Reklama

Apostołka Łodzi – święta od Eucharystii

2019-07-10 09:42

Anna Skopińska
Edycja łódzka 28/2019, str. VI

S. Janina Sabat USJK
Relikwie świętej w domu na Czerwonej

Figurka Matki Bożej, przed którą składały swoje przyrzeczenia dziewczęta z sodalicji mariańskiej, krzyż słyszący każdą jej modlitwę, prośbę, dziękczynienie i lipy przy kościele Matki Boskiej Zwycięskiej – to świadkowie pamiętający apostołkę Łodzi

Święta Urszula Ledóchowska, bo o niej mowa, tu się wychowywała, katechizowała, uwrażliwiała i fascynowała miłością do Boga i Ojczyzny. To Kobieta, której śladów w Łodzi i okolicach jest tak wiele. Hrabianka, której praca porywała i zjednywała zgromadzeniu urszulanek tylu ludzi.

Przecierała szlaki, pokazywała, że można, jednocześnie niosąc Boga i uśmiech. „Niespokojna dusza”, która tak mocno była osadzona w Bogu. Obok św. Faustyny i sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej kolejna kobieta, która zawojowała to miasto. I kolejna, która jest jego symbolem.

Krzyż i odwaga

Od 1922 r. związana z robotniczym miastem. Szlak św. Urszuli to niemal cała Łódź. Idziemy więc, zaczynając od klasztoru i kościoła przy ul. Obywatelskiej. To ten teren podarowała zgromadzeniu rodzina Przybyłów, której trzy córki wstąpiły do urszulanek. To projekt tego kościoła osobiście zatwierdzała matka Urszula. To tu znajduje się krzyż, który całowała, dotykała.

Reklama

W jej zapiskach jest informacja: „25.07.1935 – Wieczorem do Łodzi. Dwudziestego szóstego lipca rano z siostrą Łozińską u księdza biskupa, zawsze dla nas tak dobrego. Potem do Kazimierza 43. Dzieci tamtejsze (setka) pod opieką naszych sióstr witały nas śpiewem. Ogólna radość. Porządek wzorowy. Po południu o osiemnastej na Obywatelskiej poświęcenie nowego ołtarza w naszym kościółku. Śliczny ołtarz – w środku duży krzyż z drewnianą wyrzeźbioną postacią Chrystus ładnie zachęca do modlitwy. Ksiądz biskup poświęcił, ślicznie przemówił. Potem był na podwieczorku u nas”.

Są też jej relikwie. Ale to właśnie ten krzyż – tak wymowny, tak prosty, tak wiele mówi i znaczy dla tych, którzy się tu modlą. Obywatelska to cały kompleks z ogrodem – zgodnie z charyzmatem św. Urszuli – jest i przedszkole, do którego, co pamiętam sprzed laty, zapisywano dzieci wtedy, gdy dopiero się urodziły, jest okno życia, w którym siostry znalazły dwoje dzieci, jest miejsce dla mam, harcerzy, dla starszych i młodszych.

Siostry prowadzą grotę solną, obok której przygotowano małą izbę pamięci – pokoik św. Urszuli. Nie wszystko jest tu z tamtego czasu, ale na pewno czymś ją pamiętającym jest drewniany fotel. Czy jak na nim usiądę, to choć trochę poznam ją i jej świętość? Zrozumiem, czemu była takim magnesem? Skąd czerpała siły i mądrość? Tak otwarta i tak nowatorska, tak odważna i niezłomna.

Figurka Matki Bożej

Na Czerwonej 6 jest dom studentek prowadzony przez siostry. Kamienica, którą na początku lat 20. XX wieku ofiarował fabrykant Ludwik Geyer, by urszulanki prowadziły ochronkę dla dzieci robotników jego fabryki, stała się wkrótce także miejscem kursów katechetycznych, rekolekcji, spotkań i zebrań sodalicji mariańskiej, katechetek i nauczycielek z całego miasta. W niej Urszula zorganizowała doskonałą szkołę życia chrześcijańskiego dla dziewcząt i kobiet. To tu, bądź w pobliskich budynkach fabrykanta, odbywały się odczyty, które przygotowywała matka Urszula. Tu także setki dzieci spędzało wolny czas – były akademie i przedstawienia patriotyczne, zawody sportowe. Działała też Krucjata Eucharystyczna, którą na wzór Francji Ledóchowska ściągnęła do Polski. Liczyła 200 tys. dzieci, ale najwięcej było ich właśnie w Łodzi.

Czy na Czerwonej – w domu wielokrotnie remontowanym, zabranym po wojnie siostrom i oddanym dopiero w latach dziewięćdziesiątych, są jakieś ślady? Otwiera nam siostra przełożona. Mówi o trzech – przywiezionych przez św. Urszulę ze Skandynawii – figurkach – Matki Bożej, św. Józefa i Pana Jezusa. Na jednej z nich jest tabliczka. Co tam napisano? Nikt nie wie. Trzeba się położyć, by odczytać. To Maryja, przed którą od 1923 r. w obecności św. Urszuli dziewczęta z sodalicji mariańskiej składały swoje przyrzeczenia. Dziś stoi w oknie. Choć to niemal relikwia. W kaplicy jest też tabernakulum, które pamięta jeszcze czasy apostołki. – Tu klęczała – mówi wzruszona s. Janina, z którą wybrałam się na tę trasę. Przed domem wybrukowane podwórko – to po nim chodziła hrabina Ledóchowska – zakonnica, gdy co miesiąc przyjeżdżała do Łodzi na spotkania z dziewczętami.

Czy ktoś pamięta?

Naprzeciw Biała Fabryka. To tu większe odczyty, dzięki uprzejmości Ludwika Geyera i jego żony, organizowała św. Urszula. W jakim to miejscu? Pani Lidia – etnograf – obiecała odszukać w zapiskach, w starych wspomnieniach, w kronikach. – Znajdziemy jej ślad – uśmiecha się.

Nieopodal jest katedra. W niej od niedawna relikwie świętej. I dom – księgarnia, wybudowana od nowa, ale na wzór starego, drewnianego budynku – prawdopodobnie pierwszego miejsca, w którym mieszkały zaproszone przez bp. Tymienieckiego do Łodzi – siostry.

– Wiecie, że tu była? – pytam pracownic księgarni. Jednak żadna o tym nie słyszała. A przecież z kronik wiadomo, że miały tu ciasne mieszkanko – zagrzybione, wilgotne, bez wody i wygód. Ale nawet tu przyjęły pięć katechetek świeckich. Czy ktoś jednak o tym pamięta?

Uśmiech, przykład, szczęście

I kościół Matki Boskiej Zwycięskiej – tu odbywały się coroczne dni krucjaty eucharystycznej. Z katedry do tej świątyni szły procesyjnie dzieci. „Ludzie przystawali na ulicach, z dumą patrząc na swoje dzieci odważnie wyznające przynależność do Chrystusa” – czytamy w jednym z opracowań. W archiwach jest jedno zdjęcie – z matką Urszulą i proboszczem parafii – ks. Dominikiem Kaczyńskim – świętym i wspaniałym kapłanem, który zginął w Dachau – na schodach świątyni ponad 2 tys. dzieci. Uśmiechniętych, szczęśliwych.

Kilkaset metrów dalej kamienica przy ul. Kopernika 51. Śladu nie ma, że był tu dom wychowawczy, który siostry przejęły od miasta. Może jednak duch tego miejsca gdzieś pozostał? Po alkohol do pobliskiego sklepu idzie kobieta – widząc zakonnicę przystaje i mówi: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. I przyznaje, że nic o Urszuli i tym miejscu nie wie, ale wierzy w Pana Boga.

Przez ten dom przewinęły się setki dziewcząt. Zabierane na rekolekcje do Pniew, na wypoczynek do podłódzkiego Kazimierza, po latach były wdzięczne za wychowanie, wpojone wartości i serce. Bo urszulanki to od początku opieka nad sierotami i dziewczętami, patriotyczne wychowanie i kult Eucharystii. Taki, którym żyła św. Urszula. Pokazując, że w Eucharystii, służbie drugiemu człowiekowi i zjednoczeniu z Bogiem jest siła.

Tagi:
św. Urszula Ledóchowska

To niemal relikwia

2019-07-31 10:15

Anna Skopińska
Edycja łódzka 31/2019, str. 1

Stoi w oknie domu przy Czerwonej 6, jak gdyby chciała przypomnieć Łodzi o św. Urszuli Ledóchowskiej, przed zbliżającym się stuleciem założonego przez nią zgromadzenia sióstr urszulanek

S. Janina Sabat USJK

Mowa o figurze Matki Bożej. Umieszczona na niej tabliczka informuje: „Figura, przy której w obecności matki Urszuli Ledóchowskiej dziewczęta należące do Sodalicji Mariańskiej składały swe przyrzeczenia”. Dopiero niedawno odkryto, że ta przywieziona ze Skandynawii rzeźba jest niczym cenna relikwia. Być może stanie w kaplicy, by każdy, kto przyjdzie się tu modlić, spotkał się także i z nią.

W roku 1922 pasterz diecezji łódzkiej bp Wincenty Tymieniecki wezwał siostry urszulanki do działalności apostolskiej na terenie Łodzi Fabrycznej. Wkrótce po rozpoznaniu środowiska matka Urszula założyła Sodalicję Mariańską dla świeckich nauczycielek i katechetek. Pierwszym moderatorem tej Sodalicji był sam biskup. Co miesiąc Ledóchowska przyjeżdżała na zebrania sodalisek, aby rozbudzać zapał do realizacji ideałów sodalicyjnych oraz pomagać wychowawcom w poszukiwaniu nowych form oddziaływania na umysły i serca młodzieży.

Kamienica, którą na początku lat dwudziestych ofiarował fabrykant Ludwik Geyer, by urszulanki prowadziły ochronkę dla dzieci robotników z jego zakładów, stała się wkrótce także miejscem kursów katechetycznych, rekolekcji, spotkań i zebrań katechetek i nauczycielek Sodalicji Mariańskiej z całego miasta.

Obecnie urszulanki szykują się do stulecia powstania zgromadzenia. Szukają też zapomnianych śladów swojej założycielki, matki, przewodniczki i świętej. A w Łodzi jest ich przecież trochę. Na Czerwonej, gdzie teraz w oknie stoi figura Matki Bożej, odbywały się odczyty, które przygotowywała matka Urszula. Tu także setki dzieci spędzały czas wolny – organizowano akademie, przedstawienia patriotyczne, zawody sportowe. Działała też Krucjata Eucharystyczna, którą na wzór Francji Ledóchowska ściągnęła do Polski. Liczyła 200 tys. dzieci, a najwięcej było ich właśnie w Łodzi. Tutaj są także dwie inne figurki – przywiezione przez św. Urszulę ze Skandynawii – Pana Jezusa i św. Józefa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp. Czaja: Chrześcijaństwo zielonoświątkowe jest dziś największym wyznaniem chrześcijańskim na świecie

2019-11-20 19:56

twitter.com/ekumenizmpl, maj / Kamień Śląski (KAI)

- Biorąc pod uwagę liczbę praktykujących wiernych, chrześcijaństwo zielonoświątkowe jest dziś największym wyznaniem chrześcijańskim na świecie. Neopentekostalizm jest też wyzwaniem wewnątrz Kościoła. Przed nami trudne zadanie wypracowania jasnych kryteriów weryfikacji chrześcijańskiej tożsamości w różnych środowiskach i wspólnotach – mówił bp Andrzej Czaja podczas trzeciej sesji międzynarodowej konferencji „Ekumenizm – formacja – integracja. Dekret o ekumenizmie 55 lat od jego promulgacji”. Dwudniowe spotkanie odbywa się w Opolu i w Kamieniu Śląskim. Wydarzenie na bieżąco relacjonowane było na Twitterze portalu ekumenizm.pl.

BP KEP
Bp Andrzej Czaja

O zjawisku pentekostalizacji w kontekście ekumenizmu mówił ordynariusz opolski, bp Andrzej Czaja. Podkreślił, że biorąc pod uwagę liczbę praktykujących wiernych a nie przynależność formalną, chrześcijaństwo zielonoświątkowe jest dziś największym wyznaniem chrześcijańskim na świecie i to w wydaniu neopentekostalnym. - Główną przyczyną wzrostu wspólnot neopentekostaknych są nowe formy działalności podbudowane ofertą tzw. ewangelii sukcesu. Inaczej niż w tradycyjnym ruchu pentekostalnym ważną funkcję pełnią również wierzenia ludowe – mówił.

Zaznaczył, że neopentekostalizm jest też wyzwaniem wewnątrz Kościoła. Ostrzegł, że do Kościoła przenikają rozmaite związane z tym zjawiskiem deformacje wiary na poziomie liturgii, nauki i duchowości. Coraz częściej pojawia się chrześcijaństwo przeżycia a nie wiary i rozumu.

Bp Czaja zadał też pytanie, na ile narastanie tego ruchu jest wołaniem o Ducha. – Gdy my jesteśmy zajęci zebraniami i strategiami, wspólnoty neopentekostalne ewangelizują. Możemy się od nich uczyć spontaniczności i zapału misyjnego – stwierdził. Podkreślił, że zjawisko neopentekostalizmu wymaga rzetelnego rozeznania. Potrzebna jest analiza przyczyn jego szybkiego wzrostu oraz wypracowanie kryteriów jego oceny, aby z cierpliwością ale i skutecznie naprawić powstałe szkody a przy tym „nie wylewać dziecka z kąpielą”. Ważne jest, by uporządkować i rozwinąć rzetelną formację duchową oraz by wskazać drogi właściwego rozwoju konkretnych wspólnot.

Bp Czaja zwrócił uwagę, że to rozeznawanie jest trudne, gdyż zjawisko to jest bardzo zróżnicowane i niełatwe do zdiagnozowania. - Nie chodzi przy tym o to, by kogokolwiek piętnować ani stygmatyzować. Przed nami trudne zadanie wypracowania jasnych kryteriów weryfikacji chrześcijańskiej tożsamości w różnych środowiskach i wspólnotach – podsumował.

- Formacja ekumeniczna powinna być jednym z najważniejszych priorytetów duszpasterskich. Mam jednak wrażenie, że tak nie jest. Przeważa stagnacja, a czasem regres - mówił ks. prof. Zygfryd Glaeser z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego. Ostrzegł, że brak dostatecznej formacji ekumenicznej młodych pokoleń, zwróci się ostatecznie przeciwko Kościołowi. - Jeśli Kościoły nie będą szukały dróg do wspólnej ewangelizacji, zostaną społecznie zmarginalizowane – podkreślił.

O sakramentalności Kościoła jako pra – problemie ekumenicznym mówił ks. prof. Janusz Królikowski z UPJPII.

Międzynarodowa konferencja „Ekumenizm – formacja – integracja. Dekret o ekumenizmie 55 lat od jego promulgacji” organizowana jest przez Wydział Teologiczny Uniwersytetu Opolskiego. Dwie pierwsze sesje odbyły się w siedzibie Wydziału w Opolu. Trzecia miała miejsce w Centrum Kultury i Nauki Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego w Kamieniu Śląskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Joanna Jędrzejczyk: Jestem wdzięczna Bogu za wszystko, co mam

2019-11-21 21:08

wPolityce.pl

Joanna Jędrzejczyk sporo ostatnio zmieniła w swoim życiu. - Mam 32 lata, a czuję się jakbym miała 16 i dopiero zaczynała przygodę ze sportami walki. W środku cały czas jestem tą samą dziewczynką, która czuje głód sukcesu - przyznała pierwsza Polka UFC oraz mistrzyni tejże organizacji w wadze słomkowej (do 52 kg) w latach 2015–2017. - Usunęłam sępy z mojego życia - dodała prowadzącemu stronę pogongu.wordpress.com.

wPolityce.pl / youtube Traile
Joanna Jędrzejczyk

Jędrzejczyk przyjrzała na oczy i postanowiła iść swoją drogą oddzielając ziarno od plew.

Jestem po rozstaniu z moim narzeczonym. Mój menedżer ukradł mi pieniądze, a to była bardzo bliska mi osoba. Od roku zaczęłam korzystać z tego, co osiągnęłam. Ktoś do mnie powiedział: Aśka, osiągnęłaś tak dużo i nawet nie cieszysz się sukcesami. Wcześniej nawet nie korzystałam z zarobionych pieniędzy. Chciałam się dzielić dobrem. Udzielałam się bardzo mocno charytatywnie. Ludzie nie wiedzą, że kupowałam łóżka do szpitali, pomagałam dzieciom. Jestem wdzięczna Bogu za wszystko, co mam - przyznała na łamach bloga pogongu.

Zawodniczka mieszanych sztuk walki ostatnio powiedziała, że musiała usunąć sępy ze swojego otoczenia.

Masa ludzi była ze mną, gdy osiągnęłam sukces, ale też bardzo dużo osób przez to straciłam. Więcej niż po przegranej, ci ludzie nagle się rozpłynęli. Odeszli ode mnie, bo mieli pretensje, że nie miałam czasu się z nimi spotykać, pójść na imprezę czy zjeść kolacji, bo byłam na wiecznej diecie. Na szczęście mam przy sobie osoby, które są ze mną od wielu lat. One nie narzekają i nie mówią, że ciężko jest być moim przyjacielem. Nasze relacje nie są łatwe, bo są okupione tęsknotą, stresem i nerwami. Obiecuję przyjaciołom, że przyjdzie czas, że będziemy na hamaku oglądać wschody i zachody słońca. I pić wino. Teraz jest jednak czas na rozwój - dodała Jędrzejczyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem