Reklama

Kościół

W Afryce nie ma ludzi niewierzących

Kościół w Afryce jest żywy, radosny, dynamiczny. W Polsce niby wszyscy są wierzący, ale prawdziwie żyjących wiarą jest niewielu – mówi ks. Stanisław Deszcz, misjonarz św. Wincentego a Paulo.

Niedziela Ogólnopolska 7/2026, str. 26-27

[ TEMATY ]

Afryka

Archiwum ks. Stanisława Deszcza

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Rafał Witkowski: Zaskoczył mnie fakt, że wyjechał Ksiądz na misje od razu po święceniach. Czy wstąpienie akurat do Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo miało z tym związek?

Ks. Stanisław Deszcz: Tak, zamysł wyjazdu na misje był jednym z motywów mojego wstąpienia do tego zgromadzenia. Pochodzę z Dąbrówek Breńskich w diecezji tarnowskiej. Od dzieciństwa często pielgrzymowaliśmy do pobliskiego sanktuarium maryjnego w Odporyszowie, które prowadzą księża misjonarze. Dużą rolę odegrał też kolega, z którym mieszkałem w internacie, a który wstąpił do zgromadzenia przede mną. To on poznał mnie z dyrektorem Seminarium Internum – ks. Marianem Bańbułą, który opowiedział mi więcej o zgromadzeniu.

Od 2022 r. jest Ksiądz proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Gozdnicy na skraju diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, większość kapłańskiego życia spędził Ksiądz jednak w Afryce. Gdzie dokładnie?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Dwadzieścia dwa lata byłem w Kongu. Kiedy wyjeżdżałem na misje, ten kraj nazywał się Zair. Dopiero po obaleniu dyktatora Mobutu kraj powrócił do dawnej nazwy – Kongo, a dziś jest to Republika Demokratyczna Konga. Z kolei w Beninie posługiwałem przez 9 lat. W czasie kiedy kończyłem seminarium duchowne, prowincja polska naszego zgromadzenia prowadziła misje w dwóch krajach. Misjonarze wyjeżdżali albo na Madagaskar, albo do Zairu. Wyjazdy odbywały się naprzemiennie. W sumie na Madagaskar wyjechało dwudziestu dwóch polskich misjonarzy, a do Zairu – dwudziestu trzech. To była odpowiedź na brak powołań misjonarzy z Francji i Belgii, którzy zakładali te misje.

Co z pracy misyjnej w Kongu najbardziej zapisało się w sercu Księdza?

Pracowaliśmy na równiku. To bardzo trudny teren pod względem klimatu. W sezonie deszczowym zalane są drogi, lasy – po lesie można podróżować nawet łódką. Rzeka Kongo ma w niektórych miejscach nawet 15 km szerokości. To robi wrażenie! W Kongu mogłem spotkać dzikie zwierzęta: antylopy, dzikie świnie, małpy, całe stada przelatujących papug. Niezapomniany jest zapach kwitnących plantacji kawy – czegoś takiego nie da się porównać z niczym innym. Potem przyszło zderzenie z rzeczywistością: z nędzą, której nie sposób sobie wyobrazić. Kraj jest bardzo bogaty w surowce naturalne i powinien być najbogatszym krajem na świecie, ale tylko elita z tego korzysta – reszta ludzi żyje w nędzy, pracując w rolnictwie. Ale mam też pozytywne doświadczenia.

Mianowicie?

Reklama

Kościół w Kongu jest niezwykle żywy. Kiedy przychodzi niedziela, Msza św. może trwać 3 czy 4 godziny i nikt się nie nudzi. Wszyscy się cieszą, modlą się, śpiewają, tańczą. To pozytywne doświadczenie, że Kościół przynosi tym ludziom nadzieję i wybawienie z codziennych przywiązań i wpływów religii tradycyjnych. W środowiskach małych miasteczek i wsi, gdzie jest tylko jedna Msza św., spotkanie często kończy się tańcami po niej, a kiedy jest chrzest św. czy jakieś święto, później odbywa się wspólny posiłek. W miastach natomiast, gdzie w niedzielę trzeba odprawić np. sześć Mszy św., należy trochę uważać z długością nabożeństwa. Ale Eucharystii w tzw. rycie zairskim nie da się odprawić szybciej niż w 3 godziny, choćby się nawet chciało.

Był też Ksiądz świadkiem wojny domowej w Kongu, kiedy starły się ze sobą dwie główne grupy etniczne: Hutu i Tutsi...

Tak, byłem tam w tym czasie. To była wojna, w którą zaangażowane były również sąsiednie kraje. Po ludobójstwie w Rwandzie w 1994 r. wielu Hutu, odpowiedzialnych za mordy na Tutsi, uciekło do Konga. Konflikt nie wygasł, tylko przeniósł się na terytorium innego państwa. Dwa lata później Tutsi pomogli obalić dyktatora Mobutu, ale przy okazji w odwecie wymordowali ok. 600 tys. Hutu. O tym ludobójstwie w Europie prawie się nie mówi, choć skala była porównywalna z tragedią z 1994 r.

Ksiądz był także wówczas w Kongu?

Tak. Ludzie uciekali coraz dalej w głąb kraju, wycieńczeni, bezbronni. Ginęli bez walki. Byłem wtedy na parafii, która liczyła czterdzieści wiosek. Było nas czterech księży na całą parafię, gdzie praktycznie w każdej z tych miejscowości było zbudowane lepiej lub gorzej miejsce modlitewne. Raz na miesiąc w niedzielę staraliśmy się być w każdej wiosce. Wówczas spowiadaliśmy, udzielaliśmy chrztu św. oraz innych sakramentów, jeśli było trzeba. Czasami nocowaliśmy, jeśli trudno było wrócić jednego dnia. Przemieszczaliśmy się wszystkimi możliwymi sposobami: samochodem, motocyklem, rowerem, łodzią, pieszo.

Po 22 latach pobytu w Kongu i 4 latach w Polsce trafił Ksiądz do Beninu...

Reklama

Nasze zgromadzenie otwierało wtedy nową misję w Beninie. Tam spędziłem 9 lat. Benin to mały kraj – mniejszy od Polski – z 10 mln mieszkańców, ale aż sześćdziesięcioma językami. W Kongu istnieją duże strefy językowe – wystarczy nauczyć się jednego języka regionalnego. W Beninie natomiast każdy trzyma się swojego języka. Dlatego liturgia jest po francusku, a kazania i Liturgię Słowa często trzeba tłumaczyć na dwa lub trzy języki.

Benin to zupełnie inna rzeczywistość niż Kongo?

Tak, zdecydowanie. Benin jest krajem typowo rolniczym. Prawie wszyscy ludzie żyją tam z pracy na roli, choć wcale nie jest to łatwe. Na północy kraju, gdzie pracowaliśmy, pora sucha trwa 6 miesięcy – przez pół roku nie spada ani kropla deszczu. Utrzymanie się z rolnictwa w takich warunkach jest ogromnym wyzwaniem.

A jednak kraj się rozwija...

Tak, i to znacznie lepiej niż Kongo. Są drogi, coraz więcej miejscowości ma dostęp do elektryczności, działają poczta, banki, telefony. Życie jest bardziej uporządkowane. W Kongu natomiast przez lata funkcjonowaliśmy praktycznie tylko dzięki radiotelefonom. To one łączyły misjonarzy między sobą, służyły także do ostrzegania ludzi, zwłaszcza w czasie wojny.

Czy – mając na uwadze obecną laicyzację w Polsce – widzi Ksiądz jakieś podobieństwa lub różnice w porównaniu z Afryką?

W Afryce nie ma ludzi niewierzących w Boga, tylko – z powodu religii tradycyjnych – bywa On postrzegany jako ktoś odległy. Codzienne życie toczy się między ludźmi a światem duchów. Religie tradycyjne są pełne lęku: przed chorobą, przed nieszczęściem, przed złymi mocami.

I tutaj pojawia się chrześcijaństwo...

Reklama

Chrześcijaństwo przynosi wyzwolenie z tego lęku. Ludzie odkrywają, że Pana Boga nie trzeba się bać, wręcz przeciwnie – On niesie pomoc. Ta wolność bardzo ludzi pociąga. Dlatego Kościół w Afryce jest żywy, radosny, dynamiczny. W Polsce niby wszyscy są wierzący, ale prawdziwie żyjących wiarą jest niewielu.

A jak wygląda zaangażowanie w życie Kościoła?

Kościół afrykański jest wspólnotą, w której wierni świeccy mają skonkretyzowane miejsce i biorą za nią odpowiedzialność. W wioskach, gdzie nie ma księdza, wielu wiernych świeckich prowadzi katechezy i animuje modlitwy, budując wspólnotę. W Afryce łatwiej sformować radę parafialną czy komitet świecki. Tak od początku jest budowany Kościół w Afryce – to Kościół wszystkich.

Jakiś przykład?

Reklama

Przed 30 laty w Afryce nigdy nie odczytywałem pierwszego czytania w czasie Mszy św. Wszyscy wiedzą, że to nie jest rola księdza, i nawet kiedy nie ma lektora, ktoś wyjdzie z ławki i tę lekcję przeczyta. Na jednej z parafii miejskich w Kongu, liczącej ok. 15 tys. wiernych, nie mieliśmy tylu księży, aby odwiedzać chorych z Komunią św. w każdą niedzielę. Robili to świeccy szafarze Eucharystii. Dzięki nim każdy chory mógł co niedzielę przyjmować Ciało Pańskie. W jednej z kaplic postanowiliśmy zbudować ołtarz z kamieni, które przyniosą wierni. Ogłosiliśmy, że budowa będzie w formie celebracji: każdy przyniesie kamień ze swojego domu, pola, drogi. I rzeczywiście – dzieci, dorośli, starcy szli w procesji ze śpiewem i tańcem, składając swoje kamienie. W pewnym momencie murarz, który nie był z naszej parafii, przerwał pracę i wyszedł. Dopiero później wyjaśnił mi, że tak bardzo go to wzruszyło, iż musiał na chwilę odejść. Po chwili wrócił z własnym kamieniem, położył go w ołtarzu i dopiero wtedy mógł dalej pracować.

To bardzo symboliczny obraz Kościoła.

Tak, to pokazuje, czym jest Kościół w Afryce: wspólnotą, do której każdy należy i za którą każdy czuje się odpowiedzialny. To nie jest „Kościół księdza”, to jest „nasz Kościół”. To coś niezwykle pięknego i bardzo ewangelicznego.

Ks. Stanisław Deszcz przez wiele lat misjonarz w Kongu i Beninie; obecnie proboszcz w Gozdnicy

2026-02-10 14:28

Ocena: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Smutni, ale z zapałem do pracy

Niedziela rzeszowska 1/2020, str. 6

[ TEMATY ]

misje

Afryka

O. Pacyfik Czachor OFM

Archiwum o. Pacyfika Czachora OFM

O. Pacyfik Czachor OFM, misjonarz pochodzący z naszej diecezji, od 1971 r. pracował w DR Kongo, teraz posługuje w rzeszowskim kościele Bernardynów

O. Pacyfik Czachor OFM, misjonarz pochodzący z naszej diecezji, od 1971 r. pracował w DR Kongo, teraz posługuje w rzeszowskim kościele Bernardynów
Alina Ziętek-Salwik: – Co czuje misjonarz, który po 48 latach pracy misyjnej w Kongo wraca do rodzinnego kraju?
CZYTAJ DALEJ

Z roku na rok coraz więcej. Nocne pielgrzymki podbijają Francję

2026-04-08 08:27

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Lourdes

Francja

Vatican Media

Francuzi odkrywają urok nocnych pielgrzymek. W większości są to nowe inicjatywy, podjęte w odpowiedzi na wzmożone zainteresowanie wiarą i problemy współczesnego człowieka. „Chcieliśmy pomóc ludziom znajdującym się na obrzeżach Kościoła, aby mogli odkryć Jezusa” – mówi Louis-Marie jeden z organizatorów nocnego marszu do Ars.

O odrodzeniu nocnych pielgrzymek we Francji informuje tygodnik Famille Chrétienne. Szczegółowo opisuje sukces marszu do sanktuarium św. Jana Marii Vianneya w Ars. To 30 km trudnej wędrówki przez skaliste zbocza Mont Thou, na północny zachód od Lyonu. Dwa lata temu w pielgrzymce wzięło udział 300 osób. W tym roku było ich już 1800. Wyruszali z czterech różnych miejsc. Wśród pątników znalazł się również prymas Galii, wielki propagator pieszego pielgrzymowania: „Z roku na rok jest was coraz więcej. Głębokim sensem naszego istnienia jest bowiem wędrówka ku Bogu. Wspieramy się nawzajem, a towarzyszy nam Duch Święty” – mówił arcybiskup Lyonu Oliver de Germay.
CZYTAJ DALEJ

Włochy: ponad 65 tys. aborcji, coraz więcej farmakologicznych

2026-04-08 10:00

[ TEMATY ]

aborcja

Włochy

Vatican Media

Zmienia się obraz aborcji we Włoszech – wynika z najnowszego raportu. Choć w dłuższej perspektywie ich liczba maleje, coraz większą rolę odgrywają metody farmakologiczne, a sprzedaż tabletek poronnych rośnie. Zjawisko to wpisuje się w szerszy kontekst kryzysu demograficznego i przemian społecznych.

W 2023 roku we Włoszech wykonano 65 746 aborcji, co oznacza niewielki wzrost o 0,1 proc. względem roku poprzedniego. Wskaźnik aborcji wyniósł 5,6 na 1000 kobiet w wieku rozrodczym i pozostał na tym samym poziomie co rok wcześniej – podaje La Nuova Bussola Quotidiana.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję