Reklama

Katedra i kapary mistrza Juraja

2019-07-24 11:32

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 30/2019, str. 48-50

Margita Kotas
Katedra św. Jakuba w Szybeniku. Z prawej strony widoczny pomnik jej budowniczego Juraja Dalmatinca

Czy Juraj Dalmatinac mógł przypuszczać, że jego katedra zagra kiedyś w „Grze o tron”? Do głowy by mu to nie przyszło. Kiedy do tego doszło, ściskając dłuto w silnej dłoni, patrzył uważnie na poczynania ekipy filmowej gotowy w każdej chwili zejść z cokołu...

Zachwyt budzi cała szybenicka starówka, ale z pewnością najsłynniejszym jej obiektem jest katedra sv. Jakova – św. Jakuba – najwybitniejsze dzieło renesansowej architektury Chorwacji, które nie ma analogii w całej Europie. To ona przyciąga największą uwagę przybywających do Szybeniku turystów. I to akurat, jak wielkie wrażenie na oglądających będzie wywierała wiele wieków od wzniesienia, mistrz Juraj Dalmatinac z pewnością przewidział. Najlepiej przecież wiedział, jak wielkiego kunsztu użył.

Jedyne takie miasto

Szybenik – jedno z pięciu najatrakcyjniejszych turystycznie miast Dalmacji – leży nad zalewem, do którego uchodzi rzeka Krka i który łączy z morzem wąski kanał sv. Ante – św. Antoniego. Jak wskazują znaleziska archeologiczne, okolica dzisiejszego Szybeniku była zasiedlona już w neolicie. Ponieważ jednak nie zachowały się żadne wzmianki o Ilirach czy Rzymianach, jak ma to miejsce w przypadku innych miast w tym regionie, przyjmuje się, że pierwszymi osadnikami były stare plemiona chorwackie, które przybyły tu ok. VII wieku. Tym samym Szybenik uznaje się za jedyne rdzennie chorwackie miasto nad Adriatykiem. Czy słusznie – zważywszy, że na terenie obecnej twierdzy Michała Archanioła odkryto jednak ślady umocnień Liburnów, jednego z plemion iliryjskich – rozstrzygnięcie pozostawmy historykom.

Burzliwe dzieje

Najstarszy dokument mówiący o Szybeniku – „Castrum Sebinici” – został wydany w 1066 r. przez chorwackiego króla Petara Krešimira IV. W 1169 r., już po zawarciu unii węgiersko-chorwackiej, Szybenik otrzymał od króla Stefana III status miasta i prawo bicia monety. Przed koniecznością bicia się o swoje nie raz natomiast musieli stanąć mieszkańcy miasta. Ze względu na swoje strategiczne położenie, na skrzyżowaniu dróg morskich i lądowych, Szybenik był wielokrotnie najeżdżany, m.in. przez Wenecjan, którzy toczyli o niego walki z Arpadami władającymi wówczas Węgrami i Chorwacją. Niemal od zawsze miasto musiało być chronione coraz to doskonalszymi umocnieniami, które w średniowieczu mogły również wywrzeć wpływ na jego nazwę – Šibenik. Wywodzi się ją od chorwackiego słowa „šiba”, które oznacza pale opasującej miasto palisady. Mimo umocnień, waleczności mieszkańców i skutecznego odpierania wielu ataków Republiki Wenecji Szybenik od 1420 r., jak niemal całe wybrzeże Dalmacji, znalazł się na blisko 400 lat w jej władaniu – opatrznościowo jednak, ponieważ to właśnie dzięki niej oparł się skutecznie imperium osmańskiemu. Z „weneckiego” okresu pochodzi także zachwycające dziś turystów historyczne centrum miasta ze słynną katedrą św. Jakuba.

Reklama

Kamienny monolit

Kiedy papież Bonifacy VIII powołał w 1298 r. diecezję szybenicką, do rangi katedry podniósł istniejący romański kościół św. Jakuba, który sto lat później został zniszczony podczas jednej z napaści weneckich. W 1402 r. bp Bogdan Pulšić podjął decyzję o budowie na jego miejscu obecnej katedry; pozostałościami po romańskiej świątyni są główny i boczny portal dzisiejszej budowli. Z powodu wielu komplikacji prace ruszyły jednak dopiero w 1431 r. i z przerwami trwały do 1555 r. Przez pierwsze dziesięć lat budową kierowali Andrija Budčić i Budiša Statčić. W 1441 r. kontynuowanie prac zlecono genialnemu architektowi i rzeźbiarzowi Jurajowi Dalmatincowi z Zadaru (znanemu również jako Giorgio Orsini da Sebenico), twórcy m.in. portalu w weneckim Pałacu Dożów. Jego autorstwa są m.in. baptysterium, projekt kopuły oraz słynny zewnętrzny fryz, na którym wyrzeźbił rząd 71 głów przedstawiających współczesnych mu mieszczan. Kiedy mistrz Juraj zmarł w 1473 r., prace kontynuował jego uczeń Nikola Firentinac.

Długo by mówić o pięknie katedry. We wnętrzu zaskakuje jej nietypowe sklepienie, wyglądające jak odwrócona do góry dnem łódź, zachwyca misternie rzeźbione sklepienie kaplicy baptysterium, ale tym, co najbardziej zadziwia i budzi zachwyt znawców, jest fakt, że cała katedra, łącznie z dachem i pokryciem kopuły, jest zbudowana z kamienia bez użycia zaprawy. Krawędzie poszczególnych bloków kamiennych przycinano w taki sposób, by zazębiały się ze sobą, jako budulca użyto natomiast specyficznego wapienia z wyspy Brač, który po kilkudziesięciu latach sam się spaja, przez co katedra stanowi dziś kamienny monolit.

Film albo klapa

Słynne dzieło Juraja Dalmatinca wznosi się na Trgu Republike Hrvatske, placu, który jest centrum szybenickiej starówki; katedra oddziela jego przestrzeń od zatoki. Przez długi czas nosił on nazwę Plathea communis i pełnił funkcję miejskiego salonu pod gołym niebem, gdzie toczyło się życie publiczne i towarzyskie. W czasie ataku Wenecjan w 1378 r. plac był również areną krwawych walk. Dziś zwykle jest oblężony przez różnojęzycznych turystów, jednak gdy dobrze się wsłuchać, można przy odrobinie szczęścia wyłowić wśród gwaru dźwięki śpiewającej lokalnej klapy, i jak za głosami syren podążyć za nimi krętymi uliczkami starówki. Fani serialu „Gra o tron” będą zapewne zwiedzać starówkę pod kątem poszukiwania jej podobieństwa do filmowego miasta Braavos. Gdyby jednak ktoś zdecydował się na odnalezienie śpiewającej w którymś z zaułków starówki klapy, może być pewny, że jeśli nawet nie dotrze do źródła dźwięku, odbędzie niezwykle urokliwy spacer i odnajdzie zakątki równie piękne jak głosy dalmatyńskich mężczyzn a cappella.

Kościoły i... kościoły

Zanim wyruszy się na spacer, warto dokładnie się przyjrzeć obiektom znajdującym się na Trgu Republike Hrvatske. Uwagę zwracają choćby budynek ratusza z XVI wieku, uchodzący za najwybitniejsze dzieło architektury świeckiej w mieście, a na tyłach katedry – Pałac Biskupi (1439-41), Pałac Książęcy oraz stara Brama Morska. Z szacunku i z respektem warto się zatrzymać przy pomniku głównego budowniczego katedry Juraja Dalmatinca – autorstwa Ivana Meštrovicia. Z cokołu w kierunku głównego portalu katedry spogląda przenikliwym wzrokiem postawny mężczyzna, z dłutem i pobijakiem w silnych dłoniach, więc biada temu, kto chciałby się w tym miejscu zachować nieobyczajnie. Lepiej zatem po pełnym szacunku odwiedzeniu katedry wybrać jedną z odchodzących z placu uliczek i udać się grzecznie w dalszą drogę. Gdy pójdziemy w kierunku północy, napotkamy XV-wieczny kościółek sv. Barbare – św. Barbary, w którego wnętrzu znajduje się dziś Muzeum Sztuki Sakralnej. Na Trgu Ivana Pavla II odnajdziemy natomiast kościół sv. Ivana – św. Jana z 1485 r. z charakterystycznymi zewnętrznymi schodkami po południowej stronie. Parę kroków dalej znajduje się niewielki kościół sv. Krševana – św. Chryzogona – najprawdopodobniej najstarszy obiekt sakralny w Szybeniku, zbudowany w XII wieku na miejscu starszej świątyni z VII stulecia. Jeśli pójdziemy dalej w kierunku północnym, dotrzemy do barokowego kościoła sv. Lovre – św. Wawrzyńca, przy którym udostępniono do zwiedzania przyklasztorny ogród. W tym jedynym średniowiecznym ogrodzie w Chorwacji rosną nie tylko przepiękne róże, bukszpan i rozmaite odmiany macierzanki, ale też kapary, które miał do Szybeniku sprowadzić Juraj Dalmatinac.

Szybenickie twierdze

Z kościoła św. Wawrzyńca już tylko krok do jednej z czterech twierdz, które skutecznie broniły Szybenik przed tureckimi atakami. To twierdza sv. Mihovila – Michała Archanioła, zwana również twierdzą św. Anny. Cytadela z przełomu XVI i XVII wieku częściowo pozostaje w ruinie, ale i tak warto wejść na jej mury, choćby po to, by zobaczyć z tej perspektywy stare miasto z katedrą św. Jakuba albo też widoczną stąd doskonale twierdzę św. Jana. W parku usytuowanym w pobliżu magistrali adriatyckiej odnajdziemy trzecią z twierdz – Šubićevac, zwaną również twierdzą Barona – na cześć barona Degenfelda, który w 1647 r. zorganizował obronę miasta przed Turkami. Gdybyśmy czuli jednak „niedosyt militarny”, możemy odwiedzić jeszcze wyrastającą z wody u ujścia kanału sv. Ante XVI-wieczną twierdzę sv. Nikole – św. Mikołaja. Możemy, ale nie musimy. Gdybyśmy np. znajdując się w twierdzy Michała Archanioła, która wyznacza północną granicę starówki, zatęsknili za odwiedzeniem jeszcze jednego z wielu kościołów Szybeniku, możemy wybrać kierunek na południowy narożnik starówki, gdzie znajdują się kościół sv. Frane – św. Franciszka i przylegające do niego zabudowania klasztorne franciszkanów. Powinni to uczynić zwłaszcza miłośnicy piśmiennictwa, w klasztorze bowiem znajdują się unikatowe kolekcje rękopisów, z wcale nie najstarszą w tym zbiorze napisaną po łacinie Modlitwą Szybenicką z ok. 1375 r.

Gdyby pod dojściu do południowego narożnika starego Szybeniku siły odmówiły posłuszeństwa – jest na to rada. Tuż przy franciszkańskim zespole klasztornym znajduje się niewielki park, gdzie przy fontannie bądź pod czujnym okiem spoglądającego z pomnika króla Petara Krešimira IV można złapać chwilę oddechu przed dalszym zwiedzaniem lub opuszczeniem miasta. Ale kto chciałby je opuszczać, póki dzień młody...

Tagi:
podróże wakacje

Franciszek jedzie do Japonii

2019-11-14 18:04

Krzysztof Tomasik (KAI) / Warszawa

Pod hasłem "Chronić każde życie" odbędzie się podróż apostolska Franciszka do Japonii. W dniach 23-26 listopada odwiedzi on Tokio, Nagasaki i Hiroszimę. Będzie to jego 32. podróż zagraniczna papieża i czwarta do Azji, podczas której wcześniej, w dniach 19-23 bm. złoży on wizytę w Tajlandii. Będzie to też drugi pobyt następcy św. Piotra w Kraju Kwitnącej Wiśni. W lutym 1981 przebywał tam Jan Paweł II. Franciszek uda się do Japonii w 470. rocznicę przybycia tam św. Franciszka Ksawerego – Apostoła tego kraju.


Logo papieskiej pielgrzymki w Japonii

Cel wizyty

„Wyrażam podziw dla męczenników chrześcijańskich za ich wytrwałość i stałość w wierze, za obronę tego, w co wierzyli, za obronę przekonań oraz wolności chrześcijańskiej” – tymi słowami Ojciec Święty pozdrowił naród japoński w przesłaniu, jakie skierował przed wizytą. Wskazał w nim na dwa symboliczne miasta, które w historii były świadkami męczeństwa: Hiroszimę i Nagasaki. „Można mówić o innym męczeństwie, bardziej ogólnoludzkim, tym spowodowanym bombą atomową, która przyniosła cierpienie narodowi” – przypomniał autor przesłania. Wyraził podziw dla tego narodu za to, iż był zdolny do powstania po takiej piekielnej próbie. „Jesteście narodem zdolnym do powstania, narodem, który zawsze patrzy do przodu” – podkreślił papież, dodając, że szkody, jakie poczyniła bomba atomowa, były monstrualne. Wskazał, że stosowanie energii atomowej dla celów wojennych jest niemoralne.

Za swoim poprzednikiem – św. Janem Pawłem II Franciszek ogłosi pokojowe przesłanie przeciwko broni jądrowej w miastach-ofiarach atomowych ataków w sierpniu 1945: Nagasaki i Hiroszimie.

Papież przybywa do Japonii nie tylko jako zwierzchnik największej na świecie wspólnoty religijnej, ale także jako duchowy autorytet, który nieustannie przypomina społeczności międzynarodowej o fundamentalnych kwestiach, takich jak ubóstwo, pogłębiające się nierówności ekonomiczne, migracja i uchodźstwo, konflikty zbrojne, zdecydowana denuklearyzacja i kontrola międzynarodowa handlu bronią, co czyni go mentorem i sumieniem świata, a także misjonarzem pokoju.

Wizyta ta jest także spełnieniem jego marzenia. Jako młody jezuita ks. Jorge Mario Bergoglio chciał zostać misjonarzem właśnie w tym kraju, ale uniemożliwiła mu to choroba.

Program

Papież przyleci do stolicy Japonii w sobotę 23 listopada po południu czasu miejscowego. Po ceremonii powitania na lotnisku Tokio-Haneda uda się do nuncjatury apostolskiej, gdzie spotka się z miejscowymi biskupami.

Następnego dnia rano, w niedzielę Chrystusa Króla Wszechświata odleci samolotem do Nagasaki – najbardziej katolickiego miasta kraju, nazywanego "japońskim Rzymem". Tam w Parku Pokoju, w którym znajdowało się epicentrum wybuchu bomby atomowej zrzuconej na to miasto 9 sierpnia 1945 r. (w jego wyniku zginęło ok. 74 tys. osób), wygłosi orędzie na temat broni nuklearnej a następnie na Wzgórzu Nishizaka przy Pomniku Męczenników – miejscu zagłady tamtejszych katolików i misjonarzy – złoży hołd ofiarom trwających ponad dwa i pół wieku prześladowań katolików. Ten bolesny okres zakończył się dopiero pod koniec XIX wieku. Jednym z zamęczonych na wzgórzu Nishizaka w 1643 r. misjonarzy był polski jezuita o. Wojciech Męciński. Tam też Franciszek odmówi modlitwę „Anioł Pański”.

Po obiedzie w Domu Biskupim Ojciec Święty odprawi Mszę św. na miejscowym stadionie baseballowym, po czym uda się samolotem do Hiroszimy, która jako pierwsza na świecie padła ofiarą ataku jądrowego w czasie II wojny światowej i wygłosi tam, przy Pomniku Pokoju przesłanie na rzecz pokoju. Następnie odleci do Tokio. W tym jednym dniu papież przemierzy w sumie 2400 km.

Przed południem 25 listopada, Franciszek spotka się w „Bellesalle Hanzomon” z ofiarami trzęsienia ziemi, tsunami i promieniowania spowodowanego 8 lat temu awarią w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Złoży prywatną wizytę cesarzowi Naruhito i jego małżonce Masako (absolwentce katolickiego liceum) w Pałacu Cesarskim, po czym spotka się z młodzieżą w katedrze Najświętszej Maryi Panny. Po obiedzie w nuncjaturze, na stadionie Tokyo Dome papież odprawi Mszę św., po której spotka się z premierem Shinzo Abe oraz z władzami i korpusem dyplomatycznym w siedzibie rządu i parlamentu - Kantei w tokijskiej dzielnicy Nagatachō.

Nazajutrz Ojciec Święty odprawi prywatną Mszę św. z udziałem członków Towarzystwa Jezusowego w kaplicy Centrum Kulturalnego Uniwersytetu Sophia, zje z nimi śniadanie w Collegium Maximum, odwiedzi starszych kapłanów i chorych w Domu Loyoli oraz złoży odwiedzi społeczność uniwersytecką. Tuż przed południem odbędzie się na lotnisku Tokio-Haneda ceremonia pożegnania, po której Franciszek odleci do Rzymu.

Oficjalnym hymnem wizyty papieża w tym kraju będzie – zgodnie z jej hasłem – piosenka „Protect all Life” (Chronić każde życie), inspirwana papieską encykliką „Laudato si’”. Zabrzmi ona we wszystkich miejscach, które odwiedzi Franciszek. Słowa hymnu napisał piosenkarz i aktor Jun Inoue.

Chrześcijanie w morzu szintoizmu i buddyzmu

Religiami przeważającymi w Japonii są szintoizm i buddyzm, traktowane synkretycznie. Szintoizm, czyli „droga bogów [lub bóstw]", jest tradycyjną religią Japończyków, opartą na tamtejszej mitologii i odznaczającą się wielobóstwem (politeizmem) oraz wielką różnorodnością przejawów i kultów. Ogólnie jest religią natury, stąd wielka wrażliwość jej wyznawców na przyrodę. Przeciętny Japończyk dobrze zna się na gatunkach kwiatów, drzew i zgodnie z szintoizmem oddaje im religijną cześć.

Z kolei buddyzm japoński, posiadający swoją centroprawicową Partię Nowe Komeito, która jest częścią obecnej koalicji rządzącej, jest podzielony na wiele różnych szkół i kierunków, z których najbardziej znany jest "buddyzm zen". Od lat obserwuje się, że 75 tys. buddyjskich świątyń w Japonii stopniowo pustoszeje. Jednocześnie spada zainteresowanie ceremoniami buddyjskimi, które stanowią źródło dochodów tych świątyń. Wiele z nich stoi wobec groźby zamknięcia.

Według oficjalnych statystyk ok. 90 proc. Japończyków wyznaje obie religie. Ważnym elementem miejscowego krajobrazu religijnego są też tak zwane nowe religie, które rozprzestrzeniają się od połowy XIX w. Obecnie wymienia się ok. 300 takich wyznań.

Od zakończenia II wojny światowej Japonia szczyci się dużą tolerancją religijną. Panuje rozdział religii od państwa a wspólnoty religijne są zwolnione z podatków. Japończycy nie są bynajmniej ateistami, ale religia jest dla większości z nich czymś w rodzaju ideowego państwowo-społecznego rytuału i spoiwa. Gdy ktoś umrze, to w większości wypadków idzie się na pogrzeb buddyjski, gdyż w innym obrządku pochówku nie ma.

Także stosunki międzyreligijne są bardzo dobre, czego przykładem są wspólne modlitwy, dwa razy w roku, katolików, wyznawców innych Kościołów chrześcijańskich i buddystów za zmarłych. Relacje chrześcijańsko-buddyjskie dobrze pokazuje dom modlitwy w stylu zen - Semeizan (Góra Życia). Znajduje się on niedaleko Kumamoto na wyspie Kiusiu. Jego założycielem jest włoski misjonarz-ksawerianin o. Franco Sottocornola. W ośrodku, cieszącym się dużą popularnością, praktykowana jest modlitwa łącząca tradycję buddyjską, prawosławną i katolicką.

Jednym z fenomenów życia codziennego Kraju Kwitnącej Wiśni jest to, że Japończycy, zauroczeni chrześcijańską ceremonią, marzą o ślubie w kościele i aż 60 proc. młodych par zgłasza się do katolików i protestantów po błogosławieństwo. Aby mieć ślub w kościele katolickim, trzeba przejść przez specjalny kurs. Watykan w 1975 r. zezwolił, w drodze wyjątku, Kościołowi w Japonii na błogosławienie związków osób, które nie są chrześcijanami. Nie jest to sakrament, lecz zwykłe błogosławieństwo.

Kościół męczenników

Historia katolicyzmu w Kraju Wschodzącego Słońca zaczęła się 15 sierpnia 1549 r., kiedy św. Franciszek Ksawery, współzałożyciel Towarzystwa Jezusowego, wylądował w Kagoszimie na wyspie Kiusiu. Spędził on tam tylko nieco ponad dwa lata, ale w tym okresie ok. 500 Japończyków nawróciło się na wiarę chrześcijańską. W krótkim czasie powstało kilka ośrodków chrystianizacji Japonii. Działalność misji jezuickiej skupiała się na zakładaniu ośrodków, które były odpowiedzialne za katechezę, spotkania modlitewne oraz opiekę nad biednymi i chorymi.

W wyniku podburzania japońskich panów feudalnych - daimio, szogunów (zwierzchników sił zbrojnych, rządzących krajem w imieniu cesarza) i klasztory buddyjskie, przez protestanckich kupców holenderskich, którzy przestrzegali, że wraz z misjonarzami hiszpańskimi i portugalskimi nastąpi kolonizacja Japonii, rozpoczął się czas okrutnych prześladowań katolików. Zapoczątkowało je w 1597 ukrzyżowanie 26 miejscowych i zagranicznych chrześcijan w Nagasaki. 10 lat wcześniej (w 1587) szogun Toyotomi Hideyoshi, de facto władca Japonii, wydał dekret nakazujący wszystkim misjonarzom opuszczenie kraju oraz zakazujący wyznawania chrześcijaństwa pod karą śmierci. W okrutny sposób mordowano zarówno Japończyków, jak i cudzoziemców. Jednym z nich był w 1743 polski jezuita o. Wojciech Męciński.

Aby wykorzenić nową religię, stosowano różne formy tortur i egzekucji. W 1614 całkowicie zakazano wyznawania chrześcijaństwa. Ludzi zmuszano do deptania wizerunków "fumi-e", przedstawiających Chrystusa lub Maryję. Ci, którzy się wahali, byli zabijani. Opowiada o tym m.in. powieść Shūsaku Endō „Milczenie” i oparty na niej film Martina Scorsese. Wielu chrześcijan uciekło na odległe wyspy. Inni pozostali w wioskach na głównych wyspach kraju, praktykując potajemnie swoją wiarę, chrzcili dzieci, uczyli katechizmu, w ukryciu zbierali się na wspólne modlitwy.

W latach 1639–1873 w rządzonej przez szogunów z rodu Tokugawa Japonii panował system zbliżony do totalitarnego, regulował on każdą dziedzinę życia, nawet małżeństw nie można było zawierać bez zgody władz. Ponadto opierał się on na szpiegostwie. Ludzie na wsi byli podzieleni na grupy pięcioosobowe i kontrolowali siebie nawzajem. Jeśli któryś z nich był podejrzany o chrześcijaństwo lub jakieś przestępstwo a drugi z tych pięciu nie doniósł o tym władzom, to wszyscy ponosili taką samą karę. Za donosy na chrześcijan dostawało się dużo pieniędzy; najwięcej za kapłana.

Jedną z postaci-symboli tego czasu jest beatyfikowany w 2017 r. Justo Ukon Takayama - „samuraj Chrystusa”, japoński pan feudalny, który w 1615 r. zmarł z wycieńczenia na banicji w Manili. Wraz z rodziną został wygnany z Japonii za to, że odmówił porzucenia wiary. Ze swoim ojcem prowadził dzieło ewangelizacji. Wspierał pracę misjonarzy w zachodniej Japonii. Wybudował kilkadziesiąt kościołów i kaplic. Przyczynił się do przyjęcia chrztu przez tysiące ludzi wywodzących się zarówno z klasy samurajów, jak i z nizin społecznych.

Dotychczas z pierwszego okresu prześladowań 26 męczenników w Nagasaki zostało kanonizowanych w 1862 r. W kilka lat później 205 męczenników z XVI wieku zostało beatyfikowanych. W 2008 r. błogosławionymi zostało kolejnych 188 męczenników, wśród których znaleźli się jezuita ks. Piotr Kibe, stracony w Tokio w 1639 roku i Julian Nakaura - członek delegacji japońskich katolików, wysłanej do Rzymu oraz rzesze japońskich chrześcijan, zamęczonych na początku japońskiej epoki Edo, w latach 1603-39.

W 1853 r. mocarstwa zachodnie zmusiły Japonię do otwarcia na wymianę handlową i na świat – rozpoczęła się wówczas tzw. epoka restauracji Meiji. Dzięki temu duchowni chrześcijańscy mogli przybywać do Japonii jako kapelani społeczności zagranicznej, ale samo chrześcijaństwo nadal było zakazane dla Japończyków. Prześladowania wyznawców Chrystusa nadal trwały. W latach 1867-70 ponad 3 tys. osób zesłano do innych części kraju, a przeszło 300 stracono. Zakaz wyznawania chrześcijaństwa zniesiono dopiero w lutym 1873 roku.

Chrześcijanie przekazywali sobie proroctwo, że prześladowania w Japonii będą trwały przez siedem pokoleń, po czym przyjedzie kapłan w białej szacie. Wiedzieli, że będzie on podporządkowany papieżowi, będzie żył w celibacie i czcił Maryję jako Matkę Bożą. Gdy więc przybył do nich ks. Bernard Petitjean ze Zgromadzenia Misji Zagranicznych w Paryżu (MEP), późniejszy pierwszy biskup, wikariusz apostolski Japonii z siedzibą w Nagasaki, zadali mu trzy pytania: czy przysłał cię papież, czy żyjesz w celibacie i czy jest tu figurka Matki Bożej? Na wszystko odpowiedział on twierdząco, po czym zaprowadził ich do figurki, a oni się przed nią przeżegnali. Byli to ludzie, którzy nigdy nie widzieli kościoła, figury Matki Bożej ani nawet krzyża. Było to pierwsze potwierdzenie, że japońscy chrześcijanie pozostali wierni Chrystusowi przez prawie 250 lat prześladowań. Bp Petitjean został beatyfikowany w czerwcu 2016 r.

W 1889 r. wprowadzono nową konstytucję , która zapewniała wolność wyznawania religii, co jednak nie znaczyło, że nowe prawo zaraz było wprowadzone w całym kraju. Kiedy Japonia powoli stawała się państwem silnym wojskowo, opanowała Koreę, potem Mandżurię i wreszcie pokonała carską Rosję w 1905 r., istniejące misje katolickie znów napotkały na olbrzymie trudności. Nie tylko nie było żadnej pomocy ze strony rządu japońskiego, ale dopatrywano się w misjonarzach i w chrześcijaństwie sił obcych i wrogich Japonii.

W czasie wojny na Pacyfiku, która wybuchła pod koniec 1941 roku, internowano wszystkich misjonarzy nie będących Niemcami, m.in. polskich franciszkanów przybyłych w latach 30. ze św. o. Maksymilianem Kolbem.

Po przegranej wojnie w 1945 r. do Japonii zaczęło napływać dużo misjonarzy z różnych krajów: z Hiszpanii, Francji, Włoch, Ameryki. Z Polski przybyli salezjanie, dominikanie, werbiści oraz siostry ze Zgromadzenia Opatrzności Bożej. Znacznie wzrosła liczba nawróceń. Początkowo nawracało się na katolicyzm ok. 5 tysięcy dorosłych na rok. Liczba ta stopniowo wzrastała, tak że w latach 1965-66 było ich nawet ok. 15 tysięcy rocznie. Potem wskaźnik ten zaczął powoli spadać. Zwrot w mentalności japońskiej, spowodowany nagłym wzrostem dobrobytu materialnego, doprowadził do szybkiej sekularyzacji kraju. Zaczęła się więc zmniejszać również liczba nawróceń.

Kluczowe problemy

Franciszek przyjedzie do kraju i Kościoła, którego jednym z największych problemów jest kryzys demograficzny i co za tym idzie – postępujące starzenie się społeczeństwa. Odsetek ludności Japonii poniżej 15. roku życia zmniejszył się w ub.r. do historycznego minimum 12,7 proc. ogółu mieszkańców kraju, czyli 16,17 mln. W 1950 osoby poniżej 15. roku życia stanowiły 35 proc. ludności i od tamtego czasu odsetek ten stale maleje. Ze szczególną ostrością zjawisko to jest widoczne w rejonach wiejskich. Spadek dzietności dotyka również społeczność katolicką, z wyjątkiem parafii w regionie tokijskim. Średni wiek chodzących na Msze św. jest dość wysoki i często można zobaczyć ministrantów w starszym wieku, gdyż nie ma już w danej wspólnocie młodych pokoleń. Sytuacja ta może dotknąć szereg parafii również pod względem finansowym, jako że mniejsza liczba wiernych oznacza też drastyczny spadek wpływów.

Papieska wizyta odbędzie się pod hasłem „Protect all life”, czyli „Chronić każde życie”. Japonia należy do krajów przodujących na świecie pod względem aborcji wśród nastolatek. Dzieci zabijane są w łonie matki do 12. tygodnia życia. W ciągu roku dokonywanych jest ponad 200 tys. aborcji. Jeszcze do niedawna miejscowe katoliczki nie widziały w tym niczego złego. Stąd zaangażowanie Kościoła polegające m.in. na organizowaniu przez ruchy Pro-Life różnych akcji uświadamiających, łącznie z corocznymi "Marszami dla życia", w których każdego roku bierze udział coraz więcej ludzi.

Innymi problemami Japonii są: wysoka liczba rozwodów, również wśród młodych, rosnąca przemoc w rodzinie, znaczna liczba samobójstw (rocznie ok. 30 tys.) i śmierci z przepracowania, strach przed kontaktem ze światem zewnętrznym, formalizm duchowy, relatywizm moralny, obojętność religijna, obsesja na punkcie pracy i zarobków. Światową karierę zrobił syndrom hikikomori, czyli syndrom wycofania społecznego, który określa chorobę społeczną, jaka od kilkudziesięciu lat nęka naszą cywilizację a wzięła się od zjawiska obecnego w Japonii od lat 70. XX w. pod nazwą tôkôkyochi (unikanie szkoły), gdzie młody człowiek spotyka się z wielkimi wymaganiami oraz konkurencją i tego nie wytrzymuje.

Wyzwania Kościoła

Mówiąc o wyzwaniach, stojącymi przed japońskim Kościołem, arcybiskup Tokio Tarcisio Isao Kikuchi wskazuje na zaawansowany wiek duchownych, dlatego czasami trudno jest zarządzać parafiami. Ponadto wzrasta obecność katolickich imigrantów i opieka duszpasterska nad nimi staje się pilnym zadaniem. Odnotowuje się spadek liczby powołań, zarówno do kapłaństwa, jak i życia zakonnego. Zjawisko to ma swoje korzenie socjologiczne i antropologiczne, będąc lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się w japońskim społeczeństwie, gdzie praktyki religijne znajdują coraz mniej miejsca w codziennym życiu. Choć Kościół w Japonii jest od lat samodzielną, narodową wspólnotą, to napływają stale do niego duchowni, ale już nie z Europy i Ameryki, ale z Wietnamu, Korei Południowej, Filipin a nawet z Indii.

Dla Kościoła w Japonii kończy się dziś epoka znaczącego wzrostu, jaki istniał tam po II wojnie światowej i obecnie trwa ewangelizacyjna stagnacja. Ludzie są tam nadal zainteresowani zachodnią kulturą chrześcijańską, sztuką i muzyką, ale nie przekłada się to na wzrost nawróceń. Zadaniem Kościoła jest jednak nie przekaz kultury, lecz głoszenie Ewangelii, dlatego bardzo ważne są więzi przyjaźni, osobiste towarzyszenie pojedynczym osobom, czyli ewangelizacja indywidualna. Japończycy z natury kochają rytuały. Dlatego piękna i dobrze sprawowana liturgia jest dla nich ważnym punktem zaczepienia i może się stać głębokim doświadczeniem wiary.

Także sam Kościół potrzebuje mentalności ewangelizacyjnej, gdyż jeśli ogranicza się tylko do działalności rytualnej, zachowawczej, do organizacji spotkań, konferencji, to w rzeczywistości nie dotyka istoty wiary. Ponadto w Japonii inne religie mają charakter czysto formalny a obowiązująca antropologia stawia w centrum nie osobę, lecz wydajność w pracy, sukces, zgodnie z nienaruszalnym harmonogramem. W takim kontekście osoba ludzka jest jedynie na służbie gospodarki, organizacji, wydajności.

Kolejnym zjawiskiem jest adogmatyczność Japończyków a co za tym idzie problem inkulturacji. Są oni bardzo praktycznym narodem i prawie nie mają zdolności abstrakcyjnego myślenia. Trzeba wiele czasu, by Japończyk pojął istotę chrześcijaństwa. Przygotowanie do chrztu św. japońskiego neokatechumena trwa najczęściej ok. 3 lat a nawet wtedy nie ma się gwarancji, że nie zapomni on o sensie tego sakramentu.

Księża katoliccy cały czas mają problemy, jak dotrzeć do Japończyków z podstawowymi pojęciami chrześcijaństwa takimi jak choćby: wiara - shinkō, nadzieja - kibō i miłość - ai. W tekstach teologicznych wykorzystuje się słownictwo szintoistyczne takie jak pojecie boga - kami, tengoku - niebo, rengoku - czyściec, jigoku - piekło. Z kolei kluczowe słowo dla chrześcijaństwa jakim jest "miłość", po japońsku - "ai" w Polsce kojarzy się ono przede wszystkim z miłością matki do dziecka, rodzicielską, w ogóle z rodziną, a w Japonii relacje rodzinne rozumiane są jako zhierarchizowany łańcuch wzajemnych zobowiązań: opieki wobec rodziców, rodzeństwa, dziadków i dalszych krewnych.

Wszystkie pojęcie kluczowe trzeba tłumaczyć opisowo, obrazowo i przez porównania. Samo pojęcie "kościoła" - "kyōkai" to "dom nauki", gdyż w japońskim nie ma terminu odpowiadającego łacińskiemu terminowi "ecclesia" - zgromadzenia ludzi powołanych przez Jezusa. Z kolei zgodnie z potocznym rozumieniem japońskim, świątynia to miejsce, gdzie pobiera się nauki. Japończycy często pytają, ile czasu trzeba się uczyć, aby przyjąć chrzest. Księża tłumaczą wtedy, że nauka dotyczy umysłu, a wiara to przede wszystkim formacja serca i dlatego często mówi się katechumenom, że jeśli ich serce jest już przygotowane na przyjęcie Jezusa, to jesteś gotowy na Jego przyjęcie. Tłumaczą, że trzeba mieć pewną wiedzę z Ewangelii i katechizmu, aby przyjąć chrzest, ale sama wiedza na ten temat nie wystarcza.

W sumie specyfika religijności Japończyka-katolika polega na tym, że przeżywa on wiarę po cichu. Nie pociągają go wielkie manifestacje wiary. W kościele lubi ciszę, pewien rodzaj skromności, dystansu, skupienie i atmosferę podniosłości. Nie kryje wiary i na co dzień lubi publicznie mówić o niej.

Kościół dzisiaj

Kościół katolicki to "mała trzódka" liczącą ponad 440 tys. wiernych co stanowi 0,3 procent ludności liczącego ponad 127 mln kraju. Oficjalna statystyka uwzględnia tylko tych, którzy są zarejestrowani w parafiach. Gdy doda się wszystkich katolików, przede wszystkim obcokrajowców z Filipin, Korei Południowej czy Brazylii, to liczba ta może się co najmniej podwoić. Wielu z nich przebywa w Japonii nielegalnie i niechętnie się rejestruje, aby nie pozostawić „śladu” organom imigracyjnym lub policji. Kilka z 16 diecezji ma więcej katolików, którzy nie są Japończykami.

Katolicy są najliczniejsi na obszarze metropolitalnym Tokio, który jest także centrum ludności kraju, przy czym miasto to jest największą metropolią świata z około 37 milionami mieszkańców. Na tym obszarze istnieją trzy diecezje: Tokio, Jokohama i Saitama i liczą w sumie ponad 174 tys. wiernych, wśród których ponad 97 tys. mieszka w archidiecezji tokijskiej.

Następne największe skupisko katolików znajduje się na wyspie Kiusiu, "katolickim centrum Japonii", którego większość wiernych wywodzi się od „ukrytych chrześcijan” z okresu, gdy chrześcijaństwo było zakazane. Katolików w czterech diecezjach na wyspie jest ponad 106 tys., z czego ponad 60 tys. żyje w archidiecezji Nagasaki.

W sumie Kościół w Japonii liczy 29 biskupów, 1047 kapłanów i 29 diakonów. Spośród nich 529 to nie-Japończycy. Pod koniec 2018 r. do kapłaństwa przygotowywało się 74 seminarzystów, w tym 31 diecezjalnych.

Jednym z najważniejszych obszarów zaangażowania Kościoła w Japonii jest edukacja. - Podczas gdy parafie kurczą się, a coraz większym problemem staje się brak duchowieństwa, przetrwał prestiż katolickiego liceum i uniwersytetu katolickiego, a nawet się umocnił - twierdzi metropolita Tokio. Jezuicki Uniwersytet Sophia ma opinię jednej z najlepszych uczelni prywatnych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jest ona jedną z niewielu instytucji, które rywalizują z najlepszymi uniwersytetami japońskimi. Co ciekawe, we wszystkich kościelnych instytucjach edukacyjnych większość stanowią niechrześcijanie.

W sumie Kościół katolicki prowadzi 776 przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów i liceów, z czego 508 to przedszkola. Liczba szkół wyższych i innych instytucji edukacyjnych wynosi łącznie 44, w tym 19 uniwersytetów.

Oczekiwania

Abp Ivan Jurkovič, stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy ONZ w Genewie, zaznaczył, że historia ludzkości dzieli się na to, co było przed Hiroszimą (1945) i po zrzuceniu bomby atomowej. "Z tego, co wiem, papież będzie się starał skupić uwagę świata na konieczności podjęcia większych starań na rzecz budowania pokoju i zaangażowania wszystkich na drodze całkowitego rozbrojenia nuklearnego. Wprawdzie istnieje już odpowiednia konwencja, którą poparła też Stolica Apostolska, jednak wielcy gracze, którzy posiadają arsenał jądrowy, nie są nią zainteresowani. Trzeba rozbudzić większą świadomość w tym względzie. Myślę, że papieska podróż do Japonii ogromnie przyczyni się do uświadomienia wszystkim zagrożeń świata, w którym żyjemy i konieczności budowania dialogu oraz odważnego kroczenia drogą ku pełnemu rozbrojeniu” – powiedział watykański dyplomata.

Zdaniem arcybiskupa Tokio T. Isao Kikuchiego sam przyjazd Franciszka, choć na krótko, będzie dla katolików wspaniałą okazją do ożywienia wiary, nadziei i miłości w Jezusie Chrystusie. „«Ewangelia życia» jest bardzo ważna dla naszego społeczeństwa, które nie szanuje życia, które wartość człowieka mierzy jego wkładem w funkcjonowanie społeczeństwa, które marginalizuje ludzi niepełnosprawnych i zdarza się, że nie szanuje praw osób niepełnosprawnych do życia. Ludzi zabija wyobcowanie, ubóstwo, brak poszanowania dla ludzkiego życia i brak nadziei. Ojciec Święty przynosi nam przesłanie nadziei i miłości, abyśmy zdali sobie sprawę, że jesteśmy kochani przez Boga Stworzyciela” – powiedział metropolita stolicy kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ostatnie wołanie Maryi - o kryzysie w Kościele i nadziei w Matce Bożej

2019-11-15 10:04

ks. Piotr Glas /Esprit

Nakreślony przez Matkę Bożą w przesłaniu z Quito obraz świata, Kościoła i stanu wiary jest dość przerażający. Masowa apostazja, odejście od Boga i wiary, brak świadomości grzechu, bluźnierstwa i świętokradztwa – odnosimy wrażenie, że to wszystko dziś nas otacza. Maryja wiedziała, jako los czeka świat, opisała duchowe źródła tej tragedii, a także – i to jest nasza nadzieja – wskazała nam wszystkim już w tamtym czasie drogi wyjścia. - pisze w swojej najnowszej książce ks. Piotr Glas

youtube.com / DobreMedia

Maryja wiedziała, że na przełomie XX i XXI wieku będziemy przeżywać potężny kryzys wiary, Kościoła, rodzin i tożsamości kapłańskiej i z tego powodu już wtedy nas na to przygotowywała i jednocześnie zapewniała, że bardzo nas kocha i będzie z nam towarzyszyć także w trudnych momentach.

Dla wielu współczesnych teologów płynąca z objawień w Quito diagnoza obecnej sytuacji jest nie do przyjęcia. Są przekonani, że żyją w cudownych czasach posoborowego triumfu otwartości, tolerancji oraz dialogu, wspaniałego rozwoju ekumenizmu i odrzucenia przestarzałych koncepcji. Na to co się teraz dzieje, warto jednak spojrzeć z perspektywy ewangelicznej. Warto uświadomić sobie, jakie owoce przynosi współczesność czy owo słynne posoborowe otwarcie. Skoro podobno jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego tylu ludzi odchodzi od Kościoła? Dlaczego tylu księży przeżywa wielkie problemy duchowe lub nawet rezygnuje z kapłaństwa? Dlaczego jest tak mało powołań? Te pytania trzeba sobie stawiać.

Dzięki ostrzeżeniom Maryi wiemy, iż czekają nas trudne czasy. Powinniśmy być na nie przygotowani. Lecz Matka Boża nie straszy, nie chce wprowadzić nas w depresję duchową – Ona jak kochająca Matka pokazuje drogę, którą musimy podążać jako ludzie, ale także jako wspólnota Kościoła. Obiecuje, że przeprowadzi nas przez wszystkie zawirowania, że nie zostawi nas samych. Mówi do nas: „Walczcie, jesteście wybrani. Jestem po waszej stronie. To minie, nie załamujcie się, nie zniechęcajcie się, kiedy doświadczycie zgorszenia.”

Fragmenty książki ks. Piotra Glasa pt. "Ostatnie włanie Maryi" wyd. Esprit, Kraków 2019 Link do książki

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież odwiedził ośrodek zdrowia dla bezdomnych przy placu św. Piotra

2019-11-15 18:55

pb / Watykan (KAI)

Papież Franciszek odwiedził ośrodek zdrowia dla bezdomnych i ubogich przy placu św. Piotra. Został on czasowo umieszczony w lewym skrzydle kolumnady otaczającej plac z okazji III Światowego Dnia Ubogich, obchodzonego w niedzielę 17 listopada. Ojciec Święty przybył tam w ramach swej inicjatywy „piątków miłosierdzia”, którą podjął w czasie Jubileuszu Miłosierdzia.

Vatican News

Do tego „polowego” ośrodka zdrowia przychodzą dziesiątki ludzi ubogich, by skorzystać z porad lekarzy różnych specjalności. Oprócz lekarzy internistów przyjmują tam przez tydzień kardiolodzy, diabetolodzy, dermatolodzy, reumatolodzy, specjaliści chorób zakaźnych, ginekolodzy oraz okuliści. Oferowane są także kliniczne analizy, badania USG oraz szczepienia przeciw grypie.

Niespodziewana wizyta papieża została przyjęta oklaskami zdumionych zebranych. Franciszek z każdą z obecnych osób się przywitał i zamienił kilka słów. Towarzyszący mu abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji przedstawił papieżowi lekarzy.

Według komunikatu Biura Prasowego, papież uznał tę inicjatywę Papieskiej Rady za bardzo cenną i podziękował całemu personelowi medycznemu i paramedycznemu, który pracuje tam jako wolontariusze, niekiedy biorąc w tym celu urlop, by pomóc potrzebującym.

Po krótkiej modlitwie z zebranymi Franciszek zakończył swą wizytę.

Przeczytaj także: Otwarto watykańską noclegownię, która „szokuje pięknem”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem