Reklama

Rozpoznać duchowe zagrożenia

2019-11-13 11:47

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 46/2019, str. 6-7

Krzysztof Czeda
Ks. Sławomir Kostrzewa podczas Mszy św. na rozpoczęcie spotkania ewangelizacyjnego w Lubiczu

O dylematach serca i wierze współczesnego człowieka mówi ks. Sławomir Kostrzewa, ewangelizator z Poznania

Każdy z nas został zaproszony przez Boga do dawania świadectwa swojej wiary. To zadanie realizujemy na różne sposoby, przede wszystkim poprzez godne, chrześcijańskie życie. Wśród prawdy o świadczeniu dominuje także ewangelizacja, czyli głoszenie słowa Bożego i docieranie do ludzkich wnętrz z orędziem zbawienia. W licznej grupie polskich ewangelizatorów jest ks. Sławomir Kostrzewa z Poznania, który w czerwcu gościł na Forum Charyzmatycznym w Szczecinie, jest stałym felietonistą „Naszego Dziennika”, a niedawno w Lubiczu spotkał się z wiernymi. Przy tej okazji poprosiłem ks. Sławomira o przybliżenie nam kilku aspektów zagrożeń życia duchowego.

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Z natury kapłańskiego powołania wszyscy prezbiterzy głoszą słowo Boże. Został Ksiądz obdarzony przez Ducha Świętego szczególnym charyzmatem.

KS. SŁAWOMIR KOSTRZEWA: – Pochodzę z diecezji tarnowskiej, a do Poznania trafiłem na studia humanistyczne na kierunku kulturoznawstwo. Po ukończeniu studiów podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium w Poznaniu, na co duży wpływ miała moja działalność w duszpasterstwie akademickim. Muszę dodać, że także dwóch moich braci poszło wcześniej tą samą drogą – drogą powołania kapłańskiego. Co do pytania o charyzmat głoszenia słowa Bożego – cóż, jest to już Boża tajemnica, komu, jakich darów udziela. Staram się jednak po prostu jak najlepiej służyć Bogu, głosząc słowo Boże w czasie homilii i rekolekcji. Tak się kiedyś złożyło, że ktoś poradził je nagrywać i umieszczać w Internecie. I tak zaczęła się moja przygoda z ewangelizacją internetową i prowadzonym przeze mnie kanałem na YouTube.

– Wielu ludzi przychodzi do Księdza z dylematami serca. Jak można scharakteryzować współczesnego człowieka wierzącego?

– Niełatwo jest dokonać pełnej charakterystyki sylwetki współczesnego człowieka wierzącego. Z jednej strony doświadczamy postaw ludzi pogubionych, osamotnionych, którzy odłączyli się od Boga i doświadczają bezsensu życia, a z drugiej strony – nie brakuje ludzi, którzy bardzo głęboko wierzą i to z wyboru, nawiązują bardzo konkretną relację z Panem Bogiem. Takich spotykamy coraz częściej w różnych grupach duszpasterskich i wspólnotach, gdzie wnoszą cenne inicjatywy związane z tym, jak odzyskać dla Boga tych, którzy odeszli. Jest to ogromna wartość w dziele ewangelizacji. Inna sfera to małżeństwa i rodziny, które coraz bardziej odkrywają, jak wiele od nich zależy, by Kościół był wspólnotą zbawionych. Muszę z nadzieją powiedzieć, że w przypadku Poznania większość przychodzących do mnie to są osoby z problemami wewnętrznymi, którzy mówią: „jestem już jedną nogą poza Kościołem”. Proponuję im wówczas nie tylko rozmowę i „walkę na argumenty”, ale przede wszystkim modlitwę, sakrament pokuty i kierownictwo duchowe. Budujące jest to, że po jakimś czasie wracają i mówią, że nie spodziewali się, iż takimi „prostymi środkami” uleczyli swoje wahania wiary.

– Jaki jest więc w tym kontekście polski Kościół? Czy jest silny Bogiem, Chrystusem, Duchem Świętym, czy może jednak dostrzegamy symptomy kryzysu wiary?

– Powiem to na przykładzie prowadzonych rekolekcji za granicami Polski. Właśnie tam najłatwiej jest dostrzec pewne różnice, gdyż jak w soczewce skupia się to wszystko, co jest naszą największą wartością. Dlatego mogę powiedzieć, że nasz Kościół jest silny rodzinami, gdzie przekazywana jest wiara, gdzie istnieje modlitwa, gdzie jest wzajemna odpowiedzialność i kontrola. Tam jest po prostu źródło łaski. Drugi wielki potencjał naszej wiary to maryjność i cześć oddawana Matce Bożej. Bez wątpienia ci, którzy trzymają się Maryi, mogą liczyć na Jej specjalną pomoc i ochronę. Na tym tle widzimy, jak dzięki Maryi nasz Kościół uniknął w porównaniu z Zachodem wielu błędów. Trzecia zaś wartość polskiego Kościoła to ogromne przywiązanie do sakramentów, w tym szczególnie do sakramentu pokuty. Na Zachodzie właściwie tylko nasi rodacy jeszcze gorliwie spowiadają się… Dostrzegając pewne przejawy kryzysu, to należy wymienić także słabości małżeństw, które decydują się na długoletnie życie w grzechu i w pójściu na łatwe rozwiązania, gdy chodzi o wierność i odpowiedzialność. Inny wymiar kryzysu to postawa ludzi młodych, którzy świadomie odrzucają Boga i często pokolenie rodziców nie jest w stanie wpłynąć na ich decyzje. Dostrzegam także pewien zamęt, gdy wielu ludzi młodych nie potrafi na poziomie własnego rozumu rozeznać, co jest dobre, a co jest złe. Smutne jest to, że najważniejsze dla nich jest to, co usłyszą w mass mediach. Mówiło się kiedyś o pokoleniu JPII i niedawno, będąc w Anglii, ktoś powiedział: „Zobaczcie, my wszyscy znaliśmy papieża, obecne pokolenie, dla którego jest on wspomnieniem historycznym, idzie swoją drogą”.

– Mówi Ksiądz często o zagrożeniach duchowych, w tym o wszystkim, co grozi dzieciom, które wzrastają w świecie wirtualnym, fascynacji satanizmem, wróżbami, uzależnieniem od smartfonów. Jakie są te najważniejsze zagrożenia?

– Pierwsza przestrzeń zagrożeń to atmosfera domu rodzinnego, a szczególnie brak jedności pomiędzy rodzicami. Dzieci nie doświadczają miłości i tracą optymalne warunki wzrastania w wierze. Niestety, w 95% są to dzieci z rozbitych rodzin. Drugą przestrzenią jest sfera kultury masowej, która nie wypełnia roli wychowawczo-edukacyjnej. Jest ona nastawiona na zepsucie młodego pokolenia i wyrządzaniu szkody w ich sumieniu. Wielkim problemem jest zbyt łatwy dostęp do telefonów, Internetu, gdzie obok pozytywów jest bardzo dużo złych treści. Nie dostrzega się kontroli dorosłych nad tym, co oglądają i czytają dzieci. Kolejna sprawa to fascynacja tym, co jest mroczne, związane z agresją, demonicznością, które czynią olbrzymią duchową szkodę.

Tagi:
wywiad Szczecin ewangelizatorzy

Reklama

Nasz zbawiciel

2019-12-04 07:37

Ks. Andrzej Posadzy
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 49/2019, str. VI

Grażyna Kołek
Betlejem, Grota Narodzenia

Z bliżają się uroczyste obchody najpiękniejszego wydarzenia w historii ludzkości – uroczystość Narodzenia Wcielonego Słowa, Jezusa Chrystusa, Pana i Odkupiciela człowieka. Warto więc w tych adwentowych dniach rozważyć opisy ewangeliczne, które zawierają dzieje początków obecności na ziemi naszego Zbawiciela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niepokalana – nasz ideał

2019-12-04 07:07

Wincenty Łaszewski
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 20-21

Mój przyjaciel powtarza, że Kościół co rusz popełnia błędy. Nie powinien np. ogłosić dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. „Dogmat – tłumaczy – dotyczy mojego zbawienia, a ta maryjna prawda nie ma nic wspólnego ze mną. Wiąże się tylko ze zbawieniem Maryi”.
Przyjaciel nie zna nauki Kościoła. Nie wie, że zapatrzeć się w Niepokalane Poczęcie to odkryć siłę, która pcha ku niebu, że zapragnąć być jak Niepokalana to stanąć na drodze wypełnienia największej tęsknoty, która mieszka w ludzkim sercu. Nie wie, że ten dogmat jest potrzebny do zbawienia

Francisco de Zurbaran
"Niepokalane Poczęcie", Francisco de Zurbaran, olej na płótnie, 1630-1635

Być czystym i niewinnym. Mieć oczy, które widzą dobro. Serce, które nie rozumie pokus. Być całym utkanym z myśli Boga i w swej duszy nosić Jego obraz... Każdy z nas tego pragnie.

Tęsknota aż po łzy

Nosimy w sobie tęsknotę za swoim pierwszym domem i pierwszym imieniem. Oglądamy się za rajem. Śnimy o bliskości Boga, aż namacalnej.Marzy nam się zawrócenie z drogi, którą idziemy, i zatoczenie wielkiego koła, by raz jeszcze znaleźć się w punkcie wyjścia – gdzie nie ma grzechu, brudu, skazy. Bywa, że tęsknota za tym „pierwszym sobą” jest tak wielka, iż wyciska łzy.

Mamy za czym tęsknić, bo „na początku tak nie było”. Przypomina nam to Jezus, a my to wiemy w głębi serc. Chcemy, by raz jeszcze nastał „Boży początek”.

To pragnienie jest wypisane w naszych sercach przez samego Stwórcę. Właśnie po to, by się spełniło, potrzebujemy Chrystusa, Jego Krzyża, Jego Zmartwychwstania. Ewangelia jest dobrą nowiną o zbawieniu, czyli o naszym ocaleniu: od złego, od winy, od pokus większych niż my sami. Jezus przyszedł, by imię Boże zajaśniało w nas w pełni i objawiło swą potęgę, by Boże królestwo nastało wśród ludzi, by Jego wola stała się naszą radością. O ten raj modlimy się codziennie w Modlitwie Pańskiej (por. Mt 6, 8-15).

Raj tam, gdzie Maryja

Raj to nie miejsce na mapie ani punkt na linii czasu. Raj to dusza zjednoczona z Panem. Oglądamy go w Sercu Maryi, bliskiej Boga bardziej niż Adam i Ewa z pierwszego Edenu. Ci ostatni słyszeli kroki Stwórcy przechadzającego się po ogrodzie „w porze powiewu wiatru” (Rdz 3, 8), Maryja zaś nosiła Go w swoim łonie, karmiła swym mlekiem, tuliła w ramionach. Ona była stałym mieszkańcem raju, bo trwała w obecności Boga jak kamień leży na dnie oceanu. Dla Niej zawsze, wszędzie i wszystkim był Bóg...

Duch Święty i Kościół stawiają Ją przed nami jako znak – zaproszenie do naśladowania. Jan Paweł II nazywał Ją „początkiem lepszego świata”. Wskazywał na Niepokalaną i mówił: To droga do pełni. Człowiek może być taki!

Czy Apostoł Narodów nie przypomina, że kiedy Bóg wybrał nas dla siebie, miał wobec nas jasny plan, który wpisał na zawsze w nasze serca: „abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1, 4)? To dlatego do dziś budzi się w nas raz po raz ta tęsknota.

Zachowana od brudu

Ona jest Niepokalana, a my? Czyżbyśmy, nawróceni, niczym nie różnili się od Niej? Musi być jakaś inność, skoro tylko Ona jest „najświętsza”. Nawet najwięksi ze świętych są tylko świętymi. Ona – śpiewa Kościół – jako jedyna jest Niepokalanie Poczęta, czyli zawsze Niepokalana. Nawet ten, kto nigdy nie zgrzeszył, nie jest „jak Ona”. Cóż dopiero my...

Są tacy, którzy uważają, że Matka Najświętsza niczym się od nas nie różni. Ona tylko „mgnienie oka” wcześniej niż my dostąpiła łaski odkupienia. Ją łaska zachowała od brudu, nas z brudu całkowicie obmyła. Teraz jesteśmy tacy sami – wszyscy zanurzeni w Bożym miłosierdziu.

Ale to nieprawda.

Inna suknia ślubna

Jak to wyjaśnić? Może za pomocą pewnej historii...

Moja znajoma mieszkała jakiś czas w Nowym Jorku. Jej przyjaciółki, wiedząc, że przygotowuje się do ślubu, wynalazły wyjątkowo korzystną promocję pięknej sukni ślubnej, dołożyły trochę ze swoich portfeli i... przyszła małżonka wróciła do domu z cudowną suknią. Do ślubu poszła jednak w innej, dużo tańszej i skromniejszej.

Co się stało? Suknia miała na dole kilka drobnych plam. Nie było ich widać, chyba że ktoś szukałby z lupą przy oku, jednak za namową matki oddała ją do pralni. Ślubny strój wrócił „inny”. Suknia była czysta, ale tu i tam pojawiły się zmarszczki, ściągnięcia, nierówności. Dziewczyna przepłakała wiele nocy...

Matka Najświętsza jest odziana dla swego Boskiego Oblubieńca w piękną suknię ślubną niewymagającą ani prania, ani czyszczenia. Nic jej nigdy nie skalało, nie dotknął jej najmniejszy brud. Nasza suknia jest taka sama – w końcu zostaliśmy, jak Maryja, stworzeni na obraz Boga (por. Rdz 1, 26). Została ona jednak natychmiast zabrudzona grzechem pierworodnym – i nie była to garść niedostrzegalnych plamek. Na szczęście można ją zanieść do „Bożej pralni”: wody chrztu oczyszczą suknię – ale nigdy już nie będzie ona taka jak „na początku”. Po sakramentalnym obmyciu jest tu i tam pomarszczona, tu i tam ściągnięta. A skoro jeszcze będziemy ją błocić w grzechu powszednim i porozdzieramy grzechem śmiertelnym, gdy po raz kolejny trafi do duchowej „pralki”, którą jest sakrament pokuty, będzie coraz bardziej „inna” niż przeczysta suknia Maryi.

Czyścimy i cerujemy cenną suknię. Z zazdrością spoglądamy na Niepokalaną, bo nasza dusza pragnie mieć na sobie czystą szatę Boskiej Oblubienicy... Kiedy jednak zawstydzeni patrzymy w oczy Oblubieńca, widzimy w nich radość. Wciąż mamy na sobie czystą szatę godową! Zbawiciel patrzy na nas, szczęśliwy, że przychodzimy do Niego na ucztę weselną gotowi do wiecznych zaślubin. W tych zmarszczkach, cerach, ściągnięciach widzi nasz wysiłek, by zachowywać czystość naszej ślubnej szaty.

Dbamy o nią. Bóg to widzi i nagradza niebem. Spojrzenie na Przeczystą Maryję zaprasza nas jednak do czegoś jeszcze piękniejszego. Dobrze, że powstajemy z grzechu, ale ideałem jest, byśmy nie upadali w brud zła. Maryja Niepokalana to wezwanie, by nie grzeszyć, nie pokalać się grzechem. Zaproszenie i pomoc.

„Niepokalana – wołał o. Kolbe – to nasz ideał!”. Dziś Kościół zapewnia, że z łaską Bożą możemy sięgnąć aż tak wysoko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: niech Maryja uczy nas zawsze mówić Bogu „tak”

2019-12-08 12:23

st (KAI) / Watykan

Do wielkodusznego odpowiadania Bogu na Jego plany i propozycje na wzór Niepokalanej Maryi Dziewicy zachęcił Franciszek wiernych w swoim rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański” 8 grudnia na Placu św. Piotra w Watykanie.

Vatican Media

Papież zauważył, że uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny jest umieszczona w kontekście Adwentu, który jest okresem oczekiwania na wypełnienie się Bożych obietnic. Jednak w dzisiejszej uroczystości rozważamy już część tego, co z Bożych obietnic się wypełniło w życiu Maryi Panny. Zanim się zaczęła poruszać w łonie swej matki, była już tam obecna uświęcająca miłość Boga, chroniąc ją przed skażeniem złem, które jest wspólnym dziedzictwem rodziny ludzkiej.

Franciszek nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii według św. Łukasza (Łk 1, 26-38), opisującego scenę zwiastowania. Podkreślił pełne zaufanie Maryi Bogu i całkowite oddanie się Jemu do dyspozycji. „Odpowiadając doskonale na plan Boga względem niej, Maryja staje się «cała piękna», «cała święta», bez najmniejszej oznaki samozadowolenia. Jest arcydziełem, ale pozostając pokorną, maluczką, ubogą. Odzwierciedla się w Niej piękno Boga, który cały jest miłością, łaską, darem siebie” – podkreślił Ojciec Święty.

Zauważył, że dyspozycyjność Maryi wobec Boga znajduje swój wyraz w Jej postawie dyskretnej służby i nawiedzeniu Elżbiety. „Również w naszych wspólnotach jesteśmy wezwani do podążania za przykładem Maryi, praktykując styl dyskrecji i ukrycia” – wskazał Franciszek. „Niech uroczystość naszej Matki pomoże nam uczynić z całego naszego życia «tak» dla Boga, «tak» składające się z adorowania Go i codziennych gestów miłości i służby” – powiedział Ojciec Święty przed odmówieniem modlitwy „Anioł Pański” i udzieleniem apostolskiego błogosławieństwa.

(Rozszerzymy)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem