Reklama

Niezłomny

2019-10-29 12:48


Edycja toruńska 44/2019, str. 4-5

Archiwum autora
Uczestnicy maratonu

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko był jednym z wielu, często bezimiennych, duchownych niezłomnych. Pociągał ludzi nie błyskotliwością czy wyszukanymi metodami kaznodziejskimi, lecz autentycznym, pełnym zaangażowania głoszeniem Ewangelii. Jego wierność stawała się tym, co zachwycało, pociągało i mobilizowało do działania zgodnego z nauczaniem Chrystusa. W taki sposób określił niezłomnego duchownego bp Wiesław Śmigiel

W ramach wojewódzkich obchodów 35. rocznicy śmierci bł. ks. Jerzego odbyły się maraton, koncerty, spektakle, modlitwy w miejscach pamięci oraz Eucharystie o kanonizację tego niezłomnego miłośnika prawdy i wolności

Bydgoszcz – Górsk

Dziewięciu uczniów, czworo rodziców i nauczyciel ze Szkoły Podstawowej nr 32 im. Armii Krajowej w Toruniu wzięło udział w dorocznym maratonie i biegu sztafetowym szlakiem męczeńskiej drogi bł. ks. Jerzego Popiełuszki. 42-kilometrowa trasa biegu pokrywa się z drogą, którą ks. Jerzy podróżował 19 października 1984 r. Biegacze wystartowali 6 października z placu przy kościele pw. Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy (to tu ks. Popiełuszko po raz ostatni sprawował Mszę św.) i podążali do Górska, mijając pomnik-krzyż, postawiony na miejscu porwania.

Znaleźliśmy się w gronie ok. 250 osób: 24 maratończyków, pokonujących cały dystans, oraz ponad 20 sztafet, które podzieliły go na ok. 10-kilometrowe odcinki. Nasza grupa, dysponując własnym busem, miała możliwość włączania się do biegu w dowolnym miejscu, co sprawiło, że łącznie pokonaliśmy 297 km (sami uczniowie przebiegli 193 km)!

Reklama

Była to z jednej strony lekcja historii, z drugiej – przeżycie duchowe, z jeszcze innej – wyzwanie sportowe, dające pole do zmagań z własną słabością. W Toruniu zapaliliśmy znicz pod pomnikiem ks. Jerzego, a podróż do Bydgoszczy wykorzystaliśmy na to, by przybliżyć uczniom fakty z jego życia i wskazać wartości, w obronie których został zamordowany. Przed biegiem wzięliśmy udział w Eucharystii i wysłuchaliśmy homilii, ukazującej sens ofiary ks. Popiełuszki, wskazującej na to, że chrześcijaństwo oznacza życie w prawdzie, gotowość do bronienia jej za cenę bolesnych strat i ofiar oraz wykorzenianie zła przez czynienie dobra.

Bieg był wolny od rywalizacji – wszyscy biegli tym samym tempem (ok. 6 minut na kilometr), wspólnotowo, w zwartej grupie. Niektóre odcinki wypełniła modlitwa – rozważaliśmy tajemnice bolesne Różańca. Jak co roku duchowych przeżyć i powodów do refleksji dostarczały też fragmenty wypowiedzi ks. Jerzego, umieszczone na tabliczkach wyznaczających kilometraż.

Zmęczeni, ale w dobrej kondycji, po ponad 4 godzinach dotarliśmy do mety, usytuowanej przy Centrum Edukacji Młodzieży w Górsku. Tam odbyła się ceremonia wręczenia nagród. Wszyscy biegacze otrzymali pamiątkowe medale, a drużyny – puchary.

Kolejna edycja została zapowiedziana na niedzielę 4 października 2020 r. Można już zaczynać treningi...

Tomasz Strużanowski

* * *

Górsk

Miejsce uprowadzenia bł. ks. Jerzego zgromadziło licznie wiernych, którzy przybyli modlić się o jego kanonizację. To tu odbył się koncert pod hasłem: „Dobro nieskończone”, spektakl uczniów miejscowej szkoły podstawowej, a bp Wiesław Śmigiel przewodniczył Eucharystii w kościele nieopodal miejsca jego uprowadzenia.

Ksiądz Biskup podkreślił, że bł. ks. Popiełuszko miał w sobie tę moc ducha, która pozwoliła na to, by był sprawiedliwym pośród niesprawiedliwych i prawdomównym pośród kłamców. – Bł. ks. Jerzy uświadamiał, że to od człowieka zależy, co tworzy – dobro czy zło. I to od człowieka zależy, jak odpowie na zło – złem czy dobrem. Jeśli człowiek na zło odpowiada złem, to powiększa jeszcze dramat tego świata – mówił Ksiądz Biskup. Zaznaczył, że bł. ks. Jerzy nauczał nas, że człowiek ma w sobie taką wolność i moc, że gdy zrozumie i przyjmie słowa wzywające do zwyciężania zła dobrem, „uderzony nie uderzy, okłamywany nie okłamie, a zdradzany nie zdradzi”.

Ks. Paweł Borowski

* * *

Grudziądz

Biało-czerwone znicze ustawione w kształcie krzyża, pieśń „Ojczyzno ma”, fragmenty homilii bł. ks. Jerzego oraz św. Jana Pawła II i refleksyjna muzyka – to wszystko złożyło się na spektakl „Zło dobrem zwyciężaj”, który został zaprezentowany w bazylice pw. św. Mikołaja w Grudziądzu. Jego twórcami są ks. Jan Sochoń oraz Jerzy Zelnik. W spektaklu wystąpili: autor i reżyser Jerzy Zelnik, solista Filharmonii Lubelskiej Robert Grudzień (organy), a także kompozytor Gieorgij Agratina (fletnia pana, cymbały). Inscenizacja ubogacona została o obrazy i zdjęcia z życia błogosławionego. Widzowie mieli okazję poznać bądź przypomnieć sobie jego postać.

Jerzy Zelnik podzielił się osobistymi wspomnieniami, związanymi z błogosławionym. Proponował odpoczynek ks. Jerzemu, wyjazd nad morze. Wtedy ten miał powiedzieć, że nie potrafi już się oderwać od tego, co dzieje się w kraju, zaproponował jednak wspólny wyjazd na Śląsk, na przedostatnią Mszę św. za ojczyznę. Jerzy Zelnik w tym czasie grał i pojechał ktoś inny. Wspominał również swój nocny dyżur nad trumną ks. Jerzego. Powiedział wówczas do zmarłego: „Ty będziesz świętym”. Potem dowiedział się jeszcze, że ks. Popiełuszko urodził się tego samego dnia, co on –14 września – tyle że duchowny był o 2 lata młodszy.

– Chciałbym, aby dzisiejsze spotkanie było zachętą do gorącej modlitwy o jego rychłą kanonizację. Jest ona potrzebna nam, byśmy w Polsce i na świecie widzieli w nim orędownika w trudnych sprawach, wyzwaniach, szczególnie w sprawach wiary – mówił ks. kan. Dariusz Kunicki, proboszcz bazyliki.

Małgorzata Borkowska

Tagi:
bł. ks. Jerzy Popiełuszko

IPN złożył zażalenie dot. umorzenia sprawy prowokacji SB wobec bł. ks. Jerzego Popiełuszki

2019-11-16 21:38

Radio Maryja

Do warszawskiego Sądu Apelacyjnego wpłynęło zażalenie Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące umorzenia sprawy prowokacji wobec bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Chodzi o postępowanie wobec oskarżonych o podrzucenie w 1983 roku przez SB do mieszkania kapłana materiałów go obciążających.

Archiwum

W październiku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że przestępstwa zostały popełnione i że były zbrodniami komunistycznymi, ale nastąpiło przedawnienie.

Prokuratorzy IPN nie zgodzili się z tą oceną sądu. Według nich prowokacja na Chłodnej stanowiła zbrodnię przeciwko ludzkości, które się nie przedawniają.

Prof. Jan Żaryn, historyk, odnosząc się do sprawy ocenia, że jej dalszy bieg zależy od kwestii woli, a nie jednoznacznego kwalifikowania prawnego.

– Po stronie sądu widać, że takowej woli nie ma, aby podtrzymać tę możliwość orzekania w sprawach dotyczących przestępstw szczególnie z lat stanu wojennego i późniejszych. Zapewne w rzeczywistości prawnej sąd potrafi udowodnić, że takich możliwości nie posiada. Moim zdaniem nie posiada bardziej woli niż możliwości. Tak to trwa od 1989 roku. Wola to jest bardzo trudna kategoria do udowodnienia, oceny, bo to przecież zależy od ludzi, którzy gdzieś w swym sumieniu albo pracują na rzecz sprawiedliwości albo tez uchylają się od tego zadania – wskazuje prof. Jan Żaryn.

Zabójców ks. Popiełuszki w sprawie tzw. prowokacji na Chłodnej oskarżył pion śledczy IPN. Oskarżeni nielegalnie weszli do mieszkania kapłana przy ul. Chłodnej w Warszawie i pozostawili w nim amunicję, materiały wybuchowe oraz ulotki i wydawnictwa, których posiadanie było wtedy zabronione.

Następnie SB doprowadziło do ich ujawnienia w wyniku przeszukania mieszkania, co spowodowało wdrożenie przeciw kapelanowi ,,Solidarności” postępowania karnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szaleństwo ekologów: chcą więcej aborcji, by chronić planetę

2019-11-07 17:30

Beata Zajączkowska/vaticannews / Oxford (KAI)

Szaleństwo ideologów ekologii zaczyna przybierać coraz większe rozmiary. Wysługując się renomowanymi pismami naukowymi, forsują tezę, że przyszłość ziemi zależy od rezygnacji z posiadania dzieci. Innymi słowy proponują więcej aborcji i antykoncepcji.

Vatican News

Pismo naukowe wydawane przez uniwersytet w Oksfordzie zaproponowało właśnie „sprawdzoną politykę skuteczności”, by osiągnąć cel, jakim jest ochrona planety i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. W 320-stronnicowym artykule „World scientist warning of a climate emergency” opublikowanym na łamach „BioScience” przez 11.258 naukowców ze 153 krajów świata, proponując remedia na „uratowanie ziemi” i „przyszłości ludzkości”, wskazano, że „światowa populacja musi zostać ustabilizowana i idealnie, stopniowo ograniczana”. Autorzy artykułu podkreślają, że można to osiągnąć dzięki „sprawdzonej polityce skuteczności, która wzmacniając prawa człowieka, redukuje jednocześnie wskaźnik płodności”. Za tą ideologiczną retoryką kryje się jeszcze większa promocja aborcji i antykoncepcji.

Publikacji artykułu towarzyszyło rozpoczęcie w Anglii kampanii reklamującej sterylizację. Na banerach reklamowych można zobaczyć pięcioro białych dzieci, a obok nich hasło: „Wyobraź sobie miasto mniej zatłoczone i zrób swoje… wysterylizuj się!”. Jest to ciekawy szczegół w multietnicznym społeczeństwie anglosaskim, gdzie białoskórych Anglików z każdym rokiem jest coraz mniej (obecnie ok. 40 proc.). W tym kontekście warto zauważyć, że podczas gdy ideolodzy ekologizmu posiadanie dzieci uznają za nieekologiczne i zgubne dla planety, nasze społeczeństwa same skazują się na zagładę, dokonując samobójstwa demograficznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Eksper KEP ds. powołań: brakuje mistrzów życia duchowego

2019-11-19 11:09

Rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego - stwierdza w rozmowie z KAI ks. prof. Marek Tatar, krajowy duszpasterze powołań. Jego zdaniem w formacji seminaryjnej bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej i społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności. Ks. Tatar zwraca tez uwagę, że nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

Fotolia.com

Tomasz Królak (KAI): W tym roku do seminariów zgłosiło się o 20 proc. kandydatów do kapłaństwa mniej niż w ubiegłym. To poważne tąpnięcie, chyba niespotykane w ostatnim dziesięcioleciu i wygląda dość alarmistycznie...

Ks. prof. Marek Talar: – Na pewno to brzmi niepokojąco. I zmusza do refleksji w bardzo szerokim kontekście. Problem powołań, czy raczej powołania, jest dość złożony. Pojawiają się publikacje w mediach publicznych niekoniecznie sprzyjających Kościołowi, które mówią o krachu powołań czy o omijaniu seminariów przez młodych szerokim łukiem. Ich autorami często są ludzie, którzy mają niewiele wspólnego z Kościołem.
Statystyki za ostatnie 10 lat pokazują niewielkie tylko wahnięcia. Rzeczywiście poważne obserwujemy w dwóch ostatnich latach. Obserwujemy spadek, z faktami trudno dyskutować. W stosunku do roku 1999, kiedy to w seminariach diecezjalnych i zakonnych mieliśmy 6800 kleryków, obecnie jest ich około 2850. Ale trzeba mieć świadomość, że kompletnie zmienił się kontekst. Porównajmy na przykład rok 1999 i 2019 – dziś mamy zupełnie inną sytuację eklezjalną, społeczną, rodzinną. Także jeśli chodzi o formację, przygotowanie, rozumowanie, konstrukcję młodego człowieka.
Ogromną sekularyzację widać nie tylko w powołaniach, weźmy pod uwagę podejście do katechezy, traktowanie praktyk religijnych, następuje ogromne zindywidualizowanie i niebezpieczną relatywizację w podejściu do norm moralnych: to człowiek chce decydować o tym, co dobre i złe.
Oprócz liczb trzeba też uwzględnić problem spadku populacji. Nie można tym tłumaczyć całego zjawiska, ale też nie można go ignorować.

- W latach 80. liczba powołań rosła nawet mimo spadku demograficznego...

- – Zgoda. Ale tego czynnika nie można pomijać. Trzeba też pamiętać o kolejnej zmianie, mianowicie podwyższeniu średniego wieku kandydatów do kapłaństwa. Dobrze to widzę ucząc w kilku seminariach. Mamy sporą liczbę mężczyzn, którzy przychodzą już po skończonych studiach, po jakimś okresie pracy. Zmniejsza się liczba, przepraszam za wyrażenie, entuzjastycznych młodzików. Świadczy o tym choćby otwarcie seminarium 35 plus, które niedawno zostało przeniesione z Krakowa do Łodzi. Widać więc zainteresowanie kapłaństwem ze strony zupełnie innej kategorii ludzi.
Sposób myślenia młodego człowieka tuż po maturze a kogoś, kto skończył już jedne studia, pracował i decyduje się na seminarium dopiero wtedy – jest zupełnie inny. Dotyka tego problemu wydany 2016 r. istotny dokument Stolicy Apostolskiej „Ratio fundamentalis formationis sacerdotalis”, który jest podstawą do tworzenia nowego Ratio Studiorum dla Polski. Takie opracowanie zostało ostatnio przyjęte przez Episkopat i czeka na watykańskie zatwierdzenie.
Nie można widzieć seminarium i powołań tylko w kategoriach „akademickości” oraz funkcjonalizmu a więc przygotowywania ludzi do spełniania jakiejś "funkcji".

- A takiemu niebezpieczeństwu seminaria dziś ulegają?

- – Musimy się nad tym zastanowić. Niedawny mocno dyskutowany był synod dla Amazonii: czy wobec braku księży, nie należałoby udzielać święceń żonatym mężczyznom. Tymczasem chodzi o zupełnie inną rzecz, o odpowiedź na bardzo ważne pytanie: czy to, co kapłan wykonuje wynika z tego, kim jest, czy też to, kim jest wynika z tego, co wykonuje. W tym bardzo rozchwianym świecie widać ponowoczesny sposób myślenia i mentalności, mocno naznaczony sekularyzmem, indywidualizmem, utylitaryzmem, subiektywizmem i innymi „– izmami”. Chodzi o problem tożsamości - kapłańskiej, zakonnej.

- Która przeżywa kryzys?

- – Która staje dzisiaj wobec konieczności odpowiedzi na nowo, jak ta tożsamość wygląda i jak ją określić. Już w latach 80. w „Raporcie o stanie wiary” kard. Ratzinger pisał m.in. o radykalnym spadku powołań do żeńskich zgromadzeń zakonnych w Quebecu. Podał trzy bardzo ważne przyczyny, które jak mi się wydaje, można odnieść także do sytuacji w Polsce. Po pierwsze kryzys tożsamości; po drugie (co jest związane z poprzednim) wychowywanie tylko do zadaniowości; po trzecie: próba zastąpienia formacji duchowej - psychologiczną.

- Psychologia zaczęła dominować?

- – Psychologia bez wątpienia jest nam absolutnie konieczna w wielu wypadkach do rozeznania.

- Bardziej niż 30 lat temu?

- – Zdecydowanie i zaraz powiem dlaczego. Natomiast formacja nie może być formacją jedynie psychologiczną – bo jest formacją przede wszystkim duchową opartą na życiu łaską. Na gruncie teologii mówimy o formacji do życia w zjednoczeniu z Bogiem. Tymczasem bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej czy też społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności.

- Kosztem kwestii duchowych?

- – Może nie kosztem, ale w obecnym klimacie kulturowym i mentalności pragmatyzmu, daje ona wymierne wyniki. Formacja duchowa to proces długofalowy, wymagający ogromnej dojrzałości, zarówno formowanych jak i formujących.

- A nie zawsze temu procesowi poświęca się tyle czasu, ile trzeba by poświęcić?

- – O to chodzi. I to jest bardzo ważne. A z czego to wynika? Zauważmy, że w okresie przełomu wieków XX i XXI bazowaliśmy jeszcze na w miarę zdrowej rodzinie. Jeśli sięgniemy do dokumentu Soboru „Presbyterorum ordinis” czy dwóch adhortacji Jana Pawła II „Pastores dabo vobis” i „Vita consecrata” to rodzina stanowi tam fundament. Jej obecny kryzys jest przyczyną bardzo mocnej destabilizacji młodego człowieka. Zastanówmy się choćby nad tym, jak taki mężczyzna ma pełnić funkcję swoistego ojca duchowego, kiedy on nie zna swojego ojca?
Mówiliśmy, że rodzina jest pierwszym nowicjatem, seminarium czy środowiskiem przygotowania do małżeństwa. Otóż ta rola drastycznie się zmniejszyła. Autorytet rodziny, rodziców mocno podupadł. Jest to podyktowane wieloma czynnikami, na przykład migracją ludności skutkującą zachwianiem tożsamości czy zaangażowaniem w pracę kosztem prowadzenia domu, wychowywania dzieci. Widać duże scedowanie wychowania dzieci na szkołę, na środowiska pozarodzinne.

- Rodzaj rodzicielskiej abdykacji?

- – Tak. I tu mamy bardzo poważny problem. Wychowawcza rola rodziny została nadwątlona. Dodałbym, że to nie zrobiło się samo: demontażu rodziny dokonano świadomie, z premedytacją i ten proces trwa. Najpierw uderzono w sacrum małżeństwa a później w rodzinę.
Odchodząc od kwestii powołaniowych dotyczących kapłaństwa i życia konsekrowanego: jakie wyobrażenie mają dziś młodzi ludzie przygotowujący się do małżeństwa, które w równym stopniu jest powołaniem niezwykle istotnym? Nie można nauczyć kogoś teoretycznie stworzenia domu i rodziny, jeśli nie ma wychowania i właściwej formacji! To jest podobnie jak z fałszywym twierdzeniem, że ktoś sobie wybierze religię jak dorośnie. To nie jest teoria czy ideologia, którą się wybiera – chodzi o dorastanie w klimacie szanującej się i kochającej rodziny.
Tak mocnemu zachwianiu tożsamości towarzyszą lęki, zwłaszcza lęk przed decyzją. Zwróćmy uwagę na skalę zjawiska singlostwa. To może być utylitaryzm, pragnienie wygodnego życia, ale w grę może wchodzić także podłoże lękowe: boję się wyboru, co więcej, boję się konsekwencji wyboru. Podejmowanie pewnych ostatecznych decyzji jest dla młodych ludzi dziś bardzo trudne.
Nie można też pominąć sprawy wizerunku Kościoła kreowanego przez media. Często autorami są ludzie spoza Kościoła, skoncentrowani tylko na kreśleniu jednobarwnego obrazu. To prawda, że w Kościele są błędy i słabości, które wynikają ze słabości i grzeszności człowieka. Ale nie można się zgodzić na tę generalizację, a przecież dominuje taki ton.

- I przynosi efekty.

- – Wystarczy spojrzeć na internetowe komentarze pod jakimkolwiek materiałem dotyczącym Kościoła. Jakimkolwiek! Przez 13 lat wspinałem się jako członek Polskiego Związku Alpinizmu i spotykałem także niewierzących alpinistów. Ale przecież nie nabrałem przekonania, że wszyscy alpiniści są niewierzący! Młody człowiek nie chce być utożsamiany z pewną grupą społeczną postrzeganą powszechnie wyłącznie negatywnie.

- Choć, być może on sam wie, że jest jednak inaczej. Ale efekt jest ten sam: dystans wobec Kościoła.

- – Trzeba powiedzieć i to, że kryzys powołań nie jest w historii Kościoła niczym nowym. „Nihil novi sub sole”. Wydaje się że o wiele trafniejszym stwierdzeniem jest to, że nie tyle mamy do czynienia z kryzysem powołań a bardziej z kryzysem człowieka. Powołujące działanie Chrystusa nie zakończyło się. Sięgnijmy do czasów Dominika czy Franciszka. Trudne dzisiejsze doświadczenia Kościoła powodują w nim także pewną polaryzację i mogą mieć charakter oczyszczający. Wedle mentalności świata dziś nie „opłaca się” wstępować do seminarium, zatem motywacja ulega oczyszczeniu.

- Skoro wybór drogi kapłaństwa dziś naprawdę kosztuje, to może „przełoży” się to na jakość posługi? Może ci księża będą owocniej towarzyszyć ludziom?

- – To jest wyzwanie zarówno dla kandydatów, bo to oni są tutaj pierwszoplanowi ale również dla tych, których Pan Bóg stawia jako formatorów: przełożonych, rektorów, zwłaszcza zaś mistrzów, mistrzynie, ojców duchownych. Dlaczego? Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego. Wykładowców jest bardzo dużo...
Niedawno miałem okazje przebywać wśród mnichów maronickich, którzy zachowali status życia mniszego. Tam jest mistrz i ten, który „dorasta”. Zachowało się coś, co kształtowało się od początku Kościoła. Dziś bardzo ważną sprawą jest przygotowanie mistrzów życia duchowego, spowiedników, kierowników duchowych. Święta Teresa z Avila mówi wprost: przez 20 lat niedouczeni kierownicy duchowi wyrządzili mi wiele krzywdy; jeśli masz do wyboru mądrego i pobożnego – wybierz mądrego – tak twierdziła.
Dzisiaj mistrzowie życia duchowego muszą mieć bardzo szerokie przygotowanie. Mistrz musi prowadzić bardzo głębokie życie duchowe, znać dynamikę rozwoju życia duchowego, mieć wiedzę z zakresu teologii dogmatycznej, moralnej i fundamentalnej oraz podstaw psychologii. To nie może być operacja na otwartym sercu, w której możemy pozwolić sobie na zawinioną ignorancję.
Kiedy patrzę na powołania, to widzę też, że wyzwania radykalizują. Do seminariów przychodzą kandydaci z naprawdę pięknymi ideałami. To są nieoszlifowane diamenty. Ale jeśli do szlifowania zabierze się formator nieprzygotowany, to materiał zostanie zniszczony.

- A może w Kościele w Polsce po prostu nie ma ludzi, którzy mogliby zapalić młodych ludzi do wspaniałej służby Bogu i ludziom i pomóc im stać się takimi?

- – Myślę, że nie. A mówię to także jako kierownik podyplomowych studiów formacji i życia duchowego. Przychodzi bardzo dużo ludzi, także świeckich, którzy są liderami formacji w ruchach i stowarzyszeniach, to jest niezwykła nadzieja. Mamy także ojców duchownych i mistrzynie z zakonów żeńskich. Wszyscy oni chcą się przygotować, by jak najlepiej pełnić te role.
Owszem, ma pan rację, że żyliśmy trochę w apoteozie sukcesu. Jestem „pokoleniem” drugiej pielgrzymki Jana Pawła II – wtedy, w 1983 roku poprosiłem o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego w przepięknym Sandomierzu. To była pewna euforia. Dziś atmosfera jest zupełnie inna.
Kolejna rzecz, którą trzeba mocno podkreślić to sztuka pracy w rozeznawaniu powołania i pomocy tym ludziom. Nie można rozumieć pracy nad powołaniami jako „łowienie” powołań. Czasami gdzieś czytam: Kościół już przestał „łowić” powołania.

- Nie chodzi o łowy?

- – W żadnym zgromadzeniu, zakonie, seminarium nie ma nad drzwiami napisu „Witamy cię” a z drugiej „Mamy cię”. Osobiście twierdzę, że Pan Bóg przyprowadza powołania, które są owocem dzisiejszego myślenia i życia religijnego i są adekwatne do dzisiejszych potrzeb. To znaczy takie powołania i w takiej liczbie, które są najlepsze w dzisiejszej sytuacji Kościoła.
Nie mamy problemu powołań, chodzi raczej o problem powołanych. Inaczej mówiąc: to nie jest tak, że Pan Bóg nie powołuje, tylko są problemy z odczytaniem tego powołania, rozeznania i określeniem go, na przykład tego czy mam pójść do seminarium diecezjalnego czy zakonnego.
Wracam do „Raportu o stanie wiary”. Kard. Ratzinger mówił: potrzeba nam pewnej charyzmatycznej przejrzystości, czytelności. W tym bardzo skomercjalizowanym świecie młody człowiek, w którym pali się iskierka powołania musi widzieć jasny punkt: tak, to jest to, tak chcę żyć.
Kard. Basil Hume, benedyktyn, o którym pisałem pracę habilitacyjną, powiedział kiedyś do nowicjuszy: nie wiem, czy chcemy was w zakonie i to pytanie nas nie interesuje, natomiast istotne jest to czy wy, którzy jesteście wśród nas i patrzycie na nas – chcecie tak żyć. Dziś jest wielka potrzeba jasnych przykładów, świadectwa.

- Wracając do tąpnięcia w licznie kandydatów do kapłaństwa. Czy to coś mówi o stanie wiary w Polsce?

- – Przede wszystkim to boję się oceniać czyjąś wiarę. Nazwałbym to inaczej: to jest pewien obraz wyzwań, wobec których staje dzisiaj Kościół, zwłaszcza w dziedzinie rozeznania i formacji powołaniowej. Nie zaryzykowałbym twierdzenia, że jest to obraz stanu wiary czy religijności Polaków.

- A jakie są te wyzwania, wobec tego?

- – Konieczność refleksji nad tym, w jaki sposób mamy budować nową kulturę powołań, jak wyjść do młodego człowieka mówiąc mu o sensie powołania i poszukiwania tego, kim on chce być w życiu kapłańskim, zakonnym czy małżeńskim. Sprawy duszpasterstwa powołań nie można dziś ograniczyć do powierzenia tej odpowiedzialności jednej osobie w zgromadzeniu czy w diecezji. To jest także duszpasterstwo rodzin, młodzieży, służby liturgicznej ołtarza czy katecheza, która jest niesłychanym potencjałem również w tym względzie.

- Trudno zakładać, że powołań będzie więcej (choć zgadzamy się, że liczby nie są najważniejsze), skoro rodzina, ich fundament, bardzo się dziś chwieje.

- – Proszę nie traktować tego jako ucieczkę w teologię, ale powołanie jest darem, łaską. Oczywiście, występują warunki bardziej lub mniej sprzyjające powołaniom ale im bardziej mamy do czynienia z antykatolickim, sekularystycznym sposobem układania świata, tym mamy większe wyzwania oczyszczające Kościół. Nie jest prawdą, że młodzi ludzie nie szukają dróg religijnie radykalnego sposobu życia. Przeżywamy moment bardzo ważny dla Kościoła w Polsce i dla tych, których Pan Bóg uczynił odpowiedzialnymi za rozeznawanie, prowadzenie i formowanie powołań. Z całą pewnością nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

- Następuje oczyszczenie, którego efektem będzie mniejsza liczba „fachowców” a wzrost prawdziwych świadków wiary?

- – Trudno przewidywać. Niewątpliwie naszym zadaniem jest bardzo głęboka praca: wielokierunkowa, wieloaspektowa i bardzo otwarta. Po prostu, czego mamy się bać, tak naprawdę? Pamiętam modlitwę bohatera „Skrzypka na dachu”: „Panie Boże, mojej córce jest tak źle, że już gorzej być nie może. A właściwie to dobrze, bo może być jej już tylko lepiej”.
Rozmawiał Tomasz Królak
***
Ks. prof. dr hab. Marek TATAR – prezbiter diecezji radomskiej (święcenia kapłańskie przyjął w 1989 r.), kierownik Katedry Mistyki Chrześcijańskiej w UKSW w Warszawie, kierownik Podyplomowych Studiów Kierownictwa Duchowego UKSW. Krajowy duszpasterz powołań przy Konferencji Episkopatu Polski, Konsultant Komisji ds. Duchowieństwa Konferencji Episkopatu Polski. Autor wielu artykułów i wystąpień z zakresu duchowości chrześcijańskiej, w Polsce i poza jej granicami. Przestrzenie badawcze: duchowość chrześcijańska, mistyka, duchowość ontyczna, duchowość ekumeniczna. Zainteresowania: wspinaczka i narciarstwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem