Ireneusz Korpyś: Kiedy świat odwrócił wzrok, on klęknął do modlitwy. Kiedy w więzieniu zabroniono mu odprawiać Mszę św., odmawiał Różaniec w ciszy. Kiedy uniewinniono go po ponad roku izolacji, nie powiedział o swoich oskarżycielach ani jednego złego słowa. Jaki był tak naprawdę kard. George Pell? Jak go Pani ocenia jako kapłana i jako człowieka?
Tess Livingstone: Rzeczywiście tak było, odmawiał Różaniec w więzieniu, chyba codziennie, a przynajmniej prawie codziennie. Czytał też brewiarz, co było dla niego wielkim pocieszeniem. Jako biskup kard. Pell był bardzo silnym przywódcą. Był głęboko zszokowany i zdenerwowany fałszywymi zarzutami wysuwanymi przeciwko niemu. To prawda, że nie powiedział ani słowa o swoim oskarżycielu, ponieważ, jak sądzę, był bardzo zaskoczony całą sytuacją i nie widział w tym żadnego sensu. Nie poprawiłoby to jego sytuacji.
Jak Pani, jako osoba, która dobrze go znała, opisałaby jego wiarę? Czy była to wiara twarda, surowa, czy raczej cicha, kontemplacyjna – jak u człowieka, który wiele przeszedł?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Nie pasuje ona do żadnej z tych kategorii, choć bardziej przypomina tę drugą. Podobnie jak jego bohater – św. Jan Paweł II – miał silną, pewną i optymistyczną wiarę, że Bóg go kocha i pomoże mu przetrwać trudności, z którymi się borykał. Powiedział mi, że nie rozumie, dlaczego Bóg pozwolił na to, aby mu się to przydarzyło, ale dodał też: „Bóg pisze prosto po krzywych liniach”. Po prostu nie wiemy, dlaczego pozwala, aby złe rzeczy przytrafiały się dobrym ludziom.
Więzienie okazało się dla kard. Pella poważnym testem. Jak reagował na tę sytuację i co robił, by zachować godność i wiarę?
Wykorzystywał swoje wykształcenie zdobyte w seminarium i starał się tak zorganizować swój dzień, aby uwzględnić modlitwę, ćwiczenia fizyczne w dozwolonych godzinach, spotkania z odwiedzającymi w dozwolone dni, cotygodniową wizytę kapelana więziennego, spotkania z prawnikami, posiłki i oglądanie telewizji, którą wcześniej rzadko oglądał. Lubił też czytać gazety, kiedy mógł sobie na to pozwolić. Pisanie było dla niego bardzo, bardzo ważne. Pisał swój dziennik więzienny (opublikowany w trzech częściach przez Ignatius Press) i odpowiadał na niektóre z setek listów, które otrzymywał, zwłaszcza od innych więźniów, listy więźniów do więźniów można było wysyłać bezpłatnie, co było pomocne, ponieważ gdy przebywał w więzieniu, miał bardzo ograniczony budżet.
Wielu współpracowników kardynała mówiło o nim: „nie był łatwy, ale był prawdziwy”. Czy jego niełatwy charakter i próby reformy watykańskich finansów mogły doprowadzić do intryg, które zakończyły się oskarżeniem, sądem i więzieniem?
Reklama
Często się nad tym zastanawiał, tak jak wielu jego przyjaciół. Nigdy jednak nie znalazł odpowiedzi na to pytanie, podobnie jak nikt inny. Jego wrogowie w Rzymie z pewnością byli jednak bardzo zadowoleni, gdy powrócił do Australii.
Po wyjściu z więzienia kard. Pell unikał medialnego rozgłosu. Czy to była świadoma decyzja człowieka, który chciał zamilknąć, czy raczej forma duchowego oczyszczenia?
Ponieważ przeszedł na emeryturę, zrezygnował z pracy w Watykanie i aktywnego przywództwa w australijskim Kościele, nie widział potrzeby zbytniego wypowiadania się. Ale czasami to robił. W pierwszy weekend po wyjściu z więzienia napisał artykuł o Wielkanocy dla gazety The Australian i wygłosił kilka ważnych przemówień w Australii i Stanach Zjednoczonych. Od czasu do czasu wypowiadał się również na temat finansów Watykanu.
Wielu ludzi pytało go po uwolnieniu: „czy czujesz się zwycięzcą?”. Miał w sobie poczucie triumfu czy raczej świadomość, że zwycięstwo bez przebaczenia nie ma wartości?
Był zadowolony, że sprawiedliwość, choć z opóźnieniem, została wymierzona. Był głęboko przekonany, że zostanie uniewinniony.
Niewątpliwie zrobiło się o nim głośno w chwili jego aresztowania, ale nie tylko ten jeden epizod z jego życia jest istotny. W książce opisuje Pani jego reformy edukacyjne w Australii oraz pracę nad finansami Watykanu. Jak ocenia Pani jego styl przywództwa i wizję Kościoła?
Reklama
Jego wizja, w tym kierowanie szkołami, uniwersytetami i parafiami, opierała się na tradycji apostolskiej, a nie na synodalności, którą uważał za mało pomocną.
Jakim był rozmówcą?
Był bardzo dowcipny, a jego rozmowy odzwierciedlały jego szerokie zainteresowania i wiedzę z zakresu polityki, sportu, muzyki, historii, interesujących osób, które znał, stosunków międzynarodowych i różnych krajów, w tym Anglii i Rzymu, gdzie studiował, Polski, którą uwielbiał odwiedzać, oraz wielu, wielu książek, które przeczytał, od nowych publikacji teologicznych po kryminały – przeczytał np. wszystkie powieści kryminalne P.D. James. Uwielbiał też chodzić na dobre koncerty.
Co – Pani zdaniem – będzie największym dziedzictwem kard. Pella?
Jego Dzienniki więzienne są częścią wyjątkowego dziedzictwa, które przetrwa próbę czasu, będą czytane przez wieki.
Gdyby mogła Pani powiedzieć dziś jedno zdanie o George’u Pellu – człowieku, którego Pani znała, a którego świat poznał dopiero po jego cierpieniu – jakie by to było zdanie?
George Pell od najmłodszych lat wiedział, że ma do wykonania szczególne zadanie, i był gotów podążać tam, dokąd poprowadzi go Bóg przez Kościół. Kochał Boga, swoją rodzinę, przyjaciół i wiernych, którym służył.
Tess Livingstone dziennikarka The Australian, autorka bestsellerowej książki Kardynał George Pell. Biografia.
