Reklama

Na straży nowokorczyńskiej pamięci

2019-04-10 10:28

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 15/2019, str. IV

Archiwum prywatne
Z harcerstwa się nie wyrasta. Ligia Płonka w środku grupy

Ligia Płonka od lat niestrudzenie stoi na straży lokalnego dziedzictwa Nowego Korczyna – a jest to spuścizna szacowna, głęboko sięgająca w średniowiecze, powiązana z postaciami świętych i królów ważnych dla Polski. Pedagog, po trosze historyk i kulturoznawca, przewodnik turystyczny i animator, współpracuje z młodzieżą, pisze projekty aktywizujące uczniów i starszych mieszkańców, zakłada drużyny zuchowe, oprowadza wycieczki i fascynuje się św. Kingą. Takie osoby jak Ligia Płonka to skarb dla lokalnego dziedzictwa.

Pochodząca z ziemi częstochowskiej, licznymi więzami, np. z czasów studenckich, związana z Krakowem (Uniwersytet Pedagogiczny) tutaj w Nowym Korczynie założyła rodzinę i znalazła pole do ciekawej wielostronnej aktywności. Czy oryginalne imię: Ligia, to motyw z Sienkiewiczowskiego „Quo Vadis?” Tego nie wie, ale jako dziecko z powodu dziwnie brzmiącego imienia wylała niejedną łzę… Pracowała w przedszkolu, w SP w Nowym Korczynie, a od 1984 r. w szkole jako nauczyciel nauczania początkowego, wreszcie w Winiarach w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego (1997 – 2012) , którą także kierowała. Mieszka w urokliwych Winiarach Dolnych i pełną aktywnością wypełnia czas emerytury, którego gros pochłania jej Punkt Informacji Turystycznej przy Miejsko-Gminnym Ośrodku w Nowym Korczynie, którym kieruje Bogumiła Zawada. Pracy społecznej nauczyło ją życie, narzędzia z zakresu pomocy społecznej uzyskała na dodatkowych studiach w Kielcach. I jest także członkiem aktywnego Towarzystwa Przyjaciół Archiwum Diecezjalnego im bł. Wincentego Kadłubka, a tam pod kierunkiem ks. dr. Andrzeja Kwaśniewskiego pracy i kierunków do rozwoju jest w bród.

Pasja przewodnicka

Zabytkami ziemi korczyńskiej i w ogóle świętokrzyskiej pasjonowała się i zajmowała od dawna, ale historyczne zainteresowania spolaryzowało samokształcenie i odbyte kursy: kurs przewodnicki ze Stowarzyszenia Szlak Jagielloński, kurs Przewodników po Diecezji Kieleckiej, każdy z nich to trzy lata nauki i wielu egzaminów. Jako przewodnik występuje także z ramienia Towarzystwa Miłośników Ziemi Korczyńskiej, którym kieruje i które skupia 68 członków. Wśród wycieczek w 2018 r. organizowanych przez PIT Ligia Płonka wiele zrealizowała samodzielnie, przyjęła np. 3 duże grupy z Izraela, oprowadzała seniorów z Gdańska, nauczycieli z Czernichowa, Duszpasterstwo Rodzin z Żywca-Zdroju, młodzież z Kęt itd. Współorganizowała dla mieszkańców wycieczki do Krakowa i Warszawy, ale i sama zorganizowała do Solca – Zdroju, Chmielnika, Pacanowa, Wiślicy, czy Szczaworyża.

Pieczołowicie opracowuje i na bieżąco uzupełnia informacje, o tym, co ważne dla okolicy. Obszarem jej zainteresowania pozostają niezmiennie trzy nowokorczyńskie kościoły: św. Stanisława, Świętej Trójcy, św. Mikołaja, Dom Długosza, synagoga i historia społeczności żydowskiej, Cmentarz Ruski, zamek nowokorczyński, dworek w Winiarach, kopiec w Uciskowie, Cmentarz Legionowy w Czarkowach, bazylika Męki Pańskiej w Pacanowie, groby żołnierzy AK; i życiorysy – m.in. św. Kingi, bł. Salomei, św. Stanisława ze Szczepanowa, św. Walentego. Opracowała również biografie artystów i społeczników ziemi nowokorczyńskiej: Jana Wielgusa, Edwina Juszczyka, Mariana Czai, Władysławy Leżoń i in. Przygotowała regulaminy i konkursy na wydarzenia, np.: historyczny o Nowym Korczynie, recytatorski, literacki, plastyczny, jako współorganizator uczestniczyła w ogromnej (nie do wymienienia) liczbie wydarzeń (jak choćby Europejskie Dni Dziedzictwa, 760-lecie lokacji Nowego Miasta Korczyna, Dni Seniora, opłatki, święcone itd.). Pisze do gazet lokalnych, wykonuje zdjęcia, prowadzi Facebooka. A jeszcze pikniki historyczne, Msze św. plenerowe na okolicznych cmentarzach (to obszar pamięci o czynie legionowym).

Reklama

A co pokazuje najchętniej tutaj, u siebie? Wspaniałe kościoły, pięknie zrewitalizowany rynek, Dom Długosza, zabezpieczone ruiny wspaniałej niegdyś synagogi, wreszcie pamiątki po św. Kindze.

Początki Kingonaliów

Nowe Miasto Korczyn założone zostało w 1258 r. przez Bolesława Wstydliwego. Z Nowym Korczynem związana była św. Kinga, która wraz ze swoim małżonkiem przebywała tu na zamku, założyła klasztor franciszkański i ufundowała kościół pod wezwaniem św. Stanisława. Miejscem jej kultu w Nowym Korczynie jest źródełko zwane „Kunegundą”, z którego woda miała mieć właściwości lecznicze, a ludzie pielgrzymowali tutaj z najdalszych regionów Polski i z Litwy. Grupa pasjonatów – osób świeckich i księży, chciała przywrócić pamięć o św. Kindze, a pierwszym ku temu krokiem były bodaj Kingonalia, zaś za ostatni akord można uznać ustanowienie przez bp. Jana Piotrowskiego sanktuarium św. Kingi, w co bardzo zaangażowali się b. proboszcz ks. Grzegorz Kowalik i ks. Andrzej Kwaśniewski. Pracę poprzednika kontynuuje obecny kustosz sanktuarium – ks. Paweł Majewski.

Dużym wsparciem jest ks. dziekan, Marek Małczęć. Jest to proboszcz parafii pw. św. Mikołaja w Starym Korczynie, jednej z najstarszych parafii w diecezji kieleckiej, do której należy Ligia Płonka. Współpracuje z proboszczem przy wielu uroczystościach.

Ligia Płonka była m. in. inicjatorką tych pierwszych lipcowych Kingonaliów w 1996 r. To obecnie wydarzenie cykliczne o charakterze wojewódzkim, z częścią religijną i artystyczną, z rekonstrukcją historyczną. Z czasem Kingonaliom zaczęła towarzyszyć pielgrzymka diecezjalna do św. Kingi, którą prowadzi biskup kielecki. – W tym roku będzie to piąta jubileuszowa pielgrzymka – zapowiada Ligia Płonka. – Zawsze przy organizacji zapraszamy do współpracy Radę Parafialną, Dom Kultury, Stowarzyszenie KG „Korczynian nad Nidą”, Straż, Policję, Służbę Zdrowia, przewodników z Kielc i z Buska – Zdroju. – wyjaśnia. – Św. Kinga jest patronką samorządowców, stąd samorządy są licznie reprezentowane, jest zawsze bardzo uroczysta Msza św. odpustowa, odbywają się procesje, w tym ta znana z różami, nasza młodzież opowiada historię źródełka, mieszkańcy dekorują domy, pięknie wyglądają ulice, w tym ul. św. Kingi – opowiada p. Ligia. Na rynku, po którym Święta niegdyś spacerowała – bogactwo wystaw, konkursy historyczne, wystawy, degustacja regionalnych potraw, inscenizacja historyczna w wykonaniu miejscowej młodzieży szkolnej. Słowem, wielkie święto ze św. Kingą w roli głównej. Ligia Płonka do tego dorocznego wydarzenia angażuje młodzież. – Robimy wcześniej ćwiczenia w oprowadzaniu, młodzież pomaga, tzn. przy kościele Trójcy Świętej, św. Stanisława, przy Domu Długosza, czy synagodze.

Harcerka od urodzenia

Za taką się uważa; harcerstwo ukierunkowało ją prospołecznie, zahartowało, nauczyło pracy z młodzieżą, wyruszania w teren. Potem sama pracując w szkole prowadziła a to drużynę zuchową, a to harcerską; w domu dziecka w Winiarach wraz drużyną nastawioną bardzo patriotycznie –, z wychowankami harcerzami porządkowała cmentarz w Czarkowach, czy groby w Starym Korczynie. Organizowała uroczyste obchody Święta Niepodległości. – Ostatnio w szkole wspólnie z nauczycielami, przy wsparciu dyrekcji: Barbary Karnawalskiej, Małgorzaty Stefanskiej i Komendy Hufca ZHP w Busku- -Zdroju, utworzyliśmy Gromadę Zuchową „Leśne Duszki”, liczy ona 19 dzieciaków. Burmistrz – Paweł Zagaja – zakupił stroje, już udało się zorganizować biwak, a w marcu wziąć udział w rajdzie na Grochowiska, gdzie była rekonstrukcja wielkiej bitwy z powstania styczniowego, w 156. rocznicę – opowiada Ligia Płonka.

Pomaga wyrównywać szansę

Pedagogiem się jest, z tego się nie wyrasta, odpowiedzialność za młode pokolenie – o tym nie wolno zapomnieć. Siedzimy w przytulnym Punkcie Informacji Turystycznej – oczko w głowie Ligii, wśród map, folderów, ulotek, publikacji, pamiątek. Rozmowę przerywa nam – bardzo grzecznie i uprzejmie – grupka młodych chłopców – pytają, czy jutro aktualny ten wyjazd po komputery? Wspólnie ustalają o której, z kim, pozwolenia. – Projekt „Z korczyńskiej chaty” programu Równać Szanse 2018 Polsko-Amerykańskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży, przeznaczony dla obszarów do 20 tys. mieszkańców, jest bardzo przydatny. Ja im w tym pomagam, jestem koordynatorem, włącza się Towarzystwo Miłośników Ziemi Korczyńskiej – wyjaśnia L. Płonka – To bardzo rozwija, uczy oceny potrzeb, pisania projektów. Już kupowaliśmy laptopy, drukarkę, do tego jest dużo ciekawych gadżetów do pozyskania – dodaje. Ale najważniejsze jest to, że rozwija w młodych zaangażowanie w sprawy regionu i wzmacnia poczucie dumy ze swojego miejsca urodzenia. To już czwarta edycja tego projektu. Wcześniej w ramach tegoż projektowego przedsięwzięcia razem z młodzieżą organizowaliśmy spotkania przy synagodze. – Mam jeszcze w planie wystawę ze starych przedmiotów, które już gromadzimy, typu maselniczki, beczki, kołowrotki, będą one opisane i porównane do współczesnych. Jako TMZK mamy umowę użyczenia dotyczącą budynku organistówki i prawdopodobnie w sierpniu uda się pokazać tę wystawę – mówi.

Współpracuje także ze Świętokrzyskim Bankiem Żywności w organizowaniu zbiórek żywności dla potrzebujących, jest wiceprzewodniczącą Gminnego Zespołu Interdyscyplinarnego ds. Przemocy w Rodzinie, odbywała wciąż nowe szkolenia, nieobca jej praca w licznych stowarzyszeniach.

No i chciałaby wydać drukiem regionalne wiersze, zorganizować w lipcu plener malarski; cicha nadzieja na pozyskanie dotacji na historyczny remont Domu Długosza, w którym uczył się historyk, łączy się z już gotową koncepcją zagospodarowania tego wyjątkowego miejsca; wreszcie – dobrze byłoby ocalić kolejne figury przydrożne – św. Mikołaja i św. Jana Nepomucena.

Lubię być w działaniu, z ludźmi – mówi skromnie i po prostu. Prywatnie? Jest dumna z dzieci (córka księgowa, syn nauczyciel, obydwoje w Krakowie) oraz z pięcioklasisty – wnuka Alana i licznych przyjaciół. Pasjonują ją podróże, turystyka, literatura, filmy. I kto uważa, że na emeryturze bywa nudno, nieproduktywnie? Życie zaczyna się po sześćdziesiątce.

Tagi:
sylwetka

Reklama

Kosmiczne zasilacze Polaka

2019-06-25 14:10

Witold Iwańczak
Niedziela Ogólnopolska 26/2019, str. 44-45

Żołnierz Armii Andersa i uczestnik bitwy o Monte Cassino, inżynier zatrudniony w NASA, twórca zasilaczy do urządzeń radiokomunikacyjnych i telewizyjnych misji Apollo oraz wahadłowców. Jego nazwisko zostało zapisane w Alei Zasłużonych nad Badaniami Kosmosu (Space Walk of Fame)

NASA
Amerykańskie Muzeum Kosmiczne: Space Walk of Fame, Titusville (Floryda)

Eugeniusz Lachocki urodził się 5 lipca 1921 r. w Prużanach na Polesiu. Jego rodzicami byli Franciszek Lachocki i Jadwiga Witkiewicz. Dziadek Eugeniusza, Tomasz Lachocki, był właścicielem dwu wsi i znacznego obszaru Puszczy Białowieskiej.

Polesie i wojenna tułaczka

Z czasem majątek topniał, ale przywiązanie do puszczy pozostawało w rodzinie. Dlatego Eugeniusz, chociaż marzył o studiach w dziedzinie elektrotechniki i elektroniki, po zdaniu matury w 1938 r. rozpoczął naukę w Szkole Gospodarki Leśnej w Łomży. Wyboru szkoły dokonał jego ojciec, który chciał, aby syn kontynuował tradycje rodzinne i pilnował majątku Lachockich. Kiedy wybuchła II wojna światowa, Prużany znalazły się na obszarze zajętym przez ZSRR. Franciszek Lachocki został przez Rosjan aresztowany, a w kwietniu 1940 r. rodzina Lachockich została wywieziona do Kazachstanu. W sowchozie Eugeniusz wypasał krowy, ale jego wykształcenie i zdolności w dziedzinie techniki sprawiły, że został traktorzystą, a następnie mechanikiem naprawy traktorów. Później został odpowiedzialnym za minielektrownię z generatorem napędzanym silnikiem spalinowym. Jednak warunki życia jego i rodziny były bardzo ciężkie, wprost nie do wyobrażenia. W 1941 r. jego ojciec Franciszek otrzymał ułaskawienie i z synami dołączył do Armii Andersa, z którą walczyli na Bliskim Wschodzie i pod Monte Cassino. Po zakończeniu wojny Eugeniusz podjął naukę w Technikum Elektronicznym w miejscowości Ferno we Włoszech.

Z Anglii do USA

Po krótkim pobycie we Włoszech Eugeniusz z grupą polskich żołnierzy wyjechał do Wielkiej Brytanii. Kontynuował naukę w polskim college’u w Millom, w hrabstwie Cumberland, gdzie uzyskał tzw. associate degree. Następnie studiował na uniwersytecie w Londynie, gdzie w 1951 r. zdobył tytuł inżyniera elektronika. W tym samym roku 1 września ożenił się z Gryzeldą Nizioł (również Kresowianką, wywiezioną na Sybir, a mieszkającą w Polsce w Martynówce nad Kanałem Ogińskiego, ok. 150 km od Prużan). Poznali się w Londynie, w zabawnych okolicznościach, w czasie ostatniego roku studiów. Eugeniusz mieszkał wtedy w jednym domu ze swoją siostrą. Pewnej niedzieli przyszły do niej koleżanki i tak świetnie i głośno się bawiły, że Eugeniusz, nie mogąc się uczyć, zszedł do pokoju siostry, aby zaapelować o odrobinę ciszy. Wtedy poznał Gryzeldę...

Eugeniusz Lachocki bardzo gorzko wspominał w jednej ze swoich książek stosunek Anglików do cudzoziemców w latach powojennych. Cytuję: „z sojuszników i towarzyszy broni przekształciliśmy się w obcych (...), w cudzoziemców (...), a ostatecznie w «cholernych cudzoziemców»” (w oryginale „bloody foreigners”). Dlatego starał się opuścić Anglię. W marcu 1952 r. znalazł się wraz z żoną w Stanach Zjednoczonych. Pierwszym miejscem zamieszkania Lachockich był Newark w stanie New Jersey. Tam Eugeniusz dostał pracę w firmie General Instruments. Gdy zaproponował wprowadzenie kilku ulepszeń do produktów firmy, jego szef je odrzucił, stwierdziwszy, że ich wprowadzenie wymagałoby dużych nakładów finansowych, na które firma nie może sobie pozwolić. Po pewnym czasie, gdy Lachocki pracował już w Radio Corporation of America (RCA), spotkał się na konwencji zawodowej ze swoimi dawnymi kolegami z General Instruments i dowiedział się od nich, że jego szef opatentował jego pomysły.

Sukcesy w RCA

W RCA Lachocki pracował przez 24 lata, aż do emerytury. Tam zrodziły się jego największe osiągnięcia zawodowe. Brał udział w wielu różnych ważnych i trudnych projektach. Dał się poznać jako zdolny i odpowiedzialny inżynier. W rezultacie został przydzielony do zespołu pracującego dla programu księżycowego Apollo. Był odpowiedzialny za opracowanie zasilaczy do urządzeń radiokomunikacyjnych i telewizyjnych. Trudność tego zadania polegała na tym, że zasilacze korzystały z nowych, nieznanych wówczas źródeł energii, którymi były ogniwa wodorowe. Do tego dochodziły, oczywiście, bardzo surowe wymagania dotyczące ciężaru, objętości, sprawności, warunków termicznych, niezawodności i... terminów. W czasie pierwszego lądowania na Księżycu w NASA Lachocki wraz z innymi kolegami odpowiedzialnymi za różne urządzenia wyprawy Apollo śledził uważnie „na żywo” przebieg misji. Od czasu do czasu ktoś głośno wyrażał swą radość, gdy miały miejsce działania, w których zaangażowane było „jego” urządzenie i gdy widoczne było, że sprawuje się ono prawidłowo. Lachocki się cieszył, gdyż jego „cegiełka” tkwiła w łączności z wyprawą i w łączności między astronautami na Księżycu i statkiem – i wszystko należycie funkcjonowało. Jednak w pewnym momencie kamera telewizyjna zainstalowana na lądowniku księżycowym przestała pracować i nie pokazała startu pojazdu z Księżyca. Nie spowodowało to żadnego niebezpieczeństwa dla wyprawy, jednak coś nie zafunkcjonowało. Lachocki z ogromnym niepokojem czekał na powrót statku na ziemię i na wyjaśnienie przyczyny uszkodzenia. Wszystkie obawy i niepokoje rozwiały się, gdy statek „Apollo 11” wylądował na Ziemi. Okazało się, że kamera przestała pracować, gdyż w czasie prób przed lotem na Księżyc zainstalowano w niej wyłącznik termiczny, na wszelki wypadek, aby zabezpieczyć ją przed ewentualnym przeciążeniem. Wyłącznik ten miał tam być tylko w czasie prób na Ziemi, jednak zapomniano go usunąć przed lotem. Gdy na Księżycu podgrzało go Słońce, wyłącznik zadziałał i kamera przestała pracować.

To był dopiero początek kosmicznej kariery zasilaczy Lachockiego – wszystkie następne wyprawy Apollo wyposażone były w jego zasilacze. Gdy program Apollo dojrzał do „samochodu księżycowego” LRV (Lunar Roving Vehicle), którego głównym konstruktorem był Mieczysław Bekker, opracowanie zasilaczy powierzono, oczywiście, Lachockiemu. Z zadania wywiązał się znakomicie. Jego zasilacze zainstalowane w LRV pracowały absolutnie niezawodnie. Po zakończeniu programu Apollo zlecono Lachockiemu opracowanie zasilaczy do urządzeń elektronicznych programu wahadłowców. Wszystkie egzemplarze promów wyposażone były w te zasilacze i pracowały bez komplikacji.

Eugeniusz Lachocki odszedł z RCA na emeryturę w 1986 r. Miał w swoim dorobku kilka publikacji naukowych i 3 patenty, a w uznaniu jego wkładu w realizację programów Apollo i Promu Kosmicznego został zapisany w Alei Zasłużonych nad Badaniami Kosmosu (Space Walk of Fame). Lachocki był również nauczycielem – uczył języka polskiego w New Smyrna Beach – i pisarzem, autorem kilku powieści historycznych: „Stracone Polesie”, „Bez powrotu”, „Pusta kołyska” i innych. Zmarł 27 października 2010 r., 5 listopada 2010 r. odbył się jego pogrzeb w Amerykańskiej Częstochowie. Miał 89 lat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Maria Magdalena - zwiastunka Zmartwychwstania

Edyta Malinowska-Klimiuk
Edycja podlaska 15/2012

ARKADIUSZ BEDNARCZYK
Obraz Marii Magdaleny z parafii Brzyska ukazuje świętą podczas medytacji

Maria Magdalena była niezamężna, nie miała dzieci. Pozostawiła wszystko, co posiadała, całą swoją przeszłość i poszła za Jezusem. W tamtych czasach kobiety wspierały rabbich pieniędzmi, posiłkiem. Opuszczenie jednak przez kobietę domu i podróżowanie za rabbim było czymś niespotykanym, wręcz skandalicznym. Jeszcze bardziej skandaliczne było to, że wśród wędrujących z Jezusem znajdowały się kobiety niecieszące się dobrą reputacją, jak wówczas Maria Magdalena. W tradycji Kościoła katolickiego utożsamiano ją najczęściej z Marią jawnogrzesznicą, którą Chrystus ocalił od ukamienowania. Z wdzięczności za uratowanie życia służyła Jezusowi, stając się jedną z Jego najwierniejszych uczennic. Św. Łukasz wspomina też o wypędzeniu z niej siedmiu złych duchów, co może symbolizować wypędzenie skłonności do popełniania grzechu. Na długie stulecia Maria Magdalena stała się symbolem pokutnicy i grzesznicy. Ten „model” kobiety głęboko się zakorzenił w świadomości chrześcijan i ciągle jeszcze pokutuje w niejednych kazaniach, dziełach sztuki, wierszach. Mimo późniejszych prób wyniesienia i oczyszczenia imienia Marii Magdaleny taki obraz pozostał w świadomości wyznawców kultury Kościoła zachodniego. Dopiero w 1969 r. papież Paweł VI oficjalnie oczyścił imię Marii Magdaleny i jej niechlubną tradycję.
Wśród kobiet towarzyszących Jezusowi Maria Magdalena jest wymieniana prawie zawsze na pierwszym miejscu, co może świadczyć o jej szczególnej pozycji w grupie wędrujących i usługujących Jezusowi kobiet. Dla Magdaleny spotkanie z Chrystusem stało się przełomem duchowym. Była ona obecna przy śmierci Jezusa i podczas złożenia Go do grobu: „Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome” (Mk 15, 40). To ona jako pierwsza spotkała Jezusa po zmartwychwstaniu: „Rzecze jej Jezus: «Mario!». Ona zaś, obróciwszy się, rzecze mu: «Rabbuni!» - co znaczy: Mistrzu” (J 20, 16). Było to szczególne wyróżnienie. Marię Magdalenę św. Hipolit, teolog z początków III wieku, nazwał później „apostołką Apostołów”. Kiedy Jezus wypowiedział jej imię, wszystko nagle się przemieniło. Magdalena odnalazła swego Mistrza. Zwróciła się do Niego, używając uroczystej formy aramejskiej, tłumaczonej jako: „Nauczycielu!” lub: „Mistrzu!”. Musiała być bardzo poruszona, może nawet chciała przypaść do nóg Jezusa, który powiedział: „Nie dotykaj mnie, bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca; ale idź do braci moich i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego»” (J 20, 17). Maria Magdalena być może pragnęła - co jest zrozumiałe - ziemskiej, codziennej i żywej obecności Jezusa i tego, by wszystko było jak przedtem. Tymczasem otrzymała od Mistrza ważną misję do spełnienia. To właśnie ona, a nie kto inny, ma iść i oznajmić uczniom o zmartwychwstaniu. Ona ma przekazać dalej prawdę i świadectwo tak bardzo ważne dla wiary Apostołów i całego Kościoła. Spełniła tę misję: „I przyszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom, że widziała Pana i że jej to powiedział” (J 20, 18). Jednak uczniowie Chrystusa nie uwierzyli w jej słowa - zeznanie kobiety było w tamtych czasach pozbawione legalnej wartości, a zatem zaniżało wiarygodność relacji o zmartwychwstaniu. Świadectwo przedstawione przez kobietę nie miało mocy prawnej. Apostołom nie mieściło się w głowie, że Jezus mógł powierzyć tak ważną misję kobiecie. Maria Magdalena pobiegła, żeby zanieść uczniom radosną nowinę i niepotrzebne jej były żadne „dowody” - w przeciwieństwie do Apostołów, którzy - by uwierzyć - musieli Go dotknąć, nawet kiedy Jezus przyszedł do nich.
Magdalena, jako naoczny świadek ukrzyżowania Jezusa i Jego pogrzebu, czuła się w szczególny sposób związana z Jezusem. Była gorliwa w okazywaniu Mu czci, także po utracie wszelkiej nadziei. Łączność z Jezusem istniała dla niej w sposób oczywisty także po Jego śmierci. Ze względu na charakterystyczną dla kobiet zdolność empatii, brak niedowiarstwa, pełną akceptację dla czynów i słów swojego Nauczyciela Magdalenie przypisuje się istotną rolę: niezrozumiałą dla ludzi prawdę, że śmierć na krzyżu była odkupieniem ludzkich grzechów, początkiem nowego, lepszego życia, Jezus objawia kobiecie - nakazuje cieszyć się z cudu i dodać odwagi uczniom. Charakterystyczna jest różnica w przyjęciu tej nowiny przez Magdalenę i przez uczniów. Ona nie analizuje, nie sprawdza, nie docieka. Jej wiara jest tak wielka i tak szczera jak wiara dziecka. Ona kocha Jezusa. Może nie rozumie do końca, ale wierzy. Apostołowie nie wierzą - dla nich Jezus jest człowiekiem i jako taki nie jest w stanie zmartwychwstać. Są „ślepi” na pewne sprawy. Dlatego Chrystus wybiera na „zwiastuna nowiny” kobietę. To niezwykłe wyróżnienie. Stanowi dowód na to, że płeć nie jest dla Chrystusa istotna. Dla Niego istotna jest wiara.
Odbieram to jako wywyższenie Marii Magdaleny, zwłaszcza biorąc pod uwagę panujące wówczas zwyczaje. Historia tej kobiety trwa do dziś: jest symbolem otwierania się każdego człowieka na dar wiary, będący darem miłości.

Maria Magdalena jest patronką kobiet szczerze pokutujących, uczniów i studentów, więźniów, ludzi sprowadzonych na złą drogę, fryzjerów, ogrodników, właścicieli winnic, sprzedawców wina, producentów perfum, dzieci mających trudności z chodzeniem. Jej atrybutami są księga i świeca - jako znak kontemplacji; klejnoty i lustro - które oznaczają odrzucenie dóbr tego świata; czaszka - symbolizująca pamięć o przemijaniu i śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież do francuskich skautów: nie ograniczajcie się do kontaktów wirtualnych

2019-07-23 19:18

pb (KAI/famillechretienne.fr) / Jambville

Nie ograniczajcie się do kontaktów wirtualnych - zaapelował papież Franciszek do 22 tys. francuskich skautów, zgromadzonych w Jambville koło Paryża na „wielkim jamboree” (zlocie) pod hasłem „Connecte!” (Połącz się!).

Grzegorz Gałązka

Za pośrednictwem telegramu wysłanego przez sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina papież przekonuje, że łączność z Chrystusem poprzez modlitwę, słuchanie słowa Bożego i sakramenty pozwala odkryć „źródło radości”, ale także „drogę prawdziwego spotkania” z innymi ludźmi.

Życzy młodym, by nie ograniczając się spotkań wirtualnych, coraz bardziej byli „budowniczymi mostów”. W ten sposób wezmą udział w budowie społeczeństwa „bardziej sprawiedliwego i bardziej ludzkiego”, zauważającego małych i ubogich.

W spotkaniu w Jambville bierze udział 22 tys. spośród 85 tys. członków głównej organizacji harcerskiej we Francji Scouts et Guides de France (SGDF).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem