Reklama

Powszechne narzekanie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Narzekanie słyszy się wszędzie w domach, na ulicy, w pracy. Obecnie atmosfera ta udziela się rolnikom, pielęgniarkom, księżom, lekarzom, nauczycielom... Świadom jestem, że jest to temat kontrowersyjny, ale warty zastanowienia, refleksji, a także omodlenia, by przeciwdziałać swoistej patologii.

Ktoś powie: temu to dobrze; nie ma rodziny, był na Zachodzie. Właśnie dlatego widzę to jaskrawiej, zestawiam ze zdobytym doświadczeniem. Ponadto wiem, że z narzekania nic dobrego nie wychodzi, co więcej tylko się człowiek zamyka, zasklepia. A trzeba się umieć odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Postawmy sobie pytanie: Czy jest aż tak naprawdę źle w naszej ojczyźnie? Czyżbyśmy byli tacy z natury?

Dla pełności dodam, że nie pochwalam obecnej sytuacji, tym bardziej gdy słyszę o nadużyciach, malwersacjach, korupcji, wykorzystywaniu luk prawnych, tym bardziej gdy winni opływają w dostatki i chodzą sobie wolno, czekając na nową okazję. Czasami mam wrażenie, że jest to celowym działaniem; z jednej strony torpedują nas tym podobnymi informacjami a z drugiej strony marazm aparatu ścigania. Czy aby to nie służy do zniechęcenia obywateli w końcu do stwierdzenia, że tak jest i tak musi być? Baczmy by ktoś, jak dawniej bywało, nie zechciał ponownie wykorzystać społecznego niezadowolenie, nie dla sprawy, ale dla swych interesów.

Rodzi się pytanie: kto zwykle narzeka? Ludzie w sile wieku, coraz więcej młodzieży. Popatrzmy, że jest całkiem pokaźna plejada ludzi narzekających na czasy obecne, równocześnie przeceniająca dobrobyt przeszłej epoki. Z tych kręgów podnosi się lament w formie westchnienia: " wróć komuno wróć".

Powszechnie wiadomo, że tym co byli dyspozycyjni, ulegli, niestety często za cenę donosów, wysługiwania, kolaborowania powodziło się lepiej od przeciętnej krajowej. Dobrze się mieli takowi, dla nich szły w pierwszym rzędzie przydziały, odznaczenia. O takich mówiono; partia im dała, wybudowała. Ci mają może i a co narzekać, stracili wiele. Czy rzeczywiście była to taka błogość? Co im tak naprawdę dała, czym to na dziś zaowocowało? Wzrosła liczba bankrutów systemu, systemu, który miał uszczęśliwić masy, pozostawił zaniedbanie i wielkie długi. Nieuczciwe - tym bardziej kosztem ludzkiej krzywdy, nie przynosiło szczęścia w przeszłości, ani nie przyniesie tym co dziś zdają się " chapać" gdzie się tylko da i jak się tylko da. Co nam pozostało na dziś, po dobie realnego socjalizmu? Bezradność jawiąca się na każdym kroku, patrz ludność z PGR-ów. Skąd nam ten marazm, w pewnym sensie dziedzictwo minionej epoki, gdzie wszystko było "z góry" zaprogramowane, ustalone i zaplanowane niekiedy na lata. Między czasie skutecznie rozprawiono się z inicjatywą, samodzielnością, tego się trzeba nauczyć. Ktoś powie, ale ta epoka minęła, mamy nowe czasy, nowych ludzi plemię. Popatrzmy uczciwie, pływają dostatnio najczęściej "pod inną banderą" dawne elity.

Tak przyznaję też, nie tylko winna miniona epoka. Coś było i jest w naszym narodzie, mianowicie skłonność do narzekania. Pesymizm w naszym narodzie jest od wieków. Jesteśmy skłonni do zrywów, poświęceń, brawury, brak nam wytrwałości, szybko ostygamy. Choć dziś rodzi się inicjatywa ludzi również innych opcji, stanów postawa zostaje niezmienna. Ci też narzekają na efekt swej "przędzy". Ci ostatni chcieli by zaraz szybko, dużo, zdają się zapominać, że fortuny rodziły się zwykle przez pokolenia. Patrząc na Zachód zechciejmy zauważyć swoistą prawidłowość konsekwencji. Dziś w elitach społecznych Zachodu przywiązuje się wielką wagę do wytrwałości. Tymczasem w naszych realiach jakby o tym zapominamy. Nie zwraca się na to dostatecznej uwagi. Tym bardziej jest to niepokojące, gdy uwzględniamy fakt, iż młode pokolenie jest mniej odporne psychicznie. Równocześnie funkcjonuje na Zachodzie inna prawidłowość godna naśladowania. W krajach wysoko rozwiniętych relacje społeczne są wolne od narzekania. W Ameryce nie mówi się o bolączkach, co wcale nie oznacza, że ich nie ma. Co więcej zawsze na ustach jest stwierdzenie - yes o´ky - wszystko dobrze. Powszechnie ludzie boją się przyznać do niezaradności, by nie być odrzuconym. Jest przekonanie, że jeżeli narzekasz to jesteś niezaradny życiowo, nieudacznik, fajtłapa.

Nikt z takim nie chce rozmawiać, tym bardziej wchodzić w poważne interesy, chyba że tylko po to by wykorzystać frajera.

Niepokojące jest to zjawisko narzekania wśród grup młodzieży szkolnej. Najgorzej jest to, że dzieci i młodzi w takiej atmosferze wzrastają. Przez to zabija się w nich inicjatywę, wolę walki, chęć zaistnienia.

Powstała swoista paranoja, która zdaje się nikomu nie przeszkadzać. Do dziś dnia, pomimo że głosi się "trudne czasy mamy", młodzież w wielu przypadkach podziela stara opinię i uczy się według powiedzenia: zakuć, zdać, zapomnieć. Zdają się zapominać, że ich nauka to klucz do sukcesu w przyszłości. Bez pracy niema kołaczy. Zapytam gdzie się podział ich zdrowy krytycyzm, młodzieńczy zapał, wola walki, też świadomość trudnych czasów? Szukajmy zawczasu antidotum na trudne czasy w myśl rady poety: a ze słabością uczmy łamać się za młodu.

Zwróćmy też uwagę na coś bardzo charakterystycznego w naszym otoczeniu. Zobaczmy jakże często, ci co najbardziej narzekają na brak pracy, na swoim otoczeniu noszą znamiona swej sytuacji do której się nie przyznają. Często w ich mieszkaniach, na ich podwórzach, mimo że nie pracują niechlujstwo aż razi.

Zapytam się jeszcze inaczej: narzekamy, ale czy tak naprawdę mamy na co? Zastanawiam się często dlaczego Polacy nie dostrzegają posiadanego dobra? Myślę, że za mało zauważa się dobra w domu, szkole, pracy. Mam przed oczyma sytuację z dalekiego Wschodu, czy Ameryki Południowej, gdzie w jednej izbie mieszka po kilka a nawet kilkanaście osób. Choć Przyznać należy też, że biedoty nie brak w bogatej Europie Zachodniej, czy Ameryce Północnej. Oczywiście ci ostatni z tym się nie obnoszą, tymczasem u nas często tylko tym żyjemy, jakby nie było coś pozytywnego. Niekiedy widząc stan posiadania narzekających swych odaków chcę mi się rzec: nie obrażajmy Boga, choćby przez kontekst sytuacyjny, ten za naszej wschodniej granicy. Ile do szczęścia nam potrzeba? Brak jest wdzięczności w narodzie, a może niechby narzekający zadali sobie pytanie dlaczego Bóg nam nie błogosławi? Wspomnijmy kiedy o tym sobie przypominali Żydzi? Gdy Boga wyparli ze swego wnętrza, gdy byli z dala sercem od Boga, choć Bóg był na ich wargach.

Narzekamy powszechnie na brak pieniędzy! A zapominamy o umiarze o rozgraniczaniu pomiędzy tym co jest nam naprawdę potrzebne a konieczne.

Popatrzmy na naszą historię, choćby wieku, który minął. Sytuacja w 1918 roku była o wiele bardziej trudniejsza niż dziś. A jednak naród się zdobył na trud powstania, bynajmniej - nie brakowało prawdziwych problemów. Dlaczego ten zryw się udał? Co więcej za tym poszły rewelacyjne efekty. Otóż znaleźli się ludzie, którzy umieli poderwać naród, wlać optymizm, wolę walki. Patrząc na polską scenę polityczną widząc co tam się dzieje i zawsze tych samych ludzi. Nasuwa mi się stwierdzenie, iż daremnie wyglądać dziś takowych mężów opacznościowych wśród polskich polityków. Wprost żenujący są ci co sami i to mimo swego młodego wieku wielokrotnie zmienili przynależność partyjną, tacy nie pociągną tłumów.

Trzeba nam nowych prawdziwych ludzi sukcesu, którzy obudzą w narodzie optymizm, pociągną za sobą innych. Na takich naród czeka. Pokazuje to kazus Adama Małysza. Ten niespełna dwudziesto paroletni skoczek, autentyczny człowiek sukcesów sprawia, że miliony widzów siedząc przed telewizorami czekają na kolejny jego skok. Tabuny sympatyków ciągną z różnych stron Polski, by zobaczyć na miejscu skok gwiazdy polskiego sportu narciarskiego.

Myślę, że trzeba nam takowych ludzi i są w naszych środowiskach, spróbujmy ich odszukać zwłaszcza na modlitwie. Jestem też pewien, że rzesza narodu gotowa jest uwierzyć i pójść za nimi dla lepszego jutra. Chrześcijanie nie traćmy nadziei, na pewno pomoże nam w tym, choćby jeden dzień bez narzekania.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowy dyrektor Biura Prasowego i rzecznik Jasnej Góry

2026-06-23 12:10

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Biuro Prasowe Jasnej Góry

o. Marcin Ciechanowski

o. Marcin Ciechanowski

Został nim o. dr Marcin Ciechanowski. Zastąpił na tym stanowisku o. Michała Bortnika, który obejmuje funkcję prezesa Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Ojciec Ciechanowski paulinem jest od 30 lat. Jest teologiem, rekolekcjonistą, medioznawcą, kompozytorem. Znany jest z pogody ducha i poczucia humoru. Urodził się 12 lipca 1975 r. w Bydgoszczy. Pierwszą profesję zakonną złożył 8 września 1996 r. w Leśniowie. Święcenia prezbiteratu przyjął 8 czerwca 2002 r. na Jasnej Górze. Jest magistrem teologii z zakresu teologii duchowości. W Zakonie Paulinów pełnił różne funkcje: duszpasterza akademickiego, duszpasterza dzieci, opiekuna zespołów młodzieżowych i scholi dziecięcej, prezbitera wspólnot neokatechumenalnych, rekolekcjonisty, przewodnika pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. W latach 2020-26 był podprzeorem Jasnej Góry.
CZYTAJ DALEJ

Częstochowa/ Kard. Ryś: bez względu na narodowość, na Jasnej Górze wszyscy jesteśmy w domu

2026-06-24 07:19

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Kard. Grzegorz Ryś

Karol Porwich/Niedziela

Na Jasnej Górze trwa Narodowa Pielgrzymka Węgrów. Mszę dla pątników odprawił kard. Grzegorz Ryś. Bez względu na narodowość, na Jasnej Górze wszyscy jesteśmy w domu - powiedział. Polskę i Węgry łączą m.in dzieje zakonu paulinów, który pochodzi z Węgier.

Węgrzy tradycyjnie dotarli do Polski specjalnie zamówionym pociągiem. To już dziesięcioletnia tradycja ich pielgrzymowania. Z pątnikami przybył prowincjał placówki paulińskiej na Węgrzech, ojciec Andras Vizi. - Posługuję w Maria Nostra, skąd na Jasną Górę przyszli paulini - powiedział.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Müller: nie można oddzielać liturgii Słowa od liturgii eucharystycznej

2026-06-24 18:55

[ TEMATY ]

liturgia

Adobe Stock

„Nie można dowolnie dzielić uprawnień kapłańskich i zlecać ich podmiotom zewnętrznym w oparciu o kryteria funkcjonalne” - stwierdza w swoim komentarzu opublikowanym na portalu kath.net kard. Gerhard Müller.

Emerytowany prefekt Kongregacji Nauki Wiary nawiązuje do opublikowanego wczoraj komunikatu Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, przypominającego, że homilia jest integralną częścią Liturgii Słowa, a głoszenie jej jest wypełnianiem posługi nauczania (łac. munus docendi), powierzonej kapłanom i diakonom na mocy święceń. Dlatego też nie można zastąpić jej kazaniem, głoszonym przez osobę świecką.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję