Reklama

Niedziela Kielecka

Diecezja na wakacjach

Niedziela kielecka 27/2019, str. IV

[ TEMATY ]

wakacje

TD

Duszpasterstwo TALENT, Ciuchcią Ponidzie na wakacje

Wakacje, wakacje. Nadszedł wreszcie czas wymarzony, czas niezbędny, aby funkcjonować, nabrać sił, dobrze wypełniać obowiązki. Stwórca po stworzeniu świata – odpoczął, Żydzi mają szabat, którego (w większości) nie łamią, my katolicy także dajmy sobie szansę na letni wypoczynek.

Stan kapłański na wakacjach

– W miesiącach typowo wakacyjnych czuję się w obowiązku wysłać na urlopy wikariuszy, którzy uczą w szkołach, proboszcz może w tym czasie popracować i znaleźć czas na jakieś mniej wyjazdowe formy relaksu – uważa dziekan i proboszcz w Chmielniku, ks. Waldemar Krochmal.

– Jak lubię wypoczywać? Podróżując i poznając nowe miejsca, odkrywając zabytki. Może w tym roku we wrześniu spełni się plan związany z Gruzją i Armenią? W każdym razie mam na myśli ten kierunek – mówi chmielnicki proboszcz. – Wakacje? Nigdy nie jeżdżę na wakacje latem, tylko zimą, bo latem to dla nas intensywny okres przygotowań do roku szkolnego, podręczników, publikacji. W wakacje pracuję – mówi ks. Leszek Skorupa, dyrektor kieleckiego Wydawnictwa Jedność. – Nie będę miał wakacji, urlop już wykorzystałem podczas ŚDM w Panamie – dodaje ks. Jacek Kopeć, dyrektor Zespołu Szkół Katolickich Diecezji Kieleckiej. Będzie zastępował kolegów w parafiach, a jeśli uda się jednak wygospodarować trochę wolnego, chciałby „rozszerzyć trasę w Beskidzie Śląsko-Żywieckim”, bo „lubi polskie góry”.

Reklama

Bieszczady wskazuje ks. Jacek Wójcicki, proboszcz w Czaplach Wielkich, który w tym roku ma jednak zamiar zrealizować plan wyprawy do Gruzji, po śladach chrześcijaństwa. – Trudno wyrwać się z parafii, szczególnie takiej bez wikarego. Jak tworzyłem parafię w Hucie Nowej, to nigdy nie wyjeżdżałem, potem były remonty w Czaplach… – opowiada. Z kolei ks. Edward Giemza, proboszcz par. św. Piotra i Pawła w Sędziszowie stara się 2-3 tygodnie „pobyć w miejscu spokojnym, na łonie natury, najchętniej nad wodą, np. na kajakach”. – W sierpniu wypoczynek jest już niemożliwy, 15 sierpnia mamy duży festyn parafialny, wspierający prace przy kościele, przygotowania już w zasadzie ruszyły – informuje.

Z kolei ks. Paweł Samiczak, wikariusz w kieleckiej parafii św. Jadwigi Królowej, wakacje poświęca pracy naukowej, pozostał mu rok do obrony dysertacji doktorskiej i właściwie w ten sposób spędzał ostatnie wakacje, przy zatłoczonym biurku, wśród skryptów, książek, w archiwach, bibliotekach. – Podczas pracy duszpasterskiej trudno pracować naukowo, muszę w wakacje nadganiać… Jak lubię wypoczywać? W gronie przyjaciół, księży, podróżując, a kierunek preferowany, z naciskiem na miejsca kultu religijnego, to Bałkany, Rumunia, ale i Litwa, Łotwa, Estonia. Wakacje to także dobry czas na realizację jakiegoś niewielkiego stypendium językowego – wyjaśnia.

Odpoczywają także, co oczywiste, księża biskupi, koordynując swoje biskupie grafiki. Bp Jan Piotrowski czas wakacji określa jako pracowity (są ważne odpusty, pielgrzymki), zwykle odwiedza także kieleckich misjonarzy, a ceni sobie aktywny wypoczynek, np. pływanie. Bp Andrzej Kaleta uważa, że dzisiaj sztuką staje się znalezienie czasu na wypoczynek, ale trzeba koniecznie z niego skorzystać. W wakacje stara się odwiedzać dzieci na turnusach wakacyjnych Caritas, poświęca czas na lekturę wszędzie tam, gdzie się da i „lubi mieć książki przy sobie” (np. w samolocie). Prywatnie preferuje ostatnio słowackie góry z mniej obleganymi szlakami, gdzie jest czas i na rozmowę, i modlitwę. Bp Marian Florczyk nie układa specjalnych planów; tegoroczne wakacje zainicjował spływem kajakowym z grupą wiernych „U źródeł chrześcijaństwa”, który odbył się Nidą z Tokarni do Kotlic. Rokrocznie ksiądz biskup spotyka się z niepełnosprawnymi uczestnikami wczasorekolekcji w Piekoszowie, odwiedza kolonie w Kaczynie, a jako duszpasterz i delegat KEP ds. duszpasterstwa sportowców uczestniczy także w różnych wydarzeniach sportowych, np. w czerwcu w II Igrzyskach Olimpijskich Europy.

Caritas liderem

Z siedmiu turnusów kolonijnych Caritas kieleckiej korzystają dzieci i młodzież z ubogich rodzin, wypoczywając na koloniach w atrakcyjnych miejscowościach Polski, w górach i nad morzem. Dodatkowo dla grup polonijnych odbył się obóz w Kaczynie i półkolonie w miejscach zamieszkania. W sumie Caritas kielecka obejmie wakacyjną opieką ponad 800 osób.

Kadrę turnusów zapewniają przede wszystkim wolontariusze pełniący funkcję kierowników, wychowawców, duszpasterzy, animatorów muzycznych, pielęgniarek i ratowników. – Wakacje to bardzo pracowity czas dla wolontariuszy – uważa Damian Zegadło, odpowiedzialny za Diecezjalne Centrum Wolontariatu. – Znaczna grupa wolontariuszy jest zaangażowana w Wakacyjną Akcję Caritas w bardzo różnym wymiarze; wolontariusze pomagają na turnusach, przy ich organizacji i logistyce, przygotowują śpiewniki, są zaangażowani w prowadzenie turnusów dla osób niepełnosprawnych w Piekoszowie – wyjaśnia. W wakacje nie odpoczywają wolontariusze, którzy na stałe pomagają w placówkach Caritas, np. w hospicjum czy domach opieki. Ze względu na dodatkowy i niemały wachlarz zajęć, wolontariusze raczej nie korzystają ze wspólnych wyjazdów, ale mimo to udało się zorganizować rajd rowerowy, jeszcze w czerwcu.

W lipcu i sierpniu Caritas kielecka organizuje cztery turnusy nad Morzem Bałtyckim we Chłapowie oraz dwa w Zakopanem. W drugiej połowie czerwca odbył się obóz edukacyjny w Kaczynie, z którego skorzystały dzieci z rodzin polonijnych z Białorusi. Tegoroczne turnusy są prowadzone w oparciu o autorski program „Żyj z zasadami”. Uczestnicy uczą się zasad savoir vivre, kultury osobistej, wrażliwości, szacunku do drugiego człowieka. Program zawiera elementy profilaktyki, aby przygotować uczestników do reakcji na niewłaściwe zachowania. – Odwołujemy się w nim do tego, co w zasadzie dobrze znamy, co powinno być zakodowane – do kultury chrześcijańskiej, do godności osoby ludzkiej, wynikającej z faktu odkupienia przez Chrystusa, przypominamy także, jak należy zachowywać się w kościele i jak należy czy jak nie powinno się do kościoła ubierać – wyjaśnia ks. Krzysztof Banasik, wicedyrektor Caritas kieleckiej.

Ofertę kolonijną uzupełniają półkolonie, czyli atrakcyjny wypoczynek w miejscu zamieszkania. Półkolonie organizowane są w placówkach wsparcia dziennego prowadzonych przez Caritas, m.in. w Jędrzejowie i Proszowicach. W ogniskach wychowawczych i świetlicach środowiskowych dzieci mogą uczestniczyć w zajęciach rekreacyjnych, wyjściach na basen, konkursach, wycieczkach krajoznawczych. Zajęcia uzupełniają warsztaty i treningi profilaktyczne. Z tej formy wypoczynku korzysta około 240 podopiecznych. – W Jędrzejowie mamy 2 turnusy po 60 osób każdy, a dzieci bardzo chętnie z tej oferty korzystają – mówi ks. Banasik. – Nasze świetlice są w wakacje otwarte, prowadzą normalne działania, co prawda już nie pomoc w lekcjach, ale są tam ciekawe propozycje – dodaje. Proszowice i tamtejsza placówka Caritas wypracowały formułę „wakacji za grosik”, podczas których każdy dzień ma swojego darczyńcę – „patrona” (lokalni przedsiębiorcy, proboszcz, burmistrz) – współfinansującego tamtejsze atrakcje.

Czy odpowiedzialny za kolonie Caritas ks. Banasik ma czas na wypoczynek? – Wakacje spędzam pracowicie, nadzoruję kolonie, prowadzę niektóre turnusy. Przyznam, że jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego udało mi się trochę skorzystać z atrakcji Green Velo, bo lubię rower – i w ogóle czynny wypoczynek np. nad wodą – zdradza ks. Banasik.

Stałą ofertę dla najmłodszych tzn. dzieci ze szkół podstawowych ma od ponad 20. lat także Rycerstwo Niepokalanej. Jak informuje ks. Sebastian Seweryn, diecezjalny asystent RN, ok. 35 osób odbyło jeszcze w czerwcu rekolekcje w Bieszczadach w Lipinkach pod opieką organizacyjną Zofii Radomskiej. Są na takim turnusie zajęcia w grupach, jest Msza św., pogodne wieczory, wycieczki, ciekawe zajęcia plastyczne z wykorzystaniem bazy okolicznych muzeów. – Chodzi o połączenie modlitwy i rekreacji, tak było w ub. roku w Rabce czy dwa lata temu w Zakopanem – opowiada ks. Seweryn.

Kuria jest czynna

Choć księża, siostry, osoby świeckie pracujące w tej instytucji, są kierowani na urlopy, Kuria działa normalnie, od poniedziałku do piątku w godzinach 10-14. – Szczególnie lipiec to czas, gdy jest mniej wydarzeń, więc ten termin jest pod kątem urlopów w Kurii preferowany – mówi ks. Mirosław Cisowski, dyrektor Duszpasterstwa Diecezji Kieleckiej. W sierpniu jest „ciaśniej”; są już pielgrzymki, piesza i rowerowa – do Częstochowy, są ważne odpusty, spotkania misyjne i in., które angażują biskupów i pracowników Kurii. A w lipcu – bodaj tylko uroczystości św. Kingi, czy św. Krzysztofa. – Pilnujemy, aby każdy skorzystał z urlopu, ksiądz wikariusz generalny wywiesił listę i wpisujemy się na uzgodnione z innymi terminy. Jeśli o mnie chodzi, spędzę raczej urlop w domu rodzinnym, chcę pobyć z rodzicami, są coraz starsi, mają trochę kłopotów ze zdrowiem – mówi.

Kuria pracuje, ale niektóre jej podzespoły funkcjonują w sposób ograniczony. – W Archiwum Diecezjalnym ruch w wakacje jest raczej umiarkowany, przyjęło się, że pracujemy cały lipiec, a w sierpniu archiwum jest nieczynne – mówi nazaretanka s. Danuta Kozieł, archiwistka w MD. Podobnie ograniczony czas pracy ma Referat Katechetyczny – wakacje to etap wymarzonego odpoczynku dla katechetów, czas błogiego relaksu… – No nie do końca. Katecheci, jak wszyscy nauczyciele, mają być do dyspozycji dyrektorów szkół, szczególnie w pierwszych i ostatnich dniach wakacji – zaznacza ks. Karol Zegan, dyrektor Wydziału Katechetycznego.

WSD – wakacje systematyczne

W tajniki tego precyzyjnego systemu wprowadza ks. Adam Wilczyński, ojciec duchowny WSD. – Studenci seminarium mają ok. 3 miesięcy wakacji, jak to studenci, ale część tego czasu jest zagospodarowana – tłumaczy. Jeden miesiąc alumni mają dla siebie i wykorzystują go zgodnie z własnymi upodobaniami. Jest miesiąc poświęcony pracy w rodzinnej parafii (oczywiście we współpracy z proboszczem) oraz miesiąc, ogólnie ujmując, dla diecezji – wylicza ojciec duchowny. – Na czym to polega? Alumni pomagają w pielgrzymkach, w turnusach dla młodzieży czy osób niepełnosprawnych, obsługują niektóre dostępne już dla nich wydarzenia liturgiczne, odpowiadają na zapotrzebowanie wspólnot, które proszą o pomoc (np. czyni to Kościół Domowy). – Wybór jest dowolny, ale preferujemy, by każdego roku była to inna praktyka – podkreśla ks. Wilczyński. Klerycy wykonują też drobne prace na rzecz seminarium (podczas tzw. dyżurów: niewielkie naprawy, konserwacje, pielęgnacje w ogrodzie). A kadra profesorska? Podobnie. – Księża profesorowie mają miesiąc dla siebie, a dwa miesiące mają zagospodarowane – mówi ks. Wilczyński. Wyjeżdżają z grupami/wspólnotami na różnego typu pobyty formacyjne, podróżują w związku z obowiązkami naukowymi i doskonaleniem warsztatu (biblioteki, archiwa, często za granicą). Mają dyżury w seminarium, zapewniają funkcjonowanie kościoła seminaryjnego Trójcy Świętej. – Sumiennie dzielimy się dyżurami, część kadry jest zaangażowana przy egzaminach do WSD, bo wakacje to czas zgłaszania się kandydatów – przypomina ks. Paweł Tambor, rektor uczelni.

Dodaje, że w wakacje środowisko seminarium stara się podtrzymywać kontakt z grupą przyjaciół z Sycylii, która podjęła się regularnej modlitwy, na kształt duchowej adopcji, za alumnów. Dla księdza rektora to także dobry moment na pracę naukową „na w miarę spokojne pisanie”, trochę na zastępstwo kolegi w zagranicznej parafii, trochę na aktywność fizyczną.Ks. Tambor nigdy nie rezygnuje z pobytu u rodziców na ojcowiźnie (którzy z Kielc przenieśli się do rodzinnego dla taty Trzcińca), i z aktywnej pomocy w pracach wiejskich, gospodarskich.

– Przy żniwach? I ksiądz rektor potrafi…?

– Oczywiście, to praca dobra i pożyteczna – mówi.

Korzystajmy z błogosławionego czasu wakacji, jak kto potrafi, jak uważa za słuszne i najlepsze. Urlopu przegapić nie wolno!

2019-07-03 08:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Neckermann Polska wstrzymuje jutrzejsze loty i sprzedaż

[ TEMATY ]

podróże

wakacje

Free-Photos/pixabay.com

Konieczność repatriacji przez brytyjskie władze do Wielkiej Brytanii kilkuset tysięcy turystów z powodu upadku brytyjskiej firmy Thomas Cook PLC wpływa na całą branżę turystyczną na świecie, w tym także na Klientów Neckermann Polska. - pisze w oświadczeniu Prezes Maciej Nykiel

Neckermann Polska wstrzymuje wszystkie wyloty zaplanowane na 25.09.2019 r. oraz czasowo wstrzymuje możliwość składania jakichkolwiek rezerwacji.

Poniżej treść oświadczenia:

Komplikacji uległa sytuacja w niektórych hotelach, na lotniskach, firmach transportowych i miejscowościach wakacyjnych, spowodowana koniecznością repatriacji przez brytyjskie władze do Wielkiej Brytanii kilkuset tysięcy turystów z powodu upadku brytyjskiej firmy Thomas Cook PLC. Ta sytuacja ma obecnie wpływ na całą branżę turystyczną na świecie, w tym także na Klientów Neckermann Polska. Ma to swój wyraz w szczególności w tych destynacjach, w których Brytyjczycy mieli największy udział, np. na greckiej wyspie Zakynthos oraz hiszpańskiej Majorce. Dochodzi tam do sytuacji, które zakłócają typowy przebieg świadczenia usługi turystycznej.

Jednocześnie zapewniam, że w tej skomplikowanej i trudnej sytuacji we wszystkich naszych działaniach kierujemy się w pierwszej kolejności ochroną interesów naszych Klientów. Wszyscy Pracownicy i wszystkie działy centrali oraz biur własnych Neckermann Polska pracują obecnie nad tym, aby w sposób szybki i skuteczny reagować na wszelkie zdarzenia w destynacjach wakacyjnych i w przypadku wystąpienia problemów udzielać pomocy naszym polskim Klientom. Wszelkich dodatkowych informacji naszym Klientom udzielają pracownicy pod numerem infolinii 22 212 0500. Wszystkie biura Neckermann w całej Polsce są dzisiaj otwarte i normalnie funkcjonują. Firma Neckermann Polska pozostaje w stałym kontakcie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego, ubezpieczycielem oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych RP. W przypadku pojawienia się jakichkolwiek nowych faktów, będziemy podawać je w kolejnych komunikatach.

CZYTAJ DALEJ

Cud z Auschwitz

2020-01-21 09:37

Niedziela Ogólnopolska 4/2020, str. 62-63

[ TEMATY ]

Auschwitz

obóz

Adobe.stock.pl

Stefania i Jan Wernikowie mieszkają w Osieku k. Olkusza. Ich dzieciństwo to tematy na dwa osobne filmy o tragedii Polaków w czasie II wojny światowej

Na czarno-białej fotografii z 1962 r. piękna dziewczyna. Delikatne rysy twarzy, mocne kreski brwi, wyraźne usta. Uroda modelki, twarz z żurnala. I tylko oczy patrzą daleko poza ściany atelier fotografa. To Stefania Piekarz. Ma 18 lat i robi zdjęcie do pierwszego dowodu. Urodziła się w Auschwitz.

Nazywam się Stefania Wernik, po mężu, bo z domu Piekarz. Urodziłam się w piekle, tzn. w Auschwitz. Bóg uczynił cud i przeżyłam. Wiem, że to On mnie ocalił, bo po ludzku nie da się wytłumaczyć tego, co tam się stało. Mama trafiła do obozu, gdy była w drugim miesiącu ciąży. Na początku to ukrywała, ale gdy w sierpniu Niemcy chcieli ją wywieźć do Ravensbrück, współwięźniarka namówiła ją, żeby się przyznała. I mama, już w ciężarówce do transportu, powiedziała. Niemka kazała jej zejść na dół i wrócić do obozu. Wtedy przenieśli ją z baraku 11. do 15., dostawała tam nawet zupę z zabielanej wody, a nie wywar z cuchnącej, zgniłej brukwi – wspomina pani Stefania, która cztery miesiące później przyjdzie na świat. Siedzimy przy rodzinnym stole w domu państwa Werników. Ściany pełne fotografii uśmiechniętych dzieci, wnuków i prawnuków. – Razem jest nas trzydzieścioro czworo – mówi pan Jan, a jego niebieskie oczy, pełne łagodnego spokoju, spotykają mój wzrok.

– Żona zaraz wszystko opowie, ale niech Pani spróbuje babki, to wnuczka upiekła. U nas wszystko robi się razem i dla innych. Jak jednemu dzieje się bieda, to robimy rodzinną naradę i zastanawiamy się, jak pomóc. Rodzina jest najważniejsza. My z żoną już 57 lat jesteśmy razem, a łatwo nie było...

Stukamy talerzykami, brzęczą łyżeczki. Wybieram sypaną kawę z mlekiem, ale słucham i zapominam, że przede mną stoi filiżanka, i beżowy płyn szybko stygnie. Historia, która słowo po słowie kapie z ust pani Stefanii, paraliżuje mnie i tracę smak. Po chwili próbuję ukryć płynące po policzkach łzy. Niepotrzebnie. Pan Jan też ma mokre oczy.

Wyjdziesz przez komin

Był maj 1944 r., Anna Piekarz oczekiwała na narodziny pierwszego dziecka. W wojennej biedzie co rusz czegoś brakowało i – ulegając ciążowej zachciance – wybrała się do rodziców, którzy mieszkali w Osieku k. Olkusza. Z Czubrowic, gdzie mieszkała z mężem, do rodzinnego domu było prawie 10 km, ale pokonywała tę trasę wielokrotnie, więc wyruszyła bez obaw. Tyle że Osiek należał do Rzeszy, a Czubrowice do Generalnej Guberni. By odwiedzić rodziców, Anna musiała przekroczyć granicę. – Złapali ją w czasie obławy na szmuglerki i razem z nimi aresztowano. Mama nic przy sobie nie miała, ale dla Niemców to było bez znaczenia – opowiada pani Stefania. Złapane kobiety zawieźli do Olkusza, stamtąd, po jednodniowym uwięzieniu, pojechały do Auschwitz. Nikt w ciężarówce nie wiedział, że Anna boi się za dwie osoby i drżą w niej ze strachu dwa serca. Kiedy dojechały, na rampie czekała Niemka: „Wiecie, gdzie trafiłyście, zugangi?! Tu jest obóz śmierci! Stąd możecie wyjść tylko przez komin!”. Potem wzięli je do łaźni, ogolili i kazali włożyć pasiaki. – Woda cuchnęła, ubranie było sztywne od brudu, drewniane chodaki raniły gołe stopy i były ciężkie – mówiła mi mama. Ale przecież to był dopiero początek... – pani Stefania zawiesza głos. W dokumentach obozu zapisano: Piekarz Anna, numer 79414, urodzona 13 lipca 1918 r. Do KL Auschwitz przybyła 14 maja 1944 r.

A właściwie: przybyły, bo przecież obie. Maleńka Stefcia, ukryta pod serem mamy, przekroczyła koszmarną bramę z napisem: „Arbeit macht frei” razem z nią.

Nie pytaj, żyj

Zaczęła się dramatyczna walka o przetrwanie. Najpierw szok, potem próba ratowania resztek nadziei. I ciągły lęk o dziecko. – Mama nie chciała mówić o obozie. Byłyśmy tam razem dwa razy, ale niewiele opowiadała. Dopiero niedługo przed śmiercią, gdy traciła kontakt z rzeczywistością, często krzyczała przez sen: że stoi po kolana w wodzie, że oni idą, że strasznie bolą ją nogi, że jest zimno, że on zabierze jej Stefcię... – mówi pani Stefania. – Kto? Kto miał panią zabrać? – ośmielam się zapytać.

– Mengele. Po urodzeniu zabierał mnie na swoje eksperymenty, ale na szczęście niczego nie pamiętam. Mama mówiła, że gdy mnie stamtąd przynosili, to płakałam przez wiele godzin i nikt nie mógł mnie uspokoić – szepcze. Pani Anna miała do końca życia numer wytatuowany na lewej ręce, poniżej łokcia. Stefci wytatuowano numer na udzie, ale teraz pozostał tylko siniak. – Mama bardzo płakała, gdy mnie przynieśli z tym numerem – dodaje. Stefania Piekarz, numer obozowy 89136. Cała dokumentacja dotycząca jej narodzin i pobytu w obozie spłonęła.

Narodziny w piekle

Poród trwał 3 dni. Anna była tak słaba, że nie miała siły rodzić. Żeby przeć i wydać dziecko na świat, trzeba mieć siłę oddychać, napinać mięśnie i walczyć z bólem. A ona nie miała! Trawiona głodem od wielu miesięcy, wychudzona i zziębnięta leżała w obozowym szpitalu. Nie pamiętała, by ktoś przy niej był. Nie pamiętała ani tego, co myślała, ani tego, co czuła. Panicznie bała się, jak każda matka, o los dziecka. Czy się modliła? Co czuła w jednej z najważniejszych chwil w życiu kobiety? Urodzić dziecko w obozie koncentracyjnym i nie oszaleć, nie stracić nadziei, nie rzucić się na druty z bezsilności... „Do maja 1943 r. dzieci urodzone w obozie były w okrutny sposób mordowane: topiono je w beczułce. Po każdym porodzie (...) dochodził do uszu położnic głośny bulgot i długo się niekiedy utrzymujący plusk wody. Wkrótce po tym matka mogła ujrzeć ciało swojego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury” – zanotowała w Raporcie położnej z Oświęcimia obozowa położna Stanisława Leszczyńska. Nie było pieluch, środków opatrunkowych, przeciwbólowych ani dezynfekujących. Nie było nawet wody. Stanisława Leszczyńska podaje, że zbierała z kubków niewypite przez więźniarki resztki gorzkich ziół i w tych resztkach obmywała noworodki, a pępowinę odcinała zardzewiałymi nożyczkami.

Z dostępnych dokumentów wiemy, że w obozie Auschwitz-Birkenau urodziło się co najmniej 700 dzieci.

„Zamiast opatrunków miałam brudny koc, który aż trząsł się od wszy. Kobiety suszyły pieluszki na brzuchu lub udach – wieszanie ich w baraku karane było śmiercią”. Co zrobiła po porodzie Anna? – Mama chorowała 2 tygodnie, miała dużo mleka, choć nie wiadomo dlaczego, bo ważyła tylko 28 kg – mówi pani Stefania. – Więźniarki uszyły dla mnie jakieś ubranka z pasiaków. Gdy przyszło wyzwolenie obozu, mama wyniosła mnie, ukrytą w taborecie, który ciągnęła po śniegu, aż do Libiąża, a tam jacyś dobrzy ludzie udzielili nam schronienia. Potem ktoś zawiadomił tatę, ale on nie uwierzył! Wreszcie przyjechał i zabrał nas do domu. Zlecieli się wszyscy z okolicy, jakby jakiś cud się wydarzył... – mówi pani Stefania, a w jej oczach zapala się światło i rozjaśnia mroczne wspomnienia duszy, których nie sposób słuchać, a co dopiero nosić wdrukowane w ciało, serce i duszę. Patrzę na nią – żywy cud z Auschwitz. Leciutko drżą jej usta, a ja już nie wstydzę się płakać.

CZYTAJ DALEJ

Oświadczenie świdnickiej kurii: ksiądz oskarżany o sprowokowanie bójki ma status pokrzywdzonego

2020-01-28 20:53

[ TEMATY ]

kapłan

kapłan

wikipedia.org

W nawiązaniu do informacji medialnych nt. bójki z udziałem ks. Andrzeja A. na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maryja Śnieżna” na Górze Iglicznej świdnicka kuria podkreśla, że w związku z wydarzeniem toczy się postępowanie karne, w którym ksiądz ma statut pokrzywdzonego. W oświadczeniu przesłanym KAI kuria wyraża też ubolewanie, że w licznych relacjach medialnych dotyczących sprawy przedstawia się jej przebieg w sposób odmienny, niż został ustalony przez organy ścigania, usiłując przypisać winę księdzu kustoszowi.

Publikujemy oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej:

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej ws. toczącego się postępowania karnego wobec czynów dokonanych w sanktuarium na Górze Iglicznej.

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, że przed Sądem Rejonowym w Kłodzku toczy się postępowanie karne w sprawie sygn. akt II K 521/19 przeciwko Bartoszowi H. o czyn z art. 157 § 2 k.k. Akt oskarżenia w tej sprawie wniosła Prokuratura Rejonowa w Bystrzycy Kłodzkiej.

Zarzucany oskarżonemu czyn obejmuje spowodowanie w dniu 25 grudnia 2016 r., po zakończonej Mszy Świętej, na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maria Śnieżna” na Górze Iglicznej obrażeń ciała u księdza kustosza. Ksiądz ten ma w ww. sprawie status pokrzywdzonego i korzysta z uprawnień procesowych takich, jakie przepisy prawa przewidują dla wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Polskiej.

Do Sądu Rejonowego w Kłodzku Prokuratura Rejonowa w Bystrzycy Kłodzkiej skierowała też akt oskarżenia obejmujący zarzut obrazy uczuć religijnych w trakcie wspomnianego zajścia z 25 grudnia 2016 r. Według informacji Kurii, przewód sądowy w tej sprawie nie został jeszcze otwarty.

Kuria Biskupia z ubolewaniem przyjmuje przy tym liczne relacje medialne dotyczące tych spraw, w których przedstawia się przebieg zajścia w sposób odmienny niż został ustalony przez organy ścigania, i w których winę za spowodowanie zajścia usiłuje się przypisać księdzu kustoszowi sanktuarium na Górze Iglicznej.

Kuria w Świdnicy liczy na to, że obie wyżej wskazane sprawy zostaną wyjaśnione przez Sąd i oświadcza, że nie będzie ich w żaden sposób komentowała.

Ks. dr Daniel Marcinkiewicz rzecznik prasowy Świdnickiej Kurii Biskupiej

---

Przypomnijmy, że bójka z udziałem ks. kustosza Andrzeja A. na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maryja Śnieżna” na Górze Iglicznej miała miejsce po pasterce 2016 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję