Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Nowe sanktuarium w Szczecinie

Kościół parafialny św. Andrzeja Boboli przy ul. Pocztowej 22 w Szczecinie został podniesiony do rangi sanktuarium, która miała miejsce 16 maja br.

Niedziela szczecińsko-kamieńska 22/2020, str. III

[ TEMATY ]

relikwie

sanktuarium

św. Andrzej Bobola

Bogdan Organiszczak

Złożenie relikwiarium i relikwii św. Andrzeja boboli u stóp ołtarza (od lewej: ojciec prowincjał Tomasz Ortmann SJ, abp Andrzej Dzięga i ojciec proboszcz Grzegorz Nogal SJ)

Złożenie relikwiarium i relikwii św. Andrzeja boboli u stóp ołtarza (od lewej: ojciec prowincjał Tomasz Ortmann SJ, abp Andrzej Dzięga i ojciec proboszcz Grzegorz Nogal SJ)

W procesji na początku Liturgii proboszcz parafii o. Grzegorz Nogal SJ wniósł do kościoła srebrne relikwiarium (w kształcie trumienki), natomiast relikwie św. Andrzeja Boboli zostały wniesione przez ojca prowincjała Tomasza Ortmanna SJ, przełożonego Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego.

Relikwiarium wykonano w 1917 r. w związku z przełożeniem ciała świętego z trumny drewnianej do metalowo-szklanej. Relikwiarz ten był wystawiony w 1920 r. podczas nowenny o ocalenie Polski i Europy przed zalewem bolszewików.

Reklama

Gdy abp Andrzej Dzięga podjął decyzję o podniesieniu kościoła w Szczecinie do rangi sanktuarium św. Andrzeja Boboli, ojciec prowincjał zakonu przekazał ten historyczny relikwiarz szczecińskim jezuitom.

Przekazanie relikwii

Przed rozpoczęciem Liturgii odpustowej abp Dzięga dokonał poświęcenia relikwiarza. Następnie przekazał relikwie na ręce ojca proboszcza Grzegorza Nogala SJ i zwrócił się do niego słowami: – Jako pasterz Kościoła szczecińsko-kamieńskiego uroczyście przekazuję i na stałe zainstaluję cząstkę relikwii św. Andrzeja Boboli, aby pozostały na wieki w tej świątyni. Niech ich stała obecność stanie się pieczęcią podkreślającą jedność Kościoła św. w Polsce oraz jedność w modlitwie o ład moralny i gospodarczy w naszej ukochanej ojczyźnie.

Następnie ks. kan. dr Julian Głowacki, wicekanclerz Kurii Metropolitalnej Szczecińsko-Kamieńskiej, odczytał dekret o ustanowieniu sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Szczecinie. Po odczytaniu dekretu ksiądz arcybiskup przekazał go ojcu proboszczowi i mianował go kustoszem nowego sanktuarium.

Patron na trudne czasy

Reklama

Po rozpoczęciu Mszy św. i powitaniu zebranych przez ojca kustosza głos zabrał minister Paweł Mucha, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, który odczytał list skierowany do uczestników uroczystości. Wyraził w nim radość z tego, „że w tym szczególnie trudnym dla nas wszystkich czasie epidemii Kościół lokalny w stolicy Pomorza Zachodniego otrzymuje tak potrzebne duchowe wsparcie w osobie św. Andrzeja Boboli”.

Relikwie św. Andrzeja Boboli zostały umieszczone w relikwiarium, które zainstalowano w niszy ołtarzowej szczecińskiego sanktuarium.

W homilii abp Dzięga przypomniał zebranym ważniejsze fakty z życia świętego oraz jego szczególne wstawiennictwo u Boga w trudnych dziejach naszej ojczyzny. Zachęcił wiernych, by docenili orędownictwo św. Andrzeja i poprosił jezuitów, aby nie szczędzili sił w dalszym szerzeniu kultu patrona Polski oraz dążyli do zapewnienia opieki duszpasterskiej wszystkim, którzy będą przybywać do sanktuarium. Po zakończeniu Mszy św. odbyło się nabożeństwo ku czci św. Andrzeja Boboli, odśpiewano także uroczyste dziękczynne Te Deum za ustanowienie sanktuarium.

2020-05-26 18:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rocznica powstania sanktuarium w Licheniu

2020-09-28 17:57

[ TEMATY ]

sanktuarium

Licheń

Biuro Prasowe Sanktuarium

„Chcemy dziękować Bogu za to miejsce i wszystko, co wydarzyło się w tym świętym miejscu przez te wszystkie lata i nadal się wydarza” – mówił ks. Janusz Kumala MIC, kustosz Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej podczas uroczystej sumy w bazylice w niedzielę, 27 września, gdy obchodzono 168 lat istnienia Sanktuarium. W uroczystej liturgii uczestniczyło ponad 2 tys. pielgrzymów.

„Historia Lichenia zaczyna się w 1151 r. od kamiennego krzyża znajdującego się na licheńskim rynku. Postawiony jako znak na starożytnej drodze pomiędzy Kaliszem a Kruszwicą jest świadkiem chrześcijańskich początków tego miejsca” – mówił ksiądz kustosz w okolicznościowej homilii. Wspominał także wydarzenia z grąblińskiego lasu, które interpretowane są jako znak wzywający do nawrócenia. W 1850 roku Matka Boża objawiła się tam pasterzowi Mikołajowi Sikatce. „Gdy w 1852 w Europie szalała epidemia cholery, również w tym regionie dała o sobie znać. Wówczas przypomniano sobie o tym, co mówiła pasterzowi Maryja zapowiadająca nadejście epidemii. Tłumy zaczęły przybywać codziennie, by modlić się i błagać o przebaczenie, miłosierdzie i ratunek. Podjęto decyzję, by zbudować murowaną kapliczkę dla obrazu, którą wystawiono staraniem mieszkańców okolicznych wsi. Decyzją władz diecezjalnych postanowiono przenieść obraz Matki Bożej Licheńskiej z lasu do kościoła parafialnego i uporządkować kult i wspólnotową modlitwę tysięcy ludzi. Maryja sama prosiła Mikołaja o przeniesienie obrazu w godniejsze miejsce” – przypomniał ks. kustosz, podkreślając, że najgodniejszym miejscem dla Matki Bożej są nasze serca. Marianin zaznaczył, że sanktuarium jest nie tylko miejscem, ale to przede wszystkim pielgrzymi, bez których by ono nie istniało. Przywołał też słowa św. Jana Pawła II, który w 1999 r. powiedział o licheńskim sanktuarium, że jest to „miejsce, która Maryja bardzo umiłowała”.

Wspomniana wędrówka obrazu Matki Bożej i historia Lichenia jako sanktuarium maryjnego rozpoczęła się 29 września 1852 r. To nie tylko miejsce, ale też pielgrzymi. Od początku do Lichenia przybywały tłumy, aby uczestniczyć w odpuście 15 sierpnia. Niewielka wieś położona w okolicy lasów i rozległego jeziora gościła nawet 20 tys. osób. Pielgrzymi, o czym świadczą najstarsze relacje, pragnęli przede wszystkim się wyspowiadać. „Każdy chciał doświadczyć Bożego Miłosierdzia. Historia wszystkich sanktuariów znaczona jest powrotem pielgrzymów do Pana Boga. Matka Boża zawsze prowadzi nas do Chrystusa i Eucharystii” – mówił ks. Kumala.

„Chcemy podziękować Bogu za łaskę tego miejsca, że je wybrał, podtrzymuje to miejsce jako żywe sanktuarium, w którym dokonują się cuda przemiany ludzkich serc i cudownych uzdrowień” – dodał kapłan, opowiadając otrzymane niedawno przez sanktuarium świadectwo uzdrowienia 4-letniego dziecka. Chłopiec przyszedł na świat z zaburzeniami autystycznymi. Jego mama podkreślała nadzwyczajny sposób, w jaki ukochał krzyż i mękę Jezusa, o której lubił słuchać, odnosząc się z niezwykłym w tym wieku pietyzmem do krzyża. Rodzice postanowili pojechać do Lichenia, aby powierzyć syna Matce Bożej, gdzie zaczynali i kończyli dzień drogą krzyżową na Golgocie, a chłopiec wyjątkowo angażował się w modlitwę. W kościele, kiedy już matka chciała z nim wyjść, pierwszy raz wypowiedział pełne zdanie i słowa, które rodzice mogli zrozumieć – „Mamo, ja się modlę”, co było znakiem jego uzdrowienia.

W przypadającą dziś, 26. Niedzielę Zwykłą obchodzony jest 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. W Licheniu modlono się w szczególny sposób za polskie rodziny na emigracji, aby wychowywały młode pokolenie w duchu prawdy i uwrażliwiały je na miłość do ojczystego kraju. „Dzień ten pozwala nam uświadomić sobie, kim jesteśmy – mówił ksiądz kustosz – że, jako ludzie jesteśmy na tej ziemi wszyscy w jakimś sensie migrantami, uchodźcami, pielgrzymami. Wszyscy potrzebujemy drugiego człowieka, który mógłby podać rękę. Oczekujemy przyjęcia ze strony innych. Niech życzliwe przyjęcie przez Boga i ludzi w sanktuariach, będzie dla nas zachętą, abyśmy i my umieli i chcieli przyjmować innych, nie traktując nikogo jako zagrożenia. Papież Franciszek stale nam przypomina, że zbyt łatwo zamykamy się przed tymi, którzy nas potrzebują.”

„Jesteśmy wezwani, by w ich twarzach rozpoznać oblicze Chrystusa głodnego, spragnionego, nagiego, chorego, obcego i więźnia, który jest dla nas wyzwaniem (por. Mt 25, 31-46). Jeśli Go rozpoznamy, to my będziemy Mu dziękować za to, że mogliśmy Go spotkać, miłować i służyć Mu” – pisał Papież Franciszek w orędziu przeznaczonym na dzisiejszy dzień.

W modlitwie podczas uroczystej Eucharystii pielgrzymom towarzyszył Sanktuaryjny Kwintet Dęty. W liturgię, m.in. poprzez licznych ministrantów oraz procesję z darami ołtarza, włączyła się grupa pielgrzymów parafii pw. Mikołaja Biskupa z Kraczkowej w diecezji przemyskiej, która przybyła wraz z ks. Grzegorzem Delmanowiczem.

W najbliższą niedzielę, 4 października, księża marianie zapraszają do bazyliki na Dzień modlitw osób stanu wolnego poszukujących męża lub żony. Główna msza zostanie odprawiona o godz. 12.00. Po Eucharystii odbędzie się uroczysty koncert chóru bazyliki licheńskiej „Stabat Mater”.

Licheń Stary, 27 września 2020 r.

Justyna Zacharek

Biuro Prasowe Sanktuarium

CZYTAJ DALEJ

W wyniku powikłań po koronawirusie zmarł były prezes Fundacji Kapucyni i Misje

2020-10-21 09:55

[ TEMATY ]

kapucyni

kapucyni.pl

Śp. brat Sebastian Majcher OFMCap

Śp. brat Sebastian Majcher OFMCap

Polscy kapucyni zmagają się z kolejnymi przypadkami zachorowań na koronawirusa w poszczególnych domach zakonnych. Wczoraj zgromadzenie poinformowało o śmierci br. Sebastiana Majchera OFMCap, byłego prezesa Fundacji Kapucyni i Misje, który przez ostatnie tygodnie zmagał się z powikłaniami po zakażeniu wirusem SARS-CoV-2.

„Z ogromnym smutkiem informujemy, że dzisiejszej nocy powrócił do Przedwiecznego Ojca nasz współbrat Sebastian Majcher” - zawiadomiono na stronie www.kapucyni.pl. Jak napisali zakonnicy, po wstąpieniu do wspólnoty zakonnej w 1996 r. br. Majcher ujmował wszystkich cierpliwością, pracowitością, zaangażowaniem oraz talentem organizatorskim.

„Jeszcze przed święceniami prezbiteratu, które przyjął 24 stycznia 2004 r., dał się poznać jako niezwykle otwarty i pogodny brat, angażując się w duszpasterstwo młodzieży i przygotowując kandydatów do bierzmowania. Ten rys brata mniejszego będącego blisko młodych ludzi towarzyszył mu przez całe życie kapłańskie. Począwszy od posługi katechety, którą podejmował z wielką pasją i oddaniem, skończywszy na opiece duchowej nad Oazą” - opisano zmarłego, który podczas posługi najdłużej przebywał w domach zakonnych w Pile, Wałczu i Bytomiu. Przez rok przebywał w Krakowie-Olszanicy, gdzie był sekretarzem misyjnym i prezesem Fundacji Kapucyni i Misje.

W latach 2015-2020 br. Majcher posługiwał w Wałczu, gdzie był wikarym klasztoru i parafii oraz duszpasterzem Oazy i Domowego Kościoła. Przez ostatnie tygodnie zmagał się z powikłaniami po zakażeniu wirusem SARS-CoV-2. Zmarł w wieku 42 lat.

„Pamiętając w modlitwie o rodzicach i bracie brata Sebastiana, jego bliskich i przyjaciołach z wielką wiarą i nadzieją wołamy: Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!” - zaapelowali kapucyni.

CZYTAJ DALEJ

Silny potrzebuje słabego

2020-10-22 14:38

[ TEMATY ]

rekolekcje

DA Emaus

ks. Jacek Marciniec

Maciej Orman/Niedziela

– Bóg cię potrzebuje i daje ci misję. „Idźcie w pokoju Chrystusa” to nie znaczy: już po wszystkim, dobrej nocy, finał, pozamiatane. To znaczy: idźcie i dzielcie się bogactwem, które macie, bo jesteście za siebie odpowiedzialni – powiedział ks. dr Jacek Marciniec w ostatnim dniu rekolekcji „na dobry początek” w Duszpasterstwie Akademickim Emaus w Częstochowie.

Środa 21 października była dniem sakramentu pokuty i pojednania, który poprzedził Mszę św.

W homilii rekolekcjonista zaznaczył, że Jezus zaprasza nas do stołu Eucharystii, abyśmy budowali wspólnotę, brali udział w Jego radości i dzielili się nią z hojnością.

Jak zwykle posłużył się odpowiednim przykładem z własnego życia. – Niedawno mężczyzna na ulicy poprosił mnie, żebym kupił mu coś do jedzenia. Idziemy do sklepu, bierzemy bułki. Pytam, co do tego. „Jakąś kiełbasę” – odpowiada. Proszę, żeby sobie coś wybrał. Pan sięga po krakowską podsuszaną. Mówię: „Kochany, hola, hola”. Niestety, skończyło się na tym, że kupiliśmy parówki. Ale dlaczego nie krakowska? Oceniam człowieka, że on nie ma prawa do krakowskiej podsuszanej? Później zrobiło mi się głupio – przyznał ks. Marciniec.

– Chcemy się cieszyć, że Bóg jest hojny i daje nam o wiele więcej, niż się spodziewamy – podkreślił.

Przywołał również postać św. Jana Kantego, który jako profesor i wykładowca teologii na Akademii Krakowskiej odznaczał się wielkim miłosierdziem dla ubogich. – Kiedy profesorowie siadali do posiłku w stołówce akademickiej, zapraszano tam również biedaka na znak wiary, że w ubogich i ostatnich jest Jezus. Kiedy ubogi wchodził, św. Jan Kanty głosił: „Pauperus venit” (ubogi przybył), a wszyscy odpowiadali: „Christus venit” (Chrystus przybył).

Odwołując się do pierwszego czytania z Listu do Efezjan, przypomniał, że św. Paweł pisał go z więzienia, świadomy, że być może zbliża się kres jego życia. To nie powstrzymało go jednak od radości z faktu, „że udzielona mu została przez Boga łaska objawienia tajemnicy Chrystusa, który jednoczy pogan i żydów”. – Ten list jest przede wszystkim o Kościele, gdzie każdy jest potrzebny. Który palec jest ci niepotrzebny? Jeśli się w niego zranisz, choćby to była mała rana, ten palec staje się najważniejszy. Dlatego dzisiaj poczujmy się współodpowiedzialni, jak słudzy z Ewangelii, którzy mieli misję i są z niej rozliczani – zachęcał ks. Marciniec.

– Bóg cię potrzebuje i daje ci misję. „Idźcie w pokoju Chrystusa” to nie znaczy: już po wszystkim, dobrej nocy, finał, pozamiatane. To znaczy: idźcie i dzielcie się bogactwem, które macie, bo jesteście za siebie odpowiedzialni – kontynuował.

– Co to za wiara, która jest tylko w kościele, a nie rezonuje w twoim życiu? Kiedy nie ma kompatybilności między twoim zachowaniem w domu, na uczelni, w pracy, na ulicy a zachowaniem w kościele? – pytał stanowczo kapłan.

W tym kontekście odniósł się do najnowszej encykliki papieża Franciszka „Fratelli tutti”, która „bardzo mocno mówi nam o wrażliwości społecznej i otwartości na drugiego człowieka, zwłaszcza innego”. – Jeśli nam tego zabraknie, jeszcze bardziej nasili się agresja i postawa „wszyscy przeciwko wszystkim”, bo ważne jest tylko to, co dla mnie dobre i szerzy się indywidualizm, który papież bardzo mocno piętnuje.

Duszpasterz przytoczył fragment encykliki dotyczący postaw kapłana, lewity i Samarytanina wobec poranionego człowieka. „Osoby, które go mijały, nie skupiały się na wewnętrznym wezwaniu, by do niego podejść, ale na swej funkcji, na zajmowanej pozycji społecznej, na cieszącym się uznaniem społecznym zawodzie. Czuli się ważni dla społeczeństwa owych czasów, a najważniejsza wydawała im się rola, jaką winni w nim odegrać. Człowiek poraniony i porzucony przy drodze zaburzał ten plan, był zakłóceniem i kimś, kto nie odgrywał żadnej roli. Był «nikim», nie należał do grupy ludzi godnych uwagi, nie odgrywał żadnej roli w tworzeniu historii. Tymczasem wielkoduszny Samarytanin przeciwstawiał się tym bezdyskusyjnym klasyfikacjom, mimo że sam pozostawał poza tymi wszystkimi kategoriami i był po prostu obcym bez własnego miejsca w społeczeństwie. W ten sposób, wolny od wszelkich etykiet i schematów, mógł przerwać swoją podróż, zmienić swoje plany, otworzyć się na zaskakujące spotkanie z rannym, który go potrzebował”.

Jako duszpasterz ruchu Betel ks. Marciniec przywołał często powtarzane w nim hasło, które nie jest sloganem: – Nie tylko słaby potrzebuje silnego, ale silny potrzebuje słabego, żeby mu przypomniał, co jest w życiu najważniejsze, żeby był sprawdzianem jego człowieczeństwa, czy zareaguje godnie, przez pryzmat serca, czy pójdzie dalej, bo jest wpatrzony we własne ambicje – stwierdził.

– My biegniemy do przodu, a słabi nam przypominają, co jest ważne. Mamy ambicję, by być kimś. Któremu dziecku rodzic powie: marzę o tym, abyś była salową w szpitalu, asystentką w DPS, wyjechała na misje i została z ludźmi np. w Etiopii czy na Madagaskarze, gdzie jako Betel budujemy domy? Słabi też mają miejsce w naszej wspólnocie. Nie chodzi tylko o to, żeby zaspokoić ich podstawowe potrzeby, ale żeby zauważyć człowieka, a nie chorego, upośledzonego czy biednego – przekonywał kapłan.

Przywołał również fragment encykliki „Fratelli tutti”, w którym papież krytykuje indywidualizm. „Indywidualizm nie czyni nas bardziej wolnymi, bardziej równymi, bardziej braćmi. Sama suma korzyści indywidualnych nie jest w stanie stworzyć lepszego świata dla całej ludzkości. Nie może nas też uchronić od wielu nieszczęść, które stają się coraz bardziej globalne. Ale radykalny indywidualizm jest wirusem najtrudniejszym do pokonania. Zwodzi. Pozwala nam myśleć, że wszystko polega na tym, by dać wolną rękę własnym ambicjom tak, jakbyśmy, kumulując indywidualne ambicje i zabezpieczenia, mogli budować dobro wspólne”.

– Nie jest prawdą, że kiedy będzie się powodzić tobie i mnie, to wspólnie stworzymy szczęśliwą grupę społeczną. To tak nie działa. Dlatego potrzeba solidarności serc, która wyraża się w służbie – kontynuował ks. Marciniec. „Służba oznacza przeważnie troskę o to, co słabe. Służenie oznacza troszczenie się o osoby słabe w naszych rodzinach, w naszym społeczeństwie, w naszym narodzie. W pełnieniu tej posługi każdy potrafi pozostawić na boku swoje dążenia, oczekiwania, swoje pragnienia bycia wszechmocnym w obliczu konkretnego spojrzenia najsłabszych. [...] Służba zawsze patrzy w twarz brata, dotyka jego ciała, czuje jego bliskość, a nawet w pewnych przypadkach «znosi» ją i zabiega o rozwój brata. Dlatego służba nigdy nie jest ideologiczna, ponieważ nie służy się ideom, ale służy się osobom” – mówił za papieżem.

Za największy gest miłosierdzia uznał adopcję. – Mam szansę adoptować dziecko, to dlaczego tego nie zrobić? – pytał.

Rekolekcjonista podkreślił, że „w służbie nie chodzi o to, żeby powiedzieć: człowieku, masz tu dychę i nie obchodzisz mnie”, ale o otwarcie dla niego domu i serca.

Wzywał również do słuchania serca. – Jeżeli słuchamy też Boga, który zostawia swoje słowo, będziemy wiedzieli, do jakiej służby i odpowiedzialności nas zaprasza. Dorosłym jest się wtedy, kiedy staje się odpowiedzialnym za siebie, ale dojrzałym wtedy, kiedy przyjmuje się odpowiedzialność za innych. Jaka jest miara twojej dojrzałości? Czy budujesz wspólnotę? Co jesteś w stanie oddać ludziom, nie tylko najbliższym, którym oddałbyś nawet nerkę? A ile jest takich osób, na które ty liczysz, że oddałyby nerkę dla ciebie? To też jest jakiś wymiar przyjaźni i miłości. Ile jesteś w stanie poświęcić z twojego ego, aby wyjść – o czym też ciągle mówi papież Franciszek – i budować mosty, tworzyć dialog, kulturę spotkania, zauważyć brata?

Ks. Marciniec zwrócił uwagę, że do spełnienia tego potrzebujemy Eucharystii, „która jest ucztą miłości, wkładaniem Boga do twojego serca”. – Obojętne, czy przyjmujesz Jezusa przez usta czy na rękę, On zawsze trafia do twojego serca, jeśli ono jest otwarte – zaznaczył.

Jak zauważył, owocność udziału w rekolekcjach będzie można sprawdzić dopiero po naszych czynach. – Po tym dopiero ludzie poznają, czy nie zmarnowaliśmy czasu na Eucharystii. To jest podstawowa weryfikacja: byłem głodny, byłem przybyszem, byłem chory – mówi Jezus – a ty bałeś się Mnie, brzydziłeś czy zauważyłeś we Mnie brata? Świadczenie miłosierdzia to nie jest luksus dla niektórych. S. Faustyna napisała w „Dzienniczku” bardzo mocno: to jest niezbywalny obowiązek, czysta Ewangelia, ale bez pokarmu – Eucharystii nie damy rady.

Kapłan dodał, że „każda Eucharystia to Pascha, która kończy się życiem”. – Niech więc to dzisiejsze zmartwychwstanie obudzi cię do życia i szerszego myślenia, żebyś zobaczył, ile sam zawdzięczasz innym i do czego jesteś powołany, byś tam spieszył nie z oporami i z niechęcią, ale ochoczo.

Ks. Marciniec pytał również uczestników rekolekcji o ich przynależność do wspólnot. – Czy jesteś gdzieś zanurzony? Bez tego uschniesz. Ucztowanie dokonuje się razem. Źródło jest dla wszystkich po to, żeby się nim dzielić, dlatego to jest bardzo ważne, żeby wzrastanie odbywało się we wspólnocie. Nikt ci jej nie wskaże. Sam wybierz to miejsce, gdzie czujesz, że Bóg cię stawia i daje misję – namawiał.

Zaprosił również, aby nie żałować czasu na bycie razem, ponieważ „wspólnota jest potrzebna do rozwoju i obnażania tego, co we mnie nie jest jeszcze Boże”. – Jeżeli ktoś we wspólnocie mnie drażni, to najczęściej ten trudny bliźni jest dla mnie lustrem, żebym mógł odkrywać, co nie jest we mnie ewangeliczne, bo wciąż skażone egoizmem.

– Kochać to powiedzieć: chcę, żebyś był. Nie kochać to powiedzieć: nie chcę cię. Otwórzmy serca, ucztujmy i cieszmy się, bo Pan przyszedł. Niech wołanie: „czuwajcie i bądźcie gotowi” będzie dla nas jak zapach wiosny. Niech nie budzi w nas lęku, bo Bóg przychodzi, aby nas zbawić – zakończył ks. Marciniec.

Tradycyjnie przed błogosławieństwem zostawił wiernym pytania do medytacji. Co robię, aby szukać relacji z trudnymi osobami? Czy jest we mnie gotowość otwarcia się na miłość Chrystusa? Czy znalazłem już wspólnotę, w której wzrastam?

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa z odpustem zupełnym.

Wdzięczność za prowadzenie rekolekcji ks. Marcińcowi wyrazili przedstawiciele studentów. – Pokazał nam ksiądz, co to znaczy cieszyć się naprawdę życiem z Chrystusem oraz to, że tylko On może wyciągnąć nas z otchłani naszych ciemności. Bardzo dziękujemy za słowa prawdy i pouczenia. Życzymy błogosławieństwa Bożego i uśmiechu pochodzącego od Boga.

Dlaczego studenci uczestniczyli w rekolekcjach? – Stwierdziłam, że to jest fajny czas, żeby pogłębić wiarę. Bardzo zapadły mi w pamięć słowa o tym, żeby pomagać innym. To jest główna myśl, która będzie mi towarzyszyć – trzeba zwrócić uwagę na innych, nie tylko na siebie – powiedziała „Niedzieli” Dominika, która do udziału w rekolekcjach namówiła Rafała. Ten z kolei zachęcił do tego narzeczoną Anetę. – Zapamiętałem, że ci mocni mają uczyć się od słabych i zwracać uwagę na to, co oni mają do przekazania. Rekolekcje oczywiście nie były straconym czasem – podsumował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję