Do wyjaśnienia tego, jak przeżywać EDK, można posłużyć się słowami papieża Leona XIV z tegorocznego orędzia na Wielki Post: „Każda droga nawrócenia zaczyna się, gdy pozwalamy, aby dotarło do nas słowo Boże, i przyjmujemy je z uległością ducha. Istnieje zatem związek między darem słowa Bożego, przestrzenią gościnności, jaką mu oferujemy, i przemianą, jaką ono dokonuje. Dlatego szlak wielkopostny staje się sposobną okazją, by nadstawić ucha na głos Pana i ponowić decyzję pójścia za Chrystusem”.
Po co to wszystko?
Reklama
Dla tysięcy osób taką właśnie drogą wsłuchiwania się w głos Boga staje się Ekstremalna Droga Krzyżowa. Jest ona mierzona nie tyle kilometrami, ile sercem i trudem włożonym w budowanie relacji z Panem Bogiem, a później z drugim człowiekiem. To nie tylko 40 km w nocy, w ciszy i być może w trudnych warunkach pogodowych. To droga, na której człowiek spotyka Boga – nierzadko po raz pierwszy albo po bardzo długim czasie. Przykładem może być Jan, który początkowo nie wiedział, jaki jest cel jego pójścia na EDK. „Nie czułem się przygotowany ani duchowo, ani fizycznie. Miałem mnóstwo wątpliwości – czy dam radę, czy to w ogóle ma sens, czy nie przesadzam. Ale coś mnie pchało. Pierwsze kilometry były nawet przyjemne. Cisza. Tylko ja, ciemność, droga i Bóg. W pewnym momencie przyszedł kryzys – ból nóg, zmęczenie. I bunt. Po co to wszystko? Przecież mogłem być teraz w domu, pod kocem”. Mimo pokus i bólu nie poddał się, ale szedł dalej: „Każdy krok bolał, nie tylko fizycznie. Czułem, jak z każdym kilometrem zrzucam z siebie coś więcej – zmartwienia, lęki, pychę. Ta nocna wędrówka była jak droga wewnętrznego oczyszczenia. Właśnie wtedy zaczęło się prawdziwe spotkanie z Bogiem. Tam, gdzie nie miałem już siły. Gdzie jedyną modlitwą było: «Jezu, pomóż». On pomagał – przez czyjąś latarkę w ciemności, ciepłą herbatę w termosie, słowo z rozważań, które trafiło prosto w serce”. Jak zaznacza Jan, takie spotkanie z Jezusem wiele wyjaśnia. „Nikt nie widzi, ile idziesz, jak cię boli, co przeżywasz. To tylko twoja droga i Jezus. Czasem trzeba się rozsypać, żeby On mógł zbudować cię na nowo. Każda stacja Drogi Krzyżowej wryła się w moje serce głębiej niż zwykle. Bo kiedy bolą nogi, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, wtedy łatwiej zrozumieć krzyż. Nie tylko ten Chrystusowy, ale i mój – ten codzienny, zwyczajny, często niewidzialny”. Ta droga była dla Jana przełomowa. Wyznaje: „Wtedy usłyszałem więcej niż kiedykolwiek – cisza stała się modlitwą, a zmęczenie – ofiarą. Nie chodziło o to, żeby dojść. Chodziło o to, żeby iść – w zaufaniu, w skupieniu, z intencją. Żeby pozwolić Bogu mówić przez ból, przez noc, przez samotność. I On mówił. Ostatnie kilometry – cisza już nie była straszna, była modlitwą. Każdy krok bolał, ale niósł sens. A kiedy dotarłem do celu, zmęczony, obolały, w środku było coś, czego nie da się opisać. Radość? Ulga? Pokój? Chyba wszystko naraz. Uklęknąłem przed kościołem i powiedziałem tylko jedno: „Dziękuję, że pozwoliłeś mi dojść. Teraz wiem – było warto”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Nie chodzi o emocje, doznania, wyobrażenia
Dla Roberta była to trzecia EDK, ale pierwsza przeżywana samotnie. „Do tej pory chodziłem z kilkoma kolegami. Trochę się bałem tej drogi. Do ostatniej chwili wahałem się, czy iść. W końcu poszedłem” – wspomina. Tym razem wszystko wyglądało inaczej. „Wreszcie zrozumiałem, że nie chodzi o moje emocje, moje «doznania» i wyobrażenia. Po prostu szedłem z nastawieniem, że każdy krok, każdy kilometr, każda «dziesiątka» i cały ten wysiłek jest dla Pana Jezusa. Że przecież nie idę sam, tylko z Nim. Całą noc padał deszcz. Leśne odcinki zamieniły się w błoto po kostki. Czołówka, w połowie zasłonięta kapturem od przeciwdeszczowej peleryny, oświetlała niewiele. 35 km w deszczu. Sam. Z Nim. Dla Niego!” – opowiada. Jak się okazało, była to dla niego najłatwiejsza EDK. „Jak Bóg da, za rok też będę szedł w Jego towarzystwie”.
Reklama
Dla Kasi z kolei ta noc stała się początkiem odbudowy małżeństwa. „Ostatnie pół roku to były kłótnie, pretensje i niewyjaśnione rany. Szliśmy na EDK po kolejnej awanturze – każde z ciężarem w sercu”. Z każdym kilometrem czuła, jak ból, gniew i żal zaczynają z niej schodzić. „Przy VII stacji odsłuchaliśmy rozważanie, spojrzeliśmy sobie w oczy i nagle spłynął na mnie pokój, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W tej jednej chwili zrozumiałam, że wszystko może się zacząć od nowa”. Poszła z intencją uratowania swojego małżeństwa. „Wróciłam jako szczęśliwa żona” – mówi krótko.
Tylko ja i Bóg
Dla Tomka była to szósta EDK. Na własnoręcznie wykonanym krzyżu zapisywał daty i zaliczone trasy. Myślał, że zmieści na nim ponad dwadzieścia edycji. „Ale Bóg miał inny plan” – wyjaśnia na początku swojej opowieści. Jeszcze przed pierwszą stacją podszedł do niego jakiś chłopak z pytaniem, czy może ponieść krzyż. Zgodził się. Chłopak od razu uciekł. „Chciałem go gonić, ale szybko się zatrzymałem. Byłem zły. Na niego, na siebie, na Pana Boga. Postanowiłem jednak iść dalej – bez krzyża” – wspomina Tomek.
Szybko przyszła myśl, że Bogu nie podoba się ten rodzaj „nagrody”, którą sam sobie przyznawał. „Nagroda i ślad po każdej EDK mają zostać w sercu, w nawróceniu, w głowie, w sposobie myślenia i działania. Dodałem chłopaka do swoich intencji i doszedłem do XIV stacji. Niech krzyż, który zabrał w celu wyszydzenia i wyśmiania, nawraca go, prowadzi, dodaje mu łask Bożych i czyni w jego życiu cuda” – pomyślał Tomek.
Z kolei Michał mówi o sobie wprost: „Jestem synem alkoholika. Mój ojciec często katował mnie i moją rodzinę. Od kilku lat nie żyje” – wyznaje. Obrazy z dzieciństwa zrodziły w nim strach przed ciemnością i samotnością. Do dziś boi się spać sam. „Kiedy pierwszy raz usłyszałem o EDK, nie wiedziałem, jakie to może być uwalniające” – podkreśla i dodaje, że kilka lat temu, podczas swojej pierwszej EDK, pierwszy raz w życiu doświadczył poczucia bezpieczeństwa w ciemności i samotności. „Na co dzień unikam samotności. Tym razem była całonocna, samotna wędrówka – tylko ja i Bóg. Na początku czułem ogromny strach, ale po przeczytaniu pierwszego rozważania było lepiej, a następne przynosiły ulgę. EDK pozwoliła mi po raz pierwszy doświadczyć ojcowskiej opieki” – zaznacza chłopak.
Ekstremalna Droga Krzyżowa pozwala na zmianę swojego życia. W tym roku uczestnicy EDK są zaproszeni do odbycia podróży w głąb siebie. Ich świadectwa pokazują, że jest to droga do Boga. Podjęcie wyzwania EDK może sprawić, że życie człowieka ulegnie zmianie, stanie się bardziej Boże.
