Reklama

Wiadomości

Obserwator

Watykan

Francuzi „ad limina”

Papież przyjął pierwszą grupę biskupów w ramach wizyty ad limina Episkopatu Francji. Ich pielgrzymkę „do progów apostolskich” podzielono na trzy grupy. Od poprzedniej wizyty minęło osiem lat i od tego czasu dużo się zmieniło. Opowiadając o spotkaniu z papieżem, abp Dominique Lebrun, metropolita Rouen, zaznaczył, że sytuacja Kościoła we Francji nigdy nie była Franciszkowi obca. Nie zdawał sobie jednak sprawy ze skali jego problemów. Gdy mówił, że trudno jest być biskupem, kiedy ma się 3 nieobsadzone parafie, abp Lebrun musiał sprostować: parafii bez księdza ma już 17. Także w rozmowie z katolickimi mediami biskupi wskazali na spustoszenie w ich diecezjach. – Przez ostatnie 10 lat liczba chrztów i małżeństw zmniejszyła się o 40 proc. – mówił abp Pascal Wintzer, metropolita Poitiers. Zmienił się stosunek wiernych do Eucharystii. W przeszłości ludzie byli przyzwyczajeni, że Msza św. jest dostępna w pobliżu i nie trzeba na nią jeździć 15-20 km. Teraz niektórzy gromadzą się jeszcze na Liturgii Słowa, ale bez przyjmowania Komunii św. Arcybiskup podkreślił podstawową rolę świeckich w ewangelizacji, która jest dziś wielkim wyzwaniem. – W mojej diecezji są regiony, gdzie nie ma już ani jednego chrześcijanina – powiedział. – Ale żyją tam ludzie i my jesteśmy za nich odpowiedzialni. Ktoś musi wyjść im na spotkanie.

w.d.

Papież do Polaków

Nawracajmy się

Zwracając się podczas audiencji ogólnej do Polaków Franciszek zachęcał do uczestnictwa w nabożeństwach wielkopostnych oraz rekolekcjach.

Reklama

– Wielki Post zachęca nas do rozważania męki Chrystusa i zapatrzenia się w Jego krzyż – podkreślił. – Szczególną okazją ku temu niech będzie dla was udział w rekolekcjach wielkopostnych, nabożeństwach Drogi Krzyżowej i w Gorzkich żalach. Niech te duchowe przeżycia pozwolą wam zrozumieć krzyż, który każdy niesie, oraz pomogą w nawróceniu i doświadczeniu Bożego Miłosierdzia. Ojciec Święty prosił także, aby nie zapominać o trwającym od wielu lat dramacie Syryjczyków, którzy obecnie cierpią na granicy między Grecją a Turcją. Są oni zmuszeni uciekać przed wojną, głodem i chorobami. Wielokrotnie w ostatnich dniach papież odnosił się do epidemii koronawirusa. Na zakończenie audiencji zwrócił się ze słowami umocnienia do wszystkich chorych z powodu koronawirusa oraz tych, którzy doświadczają niepewności w związku z epidemią. Podziękował całemu personelowi szpitalnemu: lekarzom, pielęgniarkom i pielęgniarzom oraz wolontariuszom, którzy w tym trudnym momencie są blisko osób cierpiących.

j.k.

Adopcja

Nie dla homo

Szerokim echem odbiły się słowa chorwackich biskupów przeciw adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Padły przy okazji wyroku Sądu Najwyższego, który zachęca do traktowania wszystkich próśb o adopcję jednakowo. „W praktyce oznacza to otwarcie drzwi dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne, co stoi w sprzeczności z kulturą i tradycją naszego kraju podzielaną przez zdecydowaną większość społeczeństwa, według którego rodzina składa się z ojca, matki i dzieci” – stwierdzili biskupi. Zdaniem Komisji Iustitia et Pax Konferencji Episkopatu Chorwacji, orzeczenie jest niedopuszczalną ingerencją władzy sądowniczej w kompetencje władzy legislacyjnej, łamiącą zasadę podziału władzy i uwarunkowaną wpływami i tendencjami liberalnego sądownictwa, przeważającymi dziś w Europie. Zdaniem biskupów, dla rzekomo podzielanych współczesnych wartości oraz równości płci i niedyskryminowania osób ze względu na orientację seksualną poświęcono dobro dziecka. Zapomniano o tym, że prawa najmłodszych powinny przeważać nad interesem dorosłych. Nie ma obowiązku rodzicielstwa czy posiadania dziecka. „Dziecko nie może stać się obiektem żądań dorosłych ani środkiem do realizowania ich pragnień” – napisali chorwaccy biskupi.

w.d.

Środki ostrożności

W związku z wirusem

Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski wprowadziła w kościołach środki ostrożności. Zarekomendowała biskupom diecezjalnym udzielenie dyspensy od uczestnictwa w niedzielnej Mszy św.: osobom w podeszłym wieku, wiernym, którzy mają objawy infekcji, dzieciom i młodzieży szkolnej oraz dorosłym, którzy sprawują nad nimi bezpośrednią opiekę, a także osobom, które czują obawę przed zarażeniem. Biskupi zaznaczają, że skorzystanie z dyspensy oznacza, iż nieobecność na niedzielnej Mszy św. we wskazanym czasie nie jest grzechem. Proszą jednocześnie, aby osoby korzystające z dyspensy „trwały na osobistej i rodzinnej modlitwie”. „Zachęcamy też do duchowej łączności ze wspólnotą Kościoła poprzez transmisje radiowe, telewizyjne lub internetowe” – czytamy w zarządzeniu.

j.k.

Rosja

Przywódca z kosmosu

Reklama

Prezydent Władimir Putin może porządzić jeszcze przez dwie kadencje, do 2036 r. Umożliwi to poprawka do konstytucji Rosji, która „zeruje” dotychczasowe kadencje i zezwala Putinowi – po raz piąty i szósty – startować w wyborach.

Poprawkę wniosła była kosmonautka i deputowana Walentina Tiereszkowa. Skoro przyjmowane są istotne zmiany w konstytucji, Putin znów powinien móc kandydować na pierwszy urząd w państwie... „jak każdy inny obywatel” – stwierdziła. Najważniejsze poprawki pakietu zmian wzmacniają pozycję prezydenta. Przewidują m.in., że Duma Państwowa będzie zatwierdzać kandydaturę premiera proponowaną przez prezydenta (teraz „wyraża zgodę”). Premier nie będzie już wyznaczał kierunków pracy gabinetu, lecz tylko „organizował” jego pracę w oparciu o polecenia prezydenta. Zwiększy się kontrola prezydenta nad prokuraturą. W konstytucji znajdzie się odwołanie do Boga, definicja małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, sformułowanie o „tradycyjnych wartościach rodzinnych” i deklaracja wychowywania dzieci w duchu patriotyzmu. Wprowadzenie zmian do konstytucji zainicjował w styczniu br. w orędziu przed parlamentem sam Putin. Jak widać, niebezinteresownie. Putin podpisze ustawę najpewniej 18 marca, w szóstą rocznicę aneksji Krymu. Miesiąc później ma się odbyć głosowanie nad zmianami w konstytucji, którego wynik już znamy.

w.d.

Afganistan

Prezydentów dwóch

Zwycięzca wrześniowych wyborów prezydenckich, dotychczasowy szef państwa Aszraf Ghani, oraz jego rywal – premier Abdullah Abdullah, który zakwestionował wyniki głosowania i ogłosił, że je wygrał, zostali zaprzysiężeni na prezydenta. Odbyło się to podczas odrębnych uroczystości. Ghani został zaprzysiężony w pałacu prezydenckim w Kabulu. W uroczystości wzięli udział zagraniczni dyplomaci, w tym specjalny wysłannik USA do Afganistanu Zalmay Khalilzad oraz dowódca sił USA i NATO w Afganistanie gen. Austin Scott Miller. Abdullah odmówił wzięcia udziału w tej ceremonii, jego otoczenie w tym samym czasie przeprowadziło odrębne zaprzysiężenie. Prezydent Ghani zapowiedział, że w skład rządu, który tworzy, będą wchodzili nie tylko członkowie jego obozu politycznego. Pytanie, czy Abdullah mianuje równolegle swoich ministrów i gubernatorów i czy obejmą oni władzę siłą. Wydarzenia pogrążają w chaosie plany wewnątrzafgańskich negocjacji z talibami i grożą chaosem politycznym kilka dni po zawarciu między USA i talibami porozumienia w sprawie wycofania amerykańskich wojsk z Afganistanu.

j.k.

Polska-TSUE

Słuchają, nie słyszą

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu zakończył wysłuchanie stron w sprawie zawieszenia Izby Dyscyplinarnej polskiego Sądu Najwyższego, czego zażądała Komisja Europejska. Orzeczenia sędziów TSUE należało się spodziewać jeszcze w marcu br., ale epidemia koronawirusa może to opóźnić. KE zarzuca Izbie Dyscyplinarnej upolitycznienie i brak gwarancji jej bezstronności i niezawisłości. Polska uznaje wniosek KE za niedopuszczalny także dlatego, że wkracza on w materię ustawodawczą państwa polskiego. Wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowska podkreśliła, że Komisja, składając wniosek o zawieszenie Izby, nie przedstawiła faktów, a opierała się na domniemaniach i wrażeniach. – Sąd nie może opierać się na domniemaniach, lecz na faktach – powiedziała. Dodała też, że postępowania dyscyplinarne, które się toczą, nie są motywowane politycznie. Ich powodem są wykroczenia sędziów. Dalkowska oświadczyła, że polskie władze zdecydowały się na reformę systemu dyscyplinarnego, bo nie funkcjonował on dobrze i powodował patologie, np. przedawnienia postępowań dyscyplinarnych sędziów. Zauważyła również, iż system ten zakładał, że sami sędziowie oceniali swoich kolegów sędziów i m.in. dlatego wymagał on zmiany.

w.d.

Wojsko

Dobry znak

– Obecność sił USA w Polsce jest dla nas dobrym znakiem, oznacza bezpieczeństwo dla Polski, państw bałtyckich, dla tej części NATO – powiedział prezydent Andrzej Duda podczas spotkania z żołnierzami USA biorącymi udział w manewrach Defender-Europe 20 w Drawsku Pomorskim. – Bezpieczeństwo – tłumaczył prezydent – wynika m.in. z tego, że Defender pokazuje w praktyce działanie art. 5. Traktatu Północnoatlantyckiego. Ćwiczenia te są największe od 25 lat w naszej części Europy. Łącznie w Defenderze i ćwiczeniach powiązanych weźmie udział 37 tys. żołnierzy. Będą mieć do dyspozycji 2,2 tys. pojazdów kołowych i gąsienicowych, w tym najnowsze czołgi M1 Abrams i bojowe wozy piechoty M2 Bradley. Polskie zaangażowanie to ok. 3 tys. żołnierzy.

j.k.

Kanonizacja

Proces Wojtyłów

Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski ogłosił decyzję o rozpoczęciu procesów kanonizacyjnych Emilii Wojtyły z d. Kaczorowskiej oraz Karola Wojtyły – seniora, rodziców św. Jana Pawła II. Po pozytywnej opinii Konferencji Episkopatu Polski i otrzymaniu zgody Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie decyzja abp. Jędraszewskiego była kolejnym krokiem do rozpoczęcia procesu kanonizacyjnego rodziców św. Jana Pawła II. Stosowne dokumenty dotrą do archidiecezji krakowskiej, a o rozpoczęciu procesu zostaną poinformowani wierni, którzy proszeni są o przekazanie wszelkich dokumentów, pism lub wiadomości dotyczących rodziców Jana Pawła II. – Od ich śmierci minęło bardzo dużo czasu, ale żyją jeszcze osoby, które ich osobiście znały – mówi ks. Andrzej Scąber, referent ds. kanonizacyjnych w archidiecezji krakowskiej. Sam papież to bezpośredni świadek świętości swoich rodziców. Często wspominał swego ojca, z którym łączyła go wewnętrzna przyjaźń duchowa. Mamę pamiętał mniej, ale zawsze nosił ją w sercu. Formalnie będą prowadzone dwa osobne procesy kanonizacyjne, których zadaniem będzie wykazanie, że państwo Wojtyłowie praktykowali cnoty w sposób heroiczny, że cieszą się opinią świętości, a za ich wstawiennictwem ludzie wypraszają łaski u Boga.

j.k.

Rumunia

Wirus przyspieszył

Przebywający w kwarantannie z powodu koronawirusa centrowy rząd Ludovica Orbana wygrał 14 marca głosowanie nad wotum zaufania w parlamencie. Mniejszościowy rząd Orbana upadł na początku lutego br., ale nadal kierował krajem z ograniczonymi uprawnieniami. Prezydent Rumunii Klaus Iohannis po konsultacjach ze wszystkimi partiami zwrócił się do p.o. premiera Orbana o utworzenie rządu. Okazało się, że politycy starają się zakończyć impas polityczny i skupić się na ograniczeniu rozprzestrzeniania się Covid-19. Dlatego nominacja Orbana przeszła łatwo przez parlament, przywracając rządowi pełne uprawnienia do walki z epidemią. Rumunia od razu zaostrzyła dotychczasowe ograniczenia, zakazując działalności kulturalnej, naukowej i religijnej.

w.d.

Izrael

Rząd bez Bibiego

Prezydent Reuwen Riwlin powierzył utworzenie rządu liderowi opozycji – przywódcy centrolewicowego sojuszu Niebiesko-Białych, Beniemu Gancowi. To efekt konsultacji prezydenta z przywódcami wszystkich partii politycznych, które dostały się do parlamentu po niedawnych wyborach parlamentarnych. Sojusz Niebiesko-Białych z partnerami może liczyć na niewielką przewagę 62 mandatów w liczącym 120 miejsc Knesecie. Beni Ganc zapowiedział tuż po wyborach, że nie utworzy rządu jedności narodowej z Likudem pod przywództwem Netanjahu, oskarżonego o korupcję, defraudacje i nadużycie zaufania. Jednym z zadań nowego rządu ma być udana walka z epidemią koronawirusa.

w.d.

Watykan

Usuną pomniki?

Senat stanu Wirginia, zdominowany przez Demokratów, zmienił stanowe przepisy chroniące znajdujące się tam pomniki upamiętniające konfederatów – uczestników wojny secesyjnej walczących po stronie Południa. O losie pomników będą mogły swobodnie decydować lokalne władze. Nowe przepisy trafią teraz na biurko gubernatora Ralpha Northama, który już wcześniej deklarował, że jest zwolennikiem tego, aby decyzje w sprawie pomników podejmowały lokalne władze. Debata na temat pomników konfederatów rozgorzała po tym, jak w 2017 r. w Charlottesville doszło do bójek zwolenników i przeciwników usunięcia pomnika gen. Roberta E. Lee. Od tego czasu w USA zaczęto usuwać pomniki konfederatów – w Wirginii, gdzie znajduje się ich ponad 220, było to dotychczas niemożliwe. Zwolennicy ich pozostania mówią, że usuwanie pomników to próba „gumkowania” historii USA.

j.k.

Wielka Brytania

Płeć „X”

Christie Elan-Cane przegrała w Sądzie Apelacyjnym w Wielkiej Brytanii sprawę o wprowadzenie do paszportów dodatkowej kategorii płci dla osób, które nie identyfikują się jako mężczyźni lub kobiety. Jej zdaniem, brak kategorii „X” w brytyjskich paszportach powoduje, że naruszane jest prawo do prywatności obywateli, a brytyjski system paszportowy, który zmusza ludzi do określenia, czy są mężczyznami czy kobietami, jest „z natury dyskryminujący”. Christie Elan-Cane zapowiedziała, że jej prawnicy będą chcieli, by sprawa trafiła do Sądu Najwyższego.

j.k.

2020-03-18 10:59

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dobrze życzył prześladowcom – jesienią beatyfikacja ks. Jana Machy

[ TEMATY ]

kanonizacja

wikipedia.org

- Jeden z gestapowców widząc, że ks. Jan nie pomstuje na znęcających się nad nim oprawców, powiedział o nim: „To jest albo święty albo idiota!” – opowiada o 28-letnim kapłanie, który w październiku zostanie wyniesiony na ołtarze, postulator procesu beatyfikacyjnego, ks. Damian Bednarski. Jan Macha był pełnym życia i aktywizmu młodym człowiekiem, z drużyną szypiornistów Azoty Chorzów dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski, a zaraz po święceniach, na początku wojny zorganizował na Śląsku olbrzymią sieć pomocy, za co został zgilotynowany. „Umieram z czystym sumieniem, żyłem krótko ale uważam, że cel swój osiągnąłem...” - napisał w pożegnalnym liście.

Marcin Przeciszewski, KAI: Polska niebawem będzie mieć kolejnego męczennika w osobie ks. Jana Machy, młodego kapłana archidiecezji katowickiej, który ma zostać wyniesiony na ołtarze 17 października br. w Katowicach. Na czym polegała świętość tego zaledwie 28-letniego księdza?

Ks. Damian Bednarski, postulator procesu beatyfikacyjnego: Ks. Jan Macha był postacią z pewnością wyjątkową. Zaledwie na początku swej posługi kapłańskiej oddał życie, za to, że odważył się pomagać najbardziej potrzebującym w mrocznym czasie okupacji nazistowskiej. Był przekonany, że stanięcie po stronie dobra i wybór miłości bliźniego są sprawą priorytetową.

Był młodym kapłanem, wyświęconym w czerwcu 1939 r. tuż przed wybuchem wojny. We wrześniu 1939 r. został wikarym w pierwszej swej i jedynej zarazem parafii, i zaledwie w ciągu kilku miesięcy spontanicznie zebrał wokół siebie mnóstwo młodych ludzi. Miał wyjątkowy charyzmat przyciągania młodych do siebie i „zarażania” ich swoim entuzjazmem. Na wielką skalę zorganizował sieć pomocy, która objęła kilka tysięcy osób. Śledzony przez gestapo, świadom niebezpieczeństwa nie zdezerterował. We wrześniu 1941 roku jego misja została brutalnie przerwana. Aresztowano go, umieszczono w więzieniu, a w grudniu 1942 r. wykonano wyrok śmierci.

Jestem przekonany, że w czasach współczesnych potrzeba wyraźnych świadków miłości heroicznej i dlatego tym większa jest wartość jego przykładu życia i niezachwianej wiary, czemu dał świadectwo. Oczywiście, można się zastanawiać dlaczego akurat ten ksiądz został wybrany z grona innych i dziś jest włączany do grona błogosławionych, tyle lat po swojej śmierci. Każdy święty ma swój czas. A jeśli jest to postać, która ma się „wybić” na ołtarze, gdyż Pan Bóg tego chce, to tak się stanie!.

KAI: No właśnie, wielu polskich, także śląskich kapłanów oddało podczas wojny życie w obronie wiary i polskości. Jako pierwszy został beatyfikowany a później kanonizowany o. Maksymilian Kolbe. Jan Paweł II wyniósł na ołtarze w 1999 r. 108 męczenników II wojny światowej, w większości kapłanów. Co zadecydowało o tym, że w październiku będziemy świadkami beatyfikacji tego właśnie młodego kapłana?

- Niewątpliwie wielu kapłanów w czasie II wojny światowej, także na Śląsku – podobnie jak ks. Jan Macha – pomagało charytatywnie i włączało się w konspiracyjną działalność pomocową. Znamy księży, którzy tutaj na Śląsku pomagali w tym czasie, chociażby ks. Ignacy Jeż, który był wtedy wikarym w Chorzowie Batorym, a służył u męczennika, bo jego proboszcz został zabrany do więzienia a potem zginął w obozie. Wiemy, że ks. Bolesław Kominek, który wówczas pracował w kurii katowickiej również organizował taką pomoc. Z kolei ks. Paweł Macierzyński z Bierunia Starego organizował pomoc dla więźniów obozu koncentracyjnego w Auschwitz i za to sam został uwięziony i zamordowany.

Postać i działalność młodziutkiego ks. Jana Machy na tym tle była fenomenem. Miała znacznie szerszy charakter i skupiła wokół siebie większą ilość ludzi. Ale tym co przeważyło o wyborze akurat jego do procesu beatyfikacyjnego, były nie tylko dokonania w sferze charytatywnej, co jego postawa po aresztowaniu, aż do momentu męczeńskiej śmierci. Mówią o niej zachowane źródła w postaci jego listów oraz świadectwo kapelana więziennego, który mu towarzyszył w ostatniej drodze.

Z listów ks. Jana Machy pisanych do bliskich z celi więziennej gdzie oczekiwał wyroku, przebija zaufanie do Boga, poddanie się woli Bożej i brak wewnętrznego buntu. Nie znajdziemy tam śladów rozczarowania w rodzaju: „dałem swe serce, zrobiłem tyle dobrego, a tymczasem chcą mnie zamordować”… Wielu ludzi w takiej sytuacji przeżywa załamanie i bunt, nieraz traci wiarę. Tymczasem postawa ks. Jana w więzieniu, w trakcie prześladowań, tak jak wcześniej jego zaangażowanie charytatywne, budzi jednoznaczny podziw. Jest to postawa dojrzała i warta naśladowania, prosta i naturalna, ale heroiczna. I to były główne motywy wszczęcia procesu beatyfikacyjnego.

KAI: Przyjrzyjmy się bliżej konspiracyjnej, a chyba głównie charytatywnej działalności ks. Jana Machy bezpośrednio po wybuchu wojny.

- 25 czerwca 1939 r. Jan Macha przyjmuje święcenia kapłańskie. Z początkiem września zostaje skierowany do parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej, gdzie proboszczem był ks. Jan Skrzypczyk. Szybko proboszcz zauważył jak gorliwego i świetnego ma współpracownika. Gdy dowiedział się o jego śmierci z bólem stwierdził: „w osobie ks. Jana Machy straciłem najlepszego wikarego i prawdziwego pocieszyciela w okresie mojego tułactwa”. Dodać należy, że ks. Skrzypczyk podczas okupacji musiał opuścić Rudę i się ukrywać.

Jak każdy ksiądz Jan Macha włącza się w życie duszpasterskie, pomimo, że było ono coraz bardziej ograniczane przez Niemców. Prowadzi posługę sakramentalną, głosi Słowo Boże, organizuje w możliwym zakresie spotkania parafialne różnych grup. Wkrótce dostrzega jak wielkie są wokół potrzeby, zwłaszcza w rodzinach, które tracą swoich jedynych żywicieli: ojca, brata. Są to rodziny aresztowanych bądź ukrywających się byłych powstańców śląskich, którzy zostali poddani okrutnym prześladowaniom. Są to rodziny tych, którzy poszli na wojnę w wojsku polskim, a wracając trafiają do niemieckich więzień i obozów. Pozostają kobiety i dzieci, znajdujące się w bardzo trudnej sytuacji, często bez środków do życia. Ks. Jan Macha odpowiada na to spontaniczną akcją pomocy. Najpierw robi to sam, a niebawem gromadzą się wokół niego młodzi sodalisi, harcerze, studenci, członkowie KSM. Pomoc polegała na tym, że zbierano środki materialne, żywność, pieniądze, wreszcie kartki na żywność, która była racjonowana. Rodziny byłych powstańców czy innych prześladowanych pozbawione były nawet kartek na żywność. Ks. Macha ze współpracownikami zbiera to wszystko: żywność, lekarstwa, pieniądze i dyskretnie dostarcza poszkodowanym rodzinom. Tworzyli listy najbardziej potrzebujących. Każdy z członków podlegających mu grup dostarczał te dary konkretnym osobom, najczęściej podrzucając pod drzwi, aby zachować anonimowość. Ten krąg osób zaangażowanych w pomoc coraz bardziej się rozszerza, działa na terenie nie tylko jego parafii w Rudzie Śląskiej, ale kilkunastu śląskich miejscowości aż po Opolszczyznę. W kręgu działalności ks. Machy, jak obliczają historycy, mogło znajdować się kilka tysięcy osób.

W pewnym momencie działalność ks. Machy zauważa Polskie Państwo Podziemne, które na Śląsku buduje swoje struktury. Jego przedstawiciele nawiązują z nim kontakt. Akcja zainicjowana przez ks. Jana Machę zostaje włączona w struktury państwa konspiracyjnego pod nazwą „Opieka społeczna”, jednocześnie znajdując pomoc z jego struktur. Był to pion cywilny Państwa Podziemnego, który nie zajmował się walką zbroją, dywersją czy sabotażem.

Niemcy, dostrzegając, że ks. Macha prowadzi tak szeroką działalność, zaczynają się domyślać, że może mieć kontakt z polską konspiracją. Zaczynają się nim interesować. Na wiosnę 1941 r. zostaje dwukrotnie wezwany na przesłuchanie, ale wypuszczony na wolność. Wówczas Niemcy nie mieli na niego jeszcze żadnego haka. Jednak po kilku miesiącach 5 września 1941 r. ks. Macha zostaje aresztowany na dworcu w Katowicach. Gestapowcy znajdują też przy nim listy osób, którym pomagał oraz inne dokumenty świadczące o organizacji zbiórek. W tym samym dniu aresztowanych zostaje kilku innych członków stworzonej przez niego sieci. Ks. Macha więziony jest najpierw z Mysłowicach, a potem w Katowicach. Zostaje mu przestawiony akt oskarżenia, w którym prowadzona przezeń działalność charytatywna zostaje zakwalifikowana jako zdrada stanu i działanie przeciwko państwu niemieckiemu.

KAI: Skąd taka kwalifikacja działalności czysto charytatywnej?

- To nie może dziwić, gdyż wszelka działalność, która nie byłaby koncesjonowana przez Niemców, była zakazana. Zaraz na początku okupacji polskiej części Śląska, Niemcy przejęli istniejącą tam kościelną Caritas. Nawiasem mówiąc, dokładnie tak samo w latach 50. postąpili komuniści. Jasne jest, że podporządkowane Niemcom struktury Caritas pomagały wyłącznie tym, którym okupanci chcieli pomagać. A rodzinom powstańców, czy byłych polskich żołnierzy, podporządkowana okupantowi Caritas oczywiście nie mogła pomagać. Ks. Macha działa więc równolegle, poza strukturami Caritas. Tworzy alternatywną strukturę charytatywną wobec tej, która była dopuszczona przez Niemców. To było przez okupanta traktowane jako duże niebezpieczeństwo, wszelka działalność tego typu była uważana przez za niedopuszczalną i „de facto” skierowaną przeciwko niemieckiemu państwu.

Zresztą, Kościół katolicki na ziemiach polskich, także w dawnej polskiej części Śląska, traktowany był właśnie w taki sposób. Udało mi się dotrzeć do wypowiedzi decydentów niemieckich, np. Himmlera, który instruował swych podwładnych, aby wszelką działalność nastawionych pro polsko duchownych traktować jako zdradę stanu, aby pokazywać, że są oni przeciwnikami państwa niemieckiego. Odnosząc się do postaw prezentowanych przez ks. Machę i jemu podobnych Heinrich Himmler, szef gestapo, stwierdzał: „Aparat III Rzeszy nie może wykreować ich na męczenników, ale ma ich pokazać jako przestępców. Obraz wyznania wiary w Chrystusa należy usunąć, a służących Kościołowi zniesławić jako politykujących urzędników kościelnych, których postępowanie jest „zdradą stanu, a przy tym szczytową formą zakłamania”.

KAI: Jak przebiega pobyt ks. Machy w więzieniu?

- To w sumie 15 miesięcy, od 5 września 1941 do 3 grudnia 1942 r., kiedy został zgilotynowany. Jest to niezwykły okres w jego życiu, dostarczający wielu dowodów na świętość. Z treści jego listów, które się zachowały, wiemy, że zachowuje tam ogromny spokój, a współwięźniom na ile może, udziela posługi duszpasterskiej. Nawet będąc w więzieniu postarał się o odnowienie jurysdykcji, która pozwoliła mu spowiadać współwięźniów. Przez cały ten czas nie mógł odprawiać Mszy św.

Mszy świętych nie mógł sprawować nawet potajemnie, tak jak to bywało w sowieckich łagrach, bo w więzieniu był pod ciągłym nadzorem. Zupełnie niemożliwe było wyprodukowanie wina w takich warunkach czy zdobycie hostii. Pozwolono mu jedynie na posiadanie i odmawianie brewiarza. Zachował się różaniec ks. Jana, który sam zrobił ze sznurków wyciągniętych z siennika i krzyżyk zrobiony z drzazg wydłubanych z pryczy więziennej. Dopiero po przeniesieniu z więzienia mysłowickiego do Katowic mógł regularnie korzystać z posługi kapelana więziennego. Wielką radością była dla niego spowiedź. Raz w tygodniu mógł przyjmować komunię św.

Dobrze odnosił się do swoich oprawców. Jeden z gestapowców widząc, że ks. Jan nie pomstuje na znęcających się nad nim oprawców, powiedział o nim: „To jest albo święty albo idiota!”. Bo nie tylko cierpliwie znosi te cierpienia, ale błogosławi ich i dobrze życzy tym, którzy się nad nim znęcali.

KAI: Ksiądz jako postulator procesu beatyfikacyjnego dokładnie poznał duchową sylwetkę ks. Jana Machy. Kim on był jako człowiek i kapłan, czym się szczególnie wyróżniał, jaki był na co dzień? Jaki typ duchowości reprezentował? W czym wyrażał się jego szczególny związek z Jezusem?

- Był zupełnie normalnym młodym człowiekiem, pełnym życia, aktywizmu, działał w drużynie sportowej szczypiornistów Azoty Chorzów, grał w piłkę ręczną. Z tą drużyną zdobył mistrzostwo Śląska i dwa razy mistrzostwo Polski. Lubił tańczyć, grał na skrzypcach. Był duszą towarzystwa. A jednocześnie od lat młodzieńczych był blisko Pana Boga i blisko Kościoła, choć nigdy nie był ministrantem. Uczestniczył natomiast w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, gdzie wygłaszał pogadanki, należał też do Róży różańcowej. Bliska mu była duchowość maryjna.

A w tym wszystkim był bardzo wrażliwy i wyczulony na potrzeby innych. Potrafił sobie odjąć od ust, aby drugiemu pomóc. Takie są świadectwa z czasów, gdy był jeszcze w domu rodzinnym. Podobne mamy z seminarium.

KAI: A powołanie kapłańskie, jak ten moment powołania do kapłaństwa wyglądał w jego przypadku?

- Wychowywał się bardzo wierzącej śląskiej rodzinie i miał wujka salezjanina, brata mamy. I to chyba były te inspiracje, aby podjąć tę drogę. Nie ma natomiast świadectwa mówiącego, dlaczego nagle ten młody chłopak zdecydował się na kapłaństwo. Myślę, że była to normalna droga wzrostu duchowego w rodzinie, a później tych grupach czy wspólnotach, w jakich uczestniczył, chociażby w KSM.

A kiedy już podjął decyzję, był bardzo konsekwentny, chociaż początkowo nie został przyjęty do Seminarium Śląskiego w Krakowie. A było to nowe seminarium dla Śląska, utworzone w Krakowie ze względu na bliskość znakomitego wydziału teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Seminarium miało jednak tylko 140 miejsc. Jan Macha zgłasza się za późno i … nie zostaje przyjęty, jest mu smutno ale nie zraża się i idzie na Wydział Prawa UJ. Przez rok tam studiuje ale bez większego zaangażowania, widać, że jest to czas na przeczekanie i nie przystępuje do egzaminów. Po raz drugi puka do furty seminarium w 1934 r. i zostaje przyjęty.

Podczas studiów teologicznych i formacji seminaryjnej postrzegany jest jako człowiek aktywny i z dużą wrażliwością na bliźnich, chętny do różnego rodzaju zaangażowania. Włącza się w działalność studenckiej „Pomocy Bratniej” (popularny „Bratniak”), a gdy bp Stanisław Adamski w seminarium zakłada Akcję Katolicką, to pierwszy wstępuje do niej kleryk Jan Macha.

KAI: A jeśli mielibyśmy scharakteryzować jego duchowość?

- Reprezentuje typową śląską pobożność, nie egzaltowaną, ale mocno stąpającą po ziemi, gdzie modlitwa, bliskość z Panem Bogiem, łączy się bezpośrednio z działaniem. Jest to duchowość otwarta na człowieka i jego potrzeby. Przy tym jest lubiany i zawsze jest duszą towarzystwa. Kocha życie i cieszy się nim wraz z innymi.

Jako młody kapłan, ks. Jan Macha okazywał nie tylko nadzwyczajną zdolność praktykowania wiary, ale szukał sposobów przekazywania jej tym, którzy zostali powierzeni jego trosce duszpasterskiej. Zachowały się wszystkie kazania ks. Jana, gdyż przygotowywał je na piśmie. Są one po polsku i po niemiecku, bowiem w czasie okupacji od pewnego momentu musiał głosić po niemiecku. W sumie jest ich około sześćdziesięciu. Cechuje je solidne umocowanie w Piśmie Świętym. To zakorzenienie w modlitwie ujawniło się później w więzieniu, kiedy brakowało mu dostępu do sakramentów. Z bólem pisze wówczas, że nie może się spowiadać, że słyszy dzwony bijące w pobliskim kościele w Wielki Czwartek, a nie może obecny przy ołtarzu wraz ze innymi kapłanami.

Był też człowiekiem wielkiej nadziei, nawet w najtrudniejszych „beznadziejnych” sytuacjach. W listach z więzienia do rodziny nie tylko nie skarży się na swój los, ale próbuje nadzieję umacniać w swoich bliskich. W jednym z listów pisze: „Mam wielką nadzieję w miłosierdziu Bożym i Opatrzności Boskiej, kogo Bóg kocha dla tego szuka schronienia”...

KAI: Wielkie wrażenie sprawia jego ostatni list, napisany w celi na kilka godzin przed śmiercią...

- Ten list jest faktycznie jest dowodem jego głębokiej duchowości, wręcz świętości. Po pierwsze pokazuje w nim, że po ludzku nie ma sobie nic do zarzucenia. „Umieram z czystym sumieniem, żyłem krótko ale uważam, że cel swój osiągnąłem...” – pisze. A potem zwracając się do bliskich, dodaje: „Nie rozpaczajcie! Idę teraz do Wszechmocnego, On mnie osądzi. Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie. Bez jednej jaskółki wiosna też zawita, a bez jednego człowieka świat się nie zawali.[…] Pozostało mi bardzo mało czasu. Może jeszcze jakie trzy godziny, a więc do widzenia! Pozostańcie z Bogiem. Módlcie się za Waszego Hanika”. Z tego tekstu tchnie niezwykły pokój, a jest to list pisany na 4 godziny przed śmiercią.

KAI: Jak wyglądał ten szczególny moment, jak zachowywał się skazaniec?

- Zachowało się świadectwo kapelana więziennego, który towarzyszył ks. Janowi i wszystkim tym współwięźniom, którzy zostali zamordowani wraz z nim. 2 grudnia 1942 r. dwunastu osadzonych z katowickiego więzienia usłyszało, że tej nocy wyrok zostanie wykonany. Sprowadzono kapelana ks. Joachima Beslera. Z jego relacji wiemy, co się tam działo, bo dwadzieścia lat po wojnie poproszono go, by zapisał swoje wspomnienia z tych wydarzeń. Na szczęście robił na bieżąco notatki w tzw. czerwonym notesie. Pamiętał, że przybył do więzienia po dwudziestej. Towarzyszył im, gdy jedli ostatnią kolację, gdy pisali pożegnalne listy do rodzin, potem ich spowiadał.

Kapelan więzienny relacjonował: „Wkrótce potem skazańcy zostali pozbawieni swoich ubrań, można powiedzieć symbolicznie odarci z szat, narzucono na ich umęczone ciała papierowe koszule i wyprowadzono przez dziedziniec więzienia do specjalnego pomieszczenia, gdzie stała gilotyna”. Dalej kapłan odnotował: „Pozostałem, żeby jeszcze na ostatniej drodze udzielić absolucji. Pamiętam, jak prowadzono ks. Machę i jak podniósł po raz ostatni oczy ku niebu gwiaździstemu i znikł w drzwiach kaźni śmierci”. Piętnaście minut po północy – o czym informuje księga zgonów – ostrze gilotyny przecięło jego ziemskie życie.

KAI: Przejdźmy do kwestii męczeństwa za wiarę, bo ona jest kluczowa. Pamiętam dyskusje, jakie toczyły się przy okazji procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki. Niektórzy dowodzili, że było to zabójstwo na tle politycznym, a nie męczeństwo za wiarę. Czy w przypadku ks. Machy też były takie wątpliwości?

- Na portalu janmacha.gosc.pl jest mój artykuł, w którym odnoszę się do tej kwestii. Stawiam pytanie czy został skazany na śmierć za dzieła miłosierdzia, czy za zdradę stanu? Czy jako Polak czy jako kapłan? Musiałem się z tego „tłumaczyć” w Watykanie. Ks. Jan Macha będąc Polakiem i angażując się na rzecz swojej ojczyzny, pomagając ludziom, umarł za wiarę, choć nikt od niego nie wymagał zaparcia się wiary, tak jak bywało to w starożytności. Został zamordowany za dzieła miłości świadczone innym. A pozostaje to w ścisłym związku z postawą chrześcijańską. „Jezus mówi: bądźcie miłosierni, wszystko, to co uczyniliście jednemu z tych braci najmniejszych, Mnieście uczynili”... . Ks. Jan za to waśnie został zamordowany, że nie ustał, że nie poddał się świadcząc miłosierdzie potrzebującym. Robił to wszystko jako kapłan posłuszny Kościołowi i jego misji. Znał wypowiedź papieża Pius XI, który w 1937 roku w encyklice „Mit brennender Sorge”, skierowanej przeciwko narodowemu socjalizmowi, skrytykował antykościelną politykę Hitlera, a zarazem zwrócił się z apelem do kapłanów, by w obliczu ideologii narodowosocjalistycznej nie sparaliżował ich lęk, by nie zaniechali wspierania najbardziej potrzebujących. To właśnie realizował ks. Jan.

A wyrok śmierci otrzymał, gdyż nie podporządkował się prawu niemieckiemu. A dlatego nie podporządkował się, że jako chrześcijanin i jako kapłan ponad prawem stawiał sumienie. Zareagował po kapłańsku, jak dobry pasterz. Zatroszczył się o owce. Niemieccy naziści, jak wszyscy inni prześladowcy Kościoła, maskując swoje prawdziwe zamierzenia nie występowali jawnie przeciw Bogu i Kościołowi, ale twierdzili, że trzeba zrobić porządek z tymi kapłanami, którzy występują przeciw władzy, przeciw państwu. I w tym właśnie kręgu znalazł się ks. Jan Macha. Proces, który był prowadzony przeciwko niemu, prowadzony był co prawda w kategoriach politycznych i akt oskarżenia zawiera zarzut zdrady stanu. Jednak ze świadectw jasno wynika, że ks. Macha został aresztowany, był prześladowany i skazany na śmierć jako kapłan i organizator opieki społecznej, który był niekwestionowanym autorytetem wśród młodych, pociągając ich do realizacji chrześcijańskiej idei caritas.

Zarzuty mu stawiane należy więc odczytywać w kontekście ataków na Kościół i duchowieństwo. Najbardziej aktywnych księży starano się wyeliminować ze społeczeństwa - i szukano prawnych podstaw do ich aresztowania i zabicia. Tak było też w przypadku duchownych niemieckich, np. ks. Bernarda Lichtenberga z Berlina, później błogosławionego. Istniał plan oskarżenia Kościoła o zdradę stanu. A ks. Jan Macha jako kapłan, który się wybijał, denerwował Niemców, że ciągnie za sobą młodych… Motywem tej zbrodni była też chęć zastraszenia innych. Musiał zostać zabity.

KAI: Co działo się z pamięcią o ks. Janie po jego śmierci? Czy można mówić o symptomach kultu?

- Podczas wojny pamięć o nim istniała, ale w ograniczonym wymiarze, przede wszystkim w rodzinie, w rodzinnej parafii jak i w parafii, gdzie był wikarym. Rodzina pieczołowicie przechowała wszystkie pamiątki jakie miała po ks. Janie. Nie było jego grobu, gdyż ciało zostało spalone prawdopodobnie w Auschwitz. Były za to listy od niego, różaniec, sutanna, brewiarz i inne przedmioty jakie po nim pozostały. To, co ze sobą miał w więzieniu, zostało oddane bliskim. Natomiast ciało spalono i zabroniono jakiejkolwiek formy uroczystego pogrzebu. Odbyła się tylko cicha msza przy pustym katafalku w kościele i bez organów.

Po wojnie, w 1945 r. w jednym z pierwszych numerów wznowionego „Gościa Niedzielnego” został opublikowany jego ostatni list, przetłumaczony na polski. W kolejnych numerach „Gościa” została przypomniana sylwetka męczennika. Jego rocznikowy kolega ks. Konrad Szweda, zresztą b. więzień Dachau, napisał o nim piękny artykuł: „Bohaterstwo”. W 1951 r. jego koledzy rocznikowi ufundowali symboliczny pomnik na cmentarzu w Chorzowie Starym. Była to odpowiedź na życzenie wyrażone w jego ostatnim liście, gdzie napisał, że pragnie aby urządzono na cmentarzu „cichy zakątek, żeby od czasu do czasu ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie »Ojcze nasz«.” Poza tym, od czasu do czasu pamięć o ks. Janie pojawiała się w różnych wspomnieniach, nawet w prasie emigracyjnej. Jego historię i przejmujący list zamieściła w swej książce Benedicta Kempner pisząca w latach sześćdziesiątych XX wieku o kapłanach postawionych przed trybunałem hitlerowskim.

KAI: Jak przebiegał proces beatyfikacyjny?

- Ks. Jan po raz pierwszy został wzięty pod uwagę przy okazji przygotowywania procesu 108. męczenników II wojny światowej. Ale tamten proces był prowadzony bardzo szybko. Była mowa o dwóch kandydatach z diecezji, więc szukano dość ewidentnych postaci, gdzie została już zgromadzona solidna dokumentacja. Ks. Jana brano pod uwagę, ale gdy sięgnięto po jego teczkę personalną w kurii, zawierała ona nieco ponad 50 stron i nikt nie wiedział, gdzie można znaleźć inne dokumenty. W takiej sytuacji pominięto tę kandydaturę.

W 2011 r. pojawił się film Dagmary Drzazgi, który mówi o tej postaci w dość niezwykły sposób. W 2012 r. abp Wiktor Skworc w 70. rocznicę śmierci ks. Jana Machy w porozumieniu z jego rodziną zorganizował Mszę św. w kaplicy w więzieniu w Katowicach, w którym zginął. A krótko później podjął decyzję o wszczęciu procesu.

Postulatorem procesu zarówno na etapie diecezjalnym, jak i watykańskim zostałem ja. 24 listopada 2013 r. w katowickiej katedrze Chrystusa Króla odbyła się pierwsza sesja etapu diecezjalnego procesu beatyfikacyjnego. Trwał on do 4 września 2015 r. W jego trakcie odbyło się 41 sesji, przesłuchano 27 świadków, a cenzorzy-teolodzy ocenili zachowane kazania ks. Machy. Akta zebrane w trakcie procesu zostały 15 września 2015 r. złożone w watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

KAI: Proces rozpoczął się w 70 lat po śmierci ks. Jana Machy. Czy żyli jeszcze świadkowie, których można było przesłuchać?

- Świadków, którzy znali Sługę Bożego było już bardzo niewielu. Ciekawostką jest to, że żyje jeden z kolegów kursowych ks. Machy! Jest to, mający aktualnie prawie 105 lat, ks. Józef Pośpiech, który od czasów wojny mieszka i pracuje jako duszpasterz za granicą (aktualnie w Szwajcarii). Były też osoby pamiętające go ze Starego Chorzowa, z parafii rodzinnej, m. in. dwaj ministranci, którzy towarzyszyli mu w czasie aresztowania. Byli także świadkowie „ex audito”, czyli ze słyszenia. Nie znalazł się żaden z jego kolegów czy współpracowników z działalności konspiracyjnej. To nie dziwi, gdyż w warunkach konspiracyjnych znani byli tylko ci, co ginęli, a nie znane były nazwiska tych, którzy przeżyli, więc nie sposób było do nich dotrzeć. Tym bardziej, że przez dziesięciolecia PRL-u ci ludzie nie mogli przyznać się do tej działalności. Natomiast zachowały się wcześniej spisane świadectwa oraz inne dokumenty. Ważne było np. świadectwo kapelana więziennego, spisane w latach 60-tych, a także świadectwa niektórych kolegów rocznikowych.

Jeśli chodzi o inne dokumenty historyczne niezbędne do procesu, to weszliśmy we współpracę z Instytutem Pamięci Narodowej. Zaprosiłem do komisji historycznej prokurator Ewę Koj. Jej współpracownicy w archiwum w Berlinie odnaleźli w 2014 r. akt oskarżenia oraz wyrok śmierci ks. Jana Machy. Wydawało się, że zostały one spalone przez Niemców opuszczających Katowice. A jednak odnalazły się, dzięki kopiom przesłanym do berlińskiej centrali.

KAI: A czy można mówić o jakiś elementach kultu, stwierdzonych podczas procesu beatyfikacyjnego?

- W czasie procesu ujawniły się osoby, które czcząc go jako męczennika, modliły się za jego wstawiennictwem. Ludzie przychodzili też licznie na jego symboliczny grób na cmentarzu. Zaczęły się też pojawiać pewne znaki działania Sługi Bożego, czego dowodem było wyproszenie różnych łask, nie wyłączając uzdrowień. Świadectwa te zostały dołączone do Positio. Nie były jednak badane jako cuda, gdyż proces o męczeństwo tego nie wymaga. Zresztą takie świadectwa wyjątkowych łask pojawiają się stale nowe.

KAI: Kiedy rozpoczął się etap watykański procesu beatyfikacyjnego i jak przebiegał?

- Watykańska część procesu rozpoczęła się 16 marca 2016 r. uroczystym otwarciem akt procesu diecezjalnego. Kongregacja wyznaczyła relatora, o. Zdzisława J. Kijasa OFM Conv, tym samym zaczął się etap studium i udowadniania męczeństwa Sługi Bożego. Napisane przez postulatora Positio, czyli dokument dowodzący świętości poprzez męczeństwo zostało złożone przez abp. Wiktora Skworca na ręce kard. Angelo Amato, prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych 11 grudnia 2017 roku. Dwukrotnie dyskutowali nad nim członkowie watykańskiej Komisji Historycznej (8 V 2018 i 19 VI 2018). Następnie dokument został przeanalizowany przez członków Komisji Teologicznej. Ostatecznie został przyjęty podczas kongresu Komisji Teologicznej 8 listopada 2018 r. 5 listopada 2019 r. odbyła się pod przewodnictwem prefekta kard. Angelo Becciu sesja zwyczajna kardynałów i biskupów członków Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Grono to uznało, że sługa Boży został zabity z nienawiści do wiary, a w Positio zostało dowiedzione, że jego śmierć miała charakter męczeński. Na tej podstawie papież nakazał wydać dekret beatyfikacyjny o męczeństwie Sługi Bożego ks. Jana Machy.

KAI: Jak brzmi uzasadnienie dekretu beatyfikacyjnego?

- W dekrecie, który jeszcze nie został opublikowany, mają się znaleźć między innymi takie zdania: „W mrokach niesprawiedliwego uwięzienia powierzył swoje życie Panu. W godzinie próby znalazł w Bogu siłę i łagodność, aby stawić czoła trudnej Kalwarii prześladowań” oraz „ofiarował swe życie bez urazy wobec prześladowców”. Dekret odwołuje się do tego, że naród polski w swojej udręczonej historii zaborów i okupacji zawsze uważał religię katolicką za element jednoczący i pomagający budować wspólnotę. Stąd zrozumiała jest postawa ks. Jana Machy, który zajął się organizacją pomocy charytatywnej, a prześladowca zabił Sługę Bożego jako kapłana „niewygodnego” dla reżimu z powodu jego działalności.

KAI: Jak będzie wyglądała uroczystość beatyfikacyjna? Czy nie jest ona zagrożona z powodu epidemii, podobnie jak beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego? Jak wyglądają przygotowania na Śląsku oraz w całej Polsce?

- Do beatyfikacji przygotowujemy się od momentu, kiedy papież podjął decyzję, że będzie ona możliwa. Następnie abp Wiktor Skworc w porozumieniu z sekretariatem stanu Stolicy Apostolskiej ustalił datę beatyfikacji ks. Jana na 17 października 2020 r. Legatem papieskim będzie prefekt Kongregacji ds. Świętych kard. Angelo Becciu.

Organizacją uroczystości zajmuje się powołany przez abp. Skworca specjalny komitet powołany do przygotowania beatyfikacji. Poszczególne działania i inicjatywy są opracowywane i koordynowane przez sekcje: formacyjną (modlitewną, ewangelizacyjną, katechetyczną), liturgiczno-muzyczną, promocyjną (medialną, graficzno-wydawniczą) oraz logistyczno-ekonomiczną. Kiedy jednak ruszyliśmy z tymi pracami, przyszła zaraza. Nie oznaczało to bynajmniej, że spoczęliśmy na laurach. Każdy z nas w swoim wymiarze pracuje.

KAI: Jak prowadzona jest popularyzacja, gdyż jest to postać poza Śląskiem niemal nieznana?

- W seminarium duchownym w Katowicach przygotowywana jest izba pamięci ks. Jana. Zostaną do niej przekazane wszystkie pamiątki, jakie po nim pozostały. Niebawem ukaże się książka w przystępnej dla każdego formie przybliżającą postać śląskiego męczennika. Jej autorką jest Agnieszka Huf związana z "Gościem Niedzielnym". Napisałem też wiele artykułów naukowych o ks. Masze i opublikowałem jego listy i kazania. Od kilku lat istnieje portal www.ksmacha.pl, gdzie znaleźć można wiele informacji o Słudze Bozym i procesie beatyfikacyjnym. Ponadto w ostatnich miesiącach stworzony został portal internetowy: www.janamacha.gosc.pl, którego autorem jest dr Andrzej Grajewski. Redakcja „Gościa Niedzielnego” przygotowała też dwa konkursy. Pierwszy adresowany jest do Parafialnych Zespołów Caritas i grup charytatywnych. Chodzi o przygotowanie projektu aktywizującego osoby starsze w parafii. Drugi konkurs skierowany jest do młodych sportowców.

Na tydzień przed beatyfikacją ma się odbyć turniej piłki ręcznej pod jego patronatem. O szczegółach obu konkursów informuje „Gość Niedzielny” i portal www.janmacha.gosc.pl. Ponadto przygotowywany jest nowy film dokumentalny, reżyserowany przez Wojciecha Królikowskiego. Pokaże on nie tylko osobę i życie ks. Jana, ale i proces beatyfikacyjny. Film przygotowuje TVP Katowice. Ukaże się przed beatyfikacją.

KAI: Sama uroczystość beatyfikacyjna gdzie się odbędzie?

- W Katowicach w katedrze Chrystusa Króla 17 października br. o 10-tej. Wokół niej mają być rozstawione telebimy i ufamy, że sektory dla wiernych. Oczywiście zobaczymy na co pozwoli epidemia, gdyż na razie Śląsk jest mocno zainfekowany. Spodziewamy się też delegacji z Niemiec, tym bardziej, że nasz arcybiskup od lat jest członkiem kościelnej Grupy Kontaktowej polsko-niemieckiej.

KAI: Jakim wzorem świętości jest ks. Jan Macha. Jako zwykli śmiertelnicy co możemy zrobić, by iść po jego śladach?

- Potrzebne nam są trwałe punkty odniesienia i wyraźne świadectwo tych, którzy oddali życie z miłości do Chrystusa. To może pomóc nam odnowić zapał wiary. Męczennicy, ich postawa, wybory, podejmowane decyzje, rezygnacja z łatwego życia, są widocznym przykładem, w jaki sposób zaangażować całe swoje życie w wyborze miłości wobec Boga i bliźnich. Także dziś, kiedy coraz trudniej oprzeć się stylowi życia promującemu to, co łatwe i przyjemne.

W czasach współczesnych potrzeba wyraźnych świadków miłości heroicznej i dlatego tym większa jest wartość jego przykładu życia i niezachwianej wiary. Jest wzorem dla współczesnych ludzi, którzy chcą nadać sens swojemu życiu i nie zadowalać się tym, co ulotne, często negatywne, zaproponowane przez współcześnie dominujące trendy.

I jeszcze jedno. Ks. Jan Macha ma być patronem Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego. To niezwykle ważna wskazówka dla seminarzystów i młodych kapłanów: masz trwać wiernie w powołaniu, być wrażliwym na Boga i wyczulonym na ludzką biedę.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Premier o liście ambasadorów: tolerancja należy do polskiego DNA

2020-09-28 14:37

[ TEMATY ]

LGBT

Mateusz Morawiecki

KPRM

Tolerancja należy do polskiego DNA, nikt nas jej nie musi uczyć; zgadzam się z listem ambasadorów, że szacunek należy się każdej osobie, zupełnie nie zgadzam się, że w Polsce są osoby, którym ten szacunek jest odbierany - powiedział w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki.

W niedzielę ambasadorzy kilkudziesięciu krajów w Polsce wyrazili w liście otwartym poparcie dla wysiłków na rzecz podniesienia świadomości społecznej na temat problemów dotykających m.in. społeczności gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI) w Polsce. Sporządzanie listu koordynowała Ambasada Królestwa Belgii w Polsce.

"Tolerancja należy akurat do polskiego DNA, wystarczy prześledzić chociażby ostatnią i przedostatnią historię, żeby się o tym przekonać, nikt nas tolerancji nie musi uczyć, ponieważ jesteśmy narodem, który tolerancji uczył się przez wieki" - powiedział premier Morawiecki na konferencji w KPRM.

Jak mówił, zgadza się z listem w tym zakresie, w którym jest mowa, że szacunek należy się każdej osobie. "A zupełnie nie zgadzam się z listem ambasadorów w tym miejscu, gdzie mówią, że w Polsce są osoby, którym taki szacunek jest w jakikolwiek sposób odbierany" - powiedział szef rządu.

Mówił, że "prowokacją i deep fake'em" były tabliczki z napisem "LGBT free zone", które - jak mówił premier - pewien mężczyzna przykręcał przy tablicach z nazwami polskich miejscowości. (PAP)

autor: Karol Kostrzewa

kos/ godl/

CZYTAJ DALEJ

Rzecznik MZ: nowy sposób przedstawiania statystyk COVID-19 daje pełniejszy obraz epidemii

2020-09-29 12:03

[ TEMATY ]

koronawirus

Adobe Stock

Nowy sposób przedstawiania statystyk dotyczących zgonów w wyniku COVID-19 daje pełniejszy obraz przebiegu epidemii - powiedział PAP rzecznik prasowy resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz, komentując zmianę w sposobie podawania przez ministerstwo liczby zmarłych na tę chorobę.

Ministerstwo Zdrowia od wtorku wprowadziło zmianę w przedstawieniu danych dotyczących raportowania zgonów w wyniku koronawirusa. Uszczegółowiło, ile osób, spośród zmarłych, nie miało chorób współistniejących.

"Od dziś zmieniliśmy sposób raportowania zgonów (na COVID-19 - PAP). Zgodnie z trendem obowiązującym w innych państwach rozbicie na zgony typowo z powodu COVID-19 i zgony z powodu współistnienia COVID-19 z innymi chorobami w sposób pełniejszy odzwierciedla przebieg epidemii. Jednocześnie pokazuje to społeczeństwu, jakim zagrożeniem jest COVID-19 przy współistnieniu innych chorób" - powiedział PAP Andrusiewicz.

Z wtorkowego zestawienia wynika, że wirusa SARS-CoV-2 wykryto u kolejnych 1 326 osób, wobec piątkowego rekordu 1 587. Z powodu COVID-19 zmarło kolejnych 36 osób, 30 z nich miało choroby współistniejące. Najmłodsza ofiara miała 41 lat.

Najwięcej nowych przypadków – 1 587 – było w piątek 25 września. W poniedziałek zanotowano 1 306 przypadków, w niedzielę 1 350, a w sobotę 1 584, co spowodowało, że bilans wykrytych od 4 marca, czyli początku epidemii w Polsce, zakażonych wzrósł do 89 962. Od tego czasu śmierć w wyniku choroby poniosło 2 483 zakażonych, wyzdrowiało 68 955 chorych.

Równocześnie też resort po raz pierwszy przedstawił w swoim codziennym raporcie liczbę testów zleconych przez lekarzy rodzinnych (POZ). Wynika, że na wymaz skierowali oni od środy 9 września, gdy przyznano im do tego prawo, 14 tys. 776 pacjentów, z czego 2 877 w ostatniej dobie. Natomiast łącznie laboratoria przebadały już 3 304 430 próbki, a w ostatniej doby wykonano ponad 23,1 tys. testów.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję