Reklama

Felietony

Stary Polak i marlin

Cicho odbiliśmy od brzegu, ocean powitał nas cichym pluśnięciem. Zawarczał silnik i pomknęliśmy ku horyzontowi.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zerwałem się przed świtem. Opodal naszej chaty, na wulkanicznej plaży, trwał już ożywiony ruch. Gibkie cienie krzątały się przy łodzi. Przemyłem twarz wodą z wiadra. Przyniosła nieco otrzeźwienia i sprawiła, że powoli zaczęły znikać obrazy niedawnego snu. Na sennym ekranie stary człowiek zmagał się z ogromnym marlinem. Cierpiał, wygrywał i przegrywał...

Stare opowiadanie Ernesta Hemingwaya towarzyszyło mi przecież od czasów chłopięcych i zawsze budziło żywe marzenia, sen nie był zatem zaskoczeniem, i to jeszcze w takim miejscu. Ta opowieść sama odżyła w momencie, gdy w mroźnej Polsce powziąłem plan wyprawy na marliny. Teraz, opleciony jeszcze snem, szykowałem się na łowiecką wyprawę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Na plaży czekali już dwaj młodzi rybacy z północnego końca Panamy, gdzie rozlewał się bezmiar ciepłych tu wód Oceanu Spokojnego. Wędziska czekały już w dulkach, a chłopcy nerwowo przestępowali z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać dziwacznego gringo, który wynajął ich na morskie polowanie. Kiedy doszedłem, akurat kończyli kanapki i popijali je letnią kawą z termosu – poczęstowali. Obaj byli śniadzi, z ich ciemnymi – spalonymi słońcem – twarzami jaskrawo kontrastowały łobuzersko lśniące oczy i błyskające w uśmiechach białe zęby. Nie ruszali się zbyt szybko, działali raczej precyzyjnie, rutynowo. Na tyle łodzi lśnił spory silnik Suzuki, widać było, że nadzwyczajnie o niego dbają – od niego przecież zależy los na pełnym oceanie. Nie mieli walkie-talkie ani radiostacji.

Cicho odbiliśmy od brzegu, ocean powitał nas cichym pluśnięciem. Zawarczał silnik i pomknęliśmy ku horyzontowi. Miałem nadzieję, że znają się na swojej robocie i bez przyrządów nawigacyjnych trafimy na łowisko obfitujące w wielkie żaglice. Płynęliśmy na pełnych obrotach i kadłub skakał z fali na falę, twardo uderzając o wodę. Młodzieńcy porozumiewali się w panamskiej odmianie hiszpańskiego, ale z ich min mogłem wywnioskować, że boją się wzbierającego wiatru, który może udaremnić połów. Po 3 godzinach morskiej gonitwy słońce było już wysoko, a ja szybko zrozumiałem, dlaczego rybacy są szczelnie okutani w badoo, bluzy i getry. Wiatr wprost palił w twarz, słońce paliło, powietrze paliło. Każdy niezakryty kawałek ciała zaczynał piec. Na szczęście nie lubię krótkich spodni i koszul z krótkimi rękawami, więc jako tako przywykłem do tego oceanicznego upału, gnającego od strony panamskiego brzegu.

Reklama

Powoli z oczu znikały wzgórza malowniczego Cambutal, zieleń ustępowała ciemnym kolorom niezmierzonego odmętu oceanu, który w tym miejscu ma kilka kilometrów głębokości. Ciągnięte metodą „na dorożkę” przynęty na razie nie wzbudzały zainteresowania żadnego morskiego stwora. Przez kilkanaście minut po obu stronach pędzącej łodzi wyskakiwały dziarskie delfiny. Wyglądały na uradowane nagłą odmianą, jaką było pojawienie się w ich okolicy łodzi rybackiej. Naraz jeden z młodzieńców cicho dotknął mojego ramienia – kiedy spojrzałem w kierunku, w którym wystrzeliło jego ramię, mimowolnie poczułem lekki dreszcz. Fale wyraźnie cięła trójkątna duża płetwa czarnego rekina. Musiał mieć ze 3 m długości. Od razu poniechałem pomysłu wyskoczenia z łodzi, gdy tylko staniemy na chwilę. Kąpiel w tym miejscu mogła obfitować w dodatkowe przygody.

Zmniejszyliśmy prędkość, łódź zaczęła chybotać na falach. Olbrzymia fregata właśnie uderzyła w ocean... Poluje. Znak, że jesteśmy tam, gdzie w tym momencie trzeba być.

Nagle jedna z wędek drastycznie przygięła się do wody. Jeden z młodych rybaków coś do mnie krzyknął, ale ja już cały stopiłem się z drgającym i nagle ożywionym „kijem”. Nieopatrznie dotknąłem skwierczącego kołowrotka i natychmiast sznur przeciął mi palce. Młodzi rybacy pokazali, abym uważał, ale w tej chwili najważniejszy był szamoczący się po drugiej stronie marlin. Właśnie wyskoczył wysoko ponad wodę – potęga i siła w jednym. Nie miałem jeszcze do czynienia z tak wielką manifestacją wigoru nieokiełznanej natury. Szarpał mocno i wyszarpywał metry sznura z kołowrotka. Starałem się opanować ten żywioł, ale miał nieposkromioną siłę. Już nie marzyłem o wciągnięciu go przez burtę do łodzi. Marzenie właśnie walczyło ze mną w słońcu.

2026-02-17 08:16

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Etapy ekspansji ludzi proroka Mahometa

Dla islamskiego polityka ważniejsze są wymagania jego ummy niż obowiązujące prawa i zwyczaje.

Rozwój islamskiej wspólnoty – ummy – przebiega zawsze w ten sam sposób. Najpierw nieliczni muzułmanie są bardzo cicho, są sympatyczni, ujmujący, starają się nie wchodzić w żadne konflikty. Potem – w miarę jak na dany teren napływają ich religijni pobratymcy – stają się widoczni, pojawiają się publicznie i swoimi strojami, zwyczajami starają się podkreślać swoją przynależność do grupy wyznawców proroka Mahometa. Kiedy jest ich już tylu, że czują się silni, zaczynają wychodzić ze swoimi praktykami religijnymi w przestrzeń publiczną. Zaczynają zajmować place, ulice i odprawiać na nich swoje modły, nie zważając przy tym na rdzennych mieszkańców tej ziemi. Zaczynają się też pierwsze konflikty, w których muzułmanie solidarnie stają po stronie swoich współwyznawców.
CZYTAJ DALEJ

Chrzty dorosłych zmieniają Kościoły i duszpasterstwo w Europie

2026-10-05 17:26

[ TEMATY ]

chrzest

episkopat.pl

Rosnąca liczba chrztów dorosłych w wielu krajach Europy Zachodniej jest coraz częściej postrzegana przez zwierzchników kościelnych jako zjawisko mające wpływ na cały Kościół. Jest to kluczowy wniosek z obradującego w miniony weekend w Wiedniu spotkania Eurocat, uważa Daniel Vychytil, odpowiedzialny za katechumenat dorosłych w Austrii.

„To, co wcześniej było sprawą jednostek, staje się teraz kwestią ogólną dla Kościoła” - powiedział Vychytil w rozmowie z agencją katolicką Kathpress 5 października. Podkreślił, że potencjał tego rozwoju jest znaczący; katechumenat dorosłych może stać się „siłą napędową nowej ewangelizacji, nowego spotkania z wiarą, a tym samym nowej witalności w kościołach”.
CZYTAJ DALEJ

Duchowość dla Warszawy – Piórko na wietrze. Jak Hildegarda leczy ludzki lęk.

2026-10-06 09:45

AKW

Doświadczenie słabości i ulotności życia u niektórych wzbudza tym większy zapał i zaangażowanie, by niestrudzenie poszukiwać sensu, u innych przeciwnie – wywołuje bezradność i lęk. Z jaką poradą przychodzi św. Hildegarda, „Sybilla znad Renu”? Jaką „dietę” zaproponuje na choroby duszy, na ludzkie lęki i niepokoje? Czy piórko na wietrze może poczuć się bezpieczne, nawet jeśli nie wie, dokąd poniesie je wiatr?

Wobec tych i podobnych pytań staniemy podczas kolejnego wykładu z cyklu „Duchowość dla Warszawy”, organizowanego przez Akademię Katolicką w Warszawie we współpracy z Narodowym Instytutem Kultury i Dziedzictwa Wsi. Wykład zatytułowany „Piórko na wietrze. Jak Hildegarda leczy ludzki lęk” wygłosi dr Alfreda Walkowska.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję