Reklama

Aspekty

Dla Pana Boga

2019-07-10 09:42

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 28/2019, str. IV

[ TEMATY ]

powołanie

Maciej Krawcewicz

W maju tego roku przybyło w naszej diecezji trzech nowych diakonów

Mała liczba alumnów w naszym seminarium duchownym jest rzeczywistością, z którą jako diecezja musimy się zmierzyć. Warto zastanowić się nie tylko nad przyczynami takiej sytuacji, ale również pomyśleć, czy jako wierzący mamy jakiś wpływ na zmianę? A może aktualny stan rzeczy to już sygnał, że trzeba zacząć się bać o powołania? – Jako ludzie wierzący nie powinniśmy oczywiście panikować, co nie znaczy, że nie mamy podejść do tej sprawy poważnie i dojrzale. Trzeba stawiać pytania, analizować i zastanawiać się. Wszyscy musimy pomyśleć nad tym, jaka jest nasza troska o powołania. Jaka w ogóle jest nasza świadomość różnych powołań w Kościele – mówi ks. Tadeusz Kuźmicki.

Czy z naszą modlitwą jest coś nie tak?

Nieraz słyszeliśmy, że takich będziemy mieli kapłanów, jakich sobie wymodlimy. Stąd łatwo wyciągnąć wniosek, że widocznie to nam nie zależy. – Nie chciałbym mówić, że nasza modlitwa o powołania jest niewystarczająca. Przecież mamy Przyjaciół Paradyża i inne osoby, które naprawdę szczerze modlą się za księży, za powołanych i o powołania. Jednak to powiedzenie powinno nam przypominać, że kapłan jest z ludu brany i dla ludu ustanowiony – podkreśla ks. Kuźmicki. – Kandydaci do seminarium zwykle nie biorą się z innej diecezji czy z innego kraju albo kontynentu. Biorą się przede wszystkim z naszej diecezji, z naszych rodzin, z naszych parafii. Dlatego trzeba sobie uświadomić, że powołania rodzą się też z naszej kondycji wiary.

Zdaniem ojca duchownego istotny jest też klimat, który tworzą wszyscy wierzący. Od niego często zależy, czy powołanie w ogóle zacznie kiełkować: – Zastanówmy się, na ile żyjemy wiarą, jak bardzo jest ona obecna w naszym życiu. Spójrzmy choćby na niedzielne Msze św. w naszych kościołach. Jak wiele młodych osób tam widzimy? A jeśli ktoś powie swoim kolegom, że chce iść do seminarium – czy to się spotyka z pozytywnym odzewem? Czy pozytywnie reaguje rodzina? Czy młody człowiek ogłaszający taką decyzję może liczyć na entuzjazm i akceptację? Kiedyś jednak wyglądało to inaczej. Inny też był status księdza. Więc liczba powołań to kwestia złożona i nie zrzucałbym całej odpowiedzialności wyłącznie na modlitwę. Musimy mieć świadomość, że powołania są zawsze z parafii dla innej parafii – bo przecież nie jest się księdzem po to, żeby w swojej rodzinnej parafii pozostać.

Reklama

Co zrobić dla powołań?

Stworzenie odpowiedniego klimatu to proces złożony, nie stanie się to z dnia na dzień. Może więc rozwiązaniem byłby jakiś wielki szturm do nieba w tej sprawie? – Modlitwa za powołanych jest zawsze potrzebna, co do tego nie ma wątpliwości. Ale – tak jak mówiłem – chodzi również o klimat do rodzenia się powołań. Czy urządzić teraz jakiś szturm modlitewny i czekać, aż w cudowny sposób coś się zacznie dziać? Czy jeśli, powiedzmy, diecezja podejmie intensywną tygodniową modlitwę połączoną z postem, to zaowocuje to siedmioma kandydatami, bo siedem dni trwała ta inicjatywa? Takiej zależności nie ma – tłumaczy ks. Kuźmicki. – W modlitwie chodzi o coś innego. Kiedy się modlimy, to przede wszystkim w nas się coś dokonuje, więc jeśli modlimy się o powołania, to też zaczynamy myśleć o własnym powołaniu. A jednocześnie mamy wciąż w głowie słowa z Pisma Świętego: „Proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje”. Sam Pan Bóg zachęca nas do takiej modlitwy i chce, żeby świadomość kwestii powołań była w nas aktywna. Nie jednorazowo, ale stale.

Musimy stawiać pytania

Powołanie nie bierze się znikąd. Nawet jeśli myśl o nim pojawia się nagle, to poprzedzają ją różne sytuacje, rozmowy, spotkania itd. – Osobiście jestem zwolennikiem stwierdzenia, że powołanie to pytanie o moje miejsce w świecie i moje miejsce w Kościele. I to dotyczy wszystkich ludzi, każdy powinien sobie takie pytanie postawić. I takie pytania stawiamy. Co więcej, wciąż odkrywamy nowe powołania. Każdy z nas został kiedyś powołany do bycia dzieckiem. A później przyszło powołanie do bycia młodym chłopakiem czy dziewczyną, do bycia uczniem, maturzystą, pracownikiem. I wreszcie powołanie do małżeństwa czy też właśnie do kapłaństwa – wybieram to, bo widzę w tym jakąś wartość, bo mnie to pociąga. O to trzeba walczyć, z tym trzeba się zmagać. Tak jest z każdym powołaniem – mówi ks. Kuźmicki. – Na drodze jednego powołania będą pojawiać się następne. Najpierw jest powołanie do bycia księdzem, potem do bycia wikarym, proboszczem, a wreszcie księdzem seniorem. Najpierw jest powołanie do małżeństwa, potem do bycia rodzicem, a potem do bycia dziadkiem. Chodzi o to, żeby swoje powołanie odkryć i realizować. A do tego trzeba zadawać sobie pytanie o swoje miejsce – dodaje.

Odkrywając zatem swoje miejsce w Kościele i angażując się w życie tej wspólnoty, przyczyniamy się realnie do tworzenia atmosfery, w której będą się rodzić nowe i piękne powołania, również te do kapłaństwa.

Tworzenie pozytywnej atmosfery wokół powołań jest istotne zwłaszcza dzisiaj, kiedy ilość ataków na księży nie zachęca do wejścia na drogę kapłaństwa. Ważny jest też dobry przykład. – Kiedy młody chłopak widzi księdza, który pięknie realizuje swoje powołanie, to może mu podsunąć myśl o kapłaństwie. Nie chodzi tu jednak o kopiowanie czyjejś drogi. Wzory nas pociągają, ale ostatecznie to za Panem Bogiem musimy iść – mówi ks. Kuźmicki.

A jak jest z negatywnymi obrazami kapłaństwa, z księżmi nieradzącymi sobie z powołaniem, z krytycznymi głosami w społeczeństwie? – Podobnie. Mogą nas zniechęcać, zasmucić, ale nie powinny zagłuszać Bożego głosu. Dobrze, że te trudności się pojawiają, bo one oczyszczają naszą motywację. Zmuszają do postawienia pytań o naszą drogę, o nasze prawdziwe pragnienia.

Lęk czy wygoda?

Mówi się, że dzisiejsze czasy nie sprzyjają podejmowaniu poważnych decyzji przez młodych ludzi. Coraz mniej osób chce podejmować zobowiązania na stałe, co widać choćby w liczbie zawieranych związków małżeńskich. Tam, gdzie rządzi lęk lub wygoda, trudno również spodziewać się masowych zgłoszeń do seminarium.

– W każdym z nas jest chęć pójścia łatwiejszą drogą, choć Ewangelia podpowiada, żeby przechodzić przez ciasną bramę. Podobnie jest ze strachem przed czymś nowym. W każdym z nas może się pojawić. I to jest zupełnie naturalne. A jednak – jak podkreśla papież Franciszek – warto zaryzykować i pójść drogą powołania, mimo lęku, mimo spodziewanych trudności – przypomina ks. Tadeusz. – W słowie na Niedzielę Dobrego Pasterza papież Franciszek napisał, że z powołaniem związane są obietnica i ryzyko. Ale dla Pana Boga warto zaryzykować i postawić na jedną konkretną drogę życia, mimo że od razu nie zobaczymy owoców tej drogi. Kiedy Jezus powołał rybaków, oni zostawili rodzinę, dobrze prosperującą firmę, wszystko co znali i po prostu poszli. Co dostali w zamian? Chodzili za Jezusem. Raz byli tu, raz tam, nie było stałości miejsca, różne były reakcje spotykanych ludzi. Owoce zaczęły pojawiać się później. A na końcu, jak mówi tradycja, wszyscy Apostołowie oprócz św. Jana ponieśli śmierć męczeńską. Ale to była ich droga. I tak jest z każdym powołaniem. To jest droga konkretnego człowieka.

Dla Pana Boga warto

Jakie zatem wnioski płyną dla nas? Mamy duży wpływ na powołania. Często wiele zależy nawet od – wydawałoby się błahych – rozmów, komentarzy, reakcji i zachowań. Ostatecznie to sam Pan Bóg powołuje swoich kapłanów, więc powinniśmy cieszyć się Jego decyzjami. No właśnie – czy cieszymy się słysząc, że Pan kogoś nowego powołał, czy dziękujemy za to? To kolejne pytania, które trzeba sobie stawiać.

A co wahającym się młodym mężczyznom ma do powiedzenia ojciec duchowny? – Zacytowałbym przede wszystkim papieża Franciszka, który mówi, że warto zaryzykować. Czasami w życiu jest tak, że coś nas ciągnie, coś nas zaciekawia i wtedy warto to sprawdzić. Jan Paweł II powiedział, że jeżeli czujesz w swoim wnętrzu choćby łagodny powiew Bożego wezwania, by pójść za Nim, to idź za tym powołaniem odważnie. Powołanie nie jest czymś oczywistym, jasnym i klarownym. Tu nie dostaniemy mapy, która nam konkretnie wskaże, gdzie jechać. Powołanie jest subtelne i jest pewną tajemnicą. Dlatego warto zaryzykować, żeby później mieć też pewność, że dało się sobie czas na rozeznanie. Więc to mógłbym powiedzieć wahającym się: dajcie sobie czas na rozeznanie powołania. I zaryzykujcie. Bo dla Pana Boga warto ryzykować.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Paradyż: Rozeznają swoje powołanie

2020-01-18 17:58

[ TEMATY ]

powołanie

Karolina Krasowska

Uczestnicy rekolekcji w Paradyżu

Małżeństwo, ksiądz i siostra zakonna prowadzą rekolekcje koedukacyjne w „Jackówce” w Paradyżu (17-19 stycznia). Mają one pomóc ich uczestnikom odnaleźć to właściwe powołanie.

- Już od ub. roku zastanawialiśmy się nad taką formą rekolekcji koedukacyjnych – mówi ks. dr Tadeusz Kuźmicki, ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie-Paradyżu, organizator rekolekcji. – Chodzi o to, by pokazać, że nasze powołanie nie wzrasta tylko w jednej płci, ale w klimacie koedukacyjnym, gdzie są mężczyźni i kobiety. Chcieliśmy stworzyć ten klimat na naszych rekolekcjach, gdzie jest różnorodność płci i osób, a jednocześnie odkrywamy, że nasze powołanie jest później do jakiejś jednej, szczególnej drogi. Cieszymy się, że w tym roku udało się zorganizować takie rekolekcje i że spotkało się to z dobrą odpowiedzią młodych ludzi, którzy są tutaj obecni.

W rekolekcjach w Paradyżu uczestniczą 22 osoby.

– O rekolekcjach dowiedziałam się od koleżanki, która zapytała czy pojedziemy na nie razem. Zgodziłam się, ponieważ rzadko mam okazję w ogóle uczestniczyć w rekolekcjach. Zachęciło mnie to, gdyż dowiedziałam się, że będą je prowadzić księża, siostry zakonne, jak i małżeństwa, więc uznałam, że jest to świetna okazja do tego, by jednym miejscu poznać te trzy drogi i zadać pytania, które mnie w jakiś sposób nurtują i rozwiać wszelkie wątpliwości – mówiła Aleksandra Łachacz z Zielonej Góry.

- Jestem w klasie maturalnej. Zaraz będę podejmował jedne z ważniejszych decyzji życiowych. Stwierdziłem, że to wszystko się doskonale składa i że fajnie by było rozeznać swoją przyszłość w takim wyjątkowym miejscu jakim jest Paradyż – dodał Kamil Doganowski z Zielonej Góry.

CZYTAJ DALEJ

Pomieszani w miłości

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

małżeńskie

Ks. Adrian Put

Życie z osobą innej wiary czasem różni się od tego, które prowadziłem wcześniej, przyznaje Scott, na zdjęciu z żoną Hanną

W większości nie przypuszczali, że poślubią nie katolika. To, że są w tym miejscu i w takiej konfiguracji, to kwestia miłości, wiary, że ona jest silniejsza od wszystkiego, i zaufania, że to Boży plan.

Agnieszka i Tomasz. Ona – katoliczka, on – wyznania prawosławnego. Małżeństwo z 18-letnim stażem, dwoje dzieci. Mieszkają w Hajnówce.

Hanna i Scott. Ona – katoliczka, on – baptysta. Na początku drogi małżeńskiej. Miejscem ich wspólnego życia jest Zielona Góra.

Dwie pary, dwie zupełnie inne historie i dwa miasta w Polsce na dwóch biegunach – wschodzie i zachodzie.

Tło

Małżeństwa mieszane to – zgodnie z prawem kanonicznym (Kodeks prawa kanonicznego, kan. 1124) – związek zawarty przez dwie osoby ochrzczone, z których jedna przyjęła chrzest w Kościele katolickim lub została do niego przyjęta po chrzcie przez publiczne wyznanie wiary i nie wystąpiła z niego formalnym aktem (czyli jest katolikiem), druga zaś należy do Kościoła lub wspólnoty kościelnej nieutrzymującej pełnej jedności z Kościołem katolickim. Dla jednych – coś zupełnie zwyczajnego, dla innych – sytuacja trudna do zaakceptowania. Obok zwykłych problemów, z którymi mierzą się wszystkie rodziny, oni mają jeszcze jedno wyzwanie: akceptacji wiary i podejścia do niej współmałżonka. A z tym wiążą się dojrzałość i otwartość na jego praktyki, często odmienne od swoich, choćby w przypadku codziennej modlitwy czy uczestnictwa w obrządkach we własnej świątyni. I wychowanie dzieci, pytania o przynależność wyznaniową rodziców. Każde małżeństwo trochę do siebie podobne, ale związane z inną historią, inną rzeczywistością. Łączą je miłość, zaufanie, że u podstaw tej relacji jest Pan Bóg – ten sam dla obojga.

Czego więc konkretnie wymaga taki związek od małżonków? Jak swoją rzeczywistość jako małżeństwa mieszane postrzegają bohaterowie artykułu?

Czy życie w rodzinie, w której mieszają się nie tylko tradycje i przyzwyczajenia, ale i wyznawana wiara, jest trudniejsze?

Różnice

Dla Agnieszki i Tomasza ich małżeństwo od początku było czymś naturalnym. Oboje pochodzą z Hajnówki, gdzie 70% mieszkańców jest wyznania prawosławnego, zaś 25% to rzymscy katolicy, a więc małżeństwo takie jak ich nie jest wyjątkiem. W takiej społeczności dorastali i tam mieszkają do dziś. Od początku mieli świadomość wyznania drugiej strony. – Nie mieliśmy z tym większego problemu, ponieważ w naszych rodzinach i w naszym regionie często można spotkać małżeństwa mieszane wyznaniowo: katolicko-prawosławne – opowiada Agnieszka. – Kiedy nadszedł odpowiedni czas, zaczęliśmy rozmawiać, w jakim kościele będzie zawarte małżeństwo. Były, oczywiście, pewne obawy ze strony męża i mojej, wynikające z kilku osobistych przyczyn, np. jak na tę sytuację zareaguje jego rodzina, szczególnie mama, która chciała, aby jej jedyny syn wziął ślub w cerkwi. Nie wiedzieliśmy, jak będziemy się czuć w kwestii braku pełnego uczestnictwa we Mszy św. w obu kościołach – chodzi o wspólne przyjęcie Komunii św. Wspólnie z mężem podjęliśmy jednak decyzję, że ślub oraz chrzciny przyszłych dzieci będą w Kościele katolickim, natomiast my pozostaniemy przy swoich wyznaniach.

CZYTAJ DALEJ

Paulini rozpoczęli Rok Jubileuszowy bł. Euzebiusza

2020-01-20 18:21

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Rok Jubileuszowy bł. Euzebiusza rozpoczął się we wszystkich paulińskich klasztorach na świecie. Dziś przypada 750. rocznica śmierci węgierskiego błogosławionego, który jest organizatorem i założycielem Zakonu Paulinów. Zjednoczeni przez niego pustelnicy przyjęli regułę i otrzymali nazwę Zakon Braci św. Pawła Pierwszego Pustelnika.

Mszy św. na rozpoczęcie jubileuszu na Jasnej Górze przewodniczył wikariusz generalny zakonu o. Michał Lukoszek. W Sali Rycerskiej zainaugurowano jubileuszowa wystawę o założycielu paulinów i początkach wspólnoty.

Główne uroczystości inauguracyjne odbyły się dziś w bazylice św. Stefana w Budapeszcie, a przewodniczył im Prymas Węgier kard. Peter Erdő, konfrater paulinów. Węgry to kolebka Zakonu.

W homilii o. Michał Lukoszek zwrócił uwagę m.in. na charyzmaty jednoczenia i gościnności, którymi odznaczał się bł. Euzebiusz. Wskazał na aktualność jego postawy życiowej. - Możemy nauczyć się od bł. Euzebiusza rozmodlenia i zakochania się w Bogu, czego owocem jest autentyczna i zdrowa miłość bliźniego, tego, wydaje się, w sposób szczególny potrzebuje współczesny człowiek – podkreślił wikariusz generalny.

Zakon Paulinów powstał na Węgrzech w I połowie XIII w. Paulini są jedną z trzech - obok dominikanów i franciszkanów - wielkich rodzin zakonnych, które mają swe początki w pierwszych latach XIII w.

Założycielem i organizatorem wspólnotowego życia paulinów jest bł. Euzebiusz, który rozmiłowany w „byciu sam na sam z Bogiem” św. Pawła Pierwszego Pustelnika połączył kontemplację z działalnością apostolską. Pustelnicy prowadząc życie wspólnotowe, nie tylko szerzą kult Matki Bożej, ale ich charyzmatem jest też umiłowanie krzyża i modlitwa liturgiczna.

Euzebiusz urodził się w Ostrzyhomiu (dzisiaj to węgierskie miasto Esztergom) ok. roku 1200. Pochodził z bogatej, chrześcijańskiej rodziny. Nauki pobierał w szkole katedralnej w swoim mieście. Tam też otrzymał święcenia kapłańskie, a potem był kanonikiem katedralnym. Już wtedy wyróżniał się pobożnością i niezwykłą hojnością wobec biednych., stąd do dziś mnisi wskazują na niezwykła gościnność założyciela.

Podczas najazdu Tatarów w 1241 r. ratował swoje życie, ukrywając się w lasach Pilisium (Pecs). Rozdawszy swój majątek biednym, za zgodą biskupa z kilkoma towarzyszami rozpoczął życie pustelnicze w pobliżu Szanto, wypełnione pokutą i kontemplacją. Wspólnota w klasztorze pod wezwaniem Świętego Krzyża przyjęła tę samą surową regułę, co eremici z drugiego klasztoru św. Jakuba, założonego w 1215 r. przez biskupa Bartłomieja z Peczu, na górze Patacs. Wkrótce Euzebiusz doprowadził do połączenia tych klasztorów i został przełożonym pustelników naddunajskich. Nadał nowemu zgromadzeniu nazwę Zakon Braci św. Pawła, Pierwszego Pustelnika.

W 1262 r. Euzebiusz prosił papieża Urbana IV o zatwierdzenie swojej wspólnoty zakonnej z nadaniem mu Reguły św. Augustyna. Nastąpiło to dopiero w roku 1308, już po jego śmierci.

Kapituła generalna Zakonu z 1984 r. wezwała wszystkich paulinów, by w myśl soborowego „powrotu do źródeł” lepiej poznawali swoją duchowość, minione dzieje i bogate tradycje zakonu. Zwracała ona przede wszystkim uwagę na potrzebę większej popularyzacji kultu głównego współzałożyciela paulinów, to jest bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia. Od 20 stycznia 2005 roku w swych kościołach paulini przeżywają święto bł. Euzebiusza.

Wskazując na pierwotny Euzebiański rys paulińskiej duchowości naznaczony tajemnicą krzyża, rozmiłowaniem braci w kontemplacji Męki Pańskiej, przełożony generalny Paulinów o. Arnold Chrapkowski zwrócił uwagę, że ta tajemnica krzyża była i jest wielkim wezwaniem do świętości. - To zachęta, by i współcześnie zakonnicy, żyjący tradycją minionych wieków zachowaną i potwierdzoną przez Kościół, byli świętymi przemieniającymi modlitwą i pracą rzeczywistość świata – podkreślił zakonnik.

W przeciągu wieków paulini wzbogacili swoje przesłanie o działalność duszpasterską. W XV stuleciu zaczęli obejmować parafie, a także otaczać opieką ruch pielgrzymkowy. Związek Zakonu Paulinów z Matką Bożą szczególnie uwidocznił się w XVII wieku, kiedy Stolica Apostolska powierzała im liczne maryjne sanktuaria.

Wśród ponad 500 paulinów dominują wciąż Polacy, to jednak w ostatnich latach widać znaczne umiędzynarodowienie wspólnoty. Biali zakonnicy są obecni w 17 krajach na 4 kontynentach.

Na potrzebę jednoczenia ludzi wokół Chrystusa dzisiaj wzorem bł. Euzebiusza wskazał o. Botond Bátor, proboszcz paulińskiej parafii i przełożony wspólnoty zakonnej w Şumuleu Ciuc w Rumunii. – Dzisiaj w tym świecie jest jakieś zadanie dla nas; abyśmy byli razem, oczywiście w wierze chrześcijańskiej i musimy zbierać ludzi do jednego ognia” – podkreślił paulin.

Choć paulini kojarzeni są głównie z polskim narodowym sanktuarium maryjnym na Jasnej Górze, to głoszony przez nich kult Bogurodzicy bierze swój początek z węgierskiej świadomości narodowej, a także z czci oddawanej Matce Bożej przez żyjących na Węgrzech pustelników.

Pierwszy król węgierski Święty Stefan (997-1038) przyjął koronę króla Węgier w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przez co pragnął wyrazić swą głęboką cześć, jaką darzył Matkę Bożą. W miejscowości Székesfehérvár, ówczesnej stolicy Węgier, wzniósł na cześć Bogurodzicy ogromną bazylikę. Król każdego roku z wspaniałymi obchodami święcił dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzień ten uczynił dniem praworządności, czyli wydawania wyroków. Oddał też kraj we władanie Matce Boskiej, zamiast tytułu Bogarodzicy nazywał ją Królową, Orędowniczką, Patronką Węgier. Królestwo Węgierskie już od zarania swoich dziejów nazywano krajem Maryi.

W 1382 r. z węgierskiego Márianosztra, które od początku istnienia było miejscem poświęconym Maryi, do Polski przybyło szesnastu węgierskich paulinów, którzy założyli klasztor na Jasnej Górze, który z czasem stał się sercem Zakonu Paulinów i narodowym sanktuarium Polaków. Tutaj swoją siedzibę ma Kuria Generalna - naczelna władza zakonu, na czele której stoi przełożony generalny.

Od ponad sześć wieków paulini w Polsce wpisują się w nasze dzieje modlitwą, służbą i czuwaniem przy cudami słynącym Obrazie Matki Bożej w Częstochowie. W dziedzictwo swojego zakonu paulini włączają się przez wytrwałą służbę pielgrzymom, przede wszystkim w konfesjonale i przy ołtarzu, a także współtworząc chrześcijańską kulturę Polski.

Jan Paweł II określił maryjność paulińską mianem „charyzmatu jasnogórskiego”; to głoszenie Słowa i sprawowanie sakramentów, oddanie Matce Najświętszej.

Przez wieki pielęgnowane były także paulińskie relacje polsko – węgierskie. Od 2011 r. przybywają pielgrzymki Madziarów na Jasną Górę, które są modlitwą w o jedność Polaków i Węgrów oraz za Europę - o powrót do chrześcijańskich wartości.

W Bastionie św. Barbary znajduje się pamiątka tych pielgrzymek: wotum - figura bł. Euzebiusza, nazwana została "Studnią Bł. Euzebiusza - Przyjaźni Polsko-Węgierskiej".

O węgierskich początkach Zakonu Paulinów opowiadają jubileuszowe wystawy. Już od dziś dzieje bł. Euzebiusza można poznawać na specjalnej ekspozycji w Sali Rycerskiej.

Natomiast wyjątkowe mobilne muzeum przygotowali węgierscy paulini. Wystawę otworzył dziś w Budapeszcie kard. Peter Erdo. Ekspozycja w nowatorski sposób stara się ukazać atrakcyjność życia zakonnego.Wystawa interaktywna zaopatrzona jest w kody QR, co umożliwi pielgrzymom pogłębienie wiedzy i skorzystanie z dodatkowych materiałów: filmów, zdjęć, muzyki, fotografii czy wywiadów z zakonnikami. Ekspozycja dostępna jest w języku polskim, węgierskim i angielskim. Będzie dostępna dla zwiedzających na dziedzińcu jasnogórskim w sobotę i niedzielę 25-26 stycznia. Potem autobus pojedzie do największych klasztorów paulińskich: Świdnicy, Wrocławia, Wieruszowa, Torunia i Warszawy. Na Jasną Górę powróci na początku lutego.

O Błogosławionym Euzebiuszu, przeszłości i współczesności białych mnichów opowiada także cykl filmowy na kanale YouTube pt. „Płomyki w Zakon zebrane - 12 rozmów o duchowości”. Kolejne odcinki publikowane będą 11. dnia każdego miesiąca tego roku. Rozmowy emitowane są również w Radiu Jasna Góra.

W dniach 10-16 września odbędą się uroczystości ku czci bł. Euzebiusza Międzynarodowy Kongresie Eucharystycznym na Węgrzech.

Wyższe Seminarium Duchowne Zakonu Paulinów na Skałce w Krakowie przygotuje modlitewne spotkanie oraz konferencję popularno-naukową: „Bł. Euzebiusz: dziedzictwo - świadectwo - proroctwo". Nowicjat w Leśniowie podejmie inicjatywy modlitewne i formacyjne. Poczta Polska wyda kolekcjonerski znaczek o bł. Euzebiuszu.

Szczegółowy harmonogram obchodów jubileuszu odnaleźć można na stronie na stronie www.cbe.paulini.pl w zakładce „Rok Euzebiusza”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję