Reklama

Polska

Promocja książki kard. Macharskiego

W sanktuarium Ecce Homo Świętego Brata Alberta w Krakowie odbyła się promocja książki kard. Franciszka Macharskiego pt. „Z bratem naszego Boga”. O unikalnym zbiorze tekstów inspirowanych postacią brata Alberta rozmawiali biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej Grzegorz Ryś oraz publicysta katolicki Janusz Poniewierski, który wspomagał opracowanie publikacji. W spotkaniu uczestniczył sam autor oraz m.in. kard. Marian Jaworski i Stefan Wilkanowicz, wieloletni redaktor miesięcznika Znak oraz prezes krakowskiego KIK.

[ TEMATY ]

kard. Macharski

św. Brat Albert

YouTube.com

Na wstępie redaktor Janusz Poniewierski stwierdził, że dla niego czytanie kazań wykorzystanych w książce było odkryciem na nowo ks. kardynała Macharskiego. „Odsłonił mi się znany myśliciel religijny, teolog, ale zobaczyłem też mistyka i proroka, który nie mówi sam z siebie, ale pokazuje nam brata Alberta jako drogę dla całego Kościoła i patrona naszych trudnych czasów” – powiedział. „Ta książka jest ważna także z punktu widzenia historii, historii Kościoła i duchowości. Otrzymujemy m.in. do ręki list napisany przez ks. kardynała do Ojca Świętego Jana Pawła II na początku stanu wojennego, w którym w imieniu Polaków prosi o beatyfikację brata Alberta, dzięki któremu będziemy mogli być wolni od nienawiści” – opisywał Poniewierski.

Autor wielu książek o Janie Pawle II dodał, że w książce bardzo wyraźnie zaznacza się postać Karola Wojtyły, który był promotorem kultu brata Alberta zanim został on jeszcze beatyfikowany. „On mówił o Krakowie jako o mieście, które Bóg wybrał, aby w nim pokazać i objawić swoje miłosierdzie. I to nie tylko w Łagiewnikach. Ale także na Prądniku – w osobie br. Alberta i obrazie ‘Ecce homo’” – kontynuował.

Wskazał, że z książki wypływają niesłychane słowa na temat Wcielenia Bożego i teologii Serca Jezusowego, której nie sposób opowiedzieć. Jego zdaniem tekstów nie można czytać wyrywkowo – trzeba się nad nimi pochylić jak nad medytacją. „Tę książkę trzeba po prostu przemodlić” – podsumował. Z kolei biskup Grzegorz Ryś wskazał, że o wspomnianym przez redaktora Poniewierskiego liście ks. kard. Macharskiego do Jana Pawła II z prośbą o kanonizację Maksymiliana i beatyfikację Brata Alberta dowiedział się podczas rozmowy z kardynałem, kiedy pisał książkę na 1000-lecie diecezji. Jak wyznał, ta prośba była w jego oczach zderzeniem obrazu kardynała jako człowieka bardzo praktycznego z jego niesamowitym darem głębi przeżywania trudnych wydarzeń.

Reklama

„Wtedy pomyślałem, że mam niesamowicie wierzącego biskupa. Kogoś, kto podchodzi do rzeczywistości absolutnie z perspektywy wiary i z przesłankami, które nie są tylko tu i teraz, ale są wyprowadzane z wielkiej głębi. On 9 dni po wybuchu stanu wojennego wiedział, że najważniejsze jest to, w jakiej kondycji duchowej wyjdą z niego Polacy” – wspominał.

Odnosząc się do samej książki biskup Ryś wskazał, że pierwszą osobą, którą spotyka się w tej książce, jest Pan Bóg. „Jak się zobaczy teksty ks. kard. Franciszka zebrane w całość, widać, że o Bracie Albercie nie da się mówić, nie mówiąc o Jezusie. Bo się nie powie o nim prawdy” – ocenił. Bp Ryś dodał, że z prezentowanych homilii można wyczytać, że Jezus ukazywany w perspektywie Brata Alberta jest jedynym pośrednikiem między ludźmi a Bogiem, ale także między samymi ludźmi. „Brat Albert w sposób nielitościwy odsyła do Jezusa. Nie da się uciec od tego kierunku. Tym samym jest to książka o Panu Jezusie” – podkreślił.

Hierarcha uwypuklił, że kard. Macharski uwrażliwia czytelnika, że refleksja nad Bratem Albertem albo Bogiem, którego wskazuje Brat Albert, jest swego rodzaju obowiązkiem w Kościele krakowskim. „Charyzmatem duchowości krakowskiej jest miłosierdzie. Ta książka inspiruje – pokazuje nie tylko treść, ale i kierunek oraz formę rozwoju tego charyzmatu” – powiedział.

Reklama

Kończąc bp Ryś zaznaczył, że książka będzie także bardzo dobrą pomocą na Rok Miłosierdzia. „Zanim się doczekamy rozmaitych pomocy, które powstają obecnie w Rzymie na ten rok, mamy już taką rodzimą pomoc i namawiam na wejście w tę lekturę jako dobre przygotowanie do niego” – zachęcił.

Na zakończenie ks. kard. Franciszek Macharski podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do wydania książki. „Proszę, żeby przyjąć ten dar. Będzie wtedy wiadomo, że praca wielu ludzi nad tą książką była darem. Darem było także to, żeście moi drodzy państwo przyszli na to spotkanie” – powiedział do zebranych. Książka „Z bratem naszego Boga” jest zbiorem homilii z uroczystości odpustowych ku czci Chrystusa Cierpiącego Ecco Homo oraz Mszy św. związanych z osobą Brata Alberta i m. Bernardyny Jabłońskiej czy też albertynami i albertynkami, wygłoszonych przez kardynała Franciszka Macharskiego w latach 1979-2005. Publikacja ukazała się nakładem wydawnictwa eSPe.

2015-05-23 22:13

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Arystokrata ze schroniska

Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 22-25

[ TEMATY ]

św. Brat Albert

Agnieszka Bugała

br. Jerzy Adam Marszałkowicz

Na schodach przedwojennego dworu w Zgłobicach pod Tarnowem siedzi grupka dzieci i dorosłych. Pozują do zdjęcia, kadr tonie w słońcu. To rodzina Marszałkowiczów, a chłopiec w krótkich spodenkach na pierwszym stopniu to br. Jerzy Adam Marszałkowicz (1931 – 2019). Nikt nawet nie podejrzewa, że z uroczego malca wyrośnie nowy Brat Albert, który przez 38 lat będzie mieszkał z bezdomnymi i umrze w opinii świętości

Ostatni raz przyjechaliśmy do niego w styczniu br. – ks. Aleksander Radecki, Andrzej Ptak, mój mąż i ja. Chcieliśmy wpaść na urodziny. W drodze do Bielic kupiliśmy niewielki tort, Andrzej zabrał w prezencie ciepłe skarpety. Brat Jerzy przyjął nas w niewielkim pokoju schroniska, był poruszony.

Ostatnie urodziny ze świętym

– U nas, w Zgłobicach, obchodziliśmy raczej imieniny, dnia urodzin się nie świętowało – powiedział. Ubrany w sutannę, ciepły polar, z nieodłączną laską w zasięgu ręki. Patrzył na nas pełnymi czułości oczami. W szczupłych dłoniach starca łyżeczka do tortu poruszała się powoli. Niewiele mówił, ale na kolejną anegdotę ks. Radeckiego wybuchał radosnym śmiechem. Szybko się męczył, mimo to nie przerwał spotkania. Sfotografowałam jego biurko – było pełne zaadresowanych już kopert i listów do więźniów, którzy pisali do niego od lat, ze wszystkich zakładów karnych w Polsce. A on odpisywał każdemu. Na środku biurka były krzyż i obrazki Maryi, o której mówił z wielką, choć typową dla szlachetnego arystokraty, czułością. Zmarł w opinii świętości 13 maja br. – w dniu wspomnienia Matki Bożej Fatimskiej. I choć na ziemi bezdomni dalej są bezdomni, to w niebie Braci Albertów jest dwóch. We wpisie do książki, o który go poprosiłam, nakazał mi żyć pięknie. W dobre wypełnienie tego zadania wpisuje się konieczność opowiedzenia o nim.

Rodowód br. Jerzego Adama Marszałkowicza

Dzieciństwo Jerzego upłynęło w cieniu lipy i długiej historii rodów rodziców. Prowadzili dom gościnny, wciąż ktoś ich odwiedzał i zostawał na dłużej. Czytano i rozmawiano, dzieci były chowane mądrze i kształcone wszechstronnie. Dwór, w którym mieszkali, był szczególny. W XIX wieku majątek należał do hrabiny Lanckorońskiej, a po I wojnie światowej kupił go Jerzy Turnau i przebudował. Turnau był człowiekiem nietuzinkowym. Nie tylko zainicjował powstanie we Lwowie Wyższych Kursów Ziemiańskich Jerzego Turnaua (słynny Uniwersytet Rolniczy), ale też założył wzorowe i nowoczesne gospodarstwo hodowlane, gdzie pracował nad tworzeniem nowych odmian zbóż. Był malarzem i pisarzem. Prawnukiem Jerzego Turnaua jest Grzegorz Turnau, słynny krakowski artysta.

W 1922 r. Jerzy przekazał majątek córce Zofii. Gdy dwa lata później poślubiła Adama Marszałkowicza, zamieszkali właśnie tutaj. Mieli siedmioro dzieci, Jerzy Adam był szósty, urodził się 19 stycznia 1931 r. W Zgłobicach mieszkali do 1945 r., gdy na mocy dekretu PKWN o reformie rolnej skonfiskowano im majątek i musieli uciekać – z siedmiorgiem dzieci! – w nieznane.

Ojciec brata Jerzego, Adam Marszałkowicz, pochodził ze szlacheckiej rodziny herbu Zadora, słynął z głębokiego patriotyzmu. W sierpniu 1914 r. jako ochotnik wstąpił do Legionu Wschodniego, później do 2. pułku ułanów II Brygady Legionów Polskich. Uczestniczył w walkach w Karpatach, na Węgrzech i Wołyniu. W 1930 r., w związku z narastającym zadłużeniem Tarnowa, został jego komisarzem, a później prezydentem. W czasie II wojny światowej był żołnierzem AK i prowadził w swoim majątku tajną fabrykę granatów na potrzeby konspiracji. W 1945 r. został awansowany do stopnia rotmistrza. Po zakończeniu wojny, obawiając się represji władzy ludowej, wyjechał do Krakowa, a później do Wrocławia, dokąd sprowadził rodzinę. Był pierwszym po wojnie dyrektorem wrocławskiego zoo.

Sutanna na zawsze

Jerzy chciał się uczyć. Gdy przyjechał do Wrocławia, miał 14 lat, rodzina zamieszkała wtedy w domku dyrektora zoo. W 1949 r. zaczął studiować anglistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Dołączył też do szeregów Sodalicji Mariańskiej, a dyplom sodalicyjny do końca życia wisiał na jego łóżkiem. Zrezygnował ze studiów, gdy wstąpił do seminarium duchownego. Jednym z prefektów seminaryjnych był w tym czasie ks. Aleksander Zienkiewicz, który w 1953 r. objął urząd rektora, lata seminaryjne Jerzy spędził więc pod opieką sługi Bożego. Do święceń prezbiteratu jednak nie przystąpił. Przez lata różnie mówiono o powodach tej decyzji – że był słabego zdrowia, że sumienie miał pełne skrupułów i nie czuł się godny sprawować kapłańskiej posługi. Niezależnie od prawdziwych powodów tej decyzji do końca życia nosił sutannę.

– Spytałem ks. Zienkiewicza, bo on wtedy był rektorem seminarium, czy mimo że nie przystępuję do święceń, mogę nosić sutannę. Rozmawialiśmy w zakrystii, tuż przed Mszą św. I on się zgodził – opowiadał brat Jerzy.

To były inne czasy. Mimo że jego formacja dobiegła końca, mieszkał w seminarium aż do 1981 r. Najpierw pracował w bibliotece, od 1962 r. – na furcie. – Ks. Paweł Latusek zdecydował, aby mnie wziąć do biblioteki. Przewidywał już wtedy powstanie Fakultetu Teologicznego. Od czasów wojny biblioteka seminaryjna była w rozsypce, więc zacząłem ją urządzać – nie tylko z książek współczesnych, uporządkowałem też starodruki. Często proboszczowie dziedziczyli po starszych kapłanach zabytkowe dzieła, więc chodziłem do Biblioteki Uniwersyteckiej i uczyłem się katalogować starodruki. Dzięki temu udało mi się skatalogować zasoby seminarium – wspominał po latach.

W seminarium rozdawał wszystko. Zwykle spał przykryty płaszczem, bez poduszki, bo nowa pościel zawsze była komuś bardziej potrzebna. Odkrywał osobę br. Alberta Chmielowskiego, którego proces beatyfikacyjny kard. Karol Wojtyła rozpoczął w 1967 r.

Wszystko zaczęło się od furty

Furtian w seminarium jest po to, aby wchodzący do budynku byli kierowani we właściwe miejsce. Brat Jerzy zamieszkał w pokoiku przy furcie i dyżurował od godz. 6 do 22. I wtedy wszystko się zaczęło. Do drzwi seminarium pukali potrzebujący – głodni, pijani, chorzy, bez dachu nad głową. Zaczął pomagać, choć możliwości miał skromne. Życzliwość młodego furtiana przyciągała jak magnes i coraz częściej na schodach dostojnego gmachu siedzieli brudni, obszarpani, cuchnący ludzie. Brat Jerzy nie ustawał. Nawiązał kontakt z opieką społeczną, poradnią odwykową i szpitalem psychiatrycznym. Obok tego, że zapewniał wsparcie żywnościowe i odzieżowe, które dostarczali mu klerycy, woził bezdomnych do szpitali, pomagał załatwiać sprawy w urzędach. „To wszystko, co dla nich robiłem, to są ochłapy rzucone tym biednym. Przyniesienie koszuli czy kromki chleba, czy załatwienie dowodu osobistego nie zmieniają jego sytuacji – on ciągle pozostaje bezdomny” – napisał w „Pamiętniku” o tamtym okresie. Potrzebujących przybywało, a on miał tylko schody i furtę. I niezadowolenie części przełożonych, którzy nie życzyli sobie brudasów na froncie ważnej instytucji Kościoła. – Jeśli mam im nie pomagać, to trzeba zdjąć krzyż, który wisi nad wejściem do seminarium – powiedział kiedyś stanowczo brat Jerzy.

Cud w stanie wojennym

W 1971 r. po raz pierwszy wystąpił do władz Wrocławia z prośbą o udostępnienie budynku na dom noclegowy. Odmówiono mu. W systemie komunistycznym wszyscy byli szczęśliwi, mieli dom i pracę, bezdomni dla systemu nie istnieli. Dopiero dziesięć lat później, po wielu nieprawdopodobnych perypetiach, Jerzy dopiął swego i otrzymał do użytku barak przy ul. Lotniczej 103, pusty i zimny. Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta zostało zarejestrowane 2 listopada 1981 r. W grudniu, tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, brat Jerzy opuścił seminarium i zamieszkał z bezdomnymi. I ta decyzja jest formalnym początkiem istnienia towarzystwa.

Co ważne – gdy 25 grudnia wypadała 65. rocznica śmierci br. Alberta Chmielowskiego, brat Jerzy mieszkał już z wykluczonymi, tak samo jak przed laty Chmielowski w ogrzewalni przy ul. Skawińskiej w Krakowie.

– Jerzy opuścił seminarium i zamieszkał z dziesięcioma bezdomnymi w pierwszym schronisku towarzystwa. Byłem wtedy wikarym na wrocławskim Brochowie – mówi ks. Aleksander Radecki. – Jerzy poprosił o Eucharystię i ja do nich przyjechałem. Pierwszą Mszę św. odprawiłem tam w wigilię stanu wojennego. Barak nie był jeszcze przystosowany w całości, korzystano jedynie z połowy powierzchni. W jednej sali stało 11 szpitalnych, metalowych łóżek, a na nich świeża, śnieżnobiała pościel. Skąd on wziął tę pościel, to ja nie wiem. Między łóżkami ustawiliśmy stół i na nim sprawowałem Mszę św. Pierwsi mieszkańcy schroniska stali między tymi łóżkami, wokół ołtarza, i byli ubrani we wszystko, co posiadali – w kubraki, kurtki, palta. Kontrast ze świeżą pościelą był niezwykły... A śpiew kolęd? Tylko w niebie mógł się podobać! Do jedzenia nic prawie nie mieliśmy – siostry dały nam kawałki ryby, były ciasto i herbata, którą ugotowaliśmy w wiadrze – opowiada ks. Radecki. – Na początku warunki były bardzo surowe – wspominał brat Jerzy – ale w drugi dzień świąt, po apelu księdza z Kozanowa, parafianie zaczęli natychmiast przynosić meble, naczynia, ubrania.

Schronisko przy ul. Lotniczej 103 stało na skraju parku do 1987 r. W nocy brat Jerzy wychodził, aby sprawdzić, czy bezdomni nie nocują na ławkach, i okrywał śpiących kocami, a oni nazywali go księdzem Jerzym, bratem, Jerzykiem, księdzem Jureczkiem, tatą...

* * *

Będziemy sądzeni z miłości...

Trzy cytaty. Trzy krótkie rozmyślania, które mogą, a może nawet powinny, stać się dla nas rodzajem inspiracji, by jednak coś zmienić w swoim nastawieniu do świata. Odrzucić myślenie w stylu: „Mnie nikt nic nie dał za darmo”, więc ja także nie dam, nie okażę nawet odrobiny dobrego serca, współczucia, nie podzielę się tym, co mam. A przecież…

„Każdy człowiek będzie sądzony według swojego stosunku do innych ludzi, zwłaszcza do cierpiących. Spotkanie z Bogiem w drugim człowieku dokonuje się już teraz, w życiu doczesnym.

Bóg pojawia się w nim incognito. Jest, jak uczyli prorocy, «Bogiem ukrytym», a raczej ukrywającym się.

Nie trzeba oczekiwać na spotkanie dopiero w życiu przyszłym. Ono jest w zasięgu ręki na tym świecie. Zażyłość i przyjaźń z Bogiem (i Chrystusem) rozpoczyna się w konkretnej teraźniejszości ludzkiego życia, ale jej konsekwencje sięgają w życie przyszłe”.

Ten fragment książki o. Wacława Hryniewicza OMI „Nadzieja woła głośniej niż lęk” dotyka sedna sprawy – bycia dobro czynniącym, bycia dobroczyńcą w skali makro, ale co ważniejsze – w skali mikro, tej szytej na miarę jednej osoby. Mnie, ciebie, nas...

„Można nie pomagać, można znaleźć wiele racjonalnych argumentów dla konkretnych przypadków, aby nie pomagać. Ale to nic nie zmieni. Nadal będą głodni, chorzy, cierpiący, potrzebujący. Lepiej zgrzeszyć nadmiarem dobroci i naiwności niż nadmiarem kalkulacji i nieufności” – przekonuje o. Fabian Kaltbach, franciszkanin z Wrocławia, a młodzi ludzie – i nie tylko młodzi – wrzucają ten tekst do internetu jako mocno przemawiający do wyobraźni.

I cytat trzeci, na puentę – za papieżem Franciszkiem: „Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z nas mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego” .

K. W.

CZYTAJ DALEJ

Kiedy obowiązuje post?

Niedziela płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Parafia to my

2020-04-08 23:11

[ TEMATY ]

modlitwa

parafia

archidiecezja łódzka

Piotr Drzewiecki

W tych trudnych czasach jeszcze mocniej pamiętajmy o tym, że parafie nie składają się tylko z proboszczów, wikarych oraz kościelnych. Parafie to nasze drugie rodziny. Tak jak troszczymy się o najbliższych, tak troszczmy się o wspólnotę parafialną. Parafia to my.

O ile czasowe odłączenie wiernych od Stołu Pańskiego, choć bolesne, może być w dłuższej perspektywie przyczynkiem do zrozumienia czym naprawdę jest Komunia Święta i jak bardzo jest ona ważna w naszym życiu, o tyle, sprowadzając temat do rzeczywistości ziemskiej, kondycja parafii pozbawionych swoich wiernych, może stać się bardzo trudna.

Mowa oczywiście o sytuacji finansowej. W sytuacji braku wiernych na mszy, oczywistością jest fakt mniejszych wpływów z ofiar. To w dłuższej perspektywie może spowodować kłopoty finansowe wielu parafii. Może, ale nie musi. Wszystko zależy od tego, czy członkowie wspólnoty zdadzą sobie sprawę z prostego faktu, że parafia to nasza “większa” rodzina. Tak, żyjemy w czasach wyobcowania jednostki, a w czasach epidemii pojęcie “dystansu społecznego” jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Dla chrześcijanina nie ma jednak innego dystansu, który powinien jak najściślej zachowywać niż dystans od zła. Zła, dodajmy, które obejmuje również brak posłuszeństwa i zaniedbanie.

Zatroszczmy się o nasze parafie. Pokażmy, że parafia to my. I nie chodzi tylko o sprawy finansowe. Owszem, jeśli ktoś chce, niech wpłaci dobrowolny datek na konto swojej parafii. Przede wszystkim jednak - módlmy się za swoich kapłanów i za całą wspólnotę. Trudne czasy, oprócz tego, że niosą niepokój, stwarzają także szansę na stworzenie silnej wspólnoty. Niech ten trudny czas, jakie obecnie przeżywamy, będzie początkiem do stworzenia silnych wspólnot parafialnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję