Reklama

Wielkopostny spokój Jedwabnego

KS. PAWEŁ BEJGER
Edycja łomżyńska 13/2001

Najbardziej znana w ostatnim czasie miejscowość w Polsce i na świecie to... Jedwabne. Rozpętana burza wokół wydarzeń w tej miejscowości u jednych budzi emocje, u drugich zdenerwowanie, jeszcze inni przyzwyczaili się do takiej sytuacji, uważają, że tak musi być. Jak długo jeszcze? Mieszkańcy Jedwabnego są już zmęczeni, nawet obojętni. Dziennikarze nie rezygnują. Dniem i nocą szukają kolejnych "dowodów", które wywołają falę oburzenia w Polsce i na świecie. A prawda? Skoro istnieje, niech się sama broni.

11 marca. Godz. 10.00

Wyjeżdżam do Jedwabnego. Jeszcze raz próbuję sobie prześledzić myślami wszystkie publikacje dotyczące tej miejscowości. Przeglądam jeszcze raz uważnie weekendowe wydanie gazet, interesujące sprawy notuję w notatniku. W głowie gdzieś rodzi się jednak pytanie: jak ludzie, jak Ksiądz Kanonik powita kolejnego dziennikarza? Przecież na pewno mają ich serdecznie dosyć.

Po drodze na krótko zatrzymuję się w Jeziorku, miejscowości położonej 3 km od Jedwabnego. Przy bramie jednego z gospodarstw stoi starszy człowiek. Podchodzę do niego, chcę porozmawiać, czy coś wie na temat sąsiedniej miejscowości. Wie i to dużo. Krótko rozmawiamy. Podchodzą inni mieszkańcy wioski. Wszyscy są zgodni, że prezentowany przez media obraz Jedwabnego jest krzywdzący i kłamliwy.

Godzina 11.40

Tablica informuje mnie, że jestem na miejscu. Jadę bardzo wolno. Przejeżdżam rynek. Na chodnikach stoją małe grupy ludzi. Starsi wymachują rękami, młodzi uśmiechają się, jeszcze inni spacerują po ulicach spokojnie. Ot, taki niedzielny poranek. Zatrzymuję się. Wysiadam z samochodu. Od razu mogę usłyszeć słowa: "Kolejny dziennikarz. Dziś to już nam nie dadzą spokoju, przecież Biskup przyjeżdża, to wszyscy ciekawi, co powie". Podchodzę do starszych mężczyzn, przedstawiam się. Mówię, że jestem z Głosu Katolickiego. "Znamy, znamy. Czytamy tę gazetę, chociaż jedna chce nas bronić" - odpowiedział jeden ze zgromadzonych. "Panowie, to jak to było?" - zadałem bezpośrednie pytanie. "Proszę Księdza, zrobili z nas morderców, szaleńców. To telewizja, gazety. Powiedzieliśmy im prawdę, a oni i tak napisali, co chcieli" - oburzył się jeden z rozmówców. "My, którzy przeżyliśmy wojnę, to jesteśmy twardzi, nie damy sobie pluć w twarz, ale co winne są nasze dzieci, wnuki albo ci, którzy do Jedwabnego sprowadzili się niedawno?" - zapytał starszy człowiek.

Godzina 11.00

Zajeżdżam przed plebanię. Dzwonię do drzwi. Otwiera mi ks. kan. Edward Orłowski. Cieszy się z przyjazdu. Zaczynamy krótką rozmowę. W telegraficznym skrócie przedstawia mi sytuację, która ma miejsce od kilku tygodni w jego parafii. Przedstawia zeznania mieszkańców, dawnego księdza, wyraża swoją opinię. Widać, że jest zmęczony, czuje się, że toczy niesamowity bój z wrogami prawdy. On również, podobnie jak i mieszkańcy uważa, że media przedstawiają sytuację jednostronnie. Rozmawiamy o udziale Niemców w pamiętnej zbrodni z 11 lipca 1941 r. Jest ona pewna. Udział Niemców mocno podkreślają świadkowie tamtych wydarzeń. Prawdziwi świadkowie.

Reklama

Godzina 11.10

Przyjeżdża bp Stanisław Stefanek z ks. prał. Tadeuszem Bronakowskim. Spokojna rozmowa. Kilka ogólnych uwag, kilka wskazań i udanie się do świątyni na Mszę św.

Godzina 11.25

Za pięć minut rozpocznie się Msza św. Do prezbiterium zbliżają się licznie zgromadzeni dziennikarze. Kamery, aparaty fotograficzne, mikrofony, dyktafony. Każdy szuka dla siebie odpowiedniego miejsca. Zza pleców słyszę głos: "Ciekawe, jak Stefanek sobie poradzi?". Któryś z dziennikarzy przeklina. - ktoś nadepnął mu na kabel. Rozpoczyna się Msza św. Ktoś pyta mnie, czy może wejść z aparatem do preziterium. Odpowiadam, że absolutnie nie. Posłuszny - zrezygnował.

Nadeszła chwila homilii. Logiczna analiza polskiej historii w odniesieniu do prawd Pisma Świętego. Wszyscy zasłuchani. Dziennikarze szukają w słowach Biskupa jakiejś sensacji. Czy znajdą? Zapewne tak. Wystarczy tylko źle zinterpretować pewne zdania. Mój osąd po wysłuchaniu homilii był jeden: spokojne, wielkopostne pouczenie.

Godzina 14.15

Wyjeżdżamy na rynek Jedwabnego. Potem na miejsce tragedii, gdzie znajduje się kamień upamiętniający tamto wydarzenie. Są dziennikarze, są pytania. Najważniejsza jest jednak chwila modlitwy. Skupienie. Nie wszyscy potrafią się zachować. Dziennikarze głośno wyrażają swoje myśli, co napiszą, komu dadzą zdjęcia. Po modlitwie wracamy. Pożegnanie.

Po powrocie siadam w redakcji i zastanawiam się nad jednym: jak mogą pisać o religijnych uroczystościach ludzie-dziennikarze, którzy o katolicyźmie, o religii naprawdę nic nie wiedzą? Na drugi dzień mogłem się przekonać, że mogą. Jak? Pożal się Boże.

Reklama

Boże Ciało i wianki

Kalina Wielicka
Edycja łowicka 21/2005

Boże Ciało, zwane od czasów Soboru Watykańskiego II Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, jest liturgicznym świętem wdzięczności za dar wiecznej obecności Jezusa na ziemi. Chrześcijanie od początków Kościoła zbierali się na łamaniu Chleba, sławiąc Boga ukrytego w ziemskim chlebie. Święto jest przedłużeniem Wielkiego Czwartku, czyli pamiątki ustanowienia Eucharystii. A z tego wynika, że uroczystość ta skryta jest w cieniu Golgoty, w misterium męki i śmierci Jezusa.

www.swietarodzina.pila.pl

Historia święta Bożego Ciała sięga XIII wieku. W klasztorze w Mont Cornillon, w pobliżu Liege we Francji, przebywała zakonnica Julianna, która wielokrotnie miała wizję koła na wzór księżyca, a na nim widoczną plamę koloru czarnego. Nie rozumiała tego, więc zwróciła się do przełożonej. Gdy ta ją wyśmiała, Julianna zaczęła się modlić i pewnego razu usłyszała głos, oznajmiający, że czarny pas na tarczy księżyca oznacza brak osobnego święta ku czci Eucharystii, które ma umocnić wiarę, osłabioną przez różne herezje.
Władze kościelne sceptycznie odnosiły się do widzeń prostej Zakonnicy. Jednak kolejne niezwykłe wydarzenie dało im wiele do myślenia. W 1263 r. w Bolsenie, niedaleko Rzymu, kapłan odprawiający Mszę św. zaczął mieć wątpliwości, czy to możliwe, aby kruchy opłatek był Ciałem Pańskim. I oto, gdy nastąpił moment przełamania Hostii, zauważył, że sączy się z niej krew i spada na białe płótno korporału na ołtarzu. Papież Urban IV nie miał już wątpliwości, że to sam Bóg domaga się święta Eucharystii i rok po tym wydarzeniu wprowadził je w Rzymie, a papież Jan XXII (1334 r.) nakazał obchodzić je w całym Kościele. Do dziś korporał z plamami krwi znajduje się we wspaniałej katedrze w Orvieto, niedaleko Bolseny. Wybudowano ją specjalnie dla tej relikwii.
W Polsce po raz pierwszy święcono Boże Ciało w 1320 r., za biskupa Nankera, który przewodził diecezji krakowskiej. Nie było jednak jeszcze tak bogatych procesji, jak dziś. Dopiero wiek XVI przyniósł rozbudowane obchody święta Bożego Ciała, zwłaszcza w Krakowie, który był wówczas stolicą. Podczas procesji krakowskich prezentowały się proporce z orłami na szkarłacie, obecne było całe otoczenie dworu, szlachta, mieszczanie oraz prosty lud z podkrakowskich wsi.
W czasie procesji Bożego Ciała urządzano widowiska obrzędowe lub ściśle teatralne, aby przybliżyć ich uczestnikom różne aspekty obecności Eucharystii w życiu. Nasiliło się to zwłaszcza pod koniec XVI wieku, kiedy przechodzenie na protestantyzm znacznie się nasiliło i potrzebna była zachęta do oddania czci Eucharystii.
W okresie rozbiorów religijnemu charakterowi procesji Bożego Ciała przydano akcentów patriotycznych. Była to wówczas jedna z nielicznych okazji do zademonstrowania zaborcom żywej wiary. W procesjach niesiono prastare emblematy i proporce z polskimi godłami, świadczące o narodowej tożsamości.
Najpiękniej jednak Boże Ciało obchodzono na polskiej wsi, gdzie dekoracją są łąki, pola i zagajniki leśne. Procesje imponowały wspaniałością strojów asyst i wielką pobożnością prostego ludu, wyrażającego na swój sposób uwielbienie dla Eucharystii. Do dziś przetrwał zwyczaj zdobienia ołtarzy zielonymi drzewami brzóz i polnymi kwiatami. Kiedyś nawet drogi wyścielano tatarakiem. Do dziś bielanki sypią też przed kroczącym z monstrancją kapłanem kolorowe płatki róż i innych kwiatów.
Boże Ciało to również dzień święcenia wianków z wonnych ziół, młodych gałązek drzew i kwiatów polnych. Wieniec w starych pojęciach Słowian był godłem cnoty, symbolem dziewictwa i plonu. Wianki z ruty i kwiatów mogły nosić na głowach tylko dziewczęta.
Na wsiach wierzono, że poświęcone wianki, powieszone na ścianie chaty, odpędzają pioruny, chronią przed gradem, powodzią i ogniem. Dymem ze spalonych wianków okadzano krowy, wyganiane po raz pierwszy na pastwisko. Zioła z wianków stosowano też jako lekarstwo na różne choroby.
Gdzieniegdzie do poświęconych wianków dodawano paski papieru, z wypisanymi słowami czterech Ewangelii. Paski te zakopywano następnie w czterech rogach pola, dla zabezpieczenia przed wszelkim złem.
Dziś Boże Ciało to jedna z niewielu już okazji, aby przyodziać najpiękniejszy strój świąteczny - strój ludowy. W Łowickiem tego dnia robi się tęczowo od łowickich pasiaków. Kto wie, czy stroje ludowe zachowałyby się do dziś, gdyby nie możliwość ich zaprezentowania podczas uroczystości kościelnych. Chwała zatem i wielkie dzięki tym duszpasterzom, którzy kładą nacisk, aby asysty procesyjne występowały w regionalnych strojach. Dzięki temu procesje Bożego Ciała są jeszcze wspanialsze, okazalsze, barwniejsze. Ukazują różnorodność bogactwa sztuki ludowej i oby tak było jak najdłużej.
W ostatni czwartek oktawy Bożego Ciała, oprócz święcenia wianków z ziół i kwiatów, szczególnym ceremoniałem w naszych świątyniach jest błogosławieństwo małych dzieci. Kościoły wypełniają się najmłodszymi, często także niemowlętami, by i na nich spłynęło błogosławieństwo Boże. Wszak sam Pan Jezus mówił: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im, do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 13-15).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kotla: Msza za wędkarzy

2019-06-26 21:33

Radosław Grzesiński

23 czerwca, w niedzielę w oktawie Bożego Ciała w Kotelskim kościele miała miejsce Msza Święta w intencji wędkarzy. Należy podkreślić że jest to rok jubileuszowy dla miejscowego koła wędkarskiego Jaź, ponieważ obchodzi ono 20-lecie istnienia.

Kacper Kuczak

Członkowie dziękowali za ten jubileusz, a obchodząc również ogólnopolski dzień wędkarza prosili o wstawiennictwo patrona św. Zenona z Werony. Była to druga taka Msza wędkarska, proboszcz parafii wyszedł z ta inicjatywą ponieważ sam jest wędkarzem i członkiem koła. Mszy świętej towarzyszyła dekoracja akcesoriami wędkarskimi oraz imitacja stawu z żywymi rybami. Członkowie koła przynieśli w darach usmażone ryby. Gospodarzami uroczystości byli ks. kan. Andrzej Skoczylas - proboszcz parafii Kotla, Jan Grabia prezes Koła PZW nr 5 Jaź w Kotli, Wójt Gminy Kotla Łukasz Horbatowski, założyciel koła Sławomir Majewski - dyrektor Urzędu Pracy w Głogowie, który odczytał Modlitwę wiernych. Nna zakończenie Eucharystii na ręce prezesa zostało przekazane błogosławieństwo od bp. Tadeusza Lityńskiego z okazji jubileuszu. We Mszy uczestniczyła także szkółka wędkarska dzieci, którą prowadzą członkowie koła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem