Reklama

Chorwackie niebo na ziemi

2019-07-31 10:15

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 31/2019, str. 46-48

Margita Kotas/Niedziela
Fort Bokar i położony poza murami fort Lovrijenac

Nawet jeśli przybędziesz tu z przeświadczeniem, że nie będziesz się wspinać na mury, ledwie pod nimi staniesz, porzucisz to niedorzeczne postanowienie. Jak miliony przed tobą zaczniesz się wdrapywać na ich wapienny grzbiet, a jedyny wybór, który będziesz mieć przed sobą, to czy przejść mury zgodnie z kierunkiem czy w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara

Dubrownik, nazywany Perłą Adriatyku, położony jest na południowym krańcu Dalmacji i oddzielony od reszty Chorwacji dochodzącym do brzegu morza 20-kilometrowym pasem terytorium Bośni i Hercegowiny. Dalmatyńczycy mówią o położeniu miasta: „na dole”, kiedy jednak spojrzymy na mapę Chorwacji, zauważymy, że bardziej „na dole”, blisko granicy z Czarnogórą, ulokowany jest Cevtat – dawne Epidaurum.

Róg obfitości

„Kto szuka nieba na ziemi, znajdzie je w Dubrowniku” – powiedział poeta George Bernard Shaw i z pewnością był wyrazicielem poglądów bardzo wielu miłośników miasta. Przez wieki Dubrownik – miasto twierdza, prawdziwa legenda i jeden z symboli Chorwacji – cieszył się niezależnością i rozkwitał jako Republika Dubrownicka, zwana też Republiką Raguzy (1204 – 1808). Miasto chronione wapiennymi murami stanowiło w średniowieczu centrum nie tylko dyplomacji, nauki i sztuki, ale też handlu i żeglugi; dubrownicka flota w najlepszym okresie XV wieku liczyła 300 statków. Tutejszy port był ostatnim punktem na wybrzeżu adriatyckim, z którego udawano się na Wschód. W Dubrowniku swój początek brały również szlaki lądowe: na wschód – biegnące doliną Neretwy do Bośni i dalej do Serbii, Sofii i Konstantynopola, na północ – do Sremu i Panonii, na południe – do Macedonii i Tracji. Dubrownik ze swymi prawie monopolistycznymi układami na Wschodzie miał wyłączność na niektóre towary, np. jedwab, niektóre przyprawy korzenne i srebro filigranowe z Kosowa. Atrakcyjnie położone i bogate miasto było na przestrzeni wieków łakomym kąskiem dla Bizancjum, Saracenów, Normanów, Republiki Weneckiej i imperium osmańskiego, zwykle jednak dzięki dyplomacji zachowywało o ile nie pełną wolność, to przynajmniej popartą dobrymi umowami niezależność. W XVI wieku w Dubrowniku nie było już żadnego drewnianego obiektu, a jedynie kamienne domy, pałace, klasztory oraz broniące miasta mury i twierdze.

6 grudnia 1991 r.

System obronny miasta odstraszał agresorów przez całe wieki. Może się to wydać niewiarygodne, ale mimo swej długiej historii zostało ono ostrzelane po raz pierwszy dopiero pod koniec XX wieku, podczas jugosłowiańskiej wojny domowej. Całkowite oblężenie Dubrownika trwało od października 1991 do maja 1992 r. 700 Chorwatów broniło miasta i ok. 30 tys. jego mieszkańców przed wielokrotnie mocniejszą armią Serbii i Czarnogóry. Najtragiczniejszy był dzień 6 grudnia 1991 r., w którym mimo protestów Unii Europejskiej i UNESCO wojska serbskie i czarnogórskie, strzelając ponad murami, dosięgły dubrownicką starówkę – serce miasta. W minutowych odstępach na stare miasto spadło tego dnia aż 600 pocisków. Zniszczeniu uległo blisko 70 proc. zabudowy starego Dubrownika – miasta, o ironio, na początku lat 70. XX wieku zdemilitaryzowanego i w 1979 r. wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Reklama

Spacer po murach

Ostrzał jugosłowiańskiej armii nie zdołał wyrządzić żadnej szkody jedynie dubrownickim murom. Wzniesione w IX wieku, w XIV umocnione, w XVI – złotym stuleciu Dubrownika stały się już nie do zdobycia. Mimo że zatrzymały Wenecjan i Osmanów, nie potrafią jednak zatrzymać tłumów turystów. Nawet jeśli nie ma się tego w pierwotnych planach, gdy zobaczy się dubrownickie mury, natychmiast pragnie się odbyć po nich blisko 2-kilometrową wędrówkę. Rocznie zwiedza je od 800 tys. do miliona turystów, a one trwają, muszą więc być naprawdę solidne.

Zdaniem wielu, ciekawsze widoki rozciągają się z murów południowych, jednak jeśli tylko czas i siły na to pozwalają, warto przejść je całe – zajmuje to od 1,5 do 3 godzin, zależnie od czasu, jaki możemy im poświęcić – i przekonać się o tym samemu. Chodząc po murach, możemy nie tylko podziwiać widoki na zabytkową starówkę, morze i pobliską wyspę Lokrum, ale również, zaglądając do ogródków, a przez otwarte okna – do mieszkań, podejrzeć dyskretnie codzienne życie mieszkańców Dubrownika.

Główne wejście na mury znajduje się przy kościółku Zbawiciela na placu Poljana Paska Miličevića i stamtąd warto rozpocząć spacer. Jeśli po wejściu na koronę murów ruszymy w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara, po kilku krokach znajdziemy się nad zachodnią Bramą Pile. Warto się na chwilę zatrzymać w tym miejscu, by z wysokości murów spojrzeć na plac, z którego wyruszyliśmy, na znajdującą się na nim Wielką Studnię, nazywaną też Studnią Onufrija, oraz Stradun – główną ulicę miasta. Dalej, jeśli pójdziemy murami na południe, miniemy basztę Puncjela, położoną tuż przy dawnym klasztorze Klarysek, i narożny fort Bokar, z którego widać doskonale położony poza murami po drugiej stronie zatoczki fort Lovrijenac. Od wschodu nadmorski odcinek muru zamyka rozległy bastion św. Jana, który mieści dziś Muzeum Morskie. Dalej mury wiodą wokół basenu portowego, przez basztę Luda, z którą sąsiaduje klasztor dominikański i z której widać fort Revelin, i nad Bramą Ploče. Od bastei Asimon rozpoczyna się najbardziej spektakularny odcinek murów – są one tutaj najpotężniejsze i najwyższe. Rozpościera się z nich wspaniały widok na starówkę – morze czerwonych dachów. Zakończenie tego odcinka stanowi fort Minčeta, symbol niezależności Dubrownika, który swój dzisiejszy wygląd zawdzięcza znanemu nam już z Szybeniku mistrzowi Jurajowi Dalmatincowi.

Ragusa i dubrava

W miejscu, gdzie leży dziś słynny dubrownicki Stradun, w VIII wieku znajdował się przesmyk łączący wyspę ze stałym lądem. Na wyspie leżała osada zamieszkiwana przez ludność romańską, uchodźców, którzy uciekli przed Słowianami i Awarami z rzymskiej kolonii Epidaurum. Swą osadę nazwali Rausium, a później – Ragusium (Ragusa). Na lądzie panowali Słowianie, których w pościgu za uchodźcami zatrzymał bagnisty przesmyk. Tak powstał słowiański gród, który swą nazwę, Dubrownik, zawdzięcza otaczającym go dębowym lasom – dubrava. Z czasem animozje po obu stronach przesmyku poszły w zapomnienie, potomkowie Rzymian wymieszali się ze Słowianami, a bagnista linia demarkacyjna została zasypana – tak w wielkim skrócie wygląda historia powstania miasta legendy, a zarazem jego reprezentacyjnej dziś ulicy Stradun, która dzieli starówkę na dwie niezwykle atrakcyjne dla zwiedzających części. Gwarantuję, że nie sposób w ciągu jednego dnia zobaczyć wszystkich wspaniałości Dubrownika, tak jak nie da ich się opisać w krótkim artykule. Choć są wprawdzie tacy, którzy twierdzą, że Dubrownik to jedna ulica – Stradun, oczywiście.

Maszkarony spod apteki

Mieszkańcy Dubrownika nazywają Stradun – Placa, podkreślając w ten sposób, że toczy się tu życie miasta. Wyłożony wypolerowanym wapieniem z wyspy Brač łączy on Bramę Pile i Bramę Ploče i mierzy 300 m długości. U zachodniego początku ulicy znajduje się wspomniana Studnia Onufrija, dzieło Onofria della Cava z Neapolu z 1438 r., która jest elementem zbudowanego przez włoskiego artystę wodociągu miejskiego. Legenda mówi, że studnia ma spełnić nasze jedno marzenie na całe życie, jeśli tylko napijemy się wody z każdego z 16 kranów umieszczonych w ustach maszkaronów. Prawda to czy nieprawda, choćby ze względu na fakt, że Dubrownik ma bardzo dobrą wodę pitną ze źródła wypływającego spod góry Srđ, z Wielkiej Studni pijmy do woli. Tuż obok niej znajduje się kościółek Zbawiciela, zbudowany w XVI wieku jako wotum za uratowanie miasta podczas trzęsienia ziemi. Uchodzi on za pierwszą renesansową budowlę w mieście, a przy jego budowie miały pracować nawet kobiety z rodów patrycjuszowskich. Świątynia uznawana jest przez mieszkańców Dubrownika za budynek cudowny, ponieważ ocalał z kolejnego silnego trzęsienia ziemi w 1667 r., kiedy to zginęła połowa ludności miasta. Warto zajrzeć również do położonego tuż obok dużo większego kościoła św. Franciszka i klasztoru Franciszkanów, gdzie znajdziemy grób wybitnego dubrownickiego poety baroku Ivana Gundulića, przepiękne XIV-wieczne krużganki i działającą nieprzerwanie od 600 lat jedną z najstarszych aptek w Europie.

Św. Błażej i Orlando

Stradunem dochodzimy do głównego placu miasta – Luža, z pałacem Sponza, przylegającą do niego Miejską Dzwonnicą – Wieżą Zegarową z 1444 r., budynkiem Straży Głównej, Pałacem Wielkiej Rady, barokowymi katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i kościołem św. Błażeja, patrona miasta, który miał ostrzec dubrowniczan przed atakiem Wenecjan. Ten ostatni budynek powstał na miejscu wcześniejszej romańskiej świątyni, zniszczonej podczas trzęsienia ziemi w 1667 r., a następnie pożaru w 1706 r. Przed kościołem stoi najstarsza zachowana rzeźba miejska, XV-wieczna Kolumna Orlanda z przedstawieniem średniowiecznego rycerza. Jej nazwa nawiązuje do postaci Rolanda, legendarnego rycerza Karola Wielkiego, któremu dubrowniczanie przypisywali zasługę obrony miasta przez Saracenami w VIII wieku. Prawe przedramię Orlanda stanowiło wzorzec lokalnej miary długości, tzw. łokcia dubrownickiego, który wynosi 51,2 cm. Kolumna pełniła również funkcję pręgierza, więc lepiej na placu sprawować się grzecznie. Tak naprawdę pod kolumną czy w zupełnie innym miejscu w Dubrowniku lepiej zachowywać się godnie – raz, że zasługuje na to dumne miasto, a dwa, że na każdym kroku z licznych rzeźb obserwuje nas czujnie św. Błażej – strażnik miasta.

Tagi:
wakacje

Neckermann Polska wstrzymuje jutrzejsze loty i sprzedaż

2019-09-24 15:42

niedziela.pl

Konieczność repatriacji przez brytyjskie władze do Wielkiej Brytanii kilkuset tysięcy turystów z powodu upadku brytyjskiej firmy Thomas Cook PLC wpływa na całą branżę turystyczną na świecie, w tym także na Klientów Neckermann Polska. - pisze w oświadczeniu Prezes Maciej Nykiel

Free-Photos/pixabay.com

Neckermann Polska wstrzymuje wszystkie wyloty zaplanowane na 25.09.2019 r. oraz czasowo wstrzymuje możliwość składania jakichkolwiek rezerwacji.

Poniżej treść oświadczenia:

Komplikacji uległa sytuacja w niektórych hotelach, na lotniskach, firmach transportowych i miejscowościach wakacyjnych, spowodowana koniecznością repatriacji przez brytyjskie władze do Wielkiej Brytanii kilkuset tysięcy turystów z powodu upadku brytyjskiej firmy Thomas Cook PLC. Ta sytuacja ma obecnie wpływ na całą branżę turystyczną na świecie, w tym także na Klientów Neckermann Polska. Ma to swój wyraz w szczególności w tych destynacjach, w których Brytyjczycy mieli największy udział, np. na greckiej wyspie Zakynthos oraz hiszpańskiej Majorce. Dochodzi tam do sytuacji, które zakłócają typowy przebieg świadczenia usługi turystycznej.

Jednocześnie zapewniam, że w tej skomplikowanej i trudnej sytuacji we wszystkich naszych działaniach kierujemy się w pierwszej kolejności ochroną interesów naszych Klientów. Wszyscy Pracownicy i wszystkie działy centrali oraz biur własnych Neckermann Polska pracują obecnie nad tym, aby w sposób szybki i skuteczny reagować na wszelkie zdarzenia w destynacjach wakacyjnych i w przypadku wystąpienia problemów udzielać pomocy naszym polskim Klientom. Wszelkich dodatkowych informacji naszym Klientom udzielają pracownicy pod numerem infolinii 22 212 0500. Wszystkie biura Neckermann w całej Polsce są dzisiaj otwarte i normalnie funkcjonują. Firma Neckermann Polska pozostaje w stałym kontakcie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego, ubezpieczycielem oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych RP. W przypadku pojawienia się jakichkolwiek nowych faktów, będziemy podawać je w kolejnych komunikatach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10


Komańcza 1956 r. - kard. Wyszyński przy pracy
Archiwum Instytutu Stefana Kardynała Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Drezdenko: Dekanalny Halowy Turniej Piłki Nożnej Ministrantów

2019-12-13 10:18

Paulina Tyrka

W sobotę 7 grudnia został rozegrany Dekanalny Halowy Turniej Piłki Nożnej Ministrantów zorganizowany przez Parafię Przemienienia Pańskiego w Drezdenku.

Archiwum autora
Uczestnicy turnieju

Przed rozpoczęciem rozgrywek sportowych wszyscy uczestnicy spotkali się w kościele na Mszy świętej a następnie wraz z opiekunami udali się na halę sportową. System rozgrywek polegał na tym, że każda drużyna grała ze sobą, co przyniosło wiele emocji i pięknych bramek. W kwalifikacji generalnej : I miejsce zajęli ministranci z Trzebicza, II miejsce drużyna z Drezdenka i III miejsce drużyna ze Skwierzyny. Rozgrywki mają przede wszystkim służyć rozwojowi młodych ludzi. Rywalizacja uczy wygrywać według zasad fair play, a przegrana uczy pokory. Ministranci pokazali, że nie tylko pięknie i wytrwale służą przy ołtarzu, ale również wspaniale ze sobą współpracują na boisku, tworząc wspólnotę. Dziękujemy serdecznie tym wszystkim bez których ten turniej by się nie odbył. Przede wszystkim ks. Łukaszowi Murańskiemu CRL za zaangażowanie i organizację, wszystkim sponsorom, sędziom piłkarskim i wszystkim drużynom biorącym udział w turnieju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem