Reklama

Księża na celowniku

2019-08-06 09:21

Ks. Paweł Rozpiątkowski
Niedziela Ogólnopolska 32/2019, str. 31

Magdalena Niebudek

Nie miałem wątpliwości, że antykościelna agresja, rozniecona celowo kilkanaście miesięcy temu, nie skończy się jedynie na niegroźnym dla zdrowia i życia ludzi, godzącym – tylko albo aż – w uczucia religijne osób wierzących wypisywaniu obraźliwych słów na budynkach kościelnych w Warszawie czy profanacji pomników św. Jana Pawła II w Tarnowie, Stargardzie Szczecińskim lub innych miejscach Polski. Rozniecone, a później podsycane systematyczną i programową propagandą uczucia nienawiści do wszystkiego, co chrześcijańskie, kościelne i święte dla milionów Polaków, musiały przybrać groźniejsze formy wyrazu.

Ta nienawiść do Kościoła jest w ostatnich kilkunastu miesiącach wyjątkowo troskliwie hodowana. Zmarginalizowane decyzją Polaków polityczne i kulturowe środowiska lewicowe teraz definiują Kościół, duchownych i w ogóle ludzi wierzących jako wroga, ponieważ chcą dzięki temu nawet nie zdobyć władzę, bo na to szans w najbliższym czasie nie ma, ale na razie wydostać się z politycznego niebytu, aby zdobyć przyczółek do dalszej walki o „dusze Polaków”. Lewica w tak trudnym dla siebie pod względem politycznym momencie, gdy traci poparcie w całej niemal Europie, nie cofnie się przed tym, czego dawała dowody w przeszłości. Tym bardziej że w jej ręku jest nadal zdecydowana większość mediów głównego nurtu, które w pocie czoła usprawiedliwiają coraz bardziej niecne słowa i czyny. Ataki, coraz ostrzejsze, będą. Lewica nadal będzie nękała Kościół i ludzi Kościoła, przeprowadzając nagonki na odważniejszych jego przedstawicieli – vide casus abp. Jędraszewskiego, za którym jeździły po Polsce lewicowe bojówki, czy abp. Gądeckiego, od którego domagano się rezygnacji – przerywając nabożeństwa i robiąc zadymy w kościołach czy szydząc z tego, co najświętsze dla wierzących – patrz parodia Eucharystii na pochodzie organizowanym przez ideologów LGBT lub bezpardonowy i trwający wciąż atak na najświętszą dla narodu ikonę Czarnej Madonny. Prostą konsekwencją tych działań są ostatnie ataki na księży w Polsce.

Ryzykowne powołanie

Prawdą jest, że księża w różnych okresach naszej historii, także tej najnowszej, częściej niż przedstawiciele innych grup społecznych, stawali się celem fizycznej przemocy, w tym także morderstw. Wystarczy przypomnieć, że lewicowa, komunistyczna władza PRL-owska widziała w duchownych – i to w każdym okresie władzy: czy to nacechowanej twardym kursem, czy w czasie tzw. odwliży – głównego wroga. Służba Bezpieczeństwa inwigilowała księży, prześladowała ich, biła i zabijała.

Reklama

W III RP księża również byli bici, a zdarzało się, że ginęli z rąk pospolitych przestępców. Tło tych napadów nie było już stricte polityczne, miało zwykle charakter rabunkowy, ale z polityką miało co nieco wspólnego. Złodziei bowiem motywowała do napadów na plebanie wpojona przez część mediów i lewicowe partie polityczne fałszywa narracja o rzekomym bogactwie księży. Zostali oni tym samym wystawieni na cel. Zdarzały się więc napady na plebanie, księża byli bici, a bywało, że i zabijani, a łupem złodziei padały zwykle marne grosze, bo okazywało się, że mityczny plebański sezam był niemal pusty.

Czy tak miało być?

Ostatnie ataki na księży – ten pierwszy we Wrocławiu: kapłan ugodzony w biały dzień nożem, w Szczecinie: kapłan pobity w zakrystii i w Turku: kapłan zaatakowany w kancelarii – miały jeden wspólny mianownik. Teraz nie było w nich motywu rabunkowego. Sprawcy nie znali też duchownych. Ich wszystkich złościła sama sutanna. Gdyby ubrana w nią była inna osoba – także by oberwała. Napastnikom było wszystko jedno. Ważne, żeby dołożyć człowiekowi w sutannie, który został postawiony na ich celowniku przez nienawistną propagandę. Lewicowych propagandzistów zresztą niespecjalnie to obchodzi. Nie usłyszeliśmy słowa „przepraszam”. Ba, nie było nawet z ich strony – a przecież bardzo chętnie zabierają głos we wszystkich sprawach i do środków przekazu mają swobodny dostęp – słów potępienia tych bandyckich ataków. Lewicowi luminarze zachowują się tak, jakby nic się nie stało, jakby w tym scenariuszu po prostu tak miało być. Jakby te ataki na księży, dlatego, że są księżmi, były usprawiedliwione. I pewnie będzie tak dalej. Narracja nie zostanie zmieniona – no chyba że Kościół „skuli ogon pod siebie” i będzie siedział cicho.

Tagi:
kapłan kapłan kapłani

Reklama

Niezłomni duchowni

2019-10-19 20:49

Marian Florek

W dniu 19 października br. w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze spotkali się alumni, którzy pół wieku temu w kleryckiej kompanii zakończyli obowiązkową służbę wojskową.

Elżbieta Spałek / Biuro Prasowe Jasnej Góry

Świętowali – jak to określił ks. prof. dr hab. Stanisław Urbański- rocznicę „wyjścia” z jednostki w Szczecinie -Podjuchy, gdzie w latach 1967/69 odbywali zasadniczą służbę wojskową. I jako dziękczynienie Bogu za 50 lat kapłaństwa(włączając w ten czas i lata kleryckie). Prawie wszystkim klerykom udało się wytrwać, wrócić do seminarium i zostać kapłanami. Dlatego jest powód aby radośnie wspominać przeszłe lata. Chociaż – dodaje ks. Urbański- jako wrogowie PRL-u służyliśmy w jednostce karnej i byliśmy stale narażeni na systemową indoktrynację i propagandę ateistyczną.

W imieniu Jasnej Góry wszystkich gości i zgromadzonych wiernych powitał o. Nikodem Kilnar, który przypomniał, iż „dzień 19 października 2019 r. przeżywamy jako Narodowy Dzień Duchownych Niezłomnych”.

Mszy św. przewodniczył bp. Jan Tyrawa, biskup diecezji bydgoskiej, który również służył w tamtych latach w owej wspomnianej jednostce. Na powitanie stwierdził, że spotkanie jest powtórzeniem zjazdu sprzed pół wieku, kiedy to po wyjściu z jednostki wojskowej w listopadzie , młodzi klerycy przyjechali do Matki Bożej na Jasną Górę, aby podziękować za szczęśliwie przebyte 725 dni w wojsku. Dzisiaj – mówił hieracha- spotykamy się na nowo przed obliczem Matki, aby podsumować swoje życie. I chociaż życie przemija to jednak zostaje coś, co jest w naszych sercach i w sercach tych wszystkich ludzi, z którymi spotykaliśmy się jako kapłani. Dlatego też niech ten jubileusz będzie miał ten szczególny wyraz – dodał na końcu ks. Tyrawa.

Następnie już w homilii nawiązał do ewangelicznej historii z Kany Galilejskiej. Bóg – mówił- wchodzi w nasze życie w każdej chwili. Czy jest łatwo rozpoznać owe znaki Bożej obecności? Gdy się patrzy z perspektywy długiego życia, intensywnego życia to się dostrzega wiele zdarzeń, które pozostają poza jakąkolwiek władzą człowieka. Są to różne zdarzenia. I te dobre i te złe - cierpienie, choroba, ale też cudowne wyzdrowienia. Żyjemy w świecie wyznacznym obecnością tak dobra jak i zła. Ludzie nie mają władzy nad złem. Tylko Bóg ma taką władzę. Bóg, który przez swoje swoje Zmartwychwstanie pokonał ostatecznie zło. Ale jest to rzeczywistość eschtologiczna. Dla nas tu i teraz pozostaje walka ze złem zgodnie z pawłową myślą – „Zło dobrem zwyciężaj”, która to myśl stała się maksymą życiową ks. Jerzego Popiełuszki. Zamordowany przez komunistów kapłan, był także z naszego grona, był także w wojsku, ale rok wcześniej w Bartoszycach – mówił do zgromadzonych bp Tyrawa i pytał- Dlaczego na tym świecie cierpi niewinny? Tylko Bóg może się o takiego człowieka upomnieć. I jest to dowód na Jego istnienie. Bo unicestwione życie nie upomina się o siebie. O siebie upominają się prawa fizyki. Życie się o siebie nie upomina i dlatego wolno z niego kpić. Dlatego mamy aborcję, eutanzaję, in vitro i te wszystkie zdarzenia kiedy człowiek ginie. Dlatego jest Bóg, który się upomina o sprawiedliwego. Umiejmy w prozie życia dostrzegać Boże znaki, które niech umacniają nas w działaniach, zgodnie z przytoczoną zasadą, by zło zwyciężać dobrem.

Historia wojskowej służby kleryków sięga lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy po tzw. odwilży wznowiono represje wobec Kościoła. Przejawiało się to m.in. tym, że – pomimo ustaleń pomiędzy Episkopatem a rządem PRL - nadal powoływano do odbycia zasadniczej służby wojskowej kleryków z seminariów świeckich i zakonnych. W roku 1964 utworzono tak zwane kompanie kleryckie, w których poddawano ideologicznej presji młodych kandydatów do kapłaństwa. Kompanie te były zlokalizowane w Gdańsku, Opolu i Szczecinie-Podjuchach i były podporządkowane bezpośrednio Głównemu Zarządowi Politycznemu Wojska Polskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mobilnie albo na telefon

2019-10-16 12:28

Jolanta Kobojek
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 38-39

O mobilnym konfesjonale usłyszała w „Teleexpressie”. Postanowiła, że jeśli zobaczy go na własne oczy, uzna, iż to znak, że ma wrócić do Boga. Zobaczyła i po 50 latach przystąpiła pierwszy raz do spowiedzi, i wróciła do Kościoła

Archiwum prywatne Valentiny Alazraki
Ks. Rafał Jarosiewicz w mobilnym konfesjonale

Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. I ani słowa o tym, że odpuszczanie grzechów ma się odbywać wyłącznie w świątyni i w określonych godzinach. Z takiego założenia wychodzi wielu kapłanów. Ileż godzin przeznaczają na spowiedź księża posługujący podczas pieszej pielgrzymki na Jasną Górę? Albo w iluż parafiach, szczególnie w okresie Wielkiego Postu, odbywają się Noce Konfesjonałów? To wszystko jest wyjściem poza schematy. Określone czasy i określone warunki życia niejako wymuszają odpowiedź na realne potrzeby. Jeśli chodzi o sakrament pokuty i pojednania, w sytuacji, gdy wiele osób porzuca regularne praktyki religijne, papież Franciszek zachęca, żeby ksiądz nie był jak lekarz, który czeka, aż mu przyniosą pacjenta do szpitala, ale by sam wychodził opatrywać rannych tam, gdzie oni są.

Auto z księdzem

Ksiądz Rafał Jarosiewicz z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej jeszcze jako kleryk, gdy ewangelizował na Przystanku Woodstock, przyglądał się księżom, którzy spowiadali w różnych miejscach i okolicznościach. Już wtedy szczególnie to do niego przemówiło. A środki były bardzo proste – kawałek kartonu ze słowami: „Tutaj możesz się wyspowiadać”. Pojawiały się też te bardziej „wymyślne” metody. – Poznałem kiedyś ks. Jana Bagińskiego, który przyjechał samochodem z napisem: „Auto z księdzem”. Bardzo mnie to ujęło, że ludzie wsiadali i się spowiadali, bo czuli, że jest ku temu przestrzeń, w której nikt nie przeszkadza i nie nasłuchuje – tłumaczy ks. Jarosiewicz. Przyznaje, że ten obraz przez długie lata w nim pracował i bardzo mocno ukonkretnił się po pewnej rozmowie. – Wezwał mnie bp Edward Dajczak i powiedział, że musimy pomyśleć, jak dotrzeć do ludzi uczestniczących w Festiwalu Sunrise w Kołobrzegu. Był biletowany, więc z jego uczestnikami można było porozmawiać tylko na drodze albo pod festiwalową bramą. A w pamięci wciąż miałem samochód ks. Bagińskiego...

Ksiądz biskup dał szansę na urealnienie pomysłu ks. Jarosiewicza, by przerobić starego busa na mobilny konfesjonał. Tego zadania podjęła się fabryka mebli sakralnych. Wykonanie trwało ponad rok. – Podjechałem pod dom biskupa, a on popatrzył i powiedział: „To jest dobre, błogosławię i ruszaj w drogę!” – relacjonuje ks. Rafał. Od tego czasu prawie nie ma dnia, żeby ks. Jarosiewicz nie spowiadał. Na początku, zimą 2014 r., była giełda w Koszalinie. Późnej kolejne przystanki już nie tylko w stolicy diecezji, ale również poza nią. Tematem zaczęły się interesować media, co spowodowało, że dość szybko informacja o tym, iż można się wyspowiadać poza kościołem docierała do coraz większej liczby ludzi. I niektórych z nich przemieniała. Nietypowy spowiednik zdradza, że chociaż w pamięci ma wiele osób, to tajemnica spowiedzi powoduje, iż nikt nigdy się o nich nie dowie. Jednak historia jednej kobiety jest warta powtórzenia.

Było to obok galerii handlowej w Koszalinie. Pewna kobieta wyszła z zakupami i zamarła. – Zobaczyłem ją, ale nie wiedziałem, o co chodzi – zdradza ks. Rafał. Ona wówczas powiedziała, że chce się wyspowiadać. Gdy wyszła po spowiedzi, zatrzymała ją dziennikarka i zarzuciła pytaniami. Ksiądz Jarosiewicz przyznaje, że wieczorem, kiedy materiał był emitowany w telewizji, rozkleił się. – Kobieta mówiła, że usłyszała o tym pomyśle w „Teleexpressie” i nie wierzyła. Pomyślała, że jak naprawdę zobaczy ten konfesjonał, to będzie to dla niej znak, iż ma wrócić do Boga. I na antenie ogólnopolskiej telewizji powiedziała, że po 50 latach przystąpiła pierwszy raz do spowiedzi i od najbliższej niedzieli wraca do Kościoła – mówi ze wzruszeniem spowiednik. A na dopełnienie historii właśnie w tym momencie zadzwonił bp Dajczak z zapytaniem, jak wygląda codzienność posługiwania w niezwykłym konfesjonale. – Płacząc do słuchawki, opowiedziałem mu tę historię, a on podsumował krótko: „Widzisz, było warto”.

Spowiedź na telefon

O tym, że trzeba wychodzić do ludzi z coraz to nowymi propozycjami, również odnoszącymi się do sprawowania sakramentów, wie doskonale także ks. Andrzej Partika SAC z częstochowskiej Doliny Miłosierdzia. Przed ponad 3 laty rozpoczął tzw. spowiedź na telefon. – Wszystkich zbulwersowanych naszą propozycją chcę uspokoić: spowiedź na telefon nie jest spowiedzią przez telefon. Chodzi o to, by ułatwić ludziom dotarcie do Boga – wyjaśnił już podczas pierwszej niedzieli swoim wiernym z parafii Miłosierdzia Bożego. W tym częstochowskim sanktuarium stały dyżur w konfesjonale sprawowany był już od kilku lat każdego dnia między godz. 14.30 a 16. Spostrzegawczy proboszcz zauważył jednak, że to nie wystarcza. – W czasie gdy przeżywamy Godzinę Miłosierdzia, wielu wiernych jest w pracy, dlatego proponujemy, by takie osoby umawiały się indywidualnie, kiedy im pasuje – mówi pallotyn.

Ksiądz Partika, który jest jednym z misjonarzy miłosierdzia ustanowionych przez papieża Franciszka, i który nie od dziś sporo czasu spędza w konfesjonale, zachęca: – Zadzwoń, umów się, przyjdź – to takie proste!

Macie inspirować

Nigdy za wiele pomysłów, by jednać ludzi z Bogiem. Każdy powrót do Kościoła jest ogromną radością. A szczególnie w sytuacjach, kiedy z tym Kościołem przez wiele lat było komuś „nie pod drodze”. – Biskup Dajczak często powtarza nam, kapłanom: Pamiętajcie, że w Kościele w Koszalinie jest ok. 30 tys. ludzi, czyli ok. 80 tys. w ogóle kościół omija. Macie wychodzić i inspirować – tłumaczy ks. Jarosiewicz. Podobne statystyki są pewnie w wielu innych miastach całej Polski. Warto zatem mówić ludziom o tym, że powrót do Boga wcale nie musi być trudny. Niekiedy wystarczy się odważyć tylko na pierwszy krok.

Więcej o inicjatywie ks. Jarosiewicza przeczytasz na stronie: www.mobilnykonfesjonal.pl .
Na spowiedź w Dolinie Miłosierdzia w Częstochowie umówisz się, dzwoniąc pod nr: 514 491 315.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Łódź: Abp Ryś spotkał się z klerykami roku propedeutycznego

2019-10-23 17:45

Ks. Paweł Kłys

- Ten rok, który przeżywacie jest z definicji rokiem bardziej brania niż dawania! O to idzie w roku propedeutycznym, żebyście mogli więcej przyjmować niż dawać. Egzaminów - minimum, rozliczeń - niewiele, macie taki czas, którego może wam wielu zazdrościć. Macie czas, aby być w kaplicy, być na medytacji, poznawać Kościół, w którym chcecie służyć jako kapłani. Przyjmujcie ile się da! – mówił abp Ryś do kleryków roku propedeutycznego Archidiecezji Łódzkiej.

Ks. Paweł Kłys

Jest już tradycją, że w pierwszych dniach nowego roku akademickiego Metropolita Łódzki odwiedza kleryków, którzy w tym roku wstąpili do Wyższego Seminarium Duchownego. Od ubiegłego roku pierwszy rok formacji odbywa się poza gmachem seminaryjnym, a dokładniej przy parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Łasku - Kolumnie. To tutaj ci, którzy wybrali drogę powołania odbywają swój rok wprowadzający – rok propedeutyczny.

Spotkanie metropolity łódzkiego z klerykami rozpoczęło się od porannej Mszy świętej w czasie której – w słowie skierowanym do alumnów łódzki pasterz powiedział między innymi – jak was Pan Bóg poprowadzi do kapłaństwa – na co wszyscy mamy nadzieję – to będziecie niewolnikami, ustanowionymi nad rodziną Pana. Jest bardzo niedobrze, jak to się księżom pomyli – jak księża stają się rodziną Pana, która jest nad niewolnikami. Jest odwrotnie! Ci, którzy są w Kościele – nasi siostry i bracia – są rodziną Pana. Każdy ochrzczony należy do rodziny Pana, a my jesteśmy niewolnikami do obsługi rodziny. To nas ustawia w takiej funkcji, która się nazywa kapłaństwo służebne. – podkreślił celebrans.

Po liturgii ksiądz arcybiskup spotkał się na wspólnym śniadaniu z alumnami i przełożonymi roku propedeutycznego.

- Ten rok jest dla mnie czasem, kiedy mogę sprawdzić jak wygląda codzienny rytm seminarium. Zaletą tego roku jest to, że jesteśmy w małej grupie, w innym miejscu, gdzie możemy tworzyć fajną wspólnotę. Tutaj mogę poznawać kolegów i z nimi spędzać czas. – mówi kl. Mateusz Zientalak.

- W czasie tego roku skupiamy się na najważniejszych rzeczach jakimi są: modlitwa, praca i nauka. Formujemy się poprzez wspólne przygotowywanie posiłków, wspólną pracę czy grę w piłkę. Jest to czas na to, by nasze racje były zacieśnione poprzez wspólną integrację. – dodaje Michał Kunikowski.

Rok propedeutyczny został wprowadzony przez arcybiskupa łódzkiego w 2018 roku. Uzasadniając wprowadzenie dodatkowego roku formacji w Seminarium Duchownym łódzki pasterz wskazał na to, że - do seminarium przychodzą ludzie, którzy niekoniecznie są zewangelizowani, a przed sobą mają jeszcze odkrycie tego, kim jest Jezus Chrystus jako żyjący i zmartwychwstały Pan. Przed sobą mają najistotniejsze doświadczenie wiary. Oczywiście mają niejednokrotnie bardzo duże doświadczenie wiedzy religijnej, bo chodzili na lekcję religii, byli ministrantami. Mają doświadczenie kościoła, ale to nie jest tożsame z odkryciem Jezusa jako żyjącego Pana. Dlatego też pierwszym celem roku propedeutycznego jest cel ściśle ewangelizacyjny. To poprowadzenie kandydatów do kapłaństwa do prawdziwej wiary. To się musi przełożyć na spotkanie z Chrystusem – z Jego Słowem. – zauważa metropolita łódzki.

W przeżywaniu wiary, nauce modlitwy i refleksji na swoim wnętrzem pomaga klerykom Ojciec Duchowny, który nie tylko prowadzi wykłady, ale jest także kierownikiem duchowym dla przyszłych kapłanów.

Na roku propedeutycznym jest 10 alumnów oraz dwóch wychowawców – ks. dr hab. Janusz Lewandowicz oraz ks. mgr Bartłomiej Franczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem