Reklama

Wiara

To, co uśmierciło post

[ TEMATY ]

Brazylia

Aleksandra Bielecka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ten przegląd chrześcijańskiego świata postawił nas w obliczu pewnego uniwersalnego problemu. Wydaje się, że żaden Kościół i żadna społeczność religijna nie mogły uchować się przed poważnymi trudnościami, jeśli nie ogólną alergią, wobec tego wielkiego biblijnego aktu postu, który jest częścią należącej do wszystkich spuścizny. Brak uczucia dla tej praktyki szczególnie dziwi u mnichów, którzy od początku z zamiłowaniem oddawali się jego kultywowaniu.

W ten sposób dochodzimy do pytania, od którego wyszliśmy: dlaczego nastąpiła owa śmierć postu, nawet tam, gdzie powinien on być najbardziej żywy? Teraz wiemy trochę lepiej, w jaki sposób mnisi wraz z ludem chrześcijańskim doszli do tego stanu rzeczy. Jako że chodzi o zjawisko generalne, jego wytłumaczenia należy szukać także na płaszczyźnie całego Kościoła. Prawdziwą przyczyną, jak powiedziałem, nie może być ani fizyczne osłabienie rodzaju ludzkiego, ani praca, ani życie społeczne. A zatem, co nią jest?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ciało słabe

Reklama

Przede wszystkim na pewno trzeba wziąć pod uwagę „słabość ciała” - nie mówię: zdrowia - która jest ponadczasowa. Ze względu na to, że zakłóca on spokój i wymaga wysiłku, post skazany jest na podupadanie przy najmniejszym załamaniu się woli. „Duch jest ochoczy”, aby go podjąć, lecz „ciało słabe”, żeby go utrzymać.

Utrzymanie praktyki takiej jak ta zakłada zawsze czujną uwagę i ciągle na nowo podejmowanie wyrzeczeń. Jeżeli głoszone Słowo Boże nie podsuwa jej regularnie odpowiednich motywacji, zaraz usycha i ginie. Post chrześcijański zniknął, ponieważ pasterze i wierni nie nadawali mu z każdym pokoleniem nowej wartości.

Odcieleśniona duchowość

Abstrahując od tej ogólnej przyczyny, post zaatakowały niewątpliwie bardziej specyficzne choroby. Jedną z nich zdaje się być pewien nowy rodzaj duchowości, dążący do gardzenia uczynkami ciała i przejawiania zainteresowania jedynie stanami duszy. Kiedy liczą się tylko myśli i uczucia, tak materialna praktyka jak post wypada marnie.

Pisał o tym już Pusey: dla wielu jego czytelników „uczynić wyrzeczenie w tak małowartościowej dziedzinie jak jedzenie jest rzeczą tak lichą i bez znaczenia, że opierając na niej podobną obserwancję, poniżyłoby się doktrynę Krzyża. Na co Pusey daje trafną odpowiedź, że powtarzanie małych uczynków kształtuje duże nawyki, które określają człowieka. Zresztą „przyczyna uszlachetnia uczynek, a uczynek nie hańbi przyczyny”. Angażowanie religii do tego rodzaju praktyk nie przynosi jej szkody, lecz nadaje postowi religijny wymiar, który go dopełnia i uświęca.

Reklama

Nawet, jeśli miałbym zostać uznany za materialistę, dodam, że ani trochę nie wierzę w duchowość, która poprzestaje na stanach wewnętrznych. Tak, jak niezdrowe jest poprzestawanie na obserwancjach, nie troszcząc się o to, co się dzieje we wnętrzu, tak wielką pomyłką jest kultywowanie uczuć, które nie przekładają się na żadną praktykę. Faryzejską zewnętrzność posiada niemniej nieszczęsny pendant: czysto wewnętrzny charakter łączący stany duszy z mieszczańską wygodą. Prawdziwa duchowość to taka, która wciela się w czyny. Dobrze rozumiał to realizm starożytnych. Pogardzać tymi konkretnymi praktykami, które stwarzają człowieka, to oddzielać duszę od ciała, pogrążać się w pewnego rodzaju śmierci, popadać w angelizm oraz iluzję.

Ta wielka współczesna iluzja posiada głębokie korzenie. W XII wieku widzimy ją zarysowującą się w korespondencji wyjątkowo inteligentnej i wykształconej osoby: Heloizy, przyjaciółki Abelarda. Jako mniszka i przełożona prosi swojego dawnego kochanka, który został jej kierownikiem, o napisanie dla niej i jej sióstr reguły. Wśród jej próśb ta, której poświęca najwięcej miejsca odnosi się do sprawy jedzenia. Bez wątpienia chodzi nie tyle o post, co o wstrzemięźliwość - Heloiza chce, żeby pozwolono im jeść mięso, lecz wiele argumentów jest tak powszechnych, że zagraża to całej dyscyplinie żywieniowej, a nawet zewnętrznej obserwancji.

Reklama

Ponieważ kobiety są słabsze od mężczyzn (!), a w tamtych czasach sami mnisi okazują się niezdolni do praktykowania dawnych surowych zasad, opatka z Paraclet chciałaby więc, żeby udzielić siostrom stałej dyspensy od wstrzemięźliwości mięsnej i innych przestarzałych wyrzeczeń. Jedyną rzeczą, której Bóg nakazuje unikać jest grzech. A jedzenie mięsa nie jest grzechem. Nie przywiązujmy wielkiej wagi, jak Żydzi do zewnętrznych uczynków, przez które nie stajemy się milsi Bogu. Ważne jest tylko wnętrze, które odróżnia nas od Żydów, miłosierdzie, które oddziela nas od niegodziwców. Dalej następuje bogata antologia Nowego Testamentu, gdzie pojawia się wszystko, co u św.iętego Pawła dyskredytuje obserwancje związane z jedzeniem, posiadające żydowskie bądź gnostyczne źródła.

Jednak Heloiza nie zadowala się samym przytoczeniem tekstów biblijnych, które przywoływali już w IV wieku przeciwnicy ascetyzmu św.iętego Hieronima. Przedstawiając szereg fragmentów ze św.iętego Augustyna, sądzi, że może wysnuć z tego świętego doktora wnioski takie jak te:

Zewnętrzne uczynki nie powiększają zasług… Przed Bogiem wartość mają tylko cnoty… Całą troską prawdziwych chrześcijan jest przyozdobienie się w cnoty i oczyszczenie z wad wewnętrznego człowieka, od strony zewnętrznej nie muszą troszczyć się o nic lub prawie o nic.

Wraz ze wszystkim, co zewnętrzne i widoczne, post jest więc uważany za mało ważny przez tego ucznia św.iętego Augustyna, który z pewnością zadziwiłby swojego mistrza.

Reklama

W swojej odpowiedzi Abelard nawiąże do tych rozważań, nie bez dodania od siebie wielu innych wypływających z jego przekonań. To, że chrześcijańscy intelektualiści w XII wieku, kwiat środowiska uniwersyteckiego, skąd wyjdzie nowożytna inteligencja, patrzą na ascezę ciała z podobną pogardą jest znakiem zapowiadającym chorobę, na którą cierpimy. Jednym z ich ulubionych motywów, odziedziczonym z filozofii starożytnej, jest odwołanie się do „natury” oraz „potrzeby”. Dobrze, ale co to oznacza? Cały problem polega właśnie na tym, żeby odróżnić prawdziwą potrzebę człowieka od tej narzucanej przez zwyczaje i przesądy. Uczynienie z tej ostatniej prawa oznacza usadowienie się w wygodnej mierności i wzbranianie sobie wszelkiego owocnego wysiłku.

Koncepcja postu jako kary

Obserwację postu w widoczny sposób zniszczyło jeszcze inne zło: duch sądowniczy, który widzi w nim jedynie sposób zadośćuczynienia za grzech. Skutkiem tego pojmowania postu jako kary nie jest tylko uczynienie go smutnym i mało sympatycznym. Rodzi ono także myśl, że można go zamienić na inne równoważne kary. W ten sposób umyka spojrzeniu istotna i niezastąpiona wartość postu: jest to już tylko jeden z wielu sposobów umartwiania się.

To, że ów aspekt kary, która musi być poniesiona, zdominował w końcu mentalność Kościoła, widać w sposób, w jaki teologowie i pasterze posługują się często w tej dziedzinie zasadą zadośćuczynienia. Nawet znakomity Traktat o postach Thomassina (1680 r.) tak się kończy: skoro dawna dyscyplina Kościoła tak bardzo osłabła, chrześcijanin musi zrównoważyć ten niedostatek pokuty przez dodatkowe modlitwy i dobre uczynki.

W tych samych czasach w pewnym zgromadzeniu zakonnym chce się „wynagradzać” także za liczne naruszenia Reguły w zakresie postu poprzez inne „wstrzemięźliwości”. Zarządza się więc, że mnisi będą pościć (chodzi oczywiście o złagodzoną formę postu) w każdy piątek okresu Wielkanocy. W tym przypadku zadośćuczynienie ma tę zaletę, że pozostaje w domenie odżywiania, ale niepowodzenie jest przez to tylko bardziej jasne: czy dodając do kalendarza Reguły kilka piątków, wynagrodziło się za zaniedbanie całej obserwancji?

Reklama

Podobnie również w połowie XIX wieku Ojciec ojciec Muard usłyszy o wynagradzaniu za złagodzenie postu poprzez bardzo ścisłą wstrzemięźliwość, o której powiedziałem. Tym razem wynagradzanie jest oczywiście dość ciężkie, ażeby rzeczywiście ofiarować pokutę równego rzędu, jednak nie zastępuje ona bardziej niż jakakolwiek inna działania i dobrodziejstw postu.

I tak w Kościele zapanował system wynagradzania, zastępując post zamiennikami, które zgodnie narzucały uprawnione władze. Ocalona była zarówno sprawiedliwość jak miłosierdzie: Pan otrzymał swoją należność, a grzech swoją karę. Ale choć tak czujna, owa kontrola wymian przeoczała to, co najważniejsze: bogactwo znaczeń i wielorakość zalet postu sprowadzonego do niewdzięcznej roli kary. To zubożone wyobrażenie o poście przysłużyło mu się niewątpliwie bardziej niż cokolwiek innego. Po pierwsze, oczywiście, zachęcając do zastąpienia go innymi rzeczami uważanymi za równie ciężkie. Ale również dlatego, że pokazywało go jako jedną z tych „okropnych” rzeczy, którą zasada kanoniczna chce, aby możliwie jak najbardziej „ograniczano”. Stąd, owe przyzwolenie wszystkich, tych którzy prawo ustanawiają i którzy mu podlegają, na ciągłe łagodzenie dyscypliny i jej ostrości.

Reklama

Tak uderzająca, w ciągu tych wieków nieubłaganego schyłku, stała tendencja do pomniejszania postu nie wynika jedynie z zaniedbania i bierności. Bierze się ona bardziej z kryzysu myślenia. Post uśmierciło ciasne pojęcie, w którym go zamknięto. Pojmowany jako wymiar sprawiedliwości, lub w najlepszym wypadku ofiara, był on w szczególny sposób narażony na zaniknięcie w wieku, w którym grzech miał stracić na znaczeniu, gdy strach przed Boską sprawiedliwością miał coraz bardziej ustępować miejsca niemal wyłącznemu podkreślaniu Jego dobroci.

Zastąpienie postu posłuszeństwem?

Zachodni monastycyzm nie potrafił rozszerzyć tej wąskiej koncepcji postu do rozmiarów własnej tradycyjnej doktryny. Przytoczyłem przed chwilą dwa przypadki ze środowisk zakonnych, gdzie odejście od postu chciano „wynagrodzić” innymi ascetycznymi praktykami, jak to czyniono w ówczesnej społeczności Kościoła. Tymczasem istnieje inny, o wiele bardziej skuteczny sposób, aby uwolnić się nie tylko od postu, lecz również od wszelkich umartwień ciała. Jest nim życie we wspólnocie, zwłaszcza posłuszeństwo, jeden z substytutów owych zewnętrznych „umartwień”.

Autorem teorii tejże substytucji jest Dom Cuthbert Butler, który przypisuje ją św.iętemu Benedyktowi we własnej osobie. Według tego angielskiego benedyktyna z początku wieku, św.ięty Benedykt miał zerwać z wcześniejszą niż życie zakonne monastyczne tradycją kładącą nacisk na ascetyczne praktyki, ażeby zwrócić życie religijne w kierunku innego ideału: pełnego życia we wspólnocie z najwyższym, bowiem duchowym, wyrzeczeniem polegającym na posłuszeństwie.

Wierzenie w to, że św.ięty Benedykt wyeliminował umartwianie ciała z życia zakonnego jest, jak powiedziałem, błędem, czego dowodzi nasza własna niechęć do jego naśladowania. Owszem, Reguła kładzie nacisk na życie we wspólnocie oraz wewnętrzną pokorę przez posłuszeństwo. Jednak ów nacisk, który w ogóle nie jest dla niej szczególny, nie oznacza, że inne elementy zakonnej ascezy nie są ważne. Bez względu na to, jak cenne są wspólnotowe wartości i wzniosłe posłuszeństwo, osobista asceza polegająca na poście i podobne praktyki odnoszące się do ciała pozostają niezastąpione, ponieważ są praktykami innego rzędu.

2015-02-25 12:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy wiecie, że...

...najwyższym kościołem w Ameryce Łacińskiej jest brazylijska katedra pod wezwaniem Matki Bożej Chwały? Mająca 124 m wysokości świątynia znajduje się na liście dwudziestu najwyższych kościołów na świecie. Wznosi się w mieście Maringá w stanie Parana. Ten region Brazylii jest szczególnie związany z Polską, od połowy XIX stulecia bowiem w tym miejscu chętnie osiedlali się Polacy, którzy uciekali spod władzy zaborców. Obecnie w Paranie, według różnych szacunków, żyje od 700 tys. do 1,5 mln osób szczycących się polskimi korzeniami.
CZYTAJ DALEJ

Święto Ofiarowania Pańskiego

Niedziela podlaska 5/2003

2 lutego obchodzone jest w Kościele święto Ofiarowania Pańskiego, potocznie zwane świętem Matki Bożej Gromnicznej. Bardzo pięknie o tym święcie pisze Anselm Grün - mnich benedyktyński: "Święto Ofiarowania Pańskiego zaprasza nas, by przyjąć Chrystusa do wewnętrznej świątyni naszego serca. Wesele między Bogiem i człowiekiem odbywa się wtedy, gdy pozwalamy wejść Chrystusowi do wewnętrznej świątyni zamku naszej duszy. Znajduje to swój wyraz podczas święta w procesji ze świecami. Na rozpoczęcie Eucharystii wspólnota zbiera się w ciemnym przedsionku kościoła. Kapłan święci świece i zapala je. Następnie wszyscy wchodzą z płonącymi świecami do kościoła. Jest to obraz tego, że do świątyni naszej duszy wchodzi światło Jezusa Chrystusa i rozświetla wszystko, co jest tam jeszcze ciemne i jeszcze nie wyzwolone".

Nazwy tego święta są dość zróżnicowane. Lekcjonarz armeński podaje, że obchodzono je w "czterdziestym dniu od narodzenia naszego Pana Jezusa Chrystusa". W V w. pojawiły się w brzmieniu greckim określenia hypapante, tzn. święto spotkania i heorte ton kataroion - święto oczyszczenia. Te dwa określenia rozpowszechniły się w Kościele zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie. W liturgii bizantyjskiej do dziś nosi ono nazwę hypapante. Nazwę tę spotykamy także w Sakramentarzu gregoriańskim w tradycji rzymskiej. Określeniem "oczyszczenia" posłużył się Mszał z 1570 r. Mszał Pawła VI opowiedział się za In presentatione Domini - Ofiarowanie Pańskie. Różna była data obchodzenia tego święta. Wschód liczył 40 dni od Objawienia Pańskiego, natomiast Zachód od 25 grudnia, które było i jest świętem Narodzenia Pańskiego. Stąd Kościoły wschodnie świętowały Ofiarowanie Pańskie 14 lutego, zaś liturgia rzymska - 2 lutego. Mszał papieża Pawła VI przewiduje na ten dzień oddzielną prefację, która sławi Boga za to, że Maryja przyniosła do świątyni Jezusa, przedwiecznego Syna Bożego, że Duch Święty ogłosił Go chwałą ludu Bożego i światłem dla narodów. Motyw ten leży u podstaw tego święta, pojawia się w modlitwach i w Ewangelii: "Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego" (Łk 2, 22-23). Motyw światła jest charakterystyczny do tego stopnia, że w niektórych krajach Msza św. 2 lutego nosi nazwę Mszy światła. W tym dniu w jakiejś mierze dominuje procesja ze świecami podczas śpiewania antyfony: "Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego Izraela".
CZYTAJ DALEJ

Nadzwyczajna konserwacja fresku "Sąd Ostateczny" Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej

2026-02-02 16:58

[ TEMATY ]

Sąd Ostateczny

Kaplica Sykstyńska

Vatican Media

Od 1 lutego w Kaplicy Sykstyńskiej prowadzona jest nadzwyczajna konserwacja „Sądu Ostatecznego” Michała Anioła – pierwsza od zakończonej w 1994 roku wielkiej renowacji fresku. Przez około trzy miesiące arcydzieło zostanie poddane delikatnemu oczyszczaniu, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej dostępności kaplicy dla wiernych i zwiedzających.

Prace rozpoczęły się od montażu rusztowania na całej powierzchni ściany ołtarzowej. Konserwatorzy będą operować za specjalnym ekranem z wysokiej rozdzielczości reprodukcją fresku, co pozwala na sprawowanie liturgii oraz dalsze udostępnianie Kaplicy Sykstyńskiej zwiedzającym. Jak podkreśla dyrektor Muzeów Watykańskich Barbara Jatta, jest to nadzwyczajna konserwacja arcydzieła dojrzałego okresu twórczości Michała Anioła.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję