak też można zrozumieć różnicę między Słowem Bożym i Eucharystią. Eucharystia, to spotkanie dwóch ciał, dwóch serc, rzeczywiste, z Bogiem żywym - zaznaczył założyciel Wspólnoty Eucharistein.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obywatelski projekt „Stop pedofilii” przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie

2019-10-16 19:56

maj, lk / Warszawa (KAI)

Obywatelski projekt nowelizacji Kodeksu karnego przygotowany przez inicjatywę „Stop pedofilii” przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie. W wyniku głosowania, które odbyło się dziś, 16 października, skierowany został do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmiany w kodyfikacjach (NKK). Podpisy pod projektem złożyło ponad 265 tys. Polaków.

Kancelaria Sejmu/Łukasz Błasikiewicz

Pierwsze czytanie projektu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii” odbyło się we wtorek 15 października. W toku dyskusji złożono wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Wniosek ten odrzucony został podczas dzisiejszego głosowania. Za przyjęciem wniosku głosowało 150 posłów, przeciw – 243, 13 – wstrzymało się. W związku z tym Marszałek Sejmu Elżbieta Witek poinformowała o skierowaniu projektu do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmiany w kodyfikacjach (NKK) w celu rozpatrzenia.

Projekt ustawy zakłada nowelizację art. 200b Kodeksu Karnego. Według proponowanych zmian, karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 będzie podlegał ten, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez dzieci obcowania płciowego, a do lat 3 – jeśli dopuszcza się tego czynu za pomocą środków masowego komunikowania. Karze pozbawienia wolności do lat 3 będzie też podlegał ten, kto „propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej”.

Jak uzasadniali autorzy projektu, art. 200b k.k. we wcześniejszym brzmieniu penalizował jedynie publiczne propagowanie lub pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim. Ograniczał się więc wyłącznie do sytuacji, kiedy osoba dorosła współżyje z osobą małoletnią, całkowicie pomijając fakt, że coraz częściej propaguje oraz pochwala się sytuacje, kiedy to małoletni podejmują współżycie ze sobą. W konsekwencji, obowiązujący stan prawny nie nadąża za przemianami społecznymi, jakie można zaobserwować w dzisiejszych czasach. Skutkują one akceptacją, a w najlepszym razie obojętnością wobec zachowań, których skutki są dla małoletniego negatywne.

W trakcie pierwszego czytania w Sejmie przedstawiciel wnioskodawców Olgierd Pankiewicz przekonywał, że proponowana nowelizacja polega na "zakazie publicznego pochwalania i propagowania seksualnej aktywności osób małoletnich".

Zamiar utworzenia Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii zgłoszony został w Sejmie 28 marca 2019 r. przez Fundację Pro – prawo do życia, w odpowiedzi na podpisanie przez prezydenta warszawy Rafała Trzaskowskiego tzw. „Deklaracji LGBT”.

19 kwietnia br. Marszałek Sejmu poinformował o zarejestrowaniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii”, po czym w całym kraju ruszyła zbiórka podpisów pod projektem. Jak informowali organizatorzy akcji, uliczne zbiórki były wielokrotnie zakłócane przez działaczy LGBT.

Projekt ustawy poparło ponad 265 tys. Polaków. 17 lipca 2019 r. ich podpisy złożone zostały w Sejmie. W ramach akcji „Stop pedofilii” Fundacja wydała również m.in. bezpłatny poradnik dla rodziców i nauczycieli pt. "Jak powstrzymać pedofila?", w którym znalazły się informacje o skali systemowej deprawacji seksualnej dzieci w krajach Europy zachodniej i Ameryki oraz rady, w jaki sposób ustrzec dzieci przed zagrożeniem na terenie swojej szkoły lub przedszkola. Publikację można pobrać za darmo ze strony stoppedofilii.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem