Reklama

Chorwackie niebo na ziemi

2019-07-31 10:15

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 31/2019, str. 46-48

Margita Kotas/Niedziela
Fort Bokar i położony poza murami fort Lovrijenac

Nawet jeśli przybędziesz tu z przeświadczeniem, że nie będziesz się wspinać na mury, ledwie pod nimi staniesz, porzucisz to niedorzeczne postanowienie. Jak miliony przed tobą zaczniesz się wdrapywać na ich wapienny grzbiet, a jedyny wybór, który będziesz mieć przed sobą, to czy przejść mury zgodnie z kierunkiem czy w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara

Dubrownik, nazywany Perłą Adriatyku, położony jest na południowym krańcu Dalmacji i oddzielony od reszty Chorwacji dochodzącym do brzegu morza 20-kilometrowym pasem terytorium Bośni i Hercegowiny. Dalmatyńczycy mówią o położeniu miasta: „na dole”, kiedy jednak spojrzymy na mapę Chorwacji, zauważymy, że bardziej „na dole”, blisko granicy z Czarnogórą, ulokowany jest Cevtat – dawne Epidaurum.

Róg obfitości

„Kto szuka nieba na ziemi, znajdzie je w Dubrowniku” – powiedział poeta George Bernard Shaw i z pewnością był wyrazicielem poglądów bardzo wielu miłośników miasta. Przez wieki Dubrownik – miasto twierdza, prawdziwa legenda i jeden z symboli Chorwacji – cieszył się niezależnością i rozkwitał jako Republika Dubrownicka, zwana też Republiką Raguzy (1204 – 1808). Miasto chronione wapiennymi murami stanowiło w średniowieczu centrum nie tylko dyplomacji, nauki i sztuki, ale też handlu i żeglugi; dubrownicka flota w najlepszym okresie XV wieku liczyła 300 statków. Tutejszy port był ostatnim punktem na wybrzeżu adriatyckim, z którego udawano się na Wschód. W Dubrowniku swój początek brały również szlaki lądowe: na wschód – biegnące doliną Neretwy do Bośni i dalej do Serbii, Sofii i Konstantynopola, na północ – do Sremu i Panonii, na południe – do Macedonii i Tracji. Dubrownik ze swymi prawie monopolistycznymi układami na Wschodzie miał wyłączność na niektóre towary, np. jedwab, niektóre przyprawy korzenne i srebro filigranowe z Kosowa. Atrakcyjnie położone i bogate miasto było na przestrzeni wieków łakomym kąskiem dla Bizancjum, Saracenów, Normanów, Republiki Weneckiej i imperium osmańskiego, zwykle jednak dzięki dyplomacji zachowywało o ile nie pełną wolność, to przynajmniej popartą dobrymi umowami niezależność. W XVI wieku w Dubrowniku nie było już żadnego drewnianego obiektu, a jedynie kamienne domy, pałace, klasztory oraz broniące miasta mury i twierdze.

6 grudnia 1991 r.

System obronny miasta odstraszał agresorów przez całe wieki. Może się to wydać niewiarygodne, ale mimo swej długiej historii zostało ono ostrzelane po raz pierwszy dopiero pod koniec XX wieku, podczas jugosłowiańskiej wojny domowej. Całkowite oblężenie Dubrownika trwało od października 1991 do maja 1992 r. 700 Chorwatów broniło miasta i ok. 30 tys. jego mieszkańców przed wielokrotnie mocniejszą armią Serbii i Czarnogóry. Najtragiczniejszy był dzień 6 grudnia 1991 r., w którym mimo protestów Unii Europejskiej i UNESCO wojska serbskie i czarnogórskie, strzelając ponad murami, dosięgły dubrownicką starówkę – serce miasta. W minutowych odstępach na stare miasto spadło tego dnia aż 600 pocisków. Zniszczeniu uległo blisko 70 proc. zabudowy starego Dubrownika – miasta, o ironio, na początku lat 70. XX wieku zdemilitaryzowanego i w 1979 r. wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Reklama

Spacer po murach

Ostrzał jugosłowiańskiej armii nie zdołał wyrządzić żadnej szkody jedynie dubrownickim murom. Wzniesione w IX wieku, w XIV umocnione, w XVI – złotym stuleciu Dubrownika stały się już nie do zdobycia. Mimo że zatrzymały Wenecjan i Osmanów, nie potrafią jednak zatrzymać tłumów turystów. Nawet jeśli nie ma się tego w pierwotnych planach, gdy zobaczy się dubrownickie mury, natychmiast pragnie się odbyć po nich blisko 2-kilometrową wędrówkę. Rocznie zwiedza je od 800 tys. do miliona turystów, a one trwają, muszą więc być naprawdę solidne.

Zdaniem wielu, ciekawsze widoki rozciągają się z murów południowych, jednak jeśli tylko czas i siły na to pozwalają, warto przejść je całe – zajmuje to od 1,5 do 3 godzin, zależnie od czasu, jaki możemy im poświęcić – i przekonać się o tym samemu. Chodząc po murach, możemy nie tylko podziwiać widoki na zabytkową starówkę, morze i pobliską wyspę Lokrum, ale również, zaglądając do ogródków, a przez otwarte okna – do mieszkań, podejrzeć dyskretnie codzienne życie mieszkańców Dubrownika.

Główne wejście na mury znajduje się przy kościółku Zbawiciela na placu Poljana Paska Miličevića i stamtąd warto rozpocząć spacer. Jeśli po wejściu na koronę murów ruszymy w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara, po kilku krokach znajdziemy się nad zachodnią Bramą Pile. Warto się na chwilę zatrzymać w tym miejscu, by z wysokości murów spojrzeć na plac, z którego wyruszyliśmy, na znajdującą się na nim Wielką Studnię, nazywaną też Studnią Onufrija, oraz Stradun – główną ulicę miasta. Dalej, jeśli pójdziemy murami na południe, miniemy basztę Puncjela, położoną tuż przy dawnym klasztorze Klarysek, i narożny fort Bokar, z którego widać doskonale położony poza murami po drugiej stronie zatoczki fort Lovrijenac. Od wschodu nadmorski odcinek muru zamyka rozległy bastion św. Jana, który mieści dziś Muzeum Morskie. Dalej mury wiodą wokół basenu portowego, przez basztę Luda, z którą sąsiaduje klasztor dominikański i z której widać fort Revelin, i nad Bramą Ploče. Od bastei Asimon rozpoczyna się najbardziej spektakularny odcinek murów – są one tutaj najpotężniejsze i najwyższe. Rozpościera się z nich wspaniały widok na starówkę – morze czerwonych dachów. Zakończenie tego odcinka stanowi fort Minčeta, symbol niezależności Dubrownika, który swój dzisiejszy wygląd zawdzięcza znanemu nam już z Szybeniku mistrzowi Jurajowi Dalmatincowi.

Ragusa i dubrava

W miejscu, gdzie leży dziś słynny dubrownicki Stradun, w VIII wieku znajdował się przesmyk łączący wyspę ze stałym lądem. Na wyspie leżała osada zamieszkiwana przez ludność romańską, uchodźców, którzy uciekli przed Słowianami i Awarami z rzymskiej kolonii Epidaurum. Swą osadę nazwali Rausium, a później – Ragusium (Ragusa). Na lądzie panowali Słowianie, których w pościgu za uchodźcami zatrzymał bagnisty przesmyk. Tak powstał słowiański gród, który swą nazwę, Dubrownik, zawdzięcza otaczającym go dębowym lasom – dubrava. Z czasem animozje po obu stronach przesmyku poszły w zapomnienie, potomkowie Rzymian wymieszali się ze Słowianami, a bagnista linia demarkacyjna została zasypana – tak w wielkim skrócie wygląda historia powstania miasta legendy, a zarazem jego reprezentacyjnej dziś ulicy Stradun, która dzieli starówkę na dwie niezwykle atrakcyjne dla zwiedzających części. Gwarantuję, że nie sposób w ciągu jednego dnia zobaczyć wszystkich wspaniałości Dubrownika, tak jak nie da ich się opisać w krótkim artykule. Choć są wprawdzie tacy, którzy twierdzą, że Dubrownik to jedna ulica – Stradun, oczywiście.

Maszkarony spod apteki

Mieszkańcy Dubrownika nazywają Stradun – Placa, podkreślając w ten sposób, że toczy się tu życie miasta. Wyłożony wypolerowanym wapieniem z wyspy Brač łączy on Bramę Pile i Bramę Ploče i mierzy 300 m długości. U zachodniego początku ulicy znajduje się wspomniana Studnia Onufrija, dzieło Onofria della Cava z Neapolu z 1438 r., która jest elementem zbudowanego przez włoskiego artystę wodociągu miejskiego. Legenda mówi, że studnia ma spełnić nasze jedno marzenie na całe życie, jeśli tylko napijemy się wody z każdego z 16 kranów umieszczonych w ustach maszkaronów. Prawda to czy nieprawda, choćby ze względu na fakt, że Dubrownik ma bardzo dobrą wodę pitną ze źródła wypływającego spod góry Srđ, z Wielkiej Studni pijmy do woli. Tuż obok niej znajduje się kościółek Zbawiciela, zbudowany w XVI wieku jako wotum za uratowanie miasta podczas trzęsienia ziemi. Uchodzi on za pierwszą renesansową budowlę w mieście, a przy jego budowie miały pracować nawet kobiety z rodów patrycjuszowskich. Świątynia uznawana jest przez mieszkańców Dubrownika za budynek cudowny, ponieważ ocalał z kolejnego silnego trzęsienia ziemi w 1667 r., kiedy to zginęła połowa ludności miasta. Warto zajrzeć również do położonego tuż obok dużo większego kościoła św. Franciszka i klasztoru Franciszkanów, gdzie znajdziemy grób wybitnego dubrownickiego poety baroku Ivana Gundulića, przepiękne XIV-wieczne krużganki i działającą nieprzerwanie od 600 lat jedną z najstarszych aptek w Europie.

Św. Błażej i Orlando

Stradunem dochodzimy do głównego placu miasta – Luža, z pałacem Sponza, przylegającą do niego Miejską Dzwonnicą – Wieżą Zegarową z 1444 r., budynkiem Straży Głównej, Pałacem Wielkiej Rady, barokowymi katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i kościołem św. Błażeja, patrona miasta, który miał ostrzec dubrowniczan przed atakiem Wenecjan. Ten ostatni budynek powstał na miejscu wcześniejszej romańskiej świątyni, zniszczonej podczas trzęsienia ziemi w 1667 r., a następnie pożaru w 1706 r. Przed kościołem stoi najstarsza zachowana rzeźba miejska, XV-wieczna Kolumna Orlanda z przedstawieniem średniowiecznego rycerza. Jej nazwa nawiązuje do postaci Rolanda, legendarnego rycerza Karola Wielkiego, któremu dubrowniczanie przypisywali zasługę obrony miasta przez Saracenami w VIII wieku. Prawe przedramię Orlanda stanowiło wzorzec lokalnej miary długości, tzw. łokcia dubrownickiego, który wynosi 51,2 cm. Kolumna pełniła również funkcję pręgierza, więc lepiej na placu sprawować się grzecznie. Tak naprawdę pod kolumną czy w zupełnie innym miejscu w Dubrowniku lepiej zachowywać się godnie – raz, że zasługuje na to dumne miasto, a dwa, że na każdym kroku z licznych rzeźb obserwuje nas czujnie św. Błażej – strażnik miasta.

Tagi:
wakacje

Neckermann Polska wstrzymuje jutrzejsze loty i sprzedaż

2019-09-24 15:42

niedziela.pl

Konieczność repatriacji przez brytyjskie władze do Wielkiej Brytanii kilkuset tysięcy turystów z powodu upadku brytyjskiej firmy Thomas Cook PLC wpływa na całą branżę turystyczną na świecie, w tym także na Klientów Neckermann Polska. - pisze w oświadczeniu Prezes Maciej Nykiel

Free-Photos/pixabay.com

Neckermann Polska wstrzymuje wszystkie wyloty zaplanowane na 25.09.2019 r. oraz czasowo wstrzymuje możliwość składania jakichkolwiek rezerwacji.

Poniżej treść oświadczenia:

Komplikacji uległa sytuacja w niektórych hotelach, na lotniskach, firmach transportowych i miejscowościach wakacyjnych, spowodowana koniecznością repatriacji przez brytyjskie władze do Wielkiej Brytanii kilkuset tysięcy turystów z powodu upadku brytyjskiej firmy Thomas Cook PLC. Ta sytuacja ma obecnie wpływ na całą branżę turystyczną na świecie, w tym także na Klientów Neckermann Polska. Ma to swój wyraz w szczególności w tych destynacjach, w których Brytyjczycy mieli największy udział, np. na greckiej wyspie Zakynthos oraz hiszpańskiej Majorce. Dochodzi tam do sytuacji, które zakłócają typowy przebieg świadczenia usługi turystycznej.

Jednocześnie zapewniam, że w tej skomplikowanej i trudnej sytuacji we wszystkich naszych działaniach kierujemy się w pierwszej kolejności ochroną interesów naszych Klientów. Wszyscy Pracownicy i wszystkie działy centrali oraz biur własnych Neckermann Polska pracują obecnie nad tym, aby w sposób szybki i skuteczny reagować na wszelkie zdarzenia w destynacjach wakacyjnych i w przypadku wystąpienia problemów udzielać pomocy naszym polskim Klientom. Wszelkich dodatkowych informacji naszym Klientom udzielają pracownicy pod numerem infolinii 22 212 0500. Wszystkie biura Neckermann w całej Polsce są dzisiaj otwarte i normalnie funkcjonują. Firma Neckermann Polska pozostaje w stałym kontakcie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego, ubezpieczycielem oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych RP. W przypadku pojawienia się jakichkolwiek nowych faktów, będziemy podawać je w kolejnych komunikatach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Łódź: Abp Ryś spotkał się z klerykami roku propedeutycznego

2019-10-23 17:45

Ks. Paweł Kłys

- Ten rok, który przeżywacie jest z definicji rokiem bardziej brania niż dawania! O to idzie w roku propedeutycznym, żebyście mogli więcej przyjmować niż dawać. Egzaminów - minimum, rozliczeń - niewiele, macie taki czas, którego może wam wielu zazdrościć. Macie czas, aby być w kaplicy, być na medytacji, poznawać Kościół, w którym chcecie służyć jako kapłani. Przyjmujcie ile się da! – mówił abp Ryś do kleryków roku propedeutycznego Archidiecezji Łódzkiej.

Ks. Paweł Kłys

Jest już tradycją, że w pierwszych dniach nowego roku akademickiego Metropolita Łódzki odwiedza kleryków, którzy w tym roku wstąpili do Wyższego Seminarium Duchownego. Od ubiegłego roku pierwszy rok formacji odbywa się poza gmachem seminaryjnym, a dokładniej przy parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Łasku - Kolumnie. To tutaj ci, którzy wybrali drogę powołania odbywają swój rok wprowadzający – rok propedeutyczny.

Spotkanie metropolity łódzkiego z klerykami rozpoczęło się od porannej Mszy świętej w czasie której – w słowie skierowanym do alumnów łódzki pasterz powiedział między innymi – jak was Pan Bóg poprowadzi do kapłaństwa – na co wszyscy mamy nadzieję – to będziecie niewolnikami, ustanowionymi nad rodziną Pana. Jest bardzo niedobrze, jak to się księżom pomyli – jak księża stają się rodziną Pana, która jest nad niewolnikami. Jest odwrotnie! Ci, którzy są w Kościele – nasi siostry i bracia – są rodziną Pana. Każdy ochrzczony należy do rodziny Pana, a my jesteśmy niewolnikami do obsługi rodziny. To nas ustawia w takiej funkcji, która się nazywa kapłaństwo służebne. – podkreślił celebrans.

Po liturgii ksiądz arcybiskup spotkał się na wspólnym śniadaniu z alumnami i przełożonymi roku propedeutycznego.

- Ten rok jest dla mnie czasem, kiedy mogę sprawdzić jak wygląda codzienny rytm seminarium. Zaletą tego roku jest to, że jesteśmy w małej grupie, w innym miejscu, gdzie możemy tworzyć fajną wspólnotę. Tutaj mogę poznawać kolegów i z nimi spędzać czas. – mówi kl. Mateusz Zientalak.

- W czasie tego roku skupiamy się na najważniejszych rzeczach jakimi są: modlitwa, praca i nauka. Formujemy się poprzez wspólne przygotowywanie posiłków, wspólną pracę czy grę w piłkę. Jest to czas na to, by nasze racje były zacieśnione poprzez wspólną integrację. – dodaje Michał Kunikowski.

Rok propedeutyczny został wprowadzony przez arcybiskupa łódzkiego w 2018 roku. Uzasadniając wprowadzenie dodatkowego roku formacji w Seminarium Duchownym łódzki pasterz wskazał na to, że - do seminarium przychodzą ludzie, którzy niekoniecznie są zewangelizowani, a przed sobą mają jeszcze odkrycie tego, kim jest Jezus Chrystus jako żyjący i zmartwychwstały Pan. Przed sobą mają najistotniejsze doświadczenie wiary. Oczywiście mają niejednokrotnie bardzo duże doświadczenie wiedzy religijnej, bo chodzili na lekcję religii, byli ministrantami. Mają doświadczenie kościoła, ale to nie jest tożsame z odkryciem Jezusa jako żyjącego Pana. Dlatego też pierwszym celem roku propedeutycznego jest cel ściśle ewangelizacyjny. To poprowadzenie kandydatów do kapłaństwa do prawdziwej wiary. To się musi przełożyć na spotkanie z Chrystusem – z Jego Słowem. – zauważa metropolita łódzki.

W przeżywaniu wiary, nauce modlitwy i refleksji na swoim wnętrzem pomaga klerykom Ojciec Duchowny, który nie tylko prowadzi wykłady, ale jest także kierownikiem duchowym dla przyszłych kapłanów.

Na roku propedeutycznym jest 10 alumnów oraz dwóch wychowawców – ks. dr hab. Janusz Lewandowicz oraz ks. mgr Bartłomiej Franczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem