Reklama

Wiadomości

Pandemia głodu

Odblokowanie eksportu ukraińskiego zboża przez Morze Czarne poprawi sytuację żywnościową w niektórych ubogich krajach, ale nie zmniejszy globalnej skali głodu. W Polsce i Europie jedzenia nie zabraknie, lecz będzie ono droższe; czasem z powodu naszej naiwności.

Wyjazd do Tanzanii był marzeniem Moniki i Krzysztofa z Gdańska. Kiedy więc pod koniec czerwca dostali zaproszenie od znajomego architekta, który pracuje na Zanzibarze przy budowie kurortu, od razu kupili bilety dla siebie i dwójki dzieci. Na miejscu zamieszkali na strzeżonym osiedlu. Mieli własnego kucharza (bo tak taniej) oraz ochroniarza, który dbał o ich bezpieczeństwo na wycieczkach. A te były bajeczne. Najpierw safari, a potem nurkowanie, łowienie ryb w Oceanie Indyjskim itd.

Po powrocie do domu Krzysztof opowiadał jednak znajomym nie tylko o egzotycznej faunie i florze; znacznie częściej i bardziej emocjonalnie mówił o ochroniarzu Anthonym, który ukradkiem chował do torby pozostawione przez nich jedzenie. Mężczyzna, po przeliczeniu, zarabiał dziennie niecałe 10 zł. Tyle musiało wystarczyć do przeżycia 6-osobowej rodzinie. Nic dziwnego, że każdą kromkę chleba, kawałek ciasta czy pizzy owijał w serwetki i zabierał do domu.

– Tam jest tak pięknie, że uśmiechasz się do siebie i myślisz: jestem w raju. Ale trudno o dobre samopoczucie, kiedy dowiadujesz się, że większość miejscowej ludności zjada tylko jeden posiłek dziennie – mówi Krzysztof. I podkreśla: – W Polsce mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak przerażająca jest bieda na świecie. A bezpośrednie z nią zetknięcie zmienia postępowanie. Nas w każdym razie zmieniło.

Coraz gorzej

Do osób mających najlepsze informacje o tym, jak wygląda problem ubóstwa w skali globalnej, należy David Beasley. Ten 65-letni amerykański polityk stoi na czele oenzetowskiego Światowego Programu Żywnościowego (WFP).

W grudniu 2020 r. Beasley, w imieniu WFP, odebrał Pokojową Nagrodę Nobla. W trakcie tej uroczystości powiedział: „Nagroda Nobla jest nie tylko wyrazem podziękowania, ale też nawoływaniem do działania”. Słowa te miały poruszyć sumienia możnych tego świata, ale nie za bardzo się to udało, bo 4 miesiące później – w marcu 2021 r. – Beasley wypowiedział się zdecydowanie ostrzej: „Jeśli nie podejmiemy natychmiastowych działań, w najbliższych miesiącach może nas czekać klęska głodu o biblijnych rozmiarach”. I znowu jego ostrzeżenie okazało się wołaniem na puszczy. Możemy tak stwierdzić po lekturze opublikowanego niedawno raportu ONZ pt. „Stan bezpieczeństwa żywnościowego i odżywiania na świecie”.

Reklama

Z dokumentu wynika, że w 2021 r. z powodu głodu cierpiało 828 mln ludzi. Było to o 46 mln więcej niż w 2020 r. i o ponad 150 mln więcej niż w momencie wybuchu pandemii COVID-19. W ubiegłym roku łącznie ok. 2,3 mld ludzi było pozbawionych bezpieczeństwa żywnościowego. Z tego aż 924 mln w dużym stopniu, co oznacza wzrost o ponad 200 mln w ciągu minionych 2 lat.

Skutki tej sytuacji są tragiczne, zwłaszcza dla najsłabszych. A są nimi ludzie starsi, kobiety i dzieci. O tych ostatnich Catherine Russell, dyrektor generalna UNICEF, powiedziała: „Jeśli kiedykolwiek spotkałeś dziecko w stanie ostrego niedożywienia, nigdy tego nie zapomnisz!”.

Raporty o najmłodszych mieszkańcach naszej planety, którzy żyją w piętnastu najbiedniejszych krajach świata, wskazują, że życie 8 mln dzieci jest obecnie zagrożone. Niemal 150 mln nieletnich ma m.in. zahamowany wzrost z powodu spożywania zbyt małych porcji jedzenia. Najbardziej śmiertelna forma niedożywienia dotyka 45 mln dzieci do 5. roku życia. Oznacza to, że rówieśnikom naszych przedszkolaków można podawać tylko jedzenie terapeutyczne. Normalne kanapki, zupy czy drugie dania zagrażałyby ich życiu. Wszystko z powodu ekstremalnego osłabienia wynikającego z długotrwałego niedożywienia.

Globalne skutki wojny

Regionami o najwyższym wskaźniku głodu na świecie są Afryka Subsaharyjska i Azja Południowa. Dla mieszkających tam ludzi obecny rok jest gorszy niż poprzednie lata z powodu... napaści Rosji na Ukrainę. Dane Światowego Programu Żywnościowego nie pozostawiają w tym względzie złudzeń: od momentu wybuchu wojny liczba osób żyjących w skrajnym głodzie wzrosła do 345 mln!

Reklama

Stało się tak, ponieważ oba kraje należą do największych eksporterów produkcji rolno-spożywczej w skali globalnej. Ukraina była dotąd światowym liderem w handlu olejem słonecznikowym – wysyłała go za granicę w ilościach większych niż cztery kolejne kraje łącznie. Kijów zajmował też drugie miejsce w eksporcie rzepaku, czwarte – w sprzedaży kukurydzy, a piąte – w sprzedaży pszenicy i jęczmienia. W tej ostatniej kategorii prowadziła Rosja, która była największym eksporterem zboża na świecie i drugim eksporterem nasion słonecznikowych.

– Ukraina i Rosja to wiodący eksporterzy zbóż, dlatego po wybuchu wojny w Ukrainie ich ceny wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent, bo mniejsza podaż oznacza wyższą cenę, a do tego dochodzi efekt psychologiczny – tłumaczy w rozmowie z Niedzielą dr Wiesław Łopaciuk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w Warszawie.

Rosja sprzedaje mniej m.in. dlatego, że kraje zachodnie nałożyły na nią sankcje. Ale wcześniej to Rosjanie bombardowali i podpalali ukraińskie pola oraz zablokowali transport na Morzu Czarnym. A to właśnie tamtymi szlakami – z portów w Odessie, Czarnomorsku i Jużnym – Kijów wysyłał 60% zbóż, m.in. na Bliski Wschód i do Afryki.

Ukraińskie porty udało się odblokować pod koniec lipca, dzięki porozumieniu podpisanemu w Stambule. Statek z kukurydzą wypłynął 1 sierpnia w kierunku Libanu. – Jest to dzień wytchnienia dla świata, szczególnie dla przyjaciół na Bliskim Wschodzie, w Azji i Afryce – skomentował Dmytro Kułeba, szef ukraińskiej dyplomacji.

W portach nad Morzem Czarnym Ukraińcy mają 20 mln t zboża z poprzednich żniw. Potrzeba więc nie dni, ale miesięcy „wytchnienia” oraz setki statków, aby jak najszybciej przetransportować zboże do czekających na nie krajów. Ale nawet gdyby to się udało, nie oznaczałoby to przełomu – uważają eksperci. – Bez zmiany systemu i większego uniezależnienia od niestabilnych źródeł upraw takie kryzysy będą się powtarzać – ocenił Graham Gordon z Katolickiej Agencji Rozwoju Zagranicznego w rozmowie z Radiem Watykańskim.

Reklama

300 tys. w Bidibidi

Przedstawiciele organizacji pozarządowych coraz głośniej mówią, że wojna w Ukrainie „przykryła” ich dramaty, np. tragiczną sytuację chrześcijan w Iraku i Syrii. – 90% ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. Zmierzamy do katastrofy humanitarnej – tak oceniła sytuację w Syrii s. Annie Demerjian z Aleppo, która na początku lipca wzięła udział w konferencji zorganizowanej przez brytyjską sekcję PKWP.

Obok Libanu, Syrii i Iraku pilnej pomocy potrzebują mieszkańcy: Afganistanu, Wenezueli, Kamerunu, Konga, Etiopii, Haiti, Mali, Mozambiku, Nigru, Sierra Leone, Somalii, Sudanu oraz Zimbabwe i Republiki Środkowoafrykańskiej (RŚA).

– Misjonarze mówili, że coraz trudniej zorganizować im żywność dla swoich podopiecznych. Wynika to z faktu, że rośnie jej cena, a oni mają tyle samo środków, co wcześniej – opowiada Niedzieli ks. Paweł Antosiak z dzieła Pomoc Kościołowi w Potrzebie, który odwiedził także Ugandę, gdzie znajduje się Bidibidi. Jest to największy na świecie obóz dla uchodźców. Obecnie mieszka w nim 300 tys. osób, głównie kobiety i dzieci. – Wbrew temu, co mówią niektórzy, konsekwencje wojny w Ukrainie są globalne. W Bidibidi np. mogą doprowadzić do tego, że trzeba będzie ograniczyć racje żywnościowe. A już 2 lata temu, po wybuchu pandemii COVID-19, zostały one ograniczone o połowę. W praktyce oznacza to, że uchodźcy otrzymują jeden posiłek dziennie. Najczęściej jest to maniok lub ryż z warzywami. Ryż z mięsem jest co najwyżej raz w roku – mówi ks. Antosiak.

W ocenie kapłana, problemy, z którymi zmagają się narody afrykańskie, wynikają także stąd, że te kraje nadal są eksploatowane. Nie przez kolonialne rządy, ale przez biznes. I tak np. w RŚA masowo wycinane są lasy, co wyjaławia ziemię. Kiedy przychodzi pora deszczowa, woda spływa i szybciej robi się sucho. Ale to nie interesuje odbiorców drewna w Europie czy w krajach arabskich.

Reklama

– W Sudanie Południowym od kilku lat na przemian pojawiają się susza, powódź i szarańcza. Ludzie nie mają z czego żyć ani jak żyć, więc uciekają – tłumaczy ks. Antosiak i dodaje: – Ci z Sudanu na razie uciekają do Bidibidi, ale inni młodzi Afrykańczycy patrzą na Europę.

Przed falą uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki ostrzega też Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex). Specjaliści od migracji natomiast, którzy kiedyś rozróżniali uchodźstwo ekonomiczne i z powodu wojny, teraz w swoich opracowaniach piszą o „uchodźcach klimatycznych”.

– Globalny kryzys głodu najpierw doprowadzi do takich wystąpień jak arabska wiosna, a następnie uwolni wielką falę migracji – taki scenariusz przyszłości nakreślił Tony Blair, były premier Wielkiej Brytanii.

Nie tylko więc wojny czy konflikty wewnętrzne, ale również pandemia i zmiany klimatyczne są przyczynami narastającego w ostatnich latach kryzysu żywnościowego. Jego dalszą konsekwencją może być masowa migracja z rejonów nienadających się do życia. Bank Światowy szacuje, że swoje miejsce zamieszkania z powodu klimatu może opuścić ponad 130 mln ludzi. Większość z nich pojedzie w kierunku Europy.

Polska i Europa

Stary Kontynent ma swoje problemy. Obecnie jego mieszkańcy narzekają na wysoką inflację i spowodowany nią duży wzrost cen żywności. W Europie jednak jedzenia nie zabraknie, chociaż ogólna produkcja rolna w państwach unijnych będzie w tym roku nieco mniejsza niż w ubiegłym. Komisja Europejska przewiduje, że tegoroczne plony zbóż będą niższe o 2,5%. W Polsce, według prognoz, spadek wyniesie ok. 1%, ale we Włoszech mówi się o stratach sięgających w niektórych regionach ok. 30%. Główną przyczyną jest susza.

Reklama

Fale 40-stopniowych upałów odnotowano w krajach Południa, takich jak: Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, ale też u naszych zachodnich sąsiadów. Niemcy już wcześniej obliczyli, że z powodu upałów, suszy czy powodzi tracą średniorocznie ponad 6,5 mld euro. Zmiany atmosferyczne najmocniej uderzają w leśnictwo i rolnictwo.

Mimo mniejszych zbiorów zboża Europa ma nadal 40 mln ton nadwyżki, które może przeznaczyć na eksport. Nadwyżkę ma także Polska – 5-6 mln ton. Pod koniec lipca Główny Urząd Statystyczny podał, że tegoroczne zbiory zboża (bez kukurydzy) wyniosą 26,6 mln ton. Jak może się to przełożyć na ceny na rynku?

– Ceny zboża już są wyższe niż w poprzednich latach i ta sytuacja się utrzyma. Oznacza to, że producenci zboża będą zadowoleni, ale konsumenci i producenci żywca, w tym trzody chlewnej, już nie – wyjaśnia dr Łopaciuk i dodaje: – W dalszej perspektywie sytuacja producentów zbóż może się pogorszyć, ponieważ znacząco rosną koszty produkcji, m.in. nawozów, których głównymi producentami są Rosja i Białoruś. A to będzie oznaczało dalszy wzrost cen także dla konsumentów.

Ostatnie tygodnie w naszym kraju pokazują, że nie trzeba wojny, aby ceny gwałtownie podskoczyły. Wystarczy manipulacja wywołująca panikę. Przekonaliśmy się o tym na przykładzie cukru. Jego cena poszybowała, choć nie było ku temu podstaw, bo cukier obecnie dostępny pochodzi z ubiegłorocznych zbiorów, a te były znacznie wyższe niż krajowy popyt. Wyprodukowano ok. 2 mln t cukru, a nasza konsumpcja to 1,5-1,7 mln t. Co więc się stało, że niektórzy za kilogram cukru płacili nawet 9 zł, choć kilka tygodni wcześniej kosztował mniej niż 4 zł?

„Wielkie globalne sieci handlowe (...) mogą sobie pozwolić na zamrożenie ogromnych kwot w postaci zmagazynowanego «starego» i taniego cukru (...), więc wykupują cały dostępny w magazynach i hurtowniach «stary» i tani cukier i limitują jego sprzedaż, po to, aby uwolnić swoje zapasy w momencie oczyszczenia rynku z zapasów „starego” i taniego cukru i sprzedać go ze znacznie większym zyskiem, przy okazji wybijając mniejszą konkurencję, która na skup zeszłorocznego cukru na taką skalę pozwolić sobie nie może. Jest to czysta spekulacja” – napisała Iza Solecka, przedstawiająca się na Facebooku jako osoba związana z rolnictwem.

Reklama

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że zapomnieliśmy o niedalekiej przeszłości. W 2011 r. media także pisały o „kosmicznych cenach cukru”. I takie były. I wtedy magazyny cukru też były pełne. Nie wyciągamy więc wniosków z przeszłości. A powinniśmy uczyć się i my, i decydenci, bo problemy same się nie rozwiążą.

Wyzwania na teraz

Graham Gordon uważa, że obecny kryzys żywnościowy powinien skłonić polityków do „przemyślenia, jak działa globalny system żywienia, oraz powstrzymania postępujących zmian klimatu, by takie sytuacje (jak obecnie – przyp. A.T.) nie powtarzały się w przyszłości”.

Z poważnego namysłu nie jesteśmy zwolnieni także my, konsumenci. Po pierwsze – aby w przyszłości nie ulegać panice i w konsekwencji nie przepłacać. A po drugie – żeby kupować adekwatnie do potrzeb.

– Pierwszym rodzinnym postanowieniem po powrocie z Tanzanii było to, żeby nigdy w naszym domu nie marnowało się jedzenie – zapewnia Krzysztof i przyznaje, że wcześniej kupowali za dużo i niejednokrotnie żywność zdążyła się popsuć, zanim ją zjedli. Podobnie dzieje się w wielu naszych domach. Szacunki wskazują, że w Polsce i w pięćdziesięciu trzech innych krajach rocznie w koszach ląduje 931 mln t (!) jedzenia. A przecież część z tego, co się u nas marnuje, mogłaby trafić do ludzi głodujących. Warto o tym pamiętać, gdy będziemy się wybierać na najbliższe i każde kolejne zakupy.

2022-08-16 12:29

Ocena: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież zaapelował o walkę z plagą głodu

[ TEMATY ]

papież

apel

głód

Margita Kotas

Na zakończenie dzisiejszej audiencji Ojciec Święty nawiązał do rozpoczętej wczoraj, 10 grudnia przez Caritas Internationalis „Kampanii przeciw głodowi na świecie”.

CZYTAJ DALEJ

Za przyczyną św. Tekli...

Niedziela przemyska 39/2010

Do dziś w pamięci zachowałem opowieść zaprzyjaźnionej osoby, która św. Tekli przypisywała cudowne ocalenie swojej babci. Starsza pani nosiła imię wrześniowej Świętej, a w podniszczonej od ciągłej modlitwy książeczce do nabożeństwa z wielkim pietyzmem przechowywała nabyty na jakimś odpuście obrazek swojej Patronki. Uciekając nocą przed banderowcami, z płonącego wiejskiego domku zabrała jedynie to, co, jak później przyznała, miała najcenniejszego: modlitewnik wraz z obrazkiem św. Tekli, który po latach, kiedy nadszedł kres jej ziemskiej wędrówki, wnuki włożyły w ręce zmarłej babci...
W Muzeach Watykańskich zachował się fresk pochodzący z III wieku przedstawiający męczeństwo św. Tekli. To właśnie ją nazywa się czasem pierwszą męczennicą Kościoła - pierwsza stanęła z palmą męczeństwa przed obliczem Boga. Wiemy, że słuchała nauk św. Pawła (podczas jego podróży po Azji Mniejszej w latach 45-49) i pod ich wpływem dała się ochrzcić. Gdy, pragnąc w całości poświęcić swoje życie Bogu, zerwała swoje zaręczyny, skazano ją na stos. W chwili wykonywania okrutnej kary stała się rzecz niesamowita: nagle zaczął padać deszcz, który ugasił groźne płomienie. Później jeszcze raz próbowano zadać jej okrutną męczeńską śmierć przez wydanie na żer dzikich zwierząt. Lwy jednak, widząc Teklę, złagodniały ku zdumieniu żądnych krwawej rozrywki gapiów, nie robiąc jej żadnej krzywdy. Po śmierci Pawła miała osiąść w Seleucji i dożyć w pustelni sędziwego wieku. W samym Konstantynopolu miały istnieć aż cztery świątynie pod Jej wezwaniem. W Rzymie znajdują się katakumby św. Tekli umiejscowione w pobliżu Bazyliki św. Pawła za Murami. Tutaj znajduje się podziemna bazylika, do której przeniesiono ciało Świętej Męczennicy z Ikonium (tu także odkryto niedawno najstarszy wizerunek św. Pawła).
Stosunkowo niedawno, bo w lutym tego roku, w Podkarpackim Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie dokonano prezentacji niezwykłego obrazu przedstawiającego św. Teklę, o którego istnieniu przez długie lata nie wiedziano, a który namalował w XIX stuleciu w Leżajsku Zachariasz Chodziński, pracujący w klasztorze ojców bernardynów. Artysta ten malował wizerunki świętych dla przybywających licznie do leżajskiego sanktuarium pątników. Jest to w tej chwili jego ósmy znany obraz. Na obrazie Chodzińskiego przedstawiono Świętą z płonącym ogniskiem, wężami oraz lwem.
Choć kult Tekli na Zachodzie rozprzestrzenił się już w czwartym wieku, to w Polsce Święta nie była jakoś szczególnie popularna. Co ciekawe, większym kultem cieszyła się Tekla na wsi polskiej. Była ona orędowniczką w czasie zagrożenia pożarem (a, jak wiemy, w zamierzchłych czasach wiejskie chaty budowano w całości z drewna i kryto słomą), a także miała chronić od zagrożenia chorobami i zarazą. Kapliczka poświęcona św. Tekli znajduje się w Nowotańcu w powiecie sanockim. Z tutejszych przekazów wiadomo, że kapliczkę Świętej wystawiła rodzina Wiktorów z Woli Sękowej na początku XIX stulecia. Jak opowiadają okoliczni mieszkańcy, modlono się do Niej podczas nawiedzającej okoliczne osady zarazy i w razie wybuchających pożarów. W miejsce dawnej drewnianej figury św. Tekli wstawiono do kapliczki kopię starej rzeźby. Ołtarz z pięknym obrazem św. Tekli z XVIII wieku znajdziemy w pojezuickiej bazylice w Starej Wsi. Święta w jednej ręce trzyma krucyfiks, zaś w drugiej dzierży palmę - symbol męczeństwa. Pod Jej stopami zaś zauważamy leżącego lwa. Wierni ziemi brzozowskiej przybywali tutaj, by prosić Świętą o liczne łaski. Wiele starych obrazów przedstawiających św. Teklę posiada ślady otarcia twarzy. Dlaczego tak jest? Nasi pobożni przodkowie przybywając 23 września (liturgiczne wspomnienie św. Tekli) do kościołów, w których znajdowały się Jej wizerunki, pocierali chusteczkami twarz Świętej tak, aby następnie, już po przyjściu do swoich domów, przykładać je domownikom w chore i bolące miejsca.
23 września jest odpustem w parafii w Jaśliskach. W tutejszym kościele, wybudowanym dzięki staraniom bp. Aleksandra Antoniego Fredry w latach 1724-50, znajduje się niezwykły obraz św. Tekli, od wieków czczony przez mieszkańców. W osiemnastym stuleciu na zabudowaniach plebanii wybuchł pożar. Po jego ugaszeniu w popiele znaleziono nietknięty obraz Świętej. Dziś po restauracji znajduje się on w jednym z ołtarzy, a o cudownym ocaleniu z pożaru w 1771 r. informuje specjalny napis.
W Jasienicy Rosielnej przy drodze do Bliznego tutejsi mieszkańcy wznieśli w osiemnastym wieku murowaną kapliczkę. Jej górna część jest oddzielona gzymsem, otwór wejściowy kaplicy ujęty jest półkolumnami dźwigającymi arkadę o spłaszczonym łuku. Pokryta jest kopulastym dachem z latarnią, krytym gontem. Wewnątrz znajduje się barokowa rzeźba św. Tekli z XVIII wieku. Najprawdopodobniej postawiona w tym miejscu figura miała chronić wieś od klęsk żywiołowych, głównie groźnych pożarów. Pod stopami figurki znajdują się pięknie rzeźbione główki lwów, w ręku Święta dzierży krzyż. Murowana kapliczka św. Tekli, wzniesiona, jak się zdaje, w roku 1806, znajduje się w Komborni w powiecie krośnieńskim, po prawej stronie drogi prowadzącej do Korczyny.

CZYTAJ DALEJ

Premier: od 1 stycznia cena energii elektrycznej w Polsce będzie zamrożona

2022-09-24 21:21

[ TEMATY ]

gospodarka

premier

PAP/Wojtek Jargiło

Od 1 stycznia cena energii elektrycznej w Polsce będzie zamrożona. Nie będzie podwyżek do zużycia w wysokości 2000 kilowatogodzin rocznie – a więc dla ogromnej większości polskich rodzin, zwłaszcza na prowincji - oświadczył w sobotę premier Mateusz Morawiecki.

Szef rządu we wpisie na Facebooku zapewnił, że ceny energii zostaną zamrożone w przyszłym roku "wbrew planom spółek energetycznych". "Nie będzie podwyżek do zużycia w wysokości 2000 kilowatogodzin rocznie – a więc dla ogromnej większości polskich rodzin, zwłaszcza na prowincji. W obliczu światowego kryzysu energetycznego wdrożyliśmy kolejną Tarczę Solidarnościową. To konkretne rozwiązania i namacalna pomoc. Właśnie na niej opieramy naszą wiarygodność" - napisał premier.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję