Reklama

Zdrowie

Towarzyszy nam cisza...

Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że to, co dotychczas było priorytetem, przestaje nim być. Kariera zawodowa, podróże, pasje, dbanie o siebie przestają nagle wystarczać. Człowiek pragnie czegoś więcej – chce stworzyć rodzinę, doświadczyć rodzicielstwa.

Idzie za tym planowanie wystroju mieszkania, łóżeczka, wózka. Na zakupach wzrok przyciągają śpioszki, śliniaki i miniaturowe buciki... A tymczasem pojawia się problem: niepłodność.

Czym jest niepłodność

Polskie Towarzystwo Ginekologiczne definiuje niepłodność jako niezdolność do zajścia w ciążę w czasie 12 miesięcy współżycia. Nie należy mylić niepłodności z bezpłodnością. Niepłodność to choroba, którą można leczyć. Bezpłodność jest stanem nieodwracalnym.

Z psychologicznego punktu widzenia problem jest inaczej postrzegany przez kobiety, a inaczej przez mężczyzn, ale posiadanie potomstwa dla obojga może się stać tak mocnym pragnieniem, że trudności w jego realizacji spowodują ogromne obciążenie psychiczne. Zdiagnozowana niepłodność może się wtedy stać treścią życia, a przecież okres starania się o dziecko powinien się kojarzyć z pozytywnymi emocjami.

Reklama

– Czekanie na upragnione dwie kreski na teście ciążowym o mało nie doprowadziło mnie do obłędu – zwierza się Danusia, pracownica biblioteki miejskiej. – Po stracie pierwszego dziecka okazało się, że mamy problem z poczęciem kolejnego. Przypominałam sobie wszystkie obostrzenia z pierwszej ciąży: nie można się forsować, trzeba się dobrze odżywiać, nie farbować włosów, nie myć okien itp. Dochodziło do tego, że spodziewając się co miesiąc pozytywnego wyniku testu, szybko myłam okna, prałam firanki, farbowałam włosy. Trwało to 2 lata. Wyobrażasz sobie mycie okien dwa razy w miesiącu na wszelki wypadek? Farbowanie włosów co dwa tygodnie, by być przygotowaną na ciążę? Zapasy luteiny i duphastonu, które mogłyby wystarczyć dla dwudziestu ciężarnych? Czysty obłęd! – mówi Danusia.

Jednak w pełni zrozumiały, bo dla większości kobiet macierzyństwo jest istotnym elementem roli społecznej, którą odgrywają. Dlatego kobiety niepłodne często czują się nieakceptowane społecznie, a co za tym idzie – mają poczucie winy i krzywdy.

Niepłodność jest również problemem dla mężczyzny. Dla niego posiadanie potomstwa to niejako naturalny obowiązek. Dlatego rozpoznanie niepłodności może spowodować, że zakwestionuje on własną męskość, z czym wiążą się stres, gniew, a nawet depresja.

Reklama

Diagnostyka i leczenie

Diagnostyka niepłodności to badania w kierunku wykrycia jej przyczyn. Pierwszym jej elementem jest wywiad lekarski, a następnie przeprowadza się badania w celu ustalenia kierunku leczenia, po którym możliwe jest zajście w ciążę. Większość badań jest refundowana, ale trzeba się też przygotować na koszty. W zależności od wybranej opcji leczenia koszty te mogą być różne. Lekarz ginekolog może też skierować parę do placówki leczenia niepłodności, która działa np. przy szpitalu klinicznym. Niektóre z tych placówek leczą niepłodność metodą naprotechnologii i wiele par się na nią decyduje. „Naprotechnologia pozostaje w dialogu między medycyną, etyką i wiarą” – mówi w wywiadzie dla Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka lek. Daria Mikuła-Wesołowska, dyrektor Ogólnopolskiego Ośrodka Troski o Płodność. „Po latach poszukiwań małżonkowie spotykają się z profesjonalistami, którzy mają konkretne propozycje oraz odwagę, by podjąć diagnostykę i leczenie”.

– Denerwuje mnie, gdy ktoś sugeruje, że będziemy mieli dziecko we właściwym czasie, jak Pan Bóg da, i jest zdziwiony, że chodzimy do lekarza. Owszem, Pan Bóg da, ale dał nam też odpowiednie środki, takie jak badania i leczenie – mówi Renata, nauczycielka w szkole średniej. Po leczeniu trwającym 6 lat cieszą się dzisiaj z mężem 4-letnim Mateuszem i 2-letnią Asią. – Nie chcę wracać do tego, co przeszliśmy: chodzenie od drzwi do drzwi gabinetów lekarskich, wyczekiwanie na wyniki coraz to nowych badań, załamania i nowe nadzieje... Ale warto było – dodaje.

O znaczeniu „niestarania się”

– Zaczęliśmy się starać o dziecko, a ono się nie pojawiało. Mijały miesiące, lata, a tu cisza i pustka... Nie czułam się matką i nie czułam się kobietą. Pojawiały się myśli, że już lepiej jest chyba poronić i doświadczyć krótkotrwałego uczucia bycia mamą niż być tak nieprzydatną. W końcu narastająca frustracja doprowadziła mnie pod drzwi gabinetu lekarskiego. Za namową psychologa zrobiliśmy sobie przerwę w staraniach. Owocem tej przerwy jest Antoś – mówi Sylwia, nauczycielka w przedszkolu.

Nie zawsze jednak „niestaranie się” przynosi taki efekt. – Rady, by wyluzować i odpuścić, wyprowadzają mnie z równowagi. Robienie uwag, że się nie udaje, bo za bardzo chcę, to tak samo jak zalecanie osobie spragnionej, by przestała myśleć o piciu. Odpuszczamy, wyjeżdżamy na wakacje, a problem nie znika – mówi Małgosia, zadbana 40-letnia pracownica banku. Wraz z mężem starają się o dziecko od 10 lat. – I w naszym domu nadal cisza... I myślę, że nigdy nie pogłaskam rosnącego brzucha, nie powącham niemowlęcej główki... – dodaje.

Wsparcie psychologiczne

Należy podkreślić, że niekiedy niepłodność ma charakter idiopatyczny, co oznacza, że jej przyczyn nie da się ustalić, niemożliwe jest więc wdrożenie odpowiedniego leczenia. – Niepłodność idiopatyczna wtórna! Słyszysz, jak to brzmi? – pyta Danusia. – Idiotyczna – to bardziej właściwe określenie, bo jesteśmy przebadani od stóp do głów i z medycznego punktu widzenia powinniśmy mieć tabun dzieci, a nie mamy. Nasz przypadek pokazuje, że tak naprawdę to nie człowiek i nie medycyna decydują o nowym życiu – dodaje.

Jeśli droga do rodzicielstwa jest tak kręta i ciernista, obok specjalistycznej diagnostyki i leczenia wymaga również determinacji obojga małżonków i radzenia sobie z ewentualną porażką. W tej walce bardzo ważne są sfera emocjonalna i okazywane sobie nawzajem wsparcie. Zwłaszcza trudno zrozumieć uczucia, które miotają kobietą. Przeprowadzone badania pokazują, że kobiety leczące się z powodu niepłodności odczuwają podobny poziom stresu jak pacjenci onkologiczni. Najtrudniejsze są pierwsze lata, kiedy małżonkowie mają za sobą rok starań i korzystają już ze wsparcia medycznego – wtedy to, co do niedawna dawało nadzieję, staje się rozczarowaniem. I właśnie wtedy powinni dostać wsparcie psychologiczne.

Co ludzie powiedzą?

:W: W małych miejscowościach nieposiadanie potomstwa to powód do wstydu.

Bardzo trudna jest presja otoczenia, które zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z tego, jakim obciążeniem psychicznym jest niemożność posiadania własnego dziecka.

– Największego doła łapię, kiedy słyszę o kolejnych ciążach w moim otoczeniu i widzę wózki na ulicach... A wiosną to już w ogóle – gdzie nie spojrzysz, nowe życie, tylko nie u nas. Bociany, kotki, gniazda pełne piskląt, a nasze gniazdo wciąż puste, mimo że tak przygotowane – zwierza się Małgosia. – Ludzie też dają nieźle popalić swoimi pytaniami: „a kiedy wy?”, „na co wy czekacie?”. Czasem łzy same cisną się do oczu i ma się ochotę wykrzyczeć, że to nie ich sprawa. Człowiek ma wielki problem i nie ma ochoty o tym opowiadać – dodaje.

Ludzie starający się dłuższy czas o dziecko przeżywają wystarczająco wiele stresu i frustracji. – Czego nie chcą usłyszeć? – pytam moje rozmówczynie. – Na pewno złotej rady: „jest jeszcze adopcja”. To dwie różne drogi. Obie piękne, ale każdy ma prawo wyboru, którą z nich i kiedy chce iść. Tak samo denerwują teksty: „jak zaadoptujecie, to doczekacie się swojego”. Przecież dziecko adopcyjne nie może być środkiem do celu – oburza się Małgosia. – Do furii doprowadza mnie stwierdzenie: „wy to macie fajnie, żadnych stresów, robicie, co chcecie, śpicie, ile chcecie”. Taaak! Tyle lat po ślubie nie mamy dzieci tylko dlatego, żebyśmy się mogli wyspać i żeby nam nie przeszkadzały w rozrywkach – mówi z sarkazmem Danusia.

Co na to Kościół?

Ksiądz Arkadiusz Olczyk, doktor habilitowany teologii moralnej, napisał: „Niepłodność nie jest karą od Boga, który jest Dawcą i Źródłem wszelkiego życia i od początku pobłogosławił obdarowywanie życiem (...). Jest na pewno osobistym dramatem małżonków (...). Pragnienie dziecka jest czymś naturalnym. Tu nie ma dyskusji. Co więcej, obecna technologia medyczna pozwala temu dramatowi zaradzić sztucznym zapłodnieniem. Ale medycyna nie stoi ponad etyką, dlatego rodzi się pytanie: Czy pragnienie dziecka może być realizowane za wszelką cenę i wszelkimi możliwymi metodami?”.

Kościół daje wsparcie osobom borykającym się z niepłodnością przez działające w nim duszpasterstwa. Na stronie jednego z nich czytamy: „Nie lękajcie się, nie jesteście sami. Tutaj wszyscy mamy «ten problem» i nikt nie zadaje niewygodnych pytań. Rozumiemy się bez słów, ale oferujemy słowa i konkretne gesty wsparcia oraz wzajemną modlitwę, a w przeżywanych przez nas trudnościach z poczęciem staramy się odnajdywać Boga i z Jego miłości czerpać siły”.

Dzień Świętości Życia i Słowa Boga „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”.
Przekazanie życia to jedno z największych pragnień chyba każdej rodziny. Co jednak, kiedy oczekiwanie na dziecko się przedłuża?
Niepłodność. Światowa Organizacja Zdrowia, umieszczając ją na liście chorób cywilizacyjnych, pokazała skalę problemu: 60-80 mln par na świecie jest stale lub okresowo dotkniętych niepłodnością. Boryka się z nią coraz więcej par, zwłaszcza w krajach rozwiniętych. Szacuje się, że w Polsce doświadcza jej ok. 1-1,5 mln par. W równym stopniu dotyka kobiet i mężczyzn (po 45%), a w 10% przypadków wskazanie jej źródła jest niemożliwe. Utrzymuje się na poziomie 15% na całym świecie. Pocieszające jest to, że niepłodność jest często stanem odwracalnym i może być skutecznie leczona.
Jakie są przyczyny niepłodności? Zła dieta, brak aktywności fizycznej, niewłaściwy styl życia, nieprawidłowa masa ciała, używki, zanieczyszczenie środowiska, brak nawyku okresowych badań, chroniczny stres – to wszystko ma wpływ na naszą płodność. Choć oczywiście, rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana.Jak radzą sobie ci, którzy walczą o nowe życie w swojej rodzinie? Gdzie szukają wsparcia? Co proponuje im medycyna?
k.m.

2020-03-18 10:59

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gdy kamienie atakują

Niedziela Ogólnopolska 12/2020, str. 58

[ TEMATY ]

porady

leczenie

ból

kamica

nerki

kolka nerkowa

Adobe.Stock

Kamica jest jedną z tych chorób, które dotykają kobiety i mężczyzn, dzieci i seniorów.

Kamica układu moczowego może się rozwinąć z powodów genetycznych, nieprawidłowości w budowie anatomicznej układu moczowego, jej przyczyną mogą też być: dieta – szczególnie mała ilość wypijanych płynów – jakość pitej wody oraz współistniejące choroby, zwłaszcza te o podłożu metabolicznym.

Kamienie nerkowe mogą przez dłuższy czas nie dawać objawów, aż do chwili wystąpienia kolki nerkowej, czyli nagłego ostrego bólu, zwykle w okolicach lędźwiowych. Jeżeli kamica dotyczy nerek i moczowodu, ból może promieniować do podbrzusza i kończyn dolnych, a także krocza u kobiet i jąder u mężczyzn. Dolegliwościom tym mogą towarzyszyć mdłości i wymioty oraz kłopoty z oddawaniem moczu, np. wzmożone parcie na pęcherz lub krwiomocz. Jeżeli kamica dotyczy pęcherza moczowego, to najczęstszymi objawami są bóle podbrzusza, częstomocz oraz krwawienie.

Kamica może też spowodować bezmocz, zwłaszcza jeśli występuje w jedynej nerce. Jeżeli chorobie towarzyszy zakażenie w drogach moczowych, może wystąpić gorączka.

Najgroźniejszym, chociaż rzadkim, przypadkiem jest posocznica bakteryjna, czyli urosepsa. Jest to stan, w którym bakterie z zakażonych dróg moczowych przedostają się do krwi i wywołują uogólniony ostry stan zapalny organizmu. Taki stan wymaga szybkiej specjalistycznej pomocy medycznej.

W kolce nerkowej podawane są silne leki przeciwbólowe oraz rozkurczowe, a także preparaty ziołowe działające moczopędnie i rozkurczająco na drogi moczowe. Koniecznie trzeba zwiększyć ilość spożywanych płynów do ok. 2 l na dobę, pomocne mogą być gorące kąpiele, a także nagrzewanie okolic lędźwiowych. Takie postępowanie może być skuteczne w przypadku małych złogów, których rozmiar nie przekracza 5 mm, ponieważ te mogą zostać wydalone samoistnie. Jeżeli dolegliwości nie ustępują lub się nasilają, trzeba się zgłosić do specjalistycznej placówki medycznej. Dokładna diagnoza – przy zastosowaniu usg, tomografii komputerowej lub urografii – pozwoli ustalić metodę leczenia. Jej wybór zależy od rozmiaru, położenia i składu kamieni.

Najmniej inwazyjnym sposobem leczenia zabiegowego jest obecnie zewnątrzustrojowe kruszenie złogów za pomocą fali uderzeniowej w znieczuleniu miejscowym. Stosowane są też metody endoskopowe, niektóre przypadki wymagają natomiast leczenia metodą laparoskopową.

Po usunięciu złogów trzeba pamiętać o profilaktyce, ponieważ kamica nerkowa często nawraca. Ważne, aby zbadać skład chemiczny kamieni, które mogą być zbudowane ze szczawianów lub fosforanów wapnia, mogą być też złogami moczanowymi lub cystynowymi. Skład złogów decyduje o wyborze diety, której stosowanie pomoże w zapobieganiu nawrotom. Trzeba też pamiętać o piciu dużej ilości płynów, przyjmowaniu – w porozumieniu z lekarzem – ziołowych środków zapobiegających kamicy bądź działających moczopędnie, a także o stosowaniu preparatów zawierających magnez i witaminę B6. >>n

Wysłuchała Anna Wyszyńska

CZYTAJ DALEJ

Wystąpienie premiera Morawieckiego w Sejmie to punkt zwrotny tej kampanii

2020-06-04 18:16

[ TEMATY ]

premier

kampania

Eryk Mistewicz

Adam Guz/KPRM

Mateusz Morawiecki odreagował tygodnie partyjnych ataków. Z głowy, bez kartki, przedstawił w Sejmie jasną wizję Polski, porwał energetyczną, z pasją opowieścią i pokazał, ile jeszcze dobrego może zrobić duet Morawiecki-Duda. To było jedno z lepszych wystąpień w polskim Sejmie. Konkretne, stanowcze, ofensywne – mówi Eryk Mistewicz, ekspert kampanii wyborczych, prezes Instytutu Nowych Mediów

ZOBACZ PRZEMÓWIENIE PREMIERA MATEUSZA MORAWIECKIEGO

- W jakim etapie kampanii prezydenckiej jesteśmy?

- Niedługo ostatnia prosta, wówczas już nie można zrobić ani jednego błędu. Tymczasem wszyscy zawodnicy są absolutnie zmęczeni dotychczasowymi zwodami, zmianami, wyborcy oczywiście też.

- Świeże siły prezentuje w tej sytuacji kandydat Platformy, Rafał Trzaskowski.

- Tak. Kandydat PO dysponuje gigantycznym handicapem, ma o wiele łatwiej od wszystkich innych uczestników wyścigu. Jest młody, świeży, niesterany kampanią, nieopatrzony tak, jak opatrzony stał się już Szymon Hołownia, Władysław Kosiniak-Kamysz, nie mówiąc już o urzędującym prezydencie, Andrzeju Dudzie. Trzaskowski jest przy tym „teflonowy”, także za sprawą skali ataków prowadzonych przeciwko niemu, która jest tak duża, tak przewidywalna, że stała się przeciwskuteczna. Jeśli nic zasadniczo wielkiego się nie wydarzy, Rafał Trzaskowski zmierzy się w drugiej turze z Andrzejem Dudą. To będą dwie odmienne wizje Polski, jasne i zrozumiałe odmienne opowieści o Polsce.

- Wielokrotnie mówił Pan o tym, uczestnicząc i obserwując zagraniczne kampanie wyborcze, że urzędujący prezydent zawsze ma trudniejsze zadanie. Niezależnie od tego, ile dobrego by zrobił w trakcie kadencji, zawsze jest już jakoś „opatrzony”, względem świeżych walczących z nim konkurentów - ma trudniej. Jaka to jest kampania dla Andrzeja Dudy?

- Równie trudna jak ta z 2015 r. W pewnych zakresach wręcz trudniejsza. Na pewno nie jest to kampania oczywista, w sposób oczywisty gwarantująca zwycięstwo Andrzejowi Dudzie. Ta kampania zresztą już trwa i trwa, pandemia wydłużyła ją niemiłosiernie. Ten czas zużywa już wszystkich. A ileż może pan prezydent wspominać sukcesy swojej prezydentury, mówić o gigantycznej skali programów redystrybucji środków, o sukcesach w polityce zagranicznej, bezpieczeństwie energetycznym. Ile razy można to powtarzać, ile kółek można robić po Polsce odwiedzając po raz kolejny powiat po powiecie? W kontaktach z ludźmi radzi sobie rzeczywiście dobrze, ale czy to gwarantuje mu zwycięstwo w tych wyborach? Szczególnie przy wejściu na arenę nowego zawodnika i de facto rozpoczęciu kampanii na nowo?

- Co będzie głównym punktem sporu, linią kampanijnego wyścigu?

- Jak już powiedziałem: dwie wizje Polski. Bowiem Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski są na antypodach, różnią się właściwie we wszystkim. Różny jest ich stosunek do wiary i wartości, tożsamości narodowej i historii, inną mają wrażliwość społeczną, inna jest ich empatia, inne podejście do słabszych i gorzej sytuowanych w wyniku przemian ostatnich 30 lat. Inne jest ich rozumienie miejsca podległości Polski wobec instytucji europejskich itd. itd.

- Mateusz Morawiecki w Sejmie, prosząc o wotum zaufania dla swojego gabinetu, i opisując tę różnicę użył sformułowania „rozumienie polskich interesów”. Odmienne u niego i Andrzeja Dudy, a odmienne u polityków opozycji.

- Wystąpienie premiera Morawieckiego w Sejmie to był punkt zwrotny tej kampanii. I jedno z lepszych jego wystąpień. Konkretne, stanowcze, ofensywne. Nie spodziewałem się, że wyrwie opozycji datę 4 czerwca i zaproponuje tak silną, z pasją, energią, bez kartki i zdaje się bez specjalnego przygotowania, opowieść o Polsce i dylematach przed którymi wszyscy stoimy. Że poprosi o głos, wejdzie na mównicę i po prostu odreaguje w pełnym pasji wystąpieniu miesiące, a szczególnie ostatnie tygodnie poniewierania przez opozycję, która wyprowadzała przeciwko niemu i jego ministrom właściwie ciągłe ataki, także z atakowaniem Polski z zewnątrz, z użyciem instytucji unijnych. Swoją drogą coś niebywałego, nie do wyobrażenia np. aby politycy francuscy, nawet pozostający w takim zwarciu z rządem jak Marine Le Pen czy Jean-Luc Melenchon zdecydowali się na atakowanie Francji spoza kraju. Wyborcy by ich roznieśli.

- Dlaczego wystąpienie premiera Morawieckiego było punktem zwrotnym kampanii?

- Po pierwsze, pokazało niesłychaną jak na ten etap rządów i po kilku przesileniach jedność, wspólnotę obozu zmiany. Wyniki głosowania o wotum zaufania pokazały, że próby rozbicia tego obozu, choć wciąż będą następowały, na tę chwilę palą na panewce.

Po drugie, nadawało energetyczną nową jakość, ale również intelektualną świeźość. Po tym wystąpieniu wiadomo bardzo dokładnie o co chodzi duetowi Duda-Morawiecki, o jaką Polskę. Wiadomo, z jakimi siłami walczą, kto im i wszystkim Polakom przeszkadza, komu nie w smak ich działanie – zostało to jasno nazwane, bardzo dokładnie i w prostych słowach opowiedziane. Opowiedzieli też, co osiągnęli w ostatnich miesiącach, dzięki jakim działaniom przeprowadzili nas Polaków przez największą katastrofę epidemiologiczną, ale i ze skutkami gospodarczymi, ostatniego pół wieku.

Po trzecie, wreszcie wiadomo dokąd idziemy. Dokąd i po co. Premier Morawiecki nawiązał do wielkich powojennych planów odbudowy, do Planu Marshalla, ale i do Planu Junckera nadania energii Europie. Trudno uprawiać politykę bez wizji. Trudno uprawiać politykę jak sztukę dla sztuki. Plan Dudy czyli postawienie na inwestycje, a co za tym idzie na nowe miejsca pracy, na impuls rozwojowy, na wielkie inwestycje publiczne, na rozruszanie tak wielu branż to plan, na który kontrkandydatom Andrzeja Dudy będzie bardzo trudno odpowiedzieć. To jest właśnie ten moment kampanii, w którym urzędujący prezydent pokazuje wizję i determinację w jej wprowadzaniu. Swoją drogą wyjątkowo trudny moment dla jego kontrkandydatów.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do Prezesa Jerzego Kwiecińskiego

2020-06-05 20:06

[ TEMATY ]

prezes

PGNiG

minister finansów

PGNiG SA

5 pytań do… Pana Jerzego Kwiecińskiego, Prezesa Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, byłego Ministra Inwestycji i Rozwoju, Ministra Finansów w Rządzie Mateusza Morawieckiego.

1. Panie Prezesie, jak Polska dziś zaopatruje się w gaz ziemny?

Jerzy Kwieciński: W Polsce, w gospodarstwach domowych i przemyśle w tej chwili zużywamy prawie 20 mld m3 gazu, z czego mniej więcej 1/5 to jest gaz wydobywany w Polsce, głównie w województwach lubuskim, wielkopolskim, zachodniopomorskim i na Podkarpaciu. W zeszłym roku było to 3,8 mld m3, czyli można powiedzieć, że nasza własna produkcja stanowi 20% rocznego zapotrzebowania. Pozostały gaz musimy niestety importować. Około 20% sprowadzanego gazu przypłynęło do nas w postaci skroplonej, czyli LNG, głównie z Kataru, ale w coraz większym stopniu również z USA. Największa część gazu sprowadzanego przez PGNiG, około 60%, to gaz ze Wschodu, kupowany na mocy umowy jamalskiej z Gazpromem. Kontrakt jamalski wygasa z końcem 2022 roku i do tego czasu struktura dostaw pozostanie mniej więcej podobna, choć z całą pewnością wzrośnie udział gazu skroplonego. Ponadto, w drugiej połowie 2022 roku zostanie uruchomiony gazociąg Baltic Pipe, którym będziemy sprowadzać gaz wydobywany na Norweski Szelfie Kontynentalnym. Będzie to również gaz pochodzący z norweskich koncesji należących do PGNiG.

2. Dlaczego drugie źródło zasilania naszego kraju, jakim jest terminal LNG w Świnoujściu jest tak istotne?

JK: Dzięki terminalowi już teraz możemy sprowadzać gaz z całego świata. Dla Polski to element budowania bezpieczeństwa energetycznego, dla PGNiG – możliwość wyboru dostawcy, co oznacza bezpieczeństwo zaopatrzenia i optymalne ceny.

Rewolucja technologiczna, która się dokonała w Stanach Zjednoczonych, związana z wydobywaniem zarówno gazu, jak i ropy naftowej z łupków, zmieniła światowy rynek tych paliw. Kiedy parę lat temu Stany Zjednoczone zaczęły eksportować gaz łupkowy, Polska była jednym z pierwszych krajów, do których ten gaz w postaci skroplonej zaczął płynąć. To jest o tyle ciekawe, że jeżeli patrzymy w tej chwili na międzynarodowy handel gazem, to jeszcze 20 lat temu opierał się on wyłącznie na transporcie rurociągami. Dzisiaj mniej więcej połowa gazu jest przesyłana rurociągami, a druga połowa jest już w postaci LNG. Gaz w postaci skroplonej jest bardzo konkurencyjny cenowo i to spowodowało tak dużą presję na Rosję i na to, że zaczęła ona tracić po części rynek. Myślę, że liczba terminali, które będą sprzedawały gaz w postaci skroplonej na świecie będzie rosła.

To nie oznacza, ze rurociągi nie mają przyszłości. Dzięki Baltic Pipe, będziemy mogli sprowadzić z Norwegii poprzez Danię, prawie 10 mld m3 gazu rocznie. To kolejny krok w kierunku bezpieczeństwa dostaw i nowe możliwości handlowe dla PGNiG.

3.Czy dzień, kiedy zostanie uruchomiony Baltic Pipe, będzie oznaczał , że Polska rozpoczęła nowy etap - uzyskanie pełnej niezależności energetycznej?

JK: Absolutnie tak. Choć proszę pamiętać, że nasze zdolności sprowadzania gazu do Polski z innych kierunków niż Rosja są już w tej chwili spore i dzięki nim zaspokajamy znaczną część zapotrzebowania polskiego rynku. Gaz do Polski trafia, tak jak wspomniałem, drogą morską, metanowcami i jego ilość będzie dalej rosła. Po 2023 roku mamy zakontraktowane, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, 12 mld m3 gazu skroplonego, co stanowi ponad połowę naszych obecnych potrzeb. Nasze kontrakty na LNG przewidują albo dostawę do kraju, albo możliwość odbioru od producenta, co pozwoli nam swobodnie i w zależności od potrzeb podjąć decyzję, czy ten gaz sprowadzimy do kraju czy też może sprzedamy gdzie indziej. Ponadto mamy coraz więcej połączeń gazociągami. Już nie tylko z Rosją poprzez Ukrainę i Białoruś. Są połączenia z Czechami i Niemcami, budujemy nowe ze Słowacją i z Litwą, co ma na celu tworzenie wspólnego rynku gazu w Europie. Nam przede wszystkim chodzi o utworzenie rynku Europy Środkowo-Wschodniej, co jest jednym z kluczowych projektów w ramach inicjatywy Trójmorza, której Polska jest uczestnikiem.

4. Pod koniec lipca ubiegłego roku zostało podpisane porozumienie gazowe pomiędzy Polską, Ukrainą i Stanami Zjednoczonymi. Jak i w jakich kierunkach będzie się ono materializowało?

JK: Ukraina zużywa mniej więcej 2 razy tyle gazu, co my, natomiast też bardzo dużo produkuje sama. Jednak w obecnym bilansie Ukrainy brakuje około 10 mld. m3 , które ten kraj musi importować. Jedną z możliwości zaopatrzenia może być gaz z USA, który docierałby najpierw do Świnoujścia w postaci skroplonej a potem, po regazyfikacji, byłby tłoczony gazociągami w kierunku południowo-wschodnim. Taka możliwość została już przez nas przetestowana – w zeszłym roku kupiliśmy ładunek LNG w Stanach Zjednoczonych i za pośrednictwem Terminalu LNG im. Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu, dostarczyliśmy go na Ukrainę. Naszym partnerem w tej transakcji po stronie ukraińskiej było ERU Trading, spółka zależna amerykańskiej spółki ERU Management.

Nie będę ukrywał, że liczymy na więcej takich transakcji i rozwój współpracy z Ukrainą.

5. Ostatnio niemiecki regulator oddalił wniosek Nord Stream 2 o wyłączenie spod obowiązującej dyrektywy gazowej. Co to oznacza z perspektywy Polski?

JK: My uważamy, że wszyscy gracze, wszyscy operatorzy na rynku europejskim powinni podlegać takim samym regułom, nikt nie powinien być wyłączony spod obowiązywania europejskich przepisów. Naszym sukcesem w ubiegłym roku było to, że nie udało się Gazpromowi i Niemcom wyłączyć rurociągu Opal w pełni spod zasad wynikających z dyrektywy gazowej. Stroną skarżącą był polski rząd, z którym PGNiG ściśle współpracowało. Już we własnym imieniu uczestniczyliśmy w postępowaniu przed niemieckim regulatorem, który miał zdecydować, czy gazociąg Nord Stream 2 będzie podlegał przepisom dyrektywy gazowej. Ta sprawa również zakończyła się po naszej myśli i Nord Stream 2 nie będzie traktowany w sposób wyjątkowy. Niedługo potem przyszła kolejna dobra wiadomość, – Sąd Unii Europejskiej oddalił skargi Nord Stream i Nord Stream 2 na nowelizację dyrektywy gazowej jako takiej. To wszystko były próby zapewnienia sobie uprzywilejowanej pozycji wbrew zasadom wynikającym z regulacji europejskich i ze szkodą dla bezpieczeństwa energetycznego naszego regionu. Ich niepowodzenie to szansa na dalszą liberalizację rynku gazu, większą liczbę dostawców, niższe ceny. Rewolucja związana z wydobywaniem gazu z łupków i jego transportem w postaci skroplonej wspiera ten proces. Jest on ważny, bo gaz ma do odegrania bardzo ważną rolę w procesie transformacji energetycznej jako paliwo przejściowe. Dlatego jego zużycie będzie w kolejnych latach rosło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję