Reklama

Medialna niepiśmienność

2019-04-24 08:57

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 17/2019, str. 38-39

Włodzimierz Rędzioch

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Bez YouTube’a, Facebooka, Wikipedii młode pokolenie nie wyobraża sobie dziś normalnego funkcjonowania. Nie tylko medioznawcy – także np. badacze kultury, psychologowie, lekarze – ostrzegają jednak, że tzw. nowoczesne media nie zawsze przynoszą ludzkości samo dobro. Dzisiejszy Internet to przede wszystkim nieograniczony gąszcz informacji i opinii. Co robić, żeby się w nim nie pogubić?

DR HAB. PIOTR DRZEWIECKI: – Pomocą jest edukacja medialna, w której jednakże mówi się, że nie należy budować murów-zakazów, tylko wyposażać w zbroję. Jeżeli więc użytkownikom nowoczesnych mediów damy pewien pancerz ochronny w postaci odpowiedniej wiedzy, to oni nie dadzą się zwieść. W przeciwnym razie czeka nas nieuchronna katastrofa; świat bezmyślnych i sterowalnych ludzi-robotów. Pocieszamy się, że w przeszłości były już zagrożenia ze strony kolejnych nowych technologii i zawsze jakoś sobie z nimi radziliśmy; np. rewolucja przemysłowa nie zamieniła naszego życia w jedną wielką taśmę fabryczną.

– Czy jednak obecnie nie mamy do czynienia ze zjawiskiem bardziej podstępnym, bo mającym wpływ na każdego człowieka z osobna, i to niemal od kołyski?

– Mam nadzieję, że tak jak w przypadku poprzednich rewolucji technologicznych i z tą ludzkość w jakiś sposób sobie poradzi. Przede wszystkim przez odpowiednią edukację medialną...

– ... której bardzo brakuje.

– Niestety, to prawda. A w Polsce mamy w tej dziedzinie duże zaległości. Idea edukacji medialnej ma co najmniej 100 lat. Gdy powstawało kino, mówiono, że oglądanie filmów wymaga odpowiedniego przygotowania, chociażby estetycznego. Później podobne dyskusje toczyły się wokół telewizji.

– Czym miała być – bo w istocie jej nie było – edukacja medialna?

– To pojęcie było i jest różnie rozumiane, mamy do czynienia z myleniem pojęć. W Polsce nadal zbyt często za edukację medialną uważa się nowe środki dydaktyczne w szkole – czyli projektor, telewizor i wreszcie pracownie komputerowe – oraz tworzenie specjalnych kanałów naukowych, audycji popularnonaukowych w radiu i telewizji. Tymczasem ta właściwa i obecnie nagląco niezbędna edukacja medialna polega na uczeniu i kształceniu umiejętności korzystania z mediów.

– I nie chodzi tu wcale o umiejętności czysto techniczne?

– Nie. W krajach rozwiniętych już coraz częściej mamy do czynienia z właściwym zrozumieniem istoty edukacji medialnej oraz całej powagi problemu. Została wypracowana – m.in. dzięki Kościołowi katolickiemu i UNESCO – wspólna definicja edukacji medialnej, w której zwraca się uwagę na kompetencje medialne, na tzw. medialną piśmienność.

– Chodzi o to, żeby odbiorcy przekazów medialnych nie byli medialnymi analfabetami?

– O to, abyśmy poznali język nowych mediów, ich alfabet, abyśmy uczyli się ich tak jak pisania i czytania.

– Czytania ze zrozumieniem?

– Tak. Niestety, jak wiemy, współczesne młode pokolenie ma coraz większe kłopoty z czytaniem drukowanego tekstu ze zrozumieniem. Podobnie jest z „czytaniem” tych najnowocześniejszych środków przekazu, które już na pierwszy rzut oka wydają się łatwiejsze w użyciu, bardziej zrozumiałe niż nudna książka. Wydają się kopalnią wiedzy i różnorakich nieograniczonych możliwości. I tak rzeczywiście mogłoby być, gdyby ich użytkownicy wiedzieli, jak ten potencjał wykorzystać z pożytkiem, a nie ze szkodą dla siebie samych.

– Dlaczego więc edukacja medialna nie rozwija się stosownie do potrzeb?

– Powstało już bardzo wiele opracowań, monografii naukowych, które powinny być wdrażane. Jest wiele projektów społecznych, odbyło się wiele konferencji, powstały specjalne organizacje w Europie, także w Polsce. Tak więc problem polega nie na tym, że ludzie nie chcą edukacji medialnej, lecz że sprawa ta utknęła gdzieś głęboko w polityce oświatowej; nie jest dostrzegana przez polityków, którzy budzą się dopiero, gdy dzieje się coś złego. Gdy kilka lat temu uczennica w Gdańsku popełniła samobójstwo, bo była przez telefon komórkowy – który dla uczniów jest dziś ważniejszy niż podręczniki – prześladowana przez rówieśników, to dopiero wtedy gremia polityczne zaczęły grzmieć, że koniecznie trzeba uczyć korzystania z mediów...

– I niewiele z tej „burzy” wynikło...

– Nic. Z moich obserwacji wynika, że do krótkotrwałych „wybuchów” tej problematyki w Polsce dochodziło mniej więcej co dekadę – ok. 2000 r., potem w 2010 r. Przez dziesięciolecia bardzo ciężko rozmawia się na ten temat z Ministerstwem Edukacji Narodowej, niezależnie od ekipy rządzącej. I to mimo usilnych starań wielu zainteresowanych sprawą środowisk pedagogów, medioznawców, teologów, kulturoznawców, mimo zaangażowania fundacji i stowarzyszeń. Także mimo wsparcia ze strony takich instytucji państwowych, jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, a okazjonalnie nawet Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Czyżby polscy politycy ciągle uważali, że edukacja medialna kończy się na wyposażeniu szkół w komputery, a uczniów w tablety (żeby nie musieli nosić zbyt wielu książek w plecakach)?

– Twierdzi Pan Doktor, że politycy, od których zależy wdrożenie odpowiednich działań, po prostu nie zauważają problemu lub z jakichś powodów go ignorują?

– Niestety, tak. Faktem jest, że środowiskom informatycznym udało się wywalczyć – co jest trochę dyskusyjne – zajęcia informatyczne od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

– Tymczasem szkoły z amerykańskiej Doliny Krzemowej, do których uczęszczają dzieci twórców najnowocześniejszych technologii, szczycą się tym, że w ogóle nie ma w nich komputerów...

– Bo dobrze wiedzą, że nie każdy musi zostać informatykiem, nie każdy ma odpowiednie predyspozycje, a ponadto że przesiadywanie przed komputerem od najmłodszych lat poważnie obciąża zdrowie, ogranicza rozwój umysłowy. Moim zdaniem, w Polsce myślimy o nowoczesnych mediach bardziej technicznie – trudno powiedzieć dlaczego – niż kulturowo, społecznie, humanistycznie. Dlatego właśnie tak humanistycznie ukierunkowany przedmiot edukacji medialnej należałoby wprowadzić do programów szkolnych.

– Zamiast informatyki dla wszystkich, bez ograniczeń wieku?

– Tak! Moim zdaniem, byłby to wyraz właściwej troski o rozwój przyszłych pokoleń. Tymczasem wprowadzono w polskich szkołach – zapewne wyłącznie z powodu wyzwań gospodarczych i fałszywie pojętych ambicji doganiania Europy oraz świata – przysposobienie techniczne do obsługiwania nowych technologii. Zakłada się, że każdy musi mieć tego rodzaju kompetencje.

– Na czym konkretnie powinna dziś polegać dobra edukacja medialna?

– Na uczeniu bezpiecznego poruszania się w świecie nowych technologii medialnych i niesionych przez nie treści; na wyrabianiu postaw krytycznych i umiejętności selekcji przekazów. Użytkownicy mediów powinni mieć znajomość zagrożeń prawnych, podstaw etycznych, sposobów bezpiecznego nawiązywania relacji internetowych, umiejętność pracy z informacją itd., itp. Kilka lat temu stworzyliśmy w Polsce katalog kompetencji medialnych, informacyjnych i cyfrowych. Podczas pracy nad tym katalogiem dostrzegliśmy, z jak bardzo wieloaspektową kwestią mamy do czynienia.

– Bardzo trudną do przełożenia na praktykę działania?

– Trudną, ale udało się stworzyć konkretne scenariusze zajęć dla nauczycieli, także szkolenia dostosowane do ówczesnej podstawy programowej, w której edukacja medialna szczątkowo zaistniała już w formie rozproszonej po różnych przedmiotach. W reformie edukacyjnej sprzed 20 lat stworzono mianowicie tzw. ścieżki międzyprzedmiotowe; nauczyciele różnych przedmiotów mogli tworzyć autorskie programy, także np. program edukacji medialnej i czytelniczej. To był jedyny moment, kiedy edukacja medialna w Polsce miała swoją podstawę programową. Ta reforma została zmieniona w 2008 r. przez rząd Platformy Obywatelskiej. Min. Katarzyna Hall uznała wówczas, że nauczyciele nie realizują ścieżek międzyprzedmiotowych, a zatem należy je rozproszyć po poszczególnych przedmiotach.

– Edukacja medialna wtedy przepadła?

– Tzw. kompetencje medialne znów zostały zlekceważone, uznano, że nie potrzeba ich uczyć. To pokazywało przede wszystkim niekompetencję i niezrozumienie tego wielkiego problemu cywilizacyjnego przez odpowiedzialnych za jego rozwiązanie polityków. Środowiska społeczne i medioznawcze proponowały stworzenie odrębnego przedmiotu, przygotowanie kompetentnych nauczycieli oraz wyodrębnionej podstawy programowej, czyli określenia, czego i w jakim wymiarze godzinowym należy uczyć. Moim zdaniem, edukacja medialna w formie wyodrębnionego przedmiotu – wpisana w ten sposób w polską tradycję nauczania – byłaby najbardziej sensownym rozwiązaniem.

– Czego konkretnie należałoby uczyć w ramach tak wyodrębnionego przedmiotu?

– Określiłem to już w 2010 r. w podręczniku „Media Aktywni”, w którym obok ogólnego zarysu podstawowych kompetencji komunikacyjnych szczegółowo rozpisałem problemy dotyczące poszczególnych mediów, od druku poczynając. Ale można też podejść do zagadnienia według tzw. kompetencji medialnych, czyli kształcić krytycyzm, kreatywność, umiejętność korzystania z informacji itp. Istnieją, oczywiście, obawy, że dla uczniów może to być kolejny nudny przedmiot i nic więcej. Rzeczywiście, szkoła w dzisiejszym kształcie może nie sprostać temu wyzwaniu. Nie ma żadnych trudności z ułożeniem odpowiednich programów – właściwie są już gotowe – nieprzekraczalne bariery pojawiają się dopiero przy próbach ich wdrażania.

– To znaczy, że w dzisiejszej polskiej szkole nie ma ani śladu edukacji medialnej?

– Pojawia się dosłownie w dawkach śladowych. Jako zajęcia pozalekcyjne, kółka zainteresowań, dziennikarskie i filmowe...

– To chyba jednak nie to. W końcu chodzi o to, aby Polacy nie poddawali się biernie przeróżnym zagrożeniom i manipulacjom płynącym z cyberprzestrzeni, aby byli świadomymi konsumentami wszelkich cyberdóbr. Czy naprawdę nie można znaleźć sposobu, by przemóc tę instytucjonalną niemoc w tej sprawie?

– Rzeczywiście, jest tak, że Polacy, a zwłaszcza nasze instytucje, budzą się do działania dopiero wówczas, gdy dzieje się coś złego (np. w przypadku zakończonej śmiercią nastolatek zabawy w modnym Escape Roomie). Osobiście duże – i chyba jedyne – nadzieje wiążę z katolickim systemem nauczania. W Kanadzie, będącej prekursorem edukacji medialnej – która odegrała tam rolę antidotum na zalew amerykańskiej popkultury – jej promotorem jest do dziś szkolnictwo katolickie. Zresztą wszędzie tam, gdzie Kościół katolicki ma coś do powiedzenia, edukacja medialna odgrywa istotną rolę. Oby tak było także w Polsce.

Piotr Drzewiecki
Medioznawca, doktor habilitowany teologii środków społecznego przekazu, specjalista w zakresie edukacji medialnej; profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autor m.in. programu i pierwszego w Polsce podręcznika edukacji medialnej „Media Aktywni. Dlaczego i jak uczyć edukacji medialnej” (2010).

Tagi:
media

Prof. Przybysz: Kościół powinien jak najmocniej współpracować z mediami

2019-12-04 10:48

Anna Rasińska / Warszawa (KAI)

- Obrazki z życia pięknego Kościoła często się nie przebijają, dlatego warto by Kościół jak najmocniej współpracował z mediami – podsumowała prof. Monika Przybysz, specjalistka w dziedzinie zarządzania kryzysowego, należąca do grona organizatorów „Warsztatów dla pracowników instytucji kościelnych” opowiedziała KAI m.in. o wizerunku Kościoła i jego umiejętnościach komunikacyjnych.

media.uksw.edu.pl

- Prof. Monika Przybysz – Warsztaty dają na pewno wiele pozytywnych efektów, jeden z nich jest widoczny zwłaszcza w zakonach. Bywa, że rzecznicy, po kilku latach uczestnictwa w warsztatach awansują na stanowiska osób przełożonych. Sprzyja to komunikacji zakonów – kiedy osoby, które mają wysokie kompetencje medialne, interpersonalne i komunikacyjne, kierują instytucjami kościelnymi.

Ciężko stwierdzić jak warsztaty wpływają na całość komunikacji Kościoła, ponieważ to bardzo złożone zagadnienie. Na pewno zdobyta wiedza przekłada się na otwartość szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych, prowadzenie rozmów z mediami, wydawanie oświadczeń... Komunikacyjne oblicze Kościoła zmienia się bardzo powoli, ale grunt, że się zmienia.

A jak ogólnie ocenia Pani Profesor zarządzacie kryzysowe w Kościele jako instytucji?

- Niewątpliwie zarządzanie kryzysowe Kościoła ma przed sobą jeszcze dużo do poprawienia. Należy jednak docenić, że już wiele jego instytucji reaguje w sytuacjach kryzysowych w miarę szybko. Poza tym, prawie każda diecezja, poza gdańską, ma swojego rzecznika prasowego lub osobę do kontaktu z mediami, to też bardzo pozytywne zjawisko, które przynosi dobre owoce. Również w wielu instytucjach zakonnych, stowarzyszeniach, itp. funkcjonuje rzecznik prasowy. Myślę, że świadomość przełożonych rośnie.

- Jakie korzyści dla Kościoła niesie prawidłowe zarządzanie kryzysowe?

- Jeśli Kościół nie reaguje na sytuacje trudne, nie pokazuje swojego prawdziwego oblicza - oblicza Chrystusa. Nie chodzi nam tylko o wiarygodność instytucji, ale również o wiarygodność Ewangelii. Jan Paweł II mówił, żeby w mediach ukazywała się prawdziwa twarz Chrystusa, nawet w sytuacjach trudnych.
Instytucje kościelne muszą się starać, żeby właśnie w tych najtrudniejszych sytuacjach kryzysowych pokazać, że najważniejsze jest orędzie Ewangelii, że oprócz świętych, Kościół składa się również z grzeszników, którzy mogą popełniać błędy. Społeczeństwo patrzy jednak na to, jak te błędy są naprawiane, jak Kościół reaguje na grzech, na krzywdę. Ludzie wiedzą, że coś się może wydarzyć, człowiek jest człowiekiem i może popełnić błąd. Najważniejsza jest reakcja w sytuacjach kryzysowych.

- Jednym z tematów warsztatów była m.in. ochrona małoletnich, czy tu również ma zastosowanie zarządzanie kryzysowe?

- W tej kwestii na warsztatach dla rzeczników zajmujemy się przede wszystkim warstwą komunikacyjną. Ważne jest to jak Kościół mówi o tych sytuacjach. By osoby, które już raz doznały traumy, zostały skrzywdzone, nie musiały doświadczać retraumatyzacji sposobem komunikacji Kościoła. Pokrzywdzeni muszą wyznać co się stało, opisać czego doznały. Pierwszy raz powiadamiając Kościół, drugi raz – organy ścigania. Często jest to dla nich niezwykle bolesne. Dlatego ważna jest delikatność. Komunikacja powinna być pełna miłosierdzia, empatii i ogromnego współczucia oraz delikatności wobec osoby pokrzywdzonej.
Na warsztatach skupiamy się nie tyle na rozwiązywaniu problemu, bo to jest zadanie dla Episkopatu, biskupów. My natomiast zajmujemy się kwestiami komunikacji. Uwrażliwiamy na język komunikacji, żeby osoby, które już były pokrzywdzone czynem, nie doznały krzywdy po raz kolejny, podczas mówienia o tej sytuacji, w warstwie języka.

- Co w tym aspekcie można poprawić?

- Jest bardzo wiele do poprawy., Przede wszystkim ważna jest empatia, wrażliwość, miłosierdzie, z jakim mówimy o tych tematach. Kiedy mówimy o „ofiarach” lub „osobach pokrzywdzonych”, same te osoby nie chcą być ofiarami, nie chcą być tak traktowane. Często mówią o sobie „ocaleni”. Warstwa słowna jest niezwykle ważna. W Kościele na pewno trzeba uwrażliwić tych, którzy mówią o trudnych sytuacjach tzn. biskupów, rzeczników, kanclerzy, delegatów, aby podejmowali ten temat z ogromną wrażliwością i delikatnością.
W zarządzaniu komunikacją ważne jest, żeby wyjaśniać daną sytuację. Kiedy instytucja nie reaguje na doniesienia medialne, to nie jest tak, że nie przyznaje się do winy, więc milczy. Chodzi o to, że lekceważy w tej komunikacji osoby poszkodowane i ich bliskich. Bo przecież krzywda dotyka nie tylko jedną osobę, ale całe środowisko w którym żyje, czasem skrzywdzona jest cała rodzina, która zupełnie inaczej funkcjonuje, skrzywdzone są środowiska kościelne, małe wspólnoty, parafie, w których np. taki duchowny działał, cała rodzina. Krzywda nie dotyczy zazwyczaj jednej osoby, ale całej wspólnoty.
Do poprawienia są zwykle wydawane oświadczenia, w których brakuje miłosierdzia wobec osób pokrzywdzonych. Są one często pisane przez prawników, którzy pomagają na poziomie prawno-karnym. Oczywiście tych działań jest znacznie więcej, mówię zwłaszcza o warstwie komunikacyjnej. Na pewno bardzo dużo jest jeszcze przed nami.

- Jak Pani Profesor ocenia wizerunek Kościoła, czy w ostatnim czasie bardzo ucierpiał?

- Niewątpliwie po filmie braci Sekielskich tak. Sam fakt, że w niektórych instytucjach liczba zgłoszeń osób pokrzywdzonych przez duchownych wzrosła dwukrotnie, musi się przełożyć na wizerunek.
Pozostaje nam ufać, że Kościół podejdzie do tego odpowiedzialnie i będzie rozwiązywać te sytuacje. Podjęto już wiele inicjatyw: działania abp. Wojciecha Polaka, powołanie delegatów ds. ochrony dzieci i młodzieży, stworzenie wytycznych postępowania w takich sytuacjach, prowadzenie szkoleń, powołanie Fundacji Świętego Józefa – te działania to nie tylko dbanie o wizerunek, ale przede wszystkim troska o osoby pokrzywdzone, to czyny miłosierdzia, przesłanie ewangelicznie.
Póki co, wizerunek Kościoła będzie raczej wizerunkiem Chrystusa cierpiącego, nie Chrystusa triumfującego. Tak będzie jeszcze przez najbliższych kilka lat. Trzeba ufać w to, co jest napisane w Ewangelii – „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”. Nowy Testament daje nadzieję, że dobra reakcja Kościoła może go jeszcze wzmocnić.

- Co jeszcze można zrobić, żeby ten wizerunek poprawić, może warto nagłaśniać pozytywne inicjatywy?

- Przede wszystkim należy nagłaśniać i popularyzować działania podjęte przez Kościół w sprawie ochrony małoletnich.
Oczywiście wizerunek Kościoła, to nie tylko wizerunek pedofilii, Kościoła w którym jest grzech i same najgorsze rzeczy. Jest przecież bardzo wiele dobrych inicjatyw, które nie przebiją się do mediów. Dobro jest bardzo trudno nagłośnić, zło się zawsze szybciej przebija.
Jest mnóstwo działań charytatywnych, ewangelizacyjnych lub po prostu działań duszpasterskich. Takie obrazki z życia pięknego Kościoła często się nie przebijają, dlatego warto by Kościół jak najmocniej współpracował z mediami. One mogą nagłośnić pozytywne inicjatywy i pomogą w ukazywaniu tego pięknego oblicza Chrystusa i Kościoła.
***
Prof. UKSW dr hab. Monika Przybysz - specjalista public relations, komunikacji kryzysowej, ekspert medialny, kierownik Katedry Public Relations i Komunikacji Marketingowej w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwent 2019: Rekolekcje z o. Szustakiem w Warszawie

2019-12-09 12:11

ar / Warszawa (KAI)

Rekolekcje z o. Szustakiem, rekolekcje akademickie, rekolekcje o modlitwie czy biblijne – propozycji na owocne przeżycie Adwentu w Warszawie nie brakuje. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Archiwum ASK SD
Konferencja z o. Adamem Szustakiem z cyklu „Sympatia Miłość Małżeństwo” na Uniwersytecie Warszawskim, maj 2018 r.

Duszpasterstwo Akademickie ARKA zaprasza do udziału w rekolekcjach adwentowych, prowadzonych przez o. Adama Szustaka OP. Nauki odbędą się w terminie 11, 12, 13 grudnia 2019 roku w parafii Nawrócenia św. Pawła Apostoła (ul. Kobielska 10) o 19:30. Pierwszego dnia dominikanin poprowadzi konferencję dla chłopców i mężczyzn, drugiego dla dziewcząt i kobiet, a trzeciego dla narzeczonych i małżeństw.

Z kolei rekolekcje pt. "Kardynał Stefan Wyszyński w służbie Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie" poprowadzi ks. dr Jarosław Wąsowicz SDB, w terminie 9-11 grudnia o 18:00 w Auli Schumana na kampusie UKSW przy ul. Wóycickiego 1/3 w Warszawie. Każdego dnia zaplanowano inny temat wykładu, a są nimi kolejno: „Przez Maryję do Jezusa – miejsce Maryi w życiu i posłudze kard. Wyszyńskiego”, „Kardynał Wyszyński wychowawca narodu”, ”Kardynał Wyszyński wychowawca młodzieży”.

Na "Adwentowe Rekolekcje o Miłości", w dniach 8-10 grudnia o 20:30, do kościoła Najświętszego Zbawiciela zaprasza o. Janusz Pyda, duszpasterz akademicki krakowskiej "Beczki". - O miłości powiedziano już chyba wszystko. A mimo tego wciąż tak bardzo jej pragniemy i tak wiele osób doświadcza jej braku. Gdzie popełniliśmy błąd? Przyjdź, przekonaj się i kochaj! Nie ma piękniejszego czasu do refleksji nad miłością niż Adwent! – czytamy w zapowiedzi.

Natomiast "Rekolekcje o modlitwie jako relacji" wygłosi jezuita, o. Tadeusz Hajduk SJ w parafii św. Dominika na warszawskim Służewie. Początek rekolekcji – w niedzielę, 15 grudnia, podczas Mszy o godz. 7.00, 8.00, 9.30, 11.00 (Msza dla rodzin), 12.30, 14.00, 17.00 i 18.30. Kolejne nauki zaplanowano od poniedziałku do środy (16-18 grudnia) podczas Mszy o godz. 6.00 (roraty), 12.00, 18.00 i 19.30.

Nagrania rekolekcji będą dostępne na stronie http://www.sluzew.dominikanie.pl/nagrania/

- Zapraszamy na rekolekcje adwentowe, tym razem biblijne. Razem przygotujmy się na nowe przyjęcie rodzącego się w Betlejem Słowa – do Bazyliki Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście zaprasza ks. Maciej Jaszczołt. Rekolekcje odbędą się one w dniach 15-18 grudnia. W niedzielę zaplanowano naukę rekolekcyjną w czasie Mszy św. o godz. 9.30, 11.00, 12.30, 18.00, 19.00 i 21.00, natomiast od poniedziałku do środy o godz. 19:00.

- Kiedy masz się spotkać z osobą, której dawno nie widziałeś, a bardzo ją kochasz - serce chce wyskoczyć z radości. Warto więc powiedzieć sobie wprost: Adwent NIE JEST czasem pokuty i umartwienia! Adwent to radosne oczekiwanie na przyjście Pana Jezusa – zachęcają warszawscy franciszkanie z kościoła św. Antoniego przy ul. Senatorskiej 31, gdzie w dniach 8-10 grudnia o 8:00 i 22:00 odbywają się rekolekcje, które prowadzi ks. Radosław Rafał MSF - charyzmatyczny kapłan ze Zgromadzenia Świętej Rodziny, pasterz wspólnoty “Poznanie Jezusa”, redaktor naczelny pisma „Posłaniec Świętej Rodziny”, który jak sam przyznaje - „kocha Pana Jezusa jak wariat”. - Przyjdź! Niech nam wszystkim serca walą jak szalone – zachęca kapłan.

"Jak spotkać Boga w modlitwie?" - to tytuł rekolekcji, które odbędą się w dniach 15-18 grudnia o 19:30 w klasztorze ojców dominikanów na Freta. Wygłosi je o. Maksymilian Nawara OSB, benedyktyn mieszkający na co dzień w Lubiniu.

Podobnie jak w poprzednich latach parafia Matki Bożej z Lourdes (ul. Wileńska 69) oraz Siostry Uczennice Krzyża zapraszają chętnych do wspólnej modlitwy słowami Akatystu we wszystkie niedziele Adwentu. Hymn będzie śpiewany jeszcze 15 i 22 grudnia w Kaplicy Krzyża Świętego (kaplica Adoracji). Rozpoczęcie modlitwy - godz. 20.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak chadecja i Platforma torują drogę radykalnej lewicy

2019-12-11 17:18

Jadwiga Wiśniewska
Poseł do Parlamentu Europejskiego

O tym, że ostatnie działania Platformy Obywatelskiej torują drogę radykalnej lewicy wiemy na podwórku krajowym już od dawna. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Koalicji Obywatelskiej dostało się kilku już niemal zapomnianych polityków starej lewicy. Niestety strategia totalnej opozycji otworzyła furtkę dla dużo groźniejszej w dzisiejszych czasach radykalnej lewicy organizowanej przez panów Biedronia i Zandberga. W ostatnich wyborach do Sejmu i Senatu furtka ta została uchylona jeszcze szerzej.

Informacje prasowe

Przyjrzyjmy się, jak wygląda sytuacja w obecnym Parlamencie Europejskim. Do tej pory Parlament był rządzony przez chadecję (EPL) i socjalistów, którzy dzielili między sobą najważniejsze stanowiska i podejmowali wspólnie decyzje, czasami dopuszczając do tego grona liberałów. Po ostatnich wyborach sytuacja się jednak skomplikowała. Zwiększyły swoją obecność siły skrajnie niechętne Unii. W wyniku zawirowań związanych z Brexitem oraz histerii klimatycznej urośli w siłę liberałowie i zieloni. Tradycyjne partie chadeków i socjalistów straciły większość. Musiały się zatem podzielić wpływami. I tu chadecja wpadła w pułapkę.

O ile chadecy od wielu lat przejawiali tendencje lewicujące, o tyle jeszcze w poprzedniej kadencji byli skłonni nawiązywać sojusze z eurorealistami, którzy uważają że Europa może być silna siłą państw członkowskich, a taką frakcją są Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należy Prawo i Sprawiedliwość. Dziś chadecy tworzą już właściwie koalicję z socjalistami, liberałami, zielonymi i komunistami! Ale w tej układance politycznej chadecy będą stawać się coraz bardziej zbędni. Za cenę bycia w większości, będą się coraz bardziej rozpływać. Weszli na prostą drogę prowadzącą do marginalizacji. Jeżeli z niej nie zejdą, to ludzie przestaną na nich w końcu głosować, bo po co głosować na podróbkę, jeżeli można głosować na oryginał, czy to liberalny, zielony czy lewicowy?

Weźmy kilka przykładów. Zacznijmy od polityki klimatycznej. Żeby zdobyć poparcie większości Parlamentu Europejskiego Ursula von der Leynen niemal zaproponowała program socjalistów w tej dziedzinie, różnice są dosłownie marginalne. Wygląda na to, że obecna Komisja, choć podobnie jak poprzednia rządzona formalnie przez chadeków, będzie de facto wprowadzać agendę socjalistów, a jej twarzą, jeszcze wyraźniejszą niż poprzednio, będzie holenderski socjalista Timmermans. Zamierza on wprowadzić w życie plan redukcji emisji CO2 o 55% do 2030 r., choć już obecny cel 40% uchwalony został dopiero niedawno i nie jest łatwy do osiągnięcia, co potwierdziła ostatnio nawet Europejska Agencja Środowiskowa. Chadecy w Parlamencie zgodzą się z tym, bo inaczej nie potrafią. Ciekawe co zrobi Platforma – choć to pytanie wydaje się retoryczne.

A teraz z innej dziedziny. W Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) koordynatorką EPL jest Irlandka Frances Fitzgerald (która, nawiasem mówiąc, promowała wszystkie ostatnie zmiany obyczajowe w Irlandii). Pomiędzy nią, a koordynatorkami czterech partii panuje pełna symbioza. Do tego stopnia, że na jednym z ostatnich posiedzeń koordynatorów, na którym rozdzielono prace na najbliższe lata, grupa konserwatywna oraz grupa narodowców (ID) nie dostały żadnego sprawozdania, pomimo że gwarantowały nam to procedury. Przewodnicząca (austriacka socjalistka) uznała jednak, że skoro został osiągnięty konsensus, nie ma potrzeby odwoływania się do procedur. Konsensus działa między tymi pięcioma grupami faktycznie bez zarzutu. Szkoda tylko, że zamyka się oczy na coraz większą grupę społeczeństwa, która zupełnie nie rozumie podstaw tego „konsensusu”. W końcu różnice w demokracji są normalne i należy je szanować. Taki „konsensus” znosi demokrację przez jej najbardziej zagorzałych „obrońców”.

Zupełnie ostatnio Parlament Europejski przyjął rezolucję oskarżającą Polskę o chęć zakazania edukacji seksualnej. Pomijając już fakt, że to zupełnie nie jest sprawa UE (co potwierdziła jeszcze odchodząca Komisja Europejska), rezolucja została oparta na kłamstwie, które na sesji plenarnej wygłosił poseł Biedroń, jakoby rząd miał taki plan. Posłowie PO, prowadzeni przez panie Łukacijewską i Hübner, chętnie rzucili się na ten temat i razem ze swoimi sojusznikami wysmażyli durną rezolucję składającą się z nieprawdziwych informacji oraz lewicowych fantasmagorii. Zawierała ona nawet kuriozalne wezwanie, aby kwestię edukacji seksualnej dołączyć do postępowania wobec Polski w ramach art. 7! Rezolucja została przyjęta radykalną większością Parlamentu, ok. 470 głosów było za, a jedynie ok. 130 przeciw. W EPL jedynie 20 posłów było przeciw, głównie Węgrów.

Rezolucja ta zawierała również poparcie dla „bezpiecznej i legalnej aborcji”. Jeszcze kilka lat temu głosowania nad aborcją w PE były mniej więcej wyrównane. Dzisiaj większość za aborcją to 450 do 150. Zdecydowana większość tzw. chadecji z EPL była za. Z obecnych posłów Platformy 8 głosowało za, 2 było przeciw, a 2 wstrzymało się. A jeszcze nie tak dawno jeździli na rekolekcje do Tyńca!

Widać jak na dłoni, że Platforma i cała chadecja stacza się po równi pochyłej na lewo. Można mieć niemal pewność, że jej rola będzie radykalnie maleć. Ale rzeczywistość nie znosi próżni. Obawiam się, że jej miejsce zostanie zajęte przez sfrustrowanych radykałów. Chadecja budzi demony!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem