Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Modlitwa konsekrowanych

W przeddzień święta Ofiarowania Pańskiego, podczas którego w Kościele powszechnym przeżywamy Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, siostry zakonne spotkały się na modlitwie w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bielsku-Białej.

Towarzyszyli im przedstawiciele męskich zgromadzeń oraz konsekrowane dziewice i wdowy. Punktem kulminacyjnym tego wydarzenia była Msza św., której przewodniczył bp Roman Pindel.

– Na przystanku autobusowym zbierają się ludzie. Ktoś przechodzi i wie, że za chwilę będzie autobus, bo już tam ludzie czekają. Sama obecność zakonników w naszym życiu mówi o tym, że na kogoś się czeka. Że ten świat to jeszcze nie wszystko. Że jest jakaś rzeczywistość, która wymyka się poza doczesność – zaznaczył w homilii ks. dr Marek Studenski, wikariusz generalny diecezji bielsko-żywieckiej.

Kapłan podkreślił, że warunkiem dobrego przeżywania powołania zakonnego jest budowanie żywej relacji z Jezusem Chrystusem. Przywołując słowa ks. Krzysztofa Wąsa, stwierdził, że zewnętrzne wymarcie wielu klasztorów poprzedzone było ich wewnętrzną śmiercią. Dlatego, zdaniem homilety, tak ważna jest troska o budowanie żywej wspólnoty, w której więzy z Panem Bogiem są trwałe i mocne.

Reklama

Nawiązując do kazania ks. Marka Studenskiego, bp Roman Pindel przypomniał, że upadki zgromadzeń zakonnych były również wynikiem działań politycznych. Mówiąc to, odniósł się do decyzji cesarza Józefa II, który zadekretował kasatę 700 klasztorów w austriackiej monarchii.

Na zakończenie słowa wdzięczności wypowiedziała przedstawicielka sióstr zakonnych, która zapewniła ordynariusza o wsparciu modlitewnym. Istotę Światowego Dnia Życia Konsekrowanego, przypomniał z kolei o. dr Piotr Cuber OFM Conv., wikariusz biskupi ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego. W trakcie uroczystości z rąk bp. R. Pindla specjalne dyplomy gratulacyjne otrzymały siostry zakonne świętujące okrągły jubileusz swych ślubów.

W diecezji bielsko-żywieckiej działa 29 męskich i ponad 30 żeńskich zgromadzeń zakonnych.

Święto Ofiarowania Pańskiego osobom konsekrowanym dedykował w roku 1997 papież Jan Paweł II. Od lat przedstawiciele męskich i żeńskich zakonów, zgromadzeń, instytutów życia konsekrowanego gromadzą się w Bielsku-Białej wokół pasterza swojej diecezji, aby dziękować Panu Bogu za wszystkie Jego powołania, odnowić złożone przed laty śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości oraz podzielić się swoimi charyzmatami.

Reklama

W diecezji bielsko-żywieckiej działa 29 męskich zgromadzeń zakonnych i ponad 30 żeńskich. W ub. roku liczbę tę powiększyły siostry nazaretanki, które zaczęły prowadzić Dom Matki i Dziecka w Lipniku.

2020-02-11 11:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Piękne, zwyczajne życie

Niedziela sosnowiecka 8/2020, str. IV

[ TEMATY ]

jubileusz

śluby zakonne

karmelitanki

Archiwum zgromadzenia

Podczas jubileuszu 75-lecia profesji wieczystej

Niedawno obchodziła doniosłą uroczystość – 75. rocznicę złożenia ślubów wieczystych. S. Jolanta od Dobrego Pasterza (Lucyna Duda) co prawda nie jest najstarszą żyjącą karmelitanką Dzieciątka Jezus, ale za to ma najdłuższy staż zakonny w Karmelu.

Z tej okazji w lipcu ub.r. została otoczona modlitwą przez duchownych i świeckich gości swojego jubileuszu, a nawet otrzymała list gratulacyjny od Prezydenta RP Andrzeja Dudy.

Dzieciństwo

Urodzona 24 sierpnia 1923 r. w Zdenku, w powiecie zawierciańskim, pamięta wiele ze swojego dzieciństwa. Chętnie wspomina lata najdawniejsze i swoją rodzinę: tatę, budowniczego pięknych domów i zabudowań gospodarczych, równocześnie sołtysa w rodzinnej wsi; kochającą mamę, która nauczyła ją gospodarnej dbałości o dom; dziadka, stawiającego piękne kaflowe piece; stryja Stanisława, sędzię Sądu Najwyższego w samej Warszawie czy wuja, sługę Bożego Jana Cieplaka, pochodzącego z Dąbrowy Górniczej biskupa mohylewskiego, męczennika sowieckiego komunizmu.

– Powołanie to powołanie... – odpowiada pogodnie s. Jolanta na pytanie, czy nie żałuje wyboru życia zakonnego zamiast innej drogi życiowej. – Nie pamiętam wszystkiego dokładnie – z uśmiechem wyjaśnia blisko 97-letnia siostra, zapytana o historię swoich zakonnych początków. – Kiedy usłyszałam od znajomych moich rodziców o sosnowieckich karmelitankach Dzieciątka Jezus, o tym jak żyją i co robią dla ludzi, poczułam, że to miejsce dla mnie. I tam właśnie poprowadził mnie Pan Jezus.

Pierwsze lata w klasztorze

Siostra wspomina, że do klasztornej furty zapukała w 1941 r., w czasie szalejącej niemieckiej okupacji, tuż po zakończeniu zawodowej szkoły, w której uczyła się krawiectwa. – Stałam pod drzwiami i stałam, a potem powiedziały mi, że za cicho pukałam – uśmiecha się na to wspomnienie zakonnica.

Przez pierwsze lata w klasztorze odbywała formację duchową pod kierunkiem założycielki zgromadzenia Matki Teresy Kierocińskiej. Dobrze ją pamięta, choć młodym postulantkom nie pozwalano na wiele, nie mogła więc uczestniczyć w wielu wydarzeniach.

– Kiedy zachorowałam na szkarlatynę i miałam wysoką gorączkę, Matka się mną opiekowała. Zbadał mnie lekarz, ale leków nie było. Pamiętam, jaka była bieda. Dostałam od Matki trochę mleka w metalowym kubku... ot i całe lekarstwo. Szkarlatyna zbierała wtedy śmiertelne żniwo, nawet brat Papieża – choć lekarz – też zmarł na szkarlatynę. Myślałam, że też umrę, ale wyszłam z tego, choć jeszcze długo byłam słaba – opowiada siostra.

Postulat s. Jolanta rozpoczęła

13 lutego 1943 r., a nowicjat – 15 lipca tegoż roku. – Moim głównym zajęciem w klasztorze przez długie lata było szycie. Całymi dniami sama, sama – zamyśla się s. Jolanta, by po chwili kontynuować opowieść. – Pierwsze lata w zgromadzeniu to był trudny czas wojny. Zdarzało się, że – podobnie jak ludność cywilna – nie miałyśmy co jeść... Szyciem zarabiałam na nasze utrzymanie. Nasz sosnowiecki dom przeżywał wtedy problemy, podobne do kłopotów ludności za klasztornymi murami: bombardowania wybijały szyby w oknach, a my, przerażone, pracą i ufną modlitwą wypełniałyśmy te straszne chwile hitlerowskiego terroru. Przetrwałyśmy dzięki Opatrzności Bożej i dobrym ludziom. Na początku było nas pięć, ale z czasem sióstr przybyło ponad 20... Pracy było dużo – snuje opowieść zakonnica. – Jako postulantki byłyśmy traktowane surowo. Kiedyś podczas wspólnej medytacji, jedna z sióstr wezwała nas do modlitwy „za tych, co nie mają głowy nad dachem” i my, młode, zaczęłyśmy się strasznie śmiać, bo kto by wytrzymał i się nie zaśmiał z takich słów. Matka, która nie słyszała wezwania i nie wiedziała, co nas tak rozbawiło, mocno nas wtedy skrzyczała, że powagi nie zachowujemy na modlitwie... Matka była bardzo dobra. Bardzo pomagała ludziom, nawet podczas wojny się nie bała i ratowała partyzantów. Chociaż miałyśmy mało, dawała im chleb, a nawet pomagała się ukrywać – siostry nie mówiły nam o tym, dla bezpieczeństwa, ale wiedziałyśmy... Pamiętam, jak zachorowała. Przyjechała z Polanki na furmance i źle się poczuła. Nawet trafiła do szpitala na jeden dzień, ale lekarze nie mieli leków i wróciła do domu. Siostry przygotowały jej pokoik na dole, w dawnej izbie dla dzieci, którymi się opiekowały wcześniej. Teraz jest tam muzeum. Pielęgnowała ją przede wszystkim s. Weronika. Matka była jeszcze młoda, miała 61 lat... Jak się pogarszał jej stan, choć nas, postulantek, nie dopuszczali za blisko, modliłyśmy się przy niej. Odwiedzali ją też rodzony brat i siostra p. Kopciowa... Potem Matka zmarła... w 1946 r. Byłam przy jej śmierci. Przed pogrzebem odprawili Mszę św., a potem ciało w trumnie na furmance przewieźli do kościoła parafialnego, gdzie teraz jest katedra. Mnóstwo ludzi przyszło na pogrzeb – płyną ciche wspomnienia.

Profesja zakonna

Pierwszą profesję s. Jolanta złożyła 17 lipca 1944 r., odnawiając ją tego samego dnia w kolejnych 4 latach i składając śluby wieczyste 25 lipca 1949 r. Wtedy trafiła do Wolbromia, gdzie przebywała do 1952 r. Przez pierwsze 3 lata, obok codziennych obowiązków, prowadziła tu pracownię krawiecką dla dziewcząt, a później szyła dla sióstr i służyła społeczności robieniem zastrzyków. Z Wolbromia przeniesiono ją do  Łodzi, gdzie oczywiście szyła, ale pracowała także jako zakrystianka w kościele parafialnym oraz służyła jako infirmerka, czyli pielęgniarka sprawująca opiekę nad chorymi.

Zgromadzenie Karmelitanek Dzieciątka Jezus, mimo trudnych komunistycznych czasów, nieustannie się rozrastało. Powstawały kolejne domy zakonne. W 1958 r. s. Jolantę przeniesiono do nowo powstającej placówki w Żdżarach k. Łodzi, a od 1967 r. pełniła obowiązki ekonomki domowej w Siennej i nadal służyła siostrom krawieckim talentem. Jubileusz 25-lecia profesji zakonnej obchodziła w domu generalnym w Sosnowcu w 1969 r. Przez 3 lata, od 1970 r., posługiwała jako ekonomka domowa w Gołkowicach, gdzie również niezastąpione były jej krawieckie umiejętności. W 1973 r. ponownie trafiła do Żdżar, gdzie została zakrystianką w kościele parafialnym w Ksawerowie, by po kolejnych 3 latach trafić jako szwaczka do Łodzi, a potem do: Czernej, Wolbromia, Wielogłów. W 1978 r. ukończyła trzymiesięczny kurs kwalifikacyjny dla pielęgniarek, zyskując fachowe kwalifikacje do służby innym. W Wolbromiu wspominano potem, że zastrzyki, które dawała, wcale nie bolały.

Poza krajem

W 1984 trafiła na 17 lat do Rzymu, gdzie też było zapotrzebowanie na jej krawieckie umiejętności. O jej pobycie w Wiecznym Mieście wspominał o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD, który również wtedy tam przebywał. – Omadlając sprawy Ojca Świętego i nawiedzając święte miejsca, wykonywałaś cichą posługę szycia habitów zakonnych dla ojca generała, dla radnych i współbraci z całego świata, studiujących w Rzymie i pracujących w Kurii Generalnej i w Kolegium Międzynarodowym. Sam wielokrotnie korzystałem z twojej posługi krawieckiej – mówił o. Szczepan podczas jubileuszowej Mszy św. odprawionej za s. Jolantę w Wolbromiu w lipcu 2019 r.

Jak opowiada sama siostra – w Stolicy Apostolskiej regularnie uczestniczyła w środowych audiencjach papieskich, nie raz ściskając ręce „naszego” papieża, podchodzącego do wiernych.

Minęło 75 lat od profesji wieczystej.

– Podczas świąt, kiedy ludzi w Watykanie było więcej niż zwykle, żeby dostać się na Pasterkę odprawianą przez Jana Pawła II, trzeba było przyjść dobrych kilka godzin wcześniej. Stawaliśmy w kolejce do wejścia nawet przed godz. 20, ale zawsze byliśmy – wspomina z uśmiechem karmelitanka.

W 2001 r. wróciła do Polski i trafiła kolejny raz do domu w Wolbromiu. Był to czas, kiedy potrzebna była nie tylko w zgromadzeniu, ale także poważnie chorej rodzonej siostrze, nad którą sprawowała opiekę – najpierw doraźnie, a później, aż do ostatnich chwil Heleny, korzystając z eksklaustracji, poza klasztorem.

W 2004 r., wraz z nieżyjącą już s. Judytą Szwaczką, s. Jolanta świętowała w zgromadzeniu 60-lecie swojej profesji zakonnej, w otoczeniu duchownych i świeckich, dziękując za otrzymane łaski i prosząc o dalsze Boże błogosławieństwo.

Od 2015 r. s. Jolanta mieszka w Wolbromiu. Podczas jubileuszu 90-lecia fundacji tutejszego domu zakonnego w lutym 2017 r. cieszyła się jeszcze dobrą kondycją. Niestety, niefortunny upadek w 2018 r., doznana w jego wyniku kontuzja biodra i operacja uzależniły s. Jolantę od pomocy innych, nie pozwalając jej już na samodzielną aktywność. Jak podkreślają siostry opiekujące się leżącą seniorką – obecnie s. Dorota – s. Jolanta jest wciąż niezwykle pogodną, uśmiechniętą, troszczącą się o innych i nie sprawiającą problemów zakonnicą, która spędza czas na modlitwie kontemplacyjnej. I chociaż wiek robi swoje, a pamięć chwilami bywa zawodna, s. Jolanta wciąż chętnie rozmawia ze swoimi opiekunkami i odwiedzającymi ją gośćmi, dzieląc się wspomnieniami z dawnych, ciekawych czasów.

CZYTAJ DALEJ

Wyzwania Kościoła po kwarantannie

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 28-29

[ TEMATY ]

koronawirus

Adobe Stock

W sytuacji największej niepewności, której ludzkość doświadczyła od kilku dziesięcioleci, pewny jest fakt, że wiele rzeczy nie będzie już takich samych jak przed marcem 2020 r.

Co będzie inne? Długo by wymieniać. Na pewno zmieni się dystans społeczny i poszerzy się nasza sfera osobista. Zmienią się sposoby komunikacji. Rozluźnią się jeszcze bardziej społeczne, w tym rodzinne więzi. Zmienią się szkoła, gospodarka. Mamy nadzieję, że zmieni się polityka. Zmieni się też prawdopodobnie sposób manifestacji religijności. Oczywiście, powyższa lista nie jest kompletna.

Jeszcze nie tak dawno niemal powszechnie narzekaliśmy na ograniczenie wzajemnych interakcji do internetu. Załamywaliśmy ręce nad „odczłowieczeniem człowieka”. Dziś – a upłynęły zaledwie 3 miesiące – bez marudzenia przenosimy, co możemy, do świata wirtualnego, traktując to jako lepszą opcję. Bo taka jest konieczność chwili. Kontakty w sieci stały się cnotą, a spotkania w realu – zdarza się, że grzechem.

A co się stanie, gdy już wreszcie znajdą się szczepionka i lek na COVID-19? Czy wrócimy do tego, co znaliśmy jeszcze w lutym 2020 r.? Czy na powrót zmienimy nasze postawy i zachowania? Pewnie częściowo tak. Jak się to przełoży na życie parafii i wspólnot religijnych? Socjologowie twierdzą, że spora część życia religijnego przeniesie się do sieci. Co to oznacza?

Czy ludzie się „odliczą”?

Po pierwszej niedzieli narodowej kwarantanny, kiedy w kościołach mogło we Mszy św. uczestniczyć do 50 osób, a wszyscy polscy biskupi wydali dekrety zwalniające z niedzielnego obowiązku i zachęcili jednocześnie do uczestniczenia w Eucharystii za pośrednictwem mediów, zsumowałem orientacyjne dane z pomiarów oglądalności. Wyszło, że w telewizji nabożeństwa oglądało ok. 5 mln osób. Jeśli przyjmiemy, że w poprzednią niedzielę w Eucharystii uczestniczyło 38% katolików, czyli w przybliżeniu ponad 13 mln osób, oznaczało to, że mniej niż połowa polskich katolików zwykle chodzących w niedzielę do kościoła zasiadła przed telewizorami, aby w ten sosób uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii. Owszem, jakaś cząstka była jeszcze fizycznie w kościele, ale nawet przy założeniu, że na każdej z niedzielnych Mszy św. w całej Polsce było 50 osób, wyjdzie, że w kościołach i kaplicach było nas ok. 2 mln. Co robiła reszta...?

Księża, dla których doświadczenie niemal pustych kościołów jest czymś zupełnie nowym i wstrząsającym, zastanawiają się dziś, kiedy i czy w ogóle zobaczą wszystkich swoich wiernych w kościołach, i martwią się, jaka ich część uzna, że praktykę uczestniczenia w Eucharystii mogą ograniczyć do telewizora czy internetu. Życie pokaże, czy ta obawa jest uzasadniona, ale szanse na to są całkiem spore. Zresztą cztery pierwsze niedziele luzowania obostrzeń, kiedy w kościołach mogło być już znacznie więcej osób, a i te ostatnie, kiedy ograniczeń ilościowych już nie ma, pokazują, że lęk, a być może także wygoda nie pozwalają ludziom przyjść do kościoła, choć trzeba zaznaczyć, że stopniowo ich przybywa. Absencja w kościele dotyczy szczególnie ludzi młodych. Ci – takie są doświadczenia księży – najwolniej odliczają się w „Kościele pokwarantannowym”. To realne zagrożenie dla żywej wiary i jednocześnie wyzwanie dla duszpasterzy. Podobnie jak powrót do sakramentu pokuty.

Jeszcze trudniejszy sakrament

Zawsze był to trudny, najtrudniejszy sakrament, szczególnie pod względem psychologicznym. Teraz doszło jeszcze ryzyko epidemiczne. I mimo że Kościół podjął szczególne środki ostrożności – księża na szybko organizowali nieustannie wietrzone pomieszczenia, zachowywali kilkumetrową odległość między spowiednikiem a penitentem, dezynfekowali krzesła i ławki po każdej spowiedzi – to trudno się oprzeć wrażeniu, że zagrożenie fizyczne, dziś już znacznie mniejsze, stanie się dobrą wymówką, kolejnym argumentem, aby do spowiedzi nie przystępować.

Wyzwania dla katechezy

Dziś wszyscy się zastanawiają nad datą powrotu uczniów do szkoły. Także katecheci, świadomi, że jakość nauczania ich przedmiotu w ciągu kilkunastu ostatnich tygodni pozostawia – delikatnie mówiąc – wiele do życzenia. Oczywiście, dzieci do szkół wcześniej czy później wrócą, ale z całą pewnością jakaś część edukacji, w tym pewnie katecheza, przeniesie się na stałe do rzeczywistości wirtualnej. Co to oznacza? Najbezpieczniej można powiedzieć, że Kościół czeka wielki wysiłek, aby przygotować programy i przede wszystkim ludzi do nauczania on-line. A to przecież, jak pokazały ostatnie tygodnie, całkiem inna bajka. Ten sposób uczenia i wychowywania jest jeszcze bardziej wymagający przede wszystkim dla nauczyciela – musi on być po stokroć bardziej kreatywny, dynamiczny i nieustannie szukać nowych pomysłów.

Robotnicy na żniwie

Cały Kościół z troską oczekuje tegorocznego naboru do seminariów duchownych – a są to uczelnie wyjątkowe. Proces rozeznania powołania jest skomplikowany i na pewno nie sprzyjała mu atmosfera zagrożenia, w której żyliśmy. Młody człowiek potrzebuje wsparcia bliskich, duchownych i kolegów, o które ostatnio było ciężko.

Kiedy nikt jeszcze nie myślał o wydarzeniu, które przemebluje świat, Franciszek wzywał Kościół, księży do duszpasterskiego nawrócenia. Dziś nie jest to już kwestia posłuszeństwa wobec papieża, ale konieczność wynikająca z zaistniałej sytuacji.

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymkowe wyzwania.

2020-07-04 19:35

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

Ks. Jarosław Grabowski

pielgrzymowanie

Niedziela TV

Abp Wacław Depo metropolita częstochowski w rozmowie z ks. Jarosławem Grabowskim redaktorem naczelnym „Niedzieli” porusza temat pielgrzymowania w obliczu pandemii. Pełny zapis rozmowy TUTAJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję