Reklama

Dla początkujących i zaawansowanych

2019-05-08 08:12

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 19/2019, str. 24-25

©mateuszmi - stock.adobe.com

Parafie nie mają problemu z przygotowaniem do Pierwszej Komunii św. dzieci z rodzin wierzących i praktykujących, ale niestety, coraz więcej jest również uczniów z rodzin, które prawie w ogóle do kościoła nie chodzą

W Warszawie do Pierwszej Komunii św. przystępują dzieci w trzeciej klasie szkoły podstawowej. W szkole i w parafii katecheci i księża robią, co mogą, by jak najlepiej przygotować dzieci do przyjęcia Eucharystii, ale największe problemy są z rodzicami.

W wielkich miastach bardzo duży odsetek rodzin nie chodzi do kościoła na niedzielną Mszę św. albo bywa na niej sporadycznie, ale do Pierwszej Komunii św. przystępuje prawie 100 proc. dzieci. – Ten kontrast widać bardzo dobrze na comiesięcznych Mszach św. dla dzieci komunijnych. We wrześniu panuje kompletny chaos, bo większość uczniów zupełnie nie potrafi się zachować w kościele. Nie wiedzą, kiedy siedzieć, kiedy klękać i jak odpowiadać kapłanowi – mówi ks. Jan Popiel, proboszcz parafii pw. św. Łukasza w Warszawie. – Dzieci szybko się uczą i po kilku miesiącach już wiedzą, jak się zachować. Ale to jest nauka podstaw, których przekazanie powinno należeć do rodziców.

Zerwany kod kulturowy

W Polsce mamy wiele rodzin, które są znakomicie uformowane we wspólnotach i dobrze formują religijnie swoje dzieci. Niektóre z nich są tak przygotowane w domu, że katecheci i księża prawie nic nie muszą robić. Ale jest też coraz większa grupa rodzin, w których został zerwany kod kulturowy. Dla dzieci z takich rodzin Kościół i katolicyzm są czymś obcym, a przynajmniej nowym. – W szkole mamy obie te grupy, bo do Pierwszej Komunii św. idą prawie wszyscy uczniowie. Poziom ich religijności jest bardzo różny. Ale nigdy nie można winić za to dzieci – podkreśla Anna Reczko, katechetka z kilkunastoletnim stażem.

Reklama

Rodzice przystępujących do Pierwszej Komunii św. czasem się zastanawiają, czy nie lepiej byłoby, gdyby dzieci i rodzice zostali podzieleni na dwie grupy – wierzącą i praktykującą oraz niewierzącą lub niepraktykującą. Wtedy byłaby to Pierwsza Komunia św. dla początkujących i dla zaawansowanych. – Takie rozwiązanie miałoby swoje plusy i minusy. Ale rodzice nie mogą zapominać, że oni i ich dzieci także są apostołami w swoich środowiskach. Dzieci potrafią się nawzajem naśladować, zarówno w tym, co złe, jak i w tym, co dobre – mówi Anna Reczko.

Podziału na dzieci wierzące i niewierzące nie wyobrażają sobie zwłaszcza proboszczowie w wiejskich parafiach. – Rozumiem logikę, ale wiem, że doprowadziłoby to do swoistej wojny w parafii. Przyniosłoby to więcej szkody niż pożytku, a ludzie poczuliby się stygmatyzowani. Poza tym nie mamy narzędzi, by oceniać czyjąś wiarę – mówi ks. Jarosław Siuchta, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Belsku Dużym k. Grójca.

Problemy z rodzicami

Wśród rodziców pojawiają się także głosy, że lepiej byłoby, gdyby nauczanie religii i przygotowanie do Komunii św. odbywały się w parafii, bo wówczas przychodziłyby dzieci z tych rodzin, którym naprawdę na tym zależy. – To rzeczywiście oczyściłoby sytuację, bo czasem rodzice posyłają dziecko do Komunii św. tylko dlatego, że uroczystość jest ładna, a dziecku się ten „zaliczony” sakrament w życiu przyda. Trzeba jednak pamiętać, że dzięki religii w szkole Kościół ma szansę dotrzeć z przekazem Ewangelii do prawie 100 proc. polskiego społeczeństwa – mówi ks. Siuchta.

Kapłani, katecheci i proboszczowie bardzo dobrze radzą sobie z dziećmi, ale o wiele więcej problemów stwarzają im rodzice. – Spotykam się z murem niezrozumienia i sprowadzaniem Pierwszej Komunii św. tylko do wymiaru kulturowego i folklorystycznego – mówi ks. dr Janusz Chyła, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach w diecezji pelplińskiej.

Można mnożyć przykłady, jak szybko rodzice potrafią popsuć całą pracę katechetów. Jednym z nich jest historia z Warszawy, gdzie ze względu na dużą liczbę dzieci Pierwsze Komunie św. często organizowane są w sobotę, by do kościoła zmieściły się dzieci i ich rodziny. – Pamiętam dziecko, które przystąpiło w sobotę do Pierwszej Komunii św., a w niedzielę w kościele już go nie było. Dziecko powiedziało o tym katechetce w poniedziałek „białego tygodnia”. Gdy nauczycielka zwróciła uwagę, że dziecko opuściło obowiązek niedzielnej Mszy św. i musi znów iść do spowiedzi, spotkała się z bardzo ostrym atakiem rodziców – mówi Anna Reczko. – Matka zrobiła awanturę, że katechetka stresuje jej dziecko.

Gdy formuje się dzieci przed Pierwszą Komunią św., nigdy nie można tracić nadziei, bo przecież ani katecheci, ani kapłani nie wiedzą, co się dzieje w sercach tych młodych ludzi. – Można powiedzieć, że my siejemy, ale nie wiemy, co z tego ziarna wyrośnie. Każde dziecko da się dobrze przygotować do przyjęcia Eucharystii, ale później wiele zależy od jego rodziny – podkreśla Anna Reczko. – Zawsze trzeba mieć nadzieję, bo Pan Bóg ma swoje sposoby, by dotrzeć do serc dzieci, a czasem także do rodziców – dodaje ks. Chyła.

Forma nad treścią

W parafiach obok katechizacji dzieci w szkole są prowadzone także katechezy dla rodziców. – U mnie w parafii rodzice dostają terminarz spotkań i staramy się dotrzeć do dorosłych. Przygotowujemy nie tylko dzieci, ale także rodziców. I katecheza dla dorosłych może być nawet ważniejsza od tej dla dzieci. Różne są efekty, ale czasem coś w tych ludziach pozostaje – mówi proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach.

W wiejskich parafiach przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii św. jest łatwiejsze, bo dzieci i rodzin jest mniej, jest też mniejsza anonimowość. Proboszcz parafii w Belsku ma więc ten komfort, że z każdą rodziną może się spotkać i rozmawiać indywidualnie. Jego parafianie są też mniej roszczeniowi niż ci w wielkich miastach. Ale niestety, także na wsi problemem jest przerost formy nad treścią. – Z Pierwszej Komunii św. uczyniono już niemal wesele. Normą jest wynajmowanie wielkich lokali na przyjęcia. Przyjęcie w rodzinnym domu jest dziś rzadkością – mówi ks. Siuchta.

Kiedyś bywały problemy z akceptacją Pierwszej Komunii św. dzieci niepełnosprawnych. Nawet dziś, niestety, zdarzają się rodzice, którzy twierdzą, że niepełnosprawnym intelektualnie Najświętszy Sakrament się nie należy, bo nic nie rozumieją, a do tego źle wyglądają na zbiorowym zdjęciu. – Kiedyś słyszałem o takich sytuacjach, ale sam niczego takiego nie doświadczyłem. W zeszłym roku mieliśmy dziewczynkę z zespołem Downa i rodzice oraz dzieci zachowywali się bardzo dojrzale. Raczej wszyscy się troszczyli o tę dziewczynkę – mówi ks. Siuchta. – Komunia św. dla niepełnosprawnych to pokazanie, że w oczach Pana Boga są oni takimi samymi ludźmi jak pełnosprawni. Dla mnie takie Pierwsze Komunie św. są jeszcze piękniejsze od uroczystości ze zdrowymi dziećmi – dodaje ks. Chyła, który na terenie swojej parafii ma szkołę specjalną.

Najważniejsza uczciwość

Pierwsza Komunia św. należy się wszystkim dzieciom, które o to poproszą, bez względu na to, czy pochodzą z rodzin wierzących czy niewierzących, praktykujących czy niepraktykujących, czy są pełnosprawne, czy też nie. – Moje doświadczenie pokazuje, że dzieci z rodzin niewierzących potrafią nas, katechetów, zaskoczyć i pokazać, że nigdy nie powinniśmy szufladkować ludzi. Jestem przekonana, że wszystkie dzieci na swój sposób wierzą, gdy przystępują do swojej pierwszej Eucharystii. Moim zdaniem, o wiele gorzej jest z sakramentem małżeństwa, bo bardzo często przed ołtarzem stają ludzie, którzy nie wierzą w ten sakrament – podkreśla doświadczona katechetka z Warszawy.

Jej zdaniem, najważniejsza jest uczciwość, zarówno dzieci, jak i rodziców. W zeszłym roku miała przypadek dziewczynki z niewierzącej rodziny, która nie chodziła na religię w szkole. – Przyszła mama, która powiedziała mi, że jest niewierząca, ale jej córka chce się zapisać na religię, bo bardzo chce przystąpić do Pierwszej Komunii św. Matka postawiła sprawę uczciwie, bo powiedziała, że nie będzie przeszkadzać dziecku, i obiecała, że wywiąże się ze wszystkich obowiązków – mówi Anna Reczko. – Nawet gdy po jakimś czasie dziecko, z winy rodziców, przestanie chodzić do kościoła, to zawsze może do niego wrócić. Serce dziecka jest uczciwe i zawsze pozostaje dla nas tajemnicą.

Tagi:
Pierwsza Komunia św.

Reklama

Wydarte ze wspomnień

2019-05-28 13:40

Zenon Zaremba
Edycja toruńska 22/2019, str. 8

Przyjęcie I Komunii św. współcześnie wielu osobom kojarzy się z otrzymywaniem licznych i kosztownych prezentów. Ponad 70 lat temu dla małego Zenona jednym z upominków był słoik grzybków w occie. Mimo to był to jeden z najważniejszych dni w jego życiu. Otrzymał wtedy najcenniejszy dar – Chrystusa

Archiwum autora
Pamiątkowe zdjęcie Zenona Zaremby

W czasie walk o wyzwolenie Grudziądza w marcu 1945 r. spłonął kościół i plebania parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. W tym kościele 13 października 1935 r. zostałem ochrzczony. Moimi rodzicami chrzestnymi byli Maria Mirzejewska, koleżanka moich rodziców, oraz brat mojej mamy Józef Peak. Wszyscy już przed wielu laty odeszli do Pana.

Pamiętam ten okres szczególnie, ponieważ nasza wielodzietna rodzina była bardzo związana z Kościołem. Dlatego też zniszczenie tej świątyni było dla wszystkich mieszkańców przedmieścia Grudziądza-Tarpna, wielkim dramatem. Zaraz po wyzwoleniu zaczęła się odbudowa kościoła z dużym zaangażowaniem parafian. Czasowo nabożeństwa odbywały się w pomieszczeniach magazynu, w którym przedtem przechowywano zboże, przy ul. Ignacego Paderewskiego, tuż obok przepływającej rzeki Trynki. Proboszczem parafii był ks. Leon Kuchta, który słynął z wielkiej pobożności.

Uroczystość

Jako chłopiec byłem ministrantem, a mój śp. ojciec Jan Zaremba śpiewał w chórze kościelnym przez długie lata. Ale jedno wydarzenie z tego powojennego okresu utkwiło w mojej pamięci najbardziej. Było to przygotowanie do I Komunii św. przez proboszcza ks. Leona Kuchtę. Nauki mieliśmy w tym samym pomieszczeniu, gdzie odbywały się nabożeństwa. Ówczesna dziecięca ciekawość poznawania Ewangelii i katechizmu była bardzo duża. Chłopięce i dziewczęce umysły chłonęły to wszystko z wielkim zainteresowaniem i powagą. Wreszcie w pierwszej dekadzie maja 1946 r. otrzymałem I Komunię św. z rąk proboszcza.

Wspólne świętowanie

Po uroczystej Mszy św. nasi rodzice zorganizowali na zapleczu kościoła, w ogrodzie jednego z sąsiadów, skromny poczęstunek. Na placu ogrodowym ustawiono stoły nakryte białymi prześcieradłami. Siedzieliśmy przy tych stołach na ławkach prowizorycznie wykonanych z nieheblowanych desek przykrytych kocami. Mamy upiekły drożdżówkę, co na tamten powojenny rok było dla nas wielkim przysmakiem. Na stole znalazła się również kawa zbożowa z mlekiem. Bez cukru. Przed jedzeniem powstaliśmy i odmówiliśmy wspólną modlitwę dziękczynną. Ks. Leon Kuchta powiedział kilka zdań i podziękował mamom za przygotowanie posiłku. Piękny to był dzień. Słoneczny, ciepły. Nasze serduszka tryskały radością. Niektóre dzieci otrzymały polne kwiatki, które rosły na łące tuż za rzeką. Nie było żadnych prezentów komunijnych, bo wojna zniszczyła wszystko, co było w pobliskim sklepie. Nie było zegarków, aparatów fotograficznych, wypasionych komórek, tabletów i innych przedmiotów, które w dzisiejszych czasach są dostępne i rozpraszają uwagę uroczystości pierwszokomunijnych.

Na szczęście

Czuliśmy, że Pan Jezus wstąpił do naszych serc i po otrzymaniu obrazków od ks. Kuchty wróciliśmy do domów, gdzie nie było wielu gości z wyjątkiem rodziców, babci, rodziców chrzestnych i rodzeństwa. Stół gościnny był bardzo ubogi. Od matki chrzestnej otrzymałem w prezencie mały słoik grzybków w occie, a od wujka, ojca chrzestnego, kilka drobnych pieniążków, które – jak powiedział – „na pewno przyniosą ci szczęście w życiu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka Brytania: lekarze chcą odłączyć 5-letnie dziecko od aparatury podtrzymującej życie

2019-07-19 12:34

rk (KAI/LifeSiteNews.com) / Londyn

O losach 5-letniej dziewczynki, którą brytyjscy medycy chcą odłączyć od urządzeń podtrzymujących życie, rozstrzygnie sąd. Choć dziecko zgodził się przyjąć włoski szpital pediatryczny w Genui, londyńska placówka medyczna sprzeciwia się temu, by rodzice zorganizowali i opłacili transport córki. Komentatorzy wskazują na podobieństwo tego przypadku do wcześniejszych spraw, w których mali pacjenci brytyjskich szpitali – Charlie Gard i Alfie Evans – zostali odłączeni decyzją sądu od aparatury utrzymującej życie, choć pomoc oferowały im placówki medyczne na całym świecie.

AR

Tafida Raqeeb, córka imigrantów z Bangladeszu, straciła przytomność kilka miesięcy temu na skutek pęknięcia naczyniaka tętniczo-żylnego mózgu. Mimo operacji, pięcioletnie dziecko nie odzyskało przytomności, a lekarze Royal London Hospital zwrócili się do sądu, by ten pozwolił na odłączenie pacjentki od aparatury, która zapewnia jej życie w stanie półprzytomności. Tafida reaguje na ból, daje niekiedy oznaki życia.

Rodzice Shalina i Mohammed poprosili o pomoc włoskich pediatrów z Instytutu im. Gianniny Gaslini w Genui – szpitala o światowej renomie. Ci, po zapoznaniu się z dokumentacją i konsultacji z brytyjskimi lekarzami, zgodzili się interweniować. Rodzice mają jedynie zorganizować i opłacić transport. O losach dziecka ma ostatecznie zdecydować brytyjski wymiar sprawiedliwości.

Włoscy komentatorzy wskazują na podobieństwo tego przypadku do wcześniejszych spraw, w których mali pacjenci brytyjskich szpitali zostali odłączeni decyzją sądu od aparatury podtrzymującej życie, choć pomoc oferowały im placówki medyczne na całym świecie.

W lipcu 2017 roku w londyńskim hospicjum dla dzieci zmarł liczący niespełna rok Charlie Gard, cierpiący od urodzenia na rzadką chorobę genetyczną. Wcześniej Trybunał Europejski polecił odłączyć wszystkie aparaty zapewniające życie małego pacjenta. Szpital dziecięcy pw. Dzieciątka Jezus w Rzymie był gotów zaopiekować się chłopcem.

W ubiegłym roku na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców został odłączony od aparatury Alfie Evans. Nastąpiło to na 11 dni przed drugą rocznicą urodzin dziecka, cierpiącego na niedobór transaminazy GABA. Jego rodzice bezskutecznie walczyli o przetransportowanie syna do watykańskiego szpitala pediatrycznego. Pomoc w tej sprawie oferował także prezbiteriański szpital pediatryczny w Nowym Jorku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kasyna: musimy dziś budować duchowe barykady z modlitwy

2019-07-21 15:59

ks. is / Pelplin (KAI)

„Trzeba nam dzisiaj budować duchowe barykady z modlitwy, by broniły przed zabiciem ducha narodu” - powiedział 21 lipca biskup pelpliński Ryszard Kasyna podczas centralnych uroczystości odpustowych w Sanktuarium Królowej Kaszub w Sianowie.

Klata/pl.wikipedia.org
Matka Boża Sianowska - Królowa Kaszub

Na liturgii zgromadziły się tysiące wiernych, którzy przybyli na odpust z okazji wspomnienia Matki Bożej z Góry Karmel w sercu Kaszub.

Na początku homilii główny celebrans podkreślił, że wspólna modlitwa u stóp Matki Bożej jest wyrazem jedności i wspólnoty rodzinnej. Wagę tego wydarzenia ukazuje współczesna rzeczywistość „czasów, w których brakuje nam jedności” - mówił hierarcha.

Dodał, że podziały są widoczne w rodzinach, w życiu społecznym, a „nawet Kościół nie jest wolny od napięć”, stwierdził kaznodzieja. Za przyczynę podziałów uznał biskup „brak miłości”, która „bywa traktowana jako samozadowolenie, przyjemność jako osobiste spełnienie zamiast wzoru ukazanego przez św. Pawła w Liście do Koryntian”.

Bp Kasyna wskazał, przyczyną braku prawdziwej miłości jest brak modlitwy, także „brak modlitwy we wspólnocie, gdzie rodzą się dobre owoce”.

Oceniając współczesną rzeczywistość biskup pelpliński zauważył u wielu osób „niechęć do brania odpowiedzialności za wspólne dobro”. Rodzi się to z „braku podjęcia daru służby”, a „służba jest wynikiem miłości” - mówił.

Bp Kasyna podjął również temat budowania wspólnoty rodzinnej i wzajemnej troski o jedność i wzrost wiary wśród członków rodzin. „Stajemy się egoistami, żyjemy swoim życiem, nie ma krążenia miłości” - stwierdził hierarcha.

Biskup podkreślił, że przybywając do Sianowa modli się o jedność w rodzinach i o wiarę dla wszystkich rodzin.

„Uczmy się służby rodzinie i Ojczyźnie od wielkich mężów Kościoła i świadków wiary, takich jakimi byli: sługa Boży kard. Stefan Wyszyński i św. Jan Paweł II” - powiedział biskup diecezjalny.

Biskup zaapelował, że „pomimo dążenia do jedności trzeba nam dzisiaj budować duchowe barykady z modlitwy, by broniły przed zabiciem ducha narodu, by chroniły dzieci i ludzi młodych przed zatruciem genderyzmu, działaniami grup LGBT, przed narkotykami, dopalaczami, alkoholem i rozwiązłością”.

Dlatego „potrzebujemy modlitwy w naszych rodzinach i w Ojczyźnie”, by „stały się w pełni Chrystusowe”.

Uroczystości w Sianowie gromadzą zawsze rzesze pątników. Wielu przybywa tam w strojach kaszubskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem