Reklama

Niedziela Podlaska

Album rodzinny

Boćki. Album rodzinny. Pokolenia to tytuł otwartej wystawy plenerowej umieszczonej na ogrodzeniu szkoły i Instytutu Społecznego Pactum w Boćkach, naprzeciwko Gminnego Ośrodka Kultury.

Niedziela podlaska 43/2024, str. IV

[ TEMATY ]

Diecezja Drohiczyńska

Teresa Modzelewska

Stanisław Derehajło, przy zdjęciu swojej rodziny, opowiada jak ważne dla niego było zapisanie wspomnień jego ojca Jana

Stanisław Derehajło, przy zdjęciu swojej rodziny, opowiada jak ważne dla niego było  zapisanie wspomnień jego ojca Jana

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zaprezentowano na niej kolekcję dawnej fotografii rodzinnej i fragmenty wspomnień najstarszych mieszkańców gminy Boćki, zebranych przez Fundację Okolica. To już czwarta wystawa z serii „Boćki. Album rodzinny”. Wcześniej było „Dzieciństwo”, „Młodość” i „Śluby”.

Teksty do katalogu i na plansze wystawowe opracowała Zofia Stopa. Korzystała przy tym z relacji biograficznych nagranych w latach 2015-18 na terenie gminy Boćki przez Magdalenę Stopę, Teresę Modzelewską i Zofię Stopę. Kolekcja wspomnień pokolenia urodzonego w latach 20., 30. i 40. XX wieku liczy 70 nagrań wspomnień i ponad 700 skanów zdjęć. Dostępna jest na stronie Archiwum Historii Mówionej Ośrodka Karta i Domu Spotkań z Historią, a także w Gminnej Bibliotece Publicznej w Boćkach. Można zapoznać się z nią także na stronie internetowej www.fundacjaokolica.pl.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Kiedyś rodziny były inne....

– Dzieci było pięcioro, sześcioro. Nawet siedmioro. To były w ogóle inne czasy. Ciężko było, ale nie narzekali tak, jak teraz narzekają. Pogodne, zgodne byli ludzie, pomagali jedne drugim. Mieli czas porozmawiać, a teraz tylko komputery, telewizory, siebie oglądać nie chcą – cytował fragment z katalogu wystawy Mateusz Sacharzewski, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Boćkach, witając przybyłych gości. Następnie przedstawił Magdalenę Stopę, twórczynię wystawy i Fundację Okolica, którą kieruje pani Magda.

Reklama

– Czwarta wystawa z cyklu „Boćki. Album rodzinny” powstała w wyniku akcji nagrywania wspomnień najstarszych mieszkańców gminy Boćki, którą razem z panią Teresą Modzelewską przeprowadziłyśmy w latach 2015-18 – opowiadała Magdalena Stopa. – Robiąc nagrania jednocześnie skanowałyśmy fotografie rodzinne naszych rozmówców i tak powstała duża kolekcja. Wszystkie nagrania i zdjęcia pochodzą z jednej gminy, tworząc przez to unikalny zbiór. Zdjęcia rodzinne są interesującym zasobem, ciągle moim zdaniem niedocenianym. Znaleźć je można w każdym domu, a wydobyte z albumów i szuflad, stają się materiałem do wielu ważnych narracji. Jest to cenne, zwłaszcza w kraju takim jak nasz, wielokrotnie zniszczonym, który stracił wiele historycznej substancji. Dawne fotografie przenoszą nas w realia okresu, w którym były zrobione, ułatwiają kontakt z przeszłością. Widać na nich inne stroje, fryzury, dawne domy, pojazdy. Fundacja udostępniła kolekcję na swojej stronie internetowej, popularyzuje ją również poprzez wystawy plenerowe i towarzyszące im katalogi. Zależało mi, żeby po wystawach pozostał trwały ślad, żeby katalogi trafiły do domów mieszkańców gminy Boćki i podkreśliły wartość ich pamiątek rodzinnych – dodała pani Magda.

– Magdo, jesteś osobą, która się sprowadziła do naszej gminy z Warszawy, czyli osobą z zewnątrz. Tym bardziej dziękuję za dokumentowanie tej historii, zwykłej historii naszej społeczności boćkowskiej. Za wykonywaną na co dzień pracę z wielką pasją – za wieloletnie działania dziękowała w imieniu mieszkańców Dorota Kędra-Ptaszyńska, wójt gminy Boćki.

Jakież to było kiedyś życie

„Chata kryta słomą. Dwa pokoje i kuchnia, i razem trzynaścioro ludzi mieszkało. Dziewięć w jednej i czworo w drugiej. W sieni było klepisko, glina wylana i ceber stał. Boso chodzili. Chleba i kartofli wystarczało”.

Były też domy bogatsze: „Dom miał metrów dziewiętnaście na jedenaście. Dach był wysoki, słomą kryty. Od północy była wielka kuchnia, bo ojciec najmował ludzi do pracy i trzeba było dawać jeść. A w niej wielki piec chlebowy, bo sami piekli chleb. (...) Była piękna rzeźbiona szafa w różne liście , była komoda z szufladami, rzeźbione łóżko, rzeźbiony kredens. I krzesła wyściełane. Była otomana obita na czarno. Na ścianach wisiały kilimy i obrazy. Lampy były naftowe”.

„Moja młodość nie była taka bardzo wesoła. Ale jestem szczęśliwy, że tak przeżyło się. Mam dzieci fajne, mam dobre wnuczki, kochane. Pięć lat temu odeszła żona, Pięćdziesiąt i pół roku przeżyliśmy razem. Pięknie, dobrze, budowaliśmy się, dorobili, dzieci pouczyli, dziękować Bogu.”

Reklama

„Warunki w szkole były trudne. Klasy w kilku domach. Ale młodzież była życzliwa i garnęła się do nauki. Dzieci chodziły na piechotę. Dzieci były samodzielne, a rodzice tak nie przeszkadzali dla nauczyciela, jak w chwili obecnej.”

„Mama nagotuje ziemniaków, taką blaszaną miskę i tam skwareczek usmaży. I w te ziemniaki wleje, to jak którejś trafi się i zobaczy, że tam skwareczka, to bach! Jedna drugiej po łyżce! Żeby wyrzucić i samej skwarkę zjeść. Bo tych skwarek na każdą łyżkę nie starczyło. Wielka bieda była. My w zły czas się urodzili”.

„To były w ogóle inne czasy. Kiedyś ludzie byli zgodne, życzliwe. Teraz kombajny, teraz wszystko. A kiedyś sierpem żyto żęli. A wieczorem spotykali się na ławeczkach, tam mężczyźni, tam kobiety, coś gadają, się śmieją. A teraz co? A teraz ławeczków nie ma”.

Refleksje rodzinne

Reklama

– Pani Magda zrealizowała moje marzenie, żeby utrwalić wspomnienia tych osób, które żyją, a mają bogaty zasób wiedzy – mówił Stanisław Derehajło, którego zdjęcie rodzinne znalazło się na wystawie i w katalogu. – To było bardzo ważne dla naszej całej rodziny, że pani Magda nagrała wspomnienia mojego ojca. Odtwarzamy je teraz często. A już tradycją stało się, że w wigilię Bożego Narodzenia słuchamy jego opowieści wigilijnej, on opowiada co i jak dawniej było w wigilię. Ważne to jest dla moich dzieci. One wracają i dziadka słuchają, kiedy na przykład jest im źle. Słuchają i w ogóle nawet inaczej do życia podchodzą, nabierają dystansu do życia. Myślę, że nawet jak nas już nie będzie, to ktoś będzie sięgał do tych opowieści. Przez to Ci ludzie są jakby nieśmiertelni, ich duch unosi się wokół nas. Bardzo doceniam tę waszą pracę. Musimy wiedzieć skąd wychodzimy, jakie są nasze korzenie. Dzisiejsza wystawa „Pokolenia,” to bardzo ważna wystawa, pokazuje, jakie te więzi były mocne, nie było emerytur, a te rodziny liczyły na siebie i wspierały się – dodaje ze wzruszeniem Stanisław Derehajło.

Historia rodzinna bliska sercu

Śpieszmy się zapisywać wspomnienia najstarszych ludzi, bo one odchodzą wraz z nimi. Jakże często mówimy „Żałuję, że nie zapisałem opowieści dziadka” albo „Nie słuchałem uważnie, kiedy babcia opowiadała tę historię, a teraz nie pamiętam”. Te opowieści układają się jak puzzle w obraz świata, którego już nie ma, a który jest bardzo ważny w naszym życiu. Każdy ma do opowiedzenia historię swojego życia, która była, mniej lub bardziej, wpleciona w historię lokalną, a niektórzy doświadczyli udziału w ważnych wydarzeniach w skali kraju, kontynentów czy świata. A tak naprawdę nie trzeba być bohaterem ważnych wydarzeń historycznych, żeby mieć do opowiedzenia pasjonującą historię, bliską, rodzinną.

Ludzi już nie ma, ale są w sercu, we wspomnieniach, w naszej pamięci i przedmiotach, które po nich zostały. Mówi się, że słowa ulatują, ale zapisane zostają. Warto więc uważnie słuchać naszych bliskich, kiedy jeszcze żyją. I zapisywać. Warto wiedzieć kim byli nasi przodkowie. Bo dzięki nim jesteśmy. Oni nas zbudowali. Kiedy znamy nasze korzenie jesteśmy mocniejsi.

2024-10-22 13:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miejsca przywracania nadziei

Niedziela podlaska 3/2025, str. I

[ TEMATY ]

Diecezja Drohiczyńska

Ks. Marcin Gołębiewski/Niedziela

W bielskim sanktuarium zainaugurowano Rok Jubileuszowy

W bielskim sanktuarium zainaugurowano Rok Jubileuszowy

Biskup Piotr Sawczuk w 2. niedzielę po Narodzeniu Pańskim, 5 stycznia 2025 r., przewodniczył Mszy św. na rozpoczęcie Roku Jubileuszowego 2025 w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Bielsku Podlaskim.

Przed Eucharystią miejscowy proboszcz i kustosz sanktuarium ks. kan. Roman Kowerdziej poprowadził Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Modlitwę poprzedziło wyczytanie uprzednio złożonych intencji. Podczas procesji uroczyście wniesiono relikwie osób związanych z kultem Miłosierdzia Bożego. Od tej chwili w sanktuarium w sposób szczególny obecna jest św. Faustyna Kowalska, św. Jan Paweł II oraz bł. ks. Michał Sopoćko. W związku z zainaugurowaniem Roku Jubileuszowego w sanktuarium, dziekan bielski ks. prał. Tadeusz Syczewski odczytał dekret biskupa drohiczyńskiego ustanawiający bielskie sanktuarium kościołem stacyjnym na czas trwania Jubileuszu. W homilii biskup określił wyznaczone na terenie diecezji świątynie jako miejsca przywracania nadziei. Za papieżem Franciszkiem biskup zachęcał, aby mieć otwarte oczy i patrzeć na wszystko z wiarą i zaufaniem do Boga, bo narzucają się także znaki beznadziei. – Każdy znak beznadziei to antyewangelia, nie dobra nowina, ale zła, podrywająca skrzydła, przygnębiająca. Rok Jubileuszowy zaprasza do otwarcia się na Boga, do spojrzenia z zaufaniem na Kościół, do odrzucenia złej propagandy i odnalezienia się w nim, jako cząstka przedziwnej, różnobarwnej mozaiki współtworzonej przez Miłosiernego Boga – kontynuował biskup. Zachęcił również do ochotnego korzystania z jubileuszowych narzędzi, między innymi łaski odpustu zupełnego. – Jeśli przyjmiemy to zaproszenie, to staniemy się pielgrzymami nadziei, pielgrzymami idącymi ku nadziei. Skoro Bóg z nas nie rezygnuje, to i my nie rezygnujemy. Mimo może i bardzo licznych wcześniejszych niepowodzeń, podejmujemy kolejną próbę, by przetrzeć oczy, by obmyć swe oblicze, by zdobyć bezcenny skarb i w tym celu użyć oryginalnych kluczy, jakie Bóg nam daje, a nie szukać drogi po omacku i próbować otworzyć skarbiec szczęścia podrobionym wytrychem – mowił.
CZYTAJ DALEJ

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Katarzyna, która mówiła, gdy inni milczeli

2026-04-29 07:06

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

W świecie, w którym każdy ma coś do powiedzenia, a niewielu ma coś do powiedzenia naprawdę, postać św. Katarzyna ze Sieny brzmi zaskakująco aktualnie. Nie dlatego, że była świętą. Dlatego, że była skuteczna. Jest to święta osobiście mi bliska i to nie tylko ze względu na to, że jest imienniczką mojej Mamy.

Nie miała dyplomów, funkcji ani zaplecza. A jednak rozmawiała z papieżami jak równy z równym. Nie prosiła o uwagę – brała ją siłą argumentu i klarownością myślenia. Dziś powiedzielibyśmy: nie miała „zasięgów”, ale miała coś znacznie trudniejszego do podrobienia – wiarygodność. Żyła w czasie kryzysu instytucji, kiedy autorytety chwiały się, a centrum świata duchowego przeniosło się do Awinionu. Brzmi znajomo. Dziś też żyjemy w epoce, w której łatwo podważyć wszystko – politykę, media, Kościół, ekspertów. Problem w tym, że razem z autorytetami często wyrzucamy odpowiedzialność.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję