Reklama

Niedziela Częstochowska

Bogaci ubodzy

„Szczęśliwym, według świata, może być człowiek bogaty, radosny, walczący o swoje nawet za wszelką cenę, ale według Jezusa szczęśliwy (czyt. błogosławiony) to należący do Jego królestwa, czyli poprzestający na tym, co ma, niesamowystarczalny, przebaczający i na pewno niedwulicowy”

Niedziela częstochowska 50/2019, str. IV

[ TEMATY ]

Częstochowa

duszpasterstwo akademickie

DA Emaus

Zdjęcia: Maciej Orman/Niedziela

Pacjentki oddziału terapii dziennej są pełne pogody ducha

Pacjentki oddziału terapii dziennej są pełne pogody ducha

Tak Duszpasterstwo Akademickie Emaus podsumowało na swoim facebookowym profilu wizytę w częstochowskim hospicjum, będącą pierwszym punktem tegorocznego programu formacyjnego opartego na Ośmiu błogosławieństwach. Jak czytamy dalej: „Częstochowskie hospicjum to miejsce błogosławione przez Boga. Tu ludzie (personel) czynią ludziom (pacjentom) wszystko, co mogą, by ich życie nie było ubogie. «Błogosławieni ubodzy w duchu». Tacy tu są. Ubodzy w zdrowie, w możliwości normalnego oddechu, w pójście na spacer czy choćby ubodzy w spożycie posiłku własnymi siłami. Ubodzy. Ale jakże bogaci w te ręce, które ich karmią, myją, podają leki, bogaci w uśmiech i dobre słowo, bogaci w lekarską i pielęgniarską pomoc, bogaci w Komunię św. i czytane im książki. Po prostu bogaci w królestwo Boże już tu – przy ul. Krakowskiej 45 A”.

Empatyczny dystans

– Na koniec rozmowy mówię panu Andrzejowi, że przyjdę jutro o 16.00, ale nie zdążyłem. Umarł. Czułem się, jakbym nie dotrzymał słowa – przyznaje ks. Rafał Grzesiak, częstochowski duszpasterz akademicki, w rozmowie z kapelanem hospicjum.

– Sytuacja na oddziale od ostatniego pobytu księdza bardzo się zmieniła – mówi z powagą Beata Gradoń, pielęgniarka oddziałowa. – Ale mój Kaziu żyje? – dopytuje ksiądz. – Tak. Krótka odpowiedź uspokaja. Czekamy jeszcze na Weronikę. W międzyczasie rozmawiamy o wszystkim i o niczym.

– Nie wiem, czy umiałbym tutaj pracować. Z jednej strony trzeba mieć dużą empatię, a z drugiej dystans. Ja bym się tu „zajechał” emocjonalnie – przyznaje ks. Grzesiak. – Też mamy czasami poczucie bezsilności. Kiedy jednak pacjent złapie za rękę, podziękuje i powie, że jest mu tu dobrze, wtedy czujemy, że jesteśmy potrzebni – mówi Beata Gradoń. W międzyczasie korytarzem przechodzi dr Wanda Terlecka. – Dzień dobry – odpowiada nam z serdecznym uśmiechem. – To nasz anioł – chwali panią doktor Beata Gradoń. Po chwili ks. Rafał odczytuje SMS-a od Weroniki: „Ja niestety dzisiaj nie dam rady”. Tak więc p. Beata zaczyna opowiadać studentom wolontariuszom o hospicjum.

Reklama

Niewypaleni

– Jesteśmy na oddziale opieki paliatywnej. To tylko część naszej pracy. Głównie zajmujemy się pacjentami w domach. Od 25 lat działamy na terenie b. woj. częstochowskiego. Opiekujemy się grupą ok. 500 osób – wyjaśnia. Hospicjum ma też pod opieką 70 dzieci. Czasami trzeba dojeżdżać do nich nawet ponad 100 km, ponieważ placówek dla młodych pacjentów jest za mało. – Mamy pielęgniarki ze specjalizacją z opieki paliatywnej i pielęgniarstwa pediatrycznego, wyszkolone przez prof. Tomasza Dangla. Dziewczyny jeżdżą ponad 20 lat i nie wypaliły się – kontynuuje Beata Gradoń. Za chwilę odbiera kolejny telefon i konsultuje się w sprawie jednego z pacjentów z dr Terlecką. – Musimy wybrać mniejsze zło – mówi pielęgniarka oddziałowa. – Nie, nie wybierać zła, ale to, co jest lepsze – radzi dr Terlecka. – To co mamy zrobić teraz? – pyta Beata Gradoń. Pani doktor odpowiada: – Teraz nic.

W częstochowskim hospicjum działają też poradnia opieki paliatywnej i oddział terapii dziennej, na który pacjenci są dowożeni od poniedziałku do piątku. Mają śniadanie, biorą udział w zajęciach z terapeutą zajęciowym, a o 12.00 uczestniczą we Mszy św. Czasami do pacjentów na oddział przychodzą też szkoły z przedstawieniami. Beata Gradoń martwi się jednak, że podczas tegorocznej Wigilii pacjenci, ze względu na ciężki stan zdrowia, nie będą mogli usiąść przy stole.

Do galerii przez hospicjum

Pielęgniarka chwali młodzież z DA Emaus. – Jesteście bardzo dojrzali emocjonalnie. Liczę, że ktoś z was zarazi się pomaganiem, że będziecie przychodzić. Zapraszam, bo jesteście nam naprawdę potrzebni. Nie wyznaczamy konkretnych terminów. Może przed pójściem do galerii wpadniecie czasami na godzinę? Beata Gradoń tłumaczy, co może robić wolontariusz nawet bez przeszkolenia: poić pacjenta słomką albo strzykawką, zwilżyć usta, poprawić poduszkę, podciągnąć go na łóżku, potrzymać za rękę, poczytać książkę, próbować nawiązać kontakt.

Reklama

– Zaczynacie od pogody, pytacie, jak się pani dzisiaj czuje. Na sali nr 3 jeden z panów powiedział, że chciałby, żebyście byli od rana do wieczora – dodaje.

Zaczynamy spacer zapoznawczy. Na korytarzu stoją wózki inwalidzkie i sprzęt do rehabilitacji, który można wypożyczyć. Wchodzimy do pokoju ciszy, gdzie rodzina może się pożegnać ze zmarłym i pomodlić za niego. – Nie wszyscy chcą z tego skorzystać. Smutne – komentuje Beata Gradoń.

Za chwilę atmosfera zmienia się o 180 stopni. Wchodzimy na oddział terapii dziennej. Kilkanaście pacjentek i gitarzysta świętują urodziny jednej z pań. Jest tort, głośne rozmowy i dużo radości. Wszyscy bardzo chętni do zdjęcia. Czy na pewno jesteśmy w hospicjum? – zastanawiam się. Wracam na pierwsze piętro. W sali nr 2 Radek rozmawia z p. Andrzejem o niedawnym meczu polskich piłkarzy. – Często odwiedzają mnie wolontariusze. To wielka radość. Jestem zadowolony, że ktoś się mną interesuje. Robi się wtedy weselej i całkiem inaczej się czuję – przyznaje i z miejsca zgadza się na zdjęcie. – Zrobione? Dzięki – mówi.

Bez ryzyka nie ma szczęścia

– Bardzo mi się spodobało to, że w duszpasterstwie realizujemy program Ośmiu błogosławieństw. W hospicjum jestem po raz pierwszy. Motywacja? Dać coś od siebie ludziom, którzy potrzebują naszej pomocy i obecności, zobaczyć, że są bogaci sercem – dzieli się swoimi przeżyciami Sylwia, jedna ze studentek. – Trochę się obawiałem, czy sobie poradzę. Z drugiej strony chciałem poznać nowych ludzi i uczynić ich dzień bardziej miłym – dodaje Radek. Ola nie kryje, że podczas pierwszej wizyty w hospicjum chciała płakać. – Mówię: kurczę, to nie dla mnie, ale po dzisiejszym dniu jestem bardzo pozytywnie nastawiona. Ci ludzie chcą żyć, śmiać się. Pijemy z nimi kawę, rozmawiamy i właśnie o to chodzi – mówi szczęśliwa studentka.

Reklama

Wracamy samochodem z Olą i ks. Grzesiakiem. Duszpasterz z pasją opowiada o tegorocznym programie formacyjnym.

– Każde błogosławieństwo przeżywamy na trzech płaszczyznach. Najpierw adorujemy Jezusa przez 24 godziny. To taka studencka doba eucharystyczna. Patrzymy na Niego, bo On jest twarzą błogosławieństw. Później mamy katechezę. Rozmawiamy, jak rozumieć konkretne błogosławieństwo. Wreszcie wychodzimy w miasto – do hospicjum, aresztu śledczego, domu dziecka. Ruch, działanie. Program wymaga zaangażowania. Jezus chce, żebyśmy wyszli ze strefy komfortu i realizowali Jego królestwo. Warto iść za Bogiem. Zawsze powtarzam: mądre ryzyko to szczęście – podkreśla ks. Grzesiak. Dzieli się również przeżyciami z wizyt w hospicjum. – Doświadczyłem tu ciepła, serdeczności, uwagi. – I miłości – dopowiada z tylnego fotela Ola. – Kiedy przekraczasz próg pokoju osoby chorej, musisz zapomnieć o wszystkim i być cały dla niej. Piękne jest to, że przychodzisz, żeby dać siebie, ale nawet ty otrzymujesz. Nam, młodym, wydaje się, że dużo wiemy, wiele potrafimy, jesteśmy silni, ale momentami też dotyka nas bezradność. Wtedy trzeba tylko usiąść, chwycić za rękę i być – podsumowuje ks. Grzesiak.

W hospicjum jest wywieszona instrukcja dla odwiedzających. Warto wziąć sobie do serca kilka cennych wskazówek: „Nie brzydź się mną. Jestem chory na raka, ale nadal jestem sobą. Nie bój się mnie. Nie oceniaj mnie; od tego jest Pan Bóg. Nie lękaj się, kiedy umrę. Pamiętaj, że nie chcę być sam; nie spiesz się, potrzymaj mnie za rękę, bądź cierpliwy, nie bój się mnie, pomódl się, pozwól mi odejść. Twój Pacjent”.

2019-12-10 10:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czas na Remont Małżeński

2022-11-23 15:51

[ TEMATY ]

Częstochowa

rekolekcje

DA Emaus

Remont Małżeński

Karol Porwich/Niedziela

Rekolekcje nie przebiegają w śmiertelnie poważnej atmosferze

Rekolekcje nie przebiegają w śmiertelnie poważnej atmosferze

Obecna kultura z jednej strony ubóstwia ciężką pracę i zachęca do odnoszenia sukcesu, ale z drugiej strony, jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie, idzie na łatwiznę i zamiast walki o relację stawia na właściwie nieograniczoną wymianę partnerów. A z małżeństwem jest trochę jak z domem czy samochodem: co jakiś czas wymaga drobnych napraw, a z biegiem lat mniejszego lub większego remontu.

I właśnie w tym duchu, już od lat, na początku roku liturgicznego częstochowska Wspólnota Rodzin Emaus zaprasza na rekolekcje dla małżeństw „Remont Małżeński”. Jest to doskonała okazja, żeby choć na chwilę oderwać się od pracy zawodowej, przygotowywania posiłków, robienia zakupów i odrabiania lekcji. Warto wyłączyć się z codzienności i z pewnego dystansu przyjrzeć się temu, co łączy mnie ze współmałżonkiem; co w naszej relacji działa, czego brakuje, co należy poprawić, a co wyeliminować. Wielu wybitnych ludzi, którzy odnieśli sukces, podkreśla, że co prawda może mieli talent, ale nie doszliby tak daleko bez ciężkiej pracy. Nie inaczej jest w relacji małżeńskiej: bez dbania i codziennej troski daleko nie zajdziemy, dobrego domu nie zbudujemy. Nasze drogi zaczną się rozchodzić, coraz mocniej będziemy wpadać w rutynę, aż w końcu staniemy się mieszkającymi pod jednym dachem obcymi ludźmi.

CZYTAJ DALEJ

Od 75 lat zwoje z Qumran przestały być tajemnicą

2022-11-27 16:23

[ TEMATY ]

Qumran

Domena publiczna

Należą one do najważniejszych znalezisk archeologicznych XX wieku: 75 lat temu, w 1947 roku, Beduin odkrył w Qumran na Zachodnim Brzegu słynne Zwoje znad Morza Martwego. Podczas poszukiwania zbiegłej kozy, według popularnej opowieści, w trudno dostępnej jaskini na północno-zachodnim brzegu Morza Martwego natknął się na gliniane dzbany zawierające tajemnicze fragmenty papirusu.

Inni eksperci zakładają, że opowieść o przypadkowym znalezisku to bajka. Jest o wiele bardziej prawdopodobne, mówią, że Beduini byli bardzo dobrze zaznajomieni z jaskiniami i po prostu dopiero wtedy przynieśli pisma do antykwariusza. Jedno jest pewne: 29 listopada 1947 roku pierwsze cztery zwoje z Qumran zostały nabyte przez izraelskiego uczonego. 12 kwietnia 1948 roku w brytyjskim "Timesie" pojawiła się pierwsza relacja o sensacyjnym znalezisku, ale dopiero w 1949 roku odbyły się pierwsze wykopaliska prowadzone przez archeologów. Do końca lat 50-tych XX wieku teksty i fragmenty zostały odzyskane w sumie z jedenastu jaskiń. Do dnia dzisiejszego miały miejsce kolejne znaleziska.

CZYTAJ DALEJ

Mężnie wyznawać wiarę

2022-11-27 17:31

Ks. Michał Powęska

W Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu odbyły się rekolekcje powołaniowe.

Dwunastu młodych mężczyzn odbywało ćwiczenia duchowe, mające pomóc rozeznać powołanie życiowe oraz pomóc umocnić wiarę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję