Reklama

Niedziela Małopolska

Zaangażowani całym sercem

Tworzą nowoczesny teatr parafialny. Po miesiącach przygotowań zaprezentowali sztukę opowiadającą o dziejach św. Andrzeja Boboli, patrona parafii.

2020-01-08 08:09

Niedziela małopolska 2/2020, str. III

[ TEMATY ]

teatr

św. Andrzej Bobola

przedstawienie

Anna Bandura

Podziękowaniom i brawom nie było końca

Aktorzy zespołu teatralnego, działającego przy kościele św. Andrzeja Boboli w podkrakowskich Węgrzcach, już siedmiokrotnie wystawiali spektakle, wzbogacając tym samym życie parafii. Tym razem 20 aktorów zaprezentowało przedstawienie pt. „Dzieje św. Andrzeja Boboli” pod kierownictwem reżysera Pawła Budzińskiego. Amatorski zespół teatralny tworzy zaangażowana grupa parafian i zaprzyjaźnionych osób, które od lat wytrwale realizują sceniczne dzieło.

Proboszcz ks. Wojciech Warzecha od początku wspierał działalność aktorów. W tegorocznym przedstawieniu również on stanął na scenie. – Zostałem poproszony w trybie wyjątkowym do zagrania w spektaklu jako przewodniczący Kongregacji ds. Świętych. To rola przeznaczona dla duchownego, więc pomyślano o mnie. Cieszę się, że wziąłem udział, bo zwykle… raczej kibicuję! – powiedział z uśmiechem ks. Wojciech. Proboszcz parafii podkreślił także wartość projektu w kontekście budowania relacji międzyludzkich. – Zespół istnieje już kilka lat i przede wszystkim odgrywa wielką rolę integracyjną. Próby, spotkania zacieśniają więzy między parafianami – powiedział.

Inicjatorem całego wydarzenia był Jan Chodziński – artysta, pisarz i twórca scenariuszy amatorskiego zespołu teatralnego. – Jestem parafianinem i uznałem, że warto napisać coś, z czego mieszkańcy mogliby korzystać przez lata. Jednocześnie chciałem uczcić postać tak wielką, tak zasłużoną, nie tylko dla Kościoła, ale także dla Polski – powiedział p. Jan.

Reklama

Pomysł napisania spektaklu o św. Andrzeju Boboli od wielu lat kiełkował w sercu p. Jana. Na początku 2019 r. pisarz zaprosił do współtworzenia tekstu Mirosława Grelę, historyka i prawnika, i właśnie ten duet pozwolił na stworzenie dzieła. Na twórczych spotkaniach układane były ostatnie zwrotki i słowa. – Tak właśnie powstał utwór, który z przyjemnością darujemy parafii na wieczne użytkowanie – dodał p. Chodziński.

Występującym na scenie towarzyszyły obrazy autorstwa Adama Pochopienia, prezentujące m.in. rodzinne strony świętego. Zachwycały bogato zdobione XVII-wieczne stroje. Na scenie pojawiły się też znakomite rekwizyty: szable i buzdygany. Wszystko to dzięki uprzejmości Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej i krakowskich zgromadzeń zakonnych: ojców jezuitów, karmelitów, franciszkanów, paulinów, pijarów i sióstr albertynek.

Gra aktorska, zaangażowanie i oddanie całego zespołu wzbudziło podziw zgromadzonej widowni. Szczególne podziękowania zostały skierowane do kierownika zespołu, Joanny Pasek, która choć nieobecna na scenie, przez długie tygodnie motywowała do działania wszystkich zaangażowanych w przedsięwzięcie. Warto podkreślić pracę pozostałych osób odpowiedzialnych za oświetlenie oraz oprawę muzyczną (chór parafialny pod dyrekcją Małgorzaty Plewniak). Bez tych ludzi spektakl nie mógłby się odbyć w tak pięknej formie.

Wśród obecnych w świątyni gości znaleźli się m.in. Wojciecha Pałka, starosta powiatu krakowskiego, oraz Mariusz Zieliński, dyrektor Biblioteki Publicznej w Zielonkach. Projekt zrealizowano dzięki wsparciu finansowemu Województwa Małopolskiego i Gminy Zielonki. Spektakl wkrótce będzie dystrybuowany na płytach DVD. Twórcy przedstawienia mają nadzieję na wystawienie sztuki w przyszłości w parafii oraz poza nią.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Śladami św. Andrzeja Boboli

2019-07-24 11:33

Niedziela rzeszowska 30/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

św. Andrzej Bobola

Mirek i Magda Osip-Pokrywka

Patron Polski, jezuita, misjonarz i kaznodzieja. Dzięki poświęceniu, z jakim sprawował swą kapłańską posługę na Kresach Wschodnich, nazwany Apostołem Polesia. Poniósł męczeńską śmierć, nie chcąc wyrzec się wiary katolickiej. W połowie XIX wieku ogłoszony błogosławionym, a w 1938 r. świętym. Jego „życie po śmierci” miało niezwykle burzliwe losy. Ciało Boboli wędrowało przez kilkaset lat z miejsca na miejsce. Z Pińska przez Połock do Moskwy, następnie przez Odessę i Konstantynopol do Rzymu, aż ostatecznie złożono je w warszawskim sanktuarium świętego

Na temat młodości Andrzeja Boboli nie zachowało się wiele świadectw historycznych. Brak metryki utrudnia ustalenie pewnego miejsca i daty urodzenia. Według jednej z hipotez miejscem urodzenia była Strachocina pod Sanokiem. Młody Andrzej wychowany w duchu religii katolickiej trafił do szkoły jezuickiej w Braniewie, po ukończeniu której w 1611 r. został przyjęty do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Wilnie. Później już jako kleryk kontynuował studia filozoficzne w kolegium wileńskim. Po święceniach kapłańskich w Wilnie Andrzej Bobola został oddelegowany do Nieświeża, gdzie został rektorem kościoła Bożego Ciała, dając się poznać jako wybitny kaznodzieja. Drugi okres pobytu Andrzeja Boboli w Wilnie przypada na lata 20. XVII wieku. Wówczas pracował w kościele św. Kazimierza, gdzie był spowiednikiem, administratorem i doradcą przełożonego. Latem 1630 r. w tej świątyni złożył uroczystą profesję czterech ślubów: ubóstwa, czystości, posłuszeństwa przełożonym zakonnym i papieżowi. Kolejne trzy lata Andrzej Bobola spędził w Bobrujsku, gdzie założył i pełnił funkcję superiora stacji jezuickiej.

Najważniejsze w życiu przyszłego świętego były lata spędzone na Polesiu. Ta geograficzno-historyczna kraina znalazła się w granicach Rzeczypospolitej od połowy XVI wieku. To właśnie tutaj, w Brześciu nad Bugiem, zawarto w 1596 r. unię między wyznawcami prawosławia i katolikami, która doprowadziła do wielu prześladowań. W takich czasach przyszło działać na tych terenach Andrzejowi Boboli. Był to okres heroiczny, w czasie którego misjonarz urządzał wyprawy w okolice między Pińskiem a Janowem Poleskim. Podnosił na duchu prześladowanych za wiarę Unitów, zachęcał do przestrzegania wiary katolickiej, dużo wysiłku poświęcał również prawosławnym. Ci ostatni nazywali go w swym języku „duszochwatem”, a katolicy po polsku „łowcą dusz”. Jezuita został zamordowany 16 maja 1657 r. z rąk Kozaków na rynku w Janowie Poleskim. Żaden z polskich świętych nie zmarł w tak straszliwy sposób, a jego męczeństwo było jednym z najstraszliwszych w historii Kościoła. Miejsca kultu św. Andrzeja Boboli w Janowie Poleskim są obecnie trzy: symboliczne miejsce pojmania, miejsce męczeńskiej śmierci na rynku i świątynia parafialna, gdzie obecnie są przechowywane relikwie świętego. Po męczeńskiej śmierci Bobolę przewieziono do Kolegium Jezuitów w Pińsku, gdzie w podziemiach została złożona trumna z jego ciałem. Zamordowany jezuita przypomniał o sobie dopiero po 45 latach od śmierci, ukazując się (we śnie lub na jawie?) jednemu ze swych współbraci, rektorowi pińskiego kolegium ks. Marcinowi Godebskiemu. Wkrótce potem rozpoczął się żmudny proces beatyfikacyjny. Gdy w 1727 r. na zlecenie Watykańskiej Kongregacji Obrzędów otwarto kryptę i przeprowadzono badania ciała misjonarza przez lekarzy rzeczoznawców Uniwersytetu Rzymskiego, stwierdzono, że „zachowało się ono w sposób nadprzyrodzony”.

* * *

Więcej na temat kresowych miejsc związanych ze św. Andrzejem Bobolą oraz innymi wielkimi Polakami w najnowszej książce autorów artykułu: KRESY. Śladami wielkich Polaków – Mirek i Magda Osip-Pokrywka, Wydawnictwo JEDNOŚĆ. Album ukaże się w sprzedaży pod koniec lata 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Medjugorie. Miejsce objawienia... Kościoła

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 19

[ TEMATY ]

Medjugorie

Archiwum autora

Kościół św. Jakuba w Medjugorie

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

Medjugorie komuś przeszkadza. Może nawet nie tyle samo objawienie, ile... jego odbiór. W końcu wiele jest objawień maryjnych, nawet oficjalnie uznanych, a jednak nie mają one tak masowego przełożenia na ludzkie losy. O niektórych z nich właściwie nic nie wiemy. Kto słyszał o Betanii (1976), Cuapie (1980), San Nicolas (1983)... Tymczasem orędzie z Medjugorie znają miliony i dostrzegają w nim zaproszenie do zmiany życia na „według Ewangelii”. Więcej – i to znowu szczególny fenomen – ludzie wracają do domów, a nawrócenie trwa...

Zasłuchanie w to orędzie jest masowe i zmienia (na stałe!) życie milionów osób (aż tylu!). Zauważmy, że po tylu już latach trwania objawień tę ziemię zdążyło opuścić więcej niż jedno pokolenie ludzi nawróconych przez Medjugorie. Ci ludzie nie trafili do piekła, do którego może szli... Czy dla Boga i dla Kościoła jest coś ważniejszego niż to?

Wincenty Łaszewski

GŁOS KOŚCIOŁA: „Medjugorie są to przede wszystkim ludzie, którzy tu przyjeżdżają, którzy się tu modlą, tutaj się przemieniają, stąd wyjeżdżają do swoich krajów i tam niosą ducha Ewangelii” – tłumaczy abp Henryk Hoser. Zdaniem papieskiego wysłannika, w sanktuarium Królowej Pokoju najważniejsi są właśnie ludzie – nie orędzie objawień. A jeśli mówimy o orędziu... słyszymy o orędziu Ewangelii! Piękne to, prawda?

GŁOS ANTY-KOŚCIOŁA: Trudno się dziwić, że komuś Medjugorie przeszkadza. Więc słyszymy, że „to jest od diabła!”, że to „manipulacja”, że „masoneria”, że „dla zysku i sławy”, że „wizjonerzy żyją w luksusach”, że „podróżują po świecie”...

Jeśli to nie wystarcza, by zasiać niepokój, przedstawia się nam inne oskarżenie: Medjugorie ma za zadanie odciągnąć ludzi od Fatimy – jedynego orędzia, które może ocalić świat. Dlatego te przesłania są takie cudowne, niezwykłe, wiarygodne... Mają przykuć ludzi do siebie, tym samym nie dopuścić do triumfu Niepokalanego Serca.

Można jeszcze próbować skompromitować same objawienia. Nie wypowiadamy się o ich prawdziwości, bo to rola kościelnych urzędów, ale abp Hoser potwierdza, że nie ma tu błędów doktrynalnych. Coraz głośniej mówi się też o tym, że do Medjugorie może zostać zastosowany precedens z Kibeho (objawienia w Afryce, uznane w 2001 r.; warto wspomnieć, że w ich zatwierdzeniu dużą rolę odegrał właśnie abp Henryk Hoser, będący wówczas misjonarzem w Rwandzie). Pojawiają się głosy, że taka decyzja może zapaść jeszcze w tym roku... Kościół ogłosiłby wiarygodnymi pierwsze objawienia, ograniczyłby liczbę wizjonerów do dwóch-trzech, bo – podobnie jak w Kibeho – potem treści się powtarzają, a inni wizjonerzy nie wnoszą do objawienia nic nowego.

Gdyby tak się stało, byłoby to kolejne potwierdzenie, że Medjugorie jako „teren objawień” spełniło swą misję.

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

PROROCZE MIEJSCE: W tej parafii jest prawdziwy, żywy, napełniony mocą Kościół. Nieważne, czy Msze odprawia święty czy najgorszy kapłan – zawsze jest ona doświadczeniem obecności i miłości Boga, który uzdrawia, nawraca, rodzi nowe życie. Nieważne, kto spowiada: sakrament zawsze ujawnia swą moc. Ludzie mówią o odbytych tam „spowiedziach życia”...

Medjugorie – miejsce modlitwy, liturgii, sakramentów, miejsce nawrócenia. Tak widzi je papieski wysłannik. Tego typu znak – mówiący, że odnowa Kościoła jest na wyciągnięcie ręki! – jest niezwykle potrzebny w czasach obecnego kryzysu. Gdyby prorocka misja Medjugorie rzeczywiście oznaczała bycie zaczynem odnowy Kościoła, a w naszych parafiach zaczęło się ujawniać to, co tam – moc sakramentów, wówczas Medjugorie okazałoby się jednym z najważniejszych miejsc na duchowej mapie świata.

Nie będziemy chyba długo czekać na weryfikację tej tezy.

Wincenty Łaszewski, mariolog, pisarz, tłumacz

CZYTAJ DALEJ

Papież: chrońmy nasze serce przed robakiem zazdrości

2020-01-24 20:41

[ TEMATY ]

serce

papież Franciszek

zazdrość

Vatican News

„Bądźmy uważni na robaka zawiści i zazdrości, który prowadzi nas do złego osądzania ludzi, do wchodzenia w rywalizację w rodzinie, sąsiedztwie oraz w pracy - «To ziarno wojny»” – powiedział papież Franciszek podczas Mszy w Domu św. Marty.

Wskazał, że „plotkowanie to rodzaj gadania z samym sobą, które zabija drugiego. Nie ma ono żadnej zawartości i kończy jak «bańka mydlana»”.

Ojciec Święty nawiązał do dzisiejszego pierwszego czytania (1 Sm 24, 3-21), które mówi o zazdrości Saula o Dawida oraz o tym jak ulega ona rozbrojeniu. „Niepokój zazdrości” jest jak robak, który trawi od środka. Zazdrość niesie w sobie przestępstwo i prowadzi do zabijania. Tym, którzy mówią: „tak jestem zazdrosny, ale nie jestem mordercą”, Franciszek odpowiada: „tak, teraz”, ale „jeśli będziesz tak kontynuował, to może źle się skończyć, ponieważ łatwo można zabić zarówno językiem, jak i oszczerstwami”. Zazdrość rośnie, kiedy rozmawia się z samym sobą, interpretując sprawy w jej kluczu. Ona przychodzi poprzez plotkowanie ze sobą. Człowiek zazdrosny nie jest w stanie dostrzec rzeczywistości i jedynie bardzo silny wstrząs może otworzyć oczy. Tak więc w wyobrażeniach Saula, zazdrość doprowadziła go do przekonania, że Dawid był mordercą i wrogiem.

„My także, kiedy opanuje nas zazdrość i zawiść tak robimy. Każdy z nas sobie myśli «Dlaczego ta osoba jest dla mnie nie do zniesienia? Dlaczego nie chcę tego drugiego nawet widzieć? Każdy z nas myśli – dlaczego? Tyle razy pytamy o to i przekonujemy się, że są to nasze fantazje – stwierdził papież. Fantazje, które jednak rosną poprzez plotkowanie z samym sobą. W końcu przychodzi łaska Boża, kiedy zazdrosny zderza się z rzeczywistością, jak wydarzyło się w przypadku Saula: zazdrość pęka jak bańka mydlana, ponieważ zazdrość i zawiść nie mają w sobie zawartości”.

Ojciec Święty podkreślił wielką szlachetność Dawida w przeciwieństwie do zazdrości Saula. Warto spojrzeć na swoje postępowanie, szczególnie na sytuacje, kiedy jesteśmy dla kogoś nieprzyjemni. Zapytajmy wtedy: „co we mnie siedzi? Czy aby nie rośnie we mnie robak zazdrości, bo on ma coś, czego nie mam ja, czy nie pojawia się we mnie ukryty gniew?”. Powinniśmy chronić nasze serce przed tą chorobą, przed tym plotkowaniem z samym sobą, które powoduje, że ta bańka mydlana rośnie, nie ma zawartości, ale może uczynić wiele zła.

„Bądźmy uważni, ponieważ to jest robak zazdrości, który wchodzi w serce nas wszystkich – nas wszystkich! I prowadzi nas do osądzania ludzi, ponieważ w środku pojawia się rywalizacja: on ma coś, czego nie mam ja. W ten sposób rozpoczyna się rywalizacja – podkreślił Franciszek. - Prowadzi nas do odrzucania ludzi, prowadzi do wojny: wojny domowej, wojny środowiskowej, wojny w miejscach pracy. Jest początkiem, ziarnem wojny: zawiść i zazdrość”.

Ojciec Święty na zakończenie wezwał do czujności, aby nie podejmować plotkowania z samym sobą, które prowadzi do złego myślenia o innych, do tworzenia tej bańki mydlanej. „Prośmy Pana o łaskę przejrzystego serca jakim było serce Dawida - modlił się papież. - Przejrzystego serca, które szuka jedynie sprawiedliwości, szuka pokoju. Przyjazne serce, serce, które nie chce nikogo zabić, ponieważ zazdrość i zawiść zabijają”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję